rozprawa pojednawcza

23.11.03, 20:36
bardzo prosze o pomoc. wlasnie sama zlozylam pozew o rozwod i czekam na
pierwsza rozprawe.
Mam pare pytan: jak wyglada rozprawa pojednawcza? ile trwa? czy to jest
dialog mnie i mojego przyszlego-ex czy raczej odpowiadanie na pytania
sedziego? na czym sie skupic? na 2-3 zdaniach, czy raczej na rozwinieciu paru
najwazniejszych "watkow"? dziekuje wszystkim. stres mnie powoli zjada...
    • haribo Re: rozprawa pojednawcza 23.11.03, 20:42
      Cześć Kasiu!!! Ja też jestem Kasia, jestem po rozwodzie i właśnie czekam
      jeszcze 5 dni i parę godzin, aby mój wyrok się uprawomocnił. Nie przejmuj się,
      aż tak bardzo sprawą pojednawczą - nie jest tak strasznie. Jeśli chcesz
      pogadać, o coś zapytać - nie ma sprawy, chętnie służę Ci pomocą. Mój adres
      gajane@wp.pl - napisz to może umówimy się na gg i wówczas postaram się Ci
      pomóc. A teraz głowa do góry i nie daj się.
    • ada296 Re: rozprawa pojednawcza 23.11.03, 22:56
      nie miałam pojednawczej więc nie wiem
      ale trzymam za Ciebie kciuki
      i życzę wszystkiego naj... (dla Ciebie)
      pozdrawiam
      Ada
      • amfenix Re: rozprawa pojednawcza 24.11.03, 13:27
        Ja jestem na bierząco, w piątek miałam rozprawe pojednawczą.Jeśli chcesz
        napisz do mnie powiem ci co robic co mówic i jak się zachowywać.Przeszłam
        szczegółowe porady.I poszło całkiem nieżle.Mój adres amfenix@wp.pl
        • ewa-r Re: rozprawa pojednawcza 28.04.04, 18:35
          czy jest tu mama po rozwodzie ( w trakcie) z Warszawy, potrzebuję rozmowy
          Ewa
          • chalsia Re: rozprawa pojednawcza 28.04.04, 23:12
            No ale o co chodzi???

            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • tata_malolata Re: rozprawa pojednawcza 30.04.04, 10:42
      Rozprawa pojednawcza służy - jak sama nazwa wskazuje - próbie pogodzenia stron.

      Rozprawa odbywa się tylko w obecności sędziego, bez ławników.

      Sędzina (tak, tak, w naszym pieknym kraju sądy rodzinne to domena kobiet smile
      zapytuje o trzy sprawy:

      - czy powódka podtrzymuje swą wolę rozwiedzenia się, czy pozwany zgada się na
      rozwód

      - pyta o wysokośc dochodów, z kim przebywają dzieci, czy druga strona
      przekazuje pieniądze na utrzymanie

      - pyta o chęć uczestnictwa w bezpłatnym spotkaniu mediacyjnym prowadzonym przez
      psychologa na zlecenie sądu

      KONIEC i KROPKA

      Generalnie podsumowując: wobec braku dobrej woli osoby pozywającej, dążącej do
      rozwodu - rozprawa pojednawcza nie służy praktycznie niczemu. W zasadzie żadne
      wiążące decyzje nie są podejmowane.
      • chalsia Re: rozprawa pojednawcza 30.04.04, 23:50
        > - pyta o chęć uczestnictwa w bezpłatnym spotkaniu mediacyjnym prowadzonym
        przez
        >
        > psychologa na zlecenie sądu


        Wcale o to sąd pytać nie musi. Tak było w moim przypadku (bo eks miał już
        drugie dziecko w drodze o czym powiadomiłam sąd).

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • detinka Re: rozprawa pojednawcza 01.05.04, 09:00
      Moja odbyła się 19 kwietnia.Uciekłam od męża we wrześniu 2002 roku, bo używał
      wobec mnie premocy. Zabrałam syna (9 lat) i dwie walizki. Za radą adwokata nie
      składałam pozwu o rozwód tylko pojedyńcze
      sprawy /znęcanie,alimenty/opieka/prawo do mieszkania/prawo do samochodu/
      Zdążyła się odbyć tylko rozprawa alimentacyjna a resztę przeniesiono do
      Okręgówki bo mąż złożył pozew o rozwód w grudniu 2003.Dowiedziałam się że nie
      opłacił wniosku i zwrócono mu dokumenty więc ja złożyłam pozew (styczeń 2004)i
      go opłaciłam (350 zł).Pierwsza rozprawa została ustalona na 19 marca z mojego
      powództwa ale 17 marca dostałam pismo, że się nie odbędzie a telefonicznie
      poinformowana, że to z powodu rzekomego wyjazdu męża. Kolejny termin ustalono
      na 15 kwietnia ale już z pozwu męża, tłumacząc, że był złożony wcześniej.
      Stawiłam się 15 kwietnia i okazało się, że pani protokolantka pomyliła się i
      zamist 19 kwietnia wpisała 15 o czym poinformowała tylko męża. Zanim doszło do
      rozprawy pojednawczej przeszłam tyle korowodów, że ta rozprawa to pestka.

      Sprawa pojednawcza przeszła bez specjalnych nerwów i nie miało znaczenia kto
      złożył pozew a nawet nie odczytano nam pozwów. Smiem twierdzić, że p. Sędzina
      nawet nie zapoznała się z pozwami. Zaproszono na salę tylko mnie i męża
      (mimo,że on był z mamusią sędzina ją wyprosiła). Potem kazała nam tylko
      potwierdzać dane, daty itp.Padło pytanie czy mamy jakieś inne dzieci oprócz
      wspólnego syna. Mąż zaprzeczył (ma 4 miesięczną córkę)i mimo że poinformowałam,
      że to nie prawda sędzina stwierdziła, "słyszała Pani że mąż powiedział, że nie
      ma innych dzieci" Potem zapytała czy chcemy polubownie się rozwieść i
      sugerowała,że tak będzie najlepiej, bo i tak nie będziemy tu rozstrzygać o
      podziale majątku, prawie do mieszkania więc to nie ma sensu. Mąż przystał na
      propozycję i powiedział, że odpowiada mu to. Ja nie zgodziłam się i to
      zbulwersowało Wysoki Sąd. Podniesionym głosem mówiła, że "to jest widoczna Pani
      wina" wskazując na mój brzuch i składając dwa palce powiedziała "jeśli Pani
      wina jest choć taka to nie orzeknę winy męża. Będziemy się sądzić latami a Pani
      będzie za wszystko płacić (mój mąż dostał zwolnienie z kosztów - jest
      bezrobotny). Na początek wpłaci pani 68,71 zł, bo złożyła Pani wniosek o opiekę
      nad dzieckiem a potem będziemy wyciągać dalsze bródy. Pan wniesie o
      przesłuchanie wszystkich kochanków Pani a najpierw przesłuchamy obecnego
      kochanka".
      Tyle wyniosłam z pojednawczej .........
      Dla mnie wygląda to tak :
      Facet tłucze mnie przez 8 lat małżeństwa w końcu kobieta nie wytrzymuje i
      ucieka dla dobra swojego i dziecka. Mąż zmienia zamki i już nic co do tej pory
      należało do nich, nie jest jej. Zostaje sama z dzieckiem i dwoma torbami. Facet
      w tym czasie dysponuje ich skromnym majątkiem i rzuca kłody pod nogi. Mimo, że
      ona prowadzi firmę zabiera jej samochód, wyłącza telefon i włamuje się do biura
      skąd kradnie twardy dysk. Ona bez tego nie potrafi prowadzić firmy, wszystko
      się sypie a do tego po pół roku staje przed faktem, że właściwie to nie ma
      gdzie mieszkać. Kiedy próbuje wywalczyć prawa do mieszkania, samochodu czy
      rzeczy z mieszkania dostaje od wszystkich instytucji po dupie. W końcu po
      otrzymaniu 120 zł alimentów pasuje.
      W czasie tej całej walki docierają do niej informacje, że już na jej miejscu
      jest ktoś inny. Myje okna w jej mieszkaniu, korzysta ze sprzętów i wszystkiego
      co tam zostało. Potem dowiaduje się, że niedługo i miejsce ich dziecka zajmie
      nowy dzidziuś tatusia.
      W końcu i ona poznaje Kogoś kto nadaje jej życiu sens.Świetnie dogaduje się z
      jej synkiem, jest opiekuńczy i odpowiedzialny a tu znów jak grom z jasnego
      nieba lekarz informuje, że wywiązało się zapalenie i może stracić już szansę na
      posiadanie kolejnego dziecka. Na szczęście po przeżytym horrorze udaje się i
      czekają na dzidziusia.
      Zapłacić muszą za to obwinieniem jej za rozpad małżeństwa.
      Tak to wygląda z mojej strony...............

    • detinka Re: rozprawa pojednawcza 01.05.04, 09:02
      Sprawa pojednawcza przeszła bez specjalnych nerwów i nie miało znaczenia kto
      złożył pozew a nawet nie odczytano nam pozwów. Smiem twierdzić, że p. Sędzina
      nawet nie zapoznała się z pozwami. Zaproszono na salę tylko mnie i męża
      (mimo,że on był z mamusią sędzina ją wyprosiła). Potem kazała nam tylko
      potwierdzać dane, daty itp.Padło pytanie czy mamy jakieś inne dzieci oprócz
      wspólnego syna. Mąż zaprzeczył (ma 4 miesięczną córkę)i mimo że poinformowałam,
      że to nie prawda sędzina stwierdziła, "słyszała Pani że mąż powiedział, że nie
      ma innych dzieci" Potem zapytała czy chcemy polubownie się rozwieść i
      sugerowała,że tak będzie najlepiej, bo i tak nie będziemy tu rozstrzygać o
      podziale majątku, prawie do mieszkania więc to nie ma sensu. Mąż przystał na
      propozycję i powiedział, że odpowiada mu to. Ja nie zgodziłam się i to
      zbulwersowało Wysoki Sąd. Podniesionym głosem mówiła, że "to jest widoczna Pani
      wina" wskazując na mój brzuch i składając dwa palce powiedziała "jeśli Pani
      wina jest choć taka to nie orzeknę winy męża. Będziemy się sądzić latami a Pani
      będzie za wszystko płacić (mój mąż dostał zwolnienie z kosztów - jest
      bezrobotny). Na początek wpłaci pani 68,71 zł, bo złożyła Pani wniosek o opiekę
      nad dzieckiem a potem będziemy wyciągać dalsze bródy. Pan wniesie o
      przesłuchanie wszystkich kochanków Pani a najpierw przesłuchamy obecnego
      kochanka".
      Tyle wyniosłam z pojednawczej .........
      Dla mnie wygląda to tak :
      Facet tłucze mnie przez 8 lat małżeństwa w końcu kobieta nie wytrzymuje i
      ucieka dla dobra swojego i dziecka. Mąż zmienia zamki i już nic co do tej pory
      należało do nich, nie jest jej. Zostaje sama z dzieckiem i dwoma torbami. Facet
      w tym czasie dysponuje ich skromnym majątkiem i rzuca kłody pod nogi. Mimo, że
      ona prowadzi firmę zabiera jej samochód, wyłącza telefon i włamuje się do biura
      skąd kradnie twardy dysk. Ona bez tego nie potrafi prowadzić firmy, wszystko
      się sypie a do tego po pół roku staje przed faktem, że właściwie to nie ma
      gdzie mieszkać. Kiedy próbuje wywalczyć prawa do mieszkania, samochodu czy
      rzeczy z mieszkania dostaje od wszystkich instytucji po dupie. W końcu po
      otrzymaniu 120 zł alimentów pasuje.
      W czasie tej całej walki docierają do niej informacje, że już na jej miejscu
      jest ktoś inny. Myje okna w jej mieszkaniu, korzysta ze sprzętów i wszystkiego
      co tam zostało. Potem dowiaduje się, że niedługo i miejsce ich dziecka zajmie
      nowy dzidziuś tatusia.
      W końcu i ona poznaje Kogoś kto nadaje jej życiu sens.Świetnie dogaduje się z
      jej synkiem, jest opiekuńczy i odpowiedzialny a tu znów jak grom z jasnego
      nieba lekarz informuje, że wywiązało się zapalenie i może stracić już szansę na
      posiadanie kolejnego dziecka. Na szczęście po przeżytym horrorze udaje się i
      czekają na dzidziusia.
      Zapłacić muszą za to obwinieniem jej za rozpad małżeństwa.
      Tak to wygląda z mojej strony...............

Pełna wersja