trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo

05.11.03, 11:40
Witam,
Trzymam się już prawie 5 miesięcy, kiedy to wyprowadziłam się z synkiem od
teściów, a mąż nie poszedł ze mną... i cały ten czas On ciągle się
zastanawia, czy chce być z nami (czy z rodzicami - chyba).Wynajęłam
mieszkanie w Warszawie, tam też mam pracę, synka zapisałam do żłobka i niby
sobie poradziłam, ale nie mogę zrozumieć jak ktoś kto żył ze mną 4 lata i ma
2,5 letniego synka może się zastanawiać nad tym czy chce mieszkać z nami.Taka
durnota mnie przeraża, ale chyba zobaczyłam obraz własnego męża, który woli
spokój bez nas. Nie powiem uraziłam Jego męskie -ego wyprowadzając się od
Niego i teściów.Nie wiem co mam myśleć, czy On czeka aż sama wychowam synka,
kiedy będzie już większy i nie będzie mu przeszkadzał. Kiedy urodziłam synka
to mąż sypiał w innym pokoju bo było mu za głośno i za ciasno na łóżku
szer.180. Nawet kiedy wróciłam do pracy to było święte dla Niego że On chce
się wyspać bo idzie do pracy, a ja niby to mogłam nie spać. Zastanawiam się
czy wyprowadzając się nie zrobiłam mu przyjemności bo ma spokój który tak
lubi, a synka tylko wtedy jak On ma czas i ochotę.Chyba zrobiłam to czego On
nie miał odwagi zrobić, no bo niby jak mógłby się wyprowadzić z domu
rodziców.Dobija mnie beznadziejność sytuacji i "lodowatość" mojego męża.Kiedy
chce z Nim rozmawiać to słyszę odpowiedź, że ON potrzebuje czasu. Nie wiem
jak długo jeszcze wytrzymam zawieszona w próżni.Synek rośnie ma już 2,5
roczku,lubi swojego tatę i pyta o Niego.Doszło do tego że unikam spotkań ze
znajomymi, po powrocie z pracy najlepiej czuję się tylko w towarzystwie
synka.Mam ochotę klnąć,bo nic nie rozumiem z tego zas.... życia!!
    • e.beata Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 05.11.03, 12:54
      Netka, jak go rodzice z domu nie wywalą to on się moze jeszcze tak z 5 lat
      zastanawiać.

    • pepsii Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 05.11.03, 14:27
      Ja jestem też w bardzo ciężkiej sytuacji z tym, że to on mieszka u (jeszcze) ze
      mną u moich rodziców. Pokazuje teraz swoje rogi, a jesteśmy dopiero rok po
      ślubie. Co będzie dalej nie wiem...
      Narazie mam dość jego ciągłych dosów, fochów noi przede wszystkim tego, że on
      ciągle musi się wyspać. W nocy jak czasami mały się budzi to się złości, że
      trzeba do niego wstać a on chce się wyspać, wyklina na mnie i wiecznie mi
      wytyka, że jestem złą matką. Płakać mi się chce jak tylko o tym myślę.
      Generalnie jest dobrym ojcem i swoje nocne zachowanie tłumaczy rozespaniem, że
      nie wie co się z nim dzieje. Poza tym wiecznie nie ma go w domu, codziennie
      popołudniu wychodzi gdzieś niby w interesach. Nie ma z niego żadnego porzytku w
      domu, jak coś trzeba zrobić to wołami go zaciągnąć nie można. O zrobienie
      prostych rzeczy muszę się prosić tygodniami, ale jak zadzwoni teściowa, że jej
      się żarówka spałiła to od razu jedzie ją wymienić, żeby to mamusia nie pokalała
      swych rąk taką pracą. Nie wiem jak długo to jeszcze zniosę... . Moja mama
      pomaga nam jak tylko może a on tego nie docenia. Jest mi bardzo smutno teraz
      jak to pisze i zbiera mi się na płacz. Zastanawiałm sie wielokrotnie nad tym
      żeby się wyprowadził ale z drugiej strony to sama nie wiem co jest lepsze.
      Dodam jeszcze, że jeżeli chodzi o moją teściową to ona traktuje mnie jak wroga,
      a mój mąż jest raczej "mężęm" niz moim. Ja nie mam nic do powiedzenia.
      Najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że ten cholerny facet zawsze zwala
      wszystko na mnie, że to ja jestem winna. Czy ja za dużo wymagam??? Chcę mieć
      poprostu męża....
      • netka334 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 05.11.03, 15:04
        To co napisała PEPSII to tak jakbym czytała o własnym mężu, u mnie było
        dokładnie tak samo, nie wspomnę że nigdy nie obstawał za mną i nie trzymał
        mojej strony.Zresztą jak sięgnę pamięcią to problemy dla Niego zaczęły się
        pojawiać jak urodził się synek, chciał dziecka, a potem chyba przeliczył się co
        do bycia ojcem.
        Pozdrawiam
        • exodus774 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 05.11.03, 15:53
          Mężczyźni są bardzo dziwni mój mąż bardzo chciał dziecka i bardzo kocha naszego
          synka ale też często jego egoizm pt ja sie musze wyspać bierze górę nad
          uczuciami ojcowskimi. Były u nas rózne sytuacje tzn był moment że ja on
          pracował ja byłam z młodym w domu i to mnie przypadały nocne wstawania, był
          czas że ja pracowałam on siedział z dzieckiem i też było moje nocne wstawanie
          do syna wink Często mnie to wkurza że to jest niesprawiedliwe że co rano(teraz)
          ja ubieram młodego do żłobka siebie jeszcze kawe robie a mąż łaskawie się sam
          ubierze. Walcze z tym powoli na spokojnie stram sie tłumaczyć, powoli
          wprowadzam go w coraz to nowe obowiązki. Ale nie oszukuje się wiem że nigdy nie
          bedzie reagował na dziecko tak jak ja że obudzony w nocy w pierwszym momencie
          bedzie wściekły a później dopiero się będzie martwił czy wszystko jest ok z
          dzieckiem. Że z większym dystansem bedzie podchodził do karmienia Kacpra itp.

          Nie usprawiedliwiam go tylko staram sie pogodzic z tym co niezmienialne, a to
          co się daje zmienić powoli zmieniam.

          Powiem szczerze podejście Twojego męża do Twojej wyprowadzki jest gówniarskie,
          w małżeństwie nie powinno byc takich sytuacji. Ja w momencie gdy mój mąz
          poważnie pokłócił się z moimi rodzicami nie miałam wątpliwościposzłam razem z
          nim chociaż uważałam, ze obie strony są równie winne zaistniałej sytuacji. Ale
          małżeństwo jest na dobre i złe a nie tylko wtedy kiedy jest nam w nim wygodnie.
          Pozdrawiam
          Kasia
        • pepsii Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 05.11.03, 16:36
          netka334 my chyba się rozumiemy. Tobie podejrzewam, że małżeństwo już się
          zawaliło a jeżeli chodzi o moje to sądzę, że już śmierdzi końcem - to już chyba
          blisko. Ile można wytrzymać???!!! Sama też dam sobie radę, chciałam tylko żeby
          moje dziecko miało normalny dom, którego ja niestety nie miałam - wychowywałam
          się bez ojca. Ale myślę, że lepiej jak będę sama niż mam się z nim wiecznie
          kłucić o bzdury przy dziecku.Kamilek jest jeszcze mały ale zaraz zacznie
          rozumieć co się dzieje, wolałabym mu tego oszczędzić. Jestem już zmęczona tymi
          wiecznymi kłótniami. Poza tym nie wiem co wstąpiło w mojego męża po ślubie, bo
          wcześniej był zupełnie innym człowiekiem.Byliśmy przecież przed ślubem 4 lata
          razem i myślałm, że go poznałam wystarczająco. Czy zawsze tak jest... .Wiem
          też, że moja teściowa podpuszcza mojego męża przeciwko mnie. Wnioskuję to stąd,
          że mój mąż zawsze wraca wściekły i skory tylko do awantury po wizycie u swojej
          mamy. Dodam jeszcze, że mój mąż uderzył mnie już trzy razy podczas naszego
          półtorarocznego pożycia małżeńskiego. A co będzie dalej??
          Ja mam dopiero 23 lata i marzy mi się udane życie małżeńskie. Może jeszcze
          przyjdzie na mnie czas...
          • ona_26 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 06.11.03, 09:15
            Mogę się podpisać pod tym co napisałyście a dodam z własnego doświadczenia jak
            zrobił mój "mąż". Nie było kolorowo, on pracuje za granicą ale jakoś to było na
            początku przyjeżdżał dość często, choć zdaję sobie sprawę że dziecku i tak to
            nie wystarczało, w tym czasie moi teście odwiedzali mnie i dziecko tylko wtedy
            kiedy on przyjeżdżał i on wtedy był kochający tatuś. Niestety potem wyszło tak
            jak wyszło jego przyjazdy były coraz rzadsze, telefony do dziecka wogóle
            zapomnij, za to znacznie częściej dzwonił do rodziców i narzekał jaka ja to
            jestem, że napewno kogoś mam i takie tam różne (to że pracuję i wychowuję
            dziecko kiedy jego nie ma nie miało żadnego znaczenia) więc kiedy przyjechał na
            początku roku i zaczęłam dowiadywać co oni mówią na mój temat próbowałam z nim
            na ten temat rozmawiać, po czym usłyszałam że on nie ma podstaw do tego żeby im
            nie wierzyć, nie liczyło sie to co mówiłam ja, moi rodzice którzy mieszkają
            znacznie bliżej niż moi teściowie, pomagają mi, ważne było to co mówili oni
            chociaż nawet nie mieli pojęcia o niczym, zapytałam go pewnego razu kto dla
            niego jest teraz rodziną i to co usłyszałam ścieło mnie z nóg, ja i dziecko to
            coś co ma, a rodzina sa jego rodzice, owszem to jest rodzina ale kiedy w zyciu
            pojawia się żona i dziecko kiedy zaczyna się nowe życie (takie jest moje
            zdanie....) to wtedy rodzice są troszkę mniej ważni, ale nie dla niego.
            Wszystko to co oni mówili i robili było wazniejsze niż ja i dziecko, nigdy nie
            stanął w mojej obronie przed nimi a na tym chyba polega małżeństwo żeby się
            wspierać wzajemnie. Poszedł mieszkac do rodziców ot tak, bez najmniejszych
            oporów, a oni jeszcze chętniej go przyjeli bo to ja jestem ta najgorsza, teraz
            dopiero dowiaduje się od nich dlaczego tak się stało, że to ja jestem
            wszystkiemu winna bo za duzo od niego wymagała, no proszę was ja tego nie
            rozumiem wogóle, na to wygląda że rodzicom naszych mężów podoba sie to że oni
            nic nie robia i jeszcze ich w tym utwierdzają, jak dla mnie to chore podejście,
            no ale może się mylę....
            Troszkę się tego nazbierało smile))))
            Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko.....wszystko przed nami
            • exodus774 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 06.11.03, 09:43
              Współczuje wam dziewczyny, niestety wasi męzowie zostali wychowani na wiecznych
              synusiów swoich rodziców a nie na mężów.

              Ja jak niejednokrotnie wspominałam też mam trudnego męża ale inaczej w niego
              wpojono że jeżeli jest ślub to na całe życie i nie ma sytuacji że cos mu nie
              pasuje o pakuje manatki i zmyka do mamusi (zreszta moja wspaniała teściowa
              powiedziała ze w takiej sytuacji kazałaby mu wynosić się do żony i do dziecka)
              Dla mnie jeżeli są konfliktowe sytuacje między któryms z nas a rodzicami to
              jest bezdyskusyjne że stoimy za soba murem chocbysmy później sami mieli sie o
              to pokłócić.

              Ale pociesząjace jest to ze niektórzy faceci z tego wyrastają, tylko szkoda że
              takim kosztem waszych zniszczonych nerwów i waszych dzieci bo ona nawet jak są
              malutkie to i tak podświadomie wyczuwają że coś jest nie tak.
              Trzymajcie się pozdrawiam cieplutko
              Kasia
              • pepsii Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 06.11.03, 12:09
                A moja teściowa w przeciwieństwie do Twojej exodus774 przyjęłaby swojego
                ukochanego synusia z otwartymi rękami. Och jaki biedny skrzywdzony żona go
                wywaliła.... . A moje zdanie jest takie, że powinna go wypir... anie tylko
                wywalić. Przepraszam za stwierdzenie ale już mnie nosi jak tylko o tym myslę.
                • netka334 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 06.11.03, 13:19
                  Niestety jak widać moja teściowa też nie wywaliła syneczka, żeby poszedł
                  mieszkać z rodziną, tylko mu śniadanka,obiadki,kolacyjki robi,prasuje bo szkoda
                  jej biednego synka, którego żona zostawiła.Ale nie zastanowi się że miałam Jej
                  serdecznie dość tak samo jak teścia,mogę nawet stwierdzić że teść jest gorszy
                  od niej.Kiedy się wyprowadziłam to takie głupoty na mnie rozpowiadał w całej
                  rodzinie, najgorsze kłamstwa jakie mu pasowały.Jeszcze mam taką nienawiść do
                  nich, że lepiej niech mi nie wchodzą w drogę, bo ustawię z miejsca i bez
                  owijania w bawełnę, bo wystarczy ich wtrącania się w moje życie.
                  Dziewczyny nic nam nie pozostaje jak mocno się trzymaj,
                  Pozdrawiam
                  • pepsii Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 07.11.03, 10:01
                    Bez naszych obecnych partnerów też sobie damy radę, bo jak się to mówi "tego
                    kwiatu jest pół światu"!!! Głowa do góry dziewczynysmile
                    • kaska45 Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 07.11.03, 10:27
                      chciałabym tylko powiedzieć, że jesteście bardzo dzielne, ja trzymam się już
                      dziesięć lat i nie mogę zrobić z moją sytuacją w małżeństwie porządku, ciągle
                      mam na uwadze dobro córki, która jest już duża i powoli zaczyna się odemnie
                      oddalać, dla męża mnie nie ma..., jestem tylko na "etacie" gosposi, liczy się
                      tylko on i jego potrzeby, na szczęście teściowa jest daleko i przynajmniej ten
                      problem mam z głowy, ciągnie się to już tyle lat a ja ciągle nie mam na tyle
                      odwagi żeby podjąć jakąś konkretną decyzję, nie wiem czy to ciągle jeszcze
                      miłość do męża czy obawa przed samotnością... (też wychowywałam się w rozbitej
                      rodzinie, podziwiam Was dziewczyny za Waszą samodzielność
    • jotika Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 07.11.03, 15:05
      Netka
      jak czytam Twoj list to widze siebie
      tylko ze ja moze nie wyprowadzilam sie jescze,bo mam swoje mieszkanie, ale nie
      wiem czy długo jescze dam rade w nim mieszkac, z NIM
      czyli z moim mężem a ojcem moich dwoch synów
      popelnilam ten blad, ze probowalam ratowac nieudany zwiazek druga ciąza.
      i tak nic nie wyszlo, a nawet jest gorzej!!
      moj maz juz sie wyprowadzal do mamusi 3 razy, za kazdym razem
      wracal,przepraszal, i obiecywal poprawe
      a na kazde moje obecne stwierdzenie ze nie musi sie ze mna meczyc, bo
      oczywiscie ja jestem ta jedza co wymaga i chce zeby wszystko bylo dobrze, tzn.
      dzieci zadbane, "normalne" zycie rodzinne - On stwierdza wpaniale, ze nie chce
      mnie zostawic, bo nie chce zostawic dzieci, ale tez nie rozumie ze bycie ojcem
      to nie tylko krzyk na nie i bicie za drobne przewinienie (np. pokruszone
      jedzenie, mlaskanie przy stole czy ostatnio uwaga: jak nie zaśniesz to
      dostaniesz ode mnie !!!) ale przede wszystkim troska o ich zdrowie i życie!!
      chodzenie po lekarzach, wstawanie w nocy, pamietanie o butach na zime itp.
      od lepszych rzeczy jest tata, od prania, sprzątania i gotowania Tata!
      po wielkich awanturach dzis zwolnił sie z pracy, bo potrzebne jest
      zaswiadczenie do lekarza!! oczywiscie uslyszalam ze takie zwolnienie sie z
      pracy na chwile grozi wyrzuceniem!! straszenie mnie samobojstwem, utratą pracy
      i chorobą ma miejsce zawsze jak cos od niego chce, a jak juz siedzi sobie
      codziennie przed telewizorkiem a ja chodze i robie to co moglibysmy robic razem-
      jest dobrze, jestem super zona i jest cudownie
      ale ja nie chce juz takiego meza, i on tego nie rozumie!!!!
      nie obchodzi go to, ze jego dzieci są swiadkami kłotni,wyzwisk itp. rzeczy, ze
      nie nauczą sie kochac bo same nie widzą milosci miedzy nami!
      Ja juz nawet nie chce probowac rozmawiac,bo kazda rozmowa konczy sie moim
      placzem, a on potem straszy mnie samobójstwem!! zarzuca mi caly czas
      podkopywanie autorytetu, kiedy dzieci ze strachu biegną do mnie gdy na nich
      krzyczy, bo juz nawet ten mlodszy boi sie ojca ( a ma półtora roku)
      ja wiem ze chce byc juz tylko sama, bo i tak naprawde jestem, wszelką pomoc mam
      od moich rodzicow, tesc jeszcze sie czasem angazuje, a tesciowa od urodzenia
      sie mlodszego synka (bo mialaby dziewczynka) byla razy 3!!
      a mieszka kilka ulic dalej!
      ja oczywiscie jestem tez be, bo nie jezdze do niej, ale po co!
      Pan i Wladca wszystko moze, na wszystko ma czas i nigdy nie przegapi terminu
      meczu w TV! Ja musze pamietac o wszystkich innych sprawach.
      I tak Netka dochodze do wniosku,ze mam dokladnie takie same odczucia
      Boje sie tylko ze w moim przypadku trzeba bedzie postawic sie jescze rodzinie,
      ktora bedzie uwazac ze wyrzadzam krzywde dzieciom
      ale moich krzywd nikt nie bierze pod uwage
      takze trzymaj sie dzielnie i poddawaj

      • ika_a Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 16.11.03, 09:20
        Nic tak nie boli po odejściu od męża jak poczucie winy, że wyrządza się krzywdę
        dzieciom. Staram się sobie tłumaczyć, że większą krzywdą dla nich byłoby kazać
        im żyć w chorej rodzinie, gdzie ojciec nie szanuje matki, gdzie jeden człowiek
        żyje kosztem drugiego człowieka, gdzie żeby przetrwać trzeba udawać. Nie chcę
        tego uczyć moich dzieci, tym bardziej, że są to dziewczyny i swoją kobiecość
        będą budować między innymi na wzorze jaki ja im pokarzę. Mimo wszystko boli, bo
        w naszym społeczeństwie tak mocno jest zakorzenione, że rodzina to na dobre i
        złe, że dla dobra dzieci, że w życiu trzeba wybaczać, że miłosierdzie i jeszcze
        więcej coraz wznioślejszych słów można przytaczać. Dużo wysiłku kosztowało mnie
        zrozumienie prawdziwego sensu tych słów i nie nadinterpretowanie ich. Bez
        pomocy psychologa nie poradziłabym sobie. Teraz po kilku miesiącach
        samodzielnego bycia "trzymam się" a czasem rozsypuję. Jest kilka miejsc, gdzie
        w sytuacji kryzysu mogę pójść. Naszczęście to moja rodzina, która też
        potrzebowała czasu, żeby zrozumieć dlaczego nie chcę dać mężowi "jeszcze jednej
        szansy". Paradoksalnie postawa mojej teściowej, która odcięła się od mojego
        męża i go poprostu nie przygarnęła w krytycznym momencie, była gwożdziem do
        trumny. Był czas kiedy potrzebowałam spokoju a mój mąż poprostu mądrej pomocy
        ale już nie mojej, tylko terapeuty i tu teściowa może pomóc sprawie nie
        odsyłając syneczka do żony tylko biorąc za fraki i zaprowadzając do
        specjalisty. Tylko żeby to zrobić trzeba przyznać się, że syneczek popełnił
        błąd a synową potraktować jak przyjaciela a nie kogoś kto "zniszczył to co ona
        wypracowała przez lata". Pozdrawiam, życzę siły i szczerości z samym sobą.
    • serengetti Re: trzymam się trzymam, ale nie wiem jak długo 17.11.03, 13:12
      Jak tak czytam te Wasze posty, to jakbym siebie i swoją sytuację tych kilka lat
      temu widziała. Ika_a ma rację – poczucie winy po odejściu od męża przytłacza.
      Ale z drugiej strony nie mogę zrozumieć, że w imię źle pojętego dobra dzieci
      chcecie się męczyć ze swoimi „panami i władcami”. Przecież dzieci widzą i
      doskonale zapamiętują, jak tatuś traktuje mamusię, jak się zwraca do niej i do
      nich. I za jakiś czas będą uważały to za normę, za model – jeżeli macie synów,
      to oni będą tak traktować swoje żony. Czy tego właśnie chcecie??? Mam znajomą,
      którą mąż systematycznie katuje, ale ona nie chce od niego odejść – tzw.
      psychiczne uzależnienie. Ona ma syna, w tej chwili 18-letniego. Co robi ten
      synek? Za przykładem tatusia bije mamusię. Bo tatuś może i to robi, to jemu też
      wolno. Kobiety, zastanówcie się, czy to jest to dobro dziecka, o które wam
      chodzi? I czy to jest ten powszechnie przyjęty „prawidłowy” model rodziny? To
      już lepiej być samemu z dzieckiem, niech to dziecko nie widzi płaczu i
      poniewierki matki, nie słyszy awantur. Lepiej, żeby tatuś był „na doskok”, niż
      tak, jak teraz. Ja też długo biłam się z myślami, zanim opuściłam męża (sam mi
      pomógł podnosząc na mnie rękę), ale nie żałuję. Los wynagrodził mi z nawiązką
      moją poniewierkę, dostałam dobrą pracę, odziedziczyłam mieszkanie, w tej chwili
      jestem na etapie układania sobie na nowo życia. Moja córka rośnie zdrowo,
      dobrze się uczy, jest zadowolona z życia i spokojna. Ale wiem, że gdybym
      została z mężem i nie zrobiła tego poważnego kroku, nie byłoby tak różowo.
      Prawdopodobnie obie z córką skończyłybyśmy w szpitalu dla psychicznie chorych.
      Ja długo dochodziłam do siebie po rozwodzie – zanim spojrzałam na innego
      mężczyznę, musiało minąć wiele czasu – 7 lat. Ale w tej chwili nie żałuję mojej
      decyzji – wiem, że zrobiłam dobrze – i dla dziecka, i dla siebie. Pamiętajcie
      kobiety – nie możecie dać się kompletnie zgnoić w imię dobra dziecka. Bo co te
      dzieci zrobią, kiedy was zabraknie? Nie dajcie marnować sobie życia dupkom,
      którzy was urzekli – po prostu zostawcie ich własnemu losowi. Kiedy umrą ich
      rodzice, oni dopiero zauważą, jak bardzo byli zależni i jak bardzo źle
      postąpili. Ale wtedy Wy przy odrobinie szczęścia będziecie wolne, szczęśliwe i
      zadowolone z życia. I Wasze dzieci też. Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się.
      A już na pewno nie przyjmujcie tych namiastek z powrotem – nie są was warci.
      Pozdrawiam serdecznie
      Katarzyna
Pełna wersja