Pewnie mnie wysmiejecie....

01.01.09, 01:50
Mam 32 lata,Lena -moja córka ma teraz 14 miesiecy.
Ojciec Leny ...nie chciał jej,to ja zdecydowałamże ją urodzę.
On wtedy stwierdził,że układa sobie nowe życie,ale na dziecko
będzie
płacił i w miarę możliwości będzie mi pomagał.
Nikt się nie spodziewał,że Lena urodzi się 2 miesiące wcześneij...
Gdy dziecko się urodziło on wolał jechać do swojej kobiety...
Pózniej jak to z wcześniakem zaczęły się wyjazdy do szpitali i
specjalistów.
Dawał radę,uśpił moją czujność...twierdził,że nikogo nie ma...
Nie chciałm z nim być,ale miałam nadzieję,że on całym sercem odda
się córce.Przychodził 3 X w tygodniu,robił prezenty itd
Dzisiaj dostałam prezent na Nowy Rok...
dowiedziałam się,że tatuś mojego dziecka dalej prowadzi podwójne
życie i w tzw między czasie ma nowe dziecko...
Ja nie moge na niego patrzec,nie chce go znac!
Co mogę zrobić,żeby do minimun ograniczyć jego widzenie z dzieckiem
i żeby on mi nie groził sądem,że mu te widzenia ograniczyłam??
    • wawrzyniecpruski Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 01.01.09, 02:06
      Ale dlaczego chcesz ograniczać facetowi kontakty z dzieckiem? By sie
      na nim odegrać? Bardzo krótkowzroczne zachowanie bo zaszkodzisz
      Twemu wlasnemu dzicecku, które potrzbuje ojca nawet takiego jak Twój
      partner.
      Nie mścij sie na facecie za pomocą dziecka bo kiedyś będziesz tego
      żałowała. Ty Ty nie chcesz go znać nie masz prawa decydować o
      uczuciach swego dziecka. Oprzytomnij kobieto w tej nienawiśći....
      • guderianka Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 01.01.09, 09:10
        Facet nie chce być z tobą
        Czy to znaczy że nie chce mieć dziecka? Że zmienił się jego stosunek?

        I nie rozumiem z czego tu sie śmiać..
    • szpil1 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 01.01.09, 13:21
      Jak to prowadził podwójne życie? Jasno Ci powiedział, że dziecka nie
      chce i bedzie sobie życie układał na nowo. To, że się z Tobą rozstał
      znaczy, że nie może mieć kogoś? To, że się z kimś związał nie
      znaczy, że będzie zaniedbywał Lenę. Być jej nie chciał, ale sama
      piszesz, że przychodził często, robił prezenty i wynika z Twojego
      postu, że zależy mu na kontakcie z dzieckiem. Podjrzewam, że
      najbardziej boli Cię, że on już Cię nie kocha, że nie chciał dziecka
      z Tobą, ale z inną kobietą owszem. Przemawia przez ciebie urażona
      duma i zwykła złość:"Jak on śmiał mnie zostawić, mieć kogoś i do
      tego jeszcze ma drugie dziecko." Opamiętaj się, bo co innego jego
      brak uczuć wobec Ciebie, a co innego uczucia wobec Leny.
    • kajda28 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 01.01.09, 13:48
      podpisuje się pod tym co moi przedmówcy.
      Ograniczając mu kontakty z córką najbardziej skrzywdzisz córkę. Jak
      się będziesz czuła jak ona będzie czekała na tatę, tęskniła za nim,
      tylko dlatego że Twoja urażona duma ucierpiała.
      Rozumiem że piszesz to w krótkim czasie po otrzymaniu wiadomości że
      tata Leny ma inne dziecko, więc nie rób niczego pod wpływem emocji-
      bo to negatywne emocje. Pewnie dlatego były Cię kłamał że nikogo nie
      ma, bo bał się Twojej reakcji, bo bał się że możesz zabronić mu
      kontaktu z córką, którą kocha.
    • martina.15 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 01.01.09, 23:02
      ogranicz wlasne z nim kontakty do minimum, tyle wystarczy. nie rob swojemu
      dziecku krzywdy

      ja osobiscie dlugo nie moglam pojac czemu "te psychodzy" mowia ze lepszy
      weekendowy tatus niz zaden. albo taki co sie pokaze raz na rok. ale jesli oni od
      lat tak trabia, i znam osoby ktore mowia- niech ma kontakt z ojcem, nawet jakby
      byl najgorszy- bo same tego doswiaczyly jako dzieci- to chyba trzeba wsadzic
      wlasne uczucia do kieszeni i dzialac na dobro dziecka.
    • selavi2 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 01:22
      Nie masz prawa rozgrywać za pomocą dziecka swoich spraw z jego ojcem.
      Mowie Ci to i jako dziecko matki, ktora przez swoje zale i ambicje odciela mnie
      od ojca i jako samotna od 16 lat matka.
      Nie mowie, ze mnie nie korcilo, by posluzyc sie zakazem widywania, ale nidgy nie
      uległam tym niskim pobudkom wynikajacym tylko z tego, ze to ja nie radzilam
      sobie z sytuacja.
      Nie masz prawa tak postepowac, jesli kochasz swoje dziecko.
      Ja Ci nie pomoge w dodatkowym rujnowaniu życia dziecku.
      • nioma Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 11:12
        genialny pomysl: ukarac dziecko i ojca za wlasna glupote i brak
        rozsadku.
        Zastanow sie kobieto nad swoim zachowaniem.
        • mama_tygrysa Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 11:46
          cóż, może macie rację, nie mniej jednak mam inne zdanie na ten
          temat. Jeśli oszukiwał mówiąc, że nie ma nikogo, przyjeżdżał i
          zachowywał się jakby nigdy nic się nie stało (skąd wiecie, czy nie
          żyli razem) to dawał do zrozumienia, że jest szansa, by byli razem i
          razem wychowywali córkę. Nie postawił jak rozumiem sprawy
          jasno: "robię to tylko dla córki, nie dla ciebie" Tym samym również
          oszukiwał córkę. I być może w waszej opinii egoistyczne jest
          ograniczenie mu kontaktu z córką, moim zdaniem jest to najzwyklejsza
          potrzeba chronienia dziecka przed oszustem. I tyle.
          • nioma Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 12:02
            ale kasę ma dawac?
          • burza4 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 20.01.09, 11:53
            nie bądź śmieszna. Oszukiwał paromiesięczną córkę? zapewne była
            wstrząśnięta...

            dziecko ma prawo do ojca, jaki by nie był, miałam kiedyś faceta,
            który był od ojca trzymany z daleka i wiem jaką to zostawiło bliznę.
            Łatwiej znieść świadomość, że ojciec jest nieodpowiedzialny niż
            świadomość, że najbliższa osoba ma cię gdzieś na tyle, że nawet nie
            chce cię widzieć na oczy.
    • kicia031 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 12:56
      miałam nadzieję,że on całym sercem odda
      > się córce.

      Milosc do dziecka nie powinna wypelniac calego zycia. Nie chce byc z toba, ma
      prawo ulozyc sobie zycie, co wiecej, nie musi ci sie spowiadac ze swoich
      oprywatnych spraw, a ty nie powinnas pytac.

      Wasze relacje powinny dotyczyc tylko kwestii zwiazanych z dzieckiem, i jak
      rozumiem, tak wlasnie bylo, wiec o co chodzi?

      Dziecko potrzebuje ojca. Nie pozbawiaj jej tego w imie wlasnej urazonej dumy.
      • natalia_81 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 19:53
        wspolczuje ci lennor
        moje dziecko ma sie dopiero urodzic, ale juz teraz sie boje tego czy
        dam rade wizytom tatusia
        odszedl, ale ja go nadal kocham
        mysle sobie, ze w czasie odwiedzin... bede wychodzic, po prostu
        moze to dobra opcja?
        przemysl to..
        3maj sie
    • madziulec Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 02.01.09, 20:34
      A ja Cie rozumiem.

      I nie mam zamiaru Cie wysmiewac.
      Bo czlowiek to nei cyborg, ktory da sie zaprogramowac pod wzgledem uczuc.
      Ty czujesz, Ty myslisz i kierujesz sie wlasnie teraz tymi uczuciami.
      I nie jestes gorsza pod tym wzgledem od zadnej z nas.

      I opowiadanie przez pozostale, ze masz przestac kierowac sie uczuciami jest dosc
      .. Hmmm.. No coz.. Nawet nei wiem jak to opisac. Bo tak naprawde to nei da sie
      wlasnie oddzielic kawalka Ciebie i powiedziec wycinam dzis kawalek mozgu,
      przestaje myslec, ze ten ktos myslal, dziekco mam (no wlasnie skad?) i prowadze
      od dzis (dlaczego od dzis a nie od wczoraj) swietne zycie, nie myslac o ojcu
      dziecka,a jesli sie bedzie pojawial bede udawac, ze jest wszystko cacy.
      • natalia_81 Re: madziulec.... 02.01.09, 21:10
        o.. to.. to.. to... wlasnie dokladnie tak jak piszesz
        zapewne lennor nie chce zrobic przykrosci corce
        nie chce nic robic po zlosci, ją JĄ TERAZ TO BOLI ' po prostu '
        ona cierpi
        jesli go kochala, miala nadzieje...
        • lennor Re: madziulec.... 02.01.09, 21:38
          Dzięki dziewczyny...za wszystkie wypowiedzi.Zdaję sobie sprawę,że
          emocje to zły doradca i można popełnić wiele błędów.
          Sprawa jest dużo bardziej złożona i dla mnie bardzo przykra,ale nie
          będę tego roztrząsać.
          Większość z Was twierdzi,że kategorycznie nie mam prawa tak
          postępować,że dla dobra dziecka trzeba zrobić wszystko.
          Niestety muszę być być po trosze egoistką i zacząć wreszcie myśleć
          też o sobie.Mam się wpędzić w depresję,zniszczyć do końca poczucie
          godności,dawać się dalej okłamywać i oszukiwać?Nie mogę być
          znerwicowaną,sfrustrowaną matką,okazującą swoje złe emocje
          dziecku,bo tym wyrządzę jej większą krzywdę.Muszę być silna,bo
          jesteśmy zupełnie same,a spotkania z ojcem malej mi w tym nie
          pomogą.
          On już chyba sam zdecydował,wystarczą ma godzinne,niedzielne
          spacerki.

          • de_la_hoya Re: madziulec.... 02.01.09, 21:50
            lennor napisała:

            > On już chyba sam zdecydował,wystarczą ma godzinne,niedzielne
            > spacerki.

            zadecydował?
            bo nie chce być z tobą?
            z tego co piszesz to od dawna z tobą nie jest bo przyjeżdżał tylko do dziecka
            nie przyjeżdżał do ciebie
            a to, że nic nie mówił o nowej rodzinie to pewnie dlatego, że wiedział iż
            zrobiłabyś z tego wielkie halo i odcięła go od dziecka
            nie możesz na niego patrzeć?
            wcześniej mogłaś więc o co chodzi?
            myślałaś, że facet do końca życia będzie sam?
            ty go nie masz ale nikt inny też mieć go nie będzie?
            a teraz co? w końcu powiedział, że ma nową rodzinę więc kara, księżniczka lennor
            zarzuciła focha...
            to ty masz problem!
            żyłaś nadziejami, nadziejami niczym niepotwierdzonymi i teraz miej pretensje
            tylko do siebie
          • guderianka Re: madziulec.... 02.01.09, 22:00
            lennor-rozumiem,że sytuacja jest złożona. Ale twój pierwszy post i
            ten powyższy to tak jakby słowa pisane przez dwie osóby, dwa opisy
            sytuacji
            Nikt nie twierdzi że dla dobra dziecka masz zrobić wszystko. Masz
            zachowac się dojarzale i właśnie dobro dziecka stawiać na peirwszym
            miejscu. Nie to z kim sypia twój facet, nie to czy cie kocha ale to
            czy kocha dziecko i czy chce się wywiązywać ze swoich rodzicielskich
            obowiązków
          • kajda28 Re: madziulec.... 02.01.09, 23:35
            > Niestety muszę być być po trosze egoistką i zacząć wreszcie myśleć
            > też o sobie.Mam się wpędzić w depresję,zniszczyć do końca poczucie
            > godności,dawać się dalej okłamywać i oszukiwać?Nie mogę być
            > znerwicowaną,sfrustrowaną matką,okazującą swoje złe emocje
            > dziecku,bo tym wyrządzę jej większą krzywdę.Muszę być silna,bo
            > jesteśmy zupełnie same,a spotkania z ojcem malej mi w tym nie
            > pomogą.

            a kiedy pomyślisz o córce?
            Bo narazie myślisz tylko o sobie, co będzie dobre dla ciebie i tylko
            ciebie. Jeżeli tak to OK. Ale powiedz na głos że dla swojego dobrego
            samopoczucia krzywdzisz dziecko, swoje własne dziecko- i tu już
            niczym nie różnisz się od jej taty.
            Podam mój przykład : tata tmoich dzieci jest trzeźwy ok. 4 m-ce w
            roku, w tym czasie idealny tata. I za każdym razem kiedy przyjdzie
            trzeźwy będzie wpuszczony aby widzieć się dziećmi. I to nic że przez
            7 m-cy sama borykam się trudnościami (właśnie zostałam zwolniona z
            pracy bo poszłam na zwolnienie na dzieci). Mi jest łatwiej niż
            tobie, zdaję sobie z tego sprawę- u mnie w rolę nie wchodzą już
            żadne uczucia do eksa. Sprawa jest zakończona.
            Piszesz że nie chcesz z nim być, to dlaczego tak boli fakt że ma
            kogoś innego? Teraz jest czysta sytuacja, wiesz że ma kogoś, nie
            oszukuje- a ty go za to karzesz. Dlaczego? Tak bardzo chcesz aby
            przyszedł za pół roku i znowu cię kłamał że odszedł od tamtej
            kobiety tylko po to aby móc się widywać z córką? bo nie będzie
            widział innego rozwiązania, sytucja zmusi go do kłamstwa- ty go
            zmusisz do kłamstwa.
          • krowa_laciata ... 03.01.09, 03:42
            > Większość z Was twierdzi,że kategorycznie nie mam prawa tak
            > postępować,że dla dobra dziecka trzeba zrobić wszystko.
            > Niestety muszę być być po trosze egoistką i zacząć wreszcie myśleć
            > też o sobie.Mam się wpędzić w depresję,zniszczyć do końca poczucie
            > godności,dawać się dalej okłamywać i oszukiwać?Nie mogę być
            > znerwicowaną,sfrustrowaną matką,okazującą swoje złe emocje
            > dziecku,bo tym wyrządzę jej większą krzywdę.

            Ja rownież dołączę do tych nierozumiejących Twojego postępowania.
            Piszesz, że sprawa jest bardziej złożona ale nie precyzujesz, więc
            ustosunkuje się do tego co napisałaś. Z tego wynika, że z ojcem
            dziecka nic (poza corką rzecz jasna) Cię nie łączyło. Nie widze
            zatem za bardzo podstaw do tego żeby Ci się opowiadał, a jeśli
            pytałaś i kłamał... cóż pewnie trochę Cię zna i spodziewał się
            takiej reakcji jaką tu opisałaś. Depresję i nerwicę da sie leczyć i
            wcale nie musisz być sfrustrowaną, znerwicowaną matką na której
            dziecku się to odbije. Chyba, że wolisz za kilka lat biegać po
            psychologach ze znerwicowaną córką, na której odbije się brak ojca.
            Ja też po rozstaniu z ojcem mojego dziecka nie chciałam go widzieć
            na oczy, z innych powodów, ale jednak. Był furiatem, awanturnikiem i
            sama myśl o jego odwiedzinach "u dziecka" powodowała, że byłam
            roztrzęsiona, bo zamiast zajmować się dzieckiem wpierniczał się w
            moje życie i robił sceny. Podczas jednej z takich scen kazałam mu
            się wynosić i więcej nie pokazywać, dziecko niestety ze względu na
            warunki mieszkaniowe było świadkiem awantury i wywalenia tatusia.
            Zrobiłam to nie z egoizmu i myślenia o sobie, tylko żeby mały nie
            oglądał naszych kłótni. Syn dostał histerii, płakał, był zły...
            tylko jak już go uspokoiłam i dało się z nim pogadać to okazało się,
            że nie był zły na ojca który przyszedł do naszego domu i urządzał
            sceny... tylko NA MNIE! Bo wyrzuciłam ukochanego tatusia i zakazałam
            przychodzić. To dało mi do myślenia, eks się nie zmienił jeszcze
            długo, ale ja tak. Znalazłam sposoby żeby unikać takich sytuacji,
            nie dać się sprowokować i przy tym nie dać się wykończyć
            psychicznie... i dało się. Niestety brak ojca, brak porozumienia
            między nami odbił się na dziecku. Kiedy poszedł do szkoły zaczęły
            się problemy i wylądowaliśmy u psychologa. Z opinii psychologa po
            roku terapii - młody jest nadpobudliwy i znerwicowany, nie potrafi
            panować nad emocjami, ale nie ma ADHD o które był podejrzewany, nie
            urodził się taki... to brak porozumienia między nami, brak ojca,
            ogólnie mówiąc sami "spapraliśmy" własne dziecko, bo ojciec się
            awanturował, a ja straszyłam, że więcej tego ojca nie zobaczy.
            Terapia przynosi efekty i młody się wyciszył, ale dopełnieniem
            terapii musimy być my. Syn ma wiedzieć, że ma nas dwoje (nawet jeśli
            każde z osobna), że obydwoje go kochamy, troszczymy się o niego i z
            dochodzącym tatą ma nieograniczony kontakt niezależny od mojego
            widzimisię. A jeśli coś między nami będzie nie tak, to my mamy to
            rozwiązać, jak nie potrafimy to iść sobie też do psychologa...
            cokolwiek byle nie wciągać w to dzieciaka, nie posługiwac sie nim w
            rozgrywkach i nie krzywdzić dla własnego świętego spokoju.
            • krowa_laciata Re: ... 03.01.09, 04:22
              I jeszcze jedno mi się przypomniało, sytuacja dziecka odciętego od
              ojca przez rozzłoszczoną na tegoż ojca mamę...
              Mój M ma dziecko z poprzedniego związku, my mamy wspólne. Eks mojego
              męża nie rozwścieczył co prawda fakt, że założył nową rodzinę i ma
              kolejne potomstwo, ale to że po założeniu owej rodziny przestał być
              na każde pstryknięcie palcem. Pokłucili się, M został odcięty od
              dziecka, dzieciak usłyszał, że ojciec ma go gdzieś, więcej się nie
              zobaczą etc. Eks ulżyła swojej złości, chłopu i dzieciakowi było
              przykro, tyle, że chłop jakoś z tym żył. Tęsknił za synem, myślał o
              nim, ale żył normalnie. Miał w tym czasie nasze dzieci, które
              wiadomo tamtego nie zastąpiły... ale jednak on cieszył się w tym
              czasie ojcostwem, miał kogo przytulić, ucałować, ułożyć do snu,
              powiedzieć synku, poprostu był i czuł się tatą. Dziecko natomiast
              zostało ukarane najbardziej bo nie miało ojca do którego mogło się
              przytulić i powiedzieć tato.

              Podobna sytuacja jest u Ciebie. Jeśli zależy mu na córce ukarzesz go
              za to co Ci zrobił, ale bardziej ukarzesz małą, bo on nadal będzie
              miał dla kogo być ojcem (drugie dziecko), a Lena nie będzie miała
              dla kogo być córką. Będzie dla Ciebie oczywiście, ale ojca jej nie
              zastąpisz. Moja matka (samotna) dwoiła się i troiła żebyśmy byli
              szczęśliwi, nieraz mówiła że musi być dla nas ojcem i matką... na
              zawsze została tylko matką i pustki po ojcu nie zapełniła.
              • mamapodziomka Re: ... 20.01.09, 13:38
                To jest chyba najlepiej napisany tekst jaki zdarzylo mi sie na ten temat
                przeczytac.

                Bardzo podobnie bylo u mojego M. Mial opieke naprzemienna nad dziecmi przez
                kilka lat, dzieci radziyl sobie raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie byly dosc
                stabilne emocjonalnie (starszy nieco mniej, mlodszy wlasciwie bezproblemowy).
                Eksia zabrala dzieci bardzo daleko, widuja ojca dwa-trzy razy w roku po
                tygodniu. Moj M. przezywal to w straszny sposob ok. roku, przechodzil wlasciwie
                normalna zalobe. Potem emocje sie wyciszyly, w role jego dzieci weszla moja
                mloda, ktora za nim przepada pasjami i teraz on sam przyznaje, ze jest
                szczesliwy, ze mysli o dzieciach nie bola go juz az tak jak dawniej, na dodatek
                wlasciwie pamieta je tak jakie byly kiedy wyjechaly (choc sporadyczne spotkania
                i coraz rzadsze rozwmowy tel. sa przeciez). Ale generalnie juz to przezyl,
                przezul i jest na prostej.

                O dzieciach az trudno mi pisac, obydwaj na psychotropach, obydwaj w fatalnym
                stanie (moczenie nocne, bardzo zle oceny w szkole, powtarzanie klasy, kolejny
                rok na samych zagrozeniach, brak przyjaciol w nowym miejscu) - problemy, ktorych
                wczesniej albo nie bylo, albo nie byly tak drastyczne. I wlasciwie z czasem jest
                coraz gorzej, nie lepiej, mimo, ze to juz dosc dlugo.
      • cudko1 ja tez rozumiem ale 02.01.09, 21:23
        ja tez mogę autorkę zrozumieć... choc nie dokońca rozumiem post...
        bo jest dosc chaotyczny, to wkoncy byli razem, wiedziła ze ma inną
        (jak rodziła to podobno u niej był) potem twierdził ze nikogo nie
        ma, nie chiał dziecka ale przywoził prezenty??? dużo niejasności.
        ALE TERAZ NIE TO JEST WAŻNE

        skoro ojciec dziecka kocha córę - odwiedz ją trzy razy w tygodniu to
        matka zrobi tylko i wyłącznie krzywdę dziecu - no ojcu niby też ale
        za jaką cene - za cene tesknoty sojego dziecka za tatusiem,
        czekaniem córki na każdy telefon itp - a co jej powiesz??? "tatus
        zachował sie zle wobec mnie i dlatego Ty córeczko nie mozesz tatusia
        widywać, spedzac z nim czasu, juz nogdy nie wpuszcze go do domu"????
        a moze powiesz ze tatus juz jej nie kocha i jeszcze wyrobisz w niej
        poczucie winy???????? jezu no normalnioe wymiękam przysięgam bogu
        wymiękam cholera mnie zwyczajnie bierze!!!!!!!!!!!

        no sory ale tego nie rozumiem i nigdy na pewno nie zrozumiem. Dla
        wyjasnienia napisze jeszcze ze mam dziecko z mężczyzną z którym miec
        go nie powinnam nie jesteśmy już razem (tak tak to juz chyba
        wygląda) ale nie zamierzam mu zabraniac kontaktów z dzieckiem (mając
        nadzieje ze w ogóre bedzie chciał te kontakty miecsad ) i dodam ze
        nie jest on takim ojcem jak ojciec Twojej leny - nie dba o nią, nie
        martrwi sie czy mam kase na pieluszki, nie pyta jak wizyta u
        lekarza, czy moze trzebaby mi pomóc przy dziecku (po prostu szczyt
        nieodpowiedzialności) ale ja cały czas zyję nadzieją ze się zmieni,
        dojrzenie, pokocha córkę miłoscią odpwoiedzialną a nie tylko w
        słowach. JA go nie kocham i gdybym była tylko ja nie chciałabym go
        na oczy juz nogdy oglądać ale jest jeszcze nasze wspólne dziecko i
        mam nadzije ze tego pojca miec będzie!!!!!!!

        NIE ZABIERAJ OJCA CÓRCE nawet jesli bardzo cierpisz, czujesz sie
        oszukana i skrzywdzona.

        Dodam również ze grozi to tym ze to kiedys obróci się przeciwko
        Tobie - córka dorośnie, zacznie mysleć i wyciągać wnioski i jej
        wiedz ze nie ma ojca tylko przez matkę moze się bardzo zle odbic na
        waszych wzajemnych stosunkach.
        • martina.15 Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 16:28
          lennor chyba pisala o tym ze sytuacja byla bardziej zlozona bo powiedzmy facet
          byl niezbyt zdecydowany, powiedzmy mieli ze soba jakies stusunki, a ona sama
          byla oddana totalnie- wydawalo jej sie ze te kilka razy z nia zatrzymaja faceta
          na stale- poprawic mnie jesli sie myle, ale wydaje mi sie ze ta zlosc lennor
          wychodzi od jej urojonych nadziei ze facet bedzie jej- urojonych bo sam
          powiedzial ze nie beda razem
          nie byliscie razem wiec kurcze ma prawo zwiazac sie z kims, pepkiem jego swiata
          nie bylas i dobrze o tym wiedzialas. i ma prawo miec tez i inne dzieci!

          czy on czymkolwiek skrzywdzil dziecko? powiedz mi kobieto bo ja nie kapuje
          totalnie czemu tak bardzo chcesz odciac dziecko od ojca, ktory przeciez jest w
          rankingu tatusiow z tego forum, w czolowce najbardziej oddanych?

          ja mam wiele zlosci na bylego, to mija w czasie, ale i tak, jak odwiedza corcie
          to ja odpowiadam rownowaznikami zdan, zajmuje sie swoimi sprawami, wychodze do
          innej czesci "mieszkania" czy do kuchni... nie musze sie na nim wieszac bo
          przyszedl sie bawic z corka!

          proponuje wizyte u psychologa- pomoze w poradzeniu sobie z ta skomplikowana
          sytuacja i da jakis obraz jak sie zachowac zeby dziecku nie robic krzywdy-
          upieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu.
          • madziulec Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 17:21
            Jeszcze jedno powiem...

            W naszym "wspanialym" spoleczenstwie niestety wizyta u psychologa od razu
            kojarzy sie z choroba psychiczna.
            Na szczescie zaczyna sie to zmieniac, ale tylko w wiekszych miastach, w
            mniejszych nadal wizyta u psychologa odbywa sie tylko wtedy gdy ktos ma "fisia".
            • czar_bajry Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 20:02
              lennor trzymaj się i nie daj sobie wmówić egoizmu, każda z nas musi czasami
              wylać z siebie żal, dobrze by było trafić na ludzi którzy Cię zrozumieją
              niestety tutaj większość jeszcze by Ci dokopała... no cóż już taka nasza
              specjalnośćsad
              Rób jak Ci serce dyktuje a najlepiej olej palanta i i żyj dalej jak ty będziesz
              szczęśliwa to Twoja córka też.
              Ja bym nie ograniczała ojcu wizyt u dziecka ale muszą być one uzgodnione z Tobą
              i dopasowane do Twoich planów a nie do widzimisię tatusia.
              Jak znam życie to nowa rodzina będzie dla niego tak absorbująca że waszej córce
              będzie poświęcał coraz mniej czasu a Ty będziesz mogła z czystym sumieniem
              powiedzieć że nie zrobiłaś nic aby relacje ojca z dzieckiem popsuć.
              Pamiętaj że emocje są złym doradcą więc najpierw pokrzycz wylej całą złość a
              potem już na spokojnie podejmij decyzję co dalej i nie pokazuj przed nim jak
              bardzo Cię zabolało jego postępowanie, jeżeli będziesz na wszelkie sposoby
              zabraniać mu kontaktu z dzieckiem to on będzie tym nieszczęsnym dobrym ojcem
              któremu wredna matka broni kontaktu z dzieckiem.
              Przemyśl to jeszcze raz i życzę powodzeniasmile
              • de_la_hoya Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 20:59
                czar_bajry napisała:

                > Jak znam życie to nowa rodzina będzie dla niego tak absorbująca że waszej córce
                > będzie poświęcał coraz mniej czasu a Ty będziesz mogła z czystym sumieniem
                > powiedzieć że nie zrobiłaś nic aby relacje ojca z dzieckiem popsuć.

                Zauważ, że on nową rodzinę ma już od jakiegoś czasu i nie przeszkadza mu to w
                kontaktach z córką.
                Za to autorce wątku przeszkadza. Bardzo przeszkadza...
                • martina.15 Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 21:08
                  zgadzam sie totalnie z de la hoya- roznica nie polega na tym ze ojciec Leny
                  wlasnie postaral sie o rodzinke ale ze lennor o tej rodzince sie dowiedziala...

                  jeju facet po rozstaniu nie uprawia celibatu... no chyba ze idzie do seminarium smile
                  • mama_tygrysa Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 22:05
                    a ja się zgadzam z czar_bajry. Dziewczyny nie potępiajcie lennor.
                    Jeśli każda z was tak super dała sobie radę ze swoją sytuacją, to
                    czapki z głów. Bronicie tego faceta, jakbyście miały monopol na
                    prawdę. Wydaje mi się, że jeśli lennor miała jakieś nadzieje na to,
                    że będą razem to z kosmosu się one nie wzięły. I stąd to
                    rozczarowanie, które pewnie jeszcze długo będzie się odzywać. I tak
                    jak pisze czar_bajry emocje powoli opadną, pojawi się dystans i
                    łatwiej będzie odseparować relacje on-ona-Lena na on-Lenka.
                    • natalia_81 Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 22:14
                      dokladnie
                    • kajda28 Re: ja tez rozumiem ale 03.01.09, 23:27
                      Nie potępiam jej, rozumiem że w dzień i kilka dni po tym jak
                      dowiedziała się ze jest oszukiwana czuje złość i chęć zemsty. OK.
                      Ale na pewno nie napiszę że dobrze robi chcąc odsunąć dziecko od
                      ojca, nawet w złości. Bo jednej złość przechodzi w tydzień, drugiej
                      w miesiąc a niektóre pielęgnują ją latami.
                    • pelagaa Re: ja tez rozumiem ale 20.01.09, 12:16
                      > Bronicie tego faceta,

                      Nikt nie bronil faceta.
                      Chodzi tylko o to,zeby matka nauczyla sie dostrzegac dobro dziecka i
                      swoje postepowanie tak dostosowala do sytuacji, aby bylo dobre nie
                      dla niej, czy faceta, tylko dla DZIECKA, bo to ono dostanie po
                      dupie, czy raczej po psychice za ich nieodpowiedzialnosc i egoizm.

                      Jak broniace ograniczania kontakow z ojcem zrozumieja, ze to dziecko
                      dostanie rykoszetem, to moze sie przejasni o co kaman w pozostalych
                      wypowiedziach.
    • fabiolalast Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 19.01.09, 18:53
      hmm..
      Ja proponuję... odpoczynek.
      Czas na "dojście do siebie".
      Dowiedziałaś się rzeczy, które nie są miłe.
      W złości to norma, że chcemy skrzywdzić drugą osobę..

      Ochłoń, daj sobie i małej trochę czasu.
      Przemyśl wszystko na spokojnie - a zobaczysz sama, że ograniczenie wizyt z małą
      nic nie da. Tym skrzywdzisz tylko dziecko.. które mało rozumie zawiłe sytuacje.
      Wątpię, aby Twój zakaz widywania z Leną spowodował powrót marnotrawnego tatusia
      (powrót również do Ciebie).

      Im szybciej odbijesz się od tego człowieka..od tego aby jego życie miało tak
      silny wpływ na Ciebie... tym szybciej sama będziesz szczęśliwsza.
      Czego Tobie i Lence życzę gorącosmile


      Również mam dziecko z człowiekiem, z którym mieć go nie powinnam.
      Mimo, że jest on totalnym dupkiem - nie chcę karać małej za winy ojca.
    • deluxe-1 Re: Pewnie mnie wysmiejecie.... 29.06.09, 15:13
      Kurczę jakbym czytała o sobie. Własnie jestem przed identycznym
      dylematem jak Ty kilka miesięcy temu i targają mną emocje. Pewnie u
      Ciebie do dziś wiele się zmieniło. Jestem ciekawa jak rozwiązałaś
      ten problem. Ja jestem na etapie wojny z moim byłym, powiedział, że
      spotkamy się w sądzie...i bardzo dobrze przynajmniej sytuacja
      będzie jasna bo nawet jak chwilowo się jakoś dogadamy to znając
      życie za jakiś czas znowu mnie czymś "uraczy" także wole sobie
      oszczędzić nerwów na przyszlość, całkowicie straciłam do niego
      zaufanie(!!!). Ciekawi mnie czy nie przeszło Ci przez głowę
      skontaktować się z tą drugą kobietą, powiem Ci, że ja mam na to
      wielką ochotę bo coś czuję, że "bidulka" o niczym nie wie.
      Pozdrawiam serdecznie!
Pełna wersja