madziulec
22.11.08, 13:22
2 dni temu koszmar w postaci wymiotow dziecka.
Dzis.. Ja 39 stopni.
Rano jak zwykle przyjechal ojciec malego. Znow te puste slowa o milosci i
innych duperelach.
Patrze na termometr, leb jak bania... Dzwonie do mamy, zeby zajela sie
dzieckiem i mowie to jemu, by zawiozl tam malego.
Ten dalej nawija malemu o swojej nieograniczonej milosci, jak to przyjedzie do
niego do sanatorium, bo nie wytrzyma bez niego 3 tygodni i inne puste slowa
kompletnie bez pokrycia.
Wychodza. Ja mocno szczesliwa, bo kontaktowosc spada z kazda minuta.
Potem telefon: jak zwykle, czy mama nie ma obiadu dla malego (wystarczy, ze
ostatnio dal jakies podle jedzenie i bylo rzganie). Nie, nie ma. Mam dosc,
potem i tak przewspanialy tatusiek wykazuje koszty obiadkow w swoich kosztach
na sprawie o alimenty.
Dzwonil 3 razy.
Ani razu nie zaproponowal, ze zabierze malego do siebie (ma dom, wiec warunki sa).
Mam dosc sluchania pustych slow bez pokrycia i mieszania mojemu dziecku w
glowie, ktore ostatnio stwierzdilo spokojnie, ze tata oszukuje.
A teraz ide chorowac.
Ciekawa jestem jak wasi "wspaniali mezczyzni" zajmuja sie swoimi dziecmi w
razie waszej choroby.