Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - szanse

18.03.09, 22:05
Błagam, pomóżcie, może podpowiecie mi jakieś sensowne argumenty!
Ojciec dziecka nigdy z nami nie mieszkał, jest żonaty, ma dzieci dorosłe.
Przychodził do córki w zamyśle 2-3 razy w tyg., ale w sposób nieregularny i
chaotyczny, np. odwoływał spotkania na 15 min. przed, zmieniał terminy itp.
Znosiłam to cierpliwie, bo będąc na wychowawczym mogłam się do tego
dostosować. Spotkania odbywały się w domu, córka zostawała czasem z nim sama
np. na pół godziny, bo mogłam wyskoczyć na zakupy.
Zaczął robić numery z płaceniem na dziecko, uciął kasę, założyłam sprawę o
alimenty. Musiał powiedzieć wszystko żonie. W tej chwili ona zabrania mu
przychodzić do córki, dzwoniła i wyzywała mnie, on mnie straszył odebraniem
dziecka. Chce się z małą widywać, ale u nich w domu, na ich warunkach. Ja
proponowałam miejsca neutralne, np. plac zabaw - ma to w dupie. Boję się o
dziecko, które nie ma jeszcze 3 lat i może zostać skrzywdzone. Jako jedyny
dowód nacisków tej pani mam sms, że mąż będzie widywał się z córką tylko w jej
obecności.
Czy jako matka mam prawo nie życzyć sobie tego kontaktu? Córka jest niestety
jakoś tam z tym człowiekiem zżyta, bo przychodził może nie za często, ale nie
za rzadko. Naprawdę boję się, że to babsko może ją skrzywdzić, tak samo jak
ich dorosłe dzieci.
Myślę o sprzedaży mieszkania i przeprowadzce do innego miasta. A już zupełnie
nie wyobrażam sobie np. wakacji mojego małego bezbronnego dziecka z nimi.
    • krolowazla Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 07:50
      wnieś do sądu o ustalenie terminów kontaktów, możesz wnioskowac o takie terminy
      jakie ci pasuja, możesz również kontakty wnioskowac tylko w twojej obecności.
      Oczywiście sąd podejmie decyzje jaką bedzie chciał, ale żona ojca Twojego
      dziecka nie ma tu nic do gadania. To ojciec ma mieć kontakt z dzieckiem, a nie
      jego żona.
    • guska1310 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 08:18
      Możesz wystąpić o badanie w rodzinnym ośrodku diagnostyczno
      konsultacyjnym. Tam panie psycholog i pedagog, wezmą również pod
      uwagę zachowanie dziecka.
      • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 10:05
        Problem w tym, że córka dość lubi tatę - poza wszystkim innym to i dobrze, ale
        przy badaniu może to stać się argumentem za indywid. kontaktami, beze mnie. A
        nikt mi nie da gwarancji, że tego babsztyla przy moim dziecku nie będzie.
        Złożyłam wniosek o ustalenie kontaktów, gdzie tłumaczę powody, dla których
        ojciec powinien spotykać się z córką tylko w mojej obecności. Ale jak same
        piszecie, co sąd zadecyduje, to nie zależy ode mnie. Zastanawiam się nad
        adwokatem, chociaż nie mam na to kasy. A na myśl o badaniu w RODK-u czuję po
        prostu gigantyczny stres. To mi akurat nic nie da.
        • chalsia Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 12:49
          > nikt mi nie da gwarancji, że tego babsztyla przy moim dziecku nie
          będzie.

          W kwestii formalnej - to nie babsztyl, a żona faceta, którego byłas
          kochanką.
          I nie masz jakichkolwiek podstaw by twierdzić, że kontakt z żoną
          ojca będzie szkodliwy dla dziecka.
          Ja się babce nie dziwię - obawia się o męża przebywanie w Twoim
          domu, bo jak historia pokazała - miała czego.
          Uważasz, ze lepiej by było, by ojciec dziecka uległ swojej żonie i
          w ogóle całkowicie zerwał kontakty z dzieckiem na jej nalegania?
          Przemawiają przez Ciebie jedynie Twoje zranione uczucia.
          • zla.kobieta1000 Chalsia 19.03.09, 12:57
            A co powiesz na telefony typu: Ty ku..., naślę na ciebie płatnego bandziora? Na
            głuche telefony z niezidentyfikowanego nru?
            Nie mam zranionych uczuć. Ten człowiek przestał płacić i zaczął tę wojnę, bo to
            ja definitywnie zerwałam tę znajomość, to ja nie chciałam dłużej być kochanką.
            Kobiete dyszy nienawiścią, bo zorientowała się, ile on do tej pory łożył na córkę.
            Jaką mam gwarancję, że ona nie zbije mojej córki, nie zwyzywa?

            A co sądzić o człowieku, który potrafił mi powiedzieć, jak byłam w ciąży -
            zagrożonej, że lepiej żeby to dziecko umarło? I powiedział mi, że jak jego
            rodzina dowie się o moim dziecku, to je zabije?
            Ale najważniejsze są kontakty dziecka z tatusiem, bezpieczeństwo to pestka, bez
            życia i zdrowia można się obejść, bez tatunia psychola nie.
            • chalsia Re: Chalsia 19.03.09, 14:49
              > A co sądzić o człowieku, który potrafił mi powiedzieć, jak byłam
              w ciąży -
              > zagrożonej, że lepiej żeby to dziecko umarło? I powiedział mi, że
              jak jego
              > rodzina dowie się o moim dziecku, to je zabije?

              Co sadzić - generalnie to samo co o każdym facecie przyprawiającym
              rogi swojej żonie - złamas i tyle.
              W jego sytuacji - po prostu powiedział Ci prawdę prosto w oczy -
              oczywistym jest, że dla niego byłoby lepiej, gdyby Wasze dziecko
              się nie urodziło, bowiem nie miał planów na rozstanie się z żoną.


              > A co powiesz na telefony typu: Ty ku..., naślę na ciebie płatnego
              bandziora? Na
              > głuche telefony z niezidentyfikowanego nru?

              to nie ma nic wspólnego z podejściem i stosunkiem żony faceta do
              dziecka, wyraża jedynie jej złość do Ciebie. Robi teraz to, co
              prawdopodobnie robiłaby dużo wczesniej, gdyby wiedziała, że jestes
              jego kochanką.
            • de_la_hoya Re: Chalsia 21.03.09, 03:28
              Dziwisz się, że kobieta dyszy nienawiścią do ciebie?
              Przez jakiś czas, nie wiem nawet ile, rozkładałaś nogi przed jej mężem i doiłaś
              z niego kasę.
              Jeżeli ona miałaby coś do twojej córki to zabroniłaby mu kontaktów i tyle.
              Ona ma tylko coś do twojej znajomości z nim. Skąd ma mieć pewność, że na każdym
              spotkaniu u ciebie nie rozkładasz nóg i nie namawiasz do rozwodu?

              Co do tego co on ci mówił to też mu się nie dziwię.
              Chciał sobie chłopak poużywać, znalazł taką której układ odpowiadał i liczył na
              bezstresowe bzykanie, relax po pracy.
              Jednak ty zaszłaś w ciążę co skomplikowało trochę jego plany.
              A że nie chciał żeby się jego rodzina dowiedziała?
              Norma. On z tobą nie chciał zakładać nowej rodziny tylko z tobą sypiać. Rodzinę
              już ma, potrzebował rozrywki.
              Nie wiem na co liczyłaś? Że jak brzucha dostaniesz, to on zostawi żonę i dzieci
              i będzie dla odmiany twoim mężem?
              Jak widać przeliczyłaś się.

              I nie psiocz na niego, bo mimo, że nie chce ciebie to stanął na wysokości
              zadania i odwiedza córkę, łoży na nią.
              Chce dziecko niech bierze, w końcu córka kiedyś się dowie, że tata ma inną rodzinę.
              W sądzie masz marne szanse. On przywlecze tam swoją żonę która powie, że to
              siostra jej dzieci itp i moim zdaniem sąd się zgodzi na kontakty u niego, tym
              bardziej, że do tej pory nie można mu zarzucić, że był złym ojcem.
              • zla.kobieta1000 Re: Chalsia 21.03.09, 09:33
                A jeszcze coś. To on namawiał mnie na ciążę i twierdził, że od tego zaczniemy
                budowanie nowej rodziny. Mam na to potwierdzenie, do dzisiaj. I od czasu do
                czasu nękał mnie durnym gadaniem o ślubie, choć ja w pewnym momencie też już nie
                byłam zainteresowana tym. A dostał szału, kiedy mu powiedziałam, ze z nim już
                nie będę i że wolę nawet sprzedać mieszkanie, żeby utrzymać dziecko. I wtedy się
                zaczęła wojenka. Więcej szczegółów macie w dalszych dzisiejszych wypowiedziach.
                Niemniej dzięki za te chamskie opinie, bo widzę, że i w sądzie mogę się wpasować
                w stereotyp kochanki, która się odgrywa na omotanym biednym niewinnym tatusiu,
                uniemożliwiając mu kontakt z dzieckiem.
                Tylko że ten kontakt cały czas jest możliwy, ale - we czworo. Nie mam nic
                przeciw jej obecności, dopóki JA jestem przy córce.
      • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 10:11
        A jeszcze co do badania w RODK-u, znam tak kuriozalne historie wynikające z tych
        badań, że włos się na głowie jeży. Np. moja znajoma rozwodziła się, mąż miał
        kasę na adwokatów, jest popularnym w moim mieście biznesmenem... Ona nie miała
        kasy, siedziała w domu z malutkim dzieckiem... Po 4 latach rozwodzenia się i 3
        badaniach ustalono, że 4-letnie dziecko spędza pół miesiąca z nią, a pół z
        ojcem, no i tak jest już od 9 lat. Dodam, że pan prowadził życie
        nieustabilizowane, zarządzał knajpami, miał wciąż nowe panienki itp.,więc jego
        dom wcale nie był i nie jest miejscem stabilnym i odpowiednim dla małego dziecka.
        Zgroza mnie ogarnia na to wszystko.
        • de_la_hoya Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 03:12
          i na tej podstawie wnosisz, że był złym ojcem?

          jakby miał takie znajomości o jakich piszesz, to twoja koleżanka dziecka na oczy
          by od tych 9 lat nie widziała
          z tego co piszesz to dziecko ma teraz 13 lat więc jakby mu się krzywda działa to
          by coś powiedziało a nie mówi więc wychodzi na to, że opieka naprzemienna jest
          świetnym rozwiązaniem
          oczywiście ból jest, bo alimentów szanowna koleżanka na dziecko nie dostaje a
          alimenty, jak wiadomo, dla wielu matek są bardzo ważne
          • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 09:37
            Akurat alimenty ta pani dostaje, na pozostałą dwójkę ich dzieci i na siebie, bo
            w końcu udowodniła , że rozwód był z winy męża - zdradzał ją. Nie wiem, po co
            ten sarkazm odnośnie alimentów - tak, są ważne, bo pozwalają zapewnić dzieciom
            godne warunki bytowe.
    • aniazavonlea Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 10:23
      Po pierwsze skoro dziecko jest związane z ojcem dobrze żeby kontakty mialo
      nadal, to ważne dla jej rozwoju jej relacji z męzszczyznami.
      Nie sądzę ze to dobry pomysl wyjazd do innego miasta, facet chce kontaktów niech
      je ma.
      Pomyśl spokojnie, dzieki temu bedziesz miala trochę wolnego czasu dla siebie, po
      co Ci konrtakty u Ciebie w domu? Chcesz go jeszcze w domu widywać u siebie,
      niech bierze do siebie, taki live.
      Pomyśł o tym ze tamta kobieta może się boi po prostu ze jednego dzieciaka zrobił
      to i drugiego zrobi przychodząc do siebie, malo to takich hisstorii było?? niby
      odwiedziny a pozniej łozko itd, kobeita boi sie starcic meza, moze ty tez nie do
      konca emocjonalnei sie z nim rostalas i chcesz troche grac dzieckiem.
      chce kontaktow niech zabiera do siebie, czmeu na plac zabaw tylko, a jak bedzie
      zimno to co będą się tułali po parkach, to jakies nienormalne sztuczne, pozniej
      dzieckobedzie mialo pretensje ze ojciec go do domu nie zapraszal.
      Załozę się ze gdyby ojciec nie chciał brac dziecka do domu ty bys napisała watek
      nie chce ggoscic u siebie dziecka itd..
      Sytuacja jest trudna, jestes pełna złosci ale masz dziecko z zonatym facetem
      chyba nietrudno bylo przewidziec ze beda komplikacje.
      Jak chce widywac i gościc u siebie uważam ze jest ok i trzymam stronę faceta!
      • guska1310 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 19.03.09, 12:14
        Masz rację kontakt z ojcem jest ważny. Moja córka raz pojechała, z
        tatą na takie widzenia do niego, a ostatnio... cyrk... płacz, pisk,
        ona nie chce tam jechać, i postawiła na swoim. 3 i pół roku, a wie
        gdzie jest jej dobrze... Dodam że nie nastawiam jej na ojca, w co i
        tak mało kto wierzy.
        • zla.kobieta1000 [...] 19.03.09, 13:03
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • mozambique Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:09
            i przed takim psycholem nie bałaś sie nóg rozkładać ?????

            ah , przepraszam , na pewno był słodki i milutki tylko ta jego zona-
            babsztyl tak go do ciebei nastawiła , co za babsko , no
            • krolowazla Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:27
              Ale przecież kobieta nie wiedziała, ze facet jest taki, bo dopiero teraz pokazał
              prawdziwe oblicze. To normalne.
              Gdyby każdy był przewidujący, to nie byłoby slubów, rozwodów i dzieci, baaa
              nawet sexu, bo przed psycholem nikt nóg nie rozkłada ot tak sobie.
              • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:47
                Królowanocy, zgadzam się w pełni. Myślę, że żadna z nas nie do końca wie, z kim
                się wiąże i co z tego wyniknie, co widać po perypetiach każdej dziewczyny na tym
                forum.
                Pewnie, że można mnie teraz atakować za głupotę, puszczanie sięwink i niezbyt
                pozytywne nastawienie do rodziny ojca mojego dziecka. Ja z tego wszystkiego
                wnioski dla siebie wyciągnęłam i no cóż, wstydzę się też i swojej roli w całym
                tym układzie. Tylko nie widzę powodu, żeby moja córka czy też ich dzieci
                (zresztą dorosłe) na tym cierpiały, bo to są osoby niczemu niewinne i wciągane
                przez ojca w brzydkie zamieszanie.
                Mam dużo żalu do tego człowieka, ale rozumiem jego prawo do kontaktu z
                dzieckiem, tylko po prostu w zaistniałej sytuacji nie wyobrażam sobie tego
                kontaktu poza mną.
                Naprawdę nie chcę już wabić tego pana do swojego łożawink)). Są miejsca neutralne,
                gdzie mogłabym czuwać, czy małej nie dzieje się krzywda i czy nie jest narażona
                na kontakt z osobą, która zieje jadem do nas. I nie znaczy to, że mam siedzieć
                jej ojcu na plecach w piaskownicy, ale np. na ławce z gazetą, w odległości iluś
                metrów. Przeciw wspólnej zabawie też nic nie mam, choć naprawdę doznałam wielu
                od niego przykrości. I usłyszałam wiele słów, które mnie przejmują po prostu
                grozą, co w tym dziwnego, że się martwię?
                Liczyłam prawdę mówiąc na czyjeś doświadczenia, sensowne argumenty za kontaktem
                w obecności matki, bo jestem bardzo zestresowanasad.
                • chalsia Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:55
                  > Mam dużo żalu do tego człowieka,


                  aaaa, czyli jednak przemawiają przez Ciebie Twoje urażone uczucia
                  (choć ze dwa razy pisałaś, ze nie).

                  > Naprawdę nie chcę już wabić tego pana do swojego łożawink)). Są
                  miejsca neutralne
                  > ,
                  > gdzie mogłabym czuwać, czy małej nie dzieje się krzywda i czy nie
                  jest narażona
                  > na kontakt z osobą, która zieje jadem do nas.

                  juz Ci napisałam - to TWOJA projekcja, ze zona tego faceta zieje
                  jadem do Twojej córki. Ona zieje jadem do Ciebie (no i ma za co),
                  ale raczej nie do dziecka - gdyby tak było, to by męzowi tak wlazła
                  za skórę, że zerwałby całkiem kontakt z dzieckiem.

                  Ergo - stawiam na to, ze sąd zasądzi jakieś kontakty bez Twojej
                  obecości np. możliwość zabierania dziecka na kilka godzin z Twojego
                  domu.
                  • kicia031 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 08:48
                    juz Ci napisałam - to TWOJA projekcja, ze zona tego faceta zieje
                    > jadem do Twojej córki. Ona zieje jadem do Ciebie (no i ma za co),
                    > ale raczej nie do dziecka - gdyby tak było, to by męzowi tak
                    wlazła
                    > za skórę, że zerwałby całkiem kontakt z dzieckiem.

                    Chalsia, chyba tu akurat nie masz racji. Przeciez sama widzialas
                    mnostwo postow w ktorych kobiety zialy nienawiscia do dziecka
                    swojego mezczyzny z inna kobieta - nawet z kobieta, ktora byla
                    poprzednia zona, a coz dopiero do dziecka z pozamalzenskiego romasu.
                    mam nadzije, ze nigdy nie znajde sie w takiej sytuacji, ale tez
                    mialabym zastrzezenia do kontaktu dziecka z kobeita, ktora sie
                    zachowuje w sposob niezrownowazony.
                    Ja bylam w podobnehj sytuacji, ale nie dzwonilam do kochanki meza z
                    grozbami czy bluzgami, ani nie robilam jej gluchych telefonow... A
                    mimo tego nie ufalabym sobie chyba w kontakcie z tym dzieckiem, ze
                    potrafilabym byc neutralna czy przyjazna - choc bardzo bym chciala
                    taka byc, bo co dziecko winne? najbardziej popkrzywdzone w takich
                    sprawach, jak zwykle.
                    >
                    • chalsia Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:18
                      > Ja bylam w podobnehj sytuacji, ale nie dzwonilam do kochanki meza
                      z
                      > grozbami czy bluzgami, ani nie robilam jej gluchych telefonow...

                      jak wiesz - ludzie są rózni. I generalnie co do takiej sytuacji
                      można kobiety podzielić na takie, co dzwonią, nachodzą itp i na
                      takie, które tego nie robią.

                      > bo co dziecko winne? najbardziej popkrzywdzone w takich
                      > sprawach, jak zwykle.

                      no niestety kazda taka sytuacja jak i każde rozstanie rodziców
                      najbardziej odbija się na tych całkiem temu niewinnych dzieciach.

                      > mimo tego nie ufalabym sobie chyba w kontakcie z tym dzieckiem,
                      ze
                      > potrafilabym byc neutralna czy przyjazna - choc bardzo bym
                      chciala
                      > taka byc,

                      tylko, że póki się nie spróbuje i nie zobaczy, to się tego na pewno
                      nie wie. Stąd propozycji okresu próbnego w sądzie z kontrola RODK
                      po jego upływie. Można też wnieśc o 2-3 z nienacka przeprowadzone
                      kontrole kuratorskie tych spotkań.
                      • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:28
                        Ale powiedz mi, jakim prawem ta osoba wtrąca się w zycie moje i córki? Jestem w
                        stanie naprawdę znieść jej obecność np. w parku, na placu zabaw, jeśli tak się
                        boi poniewczasie o swojego mężusia - ale dlaczego chce ciągnąć moje dziecko do
                        swojego domu? Już nie wspomnę o tej chorej psychicznie córeczce, czy to mało, że
                        moja córka będzie narażona na kontakt z cyklofreniczką?
                        Widzisz, zasięgnęłam porady prawnej i prawnik uznał takie elementy jak te
                        groźby, szykany oraz choroba psychiczna ich córki za czynniki nie wpływające
                        dobrze na bezpieczeństwo mojej córki w ich domu. Wypowiedź jest jasna, ta
                        kobieta nie ma prawa naciskać na takie formy kontaktu i będę o to walczyć. W
                        każdym razie dzięki za Twoje niezbyt miłe spostrzeżenia, naprawdę dałaś mi dużo
                        materiału do przemyśleń.
                        Boję się tego przeklętego badania ze względu na dziecko, bo jest to ponoć
                        czasochłonne i uciążliwe, a wiem, że się potwornie zestresuję. Ech.
                        • chalsia Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:42

                          > dobrze na bezpieczeństwo mojej córki w ich domu. Wypowiedź jest
                          jasna, ta
                          > kobieta nie ma prawa naciskać na takie formy kontaktu i będę o to
                          walczyć.

                          ale w sadzie to nie ona będzie walczyć, ale OJCIEC, który będzie
                          miał mnóstwo argumentów na to, że lepsze dla dziecka bedzie
                          spotykanie się z nim bez Twojej obecności.
                        • second.fantasmagoria Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 11:41
                          Obawiam się, że ta "zła" kobieta działa na mocy tego samego prawa, wtrącając się w życie Twoje i Twojej córki, ze związku z jej mężem, co TY pakując w jej życie i nawiązując romans z jej mężem, i obawiam się, ze Twoje dziecko będzie ponosić konsekwencje Twojej nieprzemyślanej decyzji, szkoda dziecka, ale to Ty powinnaś była pomyśleć o konsekwencjach...
                          • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 11:48
                            Ale nie ma takiego prawa, które by jej pozwoliło na mieszanie się w życie mojej
                            córki... mówimy o niespełna 3-letnim dziecku, które nigdy nigdzie nie było poza
                            domem bez mamy... Które zostawało co najwyżej na 2, 3 godziny z moją mamą i
                            nikim innym... Które wcale się nie pali do kontaktu z obcymi. To ten gnojek
                            chyba za coś powinien odpowiadać przed żoną, nie ja. I ta sprawa nie będzie się
                            toczyć o ocenę mojej osoby jako czyjejś kochanki, ale o kontakt z ojcem, który i
                            wcześniej przychodziła jak chciał i uważał córkę za maskotkę do zabawy na
                            godzinkę, a nigdy nie brał udziału w żadnych obowiązkach.
                            Ja wiem, że czepianie się mojego dziecka to w tej chwili jej zemsta, ale zrobię
                            wszystko, żeby to ukrócić. Ja się ich dzieci nie czepiałam, nawet jak facet
                            powiedział mi na początku ciąży, że jednak nie zostawi rodziny, chociaż ta ciąża
                            była na jego "zamówienie", bo błagał i prosił, żebyśmy razem mieli dziecko i
                            zaczęli budować rodzinę.
                            Cóż, widocznie miałam być żywym, darmowym inkubatorem.
                            • chalsia Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 11:59
                              > córki... mówimy o niespełna 3-letnim dziecku, które nigdy nigdzie
                              nie było poza
                              > domem bez mamy... Które zostawało co najwyżej na 2, 3 godziny z
                              moją mamą i
                              > nikim innym... Które wcale się nie pali do kontaktu z obcymi.

                              czas płynie, dziecko rośnie, nie da się go pod kloszem cały czas
                              trzymać.
                              Powyższy cytat jest jak najbardziej argumentem, by nie było
                              noclegów dziecka po za domem, ale nie jest wystarczająco dobrym
                              argumentem na to, by ojciec - znany dośc dobrze dziecku - nie mógł
                              sam zabierać z domu matki na kilka godzin.
                            • de_la_hoya Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 03:34
                              zla.kobieta1000 napisała:

                              > Ale nie ma takiego prawa, które by jej pozwoliło na mieszanie się w życie mojej
                              > córki...

                              nie zapominaj, że to córka jej męża a jej mąż jest jej rodziną więc ona też
                              jakby nie było coś z rodziny ma

                              a jakie prawo pozwoliło ci włazić w życie żonatego i dzieciatego faceta?
                              jak rozumiem, jego dzieciom nie stała się krzywda?
                              • guderianka Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 08:04
                                jakie prawo pozwoliło ci włazić w życie żonatego i dzieciatego
                                faceta?
                                > jak rozumiem, jego dzieciom nie stała się krzywda

                                Hola, hola nie tak szybko
                                Zdaje się,że to ON był związany węzłem małżeński, i to ON obiecywał
                                żonie wierność i uczciwość.
                                Zawsze znajdzie się jakaś chętna na związek z żonatym, taka miła
                                pokusa, ale żonaty/mężatka ma psi obowiązek pokusie nie ulegać..
                                • zla.kobieta1000 Gudi:) 21.03.09, 09:50
                                  Gudi, święte słowa. Wiem, że cholernie zawiniłam. Ja tę babkę kilkakrotnie
                                  przepraszałam, i w smsach i w rozmowie, kiedy pluła na mnie jadem. Wiem, że te
                                  słowa nic nie pomogą, nic nie odkupią, ale stać mnie na powiedzenie sobie, że
                                  zrobiłam coś złego i niepotrzebnego. Ale nie tylko ja się w to pchałam, kilka
                                  razy kłóciliśmy się, zrywaliśmy ze sobą, on potem łaził za mną, przepraszał...
                                  Jemu też należało na kontynuowaniu tej znajomości i to nie ja naciskałam na
                                  posiadanie dziecka. A teraz słyszę, że on miał nadzieję, że ja sobie nie dam z
                                  tym dzieckiem rady i mu je oddam! No, paranoja...
                                  Proszę, odbierz pocztę.
                                • de_la_hoya Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 18:56
                                  guderianka napisała:

                                  > jakie prawo pozwoliło ci włazić w życie żonatego i dzieciatego
                                  > faceta?
                                  > > jak rozumiem, jego dzieciom nie stała się krzywda
                                  >
                                  > Hola, hola nie tak szybko
                                  > Zdaje się,że to ON był związany węzłem małżeński, i to ON obiecywał
                                  > żonie wierność i uczciwość.
                                  > Zawsze znajdzie się jakaś chętna na związek z żonatym, taka miła
                                  > pokusa, ale żonaty/mężatka ma psi obowiązek pokusie nie ulegać..

                                  ja nie twierdzę, że on jest cacy
                                  też jest draniem
                                  ale jest takie powiedzenie: suka nie da, pies nie ruszy
                                  przecież on jej nie zmusił do bycia razem!
                                  ona wiedziała, że on ma żonę i mimo wszystko z nim sypiała
                                  jeżeli choć trochę pobudziła szare komórki do myślenia to wiedziała, co może z
                                  tego być

                                  wlazła z buciorami w życie obcej rodziny a teraz ma czelność czepiać się, że ta
                                  rodzina czymś się interesuje?
                                  jego dzieci też na pewno nie są w komfortowej sytuacji za sprawą i jego i jej
                                  • madziulec Zabawne... 21.03.09, 19:26
                                    Nie wiem, czy Twoje wypowiedzi pisze ta sama osoba de_la_hoya...
                                    W jednym watku piszesz:
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10669&w=77951390&a=85180263 :
                                    "I pamiętaj, że do tanga trzeba dwojga... skąd wiesz czy to ona wlazła z
                                    buciorami w twoje życie? Może to on swoje buciory wepchał w jej życie? Zdrada to
                                    tylko wina kochanki? Proszę cię..."

                                    a tu raptem, ze...
                                    "suka nie da, pies nie ruszy"


                                    Moze sie zdecydujesz? I ustalisz jak wlasciwie chcesz pisac i nie bedziesz jak
                                    choragiewka na wietrze????
                                    • zla.kobieta1000 Re: Zabawne... 21.03.09, 19:49
                                      Napisałam to ileś razy, ale i powtórzę. Tak, wiem, że zrobiłam coś złego. Ja już
                                      za to zapłaciłam, bo drań po prostu gnębił mnie psychicznie, zastraszał i taki
                                      był prawdziwy powód kontynuacji tej znajomości. Kiedy go widziałam, miałam
                                      ochotę umrzeć, przed tym ratowała mnie tylko myśl, że jak coś sobie zrobię, to
                                      on dostanie dziecko i je wypaczy całkowicie.
                                      Za swoje grzechy zapłaciłam kilkumiesięczną kuracją antydepresantami,
                                      towarzyszącym mi do tej pory poczuciem winy, której nigdy nie będę mogła
                                      zadośćuczynić i obniżonym poczuciem własnej wartości. Wybrałam swojemu dziecku
                                      na ojca kogoś, kto nigdy, przenigdy nie powinien był nim zostać.
                                      Ale jeszcze raz powtórzę, to nie znaczy, że córka ma teraz odcierpieć za moje
                                      grzechy i nie pozwolę nikomu jej krzywdzić ani mnie przed nią obsmarowywać.
                                      Jeśli ta pani obawia się o cnotę mężulka, niech sobie przy tym będzie. Ale i ja też.
                                      • madziulec Re: Zabawne... 21.03.09, 21:47
                                        Szczerze Ci powiem, ze mi jest szkoda Ciebie.
                                        Bo przestalam juz dawno wierzyc, ze mozna miec tylko zycie latwe i przyjemne.
                                        I wiem, ze zycie wystawia rachunki (niestety czasem cholernie wysokie) za to, co
                                        sie zrobilo.

                                        Ty placisz za to, co zrobilas i ja na przyklad mimo to, ze mniej wiecej
                                        zachowalas sie podobnie jak kobieta, ktora teraz jest zona mojego eksa, nie
                                        widze pwodu, by Ciebie gnoic.
                                        Po prostu Ty masz swoje sumienie i ja wiem, ze czasem jest Ci trudniej umalowac
                                        sie, bo nei mozesz sobie spojrzec w oczy.

                                        A to, czy mozesz spojrzec innym... Tym sie nie przejmuj.
                                        Problem tylko, ze swojego sumienia nigdy nei uspokoisz.


                                        I to tylko tyle.
                                        A kopanie lezacego nie za bardzo sprawia mi przyjemnosc, chociaz widze, ze dla
                                        niektorych stalo sie wrecz sportem forumowym.
                                    • de_la_hoya Re: Zabawne... 21.03.09, 22:27
                                      madziulec napisała:

                                      > Nie wiem, czy Twoje wypowiedzi pisze ta sama osoba de_la_hoya...
                                      > W jednym watku piszesz:
                                      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10669&w=77951390&a=85180263 :
                                      > "I pamiętaj, że do tanga trzeba dwojga... skąd wiesz czy to ona wlazła z
                                      > buciorami w twoje życie? Może to on swoje buciory wepchał w jej życie? Zdrada t
                                      > o
                                      > tylko wina kochanki? Proszę cię..."

                                      ta sama de_la_hoya
                                      tylko że tamta sytuacja jest inna
                                      nadal uważam, że winę za posiadanie kochanki ponosi i kochanka i facet co się z
                                      taką spotyka
                                      tylko, że tu chodzi o dziecko
                                      tam się o dziecko nie kłócą, bo tam jest dwoje dzieci prawie w jednym czasie,
                                      tam jawnie facet jeździ do laski i zajmuje się dzieckiem (a wcześniej zajmował
                                      się samą laską)
                                      no i w tamtym przypadku tak naprawdę nie wiadomo kto teraz w czyje życie się wtrąca

                                      tu sprawa jest inna
                                      spotykali się potajemnie przed jego żoną a on przez cały czas trwał w małżeństwie
                                      i pewnie by się nie wydało gdyby jego kochanka nie postarałaby się o to

                                      > a tu raptem, ze...
                                      > "suka nie da, pies nie ruszy"

                                      a tak nie jest?

                                      > Moze sie zdecydujesz? I ustalisz jak wlasciwie chcesz pisac i nie bedziesz jak
                                      > choragiewka na wietrze????

                                      gorszy dzionek mamy co?
                                      • madziulec Re: Zabawne... 21.03.09, 22:43
                                        Nadal zabawne wink))

                                        Jesli ktos wynajdzie niescislosc w moich slowach to oczywiscie ja jestem wredna
                                        suka i przewrotne babsko.
                                        Jesli tu zupelnie przez przypadek wynalazlam niescislosc w tym co mowisz to
                                        "jest to zupelnie inna sytuacja".
                                        Czyli jak Kali krasc krowy to dobrze, a jak Kalemu to zle????

                                        Oj, nieladnie. A juz nieladnie oczywiscie jak zwykle podsumowywac, ze jesli ktos
                                        jest taki "be" i jednak smial wynalezc to, ze piszesz raz jedno a raz drugie,
                                        czyli sama tez nie wiesz co piszesz to napewno jest stukniety i jak to piszesz
                                        "ma gorszy dzien".
                                        Prawde mowiac spodziewalam sie po Tobie wyzszych lotow, ale widac sie
                                        przeliczylam wink


                                        A ze nie masz nic do powiedzenia, a tylko sie czepiasz dziewczyny to pozwol, ze
                                        nie bede polemizowac z argumentami typu "masz gorszy dzien" wink Rownie dobrze
                                        moge Ciebie zapytac czy bierzesz cos na pamiec, ale biorac pod uwage to, ze raz
                                        piszesz jedno, a raz drugie to raczej masz skleroze i to postepujaca...
                                  • guderianka Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 19:48
                                    Wlazła z buciorami?
                                    A jednak już wybrałaś jedynego winnego?

                                    Autorka postu nie raz napisała,że jest świadoma tego,że nie była
                                    fair, że to co robiła nie było dobre. Okazała skruchę. A Ty uparcie
                                    biczujesz ją za sypianie nie z tym kim trzeba, publicznie linczujesz
                                    za to,że poszła do łóżka nie z tym kim trzeba
                                    Pragnę zauważyć,że wszystkie piszace tu mamy poszły do łóżka nie z
                                    tym, z kim trzeba

                                    Życie jest zbyt skomplikowane by ująć je w ramy, w które ty je
                                    ujmujesz. Ona glupia niemyśląca suka, on drań, niech teraz całe
                                    życie płacą za swą głupotę nie starając się o to by było lepiej!
                                    Nie!
                                    Jest takie powiedzenie:Nie jest błędem błąd popełnić-błędem jest go
                                    nie naprawiać
                                    Są sytuacje,,w których nie można naprawić błędów ale można zerwać ze
                                    złą przeszłoscią i próbowac zacząć od nowa
                                    • de_la_hoya Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 23:01
                                      guderianka napisała:

                                      > Wlazła z buciorami?
                                      > A jednak już wybrałaś jedynego winnego?

                                      napisałam to dopiero jak ona stwierdziła, że on chce decydować w sprawie jej
                                      dziecka i wpycha się jego żona
                                      przypominam więc tylko, że skoro ona się wepchała (tak uważam, bo trwała długo w
                                      związku z facetem który nie miał w panach rozwodu) to teraz trzeba ponosić
                                      konsekwencje i znosić zainteresowanie jego rodziny

                                      > Autorka postu nie raz napisała,że jest świadoma tego,że nie była
                                      > fair, że to co robiła nie było dobre. Okazała skruchę. A Ty uparcie
                                      > biczujesz ją za sypianie nie z tym kim trzeba, publicznie linczujesz
                                      > za to,że poszła do łóżka nie z tym kim trzeba

                                      zgadza się ale to dlatego, że ona uparcie twierdzi, że nikt nie ma prawa
                                      interesować się jej dzieckiem, nawet jego ojciec (tzn tak ale na ławce w parku)
                                      cieszę się że zdaje sobie sprawę z tego, że źle zrobiła ale dlaczego
                                      równocześnie chce pozbawić dziecko ojca
                                      z resztą nikt nie wie o co tam naprawdę chodzi i dlaczego jest jak jest
                                      najpierw czytam o dobrych relacjach dziecka z ojcem a potem z postu na post
                                      dziewczyna zmienia zdanie
                                      zaraz się okaże, że jest płatnym mordercą i ma wyrok za pedofilię
                                      poza tym w wielu wypowiedziach przejawia się żal natury finansowej co też nie
                                      jest bez znaczenia

                                      > Pragnę zauważyć,że wszystkie piszace tu mamy poszły do łóżka nie z
                                      > tym, z kim trzeba

                                      nie wszystkie wink

                                      > Życie jest zbyt skomplikowane by ująć je w ramy, w które ty je
                                      > ujmujesz. Ona glupia niemyśląca suka, on drań, niech teraz całe
                                      > życie płacą za swą głupotę nie starając się o to by było lepiej!

                                      zgadza się tylko że na okoliczność tego co się stało mamy dziecko
                                      to dziecko ma matkę i ojca i mieć ich powinno
                                      wiele dzieci wychowuje się w niepełnych rodzinach ale takie życie
                                      ludzie się rozstają i zakładają nowe rodziny
                                      moim zdaniem nie ma nic złego w tym, że to dziecko pozna środowisko własnego ojca
                                      matka też pewnie znajdzie sobie jakiegoś faceta i do tego też trzeba będzie
                                      dziecko przygotować

                                      > Są sytuacje,,w których nie można naprawić błędów ale można zerwać ze
                                      > złą przeszłoscią i próbowac zacząć od nowa

                                      no więc zerwali swój związek i teraz powinni zająć się dzieckiem
                                      nie dziwię się że on nie chce do niej chodzić i że żona go tam nie puszcza
                                      nie dziwię się, że ona nie chce go już w swoim domu ale ławka w parku???
                                      po pierwsze powinni coś ustalić DLA DOBRA DZIECKA
                                      ona nie może zakładać, że jego żona tylko czeka aż mała się pojawi w ich domu
                                      żeby ją zabić albo powiedzieć jaka to ku... z jej matki
                                      on nie może zakładać, że dziecko tak hop siup zaaklimatyzuje się w jego
                                      rodzinnym domu i pokocha od razu swoich braci i jego żonę
                                      ale trzeba to zrobić
                                      sami dziecku taki los zgotowali więc teraz jedno i drugie powinno schować żale
                                      do kieszeni i coś ustalić
                                      facet wyszedł z propozycją całkiem sensowną a ona z ławką w parku

                                      swoją drogą jakby dziecko mieszkało u ojca to ciekawe jak ona by się czuła
                                      widując się z dzieckiem na ławce w parku?
                                      • guderianka Re: Szkoda moich słów 22.03.09, 09:28
                                        przypominam więc tylko, że skoro ona się wepchała (tak uważam, bo
                                        trwała długo
                                        > w
                                        > związku z facetem który nie miał w panach rozwodu) to teraz trzeba
                                        ponosić
                                        > konsekwencje i znosić zainteresowanie jego rodziny
                                        >
                                        znosić zainteresowanie jego rodziny

                                        Myślę,że autorka nie miałaby nic przeciwko zainteresowaniu
                                        Problem w tym,że tu chodzi o coś innego:o straszenie odebraniem
                                        dziecka, o robieniu z niej wariatki, o obleżywym nazywaniu i
                                        podważaniu jej autorytetu
                                        I ty nie przypominasz. Tworzysz nową historię, pałasz nienawiścią i
                                        chęcią zemsty, tego by autorka była krzywdzona. Nie usiułujesz pomóc
                                        i ustosunkowac się do jej próśb ale stale jej dowalasz


                                        > zgadza się ale to dlatego, że ona uparcie twierdzi, że nikt nie ma
                                        prawa
                                        > interesować się jej dzieckiem, nawet jego ojciec (tzn tak ale na
                                        ławce w parku)
                                        > cieszę się że zdaje sobie sprawę z tego, że źle zrobiła ale
                                        dlaczego
                                        > równocześnie chce pozbawić dziecko ojca
                                        > z resztą nikt nie wie o co tam naprawdę chodzi i dlaczego jest jak
                                        jest
                                        > najpierw czytam o dobrych relacjach dziecka z ojcem a potem z
                                        postu na post
                                        > dziewczyna zmienia zdanie
                                        > zaraz się okaże, że jest płatnym mordercą i ma wyrok za pedofilię
                                        > poza tym w wielu wypowiedziach przejawia się żal natury finansowej
                                        co też nie
                                        > jest bez znaczenia

                                        Źle interpertujesz. A w sumie źle czytasz. Nie NIKT. Ale konkretna
                                        osoba. Ta osoba. Tamta kobieta. Ze wzgledów opisywanych w kilku
                                        postach. Ze względu nie na to,że to żona ojca jej dziecka ale
                                        dlatego,że otoczenie jest wg niej jako matki niebezpieczne dla
                                        dziecka (psychicznie chora córka i duży pies)i dlatego, że dziecko
                                        może być nastawiane przeciw niej.
                                        A autorka nie zmienia zdania z postu na post-ale uzupełnia swa
                                        opowieść, ujawnia nowe szczegóły odpowiadając na ataki na nią. Na
                                        tym polega dyskusja-że w miarę jej rozwoju ujawniane są nowe wątki

                                        > nie wszystkie wink
                                        Wszystkie samodzielne mamy, lub byłe samodzielne mamy. Lub
                                        samodzielni ojcowie. Lub ojcowie po rozwodzie. Nie mam na myśli
                                        przypadkowych gości, którzy wpadają tu od czasu do czasu.


                                        > moim zdaniem nie ma nic złego w tym, że to dziecko pozna
                                        środowisko własnego oj
                                        > ca
                                        > matka też pewnie znajdzie sobie jakiegoś faceta i do tego też
                                        trzeba będzie
                                        > dziecko przygotować

                                        Tu się z Tobą zgadzam. Nie można trzymać dziecka pod kloszem. Należy
                                        pokazywac mu świat, takim jak on jest. Ale obowiązkiem rodzica jest
                                        chronić dziecko przed krzywdą. I jeśli autorka uważa, że wizyty te
                                        mogą być ze szkodą dla dziecka- powinna robić wszystko by dziecko
                                        szkody nie zaznało.Zauważ też,że autorka nie ma nic przeciw temu, by
                                        jej córka miała kontakt z ojcem, by spędzała z nim czas


                                        no więc zerwali swój związek i teraz powinni zająć się dzieckiem
                                        > nie dziwię się że on nie chce do niej chodzić i że żona go tam nie
                                        puszcza
                                        > nie dziwię się, że ona nie chce go już w swoim domu ale ławka w
                                        parku???
                                        > po pierwsze powinni coś ustalić DLA DOBRA DZIECKA
                                        > ona nie może zakładać, że jego żona tylko czeka aż mała się pojawi
                                        w ich domu
                                        > żeby ją zabić albo powiedzieć jaka to ku... z jej matki
                                        > on nie może zakładać, że dziecko tak hop siup zaaklimatyzuje się w
                                        jego
                                        > rodzinnym domu i pokocha od razu swoich braci i jego żonę
                                        > ale trzeba to zrobić
                                        > sami dziecku taki los zgotowali więc teraz jedno i drugie powinno
                                        schować żale
                                        > do kieszeni i coś ustalić
                                        > facet wyszedł z propozycją całkiem sensowną a ona z ławką w parku
                                        >
                                        > swoją drogą jakby dziecko mieszkało u ojca to ciekawe jak ona by
                                        się czuła
                                        > widując się z dzieckiem na ławce w parku?

                                        "ławka w parku" to raczej przenośnia - ma być to miejsce neutralne
                                        Masz rację,że autorka nie może oczekiwac ,że żona ojca jej dziecka
                                        bedzie nastawiała dziecko przeciw niej. Ale zauwaz,że do takich
                                        sytuacji JUŻ doszło, one się stały a więc obawy są UZASDNIONE a nie
                                        wydumane.Zgadzam się,że dla dobra dziecka powinni sie dogadać ale
                                        czasem dogadanie się jest po prostu niemożliwe..sad
                              • zla.kobieta1000 De_la_hoya 21.03.09, 09:57
                                Moje dziecko ma matkę, więc macocha mu niepotrzebna - ja jeszcze żyję. Rozumiem,
                                że czujesz do mnie pogardę. I powiem tak, ja sama czuję ją do siebie. Trzeba
                                było nie dać się omotać, nie spotykać się, nie dać się namówić na dziecko... Tu
                                jest dużo, co by było gdyby... Niczego niestety nie odwrócę. Przepraszam nic nie
                                załatwia. Dla mnie on nie istnieje i nie mam najmniejszej ochoty, przed nim nóg
                                rozkładaćwink, jak to się przemiło wyraziłaś. W świetle prawa między tą kobietą a
                                moim dzieckiem nie ma żadnego związku.
                                Czy żeby odpokutować swoją winę, mam narazić teraz córkę na nieprzyjemne
                                traktowanie, może nawet bicie, wysłuchiwanie wszystkich pomyj na moją głowę?
                                Oni wiedzą, jak bardzo boję się powierzenia im mojego dziecka i teraz się
                                brzydko odgrywają. Szkoda tylko, że ta pani nie potrząśnie trochę swoim
                                małżonkiem... Ja go siłą nie zgwałciłam...
                                A żadnych kontaktów wcale nie zamierzałam się domagać i składać żadnych
                                wniosków, ale jak jestem straszona zabraniem dziecka, to dla mnie nie żarty.
                    • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:23
                      Kicia, święte słowa. Ja tym się różnię od tej pani, że skupiłabym się na tym, co
                      zrobił mój mąż, a nie ta druga kobieta, która była wolna, a po prostu durna i
                      bezmyślna. To nie znaczy, że siebie usprawiedliwiam, ale jakoś taka forma
                      załatwiania spraw małżeńskich budzi we mnie niesmak. Pan jest wybielony,
                      usprawiedliwiony, a ja zostałam jak ta ladacznicawink. Boję się tej nienawiści, bo
                      nawet jeśli ta pani nie okaże jej bezpośrednio dziecku, to będzie sączyć jad na
                      mój temat. Jak napisałam wcześniej, cokolwiek zrobiłam, w moje relacji z córką
                      liczy się, jaką jestem matką i chciałabym w przyszłości za to być przez moje
                      dziecko oceniana, a nie za teksty typu: twoja matka to dziwka.
                      Amenwink.
                      • de_la_hoya Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 03:49
                        pan nie został wybielony
                        ale teraz nie rozważamy tego czy pan jest be czy cacy, bo bzykał jakąś panienkę
                        tylko co zrobić w związku pojawieniem się na świecie dziecka

                        on w stosunku do dziecka zachowuje się poprawnie
                        widuje się z nim (to, że nie codziennie to dlatego, że ludzie pracują a on
                        dodatkowo ma jeszcze inne dzieci i żonę), płaci na nie (jak sama napisałaś,
                        niemałe pieniądze)
                        to ty zachowujesz się nielogicznie
                        przez 3 lata nie przeszkadzało ci, że tak się sprawy mają tzn że on ma żonę,
                        przez te 3 lata pewnie dalej z nim sypiałaś
                        to ty chcesz ograniczyć kontakt dziecka z ojcem i jego przyrodnim rodzeństwem w
                        imię swoich żali

                        no i nie wiem dlaczego zakładasz, że kobieta będzie sączyć jad przy dziecku
                        znasz ją?
                        co do oceniania przez córkę to wiesz, jak dorośnie i dowie się, że przez X czasu
                        byłaś kochanką żonatego faceta to wierz mi, sama wyrobi sobie zdanie na temat
                        zaistniałej sytuacji
                        swojego ojca też za takie zachowanie podsumuje
                        a inna sprawa, że będzie was kochać za to jacy dla niej byliście a nie za to, że
                        jej matka zachowywała się jak dziw...a a ojciec puszczał się na boku
                        • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 10:20
                          Tak, znam tę panią, trochę. I wiem, że to, co ją zabolało, to nie fakt, że jej
                          mąż miał kobietę na boku, ale pieniądze, które wydał na swoją córkę. W kilku
                          miejscach odpowiedziałam Ci na różne uwagi, może jednak dostrzeżesz, że to nie
                          jest jedynie kwestia stereotypowej kochanki ciągnącej z pana kasę. Niemniej,
                          dzięki i za takie naświetlenie sprawy, bo pewnie w sądzie czy w RODK-u mogę
                          spodziewać się też podobnych sugestii.
                          Wszystkie te groźby i pomyje wylewane na moją głowę raczej nie są gwarancją, że
                          wśród tych ludzi moja córka będzie czuła się dobrze i bezpiecznie. Jak już
                          kilkakrotnie napisałam, jeśli ona chce pilnować męża, to niech to robi, ale i ja
                          wtedy będę pilnować córki.
                          Czy ojciec poważnie podchodzący do swojego dziecka i obowiązków wobec niego
                          straszyłby mnie odebraniem córki? Albo mówiłby, że namówił mnie na dziecko, bo
                          miał nadzieję, że mu je oddam? A jego żona nie ma już szans na dzieci...
                          Czy kobieta, która dzwoni do mnie i mówi mi, że zrobi wszystko, żeby przejąć
                          opiekę nad moją córką, jest poważna i odpowiedzialna?
                          Jaką mam gwarancję, że moja córka będzie tam dobrze traktowana? Dodam jeszcze
                          ich córkę cyklofreniczkę i wielkiego wilczura, który gania samopas. Tak się
                          składa, że moje dziecko boi się dużych psów.
                          MA dostać ciężkiej nerwicy, bo tej pani zachciało się nagle pilnować męża? A
                          niech go sobie pilnuje - ale na świeżym powietrzu, a ja będę pilnowała córki. Ot
                          i tyle.
                          • madziulec Re: Szkoda moich słów 21.03.09, 15:09
                            Ja tez nie uwazam, by takie komentarze byly normalne i calkowicie Cie rozumiem.
                            J amam z kolei sms-y od aktualnej partnerki mojego eksa, gdzi ewyraznie pisze,
                            ze moze to kiedys chciala mi pomoc,a teraz zrobi wszystko by mi uprzykrzyc
                            zycie. Potme potrafila pisac, ze dziecko i tak bedzie mieszkac z nimi, a nie z
                            matka-wariatka wink
                            Oj, nazbieralo sie tego wink

                            Ma fantazje kobieta.

                            I ja tez nie mam zamiaru puszczac dziecka gdziekolwiek. Kontakty sa ustalone z
                            ojcem, ja wyrazam jeszcez w mojej dobroci (niech znaja laske pana wink na kontakty
                            z bratem przyrodnim (problem, ze im wcale na tym nei zalezy. Rozumiem, ze
                            alergia mozna sie zarazic, wada ukladu moczowego podobnie wink
          • chalsia Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:43
            > o
            > mojej córki, że jestem kurwą i szmatą i że jak nie przelał kasy
            na dziecko, to
            > ja mogą zarobić dupą. I córkę nauczyć k...ć się, jak dorośnie.
            > To jest normalny ojciec?

            > Przykro mi, że to wszystko jest jakoś dziwnie odbierane, jak ja
            po prostu boję
            > się o swoje dziecko.

            pieprzenie, które się kupy nie trzyma - Twoje stanowisko w tej
            całej sprawie i twierdzenie, że nie przemawiają przez Ciebie
            zranione emocje.
            Już nie mówiąc, że szczytem naiwności jest wierzenie, że rodzina
            ojca zabije dziecko - on pewnie chce to zabójstwo ułatwić poprzez
            sądowe ustalenie kontaktów po za Twoim domem, he he.

            Do tej pory kontakt dziecka z ojcem był u Ciebie i nadal chcesz
            taki utrzymać - co jest bardzo ciekawe i wyjątkowo dziwne wobec
            rewelacji zacytowanych powyżej. To także się kupy nie trzyma.
            • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 14:55
              Myślałam, że na tym forum można dostać od kogoś jakąś sensowną radę i wsparcie,
              a nie tylko jadowitą krytykę. Ubiegam się o kontakty w mojej obecności,
              niekoniecznie w moim domu, lepiej poza nim. Nie mam zaufania do ojca mojego
              dziecka, a tym bardziej do jego rodziny, która jest nastawiona wrogo do mnie i
              do córki.
              Wszystko, co napisałam, jest szczerą prawdą, po prostu trafiłam na człowieka
              niezrównoważonego, który w dodatku umie mnie zastraszyć.
              Przykro mi, że są tu osoby, które z przyjemnością wyżyją się na drugiej tez
              poszkodowanej przez takie a nie inne związki damsko-męskie kobiecie.
              Pisząc ten post chciałam zorientować się, jakie są podstawy prawne do ustalenia
              kontaktów w mojej obecności.

              Przykro mi, że ktoś wyśmiewa dramat mój i w pewnym sensie dziecka też.
              • guska1310 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 15:25
                Nikt tutaj się z ciebie nie naśmiewa, ani nie próbuje cię zdołować!!!
                Każda z nas jakby wiedziała w co się pakuje to by sobie odpuściła...
                Stało się i trzeba żyć dalej. Mój ex jest chorobliwie zazdrosny o
                to,że mam nową rodzinę, a nasza córka woli NOWEGO TATUSIA. Nawet nie
                wiesz jak trudno mi było oddać ją na widzenie do jego domu, z którego
                nas obie wyrzucono jak małe nikomu już nie potrzebne pieski... od
                prawie dwóch lat walczę o to by mała jak najmniej czasu była z nim.
                Jego paniusia dla której nas zostawił, uważa się za osobę nieomylną,
                a ja powinnam tańczyć do ich melodii jak małpka... musisz się
                przygotować na wojnę i zawsze trzeba mieć NADZIEJĘ że się uda
              • sonia_30 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 15:49
                "Prawo do osobistej styczności rodziców z dzieckiem nie jest
                elementem władzy rodzicielskiej. Wynika ono z więzi rodzinnej
                łączącej rodziców z dzieckiem i przysługuje rodzicom także w razie
                pozbawienia ich władzy rodzicielskiej. Stosownie do art. 113 § 1
                k.r.o., przesłanką zakazania rodzicom osobistej styczności z
                dzieckiem jest jego dobro. Dobro to należy rozumieć szeroko. Dobru
                dziecka nie służy zerwanie osobistej styczności rodziców z
                dzieckiem, nawet gdy nie wykonują oni władzy rodzicielskiej lub
                zachodzą podstawy do pozbawienia ich wykonywania tej władzy (art.
                111 § 1 k.r.o.). Ze względu na charakter prawa do osobistej
                styczności z dzieckiem, odebranie rodzicom tego prawa może nastąpić
                wyjątkowo, np. gdy utrzymywanie osobistych kontaktów rodziców z
                dzieckiem zagraża jego życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu bądź wpływa
                demoralizująco na dziecko".
                Trudno ocenić szanse na orzeczenie przez sąd kontaktów ojca z
                dzieckiem tylko w Twojej obecności. Sąd, RODK nie biorą pod uwagę
                Waszych wzajemnych stosunków, badają relacje ojca z dzieckiem i
                oceniają jaki mają wpływ na dziecko.
                Sposobem na odwoływanie spotkań jest uregulowanie kontaktów. Obawy
                że dziecko może zostać skrzywdzone przez ojca lub jego małżonkę,
                musisz czym poprzeć; sms, że pani sobie życzy kontaktów ojca z córką
                jedynie w jej obecności nie stanowi dowodu na to, ze moze wyrzadzic
                dziecku krzywde.
              • chalsia [...] 19.03.09, 15:53
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 16:40
                  Ależ chętnie się do tej kwestii odniosę. Ojciec mojej córki jest człowiekiem
                  pomimo wykształcenia dość wulgarnym i nie przebierającym w słowach. Mnie nie
                  zrobi NIC - bo jeśli by mnie nawet dotknął, to czy w domu czy w parku, na placu
                  zabaw mogę narobić wrzasku, iść na policję itp.
                  Lubi robić na złość, prześladować swoimi pomysłami i jedynie słusznymi poglądami.
                  Niestety nie mam sms na potwierdzenie jego chamstwa, jak sam ujął, starał się
                  zawsze pisać tak, żeby nie można było się do czego przyczepić. Chamstwo i
                  wyzwiska realizował słownie, a nasiliło się to, gdy w końcu nie wytrzymałam i
                  podziękowałam za tę znajomość.
                  Nie o siebie się boję - ale o córkę w takim otoczeniu. O to, że on będzie jej
                  robił pranie mózgu, a jego żona może ją po prostu np. uderzyć i ja się nawet o
                  tym nie dowiem. Może i dla kogoś z zewnątrz jestem k..., bo byłam z żonatym
                  mężczyzną, ale matką jestem dobrą, normalną, dbam o córkę i kocham ją. W moim
                  życiu nie ma nowego kochanka, dziecko ma uporządkowane życie.
                  Skoro piszesz, że to się kupy nie trzyma, może jesteś w stanie obiektywnie
                  stwierdzić, co mogłabyś zrobić na moim miejscu? Jak udowodnić, że pan potrafi
                  obrażać, grozić, złośliwie czepiać się o to, co sobie ubzdurał? Np. w sobotę od
                  rana telefony, że on sobie za 2 godziny zabiera dziecko, chociaż przecież nigdy
                  w ten sposób nie postępował, a kontakty nie są jeszcze uzgodnione. Ja proponuję
                  spacer, krótki, bo córka dopiero po przeziębieniu - jest zapis w karcie w
                  przychodni. Nie, on zaraz przyjeżdża i zabiera. Jak nic nie odpowiedziałam, nie
                  odpisałam, to dał spokój. A w rozmowie się ze mnie śmiał. I takich przypadków
                  jest dużo. Po jego zachowaniu do tej pory widzę, że wcale nie pali się do
                  samodzielnej opieki nad córką - a teraz to jest, żeby mnie nastraszyć i żebym
                  była osłabiona w walce o alimenty. A to, że się nie pali, mogę udokumentować -
                  mam zachowane sms z nagle przekładanymi spotkaniami, co działo się notorycznie,
                  odmowa pójścia do apteki po lekarstwa, kiedy ja byłam uziemiona z chorą córką i
                  nie mogłam wyjść z domu i zostawić np. 2-latki. Do lekarza tez nigdy nie
                  zawiózł, jeździł mój tata albo mam rachunki za taryfy. A zabawa z córką trwała
                  może godzinę średnio raz na 10-12 dni, zresztą w domu i na kanapie, choć
                  ciągnęłam wówczas go niemal siłą na spacer.
                  To, co piszesz, jest b niemiłe i momentami zjadliwe, ale dobrze i tak, bo
                  podejrzewam, że w tym kierunku mogą iść np pytania w sądzie albo w RODK-u, więc
                  dzięki i za tę nutkę szyderstwa. Mam nad czym myśleć.
                  • chalsia Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 23:27
                    > To, co piszesz, jest b niemiłe i momentami zjadliwe, ale dobrze i tak, bo
                    > podejrzewam, że w tym kierunku mogą iść np pytania w sądzie albo w RODK-u, więc
                    > dzięki i za tę nutkę szyderstwa. Mam nad czym myśleć.

                    i oto właśnie chodzi.

                    A główną rzecz jaką masz do przemyślenia, to w jaki sposób ochronić córkę przed
                    takimi tekstami do niej, jakie wczesniej zacytowałaś. Spotkania w Twojej
                    obecności jej przed tym nie uchronią. Jak widzisz pranie mózgu mozna
                    uskuteczniać nawet w Twojej obecności.

                    Natomiast jest mozliwe, że przy spotkaniach BEZ Twojej obecności ojciec
                    przestanie raczyć córkę takimi wypowiedziami, bo one - choć wypowiadane do córki
                    - miały na celu trafienie Ciebie. Czyli dziecko rykoszetem dostawało z racji
                    Twojej obecności.

                    > robił pranie mózgu, a jego żona może ją po prostu np. uderzyć i ja się nawet o
                    > tym nie dowiem.

                    równie dobrze może Ci doniczka spadająca z parapetu okiennego na ulicy rozwalić
                    głowę. Czy w związku z tym nie chodzisz po ulicach?
                    Gdyby jednak cos takiego się stało - dziecko Ci o tym da znać - albo Ci powie
                    albo zorientujesz się sama.

                    Co bym zrobiła? Starała się w sądzie o ustalenie tymczasowego ustalenia
                    kontaktów na próbę tzn. na 3-4 miesiące ojciec miałby prawo zabierac córkę od
                    Ciebie z domu np. w co drugą sobotę na kilka godzin (np. 5), po czym po upływie
                    tych 4 miesięcy by skierowano Ciebie, dziecko, ojca i jego zonę (koniecznie) na
                    badanie w RODK. I ostateczne orzeczenie o kontaktach dopiero wtedy.
                    Jesli w trakcie tych 16 w sumie wizyt u ojca cos by się działo nie tak, to po
                    pierwsze Ty to możesz zauważyć, a po drugie w RODK powinno to wyjść.
                    • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:34
                      Odpisałam Ci wyżej, bo zasięgnęłam porady prawnej. Prawnik jednak radzi mi nie
                      zezwolić na odosobnione kontakty i tego się będę trzymać.
                      Tutaj mogłabym się wdawać w ogóle w polemiki nt zasadności przesuwania dzieci z
                      domu do domu jak rzeczy, ale to chyba nie ma najmniejszego sensu. Jedna kobieta
                      obawia się złego wpływu domu swojego byłego na dziecko, dla drugiej jest to
                      wytchnienie od obowiązków. W każdym razie zaczynam wiedzieć, o czym i jak
                      dyskutować. Ciekawa jestem, jak długo będę czekać na tę sprawę, bo dowiedziałam
                      się, że nie ma możliwości łącznego rozpoznania tego wniosku wraz z pozwem o
                      alimenty. Z jednej str szkoda, bo tam już termin blisko.

                      A co do badań i orzeczeń psychologów... głośna jest w tej chwili sprawa rodziny
                      zastępczej, która znęcała się nad dziećmi. Ci ludzie przeszli wcześniej
                      wieloetapową weryfikację, choć już wówczas niejedno mieli za uszami, łącznie z
                      wyrokiem sądowym. A moje dziecko i tak już za każde spotkanie z tatusiem płaciło
                      stanami lękowymi, budzeniem się w nocy itp. Jak go nie ma, to aż nie poznaję
                      mojej córki, tak jest pogodna.
                      • chalsia Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 09:40

                        > wyrokiem sądowym. A moje dziecko i tak już za każde spotkanie z
                        tatusiem płacił
                        > o
                        > stanami lękowymi, budzeniem się w nocy itp. Jak go nie ma, to aż
                        nie poznaję
                        > mojej córki, tak jest pogodna.
                        >

                        o tym wczesniej nie pisałaś, a to jednak nieco zmienia postać
                        rzeczy.

                        Co do porady prawnika - ten Ci doradził tak, a ojciec zapewne
                        będzie miał swojego prawnika, który mu będzie radził odwrotnie. I
                        co? Ano wygra ta strona, która będzie miała mocniejsze argumenty i
                        dowody.
                      • chloe30 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 13:55
                        zla.kobieta1000 napisała:

                        >. A moje dziecko i tak już za każde spotkanie z tatusiem płacił
                        > o
                        > stanami lękowymi, budzeniem się w nocy itp. Jak go nie ma, to aż
                        nie poznaję
                        > mojej córki, tak jest pogodna.

                        Kłamiesz, wcześniej pisałaś co innego:


                        Problem w tym, że córka dość lubi tatę - poza wszystkim innym to i
                        dobrze, ale
                        przy badaniu może to stać się argumentem za indywid. kontaktami,
                        beze mnie.
                        • chalsia Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 14:05
                          > Kłamiesz, wcześniej pisałaś co innego:
                          >

                          wcale nie musi kłamać, bowiem to, co napisała wczesniej i teraz NIE
                          STOI w sprzeczności. Dziecko może lubić ojca i jednoczesnie w taki
                          sposób emocjonalnie odreagowywać spotkania, w których bierze udział
                          ona, ojciec i matka - czyli odreagowuje napięcie związane z
                          konfliktem między rodzicami.
                          • chloe30 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 14:14
                            Byc może.
                            Jednak po przeczytaniu tego wątku mam wrażenie, że częśc faktów jest
                            podkoloryzowana, a część własnie przekłamana, po to aby autorka
                            mogła sie upewnić w słuszności swojej decyzji czy też przekonać o
                            niej forumki.
                            A jeśli wszystko w wątku jest szczerą prawda to no comments -
                            pozwalac na kontakty z ojcem, który powiedział że zabije dziecko???
                            Bez znaczeni jest dla mnei że groźby spełnic nie zamierzał.
                            • zla.kobieta1000 Chloe 20.03.09, 17:13
                              A jak mam udowodnić te wypowiedzi?
                              Poza tym to Ty teraz przeinaczasz. Nigdzie nie napisałam, że ojciec ma zamiar
                              zabić dziecko. Jego wypowiedź brzmiała tak: Gdyby moja rodzina o tym wiedziała,
                              to zabiłaby twoje dziecko.
                              Jest to człowiek, który każdego sprzeda, podepcze dla doraźnej korzyści. Teraz
                              korzyścią jest przypodobanie się żonie i zrobienie ze mnie ostatniej łajdaczki,
                              żeby się wybielić.
                              Chalsia - tak, na pewno było to odreagowanie konfliktów, ale te konflikty
                              dotyczyły głównie finansów i presji, żebym była nadal z nim w związku.
                              Znalazłam w sobie odwagę, żeby go odrzucić, choć w tej chwili niemal nie mam co
                              jeść. A sprawy finansowe ureguluje sąd i to rozwiązanie akceptuję.
                              • de_la_hoya Re: Chloe 21.03.09, 04:11
                                zla.kobieta1000 napisała:

                                > Nigdzie nie napisałam, że ojciec ma zamiar
                                > zabić dziecko. Jego wypowiedź brzmiała tak: Gdyby moja rodzina o tym wiedziała,
                                > to zabiłaby twoje dziecko.

                                ale rodzina już wie i to od dłuższego czasu a twoje dziecko nadal żyje


                                > Jest to człowiek, który każdego sprzeda, podepcze dla doraźnej korzyści.

                                dziwne jak ci to w ogóle nie przeszkadzało kiedy się z nim pokładałaś przez
                                kilka lat w pościeli swojej
                                wiele kobiet, po tym jak je facet zostawia albo nie chce dla nich żony zostawić
                                nagle dostaje przebłysku i nagle okazuje się, że ten facet jest potworem

                                > Teraz
                                > korzyścią jest przypodobanie się żonie i zrobienie ze mnie ostatniej łajdaczki,
                                > żeby się wybielić.

                                teraz to on ratuje swoją rodzinę, bo widać na żonie mu zależy
                                i nie musi z ciebie nikogo robić, większość ludzi ma wyrobione zdanie na temat
                                kobiet sypiających z żonatymi facetami

                                > Chalsia - tak, na pewno było to odreagowanie konfliktów, ale te konflikty
                                > dotyczyły głównie finansów i presji, żebym była nadal z nim w związku.

                                finansów powiadasz? odciął cię od źródełka?
                                może czas iść do pracy?
                                presję wywierał na to żebyś z nim była?
                                ale ty z nim nigdy nie byłaś, on z tobą sypiał dla relaxu
                                jakby chciał z tobą dalej "być" to załatwiłby to w inny sposób i dalej by płacił
                                i bzykał a żona o niczym by się nie dowiedziała
                                no chyba że płacił ci za mało i złośliwie postarałaś się żeby się dowiedziała,
                                bo jak sama wcześniej pisałaś, cięcia finansowe zaczęły się odkąd żona
                                dowiedziała się o sprawie

                                > Znalazłam w sobie odwagę, żeby go odrzucić, choć w tej chwili niemal nie mam co
                                > jeść.

                                to idź do pracy
                                jak się pracuje, to co miesiąc pracodawca wypłaca pieniądze i za te pieniądze
                                kupujemy jedzenie

                                > A sprawy finansowe ureguluje sąd i to rozwiązanie akceptuję.

                                oczywiście, że ureguluje ale nie myśl, że da też tobie żebyś mogła w domu zalegać
                        • krolowazla Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 14:14
                          chloe30 napisała:


                          > Kłamiesz, wcześniej pisałaś co innego:

                          Niekoniecznie. Moja córka źle reagowała na noclegi u ojca ( źle sypiała, budziła
                          sie z płaczem , krzykiem kilkanaście razy w nocy, zaczeła sikać ponownie w
                          majtki, musiałam wrócic w nocy do pampersów itp.)- więc zakazałam, teraz bardzo
                          sporadycznie widuje ojca, ale wraca od niego zadowolona, oczywiście wczesniej
                          wracała z płaczem, ale wystarczyło, ze powiedziałam raz i drugi exowi, co mi
                          córka mówi jak wraca. ex zaprzestał praktyk w stylu: twoja matka to taka i owaka.
                          • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 20.03.09, 17:23
                            I tego też się właśnie obawiam. A tu nienawiść będzie sączona z kilku stron:
                            przez niego, nią i ich dzieci, od których zresztą dostawałam głuche telefony.
                            Cokolwiek zrobiłam, nie widzę powodu, żeby moje dziecko było zatruwane w taki
                            sposób. Jestem matką taką jaką jestem i za to powinnam być przez córkę oceniana,
                            a nie za pomyje, jakie na moją głowę wyleje żona tatuńcia i on sam, żeby mu
                            tylko teraz wszystkie jego oszustwa przebaczyła.
                            Nie mam żadnego wpływu na to, jak moje dziecko tam będzie traktowane... a ci
                            psychologowie i inni w RODK... no darujmy sobie po prostu. Jest kupa
                            gigantycznych nieprawidłowości, które nie są dostrzegane przez biegłych,
                            kuratorów, psychologów... A co dopiero prywatna wojenka jakiejś tam pańci ze mną
                            i z moim dzieckiem.
                            Mam znajomą, która została zmuszona przez byłego męża do oddawania mu dziecka na
                            pół miesiąca, o tym gdzieś już pisałam, synek miał 4 lata odkąd to się
                            zaczęło... Pan miał kasę na adwokatów, były 3 badania psychologiczne, kobieta
                            leczyła się z depresji (tak jak ja swego czasu). Wszystko zostało obrócone
                            przeciw niej, nawet ciąża zagrożona, urodzenie się dziecka z hipotrofią i jego
                            częste infekcje.
              • guska1310 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 15:57
                odbierz pocztę
                • zla.kobieta1000 Re: Szkoda moich słów 19.03.09, 16:51
                  Hej! Sprawdzałam pocztę, nic nie ma.
                  • jogo2 Re: stronniczość 20.03.09, 10:14
                    Uważam, że chalsia jest stronnicza. Dziecko ma prawo mieć rodzinę. Rodzina to
                    TAKŻE i rodzona matka dziecka, jakkolwiek może to się wydać dziwne co
                    poniektórym. Matka ma prawo sprawować wychowanie nad dzieckiem, którego dziecko
                    potrzebuje, bo jest za małe, żeby samo być sobie sterem, żeglarzem i okrętem, we
                    w miarę komfortowej sytuacji, w której JEJ rola nie będzie podważana, ani
                    negowana przez osoby trzecie, jeżeli nie ma do tego UZASADNIONYCH podstaw.

                    Zastanawiam się, czy Ci wszyscy sędziowie, w których rękach leży los dzieci z
                    rozbitych rodzin, wiedzą, że są kompletnie bezkarni za swoje wyroki. Wprawdzie w
                    sytuacji, jaką chcę opisać, to chyba nie sędzia zawinił, ale teraz się dużo mówi
                    na temat synów R. Olbrychskiego. Z tego co wiem, wykolegowali matkę, a teraz
                    sobie nie potrafią poradzić z dzieciakiem.

                    Natomiast chalsia dla mnie reprezentuje klasyczne stanowisko przegięcia w drugą
                    stronę. Kiedyś się dużo mówiło na temat postawy "matka - właścicielka dziecka",
                    teraz jak rozumiem, ojciec, co by nie zrobił (a panowie są DAAAALECY od nie
                    powiem, że zaraz ideału, od zwykłej ludzkiej przyzwoitości) ma zdaniem
                    niektórych PRAWO, prawo jątrzyć, prawo mieszać itp.

                    Zastanawiam się, chalsia, jakie resentymenty przez ciebie przemawiają, bo dla
                    mnie taki brak życzliwości u kobiety dla drugiej kobiety jest co najmniej
                    dziwny, zresztą łatwo wytłumaczalny na tle niektórych faktów.
                    • chalsia Re: stronniczość 20.03.09, 10:28
                      jogo2 napisała:

                      > Uważam, że chalsia jest stronnicza.

                      tak smile - zawsze stoję po stronie dziecka - tego, co uważam dla
                      niego za najlepsze.
                      • jogo2 Re: stronniczość 20.03.09, 10:33
                        Ależ droga chalsiu,
                        właśnie chciałam dopisać, jakże często w tej dyskusji analizujesz i wykazujesz
                        zrozumienie dla żony ojca dziecka. Czyżby nieranienie jej uczuć było przede
                        wszystkim najważniejsze dla dobra dziecka. A może nieranienie uczuć jego mamy?

                        Myślę, że zamiast cytować bezmyślnie KRiO, raczej zrób to, co z automatu radzisz
                        szeregowi osób, mianowicie udaj się do psychologa, bo twoje resentymenty i urazy
                        są widoczne gołym okiem i przez to nie potrafisz być sprawiedliwa.
                        • chalsia Re: stronniczość 20.03.09, 10:38
                          > właśnie chciałam dopisać, jakże często w tej dyskusji analizujesz
                          i wykazujesz
                          > zrozumienie dla żony ojca dziecka. Czyżby nieranienie jej uczuć
                          było przede
                          > wszystkim najważniejsze dla dobra dziecka. A może nieranienie
                          uczuć jego mamy?

                          proponuję byś jeszcze kilka razy przeczytała to, coo napisalam na
                          ten temat w tym wątku, bo ewidentnie Ci tym razem nie wyszło -
                          widać na pierwszy rzut oka, skoro piszesz, ze napisłam cos, czego w
                          rzeczywistości nie napisałam.
                    • chalsia Re: stronniczość 20.03.09, 10:36
                      > Zastanawiam się, chalsia, jakie resentymenty przez ciebie
                      przemawiają, bo dla
                      > mnie taki brak życzliwości u kobiety dla drugiej kobiety jest co
                      najmniej
                      > dziwny, zresztą łatwo wytłumaczalny na tle niektórych faktów.

                      ehe hehehehe, tylko tyle mogę z siebie ze śmiechu wydobyć.
                    • agamagda Re: stronniczość 20.03.09, 12:23
                      Jogo,
                      matka i ojciec na równi mają dbać o dobro dziecka, a nie o swoje
                      własne dobro. Dobrem dziecka należy się kierować, nawet czasami
                      chowając nieco dumę do kieszeni.
                      Co do synów R. Olbryskiego nie wypowiadam sie nie znam sprawy, ale
                      czytajac Twojej wypowiedzi mam wrażenie, że dla Ciebie dziecko i
                      matka to jedno. A tak nie jest. Dziecko to odrębna istota, której
                      uczucia rani sie, poprzez akaz kontaktu z drugim rodzicem.

                      jogo2 napisała:

                      > Uważam, że chalsia jest stronnicza. Dziecko ma prawo mieć rodzinę.
                      Rodzina
                      > TAKŻE i rodzona matka dziecka


                      Niestety w tym wypadku, matka dziecka nie tworzyła rodziny z ojcm
                      dziecka. Rodzinę facet tworzy z żoną od której nie chce odejść. I do
                      tej rodziny chce wpasować nieślubną córkę. Czy to coś złego?

                      • zla.kobieta1000 Re: stronniczość 20.03.09, 17:29
                        Agamagda - czy to coś złego, że jestem przez nich straszona odebraniem dziecka,
                        nasłaniem na mnie bandziora itp.? No przecież to nic, pani na pewno tylko mnie
                        nie lubi, a moje dziecko już na odległośc uwielbia i tylko marzy o tym, żeby
                        zaspokajać jego potrzeby. NIGDZIE nie piszę, że nie chcę kontaktów ojca i córki
                        - tylko wydaje mi się, że i ja powinnam mieć wpływ na to, wśród jakich ludzi
                        moja córka żyje.
                        A jakoś tak się składa, że w mojej rodzinie nie ma nikogo, kto by załatwiał
                        swoje osobiste problemy kosztem czyichś dzieci.
                        Nie ma chorych psychicznie i kilkakrotnie hospitalizowanych z tego powodu. Do
                        nikogo w mojej rodzinie nie wzywano pogotowia, bo stracił świadomość, dostał
                        słowotoku i rzucał się z pięściami na rodzinę.
                        I nie ma u mnie nikogo, kto by został tatusiem w wieku 18 lat i wisiał teraz na
                        rodzicach razem ze swoją panienką i dzieciakiem i darł z nich kasę na maxa.
                        Tylko ja jak ta czarna owcawink)).
                        Ale to już zupełnie inna historia. I naprawdę nie widzę powodu, żeby moje
                        dziecko stało się ofiarą czyjejś prywatnej zemsty na mnie.
                        Naplułaby mi ta kobieta w gębę - chyba nawet nic bym nie powiedziała. Ale od
                        mojej córki WON.
                        • second.fantasmagoria Re: stronniczość 21.03.09, 07:36
                          Podpisuję się pod "D_L_H", jak dla mnie autorka przegrała przetrag na utrzymankę
                          u pana, i dopóki pieniądze płynęły wartkim strumieniem wady ojca dziecka jej nie
                          przeszkadzały, teraz po zakręceniu kurka należy tak manipulować dzieckiem aby
                          uzyskać maksimum korzyści dla siebie, posługując się hasłem "dobro dziecka", i
                          niekoniecznie wybierając pracę jako źródło utrzymania...
                          • zla.kobieta1000 Re: stronniczość 21.03.09, 09:29
                            Akurat to ten pan statecznie przegrał przetarg na mojego faceta, właśnie z
                            powodu swoich chamskich zachowań. A jeśli chcesz wiedzieć, to był tak perfidny,
                            że kajał się przed żoną, a jednocześnie cały czas słał mi smsy z wyznaniami
                            miłości i propozycjami sexu. Jedno, co mogłam zrobić, to przesłać je tej pani i
                            wtedy to czepianie się mnie się urwało.
                            Co dostanę w sądzie to dostanę, i nie to jest teraz istotne.
                            Poszłam na wychowawczy, nie po to, żeby w domu zalegać, jak jedna z pań tu
                            uroczo napisała, ale dlatego że córka jest wcześniakiem, ma wady serca, była też
                            dłuższy czas rehabilitowana, a pierwsze 1,5 roku jej życia to ciągłe wizyty u
                            lekarzy i w poradni rehabilitacyjnej. Ciekawe jak miałabym pogodzić taki a nie
                            inny jej stan zdrowia z umieszczeniem jej w żłobku?
                            Chyba każdej z nas zależy na sensownych alimentach na dziecko, bo z jakiej racji
                            ma ono mieć zły standard życia, kiedy tatuś super zarabia? A ja cały czas szukam
                            lepszej pracy, bo z tamtej i tak dostanę wypowiedzenie.
                            Naprawdę moje miłe, nie rozumiem, dlaczego w Was tyle jadowitości i goryczy. A,
                            jeszcze jedno. Byłam gotowa nawet nie składać pozwu o alimenty, byleby nie było
                            tej wojny. Ato on złożył pozew jako pierwszy, pozwał sam siebie, a ja zostałam
                            przez sąd zobligowana do odpowiedzi na ten pozew, ponieważ on prawdopodobnie nie
                            może być stroną w tej sprawie, nie w taki sposób.
                            Nie sądzę, żeby osoba nie spokrewniona z moją córką miała prawo domagać się jej
                            wizyt w swoim domu. A na placu zabaw czy w innym podobnym miejscu możemy
                            spotykać się we czworo, skoro ta pani tak się teraz boi, to dla mnie jest bez
                            znaczenia, dopóki nie zacznie publicznie zachowywać się w sposób chamski wobec
                            mnie lub córki.
                            Nie piszę, żeby wzbudzać współczucie dla siebie. Ale uważam, że moje dziecko nie
                            zasłużyło sobie na to, żeby być obiektem czyjejś chamskiej walki ze mną. Ja jej
                            tego chłopa sama oddałam, bo naprawdę coraz bardziej nie mogłam go znieść.
                            • guderianka Re: stronniczość 21.03.09, 15:17
                              Naprawdę moje miłe, nie rozumiem, dlaczego w Was tyle jadowitości i
                              goryczy


                              naprawde nie rozumiesz?
                              pomyśl
                              to nie jest forum mam samodzielnych z wyboru ale forum mam, które
                              stały się takimi bo facet zdradził.
                              jesteś ucieleśnieniem wszystkich tych kochanek właśnie..


                              p.s. co nie usprawiedliwia do atakowania ale cóż..emocje..
                              • zla.kobieta1000 Re: stronniczość 21.03.09, 16:08
                                Takie właśnie mam wrażenie. I staram się rozumieć, nikomu nie odpowiadać jadem
                                za jad. Rozumiem też swoją winę i powiem szczerze, że z perspektywy czasu
                                brzydzę się tym wszystkim , tą znajomością, tym zakłamaniem. Dla mnie to
                                zakłamanie skończyło się leczeniem u psychiatry, w dodatku mam głębokie
                                poczucie, że jako kobieta i człowiek jestem do d... Naprawdę trzeba być durną
                                kretynką, żeby wybrać takiego partnera.
                                I dlatego wszystkie tu punkty widzenia, choć bolą i dotykają, są cenne, bo
                                pozwolą mi skonstruować argumentację w sądzie i przemyśleć swoje stanowisko. Co
                                mogę zrobić dla swojego dziecka, ale też i dla spokoju i bezpieczeństwa tamtej
                                rodziny - pokrzywdzonej tez i przeze mnie.
                                Dla mnie obawy tej kobiety, że to się może powtórzyć - to jakieś kuriozum. Ale
                                niektóre Wasze wypowiedzi wskazują na to, że faktycznie mogła przyjąć taki tok
                                myślenia, że ja znowu chcę ściągnąć jej mężusia do łóżka i poluję na jego kasę.
                                Ja wiem, jak było i dlaczego z tym skończyłam - a on pewnie przedstawił swoją
                                wersję na użytek żony.
                                I dlatego jednak sądzę, że wyjazd będzie tu najlepszym rozwiązaniem. A moje
                                dziecko bez tatusia wyraźnie znormalniało, no nic na to nie poradzę, ale widzę
                                ogromną różnicę psychiczną na korzyść.
                                • guderianka Re: stronniczość 21.03.09, 18:18
                                  Masz rację
                                  I na tyle na ile znam Ciebie i Twoją córkę -wiem że zasługujecie na
                                  dobre życie
                                  Trzymam kciuki!
    • agamagda Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 20.03.09, 12:14
      Przeczytałam z grubsza ten wątek. Złakobieto, absolutnie rozumiem,
      że trudno Ci sie pogodzić z sytuacją w jakiej sie znalazłaś, ale
      obiektywnie nie widzę za bardzo podstaw do kontaktów ojca z córką w
      Twojej obecność.

      Spróbuj sie skupić chwilę tylko na dziecku, bez patrzenia przez
      pryzmat Twoich doświadczeń. Sama piszesz, że dziecko jest z ojcem
      związane i badania w RODk mogą to potwierdzić. Dziecku ojciec jest
      potrzebny tak jak matka. Wszystkie argumenty jakich używasz w
      dyskusji tutaj dotyczą Ciebie i Twoich odczuć, zawiedzionych ambicji
      i złych doświadczeń. Nic naprawde nic nie przemawia za ograniczeniem
      (bo de facto, spotkania w Twojej obecności to rodzaj ograniczenia
      kontaktów, szczególnie kiedy sytuacja jast tak konfliktowa jak u
      Was).

      Spróbuj iść na terapię, porozmawiaj z psychologiem, kiedy mała idzie
      do ojca, wyskocz do kosmetyczki, fryzjera czy na zakupy.


      Żyj i połóż laskę na tamtego faceta.
      • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 20.03.09, 17:32
        Boję się o córkę. I nie wierzę w dobre intencje tej pani. I nie wierzę w dobry
        wpływ tego środowiska na moje dziecko. Przecież ona chyba dostanie jakiejś
        psychozy ze strachu jak zostanie oderwana nagle ode mnie i umieszczona we wrogim
        otoczeniu. To nie jest dziecko żłobkowe, niańkowe.
        A groźby, zwłaszcza też dotyczące odebrania dziecka, zamierzam zgłosić na
        policję. Już to dobitnie pokazuje, jacy są to ludzie.
        I tyle.
        • de_la_hoya Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 04:34
          po pierwsze psycholog tu niewiele zdziała
          od razu leć do psychiatry, bo już świrujesz, masz manię prześladowczą a za
          chwilę może być gorzej
          i nie piszę tego złośliwie tylko dla twojego dobra, bo za chwile zamknął cię w
          pokoju bez klamek

          > Boję się o córkę. I nie wierzę w dobre intencje tej pani. I nie wierzę w dobry
          > wpływ tego środowiska na moje dziecko.

          ale ty nie masz w nic wierzyć
          twoje urojenia nie mają nic do rzeczy
          jeżeli dziecku będzie tam źle to się o tym dowiesz
          nie ukryjesz przed dzieckiem, że ma inną rodzinę (tak tak, ma rodzeństwo)
          nie możesz jej od nich izolować bo coś ci się wydaje albo coś cię boli

          > Przecież ona chyba dostanie jakiejś
          > psychozy ze strachu jak zostanie oderwana nagle ode mnie i umieszczona we wrogi
          > m
          > otoczeniu. To nie jest dziecko żłobkowe, niańkowe.

          no tu już tylko sama sobie możesz dziękować za izolację dziecka od świata
          powiem ci coś ciekawego, wiele dzieci po okresie siedzenia z matką w domu idzie
          do przedszkola i wierz mi, te dzieci żyją i psychozy nie mają
          jeżeli ją kochasz to postaraj się żeby zniosła to jak najlepiej
          pamiętaj też o tym, że ona nie idzie do obcych osób sama, będzie tam jej tata
          którego ona zna... dzieci w przedszkolu nie mają takiej możliwości tylko
          trafiają na dzień dobry wśród setkę obcych osób

          > A groźby, zwłaszcza też dotyczące odebrania dziecka, zamierzam zgłosić na
          > policję. Już to dobitnie pokazuje, jacy są to ludzie.

          zgłaszaj
          w najlepszym przypadku cię wyśmieją
          masz jakieś dowody?
          co im powiesz, że tak kiedyś powiedział?
          jeżeli to ma coś pokazać to tylko to co napisałam na samym początku i takie
          zgłoszenia będą tylko na twoją niekorzyść
          jak sędzia zacznie czytać, że co chwila biegasz na komisariat i mówisz: chciałam
          zgłosić, że ojciec dziecka powiedział, że zabierze mi dziecko, to może mieć nie
          najlepsze zdanie na twój temat
          • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 09:12
            Czy naprawdę nie mam najmniejszego prawa decydować, z kim moje dziecko się
            kontaktuje i wśród jakich ludzi się obraca?
            Czy naprawdę wierzycie, że kobieta która w tej chwili obraża, straszy, grozi,
            będzie miła i ciepła dla mojego dziecka i podczas pobytu mojej córki w ich domu
            jej potrzeby będą zaspokojone?
            Jak się zdarzy coś złego, to owszem, może i dowiem się o tym, ale już PO FAKCIE.
            A zgłoszenie sprawy na policję doradził mi prawnik.
            Mogę być oceniania za ten romans tak czy inaczej, ale nie rozumiem, z jakiej
            racji moje dziecko ma być narzędziem czyjejś zemsty.
            De la hoya, chciałabyś żeby Twoje dziecko w domu Twojego byłego słyszało wciąż,
            że matka to szmata, dziwka itp?
            Wydaje mi się, że w niektórych wypowiedziach tu przebija osobista gorycz, które
            mąż puścił kantem z kochasią.
          • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 09:15
            Miało być: pań, które mąż puścił kantem...
            Córa mi dorwała się do kompa. Powtarzam: nie mam najmniejszego zamiaru
            usprawiedliwiać się za to wszystko, czy wybielać własną rolę i osobę w tym
            idiotycznym układzie. Żałuję, że to się stało, ale chciałabym żeby moje dziecko
            miało normalne, spokojne życie, a przy ustawicznym kontakcie z tak jadowitą
            osobą na pewno tak nie będzie.
            I poza wszystkim, to naprawdę ta pani nie ma najmniejszego prawa do kontaktu z
            moją córką, nie jest jej rodziną.
            A kochane rodzeństwo wcale się nie pali do poznania małoletniej siostry, a
            jedynie ogranicza się do głuchych telefonów do mnie.
            • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 09:44
              Pozdrawiam wszystkie dyskutantki. I trochę mniej jadu i nienawiści wobec osoby,
              która po prostu obawia się o swoje dziecko, o zachowanie tej kobiety i jej
              dorosłych dzieci wobec bezbronnego malucha. Coś w tym dziwnego? Skrzywdzić można
              nie tylko biciem.
              Co złego zrobiłam, to niestety zrobiłam i już się to nie odstanie. Ale nie widzę
              powodu, żeby moje dziecko zapłaciło za to tak wysoką cenę.
              A Wasze różnorakie opinie skłoniły mnie do istotnej decyzji o zmianie miejsca
              zamieszkania, co zresztą otworzy przede mną zupełnie inne możliwości pracy i
              dokształcania się, będę mogła z czasem zrobić drugie magisterium i podnieść
              swoje kwalifikacje.Dzięki więc i za tę agresję, choć naprawdę wydaje mi się ona
              zbędna i wynikająca chyba ze złych własnych doświadczeń i urazów.
    • madziulec Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 09:48
      Nawet nei czytalam calego watku.

      Ja osobiscie jestem taka osoba, ktora na tym etapie pewnie niestety ale wybiera
      swojem,u dziecku w jakim ssensie znajomych. I na przyklad: nei jezdzimy do
      jakiejs tam mojej ciotki, bo jej nei lubie, albo .. do mojego brata ciotecznego
      bo cos tam.

      Podejrzewam, ze gdyby w mojej rodzinie byl jakis pijak i notoryczny babiarz tez
      nie za bardzo bym chciala by moje dziecko od dziecinstwa musialo patrzec na
      takie rzeczy, jednoczesnie jednak nie uwazam, bym chronila go kloszem przed
      wszelkim zlem tego swiata.

      Patrzac wiec dalej: nie izoluje go od ojca, bo uwazam, ze jaki jest taki jest i
      bardziej widze juz teraz terapeutyczna role dzieck ana ojca, ktore potrafi
      przywalic ojcu rowno samo z siebie. Ale jednoczesnie izoluje w jakis sposob
      (bardziej nie narzucam sie, nie jezdze na sile, bo nei jestem zapraszana) do
      dziadkow ze strony ojca, poniewaz nie maja lazienki i ciagle pala, a to jest
      szkodliwe dla mojego dziecka. Poza tym maja agresywnego psa.

      Patrzac wiec dalej: nie widze powodu, by moje dziecko zadawalo sie z obcymi
      osobami, ktore sa mi obce, obojetne lub dla mojej osoby wrec zwrogie (tu akurat
      w watku wystepuje bardzo podobna sytuacja jaka ja mam). I nie wierze, by raptem
      osoba, ktora pala nienawiscia czy niechecia do mnie raptem palala miloscia czy
      tez tylko sympatia do mojego dzicka.
      A prawde mowiac na jakies niesnaski i "krzywe kluchy" to nie musze w tym
      momencie mojego dziecka narazac.



      Wielokrotnie poruszany tu temat na forum.
      Jak widac niestety sa zwolennicy by dawac dziecko doobcych ludzi (nawet matki
      jakiejs drugiej zony ojca dziecka). No wybaczcie.. Czy nie przesadzacie?
      • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 10:09
        A ja właśnie miałam nadzieję, Madziulec, na Twoją wypowiedź, bo wiem, ze
        potrafisz bezpośrednio coś komuś powiedzieć i nie owijasz w bawełnęwink. Są
        jeszcze inne takie osoby, które dają sporo do myślenia, jak np. Chalsia, chociaż
        teraz akurat się nie zgadzamy, ale też dała mi materiał do dalszych polemik, już
        w sądzie.
        Ja mam takie wrażenie, że ten wątek zmienił oblicze i z rozważania, czy jest
        sens, żeby dziecko chodziło do rodziny nastawionej źle do niego i jego matki,
        stał się polem do przywalania kochance, bo wydarła biednego mężusia z domowego
        ogniska i o zgrozo, przez 2,5 roku pozwalała mu utrzymywać ich wspólne chore
        dziecko. Więc żeby była już ostatecznie ukarana i upodlona, to niech jej dziecko
        teraz cierpi w otoczeniu wrogo nastawionym do nich obu.
        Ja też mam i w swojej rodzinie i wśród znajomych osoby, za którymi córka moja
        nie przepada, bo np. są strasznie surowe, zasadnicze, nerwowe, a jak tu przyjdą,
        to wylewają swoje problemy i wcale nie zwracają uwagi na moje dziecko. I ja tych
        ludzi unikam, bo i tak ciężko się nam żyje, więc po co moja córka ma jeszcze
        oglądać cudze kwasy i uczestniczyć w jakichś dziwnych problemach dorosłych.
        Jak to mądrze ktoś tu wcześniej napisał, małe dziecko nie jest sobie sterem,
        żeglarzem, okrętem, ono w dużej mierze stanie się takie, jakie jest jego
        otoczenie. Albo wpływy tego otoczenia objawią się w różnych reakcjach i
        zachowaniach.
        To było m.in. powodem mojego zerwania z jej ojcem, bo był strasznie despotyczny,
        robił mi awantury, niby chciał ze mną być, a ciągle mnie obrażał. Taki
        idiotyczny związek jest ogromną presją i stresem tak naprawdę i psychiczne
        koszty zapewne tu ponieśliśmy oboje. Wyplątałam się z tego, no i teraz mam jazdy.
        • zla.kobieta1000 A podsumowując... 21.03.09, 10:49
          Żeby nie spotkały mnie zarzuty, że chcę burzyć jakąś szczególnie cenną relację
          ojciec-dziecko...
          Może parę słów o spotkaniach ojca z małą: jedynie ok. godzina zabawy,
          nieregularnie, bo ciągle te spotkania przekładał i wściekał się, kiedy ja np.
          miałam coś zaplanowane na ten drugi termin i nie chciałam zrezygnować. Więc raz
          na 10 do 14 dni taki kontakt. Siedział na fotelu, mała koło niego się plątała,
          nigdzie z nami nie wyszedł, wyżerał dziecku danonki i owoce, bo to przecież za
          jego kupione. Co chwilę pytał, kiedy mała zaśnie, bo chciał mieć sex. Odwoływał
          spotkania, kiedy były nici z sexu, np. gdy miałam okres.
          Znosiłam to, bo po pierwsze - mówił, że nigdy już nie będzie się z córką
          kontaktował, a wtedy jeszcze wydawało mi się, że tę ich relację trzeba
          podtrzymać za wszelką cenę. Po drugie - z chorą córką byłam uzależniona od jego
          kasy, a jak już napisałam wcześniej, na niańkę stać by mnie nie było.
          Nie pomagał w niczym, miesiąc po cesarce tachałam sama na 3 piętro w wysokiej
          kamienicy wózek, który ważył 18 kg - kupił TAKO, bo był najtańszy. Dostałam
          kilku krwawień, jechałam taryfą z niemowlakiem do ginekologa.
          Jeździłam po doktorach - nawet nie wiedział i nie wie, gdzie są te poradnie, w
          końcu stwierdził, że wyprodukowałam bubla.
          Istniał tylko sex, a ja tak byłam zdołowana siedzeniem na jego łasce i
          odrzuceniem mnie przez rodzinę, że wszystko akceptowałam. Zaczęłam w końcu
          dostawać ataków histerii ana sam jego widok. Jak córka miała ponad 2 lata,
          poszłam do psychiatry - za darmo w przykościelnej fundacji. Przez 4 mce brałam
          lek asntydepresyjny, co teraz też jest argumentem przeciw mnie, bo pojawia się
          groźba zrobienia ze mnie wariatki.
          W końcu rozjaśniło mi się we łbie, stwierdziłam, że te parę mcy do pójścia małej
          do przedszkola jakoś przetrzymam. Były groźby, nachodzenie moich rodziców,
          awantury. Potem sam się pozwał o alimenty i przedstawił się żonie jako niewinny
          i zbłąkany.
          To tyle w temacie mojego perfidnego rozkładania nóg, darcia kasy i wspaniałego
          kontaktu z dzieckiem oraz wyczulenia tatusia na potrzeby córki.
          Dziękuję za uwagę.
          I czuję się lepiej, że potrafię to wszystko z siebie wyrzucić i walczyć o spokój
          mojej córki.
        • madziulec Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 15:05
          Ale wlasnie ja sobei mysle, ze ja bym na przyklad nie chciala by moj syn sie
          zadawal z moja przyszywana ciotka, ktora nic tylko przynudza na zasadzie: tu
          mnie boli, tu spuchlam, jestem chora.

          Za to mam druga ciotke i wiem, ze ta z kolei jest swietnym kompanem i ostatnio w
          wakacje nauczyla moje dziecko plywac.


          I naprawde nie widze powodu, by przepraszac swiat za swoje istnienie, by
          wysluchiwac zali czyichkolwiek. Jak ktos ma nas dosc - nei kontaktujemy sie z
          tym kims.
          Nasze dziecko jesli bedzie sie chcialo kontaktowac z obca dla niego osoba -
          bedzi emialo na to czas.
          • zla.kobieta1000 Re: Kontakty z ojcem wyłącznie w mojej obecn. - s 21.03.09, 16:01
            Zgadzam się w 100%. A nierzadko dziecko wcale się nie czuje dobrze wywalone na
            cały weekend bądź część wakacji z ojcem i np. jego nową żoną, bo jest małe albo
            trudno mu tę sytuację zaakceptować. A same mamy chcąc być politycznie poprawne
            zachowują się, jakby nie miały prawa w ogóle się wypowiedzieć ani sprzeciwić w
            sprawie tatusia i jego kolejnej przyjaciółki albo dziadków-byłych teściów,
            którzy dziwnym trafem zawsze coś złego mają nt matki do powiedzenia i to przy
            dziecku. A sądzę, że gdybym była ex żoną, a tata chciał na siłę zabierać dziecko
            do swojego domu, gdzie mieszka jego nowa partnerka, to wszystkie by tu uznawały
            moje racje. Ale jestem lewą dupą to jestem be i nie daję biednemu tatusiowi z
            dzieckiem się spotykać, bo przecież pobyt przy piaskownicy w asyście i mojej i
            żony to mu w ogóle uwłacza i on nie może pełnić przy mnie roli ojca.
            Nie dam się zwariować i jednak będę walczyć o to, żeby moje dziecko nie było
            narażone na zło i jad. Jest za małe, żeby cokolwiek z tego zrozumieć, ocenić,
            przeciwstawić się czy po prostu mieć własną opinię. A pobyty w takim otoczeniu
            to dla mojej córki będzie najprostsza droga do nerwicy, bo z całego zachowania
            tej kobiety widzę, że ta sytuacja jest dla niej nie do zniesienia. I ja się temu
            nie dziwię, ale nie zamierzam wystawiać na jej złość własnej córki.
            • jogo2 Re: ojciec, ojciec uber alles 21.03.09, 22:38
              W wątku tym padło stwierdzenie, że ta pani ziejąca nienawiścią/niechęcią do
              dzieciaka toć to rodzina ojca dziecka jest a więc MA PRAWO być w czasie
              odwiedzin dziecka, zachowywać się, jak jej się podoba, itp. itd.

              Ja myślę, że rodzinę dziecka stanowi jego rodzona matka + jego rodzony ojciec.
              To czy ojciec ma żonę ma się nijak do rzeczy. Gdyby się był z nią po pierwsze
              rozwiódł, a po drugie ożeniłby się z matką dziecka byłaby to jego była żona.
              Rozumiem, że wówczas jej prawa do psucia atmosfery automatycznie spadłyby do
              zera. A ponieważ pan tata się zdecydował że jednak w tym łóżku ma wygodniejszy
              dołek, to akurat ta pani ma prawo mieć negatywny wpływ na relacje matki i
              dziecka. To nie jest tak że ta pani to jest rodzina ojca, a matka dziecka to
              cóż, kochanka czy sama nie wiem co. Jak już napisałam rodziną dziecka jest jego
              rodzona matka i jego rodzony ojciec. Reszta to są osoby postronne. Niestety
              takie są konsekwencje zdrady i czy ten pan ma czy nie ma żony to nie ma nic do
              rzeczy. Bo to co należy uszanować, to relacja rodzica z dzieckiem. O ile forum
              to jest ultra super poprawne politycznie i w kółko słyszy się tu piania na temat
              nieutrudniania kontaktów z OJCEM, to poproszę o sprawiedliwość i zrozumienie dla
              nieutrudniania MATCE, na którą spada ciężar wychowania dziecka w 95% przeważnie,
              sprawowania jej władzy rodzicielskiej. Tak jak założycielka wątku napisała,
              matka ma prawo do tego, aby jej rola nie była podważana w sposób jawnie wrogi
              lub ukrycie wrogi, lub pozornie przyjazny przez osoby trzecie.

              Akurat koleżanka chalsia, której jad aż kapie w tym wątku, jak temu
              przysłowiowemu gadowi z jej sygnaturki, ma bardzo komfortową sytuację, bo ma
              pieniądze i to niemałe, a nikt jej się nie miesza i nie nastawia dzieciaka do
              niej negatywnie. Ciekawe, jaka wtedy byłaby zadowolona.
              • de_la_hoya Re: ojciec, ojciec uber alles 21.03.09, 23:31
                jogo2 napisała:

                > W wątku tym padło stwierdzenie, że ta pani ziejąca nienawiścią/niechęcią do
                > dzieciaka toć to rodzina ojca dziecka jest a więc MA PRAWO być w czasie
                > odwiedzin dziecka, zachowywać się, jak jej się podoba, itp. itd.

                przeczytaj jeszcze raz co napisałam
                uważniej

                > Ja myślę, że rodzinę dziecka stanowi jego rodzona matka + jego rodzony ojciec.
                > To czy ojciec ma żonę ma się nijak do rzeczy.

                oj ma się i to bardzo
                i nawet nie o żonę chodzi a o każdą kobietę w jego życiu
                są mama i tata
                rozstają się
                tata ma nową fokę
                wg ciebie ta foka najlepiej żeby się z daleka od dziecka trzymała?
                ok, niech się trzyma, niech wychodzi z domu jak dzieć w odwiedziny do pana ojca
                przychodzi
                niestety w tej sytuacji skazujemy panią matkę na samotność do końca życia
                dlaczego?
                a no dlatego, że dziecko nie może przebywać w towarzystwie gacha matki tak samo
                jak w przypadku foki ojca
                skoro foka ojca ma siedzieć cicho to i niech gach się zamknie

                problem w tym, że gach najczęściej mieszka z panią matką
                więc skoro matka może to czemu ojciec nie?
                jest coś takiego jak przybrana rodzina
                po stronie pana ojca jest już taka rodzina
                matka nadal samotna

                > Jak już napisałam rodziną dziecka jest jego
                > rodzona matka i jego rodzony ojciec. Reszta to są osoby postronne.

                ale osoby postronne istnieją w życiu dziecka czy ci się to podoba czy nie

                > Bo to co należy uszanować, to relacja rodzica z dzieckiem.
                ...
                > Tak jak założycielka wątku napisała,
                > matka ma prawo do tego, aby jej rola nie była podważana w sposób jawnie wrogi
                > lub ukrycie wrogi, lub pozornie przyjazny przez osoby trzecie.

                ojciec rozumiem nie ma rzadnych praw?
                należy szanować relacje rodzica z dzieckiem ale pod warunkiem że są to relacje
                matki?

                > Akurat koleżanka chalsia, której jad aż kapie w tym wątku, jak temu
                > przysłowiowemu gadowi z jej sygnaturki, ma bardzo komfortową sytuację, bo ma
                > pieniądze i to niemałe, a nikt jej się nie miesza i nie nastawia dzieciaka do
                > niej negatywnie. Ciekawe, jaka wtedy byłaby zadowolona.

                a co to ma do rzeczy ile kto ma w portfelu?
                • madziulec Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 09:11
                  Mozliwe, ze troche bede generalizowac, zle zrobie to lekko celowo.

                  Otoz sytuacja z reguly wyglada tak: jest sobie zwiazek, powstaje dziecko, wiazek
                  sie rozpada.
                  Pan idzie precz i znajduje nowa pania, ktora nierzadko jest przyczyna rozpadu
                  tego pierwszego zwiazku, bo panu nie podobaja sie obowiazki w domu, koniecznosc
                  zmiany stylu zycia itp.

                  Ok. Pan zaklada nowa rodzine. I tu sie pojawia bardzo ciekawe zjawisko.
                  Podczas gdy ta pierwsza pani ma prawo ziac nienawiscia jak to ladnie piszecie do
                  drugiej pani, jesli ta sypiala z jej facetem podczas zwiazku, chociaz niektore
                  uwazaja ze nie ma prawa, to skad sie bierze nienawisc drugiej pani do tej pierwszej?

                  Sa oczywiscie rozne "drugie panie". Baby jak wiadomo sa zazdrosne. A zazdrosne
                  potrafia byc o blahostki. Skoro nie moga tamtej zabrac jej rudych wlosow (musi
                  byc ruda, bo przeciez wszystkie exie sa wredne) to ...:
                  - moze urodzic drugie dziecko (przeciez wtedy jej juz facet nie bedzie tak
                  bardzo zainteresowany dzieckiem z tego pierwszego
                  - moze walczyc o zmniejszenie alimentow (o... bardzo czeste)
                  - moze walczyc o zlikwidowanie kontaktow.

                  Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze mozna:
                  - urodzic dziecko prawie w tym samym terminie
                  - jezdzic na wakacje w te same miejsca wink
                  i wiele innych rownie zabawnych rzeczy.


                  I tak coz...
                  Nadal nie widze powodu, by dbac o kontakty dziecka z obca dla niego kobieta,
                  ktora jest nam wroga. Dzieci to wyczuja i nie beda sie czuly komfortowo.
                • nicol.lublin Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 09:15
                  hm...
                  dużo już tu powiedziano i nie wiem czy jest jeszcze sens wałkowania
                  tematu... ale rzeczywiście dziwnie wygląda ten watek, gdzie w
                  pierwszych postach ojciec normalny, kontaktowy i płacący, a w
                  końcowych podły, chamski, niezainteresowany i niebezpieczny?!?!

                  Moim zdaniem ojciec i matka mają takie samo prawo do decydowania o
                  dziecku. jednak dziecko mieszka z matką i siłą rzeczy większość
                  decyzji będzie pojemować matka (leczenie, wybór szkoły, wakacje
                  itp). ale! w sądzie zdecydują o alimentach i kontaktach - popieram,
                  bo to zdrowe, aby pewne rzeczy były na papierze.

                  wniosek końcowy: ojciec w wyznaczonych dniach i godzinach ma prawo
                  robić z dzieckiem co chce zapewniając mu bezpieczeństwo i
                  zaspokajając potrzeby. więc logiczne jest, ze zabiera to dziecko do
                  swojego domu! bo gdzie niby miałby zabrać? do hotelu? jego rodzina
                  nie ma ustalonych kontaktów z dzieckiem, ale to jakby satelity ojca.
                  są w jego zyciu, w jego mieszkaniu. mogą być zainteresowani - i
                  dobrze. ale jest też taka opcja, że będą obojętni. i raczej
                  skłaniałabym się do tej kwestii, ze pewnie żona i dzoeci męża mają
                  gdzieś to dziecko i nie będą się nim podczas tych wizyt zajmować.
                  ewentualnie może będzie się ono bawiło z dzieckiem brata
                  przyrodniego, bo chyba są w podobnuym wieku.
                  wierzę w to, że ojciec nie pozwoli by dziecku działa się krzywda. a
                  jak pozwoli? no cóż, to zdarza się i w małżeństwach, nie
                  przewidzisz... ale jak się stanie, to można wtedy zareagować. a po
                  dziecku na prawdę wszystko widać - bynajmniej po moim, a też ma 3
                  lata.

                  ja proponuję ochłonąć i przestać analizować zbyt wiele. i tak w
                  życiu wszystkiego nie przewidzisz. a pomysł wyjazdu to chyba trochę
                  strzał w stopę, bo wtedy większa szansa na kontakty w domu exa.
                  częstrze i dłuższe. bo w tym samym mieście, to można na 2-3 godz
                  zabrać dziecko, a do innego mista już nie, więc mogą pojawić się
                  komplikcje w postaci noclegów u ojca.

                  no i na koniec: zycie pisze różne scenariusze. często ojciec po
                  takiej walce jak tutaj sam stygnie jak już wygra i kontakty stają
                  się rzadsze i krótsze. może wystarczy przeczekać?
                • guderianka Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 09:35
                  oj ma się i to bardzo
                  i nawet nie o żonę chodzi a o każdą kobietę w jego życiu

                  Hm
                  Pisałaś , że DOBRO DZIECKA powinno być najwazniejsze
                  W zależności od ludzi tworzących skomplikowane układy partnerskie
                  to DOBRO może być realizowane w różny sposób
                  Jest na tym forum kobieta-nie pamiętam nicka niestety ale mam
                  nadzieję, że sie odezewie, która nie tylko zna next swojego exa, ale
                  również ich dzieci, Ba-czasem spotyka się z nimi wszystkimi, czasem
                  podwozi gdzieś swoje dzieci (i exa) oraz dzieci exa i nexi. I jest
                  super
                  W mojej sytuacji dobro dziecka zostało zachowane przez to, że mój ex
                  odszedł calkiem z naszego życia i założył "nowa"rodzinę. Z tego co
                  wiem ma dwoje dzieci, partnerkę i zyją sobie zgodnie. Ja
                  mam "nowego"męza, który adoptował starszą córkę, mamy
                  razem "nowe"dziecko. I zyjemy zgodnie. Dobro dziecka zostałoby
                  naruszone, gdyby ex chciał ingerowac w nasze życie. Naruszone byłoby
                  też jego "nowych" dzieci
                  Rozumiesz, co chcę powiedziec?
                  Nie ferruj wyroków jak bóg. Bo nie wiesz co oznacza dobro dziecka w
                  konkretnym przypadku..
                  • zla.kobieta1000 Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 18:05
                    Dzięki Wam za wszystkie przemyślenia, i te rozsądne i te uprzedzone. Boli mnie,
                    że dziecko może być traktowane jak rzecz, zabierane, skazywane na kontakty z
                    osobami mu nieprzychylnymi. Nadal jestem przekonana, że jest to po prostu
                    kopniak od tej pani w moją stronę, bo nikt normalny się tak nie pali do dziecka
                    kochanki i nie chce go siła wydzierać...
                    Jestem daleka od poprawności politycznej i to moje prawo, gdy dotyczy to jedynej
                    bliskiej mi osoby na tym świecie. A często czytając posty na forum, to mam
                    wrażenie że zabieranie tak małych dzieci na dłuższy czas przez byłego aprobują
                    zwłaszcza te panie, które są spragnione rozrywek po codziennym kieracie i
                    szybkiego układania sobie życia od nowa.
                    A rózny status finansowy rodziców - wiele ma do rzeczy i często wpływa na
                    postrzeganie rodzica przez dziecko, to tak a props tego, co pisały jogo mi de la
                    hoya.
                    Mam opinię prawnika, że mogę ubiegać się o kontakty córki wyłącznie z ojcem, bez
                    osób postronnych i to moje prawo. Nie pozwolę, żeby czyjeś resentymenty,
                    oschłość i niechęć zniszczyły moje dziecko.
                    Nie może być tak, że tylko ojciec, zresztą nie najlepszy, ma prawa a ja żadnych,
                    bo głupio wybrałam partnera i połowa dyskutantek jest do mnie uprzedzona.
                    Amensmile
                    • rybka.marcowa Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 21:10
                      Życzę Ci aby sytuacja rozwiązała się pomyslnie dla Ciebie,ale i dla córci.
                      Rozumiem że masz obawy co do zachowania żonki ale dzieci potrafią stopić serce
                      więc może nie byłoby aż tak żle...
                      Nie mam zamiaru Cie potepiac bo wiem jak bardzo facet potrafi omamić i jak łatwo
                      jest narobić głupot.
                      Najważniejsze że już nie jesteś tą trzecią i umiesz się przyznac do błędu.
                      Trzymaj sie
                • chalsia Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 22:56
                  > > Akurat koleżanka chalsia, której jad aż kapie w tym wątku, jak temu
                  > > przysłowiowemu gadowi z jej sygnaturki, ma bardzo komfortową sytuację, bo
                  > ma
                  > > pieniądze i to niemałe, a nikt jej się nie miesza i nie nastawia dzieciak
                  > a do
                  > > niej negatywnie. Ciekawe, jaka wtedy byłaby zadowolona.
                  >


                  > a co to ma do rzeczy ile kto ma w portfelu?
                  >

                  no własnie.
                  A co Jogo miala na myśli, że "nikt się jej nie miesza", to nie wiem.
                  • madziulec Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 23:22
                    Ja mysle, ze czasem to, ile ma sie w portfelu ma sporo do rzeczy.

                    Moja matka bowiem podsumowala to kiedys bardzo trafnie, ze albo rezygnuje z 800
                    PLN alimentow, ktore dostaje i wtedy bede dumna, ale .. no trudno powiedziec czy
                    koniecnzie zawsze najedzona i ubrana, albo bede miala dodatkowe 800 PLN w
                    budzecie, za to czasem bede zmuszona znosic fochy mojego eksa.

                    Tu niestety kompromisu nei ma. A szkoda.
                    • zla.kobieta1000 Re: ojciec, ojciec uber alles 22.03.09, 23:55
                      A ja jeszcze tak sobie myślę, że nieraz ojciec sobie "kupuje" miłość dzieci.
                      Jeśli masz przeciętna pracę i nie za duże alimenty, to żyjesz z dzieckiem bez
                      szaleństw... A na spotkaniu z tatą masa atrakcji, ciuchy, prezenty... nie bywa
                      tak czasem?
                      • chalsia Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 00:07
                        zla.kobieta1000 napisała:

                        > A ja jeszcze tak sobie myślę, że nieraz ojciec sobie "kupuje" miłość dzieci.
                        > Jeśli masz przeciętna pracę i nie za duże alimenty, to żyjesz z dzieckiem bez
                        > szaleństw... A na spotkaniu z tatą masa atrakcji, ciuchy, prezenty... nie bywa
                        > tak czasem?

                        bywa.
                        No i co?
                        Sa dwie możliwe reakcje matki w takiej sytuacji:
                        1 - zazdrośc, zawiśc oraz strach, że to dziecku oraz matki relacji z dzieckiem
                        zaszkodzi, czyli skupienie się matki na warstwie materialnej w kontakcie z dzieckiem
                        2. - zadowolenie, radośc, że chociaż ten drugi rodzic może coś fajnego, drogiego
                        zafundować, a matka ze swej strony jest w stanie zaoferować dziecku takie
                        wartości (niematerialne), że dziecko "nie da się przekupić"
                        • madziulec Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 07:50
                          Wiesz co?
                          Czasem mam wrazenie, ze zyjemy w jakichs innych swiatach, a Ty opowiadasz
                          "oczywiste oczywistosci".

                          Przez pare lat jezdzilam codziennie okolo 30 km do pracy. Marne 30 km, ktore
                          bylo trasa dojazdowa do Warszawy. Zajmowalo od 1 do nawet 2,5 godziny. Stres
                          ciagly, bo uwaga napieta, bo nerwy, ze nei zdaze i znow beda krzywo patrzec w
                          przedszkolu.
                          Codziennie wracalam do domu o 18. A raczej do przedszkola (wczesniej zlobka).
                          Potem pedem do domu, kolacja i wlasciwie spac (maly potrafi jesc 1 kanapke 1,5
                          godziny).
                          Przychodzil weekend a ja pedem po zakupy, jakies sprzatanie, prasoanie czy
                          gotowanie.

                          I do 3-go roku zycia (dokladnie do dnia 3 urodzin) moje dziecko nie przespalo
                          zadnej nocy. Budzil sie 4-5 razy.

                          Byly momenty, ze myslalam, ze nie pociagne.


                          I piszesz o skupianiu sie na zadowoleniu i radosci??? BYlam zmeczona, skopana,
                          wciaz w sadach, bez kasy, z koszmarnymi rosnacymi dlugami.


                          I po to, by ta sytuacja miala happy-end. Rok temu zmienilam prace. Jade 7 minut.
                          Malego odbieram 16:15, potem zakupy, ktore obecnie moge spokojnie w tygodniu
                          zrobic.
                          Sobota, neidziele - jestem wyspana, nie zestresowana.
                          W tygodniu mam czas by pogadac z malym, porobic cos, pobawic sie po prostu.

                          Mysle jednak, ze wiekszosc kobiet ma permanentnie sytuacje podobna do tej mojej
                          pierwszej.
                          Amerykanskiego zycia nie wiedziemy.
                    • de_la_hoya Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 00:35
                      madziulec napisała:

                      > Moja matka bowiem podsumowala to kiedys bardzo trafnie, ze albo rezygnuje z 800
                      > PLN alimentow, ktore dostaje i wtedy bede dumna, ale .. no trudno powiedziec cz
                      > y
                      > koniecnzie zawsze najedzona i ubrana, albo bede miala dodatkowe 800 PLN w
                      > budzecie, za to czasem bede zmuszona znosic fochy mojego eksa.

                      a czy twoja matka rozumie, że to nie jest 800zł na twoje waciki ale kasa dla
                      dziecka?
                      nawet jakbym miała za co żyć to nie widzę powodu dla którego szanowny sprawca
                      miałby nie płacić na dziecko
                      skoro jemu się należy niech ojciec płaci, najwyżej kasa będzie leżała na koncie
                      czekając na lepsze czasy albo na pełnoletność dziecka
                      nie walczenie o pieniądze dla dziecka jest okradaniem go
                      a co do fochów exa to nie ma zasady, czy płaci czy nie płaci to albo
                      odpierdziela manianę albo zachowuje się jak człowiek
                      • madziulec Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 07:43
                        Moja matka wbrew pozorom doskonale to rozumie i zajmujac sie moim dzieckiem
                        dzien w dzien przez 2 lata dziecka, wyjezdzajac z nim co roku na ferie czy
                        wakacje doskonale zdaje soebie sprawe z tego ile kosztuje nawet tylko jedzenie
                        dla malego, nie mowiac o ubraniach czy lekach.

                        A fochy.. Akurat przyznam, ze niestety taki fochowaty egzemplarz sie trafil,
                        ktoremu sie wydaje, ze z pieniedzy za alimenty oplacam rachunek teleefoniczny wink
                        • zla.kobieta1000 Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 09:41
                          W sumie, ten rachunek telefoniczny tez jest częścią Twoich kosztów utrzymania
                          dzieckawink. Tak jak i jakaś część opłat za czynsz, media itp. Wydatki na dziecko
                          to nie tylko jedzenie, ubrania i pampersy.
                          • madziulec Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 11:23
                            Ja gdy dziecko choruje obrywam finansowo potrojnie:
                            - 80% wynagrodzenia
                            - premie diabli biora
                            - wyzsze wydatki (bo leki...).

                            Szlag mnei bierze, bo oczywiscie pan i wladca kupil wspanialomyslnie
                            kurteczke dziecku. Wydal na to 80 zl, szkoda ze nei zapytal, bo
                            kurteczki takie dziecko ma 3... I za to potrzebuje drastycznie
                            spodni...
                            Ale jak cos i sprawa w sadzie to co pan i wladca pokaze? Rachunek,
                            ze kupil kurteczke. Genialnie.
                            Nie, ja nie jestem niewdziecznica. Chcialabym jednak, by np. ze
                            sklepu zadzwonil i powiedzial - mam 80 zeta na dziecko, co kupic?
                            Ale musial sie wykazac, bo odwozil malego do mojej mamy...
                      • zla.kobieta1000 Re: ojciec, ojciec uber alles 23.03.09, 09:39
                        To wytłumacz mi, czemu tak uszczypliwie traktujesz np. moje starania o alimenty?
                        Bo córka nie małżeńska? To nie są sprawiedliwe sugestie, że chcę sobie zalegać w
                        domu za jego kasę, bo sąd weźmie też i to pod uwagę, że koniec wychowawczego tuż
                        tuż, że córcia pójdzie do przedszkola, że z moim wykształceniem mogę pracować
                        tam i tam. Weźmie też pod uwagę możliwości drugiej strony, które są jednak większe.
                        A co do wychowawczego i zalegania w domu, była to wspólna decyzja, spowodowana
                        m.in. schorzeniami mojej córki i koniecznością doprowadzenia jej do lepszego
                        stanu. Co mi się zresztą w dużej mierze udało, a była to nie tylko kwestia kasy
                        tatusia, ale też i odpowiedniego żywienia,traktowania, interwencji lekarskich w
                        porę i mojej aktywnej współpracy z rehabilitantami.
                        Dziwnym trafem mamy-byłe zony domagając się wysokich alimentów walczą o godne
                        warunki życia dzieci, a mamy - nie żony chcą się pławić w luksusie za kasę ojca
                        dziecka. To dość jednostronne rozumowanie, zresztą ja za kasę tego pana ani nie
                        jadłam, ani głupich rajstop sobie nie kupiłam, te pieniądze były wyliczone na
                        to, co niezbędne dla córki i tak - o zgrozo - na opłaty za czynsz i media. A ta
                        relacja też miała się zmienić z moim pójściem do pracy, aczkolwiek pan
                        deklarował, że będzie dokładał starań, żeby poziom życia córki był równy
                        poziomowi zycia jego dzieci małżeńskich.
                        A co do kasy jeszcze... Bardzo często rodzic bogatszy jednak gra dzieckiem i na
                        każdym kroku demonstruje, jak to mu się w życiu udało, a ta matka to
                        nieudacznica. Tylko że przez pewien czas po rozstaniu wiele matek prowadzi taki
                        tryb życia, jak to opisała madziulec, dodajmy zwolnienia lekarskie (a więc 80%
                        wynagrodzenia, nie 100%) i często spore, niespodziewane wydatki.
                        Może ja też za rok, dwa, kiedy uda mi się rozkręcić moje plany zawodowe, będę
                        sobie te alimenty i bogactwo tatusia lekko traktowała. Gorzej, jeśli się nie uda.
Pełna wersja