pelandar
06.12.08, 19:56
Pamiętacie jak pisałam o domu samotnej matki? Jak się tam wybierałam? No i faktycznie byłam tam - to dało mi spokój, pozwoliło na wnioski... no i poznałam w międzyczasie faceta (wiem, wiem - gdybym to nie ja pisała - nie uwierzyłabym). Nie chce robić z siebie kopciuszka teraz, bo facet nie jest ideałem. Ładny - nie jest. Za to jest normalny. Nie krzyczy, nie wścieka się. Chce ze mną być, dla dziecka jest kochany. Bardzo go lubię. Ale czy kocham? Nie. On przeciwnie do ślubnego ma pracę, samochód, jest odpowiedzialny, "dorosły", słodki dla mnie. I bardzo mu zależy (tak mówi). Pochodzi z dobrej rodziny (lekarzy) - w ogóle rozum mi każe być z nim. Serce (a może to przyzwyczajenie?) pcha mnie do męża. Wiem co jest lepsze dla mnie. Dla dziecka. I chyba się zdecyduję. Kiedyś kochałam męża a teraz? Kocham chyba tylko tego, kim kiedyś był. Kocham wspomnienie. Kocham moje wyobrażenie o człowieku, którego znałam. A nie samego człowieka. Dwa razy w życiu kierowałam się jedynie uczuciem i jak na tym wyszłam? Najgorzej tylko jak można. Możecie mi coś doradzić? Kierować się głupim sercem? Znowu? Czy dla odmiany postawić na rozum?