Dodaj do ulubionych

czy związałybyście sie z gosciem który zostawił

29.01.09, 08:34
czy związałybyście się z gościem który zostawił kobiete z dziećmi??
co o takich myślicie? czy takich macie?
Obserwuj wątek
    • ladybird75 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 08:52
      Witaj morgan25,
      Ja wlasnie jestem w takiej sytuacji. Zostawia mnie maz, ktory
      zwiazal sie z inna osoba. Jestem w strasznym stanie psychicznym, nie
      wiem czy jestem w stanie w ogole opiekowac sie dziecmi (oboje w
      wieku przedszkolnym). Dlatego niewykluczone, ze dzieci zostana
      wlasnie z nim, a nie ze mna. Jezeli poznalabym innego mezczyzne,
      ktory to wlasnie dla mnie chcialby zostawic swoja rodzine, nigdy nie
      zdecydowalabym sie na taki krok. Pamietaj, ze zawsze moze zrobic to
      samo Tobie, a i niewykluczone, ze to wlasnie on razem z Toba (jego
      nowa partnerka) bedziecie na codzien opiekowac sie dziecmi a nie
      jego zona.
      • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 09:00
        ladybird musisz sie wziąśc w garsc babo.....ja dałąm rade ty tez
        dasz.... tez miałam takie sytuacje ze rano do płaczacych dzieci nie
        miałam mocy wstac byłam tak wypompowana z zycia...cos
        strasznego///ale pomysl o winne są twoje dzieciaki zeby je zle czy
        gorzej traktowac przez tego h....ich kosztem to sie teraz dzzieje bo
        zaniedbujesz je ....wez siew garsc dzieciaki sa najwazniejsze nie
        ten kutas ....dzieci kochaja cie na zawsze bezgraniczna bezwarunkowa
        miłoscia ..podziekuja ci kiedys zobaczysz ....czego se boisz>????


        laski które biorą takich gości to skonczone idiotki!!! same sobie
        robią kuku....kwiestia czasu....
        • de_la_hoya Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 12:15
          ładnie masz zoraną psychikę...

          dziewczyna dobrze robi
          nie jest w stanie zająć się dzieckiem więc oddaje je pod opiekę ojca
          ojciec to ojciec a nie obcy facet
          jak się kobieta pozbiera to dzieci mogą do niej wrócić

          nie rozumiem nazywania ojca dzieci słowem na "ch" (poprawnie pisze się przez ch)
          albo na "k"
          miał się z nią męczyć do końca życia?
          odkochał się to odchodzi i bardzo ładnie z jego strony, że mimo nowej damy w
          jego życiu jest w stanie zaopiekować się własnymi dziećmi

          chciałabyś żeby twój ex był z tobą do końca życia jednocześnie mając cię w dupie?
          takie chcenie dla samego chcenia?
            • de_la_hoya Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 03.02.09, 10:02
              deleine napisała:

              > dobrze by było żeby potem mogły wrócić do matki
              > ale czasem okazuje się, że były mąż robi z byłej żony wariatkę, a sąd przyznaje
              > mu na stałe opiekę nad dzieckiem
              > czasami bywa i tak
              >
              >

              matki namiętnie robią z ojców dzieci debili, zboczeńców i innych degeneratów i
              dzieci jakoś z tym żyją więc i w tym przypadku by sobie poradziły
              sądzę jednak, że skoro zgodził się pomóc to nie jest aż taki zły
              • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 03.02.09, 10:12
                Ojcowie z kolei bardzo czesto przynajmniej na samym poczatku robia z
                matek wariatki. To znaczy oczywiscie nie ida na policje, by zglosic,
                ze matka to wariatka i maja uzasadnione podejrzenie, ze cos sie
                dziecku stanie.

                Slyszalam o bardzo wielu za to przypadkach, gdzie albo:
                - ojciec dziecka opowiada znajomym (swoim szczegolnie), ze matka
                dziecka to wariatka
                - ojciec dziecka mowi prosto w oczy matce dziecka, ze jest wariatka.
                Kroki te maja na celu spowodowanie tylko tego, by matka, ktora jest
                zalamana po odejsciu (rozstaniu) jeszcz mniej wierzyla w swoje sily,
                by coraz bardziej brala wine na siebie.

                Oczywiscie, gdyby matka byla wariatka to taki ojciec bylby zmuszony
                wziac dziecko do siebie. Lub tez cchialby wziac to dziecko do siebie
                by je chronic przed matka wariatka.
                Jak jednak wynika z dalszego rozwoju wypadkow wiekszosc ojcow w
                ogole nie ma zamiaru zabierac dziecka matce a takei zachowanie ma
                wlasnie na celu zastrzaszenie, poakzanie swojej sily i wywarcie
                presji.


                Jest to kolejny objaw tego, ze jesli czlowiek postepuje w ten sposob
                w pierwszym zwiazku to tylko kwestia czasu, ze i swoja druga
                partnerke za chwilke niestety ale zacznie traktowac jak popychadlo i
                szmate i nei wierzmy w to, ze ta druga bedzie w czyms lepsza.
        • mama_ameleczki Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:31
          morgan25 napisała:


          >
          >
          > laski które biorą takich gości to skonczone idiotki!!! same sobie
          > robią kuku....kwiestia czasu....

          z tego co pamietam to najpierw nawet do domu eka nie wpuszczalas
          pozniej sie z nim schodzilas cos tam cos tam wiec chyba mozesz sama
          sie podpisac pod tymi skonczonymi ... co same robia sobie kuku?
          • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:45
            mama_ameleczki napisała:

            > morgan25 napisała:
            > > laski które biorą takich gości to skonczone idiotki!!! same
            sobie
            > > robią kuku....kwiestia czasu....
            >
            > z tego co pamietam to najpierw nawet do domu eka nie wpuszczalas
            > pozniej sie z nim schodzilas cos tam cos tam wiec chyba mozesz
            sama
            > sie podpisac pod tymi skonczonymi ... co same robia sobie kuku?

            mama ameleczki to chyba nie do mnie pisałas bo przeciez my sie nie
            znamy....chyba nie do mnie a mnie zacytowałas ....
    • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 09:16
      Kocham calym sercem teksty: zostawiam ciebie, ale dziecka nie.

      Jest to najwieksze klamstwo jakie mozna powiedziec. Bo dziecko nei bedzie mialo
      pelnego domu (oczywiscie mowimy przynajmniej poczatkowo), nie bedzie mialo ojca
      wtedy kiedy bedzie on potrzebny.

      Powiem Ci na swoim przykladzie. Tez byly takie gowniane slowa, ze dziecka nie
      zostawia i co?
      wakacje, eks wyjezdza z nowa rodzina, bo o sowim pierwszym dziecku zapomina.
      Dziecko pierwsze chore - eksa niet...

      Ale slodkie slowka i nauczenie malego by powtarzal jak malpka: kogo kocham
      najbardziej w swiecie i kto jest moim najwiekszym skarbem???
      Takie wiesz, srutu tu tu peczek srutu...


      Wiec ja nie uwierzylabym takiemu facetowi, ktory potrafi klamac w stosunku do
      dziecka, bo co dopiero jest w stanie zrobic doroslej osobie?

      I nie wmawiajmy sobie, ze tak, w pierwszym zwiazku oni sie nie rozumieli, a
      teraz to bedzie zupelnie inaczej. Gucio prawda. To jest zakladanie rozowych
      okularow i oklamywanie siebie.
      • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 09:24
        dokładnie sie z tobą zgadzam laski które się związują z takimi
        gosciami powoli sobie petle na szyje wieszają....ale są takie laski
        które mają w dupie inne porzucone kobiety i nie wiedza nic na temat
        uczuc takich kobiet w takiej sytuacji i zycze takim szantrapom zeby
        zostały sie tak samo poczuły .....do tych które rozbijaja związki
        pchaja sie na chama abo biora takich z odzysku z mysla ze to jego
        zona czy partnerka była beee... ale tak nie ma...bo która samotna
        matka jest matka z ałsnego wyboru ....prawie żadna
        • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 10:38
          Wiesz.. to jest tak, ze sa tez takie, ktore swoje nastepczynie chcialyby jakos
          przestrzec.
          Wydawalo mi sie np., ze trafilam na dorosla kobiete (miala nawet dziecko starsze
          ode mnei), byla mezatka.

          Po przemocy fizycznej uslyszalam od niej, ze moj eks to nawet muchy by nie
          skrzywdzil.
          Super.


          Teraz co najmniej raz na rok ta sama osoba dostaje wariacji, gdy jest na
          wakacjach i sie zaczyna, albo maile do mnie albo sms-y.
          Jedna moja kolezanka z tego forum mi powiedziala jednak cos bardzo madrego, zeby
          sie taka nie przejmowac, bo to ona ma problem: martwi sie, czy jej to samo nie
          zostanie wyrzadzone i czy jej dziecko bedzie tak samo kochane jak moje.


          I mysle, ze w tych slowach jest od cholery prawdy.
          Jesli mialabym psa, ktory kogos ugryzl kiedys to nie mialabym gwarancji, ze mnei
          kiedys nie ugryzie...
        • krowa_laciata Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 11:20
          >abo biora takich z odzysku z mysla ze to jego
          > zona czy partnerka była beee... ale tak nie ma...bo która samotna
          > matka jest matka z ałsnego wyboru ....prawie żadna

          Ja jestem smile Wolałam być samotną matką niż skazywać dzieci na życie
          w awanturach. Moje dzieci na tym zyskały bo z eksem potrafiliśmy się
          dogadać dopiero będąc z dala od siebie. Teraz mają dwoje kochających
          rodziców, choć każde w innym miejscu... przedtem mieli dwoje
          nienawidzących się, skaczących sobie do gardeł ludzi pod jednym
          dachem.
          Męża obecnego też mam "z odzysku". Eks zostawiła jego dla faceta z
          którym miała wieloletni romans (o czym... tak dla jasności... wiem z
          własnych obserwacji bo znaliśmy się dużo wcześniej, a nie z relacji
          biednego porzuconego misia). Gdyby jednak to on zostawił eks (w
          sytuacji jaka była między nimi) też bym się z nim związała. Jak
          pisałam znaliśmy się wcześniej, mamy wspólnych znajomych i nie znam
          osoby (z matką eksi, ktora mieszkała z nimi włącznie), która znając
          ich związek nie twierdziłaby, że M był idiotą tkwiąc w tym chorym
          układzie i licząc na cud. Jednak tylko w przypadku gdyby zostawił ją
          za to jaka była. Gdyby chciał zostawić ją dla mnie... baaa, gdyby
          nawet tylko próbował mnie podrywać będąc z eksią byłby na starcie
          spalony, mimo że doskonale wiedziałam, że dla eksi jest połączeniem
          bankomatu z niańką do dzieci, żeby ona mogła korzystać z życia wink A
          to dlatego, że z zasady w romanse z zajętymi się nie wdaję, jestem
          zbyt dużą egoistką żeby potrafić się dzielić chłopem, ale zbyt małą
          żeby potrafić zabrać dziecku ojca wink No i nie umiałabym się wyzbyć
          obaw, ze kiedyś może mnie uznać za złą i za nową d..ą pognać
          zostawiając mnie z naszymi ewentualnymi dziećmi.
          • elakuz Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 13:10
            To jest wlasnie to pod czym moge sie podpisac. Tkwienie w zwiazku
            dla dzieci jest chore, bo po rozwodzie dzieci moga byc szczesliwsze
            i wbrew pozorom miec oboje rodzicow. Ja wiem, ze to sie nie miesci w
            glowie kobiecie, ktora opuszcza maz ale...jak pozna nastepnego
            fajnego faceta i sama bedzie szczesliwa, to zmieni zdanie.
            • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 13:20
              tez uwazam ze tkwienie w zwiaku dla dzieci nie jest ok ale
              zostawianie pod opieke dzieciaki ojcu który zrezygnował z zycia w
              rodzinie nie dał dzieciakom własnym kochanym szansy na normalne
              zycie tez nie jest ok..... patrz kilka komentarzy wyzej ......babka
              po tym jak facet ja zostawia ma sie załamac i w trakcie jej załamki
              tata ma sie zajmowac dziecmi ...co to jest ???? laska przeciez dla
              własnych dzieciaków musi sie wziasc w garsc i isc dalej do przodu a
              nie powoedziec ojcu.... wiesz jestem teraz załamana bo mnie ciulu
              zostawiłes z dziecmi i nie jestem w stanie sie nimi zajmowac ale jak
              dojde do siebie po tym załamaniu to juz wezme dzieci i bedzie ok????
              bez sensu.. bez sensu a ojciec jej powie ..wiesz to ja na czas
              twoejgo załamania zajme sie dziecmi.....i co wy na to.... poza tym
              mam wrazenie ze tatus zgrywa dobrego ojca tylko na
              poczatku ...pozniej idzie swoja droga...no nie wiem takie mam
              odczucia a. jak kolezanka napisała wyzekj ze mam psychike
              zjechaną .... nie mam ...jetsem doswiadczona przez los i tyle ....
              nic w tym zego ze próbowałam lasce pomóc piszac zeby sie wzieła w
              garsc i nie zostawiała dzieciaków pod opieką ojca na czas jej
              załamania...
              • elakuz Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 14:08
                uwazam, ze dziecko na 2 rodzicow i ojciec ma taki sam obowiazek
                zajmowania sie dzieckiem jak matka. Nie zwalnia go z tego nic, a tym
                bardziej nowa rodzina. Mysle, ze dorosli ludzie musza odlozyc na bok
                niechec do siebie i dla dobra dzieci dogadac sie po rozstaniu.
                Niewielu to potrafi. Dzieci moga mieszkac u mamy, ale rownie dobrze
                u ojca.
            • baran_bbb Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 12:11
              Morgan25tongue_outrzestać używać epitetów, jak sobie nie radzisz , to do
              psychologa. To chyba nie tędy droga, żeby uwłaczać innym ludziom.
              Nigdy nikogo nie zmusisz do kochania, bycia z tym kimś niezależnie
              jak bardzo pragniesz.
              A teraz jeszcze próbujesz budować "grupę wsparcia" swojego
              stanowiska.

              --------------
              zdrowia życzę
              • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 31.01.09, 00:41
                uwłaczac o czym ty mówisz ...uwłaczam Ci ??? a Ty jesteś inna??
                różnisz sie od nas???? jezeli tak to co tu robisz???jestes taka sama
                jak my maz podobne problrmy i dylematy jak kazda samotna
                matka ...gdyby było inaczej to by cie tu nie było... poza tym nie
                szukam grupy wsparcia....licze na szczere posty poglądy przezycia i
                doswiadczenia a nie zeby mnie oceniał ktos kto mnie nie
                zna ...powstrzymaj sie prosze ....bo dzis krytykujesz ...a nie
                pamietasz momentóe krytycznych nie pamietasz jak sama moze sobie nie
                radziłaś z sytuacjami ??? jedne babki są już po inne przed inne w
                trakcie rozstania kazda jest inna kazda inaczej czuje kazda moze mic
                inne problemy zdanie stanowisko..zrozum.... to ze kogoś nazwe
                nieładnie lub przeklne to co w tym złego??? akurat tak czuje i nic
                ci do tego ..... nikt nie jest swiety... nie uzywałaś epietetów ..ze
                mnie krytykujesz jak ci sie nie podoba to zachowaj to dla siebie i
                już
        • mama_ameleczki Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:38
          morgan25 napisała:

          > dokładnie sie z tobą zgadzam laski które się związują z takimi
          > gosciami powoli sobie petle na szyje wieszają....ale są takie
          laski
          > które mają w dupie inne porzucone kobiety i nie wiedza nic na
          temat
          > uczuc takich kobiet w takiej sytuacji i zycze takim szantrapom
          zeby
          > zostały sie tak samo poczuły .....do tych które rozbijaja związki
          > pchaja sie na chama abo biora takich z odzysku z mysla ze to jego
          > zona czy partnerka była beee...

          rozumiem ze ci ktorzy ciebie porzucili to ty bylas ich pierwsza
          kobieta?

          ale tak nie ma...bo która samotna

          > matka jest matka z ałsnego wyboru ....prawie żadna
          szkoda mi Ciebie widac ze jestes strasznie swiezo zraniona ale bez
          przesady czasami warto przemyslec co sie pisze lub mowi
          a swoja droga to ja myslalam ze wiekszosc jest samotna mama z
          wyboru, bo niechcialy zyc z niodopowiednim czlwiekiem
      • mama_ameleczki Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:34
        madziulec napisała:

        > Kocham calym sercem teksty: zostawiam ciebie, ale dziecka nie.
        >
        > Jest to najwieksze klamstwo jakie mozna powiedziec.
        i tak dalej....\
        a moim zdaniem tak samo jak matka powinna odejsc jak jest
        krzywdzona i niezadowolona z malzenstwa tak samo ojciec ma prawo
        odejsc, bo nie jest szczesliwy z ta kobieta, uwazam ze to jest
        mniejsze zlo dla dzieci, bo dzieci przedewszystkim chca miec
        spokojny dom i zadowolonych z zycia rodzicow!
        • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:52
          Nie powiedzialam, ze ludzie nie moga sie rozstac.

          Powiedzialm natomiast, ze klamstwem jest opowiadanie, ze sie przy tym rozstaniu
          dziecka nie zostawia.
          Zostawia, ale w ramach uspokajania wlasnego sumienia opowiada sie i sobie i
          otoczeniu, ze jest sie wspanialym ojcem i wcale nie sk.. wielem, ktory nie ma
          czasu dla dziecka./
          • morgan25 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:55
            madziulec napisała:

            > Nie powiedzialam, ze ludzie nie moga sie rozstac.
            >
            > Powiedzialm natomiast, ze klamstwem jest opowiadanie, ze sie przy
            tym rozstaniu
            > dziecka nie zostawia.
            > Zostawia, ale w ramach uspokajania wlasnego sumienia opowiada sie
            i sobie i
            > otoczeniu, ze jest sie wspanialym ojcem i wcale nie sk.. wielem,
            ktory nie ma
            > czasu dla dziecka./

            dokładnie pusza sie ojcostwem wybielaja i udaja tatusiów.....tylko
            im dłuzej to trwa to im mniej sie chce tak sciemniac wszystkim i
            mydlic oczy
          • mama_ameleczki Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 17:59
            oczywiscie ze jesli jednoczesnie rozstajac sie z matka facet
            rozstaje sie z dzieckiem to jest cos okropnego i godnego pogardy,
            niestety wieszkosc facetow tak robi.. niestety. ale sa mezczyzni
            ktorzy naprawde chca i utrzymuja kontakt ze dzieckiem. wiec uwazam
            tez ze te dwie sprawy nalezy rozgraniczyc. bo nie trzeba rozostac
            sie z dzieckim pomimo ze rozstaje sie z matka, chcoaz tak przewaznie
            jest ale nie musi byc
                • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 29.01.09, 20:06
                  A widzisz.
                  Czyli dziecko tarci na tym, ze szanowny pan ojciec zdecydowal sie podjac ryzyko
                  nowego zycia?

                  Jeden madry czlowiek ostatnio mi powiedzial: kiedys nie bylo rozwodow i ludzie
                  chcac czy nie musieli usiasc i porozmawiac. Teraz.. ida na latwizne i skladaja
                  pozew do sadu i maja gdzies rozmowy...


                  I to jest cholernie prawdziwe,.
                • danagr da sie 30.01.09, 20:02
                  jesli zeczywiscie bardzo sie chce, mam takiego znajomego ktory pomimo pracy
                  zawodowej, nowej rodziny, jest codziennie u syna, wakacje letnie i zimowe,
                  zakupy, lekcje itd., tak juz jest od nastu lat. To jedyny przypadek jaki znam,
                  niestety wiekszosc znanych mi mezczyzn po rozejsciu sie albo bardzo ograniczyli
                  swoje kontakty albo wogole znikneli z zycia dziecka.
                  • burza4 Re: da sie 30.01.09, 21:59
                    danagr napisała:

                    > jesli zeczywiscie bardzo sie chce, mam takiego znajomego ktory
                    pomimo pracy > zawodowej, nowej rodziny, jest codziennie u syna,
                    wakacje letnie i zimowe, > zakupy, lekcje itd., tak juz jest od
                    nastu lat.

                    a mnie zastanawia co kieruje eksią, że tyle lat znosi codzienny
                    kontakt z byłym. Jak dla mnie to chore, skoro się tak lubią to po co
                    się rozstawali, jeśli się nie lubią - to tym bardziej nie pojmuję
                    jak znoszą codzienną obecność w swoim zyciu.

                    nie rozumiem układu i tyle. Wg mnie nie można być jedną nogą w
                    starym związku a drugą w nowym, bo NIKOMU to nie służy.
                    • madziulec Re: da sie 30.01.09, 22:18
                      Ale on nie jest w zwiazku z kobieta.
                      On odrabia lekcje z dzieckiem.
                      Co do zakupow - chore rzeczywiscie.


                      Ale skoro tu tak podkreslane jest, ze facet rozstaje sie tylko z kobieta to jak
                      Ty to widzisz?
                      • elakuz Re: da sie 31.01.09, 10:08
                        madziulec napisała:
                        > Ale skoro tu tak podkreslane jest, ze facet rozstaje sie tylko z
                        kobieta to jak
                        > Ty to widzisz?

                        moj maz zabiera dziecko ze szkoly lub z domu i odwozi wieczorem lub
                        odwozi tez do szkoly. Wczesniej jak byla mlodsza widzial byla 5
                        minut przy odbieraniu i odwozeniu
                      • danagr Re: da sie 31.01.09, 16:04
                        zakupy robi dla syna, ubiera go, placi za kolonie, wspolne wyjazdy itd.,
                        oczywiscie sa to dodatki oprocz pieniedzy jakie przekazuje matce. Dla mnie jak
                        najbardziej normalne, uczestniczy na kazdej plaszczyznie zycia dziecka.
                        • madziulec Re: da sie 31.01.09, 16:14
                          Powiem Ci, ze dawanie pieniedzy poza alimentami nie do konca popieram, ale jak
                          same wiemy sady potrafia zasadzic rozne dziwne kwoty.

                          Prawde mowiac poszukuje takiego goscia, ktorego moglabytm obejrzec i stwierdzic,
                          ze sie da.
                          Narazie znam takiego, ktory olal w ogole swoje dzieci, po czym wyjechal za
                          granice i dla rekompensaty zrobil sobie nastepne...
                    • morgan25 Re: da sie 31.01.09, 00:47
                      to jest warte zastanowienia ..... co to za układ ??? moze eks kocha
                      nową i starą smilesmilesama nie wiem na miejscu tej nowej miałabym o czym
                      myśklec
                      • danagr Re: da sie 31.01.09, 16:16
                        dorabiacie sobie jakies scenariusze bo nie pojete jest zeby facet byl kochajacym
                        wlasne dziecko, myslacy o nim i dbajacym o nie. Nie wszyscy mezczyzni ktorzy
                        rozchodza sie z matko dziecka, chodz jest to prawie regola, rozchodza sie i z nim.
                        Facet nie kocha eks, wracac nie ma zamiaru, kocha obecna(nie byla przyczyna
                        rozpadu zwiazku), juz od kilku latsmile, ma z nia dziecko, ale i nie zapomina o
                        dziecku z poprzedniego zwiazku po prostu dba o nie tak samo jak i o to z ktorym
                        jest na codzien. Wiem jak jest bo jestem z nimi w bardzo bliskich i zazylych
                        relacjach, sama chcialabym i zyczylabym sobie, zeby moj syn mial ojca ktory
                        mysli i dba o niego niezaleznie od tego, ze my nie jestesmy juz razem.
                        • burza4 Re: da sie 31.01.09, 17:56
                          Kotuś, uważam mojego eksa za kochającego ojca, i nawet go lubię.
                          za skarby świata nie widzę powodu, zeby się z nim codziennie widywać
                          skoro od kilkunastu lat jesteśmy rozwiedzeni. Piszesz o odrabianiu
                          lekcji, więc zakładam, że nie na ulicy to się odbywa a w domu? Lubię
                          go, i mamy przyjazne układy BO GO NIE WIDUJĘ. Gdybym miała znowu go
                          codziennie widywać, szlag by mnie nagły trafił.

                          nie ma takiej konieczności, że dziecko musi się codziennie widywać z
                          ojcem, żeby czuć się przezeń kochane.

                          Swoją drogą - malujesz bardzo pozytywny obraz, który jednak nie
                          wydaje mi się do końca realny. Przeciętny gość pracuje do 17-tej,
                          dojazdy zajmują sporo; zakupy, czy lekcje starszego dziecka to min.
                          jakieś 2 godziny, gdzie więc ten czas dla młodszego?

                          Miło jak gość się angażuje, jednak nie dajmy się zwariować, nie
                          wyobrażam sobie jak można żyć latami w takim trójkącie.
                          • krowa_laciata Re: da sie 01.02.09, 02:22
                            No się da. Mój eks daje radę. Szczęśliwie na codzień nie mieszka w
                            Polsce wink Jak jest w kraju każdy dzień wolny dzieci spędzają u
                            niego, jak jest szkoła nie opłaca się żeby dzieci zabierał, więc
                            przyjeżdża do nas (codziennie... przez np. miesiąc), odrabia lekcje,
                            posiedzi, pogada... i powiem szczerze potrafi mi zagrać na
                            nerwach... jednak zważywszy, że jest taka sytuacja kilka razy w
                            roku, a dzieci są szczęśliwe znoszę. Gdyby tak miało być okrągły rok
                            szlag by mnie trafił. Jak wyjeżdża jest z dziećmi w kontakcie
                            telefonicznym, smsowym lub na gg praktycznie codziennie. O uwadze,
                            złej czy dobrej ocenie niejednokrotnie wie wcześniej ode mnie.
                            Wakacje, ferie, święta dzieci spędzają u niego (ich decyzja). Fakt
                            jednak, że nie ma nowej rodziny.
                            Mój M obecny też takim ojcem był. Kiedy się z nim zaczęłam spotykać
                            byl na każde zawołanie jeśli chodziło o dzieci. Nieważne... choroba,
                            problemy w nauce, wzięcie dzieci bo eksia ma swoje plany... no
                            problem. Zmieniło się kiedy założył rodzinę bo nie wyobrażam sobie
                            żeby mogło być tak jak było wink Mamy plany, szykuje się, że jak M
                            wróci z pracy coś tam robimy... M wchodzi z dziećmi bo eks
                            zadzwoniła jak był w pracy i kazała je zabrać (OK dzieci
                            najważniejsze).Jesteśmy w trakcie jakiś planów w wolny dzień... eks
                            dzwoni, że M ma natychmiast przyjechać bo to i tamto w zw. z
                            dziećmi, jedzie (OK, dzieci najważniejsze). Dzieci są u nas,
                            planujemy fajne popołudnie z moimi i M dziećmi, jesteśmy w
                            trakcie... eks dzwoni, że M dzieci ma odwieźć zaraz, a nie wieczorem
                            jak ustalali bo jej się plany zmieniły. Oprócz tego kończąc pracę
                            ok. 18-19 potrafil codzień jeździć odrabiać z dzieckiem lekcje...
                            biorąc pod uwagę, że z pracy do dziecka miał kawałek, potem do domu
                            też kawałek, wracał ok. 23-ej. W momencie kiedy pojawiły się nasze
                            dzieci powiem szczerze, że nie bardzo wyobrażam sobie taką sytuację.
                            Dzieci z pierwszego związku mają jak najbardziej prawo do ojca, a
                            ojciec ma obowiązek interesować się nimi... ale w tym wypadku dzieci
                            z drugiego związku w tygodniu ojca nie widzą wcale, widzą może w
                            weekend jak akurat u pierwszych dzieci nie wydarzy się coś co zmusi
                            ojca do natychmiastowego zwinięcia się i jechania do nich. Czy to
                            jest OK względem młodszych dzieci? One tak samo nie są winne i na
                            świat się nie prosiły i tak samo potrzebują tego ojca, a może ze
                            względu na wiek nawet bardziej. Wiem po swoich starszych dzieciach,
                            że wiele można im wytłumaczyć... maluchom niestety nie.
                            • madziulec Re: da sie 01.02.09, 08:23
                              No to popatrz ...

                              Tak naprawde moje dziecko nie ma rodziny. Przychodzi do przedszkola i widzi
                              swoich wlasnych kolegow, ktorzy chwala sie co beda dzis robic z tata.
                              Co moze moj powiedziec? Ze jego tata nawet telefonow nie odbiera, bo mu nie wolno?
                              Bo tak wlasnie dla niego jest wazne to dziecko?
                              Tak, pojawila sie nowa kobieta, nowe dziecko i koniec.
                              Koniec waznosci dziecka.

                              Wiec nei dosc, ze jest dziecko pokrzywdzone finansowo, bo wiadomo, ze w
                              pojedynke to trudniej to przede wszystkim emocjonalnie, bo psycholog nam
                              tlumaczyla, ze nawet "symptomy" obecnosci ojca w domu sa dla dziecka wazne. Moje
                              dziecko nei ma nawet tego. To drugie dziecko ma. I nawte jak sie budzi czy
                              zasypia i ojca nie ma to widzi jego buty, kurtke, maszynke do golenia, ubrania w
                              szafie, czyli cos co swiadczy o tym, ze ten ojciec jest.

                              I jak ojciec jest to NIGDY nie mowi, o wiesz ja juz musze isc i o 20 nie klamie,
                              ze idzie spac...
                              • rennie77 Re: da sie 01.02.09, 09:16
                                przede wszystkim trudno jest wybaczyc, ze ktos odchodzi i zostawia
                                cie z dzieckiem. zgadzam sie z madziulcem. oczywiscie, ze jesli on
                                odchodzi, ma wlasne zyie, rodzine, to zostawia niejako to dziecko z
                                pierwszego zwiazku. to dziecko nigdy nie bedzie juz tak wazne, z nim
                                nie bedzie chodzil na mecze, budzil sie rano i jadl sniadania,
                                pomagal sie mu ubierac, odrabial lekcje, uczestniczyl w jego
                                codziennym, zwyczajnym zyciu...
                                osobiscie nadal nienawidze swojego bylego za to, ze wszystko tak sie
                                skomplikowalo, ze jest tak slabym psychicznie czlowiekiem, ze nie
                                wie sam czego chce, ze nie kocha mnie dosyc mocno, zeby o ten
                                zwiazek i o ta rodzine zawalczyc.
                                trudno jest sie pozbyc takich uczuc. moze, jesli spotkam jakiegos
                                kochajacego i normalnego mezczyzne i w koncu zoabcze swoje dziecko
                                szczesliwe, grajace na boisku z tata, itp. moze wtedy mu wybacze i
                                pozbede sie tej nienawisci i zlosci. a na razie uwazam, ze mam do
                                tego prawo. skoro on ma prawo czuc sie slaby, ja tez mam prawo
                                przezywac to na swoj wlasny sposob. nie oszukujmy sie, ze mozna
                                stworzyc z dzieckiem dobry zwiazek widujac je kilka razy w miesiacu
                                czy w roku.
                                • rennie77 Re: da sie 01.02.09, 09:24
                                  poza tym dziewczyny, nie dajcie sie zwariowac. kazda z nas
                                  przechodzi rozstanie inaczej, kazda z nas przezywa to inaczej, czuje
                                  inne emocje, z inna intensywnoscia, itp. wrzuccie na luz, przeciez
                                  mozna chyba o takich rzeczach rozmawiac normalnie?
                                  moj byly strasznie mnie wymeczyl psychicznie, ja jego pewnie tez.
                                  oboje jestesmy nieszczesliwi i bedac razem i bedac osobno. jest
                                  toksycznie, oboje pewnie potrzebujemy kilku lat, zeby z tego wyjsc.
                                  mam szczera nadzieje, ze bede w stanie zachowywac sie dobrze.
                                  poprosilam go, zeby sie ze mna nie kontaktowal- nie jestem gotowa na
                                  to, zeby byc jego przyjaciolka. jesli bedzie dzwonil do syna, bedzie
                                  mogl z nim rozmawiac. nie jest latwo, czasem daje sie poniesc bardzo
                                  negatywnym emocjom. grunt to wychodzic z tego powoli.
                                  kurcze, moze powinnysmy tutaj na forum byc bardziej wsparciem dla
                                  siebie? moze klotnie i swary to jednak ostatnie czego potrzebujemy?
                                  • rennie77 Re: da sie 01.02.09, 09:38
                                    i jeszcze jedno, bo tyle tutaj jest poruszanych tematow, ze jejku...
                                    mam bliska kolezanke, ktora zwiazala sie ze starszym facetem, ktory
                                    dla niej zreszta zostawil zone z dwojka malych dzieci, jednym bardzo
                                    chorym zreszta. sa malzenstwem od 8 lat, szczesliwi... tylko jego
                                    powoli zaczyna czasem gryzc to, ze dzieci nie chca miec z nim nic
                                    wspolnego. no tak, widywal sie z nimi czasem, ale juz na przyklad
                                    nie placil na nie, bo jego nowa zona uwaza, ze jego pieniadze= jej
                                    pieniadze. mozna powiedziec, ze on jest dobrym ojcem, bo czasem
                                    zabierze dzieci do siebie na tydzien w wakacje, itp. czasem
                                    zadzwoni, ale to jest malo i dzieci, ktore wiedza, ze ojciec
                                    zostawil matke i je same dla kogos innego, ktore wiedza, ze kiedy
                                    jedno z nich chorowalo, a matka warowala przy jego lozku w szpitalu,
                                    nie beda przeciez przyjmowaly go z otwartymi ramionami. powoli
                                    zamieniaja sie w nastolatki i coraz wiecej rozumieja, matka jest
                                    teraz w szczesliwym zwiazku, ale... nie, to nie jest powod, zeby
                                    wybaczyc komus tak od razu szok tego, ze rodzina sie tak po prostu
                                    rozpada. oczywiscie to nie jego wina, ze sie odkochal... ale moze
                                    mozna bylo jakos zwalczyc w sobie to uczucie dla innej? moze chociaz
                                    pojsc na terapie malzenska? pokazac, ze nie chce sie rozbijac tej
                                    rodziny, ze mu zalezy?
                                    w zyciu niewiele rzeczy jest czarno-bialych. ludzie nie zawsze
                                    zachowuja sie jak powinni.
                                    morgan ma racje, ze tutaj sa kobiety na roznych etapach rozstania.
                                    czasem jeszcze w zalobie po zwiazku, po mezczyznie, ktorego kochaly
                                    i, ktoremu urodzily dziecko czy dzieci, takie ktore juz sobie z tym
                                    w miare radza i takie, ktore juz dawno o tym bolu zapomnialy.
                                    szczerze? zazdroszcze tym ostatnim i sama tez chcialabym juz byc na
                                    tym etapie... ale poki co moge sie tylko jeszcze zdenerwowac czasem
                                    ja madziulec czy morgan, napsioczyc na bylego, rwac wlosy z glowy i
                                    tlumaczyc sobie, ze jest nam lepiej bez niego... az przychodzi czas,
                                    kiedy zaczynam to rozumiec i wszystko sie we mnie uspokaja... do
                                    nastepnego razu, do nastepnego kontaktu.
                                    musicie nas troche zrozumiec dziewczyny, bo kazda z nas przezywa to
                                    jednak troche inaczej.
                                    • mama75-0 Re: da sie 01.02.09, 10:58
                                      A dla mnie taki facet to śmieć.
                                      Trzeba być socjopatą żeby być szczęśliwym w nowym związku kiedy jego własne
                                      dziecko leży chore w szpitalu.
                                      Normalny zwykły człowiek jest czuły na cierpienie dziecka a jeszcze własnego.Nie
                                      chodzi tu o zakupy, lekcje itd ale o to aby dziecko czuło i wiedziało,że tata
                                      jest i będzie z nim w kontakcie,nie trzeba zaraz codziennie jeździć ,jest
                                      telefon.Mój ex nie kontaktuje się z małym,skończyłam zabiegać o to jak mnie
                                      pobił.Jakość tych kontaktów była mierna-bawił się telefonem kom.
                                      Wg mnie liczy się jakość kontaktów a nie ilość i troska o dziecko kiedy jest
                                      sytuacja awaryjna-nagła choroba dziecka,matki dziecka itd.
                                      Z takim nie utrzymującym kontaktów z dzieckiem nigdy bym się nie związała.
                                      Kobitki też nie lepsze,cóż samo życie.
                                      Ja uciekałam w środku nocy z małym tak jak stałam od przemocowca z własnego
                                      domu.Kiedy chciałam zabrać rzeczy swoje i dziecka zastałam zmienione zamki i
                                      rozgoszczoną (czyt mieszkającą )panią, którą nie odstraszają moje rzeczy ,
                                      ubranka dziecka jego łóżeczko, zabawki.
                                      Nie wiem kto to jest i nie wnikam,czuje się upodlona bo tylko dlatego,że nie mam
                                      meldunku ,a jestem właścicielem nie mogę zabrać tego co moje.Czy kochający
                                      ojciec zagarnia dom dla siebie i pani z czatu kosztem dziecka,które mieszka w
                                      jednym pokoju??? Burzy całe jego życie,wyrywa od ulubionych kolegów ,skazuje na
                                      zmianę środowiska.Chciał odejść to droga była wolna ,a tu nie, takie nam zrobił
                                      piekiełko,że innego wyjścia nie miałam żeby ratować nasze życie.
                                      Nie rozumiem co kieruje takimi kobietami, które wiążą się z takimi śmieciami
                                      zostawiającymi własne dzieci.
                                      Chyba że śmieć wybiera śmiecia.
















                                      j
                                        • crazyrabbit Re: da sie 02.02.09, 00:49
                                          ca.melia napisała:

                                          > jaki ex taka next..

                                          Boskie!
                                          W sumie bardzo prawdziwe - drugie związki, po nieudanych pierwszych,
                                          są najczęściej mocno przemyślane i dobrane według podobieństw
                                          charakterów, zachowania, sposobów spędzania czasu, zainteresowań...

                                          A wracając do tematu wątku - ja związałam się z facetem, który
                                          odszedł od byłej żony, i... uwaga... nie odszedł do żadnej loli,
                                          tylko zwyczajnie nie mógł zyć z tą kobietą. Pokilku latach pojawiłam
                                          się ja, czego ex nie może "przeboleć" i próbowała utrudniać kontakty
                                          z młodszym dzieckiem.
                                          Mój M. jest ojcem, który ma stały kontakt z dziećmi; kontaktów
                                          byłoby więcej (np. wspólne wakacje itp.) gdyby nie ex...

                                          Sama jestem byłą żoną, mam dziecko, którego ojciec interesuje się
                                          raczej średnio. Jakbym ja nie nalegała na częstsze kontakty, to
                                          nawet by nie zadzwonił do młodej uncertain

                                          Są różne sytuacje, różni faceci, różne exiary.
                                          Ja nie żałuję, że związałam się z kimś, kto wręcz uciekł od
                                          nieudanego związku, bo widzę jakim jest ojcem, chociaż nie mieszka z
                                          dziećmi.
                                          Sama odeszłam od exa, żeby oszczędzić sobie i dziecku życia w
                                          traumie.
                                      • madziulec Re: da sie 01.02.09, 17:57
                                        Socjopata powiadasz????


                                        Kiedy bylam jeszcze w zwiazku z moim eks i zdarzylo sie, ze bylismy z malym w
                                        szpitalu to moj eks pojechal na slub kolezanki z poprzedniej pracy...
                                  • morgan25 do rennie 77 01.02.09, 12:01
                                    to jest paranoja jak gosc który zostawia kobiete a ta do tego
                                    jeszcze go kocha..... bo jak ktos madry powiedział" dziewczyny nie
                                    zakochuja sie dla zabawy.. aten jeden z drugim chce zeby to wszystko
                                    sie przyjażnia skonczyło... nie rozumiem tego...
                                • morgan25 morgan do 77rennie 01.02.09, 11:52
                                  widze ze jest tu ktos kto ma takie same uczucia jak ja ....jakbym
                                  czytała o sobie .... tez go nienawidze uwazam za tchorza ....
                                  jałatwiej zawinąc sie i uciec...a rennie jest sznasa jeszcze o was
                                  zawalczyc?? jak długo nie jestescie razem??
                              • morgan25 Re: da sie 01.02.09, 11:54
                                dokładnie to samo zauważyłam w przedszkolu ...i sama nie wiem jak
                                sie zachowac ...reszta tego co piszesz madziulec to swieta prawda
                        • madziulec Re: da sie 31.01.09, 18:02
                          Wiesz.. Tak sobie pomyslalam, ze Burza ma racje.

                          Nexia ma dziecko swoje i drugie z eksem.
                          Tez chce wyjezdzac an wakacje, miec normalne zycie i w koncu to oni sa rodzina.

                          Moj eks jak przychodzi to punktualnie wychodzi bo.. niestety inaczej bedzie mial
                          w domu awanture. No tak juz jest. W domu niestety jest zawsze cos do zrobienia,
                          szczegolnei przy dwojce dzieci..
                          A jak jeszcze nexia pracuje..

                          Wiec zakladajac, ze eks przyjezdzalby codziennie do mojego dziecka (lacznie z
                          sobota i niedziela) to tamta mialaby na glowie caly dom + dwojke dzieci.
                          Nierealne...
                          • burza4 Re: da sie 01.02.09, 11:43
                            ale czemu ty się Madziulec skupiasz na Neksi? powiedz raczej czy
                            chciałabyś eksa codziennie widywać?

                            mi (i nie tylko) przeszkadzałaby codzienna obecność eksa, w końcu
                            nie po to się rozwiodłam, żeby nadal działał mi na nerwy. Osobna
                            sprawa to fakt, że część matek jest w drugich związkach. A nawet
                            jeśli nie jest, to jakim cudem miałaby sobie ułożyć życie, przy
                            codziennych wizytach eks męża? trójkącik emocjonalny.

                            mówimy o byciu ojcem - a to da się osiągnąć bez codziennych
                            nasiadówek. Widać chodzi o jakość a nie ilość. Jeśli ktoś kładzie
                            nacisk na relacje, to weekendowy kontakt będzie bardziej owocny niż
                            codzienne spotkania. Można być przy dziecku codziennie i nic z tego
                            specjalnie dla dziecka nie wynika.

                            Mój ojciec był w domu o 16tej, tylko co z tego wynikało dla mnie
                            jako dziecka? guzik, brał gazetę, siadał przed TV. Wszelkie
                            obowiązki i tak spadały na matkę, ojciec w życiu nie był ani u
                            lekarza, ani na zebraniu w szkole. Tylko nikt go z tego nie
                            rozlicza, bo byliśmy pełną rodziną.
                    • danagr Re: da sie 31.01.09, 15:59
                      eksia nadal kocha(nie sa ze soba ponad 10 lat) i wciaz ma nadzieje, ze kiedys on
                      wroci mimo iz wie, ze ma druga rodzine. Kolega nie daje jej zadnych powodow ani
                      sygnalow, ze bedzie chcial wracac, jest w satysfakcjonujacym go zwiazku.
                      • burza4 Re: da sie 01.02.09, 15:28
                        danagr napisała:

                        > eksia nadal kocha(nie sa ze soba ponad 10 lat) i wciaz ma
                        nadzieje, ze kiedys on > wroci mimo iz wie, ze ma druga rodzine.
                        Kolega nie daje jej zadnych powodow ani > sygnalow, ze bedzie chcial
                        wracac, jest w satysfakcjonujacym go zwiazku.


                        wiesz, ty mnie przerażasz - jak to nie daje sygnałow??? to co robi
                        jest jednym wielkim sygnałem. Codziennie jest u nich w domu,
                        przecież to oczywiste że nadal nie rozstał się emocjonalnie z tamtą
                        rodziną. Widać odpowiada mu rola bożyszcza kobiet, ale gdyby mial
                        odrobinę przyzwoitości - pomyślałby w tym również o eksi, której
                        robi potworną krzywdę, podtrzymując te złudzenia i dając nadzieję.
                        Gra na uczuciach obu - obie od lat żyją w niepewności, ze
                        świadomością istnienia tej drugiej, po prostu gość się lansuje na
                        super faceta kosztem otoczenia.

                        przepraszam, ale twój znajomy jest bezdennie głupi i to co robi to
                        po prostu ŚWIŃSTWO. On świadomie lub nie - ale podsyca w niej te
                        nadzieje nie zachowując zdrowego dystansu.

                        gdyby to był dom rodzinny, byłby to syndrom nieodciętej pępowiny, a
                        tak to nie wiem jak to fachowo nazwać, sprowadza się do tego samego
                        mniej więcej.

                        Dlatego napisałam wyżej, ze taki układ jest CHORY, i szkodliwy dla
                        wszystkich, dla jego nowej rodziny, dla eksi, która od 10 lat wciąż
                        się łudzi zamiast ułożyć sobie życie na nowo, i wreszcie dla dziecka
                        które rośnie patrząc na toksyczny związek-niezwiązek rodziców. Jaką
                        będzie mieć kiedyś wizję normalności w związku? jak będzie sobie
                        układać życie z partnerem mając takie wzorce?
                        Brrrr
                        • danagr Re: da sie 01.02.09, 17:38
                          wyczytalas gdzies zebym pisala, ze moj znajomy przesiaduje w domu swojej ex?
                          jego kontakty z dzieckiem odbywaja sie albo u dziadkow, albo u mojego kolegi w domu.
                          • madziulec A oto co mi powiedziala pani psycholog... 01.02.09, 18:07
                            Jakis czas temu u Michala wsytapila nie tylko agresja ale i autoagresja.
                            ja zupelnie nie wiedzialam co jest tego przyczyna, opkazalo sie, ze moj eks po
                            prostu zabral pewnego dnia malego i pokazal mu male dziekco i powiedzial: oto
                            Twoj braciszek.
                            Dziecko nie majac ojca zobaczylo nowego konkurenta do uczuc tegoz brakujacego
                            ciagle ojca.

                            Pani psycholog powiedziala, ze nie mozna porownac sytuacji dziecka takiego jak
                            moje o dziecka, ktorego ojciec np. czesto wyjezdza. Wczesniej juz o tym pisalam,
                            ze to drugie dziekco ma symptomy pobytu opjca w domu: jego kapcie, ubrania,
                            golarke itp.
                            Tak wiec pani psycholog radzila postawic np. zdjecie i zrobic kalendarz, by dac
                            swiadomosc dziecku keidy tata sie pojawia (usmiechnieta buzka na dniu, gdy tata
                            bedzie).

                            Wtedy pani psycholog tez zabronila wizyt w domu ojca argumentujac to tym, ze
                            dopoki dziecko nie zrozumie, ze ojciec jest dla niego, to nie moze sie z
                            kimkolwiek dzielic (a niestety ma tych osob do dzielenia sie raptem bardzo duzo).

                            W normalnych zwiazkach, rodzinach, gdy pojawia sie drugie dziecko to to pierwsze
                            jest zazdrosne. Ale ono ma czas by przyzwyczaic sie do nowej sytuacji. Moje nie
                            mialo. Zostalo postawione przed faktem dokonanym...
                            I tak - obecnie maly dalej ma problemy z autoagresja, teraz tylko w postaci
                            gryzienia sie w reke...


                            Nie zycze tego nikomu naprawde.
                            I nie chce byscie tu opowiadaly nie wiadomo co.
                            Bo to jest tragedia malego czlowieka, ktorego teraz trzeba ustawic jakos i pomoc
                            mu zrozumiec swiat.
                            • magnollia11 Re: A oto co mi powiedziala pani psycholog... 01.02.09, 21:09
                              madziulec napisała:

                              > Bo to jest tragedia malego czlowieka, ktorego teraz trzeba ustawic jakos i pomo
                              > c
                              > mu zrozumiec swiat.

                              Madziulec a powiedziała Ci pani psycholog, że zachowanie dorosłych w danej
                              sytuacji w dużej mierze rzutuje na odbiór tejże sytuacji przez dziecko, mówiąc
                              dosłownie jeżeli matka nie potrafi pogodzić się z odejściem partnera, to dziecku
                              trudniej zaakceptować tatusia "odwiedzającego" ( oczywiście dzieci małe tzn w
                              wieku niemowlęctwa i nawet do 3 lat, nie zajmuje wogóle temat czy to jest
                              dobre/właściwe że tata z nimi nie mieszka, traktują tą sytuację jako normalną
                              dopóki matka/drugi rodzic nie zaczyna dawać sygnałów swoim
                              zachowaniem/kłótniami, emocjami że coś jest nie w porządku, no i wtedy dopiero
                              zaczyna się niepokój u dziecka i inne historie zwłaszcza jeżeli rodzice rozstali
                              się jeszcze gdy był niemowlakiem)
                              także zastanów się kobito nad swoim zachowaniem ...

                              pozdrawiam

                              ps. pokaż pani psycholog swoje posty/ lub jakąś małą ich próbkę, tak dla swojego
                              dobra....
                • ierf Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 11:46
                  Wiecie co, róznie w zyciu bywa, statystyki statystykami, a wyjatki
                  wyjatkami. Ja mam w rodzinie przypadek kuzyna, który rozstał sie z
                  dziewczyną, no normalnie zostawił ją z dzieckiem ( jego dzieckiem),
                  zerwał wszelkie kontakty ( mały był wtedy jeszcze w pieluchach).
                  Alimenty płacił, bo nakaza sądu. Ów kuzyn bardzo szybko związał się
                  z inną dziewczyną, ozenił sie, mają dwoje dzieci. Wybudował dom,
                  załozył firmę, przykładny mąż i ojciec tej dwójki. A z pierworodnym
                  synem nie ma zadnego kontaktu.
                  osobiscie podziwiałam jego obecną zone, ze chciała sie z nim związac
                  po tym, co zrobił tamtej, ja bym sobie takim facetem głowy nie
                  zawracała. Ona sobie zawróciła i chyba ni ezałuje.
              • baran_bbb Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 12:21
                Madziulec napisał:
                > Dlatego zapytalam czy istnieje facet, ktory dzien w dzien
                przyjezdza do dziecka
                > ,
                > uczestniczy w jego zyciu, spedza kazdy weekend i tak dalej,
                opiekuje sie w
                > czasie choroby...
                >
                > Nie mowiac juz o spedzaniu wakacji...

                Tak to rzeczywiście w Erze. A czego Ty się spodziewałaś, że ktoś
                Ciebie zostawia, ale z uwagi na dziecko będzie mieszkał gdzieś
                bliziutko, żeby codziennie uczestniczyć w życiu dziecka. A jak mama
                znajdzie jednak kogoś i postanowi się przenieść do innej
                miejscowości, a może Państwa, to szanowny ojczulek niech się jedzie
                za dzieckiem, żeby uczestniczyć w codziennym życiu dziecka. Przecież
                chciałaś dziecka, chciałaś żeby zostało przy Tobie, więc w czym
                problem? Jest to korzyść, któa ma swoją cenę.
                Rzeczywiście , tak to tylko w Erze.... Tak się nie da i tyle. To
                jest oczywista oczywistość.
                A swoją drogą przyjemniej się czyta Twoje posty bez obelżywych słów.

                ---------------
                zdrowia życzę
                • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 13:20
                  MOMENT wink))

                  NIGDY nie mowilam, ze chce, by dziecko zostalo przy mnie i NIGDY o to nie
                  wnioskowalam.
                  To jest taki drobny problem, ze dzicko zostalo mi wepchniete na sile i ogolnei
                  gdyby nie ja i moja rodzina to pewnie skonczyloby w domu dziecka.
                  Ja wiem, ze mozna tu opowiadac ckliwe historyjki, jak to ojciec poczatkowo
                  grozil nawet porwaniem dziecka i nawet po 2 laatch to dziecko porwal z przedszkola.

                  Wszystko to jednak bylo na pokaz.
                  • baran_bbb Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 14:27
                    no tak, tylko coś trzeba przyjąć za punkt wyjścia.
                    Twoją historyjkę również można uznać za ckliwą....
                    każdy przypadek ma swoją historię i zbronią jest
                    generalizowanie/uogólnianie sprawy.

                    Faktem jest, że jesteś matką i niezależnie od sytuacji teoretycznie
                    powinnaś stawać na wysokości zadania (przecież ojcie/a Twój ex mógł
                    odejść na tamten świat). wtedy też szukała winnych i cały czas była
                    zła i sfrustrowana na świat?

                    Poza tym - czy powiedziałaś dla ojca a w tamtym okresie. Bierz
                    dziecko, nie chcę go. Będzie mi za ciężko, Ty je wychowuj, przecież
                    jesteś również jego rodzicem??? Dla mnie oddaj co moje i nie chcę
                    Cię widzieć???

                    -----------
                    zdrowia życzę
                    • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 15:13
                      Problem poelga na tym, ze ja nie uznaje mojej historyjki jako ckliwa.
                      I nie zakladam nowego nicka tylko po to, by sie czepiacwink


                      Nie szukam tez uspraweidliwienia u innych tego co sie stalo.

                      > Poza tym - czy powiedziałaś dla ojca a w tamtym okresie.
                      Chetnie bym na to odpowiedziala, ale ni cholery nei rozumiem, podobnie jak i
                      wlasciwie celu tego co piszesz wink

                      Moj eks wiedzial, ze mi ciezko, zabral samochod, specjalnie by mi dowalic,
                      wiedzac, ze codziennie w jedna strone dowoze dziecko do rodzicow, a do tego
                      jezdze na rehabilitacje. Bylo minelo. Byl to okres kiedy naprawde bylo trudno
                      sie dogadac. Teraz latwiej nei jest, ale ja juz tak zywiolowo nie reaguje i mam
                      to w nosie.
                        • baran_bbb Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 01.02.09, 23:23
                          braktalentu napisała:

                          > "Moj eks wiedzial, ze mi ciezko, zabral samochod, specjalnie by mi
                          > dowalic"
                          >
                          > Czy kolejny raz będziemy wałkować ten temat? Sama podasz linka do
                          > swojego starego posta, w którym jasno wyjaśniłaś DLACZEGO Ex
                          zabrał
                          > swój samochód, czy znowu ja mam to zrobić?


                          NIestety , niektórzy mają tak, że sami sobie "odmrożą uszy na złość
                          mamie" i do niej jeszcze mają pretensjewink SAMODZIELNOŚĆ i nie
                          oglądanie się w przeszłość i na kogoś, to jest chyba clue...
      • madziulec Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 30.01.09, 19:27
        To zalezy.
        Sa rozne kobiety.
        Sa takie, ktore jak dzowni matka dziecka mowia przy tymze dziecku, ze to dziecko
        (tu wymienia je z imienia) nie bedzie rozmawiac z matka wariatka. I rzuca
        sluchaweczka.
        Tak wiec dziecko nie ma kontaktu z matka.

        Sa tez takie, ktore nie maja zamiaru zawlaszczac zarowno faceta jak i dziecka z
        pierwszego zwiazku, co zreszta widac na tym forum.
        Takie dzieci maja bowiem matke.
        I jaka by ona nie byla to jednak nie jakas tam druga partnerak (zona czy
        ktokolwiek) ojca dziecka jest osoba, ktora ma prawo podejmowac decyzje o tym, co
        jest dla dziecka w danym momencie wlasciwe i sorki ale jakiejs obcej osobie nic
        do tego.

        I jesli sa posty, ze tesciowa sie wtraca i sa to posty uzasadnione to tak samo
        moga byc posty, ze jakas juz kompletnie obca osoba wtraca sie do wychowania
        dziecka, do czego nijak prawa nie ma.


        Jesli dziecko jest starsze to moze to wykorzystywac i stwierdzic: ok, w domu u
        ojca wiecej mi wolno, wole tam byc...
        Tylko tak naprawde wychowywanie dziecka nie polega na tym, by pozwolic dziecku
        wlazic na glowe czy pokazywac kto potrafi lepiej dziekco przekupic.


        Zreszta psycholodzy alarmuja, ze rodzice w takich wypadkach zaczynaja tracic
        autorytet, a dodatkowo ojciec jednak staje sie obcy, bo zostaje zerwane tzw.
        wspoldoswiadczanie (czyli pewnego etapu w rozwoju dziecka ojciec nie zna po prostu).
        Dzoecko dodatkowo czesto staje sie ozieble, bo sie boi kolejnego odrzucenia...

        I to nie sa wymysly
    • kicia031 ludzie sie rozstaja 30.01.09, 16:40
      takze ludzie, ktorzy maja wspolne dzieci. jesli robia to
      odpowiedzialnie - podjawszy rozsadne proby ratowania zwiazku, bez
      awantur, zdrad, to ja nie mam nic przeciwko temu. Smutne, ale nie
      sadze, by zycie pomiedzy rodzicami, ktorzy sie nie kochaja bylo
      dobre dla dziecka.

      Jesli facet umial rozstac sie kulturalnie, podtrzymuje wiezi i
      sprawuje w uzgodnionym z matka zakresie opieke nad dzieckiem, to nie
      mam do niego zastrzezen.
      • ca.melia Re: ludzie sie rozstaja 30.01.09, 19:28
        ależ Wy macie madziulec i morgan kompleksy.
        aż przerażenie ogarnia. przeklinanie, wyzywanie, o zgrozo, to
        nawet brak szacunku dla samej siebie, bo kim jesteś, skoro związałaś
        się z takim chu...em?
        może jednak powstrzymać sie od epitetów.

        A co do byłego.

        ... to niby po rozwodzie i były mąż, i była żona nie ma prawa
        związać się ponownie. No chłop to już za cholere. Odejść może ale ma
        być sam, żeby być do dyspozycji swojej byłej małżonki. Rozumiem, że
        to idzie w dwie strony.
        czyli ja proponuję zakon. On mnich, ona mniszka i będzie gucio.

        A dziecko - nie demonizujmy niektórych rzeczy. I lepiej jak ma ojca
        rzadziej, niż cześciej, patrząc na to jak sie mamusia z tatusiem żre.

        A te "zdziry" (przepraszam Panie), co to się wiążą z misiami z
        odzysku mogą miec gorzej, mogą mieć tak samo, a mogą mieć lepiej.

        tak, bo misio może po prostu nową partnerkę kochać do szaleństwa,
        czego nigdy nie czuł do poprzedniej.

        i odwrotnie, żona po wywaleniu misia może sie zakochać i być
        szcześliwa.

        To sie nazywa życie moje sfrustrowane Panie.

        Więcej uśmiechu na buzi, a okaże sie, że za chwilę nie bedziecie
        same i bedziecie baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo szczesliwe ii Wasze
        dzieciaki też.

        a misiowi niech sie dzieje
        • madziulec Re: ludzie sie rozstaja 30.01.09, 20:21
          Nie moja droga.
          ja nie wymagam, by on mi latal po zakupy.

          Jednak np. rok temu mialam taki "drobny" problem, gdzie maly byl po zabiegu i
          nie mogl wychodzic z domu 2 tygodnie. Eks o tym wiedzial. I co? Nawet nei
          zapytal czy kupic malemu jakies owoce czy w ogole maly ma co jesc.
          To byl moj problem. jak zwykle.

          A przeciez jakos nie moge sobie przypomniec, by moje dziecko powstalo w wyniku
          in-vitro.. Chociaz...?


          I najfajniejsze jest to, ze oczywiscie ojciec dziecka tworzy bajki jakim jest
          cudownym ojcem, a ostatnio uczy malego jak malpke (papuge), by powtarzal:
          - kto jest moim najwiekszym skarbem
          tu maly ma odpowiedziec "ja" co robi beznamietnie
          i "kogo bede najbardziej kochal na swiecie" i tu rownie beznamietna odpowiedz
          "mnie".
          Tresowanie dziecka w wersji hardcorowej...

          Co zas do mojej opinii na temat pani, ktora zwiazala sie z ojcem mojego dziecka.
          Wybacz, jesli ktos ma meza i sypia z innym facetem to raczej nie nalezy do tych
          co to maja aureolke nad glowa. Ale czasy sie zmieniaja, nalezaloby wiec
          zakrzyknac "o tempora, o mores"
        • morgan25 Re: ludzie sie rozstaja 31.01.09, 00:32
          słuchaj ca melia nie znasz mnie nie znasz mojej sytuacji wiec mnie
          nie oceniaj kobieto....mam taki tempperament używam takich epitetów
          i nie twoją rolą mnie oceniac bo nie przezyłaś tego moze co
          ja .....ja tak go dzis widze i tak sie o nim wyrażam..... chcesz
          wyrazic sowje zdanie na tym forum bardzo prosze ....nic wiecej nie
          musisz krytykować .... pozdrawiam ... to ze faceta pomimo jeszcze
          kocham to mój PROBLEM .... i po to własnie pieszemy na takich forach
          zeby sie wyrazic zeby wykrzyczec opowiedziec wyzalic .... po to to
          ktoś dla nas stworzył ..... kompleksy ???? każda jakieś ma ....tym
          bardziej samotna zostawiona matka .. jedna wieksze druga
          mniejsze .....
    • magnollia11 do Madziulca 31.01.09, 11:45
      sporadycznie czytam to forum, czyli wybiórczo wątki i w prawie kazdym się
      wypowiadasz, a raczej kreujesz się na WIELKA MATKę POLKę MęCZENNICE
      wydajesz się być strasznie nieprzyjemną osobą, a pierwsza cecha która wyziera z
      Twoich postów to to, że nie potrafisz zaakceptować odmiennych od Twoich poglądów
      i jesteś wszechwiedząca
      a i jeszcze jak czytam Twoje słowo pisane to nie potrafię się oprzeć wrazeniu,
      że swoje żale wynikłe z niezrealizowanych pragnień/marzeń (tu przede wszytskim u
      Ciebie chęć posiadania męża/partnera) głosisz pod hasłem dobra dziecka ...

      pozdrawiam
      • ca.melia Re: do Madziulca 31.01.09, 13:01
        magnolia święte słowa.

        i nie daj Boże którejś samodzielnej jest dobrze i jest szcześliwa.

        madziulec wtedy w domu odprawia czaty, robi laleczkę na "obraz"
        szcześliwej samodzielnej i wbija szpileczki z modlitwą, zeby "nie
        miała lepiej niż ja (z naciskiem na gorzej)"

        smile smile
      • ca.melia Re: do Madziulca 31.01.09, 13:01
        magnolia święte słowa.

        i nie daj Boże którejś samodzielnej jest dobrze i jest szcześliwa.

        madziulec wtedy w domu odprawia czaty, robi laleczkę na "obraz"
        szcześliwej samodzielnej i wbija szpileczki z modlitwą, zeby "nie
        miała lepiej niż ja (z naciskiem na gorzej)"

        smile smile
        • madziulec Re: do Madziulca 31.01.09, 13:08
          A Ty masz z czyms problem?/ jakasz sie?

          Czy jak powtorzysz cos dwa razy to nabiera to wiekszej mocy? A moze asz jakis
          problem z pewnoscia siebie i jesli sama sobie czegos nie powtorzysz to... sama w
          tonie wierzysz wink))???

          To napisz to samo jeszcze z 10 razy wink Napewno stanie sie to parwda ;P
          • ca.melia Re: do Madziulca 31.01.09, 13:13
            na pewno, madziulec, na pewno.

            ...proponuję pisać bez większych emocjii, wtedy na pewno będziesz
            robiła mniej błędów ortograficznych i interpunkcyjnych smile

            "parwda"?
              • chalsia Re: jezeli ktos nie ma nic do powiedzenia w teamc 02.02.09, 17:43
                morgan25 napisała:

                > jezeli ktos nie ma nic do powiedzenia w teamcie tego wątku ...a
                > znalazły sie tu takie osoby które nie wiele w temacie maja do
                > powiedzenia a wiecej krytykuja... to poszukajcie sobie moze
                innego
                > forum....

                Ty tu nowa jesteś, więc jak Ci się nie podoba to co (i jak) tu
                zostało napisane, to może sama poszukaj sobie innego forum.
                Innymi słowy - stosowanie dobrych rad zacznij od siebie.
                  • chalsia Re: jezeli ktos nie ma nic do powiedzenia w teamc 02.02.09, 22:56
                    madziulec napisała:

                    > To, ze ktos tu byl (typu nawiazywanie do kolumny Zygmunta i tak
                    dalej) i w
                    > zwiazku z tym ma wieksze prawa jest troche szczeniackie.
                    >
                    > To forum nie ma czegos takiego, a raczej nie powinno miec, ze sa
                    rowni i rownie
                    > jsi.
                    >
                    > Choc wlasnie wprowadzilas nowoczesna forme folwarku zwierzecego...
                    >

                    jak zwykle nie zrozumiałaś. Napisałam jedynie, że jak się komuś nie
                    podoba np. we Francji, to nie musi tam jeździc.
    • by_lina Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 31.01.09, 16:13
      A co to znaczy 'zostawił'?
      Czy mówimy o takim, który dla nas zostawia? czy chodzi o takiego,
      który się z żoną rozwiódł (nieważne, z jakiego powodu)?
      Pierwszy jest spalony - nie wyobrażam sobie życia z takim
      człowiekiem.
      Drugi przypadek - pewnie nie byłoby mi łatwo, bo jednak facet z
      dziećmi to nie jest sztyk luksusu. Ale nie wykluczam.
    • kim136 Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 01.02.09, 00:09
      Napewno nie związałabym się z facetem, który zapomniał o swoich
      dzieciach. Ludzie się rostaja, ale rodzicami są na zawsze, a faceci
      o tym zapominają. Napewno nie zwiazałabym się z moim eksem, który
      przypmina sobie o synku, kiedy bajeruje nową laskę i kreuje się na
      wspaniałego tatę. Dzwoni, przyjezda itd, dopóki jej nie wkreci sad
      • arwena_11 To ja napiszę z innej strony 03.02.09, 11:50
        Wiecie co mam męża, dzieci, jest super, ale mój mąż nie poświęca
        dzieciom czasu codziennie. Pracuje ciężko, dorabia po pracy, po to
        abysmy mogli życ na odpowiednim poziomie. Ja pracuję, ale na pół
        etatu, inaczej nie mogłabym poświecić czasu dzieciom.
        I mój mąż \, mimo, że mieszka z nami, nie chodzi na zebrania, bo nie
        ma czasu, nie zaprowadza dzieci na zajęcia ( czasem odbiera ), nie
        zawsze moze być na koncercie syna w szkole muzycznej, czy wcześniej
        na przedstawieniach w przedszkolu, bo po prostu pracuje w tym czasie.

        W wakacje tez 90% czasu ja sie zajmuję dziecmi. Jak były małe i
        wystarczała im działka, to siedziałam z nimi po 5 miesiecy w roku
        tam ( świeże powietrze, zamknięty teren ), bo było mi łatwiej. Mąż
        dojeżdżał na weekend, ale też nei zawsze, bo czasami wpadło jakis
        zlecenie i trzeba było posiedzieć przy komputerze. Nie wyobrażam
        sobie siedzenia z dziecmi w lato w mieście, jeżeli mam możliwość być
        na działce. Teraz sie zmienia, bo dzieci urosły i chcą zobaczyć
        świat. Ale mój mąż ma ograniczony urlop ( 26 dni ) więc jak wypełnić
        cały czas. W zeszłym roku pojechałam z dziećmi sama na rekolekcje w
        góry na tydzień, a mąż dojecał do nas na dwa tygodnie potem. Dzieki
        temu dzieci spędziły w górach trzy tygodnie. W tym roku będzie
        pewnie podobnie, bo już 10 dni urlopu poszło na ferie.
        Ja mam to szczęście, że pracuję tak, iż mogę mieć więcej urlopu niż
        regulaminowe 26 dni. Jeżeli jednak byłoby inaczej, to musiałabym
        dzielić wyjazdy z dziećmi z mężem, i na wspólny pewnie nie
        starczyłoby czasu, bo przecież razem jest 54 ( wliczaac opiekę )a
        wakacji i ferii dużo wiecej. Wiele moich znajomych, jak nie wysyła
        dzieci na obozy czy kolonie, to niestety musi dzielić wakacje na te
        z tata i te z mamą, jeżeli nie chcą żeby dzieci siedziały w domu ( a
        przecież i tu trzeba zapewnić opiekę ). Przy chorobach to też ja sie
        zajmuję dziećmi ( bo mąż pracuje ). Często nawet głupie lekarstwa
        czy zakupy, jak nie mogę wyjść z domu, robią mi moi rodzice, a nie
        mąż, bo on w pracy, a oni blisko.
        Dlatego w małżeństwie nie jest tak różowo, jak by sie niktórym
        wydawało. Znam pewną parę rozwiedzionych, gdzie tatuś poświęca
        wiecej czasu dziecku po rozwodzie, niż w trakcie małżeństwa. Bo
        wtedy dziecko było, gdzies sie tam kręciło, wiec widział je cay
        czas. Tyle ze sie z nim nie bawił, nie czytał itd. A teraz zabiera
        na wakacje ( i musi sam zorganizować czas dziecku, a nie czekać aż
        żona to zrobi ), odbiera z przedszkola ( bo matka jeszcze pracuje
        wtedy ), i jak się okazało można, a wcześniej był za bardzo zmęczony
        po pracy.

        Co do pytania czy bym sie związała z facetem z odzysku? Trudno
        powiedzieć. Byłam na granicy takiej decyzji, nawet się zaręczyłam,
        ale uciekłam. Tylko, że zrobiłam to nie dlatego że facet z
        przeszłością, ale dlatego że okazał się idiotą. Był po rozwodzie (
        ale bez dzieci ), miał dziecko pozamałżeńskie ( sprzed ślubu ). No i
        niby wszystko ok, ale jak zaczęłam drążyc temat, to włosy mi stanęły
        dęba.
        Z matką dziecka nigdy nie był. Dziecko było efektem jednej imprezy.
        Niby wszystko ok, ale on nawet nie miał dowodu że to jego dziecko.
        Nie zrobił badań, nic. Po prostu panienka przyszła do niego i
        powiedziała że jest w ciaży. Na moje pytanie, skąd wiedział, że to
        jego dziecko, stwiedził że mu powiedziała, ale dziewicą nie była.
        Alimenty płacił, ale też nie ustalone sądownie, tylko na gębę. No i
        oczywiście nei miał żadnych kwitków że jej dawał. Kurcze facet
        wykształcony, radca prawny z doktoratem, a okazał sie kretynem w
        prostych sprawach. A i oczywiści utrzymywał mamusie dziecka, bo ona
        biedna niespełniona malarka po wykształceniu przedszkolnym, nie
        pracowała ( bo w przedszkolu nie będzie, ona maluje obrazy ). Ja
        zażądałam od niego uregulowania sprawy sądownie ( może testy dna ),
        włacznie z alimentami na dziecko ( wolałabym w naturze ). Zgodził
        sie, ale zaczęły sie problemy ze strony mamusi dziecka. Zaczęła mu
        ograniczać kontakty, bo przykręcił się kurek z pieniędzmi. Do tej
        pory dostawała ok 2000 miesięcznie ( rok 1999 ) na ok 4-5 letnie
        dziecko, a teraz miała dostać dużo mniej a reszte w naturze (
        przedszkole prywatne, angielski, ubrania dla dziecka ). Ja po
        przemyśleniu uciekłam ze zwiazku, a on przejżał na oczy. Z tego co
        wiem sprawa została uregulowana sądownie ( na testy dna był chyba za
        późno ). Skończyło się na tym, że alimenty ok 500 zł do reki matki i
        płacił za przedszkole wtedy ok 600 zł i jakieś tam zajęcia. Wyszło
        mu max 1500 zł. Tyle ze matka odegrała się i zaczęła utrudniać
        kontakty.

        Tak więc chyba trudno powiedzieć, czy ktoś się z koms zwiąże jak nie
        jest w takiej sytuacji. Prawda jest taka, że jak nie poznamy
        człowieka dobrze i nie znajdziemy sie w konkretnej sytuacji, to nie
        można powiedzieć ani tak, ani nie.

        Ja wiem, że nie rozbiłabym zwiazku, bo nie lubię sie dzielić. Ale
        znałam małżeństwo, z dzieckiem ( licealna wpadka ), gdzie facet
        obiecał kobiecie wszystko oprócz wiernosci. Wzięli ślub cywilny jak
        dziecko miało ok 3 lat a on skończył 21. I właśnie przed wzięciem
        ślubu powiedział jej że on nie jest monogamistą, i musi sie albo
        zgodzić na to że nie będzie jedyna, albo nie wezmą ślubu. Ja bym na
        taki układ nie poszła, ale ona się zgodziła. I tylko ona wie, jak
        było jej ciężko. Czy cena jaką zapłaciła za, jak to napisała któraś
        z was "posiadanie spodni w szafie", była warta upokorzeń? Ja bym
        wolała byc sama z dzieckiem, niż mieć takiego męża. Ale facet był
        przynajmniej uczciwy, i wybór należał do niej.
    • yoshi.myu Re: czy związałybyście sie z gosciem który zostaw 04.02.09, 23:37
      zdecydowanie NIE!

      ex się ożenił zaraz po rozwodzie /rozwód w niecałe pół roku po jego
      porzuceniu rodziny/ dawałam wiele szans, nawet raz wycofałam sprawę
      rozwodową, gził się na prawo i lewo, okradał moją rodzinę, a jak
      okradł państwo - został złapany i osądzony za pomoc w łapówkarstwie
      wysokiego szczebla
      swojej nowej /też rozwódce z dzieckiem/ wmówił, że go wyrzuciłam
      biedaka z domu i byłam tą złą, co bije pije i dusi
      nadal ma kochanki - musiałam zmienić maile, bo zaczęły mi się laski
      sypać i płakać w rękaw, że to nie one zostały wybrane...
      nowa żona go utrzymuje, bo on nigdy się do pracy nie garnął
      nawet wzięła kredyty, by mu dom jego matuli wyremontować, nie wie
      jednak iż dom należy do banku, bo jego matula miała sto lat temu
      firmę, którą zadłużyła...

      nie uwierzę więc już żadnemu łkającemu facetowi po rozwodzie
      zresztą czuję, że nie jestem w stanie uwierzyć żadnemu facetowi...
      na szczęście jakoś mi nie brak kolejnego pasożyta u mojego boku
      póki trwa taki stan - póty czuję spokój
      dostałam "po pysku", jak sprawy zaczęły wychodzić na światło
      dzienne, wiem, byłam naiwna, sądząc, że dla dobra dzieci potrafię
      znieść wszystkie upokorzenia... ale jestem tylko człowiekiem, ale
      przede wszystkim jestem matką!
      rozwiodłam się, dbam o dzieci, pozwalam na kontakty, dopasowuję się
      nejednokrotnie, choć ex się nie kwapi, walczę z bezsenością, gdy
      moje dzieci są chore i trzeba całą noc je przytulać dla ich spokoju,
      biegam po łące za bańkami mydlanymi - tak! nie potrzebuję kolejnego
      kłamcy, nie związałabym się z gościem, który zostawił rodzinę na
      pastwę losu!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka