netka334
05.11.03, 11:40
Witam,
Trzymam się już prawie 5 miesięcy, kiedy to wyprowadziłam się z synkiem od
teściów, a mąż nie poszedł ze mną... i cały ten czas On ciągle się
zastanawia, czy chce być z nami (czy z rodzicami - chyba).Wynajęłam
mieszkanie w Warszawie, tam też mam pracę, synka zapisałam do żłobka i niby
sobie poradziłam, ale nie mogę zrozumieć jak ktoś kto żył ze mną 4 lata i ma
2,5 letniego synka może się zastanawiać nad tym czy chce mieszkać z nami.Taka
durnota mnie przeraża, ale chyba zobaczyłam obraz własnego męża, który woli
spokój bez nas. Nie powiem uraziłam Jego męskie -ego wyprowadzając się od
Niego i teściów.Nie wiem co mam myśleć, czy On czeka aż sama wychowam synka,
kiedy będzie już większy i nie będzie mu przeszkadzał. Kiedy urodziłam synka
to mąż sypiał w innym pokoju bo było mu za głośno i za ciasno na łóżku
szer.180. Nawet kiedy wróciłam do pracy to było święte dla Niego że On chce
się wyspać bo idzie do pracy, a ja niby to mogłam nie spać. Zastanawiam się
czy wyprowadzając się nie zrobiłam mu przyjemności bo ma spokój który tak
lubi, a synka tylko wtedy jak On ma czas i ochotę.Chyba zrobiłam to czego On
nie miał odwagi zrobić, no bo niby jak mógłby się wyprowadzić z domu
rodziców.Dobija mnie beznadziejność sytuacji i "lodowatość" mojego męża.Kiedy
chce z Nim rozmawiać to słyszę odpowiedź, że ON potrzebuje czasu. Nie wiem
jak długo jeszcze wytrzymam zawieszona w próżni.Synek rośnie ma już 2,5
roczku,lubi swojego tatę i pyta o Niego.Doszło do tego że unikam spotkań ze
znajomymi, po powrocie z pracy najlepiej czuję się tylko w towarzystwie
synka.Mam ochotę klnąć,bo nic nie rozumiem z tego zas.... życia!!