Dodaj do ulubionych

Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontakty

20.03.09, 21:38
Mam taki problem, częściowo związany z obecnymi aferami o opiekę i kontakty
ojca z dzieckiem, a częściowo z okolicznościami finansowymi.
Złożyłam w sądzie wniosek o ustalenie miejsca pobytu córeczki (2,9 m-cy) przy
matce i ustalenie kontaktów z ojcem w mojej obecności. O perypetiach z tym
związanych piszę w innym wątku zresztą.
Córka mieszka ze mną od urodzenia, ojciec nigdy nie kwapił się z zabieraniem
jej do siebie, ujawnianiem faktu posiadania dziecka rodzinie itp. Teraz robi
jazdy, bo w końcu po ponad 2,5 rocznej szarpaninie o pieniądze pozwałam go o
alimenty, no i żona o wszystkim się dowiedziała.
Tatuś wyliczył swoją zdolność do płacenia na symboliczną kwotę, ok. 20% tego,
co wcześniej płacił dobrowolnie. Jestem na wychowawczym, więc pokrywał całość
kosztów utrzymania córki, tak się umawialiśmy. Nie jestem w stanie wrócić do
pracy przed wrześniem, bo w tej chwili po opłaceniu niani bądź pryw
przedszkola zostałyby mi pieniądze co najwyżej na jedzenia dla córki. Mam duże
koszty, kredyt hipoteczny, nie mam w tej chwili środków do życia, a nawet
gdyby ktoś się zajął dzieckiem za darmo, to moja pensja + te groszowe alimenty
nie wystarczą na pokrycie obecnych kosztów... No i tak sobie wymyśliłam, że
mogłabym sprzedać mieszkanie, póki jeszcze da się na nim coś zarobić i
przeprowadzić się z małą do większego miasta, gdzie prawdopodobnie będę miała
większe możliwości zatrudnienia zgodnego z moimi umiejętnościami. Tam bym coś
wynajęła, a za jakiś czas może udałoby mi się ponownie kupić jakieś mieszkanko.
Czy mogę załatwiać sprawę przeprowadzki zanim sąd podjął decyzję o pozostaniu
dziecka przy mnie, co najprawdopodobniej i tak się zdarzy? Zaznaczam, że córka
jest u mnie zameldowana i silnie ze mną związana emocjonalnie. Oczywiście nie
myślę o robieniu z tego tajemnicy, ale o powiadomieniu jej ojca o zmianie
adresu. A niestety pewnie szybciej sprzedam mieszkanie i się wyprowadzę niż
dojdzie do sprawy o ustalenie kontaktów. Na sprawę o alimenty czekam 2 mce, a
pewnie i tak pierwsza sprawa będzie dotyczyć zabezpieczenia alimentacji. A ja
już w tej chwili nie mam za co żyć z dzieckiem.
I wreszcie, co do kontaktów - nie mam auta i nie prowadzę, dziecko bez przerwy
choruje, nie wyobrażam sobie targania jej w zimie pociągiem 250 km, żeby tatuś
się parę godzin pobawił nią jak maskotką. Czy można i jego zobowiązać do wizyt
w naszym nowym miejscu zamieszkania? Ma auto i wolny zawód, prowadzi
działalność gospodarczą i sam decyduje o trybie swojej pracy. Z kolei dziecko
jest małe, jego rodzina nastawiona do nas wrogo i na pewno nie zgodzę się na
pobyty córki tam na cały np. weekend, choćbym nawet miała sprzeciwić się
decyzji sądu i nie wydać dziecka.
Obserwuj wątek
    • tika-tika Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 20.03.09, 23:26
      ojciec mojego dziecka mieszka ponad 200 km od nas i nie wyobrażam
      sobie że dziecko może zabrać do siebie, gdy dziecko jest blisko
      łatwiej interweniować gdyby działo mu się coś złego.
      a z drugiej strony pomyśl do czego może być zdolna żona ojca
      Twojego dziecka mając świadomość że mąż jedzie taki szmat drogi do
      dziecka i kobiety z którą miał romans ? ktoś kto zdradził zdradzi
      ponownie -będzie pełna obaw i nienawiści do Ciebie i dziecka pewnie
      też . ale możliwości zarobkowe związane z Waszą ewentualną
      przeprowadzką są również bardzo ważne
      pozdrawiam
      • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 09:06
        Widzisz, naprawdę uważam i cały czas to powtarzam ew moim drugim wątku, że ta
        kobieta nie ma najmniejszego prawa naciskać na określone relacje ojca z
        dzieckiem. On też zresztą najpierw zgadzał się na spotkania na pl. zabaw, a
        potem ona zaczęła go nakręcać i te spotkania odwoływał, no i zaczął straszyć, że
        zabierze córkę do siebie.
        Dla mnie oni oboje mogą brać udział w tych spotkaniach, niech córka bawi się z
        ojcem w miejscu publicznym, ona i ja możemy gdzieś z boku siedzieć i się nie
        wtrącać. A on ma kasę, auto i stać go na podróż, przecież to nie musi być co
        tydzień. I tyle. Interesują mnie raczej aspekty prawne przeprowadzki i żeby nie
        zostało to przez sąd odebrane jako wywiezienie dziecka gdzieś tam. Ale jeśli od
        razu zawiadomię go listem poleconym o zmianie adresu, to chyba wszystko powinno
        być ok?
    • braktalentu Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 13:45
      "Nie jestem w stanie wrócić do pracy przed wrześniem, bo w tej
      chwili po opłaceniu niani bądź pryw przedszkola zostałyby mi
      pieniądze co najwyżej na jedzenia dla córki. Mam duże koszty, kredyt
      hipoteczny, nie mam w tej chwili środków do życia, a nawet
      gdyby ktoś się zajął dzieckiem za darmo, to moja pensja + te
      groszowe alimenty nie wystarczą na pokrycie obecnych kosztów... "

      Na Twoim miejscu nie informowałabym o tym sądu. Jeżeli zaszłaś w
      ciążę z mężczyzną nie będącym Twoim mężem, nie ma on ŻADNEGO
      obowiązku prawnego wspierać Cię finansowo. Jego zobowiązania dotyczą
      TYLKO dziecka. Fakt, że posiadasz kredyt i wysokie koszty utrzymania
      to TWÓJ i TYLKO TWÓJ problem. Twój kredyt hipoteczny nie jest
      kosztem utrzymania dziecka.

      Pomysł przeprowadzki do większego miasta, celem podjęcia pracy i
      podniesienia w ten sposób standardu życia dziecka jest jak
      najbardziej trafiony. Tyle, że sędzia musiałby być głuchy i ślepy,
      żeby nie zorientował się, że Twoja wyprowadzka o 250km pod
      pretekstem szukania pracy to próba utrudnienia kontaktów dziecka z
      bliskimi, tj. ojcem, macochą i przyrodnim rodzeństwem (bez względu
      na to czy masz, czy nie masz racji tak postępując).
      Z dzieckiem trzyletnim można się spokojnie komunikować. Gdyby w domu
      ojca działa się Mu jakaś krzywda to w ten czy inny sposób da Ci o
      tym znać. Dziecko jest emocjonalnie związane z ojcem, o czym pisałaś
      w poprzednich postach, więc RODeK działa na Twoją niekorzyść. Myślę,
      że sąd wyrazi zgodę na weekendy, część świąt, wakacji i ferii u
      ojca. I na marginesie tego postu myślę też, że działając wbrew
      postanowieniu sądu kolejny raz zadziałasz na niekorzyść córki.
      • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 16:19
        Moje dziecko ma matkę, a macochy mu nie potrzeba, bo jak na razie ja jeszcze
        żyję. Rodzeństwo wcale nie życzy sobie kontaktu z moją córką, a lubi jedynie
        straszyć mnie głuchymi telefonami. Nie ma gwarancji, że mojemu dziecku będzie
        tam z nimi dobrze, poza wszystkim jest poważnie chore, a pan nigdy się jej
        stanem zdrowia nie interesował. I jakoś dziwnie jednak dziecko czuje się i
        zachowuje o wiele lepiej, kiedy go przy nas nie ma.
        Moja córka jest na tej samej dokładnie zasadzie związana z babcią, bo też się z
        nią potrafi fajnie pobawić, a częściej wspomina moją najlepszą koleżankę i
        zabawy z nią niż ojca.
        Nie jest to dobry człowiek i jego rodzina nie jest dobrym otoczeniem.
        Moje pytanie było takie, czy ktokolwiek może zabronić mi przeprowadzki, jeśli
        córka jest po prostu zameldowana ze mną, a wniosek o pobyt przy matce i
        ustalenie kontaktów wcale nie był rozpatrywany.
        Dziewczyny, myślę, że trochę dajecie się zwariować, wcale nie jestem pewna, czy
        życie w dwóch domach i stykanie się z antagonizmami jest dla dzieci dobre, a tak
        jest w wielu przypadkach. Kiedyś matki to były dla sądów święte krowy, a teraz
        to są ojcowie.
        • braktalentu Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 17:07
          Jeżeli chcesz dyskutować o tym, czy Twoje dziecko ma, czy nie ma
          macochy (macocha to powinowata, osoba bliska, żona ojca -
          najczęściej druga, nie będąca matką dziecka i pozostająca nią bez
          względu na stan "żywotności" biologicznej matki, jak również bez
          względu na relacje z ojcem dziecka, alebowiem nawet w wypadku
          rozwodu powinowactwo nie ustaje), oraz czy obecność ojca w życiu
          Twojej córki jest zbędna, to ja oczywiście chętnie Ci z kaloszami w
          życiu się zamelduje (z jakiegoś powodu ludzie siedzą na forach-smile)).

          Tu nie musisz uzasadniać swojej decyzji o wyprowadzce. Ja zwracam
          tylko Twoją uwagę na fakt, że jeżeli przed sądem będziesz
          argumentowała tak jak na forum, to nikt nie uwierzy w wyprowadzką
          250km dalej "za chlebem".
          Czy teraz możesz się przeprowadzić z dzieckiem? Tak, możesz. Tak jak
          i ojciec może wziąć córkę za rękę i zabrać do siebie. I jeżeli
          poczuje się przez Ciebie oszukany, albo będzie Mu bardzo zależało,
          to przyjedzie te 250 km i tak zrobi, a Ty niestety będziesz
          bezsilna, bo bez ustalonego miejsca pobytu dziecka przy Tobie
          policja Ci nie pomoże.

          Do czasu ustalenia przez sąd, przy którym z Was dziecko będzie
          mieszkało oboje macie takie samo prawo i miejsce zameldowania córki
          nie żadnego znaczenia.

          Pamiętaj też, że w sądzie Twoje słowa zostaną skonfrontowane ze
          słowami ojca. Ty opowiesz o potencjalnie złym traktowaniu w Jego
          domu, a On o tym jak nie pozwalasz na powstanie więzi między
          rodzeństwem. Istnieje tendencja do rekonstruowania rodzin i sądy
          często teraz uznają, że kontakty dziecka z powinowatymi, a
          szczególnie przyrodnim rodzeństwem to argument przemawiający za
          wizytami w domu taty i noclegami tamże. Przy słowach przeciwko
          słowom i braku dowodów badanie w RODK-u jest wersją bardzo
          prawdopodobną i nie sądzę żeby udało się w trakcie takiego badania
          wychwycić pogorszenie zachowania córki w wyniku obecności ojca, a
          nawet jeżeli to bardzo ewidentne to może zostać odebrane jako Twój
          wpływ na emocje dziecka (negatywne przedstawianie ojca).

          Nie jestem zwolenniczką traktowania któregokolwiek z rodziców jak
          świętej krowy. Wolę, żeby przewagę nad społecznymi stereotypami miał
          zdrowy rozsądek.
          • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 19:39
            A ja wolę, żeby moje dziecko nie miało nerwicy, nie było bite, wyzywane, źle
            traktowane albo zaniedbane. Co do przyrodniego rodzeństwa... Czy chciałabyś
            bliżej poznać się z siostrą cyklofreniczką, która dostała nawet wobec rodziców
            ataku furii i przez parę tygodni była najpierw w jednym szpitalu
            psychiatrycznym, a za jakiś czas w drugim? A to akurat jest do udowodnienia -
            może i on ma sporą kasę, ale kart leczenia z oddziałów zamkniętych chyba nie
            wykradnie?
            • braktalentu Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 20:04
              Powtarzam, nie ma znaczenia co myślę o Twojej sytuacji. Nie musisz
              mnie przekonywać do swoich racji, bo nie ja będę decydowała w tej
              sprawie. Pokazuję Ci tylko, jak na Twoją argumentację może spojrzeć
              sąd.
              Choroba psychiczna siostry nie stanowi przeszkody w nawiązywaniu
              więzi między rodzeństwem. Fakt, że przebywała na oddziale zamkniętym
              świadczy o odpowiedzialnym podejściu rodziców (mogli przywiązać do
              kaloryfera-sad). Zachowania dużego psa wobec dziecka też nigdy nie da
              się przewidzieć. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zostawia dziecka z
              takim psem sam na sam. Posiadanie dużego psa, nawet niebezpiecznej
              rasy nie stanowi argumentu przeciw pozostawaniu dziecka w domu ojca.
              To samo dotyczy mieszkania z cyklofrenikiem. Wystarczy, że sąd
              uwierzy ojcu, że nigdy nie zostawi sióstr bez dozoru.

              Ja rozumiem, że Ty "wolisz", ale sąd nie będzie się kierował Twoją
              wolą. Jeżeli wyskoczysz z nerwicą, biciem i wyzywaniem, to zapytają,
              czy dziecko u ojca już nocowało i czy w trakcie tego noclegu takie
              zajścia miały miejsce, czy są tylko projekcją Twojej niechęci do
              rodziny ojca dziecka. Dbałość o chorą córkę (hospitalizacja) będzie
              świadczyła na korzyść ojca, który najwyraźniej nie zaniedbuje
              własnych dzieci.

              Jeżeli wolisz przeczytać, że masz absloutną rację i, że sąd na pewno
              przyzna Ci rację, to niestety nie mogę poprawić Ci samopoczucia.
              Chyba, że założysz wątek "oszukujcie mnie, proszę".
              • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 21:14
                Tu nie chodzi o oszukiwanie mnie. Ale o ścieranie się argumentów, żebym była
                przygotowana na każdą kwestię w sądzie lub w RODK. Czy naprawdę nikt nie widzi,
                że moje dziecko może być tam bardzo źle traktowane? Jakoś dziwnym trafem ojciec
                mojej córki do czasu mojego pozwu o alimenty miał ją z lekka w d..., przychodził
                nieregularnie, wg swojego widzimisię, prowokował kłótnie przy dziecku, przy niej
                straszył mnie odebraniem jej.
                Dlaczego do cholery mam się przekonać po faktach, że coś poszło nie tak? Zdrowia
                albo nerwów mojej córce nikt nie wróci. Mogą jej nie dać jeść przez pół dnia, a
                ja się nic nie dowiem, ona jest taka, że nawet jak jej coś nie pasuje, to się
                nie upomina. Można ją o coś zapytać, a ona mówi zupełnie inaczej niż było. To na
                litość boską tylko małe dziecko, które nie do końca ma świadomość pewnych spraw
                i nie rozumie, co jest grane i co jest właściwe, a co nie, także wobec niej.
                Jaką mam gwarancję, że ta kobieta dobrze ją potraktuje? Jakie ona ma ku temu
                powody? Czy wygrażanie mi przez nią przejęciem opieki nad MOJĄ córką to
                odpowiedzialne zachowanie dorosłej osoby, która chce nawiązać dobrą relację z
                cudzym dzieckiem?
                No ludzie, teraz powinnam przed nimi na kolanach klęczeć, bo mi taki zaszczyt
                wyświadczają, że wydzierają mi siłą moje dziecko po to, żeby mi dokopać. Taka tu
                jest prawda. Niemniej dzięki za argumentację, będę miała możliwość obmyślić
                sensowne kontrargumenty i środki zaradcze na to wszystko.
              • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 21.03.09, 21:21
                A jeszcze co do przebywania tej dorosłej córki na oddziale zamkniętym i troski
                rodziców o nią. Są psychiatrzy na telefon, którzy są w stanie uspokoić człowieka
                nawet w ostrym ataku psychotycznym odpowiednim lekiem, potem taki człowiek
                chodzi do psychiatry, robi sobie różne badania itp. i może być leczony w domu.
                Sama znam taki przypadek, kobieta od lat leczy się na schizofrenię, dostała
                pierwszego ataku omamów przed sprawą rozwodową, rodzina się nią zaopiekowała i
                pani ani dnia z psycholami nie przebywała. Normalnie żyje i pracuje, bierze
                leki.Wszystkie badania z domu, konsultacje w domu, potem w pryw gabinecie.
                A do czego zmierzam - otóż starsza córeczka uroczego tatusia została zapakowana
                do psychiatryka, tam po nafaszerowaniu prochami wykorzystał ją seksualnie
                pielęgniarz, a inna pacjentka ją pobiła. Znam tę relację od tatusia, który
                wiedząc to wszystko nie zdobył się na żadne kroki, żeby wyegzekwować jakąkolwiek
                sprawiedliwość.
                I takie stawianie przez niego wielu spraw mnie poraża. On się po prostu biernie
                przygląda, jak się coś dzieciom dzieje i stwierdził, że jakby np. któreś jego
                dziecko zachorowało i umarło, to widocznie tak miało być, więc on by nie czuł żalu.
                • nicol.lublin Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 09:26
                  pominę twój ostatni post, bo brzmi jak z telenoweli.

                  czy wzięłaś choć przez chwilę pod uwagę, że w domu taty twoje
                  dziecko bedzie się dobrze czuło? że zostanie zaopiekowane,
                  nakarmione i nie zje go pies? że może obejrzy więcej bajek niż
                  zwykle i zje tonę słodyczy zamiast obiadu, ale będzie jej tam fajnie?

                  ja też początkowo miałam różne dylematy, ale z czasem to przechodzi.
                  tylko ja jakoś wyzbyłam się żalu do exmęża. wiem, że dziecko kocha i
                  umyślnie nie skrzywdzi. a wypadek może zdarzyć się wszędzie, także w
                  naszym domu.
                • pelagaa Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 10:09
                  Jak czytam takie bzdety, to mi sie flaki wywracaja.
                  A co zrobilas z ta wiedza cala na temat tego okropnego faceta, z
                  duza kasa dodajmy, kiedy bzykalas sie z nim wiedzac, ze ma rodzine i
                  paskudny charakter?
                  To ty zadbalas o to, zeby twoje dziecko mialo takiego, a nie innego
                  ojca, a teraz dorabiasz ideologie do odciecia dziecka od niego.
                  Jesli tak bedziesz argumentowac w sadzie, jestem spokojna o los
                  twojego dziecka, bo madry sedzia na pewno umozliwi ojcu spotkania w
                  swoim domu. Dla dobra dziecka, nie biorac pod uwage dorobionej przez
                  ciebie ideologii.
                  • guderianka Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 10:14
                    > A co zrobilas z ta wiedza cala na temat tego okropnego faceta, z
                    > duza kasa dodajmy, kiedy bzykalas sie z nim wiedzac, ze ma rodzine
                    i
                    > paskudny charakter?

                    Pelagaa chwyt poniżej pasa i ...poniżej twojego poziomu.
                    Spodziewałam się po tobie bardziej merytorycznych argumentów niż te
                    o spółkowaniu. Gdybyś czytała uwaznie przeczytałabyś, że przypłaciła
                    to własną chorobą.Ale w sytuacji gdy jest ofiara i kat społeczeństwo
                    broni kata bo jest silniejszy. I wiadro pomyj wylewa się na kobiety,
                    które tkwią latami w związku z przemocowcem psychicznym lub
                    fizycznym , alkoholikiem lub hazardzistą. Bo jak one moga...
                    Żenua pelagoo sad
                    • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 10:29
                      a jak tak czytam i czytam co w kilku watkach złakobieta pisze i musze przyznać,
                      że jej nick DOKŁADNIE odzwierciedla z góry przyjęte przez nią założenie. Wątki
                      przez nią założone nie służą jej refleksji, ona szuka jedynie potwierdzenia tego
                      co sobie wymyślila.

                      Nie chce mi się teraz szukać, ale pisze rzeczy, które pokazują, że nie liczą się
                      dla niej fakty a jedynie jej uprzedzenia - w jednym miejscu pisze, że ojciec
                      gadał przy dziecku do niej różne wstrętne rzeczy, potem pisze, że powiedziała mu
                      co na ten temat myśli i facet PRZESTAŁ tak się zachowywać. No więc skoro
                      przestał, to znaczy, że TERAZ już tego nie robi, więc nie powinno się brać tego
                      pod uwagę jako argument przeciwko spotkaniem z jcem w jego domu. Tym bardziej,
                      że obecnośc matki i tak dziecka przed tego typu tekstami nie chroniła.

                      I tak jeszcze bardziej ogólnie - uważam, że najlepiej by autorka wątku zrobiła,
                      gdyby przepracowała z terapeutą swoje emocje - bowiem podejmowanie decyzji
                      życiowych dotyczących siebie i dziecka na podstawie uprzedzeń i wyimaginowanych
                      obaw to kiepska sprawa.
                      • guderianka Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 10:49
                        Ja na dzień dzisiejszy nie potrafię czytać wypowiedzi autorki bez
                        subiekktywnych odczuć bowiem okazało się,że ją znam , wiem jaką jest
                        osobą, jej nick nie odzwierciedla jej osobowości a to co pisze
                        układa się w całość dopiero gdy zna się wszystkie fakty i ją samym-
                        na co niestety samo forum nie pozwala

                        Odnośnie jednak tego co napisałaś chalsiu-NIC nie usprawiedliwa
                        podłego tekstu, który napisała pelagaa
                        • pelagaa Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 12:52
                          Nie zamierzam usprawiedliwiac tego, co napisalam, bo napisalabym to
                          jeszcze raz, bo to moje zdanie. Twoja uwaga jest odgryzieniem sie za
                          zwrocenie ci uwagi w innym watku, no i ok, twoje prawo, mnie to
                          traca.
                          A uzalac sie nie zamierzam nad kims, kto plodzi dziecko z zonatym,
                          dzieciatym, z owa rodzina zyjacym facetem. Nie widze ofiary w kims,
                          kto dobrowolnie wchodzi w taki zwiazek, tkwi w nim i plodzi z niego
                          dziecko. W facecie nie widze kata, bo nie sadze, aby ja zgwalcil.
                          Ponosi konsekwencje swoich czynow utrzymujac w 100% nie tylko
                          dziecko, ale i matke tegoz nieslubnego dziecka. Dziecko widuje,
                          skoro ma ono wiez z ojcem i w RODKU, jak sama matka pisze badania
                          wyjda na jego korzysc. Puscil sie na boku, widac musi ladnie
                          uzalezniac kasa od siebie swoje kobiety, skoro zona nie kopnela go w
                          zadek, a i kochanka odgryza sie na nim, walczac dzieckiem, za to, ze
                          na wlasne zyczenie znalazla sie w malo komfortowej sytuacji.

                          Bardzo jestem ciekawa ile z Was ma wyrozumialosc dla kobiet, z
                          ktorymi Wasi mezowie odeszli i czy tez uzalalybyscie sie gdyby byly
                          w ciazy i chcialy odciac dzieci od ojcow. I jesli ktoras
                          postanowilaby wybaczyc mezowi, ile z Was pozwoliloby na spotkania z
                          dzieckiem w domu i w obecnosci kochanki i jak psychicznie te
                          spotkanial przezywalaby, snujac wizje co oni tam robia.
                          Gratuluje wyrozumialosci, jednak ja wieksza mam dla zdradzanej zony
                          i dla dziecka, ktore ma prawo do znania wlasnego ojca.
                          • guderianka Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 18:01
                            Twoja uwaga jest odgryzieniem sie za
                            > zwrocenie ci uwagi w innym watku, no i ok, twoje prawo, mnie to
                            > traca.


                            Ty masz chyba jakieś kompleksy wink

                            To co napisałaś było chamskie a ja nie potrzebuję innego wątku by
                            się na kimkolwiek za cokolwiek odgryzać. No ale cóż-mierzy się
                            własną miarą.

                            A to o czym piszesz dalej w swojej wypowiedzi
                            To nie kwestia wyrozumiałości. NIKT nie usprawiedliwa ani jego ani
                            jej. Nawet ona sama się nie usprawiedliwa. I nie prosi o biczowanie
                            i osąd ale podpowiedź. Nie prosi o ocenę sypiania z tym gościem ale
                            o poradę dotyczącą dziecka

                            Nie widze ofiary w kims,
                            > kto dobrowolnie wchodzi w taki zwiazek, tkwi w nim i plodzi z
                            niego
                            > dziecko

                            Pela -ludzie się zmieniają wiesz? I z czasem mądrzeją,wyciągają
                            wnioski, podejmują decyzje zmieniające życie, chcą zacząc od nowa na
                            tyle, na ile jest to możliwe.
                            • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 22.03.09, 18:13
                              Napiszę jeszcze raz: byłam straszona przez pania odebraniem mi dziecka, jakimiś
                              bandziorami itp. To jest normalna i wyrozumiała postawa, granie moją córką?
                              Niech mi nawrzuca, nawet nie odpowiem. Ale widzę, że oni oboje graja tym, czego
                              ja się boję. A domaganie się w weekend rano wydania na cały dzień do nich
                              dziecka, chorego zresztą i siedzącego w domu z kupą syropów, to jest normalna
                              potrzeba widywania się z dzieckiem? Ono naprawdę będzie takie szczęśliwe, jak
                              ktoś je znienacka na cały dzień zabierze i puści samopas wśród kupy obcych ludzi?
                              Gdyby ta kobieta poważnie podchodziła do problemu, nie rzucałaby mi gróźb
                              dotyczących córki. Widać, że tylko jad przez nią przemawia. a ja w imię
                              samobiczowania mam jej dać dzieciaka, żeby się poznęcała. Super po prostu.
                              Myślę, że co miało zostać powiedziane, zostało, a ja swoje zdanie mam i bronić
                              go będę.
                                • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 23.03.09, 09:45
                                  Pelagaa, czy naprawdę uważasz za normalne i prawidłowe takie ich zachowania, jak
                                  opisałam w poście powyżej? Czepiasz się ostatniego słówka, zamiast
                                  przeanalizować całość. Czy takie ich zachowanie dowodzi jakiejkolwiek troski o
                                  moje dziecko... czy jednak raczej chęci zrobienia mi na złość?
                                  • pelagaa Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 23.03.09, 10:14
                                    Zdradzona przez meza zona i to tak plodnie naprawde nie musi
                                    troszczyc sie o dobro dziecka kochanki. Byloby dziwne gdyby sie o
                                    nie troszczyla.
                                    A ojciec z tego, co opisalas utrzymuje dziecko i ciebie, choc nie
                                    musi ani ciebie, ani dziecka w 100%, z dzieckiem widuje sie
                                    regularnie (2-3 razy w tygodniu!!!), o czym swiadczy nawiazana wiez.
                                    Calosc opisu sytuacji to dla mnie twoje leki, a nie faktyczne
                                    zagrozenia. Facet, ktory widuje sie z dzieckiem 2-3 razy w tygodniu
                                    i utrzymuje je nie moze miec dziecka w dupie. To sie nie trzyma kupy.
                                    Dorabiasz ideologie do odciecia dziecka od ojca.
                                    Zapewniam cie, ze dziecko ci za to nie podziekuje w przyszlosci.
                                    • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 23.03.09, 10:55
                                      > Calosc opisu sytuacji to dla mnie twoje leki, a nie faktyczne
                                      > zagrozenia. Facet, ktory widuje sie z dzieckiem 2-3 razy w
                                      tygodniu
                                      > i utrzymuje je nie moze miec dziecka w dupie.

                                      ani raczej nie robi tego "po złości" matce. Ma już
                                      wystarczający "dym" z powodu pozamałżeńskiego romansowego dziecka
                                      we własnej rodzinie.
                                      • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 23.03.09, 16:10
                                        Nie dorabiam ideologii, nie che po prostu, żeby ta pani stykała się bezpośrednio
                                        z moją córką i jak się okazuje, mogę na to nalegać i będę. A ojciec może na
                                        razie spotykać się z córką w miejscach publicznych, idzie wiosna, na dworze czy
                                        w różnych miejscach przeznaczonych dla dzieci jest więcej atrakcji niż w
                                        pomieszczeniu. A przychodzenie 2-3 razy w tyg. był to szczytny zamiar, ale jakoś
                                        zawsze te spotkania były przekładane na nie wiadomo kiedy, a potem wymuszane na
                                        mnie, gdy miałam inne plany, np. tego samego dnia na godzinę przed, bo tak mu
                                        pasowało. I napiszę jeszcze raz, choć to może dosadne, ale ta wizyta u córki
                                        była zawsze dodatkiem do nagabywania mnie o seks, bo na to czepianie się mnie
                                        zużywał o wiele więcej czasu, energii i zainteresowania. Trudno nie mieć lęków,
                                        kiedy osoba postronna straszy cię odebraniem dziecka i ja uważam jednak te
                                        groźby za przejaw zemsty wobec mnie i w ogóle zachowanie niepoważne. Niech da
                                        upust swojej złości, ma prawo do tego, ja ją zresztą próbowałam przepraszać,
                                        choć wiem, że to nic nie znaczy, bo nic nie mogę już odwrócić. Ale granie moim
                                        dzieckiem jest paskudne i tyle, i zdradza chyba jednak postawę tej pani wobec
                                        mojej córki.
                                        Proponowałam też ojcu dziecka spotkania na placu zabaw, kiedy ja i ta pani
                                        mogłybyśmy gdzieś tam siedzieć z boku - ma to w dupie.
                                        A czepianie się, że zaraz, za pół godziny przyjeżdżam po córkę i dawaj mi ja
                                        natychmiast, to jednak traktowanie dziecka jak rzeczy do odebrania i kolejna
                                        złośliwość.
                                        No ale cóz, dzięki za pokazanie tez innych punktów widzenia niż mój i chyba już
                                        ta dyskusja się z lekka wyczerpałasmile.
                                        • jogo2 Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 23.03.09, 23:07
                                          Myślałam, że w poprzednim wątku sprawa została zamknięta raz na zawsze, ale
                                          widzę, że niestety nie. Tuż powyżej wypowiedziały się osoby często wyrażające
                                          swoją opinię na tym forum, tak że można by powiedzieć, że ich opinia to w dużej
                                          mierze opinia tut. forum. Co dziwne, obie te panie mają ten komfort, że ich roli
                                          jako matki nikt w oczach ich dzieci nie podważa, nie wiedzą jak to jest jak
                                          dziecko wysłuchuje negatywnych opinii o rodzicu wyrażanych w sposób
                                          nieskrępowany otwarcie lub subtelnie i niejawnie (Weekend spędzony na atrakcjach
                                          z tatusiem i tą miłą panią - bo przecież nie będzie sobie sama strzelać w stopę
                                          i być np. niemiła, a potem powrót do zmęczonej, źle ubranej mamy, życia w
                                          atmosferze wiązania końca z końcem i obowiązków szkolnych od poniedziałku - nie
                                          trzeba być superpsychologiem, żeby domyśleć się, jakie uczucia wtedy mogą
                                          powstać w człowieku w ogóle, a w dziecku tym bardziej), tym niemniej obie te
                                          wyżej wspomniane panie, mimo że nie mają we własnej rodzinie takiego cóż ....
                                          "dyskomfortu" zdają się autorki wątku nie rozumieć, a co więcej wmawiać jej, że
                                          żądzą nią niskie uczucia.

                                          Zastanawiam się, czy kobieta, która spodziewa się dziecka cieszy się na to, lub
                                          czy ktokolwiek ma obowiązek wymagać od niej, żeby nawet godziła się, aby jej
                                          dziecko wzrastało w atmosferze wrogości tworzonej wobec niej przez osoby, do
                                          których dziecko powinno się przywiązać, aby inne osoby, które na pewno jej nie
                                          kochają - co najmniej, starały się i miały możliwość wobec jej dziecka pełnić
                                          rolę rodzica ........ i to w zasadzie wystarczy. Należy sobie samej odpowiedzieć
                                          uczciwie na te pytania.
                                          Gdyby na e-mamie autorka tego wątku założyła podobny wątek tylko zamiast zamiast
                                          "jego żona" byłoby napisane "teściowa", dostałaby milion dobrych rad, tony
                                          wsparcia i zrozumienia. A podobno żyjemy w takim tolerancyjnym społeczeństwie,
                                          więc nie rozumiem, dlaczego "kochanka" spotyka się z potępieniem bez
                                          przebaczenia i to ze strony osób, jak rozumiem niewierzących i dalej nie
                                          rozumiem, skąd to zrozumienie przez pelagę uczuć tamtej pani, która została
                                          zdradzona przez swojego męża i stwierdzanie jak wyrocznia, że skoro widuje
                                          często i płaci to na pewno ma dobre zamiary. A co ty możesz wiedzieć? Właśnie
                                          czytałam w GW okropniaście stary artykuł o córce, którą ojciec wykorzystywał od
                                          dzieciństwa. Sprawiali na wszystkich wrażenie wzorowej rodziny. Mundra inaczej
                                          pani psycholog też nie uwierzyła tej dziewczynie.
                                          Wszystkim paniom uzależnionym od netu i tutejszego forum i które same mają
                                          komfortową sytuację z własym dzieckiem, partnera przy swoim boku, wysokie
                                          alimenty, brak brużdzącego ojca bio oraz własną rodzinę, która stała za nimi
                                          murem i bardzo, bardzo pomagała w wychowywaniu trudnego dziecka prosiłabym o
                                          trochę pokory i niewypowiadanie się w sposób arbitralny na temat sytuacji,
                                          której nie znają z autopsji, bo to trochę tak, jakby syty pouczał głodnego, że
                                          nie należy się tak skupiać na jedzeniu, a on wie jak to jest, bo kiedyś się
                                          odchudzał.
                                          Wszystkim paniom, które sobie wycierają gębę "dobrem dziecka" nie rozumiejąc
                                          przy tym znaczenia tego terminu bardzo pojemnego zresztą, chciałabym powiedzieć,
                                          że dziecko w oczach którego dyskredytuje się jego rodzica nigdy nie będzie
                                          szczęśliwe, a w każdym razie będzie z tym miało duże problemy.

                                          Niestety mimo sufrażystek i feministek kobiety są tak skosntruowane, że lubią
                                          same akceptować to, co sprawia im krzywdę i wmawiać innym kobietom, że tak jest
                                          dobrze (o ile same aktualnie nie cierpią od tego). Tak było z gorsetami, z
                                          pouczaniem synowej, że chłop bije i pije i tak musi być i tak jest z "prawami
                                          ojca". Zdaje się, że autorka wątku swoje obowiązki wobec osoby zachowującej się
                                          wobec niej wrogo wypełniła aż zanadto dobrze. Pozwala na kontakty z dzieckiem
                                          (chociaż kto zaprosiłby do domu wiedząc, że dana osoba to złodziej), nie
                                          dyskredytuje ojca w oczach dziecka, jest lojalna, neutralna, porprawna i jeszcze
                                          sama nie wiem co .... no i ma za swoje i jeszcze się musi bzdur naczytać, że nią
                                          zazdrość trzęsie i niskie uczucia rządzą, a w zasadzie to powinna się wczuć w
                                          uczucia tej, co jej źle życzy. Gdyby jedna z drugą, co tak piszą, nie były takie
                                          kute na cztery nogi i nie mogłyby się tak w życiu urządzić, jak się urządziły,
                                          to dopiero by nimi zazdrość miotała, aż by ściany gryzły, gdyby im dzieciak
                                          wrócił z widzenia/wizyty, czy jak tam to zwać i po pierwsze przestałby się
                                          słuchać (bo jakby się nasłuchał, jaka ta matka okropna, albo by aktualna dupa
                                          ojca odegrała przed nim rolę dobrej wróżki blond, to oczywiście nie mógłby
                                          zrozumieć, że ta szara postać ma na względzie jego dobro każąc mu siadać do
                                          matematyki, to raz, a po drugie rósłby kłębek nerwów, co nie od razu widać. A
                                          dziecko jest wobec manipulacji bezbronne, bo nie broni go ani wiedza życiowa ani
                                          bagaż doświadczeń, dlatego jak dziecko otrzymuje jasny komunikat od taty, od
                                          ekhm macochy (swoją drogą jakie skomplikowane robią się relacje rodzinne w
                                          naszej rzeczywistości - jeszcze bardziej skomplikowane niż w islamie - tam jest
                                          po prostu pierwsza żona, stara, ale za to pierwsza, druga żona - trochę młodsza,
                                          itp, a u nas można mieć jednocześnie i matkę i macochę - i obie zapewne kochają
                                          jednakowo to dziecko) że mama jest zła to cierpi niewymownie, ale nie potrafi
                                          się przed tym obronić.
                                          I tak wygląda to dobro dziecka, które chcą wmówić autorce wątku drogie panie,
                                          które same tak nie mają, ani pod względem finansowym, ani rodzinnym.
                                          • chalsia Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 00:28
                                            > I tak wygląda to dobro dziecka, które chcą wmówić autorce wątku drogie panie,
                                            > które same tak nie mają, ani pod względem finansowym, ani rodzinnym.

                                            Nie masz pojęcia jak u mnie było, czego doświadczało moje dziecko - żeby to
                                            wiedzieć, musiałabyś przeczytać kilka tysięcy moich postów z ostatnich kilku lat
                                            (z tego część na forach, których juz nie ma, więc tych postów - też nie ma)
                                            Nie masz pojęcia, jak u mnie jest, bo od jakichś 2 lat nie piszę o swojej
                                            aktualnej sytuacji ani sprawach mojego dziecka.
                                            • zla.kobieta1000 Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 04:16
                                              Widzicie, to nawet nie o to chodzi, że dziecku mojemu tam będzie lepiej, bo
                                              warunki materialne lepsze, czy pani będzie udawała miłą... Jest to do
                                              przełknięcia, oni się czegoś w życiu dorobili i ja będę się starała dorabiać,
                                              nawet z groszowymi alimentami, tym bardziej że możliwość powrotu do pracy tuż
                                              tuż. Mam swoje plany i poświęcam teraz pół nocy na szukanie kontrahentów w
                                              necie, żeby te plany z czasem zaprocentowały... Dla córki przede wszystkim.
                                              Tylko bodajże sama Chalsia zauważyła, że ta pani nie jest zadowolona, bo i nie
                                              ma z czego - i choćby z powodu takiego jej nastawienia (które oczywiście jest i
                                              moja winą) jakoś nie widze jej w relacji z moją córką, a w każdym razie nie
                                              wtedy, gdy konflikt jest tak świeży.
                                              I bzdurą jest wmawianie mi, że odciągam dziecko od ojca - bo ja te spotkania
                                              proponuję w różnej formie, tak żeby i ta pani miała poczucie bezpieczeństwa,
                                              skoro już musi tak koniecznie uczestniczyć w relacji ojciec-dziecko. I co to za
                                              ojciec, który boi się ze mną kontaktować, choćby telefonicznie, w takich
                                              sprawach jak np. choroba córki? Czyli moja córka będzie już zawsze kursowała
                                              miedzy dwoma domami, a przepływ informacji i decyzji będzie żaden? On tak
                                              naprawdę niewiele wie o jej potrzebach, lekarzach, co lubi jeść, jaki ma rytm
                                              dnia - nawet jak miał to okazję obserwować, to tylko się z nią pobawił i myślał
                                              o d... To była też jedna z przyczyn, że spadły mi w końcu łuski z oczu -
                                              skupianie się tylko na swoich potrzebach seksualnych, bo przecież dał tyle kasy,
                                              że musi mieć z tego maximum własnej przyjemności. Ale mniejsza z tym, to
                                              poboczny problem.
                                              Istotne jest co innego, że atmosfera wokół tej sytuacji najlepsza nie jest, ja
                                              za to pokutuję i słusznie (choć on wcale, bo pani przecież nie ośmieli się go
                                              skrytykować, bo i ja by odciął od kasy). Ale naprawdę nie widzę powodu, żeby
                                              moja córka płaciła za tę ciężką i złą atmosferę, a dzieci to barometry nastroju
                                              i wszystko wyczuwają... Od dłuższego czasu, kiedy był między nami nawet
                                              niewypowiedziany konflikt w kwestii kontynuacji tego związku i spraw
                                              finansowych, mała była pobudliwa, budziła się w nocy itp. Tatusia nie ma - i
                                              jest to zupełnie inne dziecko.
                                              Zresztą i tego konfliktu już nie ma, bo po to mam buzię, żeby w sadzie
                                              przedstawiać swoje racje, a on swoje i co będzie to będzie, ale nie będzie już
                                              opóźniania płatności i straszenia mnie brakiem kasy. To już przeszłość.
                                              Gorsza jest sprawa tego wyrywania córki na siłę w otoczenie, które wcale nie
                                              jest tym zachwycone - i myślę, że jak na razie pobyty tam nie zrobiłyby dobrze
                                              ani mojemu dziecku ani tej kobiecie, a jak ona jest rozjątrzona, to też wskazują
                                              wypowiedzi o odebraniu mi córki. Poważne to naprawdę nie jest. A widzę, że wiele
                                              osób tu skupia się na zabezpieczeniu interesów tamtej rodziny, tamtej kobiety -
                                              a moja córka za to zapłaci, nieprzyjemnie i oschle traktowana, może nawet i
                                              bardzo złośliwie, albo słuchająca co rusz gromów na matkę. A ocenić to wszystko
                                              będzie w stanie dopiero jak dorośnie, teraz absolutnie nie jest w stanie się
                                              przed niczym obronić.
                                              Nie zasłużyła sobie na coś takiego.
                                              I jeszcze jedno - na pewno tu wiele kobiet ma złe doświadczenia z alimentami i w
                                              fakcie, że ktoś płaci i pobawi się z dzieckiem, widzą ucieleśnienie superojca. A
                                              to chyba nie tylko o to chodzi, mimo wszystko. Nie che mi się już tu na niego i
                                              jego podejście do dziecka naskakiwać, bo ten wątek stanie się już całkiem nudny
                                              - ale powiem tak, tatuś był dobry dla córki, jak miał sex, a jak się
                                              pokłóciliśmy, to i ją olewał przez wiele dni. A od ciągłego słuchania, że
                                              wyprodukowałam wybrakowany egzemplarz, bo córka ma wady 3 zastawek serca, to aż
                                              mnie już mdliło. Urocze było też ciągłe udowadnianie mi wyższości żłobka nade
                                              mną w opiece nad moim dzieckiem - a dotyczyło to np. dziecka 4-, 5-miesięcznego.
                                              Ten człowiek depcze każdego, kto robi coś nie po jego woli - i tak samo jest w
                                              jego rodzinie, potrafił np. nie wpuścić córki przez całe święta do domu, bo
                                              Wigilię spędziła nie z nimi, tylko z chłopakiem, no to zamknął wszystkie drzwi
                                              od środka na klucze i patrzył przez okno, jak się dobija (była już pełnoletnia,
                                              ale to dość dziwny sposób rozwiązywania spornych kwestii z dziećmi, jak dla mnie).
                                              Zaraz będą docinki, że nie widziałam, jaki był - a tak, powoli to się
                                              odsłaniało, a poza tym myślę, że niektóre kobiety już takie są, że wybierają
                                              sobie kiepskich partnerów i pewnych rzeczy nie widzą albo widzieć nie chcą, a
                                              otrzeźwienie przychodzi z czasem.
                                              Zresztą nie o to chodzi, tylko o trochę wreszcie spokoju i miłej atmosfery dla
                                              mojej córki,a tam jej ona raczej nie znajdzie.
                                              • chalsia Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 25.03.09, 00:46
                                                > Czyli moja córka będzie już zawsze kursowała
                                                > miedzy dwoma domami, a przepływ informacji i decyzji będzie żaden?

                                                u mnie tak jest od lat. Oczywiście, że lepsza by była wymiana informacji i
                                                współpraca, ale fakt, ze tego nie ma nie wpływa negatywnie na stosunki
                                                dziecko-ojciec.
                                                A jesli chcesz poinformować ojca o czymś (np. rytm dnia, co lubi jeść, etc) to
                                                napisz i wyślij poleconym za potwierdzeniem odbioru.
                                          • pelagaa Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 08:08
                                            > więc nie rozumiem, dlaczego "kochanka" spotyka się z potępieniem
                                            > bez przebaczenia i to ze strony osób, jak rozumiem niewierzących i
                                            > dalej nie rozumiem, skąd to zrozumienie przez pelagę uczuć tamtej
                                            > pani, która została zdradzona przez swojego męża

                                            Wiernosc w zwiazku to nie kwestia wiary, to kwestia lojalnosci i
                                            szacunku do partnera, ktoremu sie cos obiecywalo. I tak w kwestii
                                            zdrady, ja trzymam strone zdradzanego. Nie przekonuje
                                            mnie "zasluzenie" sobie na zdrade, bo dorosli ludzie odchodza, jak
                                            im zwiazek nie odpowiada, a dopiero potem szukaja pocieszenia, jesli
                                            mysla powaznie. Kiedy ciagna dwa "zwiazki" na raz to wiadomo, ze
                                            chodzi o bzykanie na boku i wracanie do stabilizacji, ktora daje
                                            rodzina. Winny jest zdradzajacy wobec zdradzanego. A osoba, ktora
                                            sie w to pakuje jest winnan sama sobie i czasem bolesnie poniesie
                                            tego konsekwencje, o czym wlasnie czytamy. Ja sie uzalac nie bede.

                                            > trochę pokory i niewypowiadanie się w sposób arbitralny na temat
                                            > sytuacji, której nie znają z autopsji

                                            Takie teksty lubie najbardziej wink

                                            > że dziecko w oczach którego dyskredytuje się jego rodzica nigdy
                                            > nie będzie szczęśliwe

                                            Idac twoim tokiem rozumowania i stosujac sie do wlasnych rad
                                            dawanych innym nie powinnas doradzac odciecia dziecka od ojca, bo
                                            nie wiesz jak to jest wychowywac dziecko bez ojca, ale jak rozumiem
                                            WIESZ z cala stanowczoscia i arbitralnie jestes sie w stanie
                                            wypowiedziec, co dla dziecka jest lepsze, czy kontakty z obecnosci
                                            macochy, czy ich brak i kiedy bedzie szczesliwe.

                                            > Gdyby jedna z drugą, co tak piszą, nie były takie
                                            > kute na cztery nogi i nie mogłyby się tak w życiu urządzić, jak
                                            > się urządziły, to dopiero by nimi zazdrość miotała,

                                            To tez jest niezle. Urzadzilam sie w zyciu dzieki swojej ciezkiej
                                            pracy. Zamiast sie skupiac na zazdrosci, wzielam sie za robote i
                                            udalo mi sie dojsc do tego, do czego doszlam. Zaden lover nie placil
                                            mi za seks, nie mialam i nie mam do dzis wysokich alimentow.

                                            > I tak wygląda to dobro dziecka, które chcą wmówić autorce wątku
                                            > drogie panie, które same tak nie mają, ani pod względem
                                            > finansowym, ani rodzinnym.

                                            Nie wiesz tez jakie mam problemy z dzieckiem i jakie wracalo ono od
                                            ojca, kiedy jeszcze je widywal. Ale ciesze sie, ze masz juz wlasne
                                            zdanie na ten temat, bo postawa twoja pokazuje, ze niczym nie rozni
                                            sie od mojej i mojego posiadania zdania na temat autorki watku.

                                            I podobnie jak ty nie cierpie kiedy osoby waszego pokroju wycieraja
                                            sobie geby dobrem dziecka, ktorego to pojecia nie pojmuja zupelnie i
                                            myla je z prawami ojca, czy prawem matki.
                                              • pelagaa Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 12:14
                                                Dla mnie 600 zl to niewielkie alimenty, poza tym, to srednia
                                                miesieczna z roku, jesli doczytalas. Koszty utrzymania dziecka
                                                wyliczam na ok. 2000 zl, bo to MOJA ciezka praca na to pozwala. Nie
                                                zadne ustawienie sie, czy przepisywanie mi, czy dziecku mieszkan
                                                przez kogokolwiek. Praca moich rak, choc w moim przypadku raczej
                                                mozgu.
                                                A wydaje mi sie, ze ty masz wyzsze aliemnty, a uwazasz je za niskie
                                                i wiecznie uganiasz sie po sadach za podwyzkami. Ja mam procentowe i
                                                o podwyzke nie sadzilam sie NIGDY, sa na tym samym procencie od 12
                                                lat. Wiec uszczypliwosc nieudana wink
                                                • madziulec Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 12:35
                                                  Wiesz...
                                                  Przestan sie uzalac nad soba i idz wiec do sadu po podwyzke wink
                                                  Wtedy bedzie lepiej i napewno bedzie podwyzka po 12 latach.

                                                  12 lat temu nawet srednio 600 zl mialo inny wymiar niz obecnie, wiec
                                                  nie o[powiadaj historyjek.

                                                  Poza tym NIKT mi zadnego mieszkania nie przepisal wink Wiec trafione
                                                  jak kula w plot. Z tego co pamietam to ja przepisalam swoja czesc,
                                                  szkoda, ze nie pamietasz wink (wartosc mojej polowy to okolo 150.000 +
                                                  moj wklad w wyposazenie, tym razem wylaczny)


                                                  Swoja droga, nie wiem czy zauwazylas, ale nei odnioslam alimentow
                                                  Twojego dziecka do swojego. Wiec nie rozumiem czepiania sie mnie.
                                                  Ale widac kogos musisz, cisnienie Ci widac spadlo i jakos je
                                                  podniesc musisz wink
                                                  • pelagaa Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 12:56
                                                    > Przestan sie uzalac nad soba
                                                    Ja sie nie uzalam, w przeciwienstwie do ciebie.

                                                    > i idz wiec do sadu po podwyzke wink

                                                    A o swoim zyciu decyduje sama, nie sluchajac jeczybul i nie wozrujac
                                                    sie na ich sposobach na zycie.

                                                    > 12 lat temu nawet srednio 600 zl mialo inny wymiar niz obecnie

                                                    Jak na taka bystra, za jakas sie uwazasz, ciezko glamisz sens
                                                    procentowych alimentow i zle wnioskujesz ile one mogly wynosic 12
                                                    lat temu.

                                                    > Swoja droga, nie wiem czy zauwazylas, ale nei odnioslam alimentow
                                                    > Twojego dziecka do swojego. Wiec nie rozumiem czepiania sie mnie.

                                                    Idac twoim sposobem hmm... nazwijmy to rozumowania, odpowiedzialas
                                                    mi, czepiajac sie alimentow na moje dziecko, choc nie z toba
                                                    prowadzilam dyskusje, po to tylko, zeby sie przyczepic, wiec nie
                                                    manipuluj piszacymi, ze ciebie sie ktos czepia.
                                                  • madziulec Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 18:48
                                                    Szukasz dziury w calym? A moze tak zle na Ciebie to nieskei cisnienie wplywa???

                                                    Rozumiem... Stara i sama, no i jak to Ty zawsze piszesz, chlopa brak wink Prawda
                                                    jak fajnie to przeczytac???

                                                    A ja Ci powiem tak: nie jestes swieta krowa tego forum.
                                                    Dzialasz na szkode swojego dziecka wink I doskonale o tym wiesz, bo oczywiscie nei
                                                    robisz nic by te alimenty podwyzszyc i sama przyznajesz, ze te pieniadze
                                                    pokrywaja 40% kosztow utrzymania dziecka.

                                                    No wiec odczep sie ode mnie.
                                                    Bo ja Ci tylko pokazalam, ze niskich alimentow nie masz w porownaniu z innymi,
                                                    masz normalne, raczej z tych wyzszych
                                                  • pelagaa Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 25.03.09, 07:34
                                                    > Stara i sama, no i jak to Ty zawsze piszesz, chlopa
                                                    > brak wink Prawda jak fajnie to przeczytac???

                                                    Mnie to nie rusza, bo nie pasuje do mojego zycia. Swiadczy o twoim
                                                    poziomie jedynie i braku argumentow.

                                                    > A ja Ci powiem tak: nie jestes swieta krowa tego forum.

                                                    Znowu jakies urojenia masz, bo ani nikt tak nie napisal, ani nikt
                                                    tego typu poropozycji nie przedkladal. Nie jestesmy w Indiach.
                                                    Zreszta moja figura odbiega znacznie od krowy, zapewniam wink

                                                    Zenujace sa te wycieczki osobiste, ktorych jestes mistrzynia na tym
                                                    forum. I nie przyczepilam sie do ciebie, swiat sie wokol ciebie nie
                                                    kreci, za to to ty sie wcielas w dyskusje na zupelnie inny temat i
                                                    czepilas sie alimentow na moje dziecko, znowu manipulujesz
                                                    czytajacymi. Tyle, ze manipulowac to da sie ludzmi prostymi,
                                                    inteligentni sie nie nabiora.

                                                    > Bo ja Ci tylko pokazalam, ze niskich alimentow nie masz

                                                    Dla mnie sa niskie, a twoje zdanie mnie nie obchodzi, tym bardziej,
                                                    ze sama masz wyzsze i wiecznie ci malo, a ze nie umiesz wygrac
                                                    prostej sprawy w sadzie, to juz twoj problem.

                                                    > w porownaniu z innymi,
                                                    > masz normalne, raczej z tych wyzszych

                                                    No to sie zdecyduj, czy mam niskie i powinnam podwyzszac, czy mam
                                                    normalne, raczej z tych wyzszych i nie mam szans w zwiazku z tym na
                                                    podwyzke, szczegolnie biorac pod uwage zarobki ojca, a nie tylko
                                                    poziom zycia dziecka. Pamietac nalezy tez o tym, ze jesli ja mam
                                                    ochote utrzymywac dziecko za 2 tysie, to nie znaczy, ze sa to
                                                    pieniadze wydawane na usprawiedliwione potrzeby uprawnionego do
                                                    alimentacji. Na szkoda mojego dziecka nie dzialam i ja o tym
                                                    decyduje na szczescie, a nie sfrustrowane jeczybuly, wiecznie
                                                    niezadowolone z zycia i wyrokow sadu.
                                              • braktalentu Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 12:51
                                                Madziulcu,
                                                To czy alimenty są wysokie, czy nie, to kwestia standardu życia
                                                rodziny. Jak słusznie we wstępie swojego postu napisała Pelaga, 300
                                                PLN dla Pani Kulczyk, to koszt pałeczk do uszu dla dziecka, a dla
                                                niejednej Kowalskiej całkowite koszty utrzymania malucha.

                                                Z tego co pamiętam występowałaś o podniesienie alimentów. Przecież
                                                nie robiłabyś tego, uważając , że otrzymywana przez Ciebie kwota
                                                jest wysoka. A przecież to kwota wyższa niż ta, którą dostaje
                                                Pelagaa.
                                                To jak, 600 PLN to alimenty wysokie, czy niskie? Bo jak wysokie, to
                                                Twoja przegrana w sądzie chyba Cię nie dziwi. A jak niskie, to
                                                dlaczego sugerujesz, że Pelaga otrzymuje wysokie alimenty? I zanim
                                                napiszesz mi, że to zależy od sytuacji, to pomyśl, że te 300 PLN to
                                                też efekt jakiejś sytuacji, którą sąd wziął pod uwagę wydając wyrok.

                                                Moim zdaniem jeżeli 300 PLN miesięcznie na utrzymanie dziecka płaci
                                                Pan, który obiady jada codziennie w Osterii to oczywiście jest to
                                                skandal. Ale jeżeli te same pieniądze są przeznaczane na utrzymanie
                                                dziecka przez ojca, który zakupy robi w Biedronce, to raczej
                                                należałoby zapytać matki dziecka, jakie miała oczekiwania finansowe
                                                powołując na świat dziecko z człowiekim o tak ograniczonych
                                                możliwościach zarobkowych.

                                                Przy standardzie życia Pelagii i biorąc pod uwagę fakt wymeldowania
                                                się ojca Jej dziecka z życia biologicznego syna te 600PLN od 10 lat
                                                to naprawdę nie są wysokie alimenty. Również dwukrotnie wygrana
                                                przez Pelagę sprawa o obniżenie alimentów świadczy, że możliwości
                                                zarobkowe bio-ojca Jej dziecka pozwalają na płacenie CO NAJMNIEJ
                                                takiej kwoty, a kto wie czy gdyby przedmiotem postępowania nie było
                                                podwyższenie alimentów to również i wyższej.
                                                Mój M płaci na utrzymanie swojej córki 1500 PLN i również nie
                                                uważamy, że to jakaś wysoka kwota. Ot, normalna - biorąc pod uwagę
                                                nasz poziom życia.
                                                • guderianka Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 17:51
                                                  Pomijając powyższe argumenty nt tego czy 600zł to alimenty niskie
                                                  czy nie-pragnę zauważyć tylko, że bułka zapełnia brzuch tak samo
                                                  zarówno dziecku pelagi jak i madziulca
                                                  Żenujące jest dyskutowanie na ten temat i wyszukiwanie starych
                                                  wątków uncertain
                                                • madziulec Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 24.03.09, 18:43
                                                  Piszesz glupoty i sama o tym wiesz.

                                                  Idziesz do sklapu i napewno nie kupisz takich patyczkow do uszu za 300 zl.
                                                  Ale oczywiscie mozesz poszalec juz w ubrankach i np. mam kolezanke, ktora
                                                  przebierala dziecko okolo 5 razy dziennie i zupelnie nie rozumiala 1 kompletu
                                                  ubrania na jeden dzien.

                                                  Nie zastanawiam sie czy 600 PLN jest duzo czy malo, by wydaje mi sie, ze powinno
                                                  sie to odnosic do konkretnej sytuacji dziecka. Jesli dziecko jest bardzo male,
                                                  wymaga zakupow wylacznie pieluch i ubranek to ta kwota jest dosc wysoka. Potem
                                                  staje sie jednak nizsza.
                                                  Wszystko jednak powinno byc rozpatrywane w zaleznosci od wieku i ... rowniez
                                                  miejsca zamieszkania.
                                                  Np. mozliwosci "rozwoju" dziecka w wiekszym miescie, a tym samym wydawania
                                                  zwiazanych z tym pieniedzy sa znacznie wieksze niz na wsi, gdzie niestety
                                                  rozrywek typu kino, teatr, muzeum, wystawy itp. brak.

                                                  I np. dopisywanie wydatku tupy "wyjscie do kina" podczas, gdy do najblizszego
                                                  kina ma sie okolo 150 km zaczyna byc w niektorych momentach smieszne, bo to
                                                  wyprawa na caly dzien.


                                                  Nie obserwuje zycie Pelagi i nie stanowi dla mnie to najwazniejszego punktu
                                                  studium przypadku na tym forum, stad nie jestem na biezaco czy ojciec jej
                                                  dziecka "wymeldowal" sie z jej zycia i czy na wlasna prosbe zrezygnowala ona z
                                                  podwyzki alimentow. Smieszne jest to, ze o ile na innych osobach zaraz bylyby
                                                  powieszone psy raz przerownych, ze dzialaja na szkode dziecka, sa glupie itp.
                                                  tak Pelaga nalezy do krow swietych tego forum i niektorzy nie osmiela sie
                                                  napisac tego co mysla.


                                                  A standard zycia Palegi.. Coz, skoro dostala tylko 600 zl.. jak widac byl dosc
                                                  niski wink
                                          • braktalentu Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 25.03.09, 19:06
                                            Jogo, czy Ty napewno przemyślałaś ten post?

                                            Abstrahując od sytuacji Złej Kobiety, kochanka to bez względu na
                                            światopogląd religijny postać negatywna. Plasuje się między
                                            zdradzającym mężem - oczywistą gnidą, a zdradzaną żoną - ofiarą
                                            sytuacji. W przeciwieństwie do oszukiwanej żony i dzieci (bo one
                                            mają prawo przypuszczać, że ojciec dotrzyma danego matce słowa i ich
                                            rodzina będzie stabilna), kochanka ŚWIADOMIE znajduje się w
                                            określonej roli. Dokonuje wyboru, którego zdradzana żona, z racji
                                            swojej niewiedzy dokonać nie może. Wybór niesie ze sobą określone
                                            konsekwencje. Jedną z nich jest dyskomfort macierzyństwa, polegający
                                            na świadomości, że niektóre osoby z rodziny naszego dziecka w
                                            najlepszym wypadku będę udawały wobec niego uczucia pozytywne. O ile
                                            samodzielne mamy, których byli partnerzy założyli nowe rodziny, mogą
                                            czuć się sfrustrowane, rozczarowane, czy zwyczajnie wściekłe na
                                            stosunek macoch do pasierbiąt, to kochanka takiego prawa nie ma, bo
                                            nikt za nią wyboru nie dokonał. Uczciwie odpowiadam, że czuję się
                                            upoważniona do oczekiwania od kochanki, znoszenia własnego
                                            dyskomfortu psychicznego, alebowiem jest on jej WYBOREM!

                                            O odwiedzinach w domu lepiej sytuowanego materialnie ojca:
                                            Jeżeli matka uniemożliwa dziecku nawiązanie więzi z ojcem i
                                            spędzenia atrakcyjnie czasu, w obawie, że po powrocie od taty jej
                                            trudna sytuacja finansowa, zmęczenie i frustracje nagle staną się
                                            widoczne, to powodują nią uczucia wyjątkowo niskie. Jeżeli sytuacja
                                            matki jest jej wyborem, to mając dziecko pod opieką na codzień, ma
                                            dużo większy wpływ na jego chierarchię wartości i na pewno potrafi
                                            swoje racje dziecku przekazać. Jeżeli zaś trudna sytuacja życiowa to
                                            efekt złych decyzji i nieudolności, to uniemożliwianie, w obawie o
                                            swój wizerunek obserwacji efektywniejszych finansowo modeli (np. u
                                            taty) uważam za OKRADANIE własnego dziecka z szansy prowadzenia
                                            bardziej satysfakcjonującego życia. Podłe i krótkowzroczne, bo od
                                            wszystkich lepiej sytuowanych koleżanek szkolnych nie da się
                                            odseparować.

                                            O matkach i macochach:
                                            Bez fałszywej skromności jestem dobrą macochą i brak miłości do
                                            mojej pasierbicy zupełnie mi w tym nie przeszkadza. Nasze relacje
                                            rozpoczęłyśmy od życzliwej obojętności, a obecnie jesteśmy na etapie
                                            dużej wzajemnej sympatii. To naprawdę wystarcza do stworzenia
                                            zrekonstuowanej rodziny. W pzypadku macochy - zdradzanej żony,
                                            osiągnięcie takiej stabilizacji wymaga o wiele więcej czasu, ale im
                                            młodsze dziecko, tym szansę na wyciszenie negatywnych emocji więcej.
                                            O ileż łatwiej myśleć "dziecko" o dwu- trzylatku niż o siedmiolatku.

                                            O lekturze archiwalnych egzemplarzy GW:
                                            Najróżniejsze rzeczy czytam w GW. Czasem to aż wstyd, że moje
                                            zapotrzebowanie na szmirę jest tak wysokie. Nie zmienia to jednak
                                            faktu, że Zła Kobieta traktuje forum jak sparing przed pojedynkiem w
                                            sądzie, a nie źródło taniej sensacji, potwierdzającej Jej
                                            stanowisko. Pewnie dlatego wybrała forum publiczne, na którym KAŻDY
                                            (w tym obrażane przez Ciebie forumowiczki) ma prawo się wypowiedzieć.
                                            I kontynuując wątek archiwalnych artykułów:
                                            Nie trzeba być super psychologiem, żeby zdawać sobie sprawę, ze
                                            szczególnych problemów dzieci z niepełnych rodzin. Nie trzeba być
                                            super psychologiem, żeby wiedzieć, że wzajemne dyskredytowanie się
                                            rodziców tylko te problemy pogłębia i spiętrza. Ale wystarczy być
                                            przyzwoitym rodzicem, żeby rozumieć, że pozbawianie dziecka szansy
                                            na SAMODZIELNE budowanie więzi z poszczególnymi członkami rodziny,
                                            na SAMODZIELNĄ ocenę ich postaw i postępowania, w obawie o ocenę
                                            własnej osoby, działaniem dla "dobra dziecka" nie jest.

                                            Rozumiem, że dopiero macierzyństwo uświadomiło Złej Kobiecie jak
                                            dalekosiężne mogą być skutki roli, na którą się zgodziła. Rozumiem,
                                            że zmaganie się z lękiem o komfort psychiczny własnego dziecka jest
                                            niezwykle obciążające. Ale to, że rozumiem mechanizm, nie oznacza,
                                            że akceptuję rozwiązania mające na celu poprawę samopoczucia bądź co
                                            bądź głównej sprawczyni status quo. A takim rozwiązaniem jest
                                            ucieczka do innego miasta i planowane niestosowanie się do
                                            niepomyślnego dla autorki wątku wyroku sądu.

                                            I odnosząc się do "bycia kutą":
                                            Jeżeli moja samodzielność finansowa, udane życie rodzinne i fakt, że
                                            radzę sobie z przeciwnościami losu jest dowodem na "bycie kutą na
                                            cztery nogi" to odbieram to jak komplement. Tak, na szczęście jestem
                                            kuta i jestem z tego dumna!
                                            • zla.kobieta1000 Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 25.03.09, 22:56
                                              Ja ten dyskomfort mogę znosić i znoszę cały czas, poczynając od ciąży, ale
                                              mniejsza o to. Ale nie dziecko, które NIC NIKOMU NIE ZAWINIŁO,które ponoć było
                                              tak wyczekiwane przez tatusia, a które za pobyt w tak wrogim otoczeniu zapłaci.
                                              I o to będę walczyć w sądzie,o dobrą atmosferę wychowawczą dla mojej córki i jej
                                              fizyczne i psychiczne bezpieczeństwo, a nie użalanie się nad moim ciężkim losem.
                                              Dziecko jest wciągane przez swojego ojca i jego żonę w brutalne dokopywanie mi.
                                              Pewnie na to dokopywanie zasłużyłam - ale niczyje dziecko instrumentem jego być
                                              nie powinno, ani moje, ani ich. A ich wypowiedzi i groźby - naprawdę
                                              odpowiedzialni, dorośli ludzie nie powinni do takiego poziomu się zniżać, bo te
                                              groźby nie we mnie są wymierzone, a w małe bezbronne dziecko.
                                              Ech. Ziejecie nienawiścią do kochanek, ja to rozumiem. Ale dziwi mnie, że ktoś
                                              mając sam dzieci i pisząc na forum pod dumną nazwą samodzielna mama, naprawdę
                                              oczywistości nie widzi.
                                              Rację miał tu ktoś pisząc, że gdybym zamiast żona wpisała teściowa, to wszyscy
                                              by się tu użalali nad moim dzieckiem... A tym bardziej, gdybym np. wpisała:
                                              druga żona ojca.
                                              Pozostaje tylko mieć nadzieję, że sędzia nie będzie zdradzoną przez męża samotną
                                              matką, zapiekłą w swej frustracji i niemal linczującą czyjeś dziecko - bo jest
                                              ono dzieckiem kochanki.
                                              • braktalentu Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 26.03.09, 10:23
                                                "Dziecko jest wciągane przez swojego ojca i jego żonę w brutalne
                                                dokopywanie mi. Pewnie na to dokopywanie zasłużyłam - ale niczyje
                                                dziecko instrumentem jego być nie powinno, ani moje, ani ich. A ich
                                                wypowiedzi i groźby - naprawdę odpowiedzialni, dorośli ludzie nie
                                                powinni do takiego poziomu się zniżać, bo te groźby nie we mnie są
                                                wymierzone, a w małe bezbronne dziecko."

                                                Na Twoim miejscu postarałabym się o dowody bardziej namacalne niż
                                                Twój przekaz (nagranie gróźb?).

                                                Jestem całkowicie przekonana, że żadna z samodzielnych mam nie
                                                pochwala postawy ojca Twojego dziecka i Jego żony (czym innym jest
                                                zrozumienie i współczucie; czym innym akceptacja i pochwalanie).
                                                Śmiem przypuszczać, że to co rodzi ich wątpliwości to wiarygodność
                                                Twojego przekazu. Występujesz tu w niewdzięcznej roli - kochanki.
                                                Sama rozumiesz, że konflikt kochanki z prawowitą małżonką, to jednak
                                                inna kategoria problemu niż konflikt synowej z teściową.
                                                I Ty i ojciec dziecka, swoim postępowaniem udowodniliście, że
                                                potraficie łamać normy etyczne. Dlaczego sąd miałby wierzyć któremuś
                                                z Was? A taki brak zaufania może zaowocować badaniem w RODK-u, czyli
                                                oparciem się na niezależnej opinii. Trudno to nazwać linczowaniem
                                                dziecka. Zaś uchylanie się od wydanego na tej podstawie wyroku w
                                                moich oczach jeszcze bardziej ogranicza wiarygodność strony sporu.


                                                • zla.kobieta1000 Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 26.03.09, 18:19
                                                  Co do nagrania - nie jest ono żadnym dowodem w sądzie, bo trzeba na nie uzyskać
                                                  najpierw zgodę osoby nagrywanejwink. W tym badaniu w RODK martwi mnie głównie to,
                                                  że jest ono płatne - a mnie naprawdę nie stać na finansowanie nagłej zachcianki
                                                  tatusia zacieśnienia więzi z córką.
                                                  Może i jestem osobą wątpliwą etycznie, ale na szczęście co do mojej dbałości o
                                                  córkę, spokojnego i stabilnego środowiska domowego nikt mieć uwag nie może. Żyję
                                                  jak w klasztorze i taki jest mój wybórwink. A wszystko to jest do sprawdzenia np.
                                                  za pomocą wywiadu środowiskowego, ale to znowu koszty, koszty...
                                                  • chalsia Re: samotna matka - zawsze niewiarygodna 26.03.09, 23:29
                                                    > Co do nagrania - nie jest ono żadnym dowodem w sądzie, bo trzeba na nie uzyskać
                                                    > najpierw zgodę osoby nagrywanejwink.

                                                    nie, jesli w tym samym czasie nagrywasz siebie samą smile)) Czyli innymi slowy -
                                                    własne rozmowy z kimś możesz nagrywac bez zgody drugiej osoby.
                                                    Sądy jak najbardziej przyjmują takie dowody. Trudno byłoby np. w sprawie o
                                                    groźby karalne wymagać by osoba, której grożą, informowała sprawcę, że będzie
                                                    nagrywać jego groźby smile
                                            • jogo2 Re: przepraszam 26.03.09, 22:49
                                              Niniejszym chciałam przeprosić opisywane przeze mnie wcześniej użytkowniczki
                                              tego forum, bo faktycznie poniosły mnie emocje w związku z używaniem niektórych
                                              określeń.

                                              Natomiast w odpowiedzi na to co napisała brak talentu to znowu uważam jej
                                              wypowiedź powyżej za przekręcenie tego, co pisze złakobieta.

                                              Tak, poza epitetami merytorycznie przemyślałam swój post i wynika on z
                                              przemyśleń wielu wcześniejszych postów innych kobiet, nie tylko kochanek, ale
                                              także niczemu niewinnych ex.

                                              Dobrze, nawet jeżeli kochanka to kochanka, to chciałam jednak zauważyć, że
                                              rzadko kiedy znajomość rozpoczyna się w ten sposób: cześć, nazywam się Józek i
                                              jestem żonaty. Częstokroć i typowo o żonie kochanka dowiaduje się na x-ntej
                                              randce, kiedy jej serce, które jest nie sługa, też jest już jakoś zaangażowane.
                                              Dodatkowo dowiaduje się, że żona to potwór, że "wcale ze sobą nie śpią", wiem,
                                              że ktoś niezaangażowany to zabiłby śmiechem, no ale kochanka jest zaangażowana.
                                              To tylko taka uwaga na marginesie, wcale nie popieram kochanek.

                                              Natomiast co do tej konkretnej sprawy: pisze sobie osoba o nicku zła kobieta, to
                                              co napisała. Według mnie, abstrahując od tego, że ona kochanka, całkiem
                                              wiarygodny obraz prób manipulacji dzieckiem, a co to jest, to wiem na
                                              przykładzie z własnej rodziny. Tymczasem w odpowiedzi, od innych uczestniczek
                                              forum, bądź co bądź kobiet i matek otrzymuje rady, a to że trzeba zrozumieć żonę
                                              ojca, a to że to dla córki złejkobiety jest RODZINA? No włosy dęba stają.
                                              Zrozumiałabym jeszcze, gdyby forumowiczki za cel przyjęłby sobie niszczenie
                                              kochanek - taka sytuacja jak z "Chłopów" Reymonta, bo tak i już, bo same mają
                                              złe doświadczenia.

                                              Ale wielokrotnie wcześniej też czytałam, że ex żali się, że ojciec spędził
                                              weekend z dziećmi i z nexią i też pisze, jak się to ich małżeństwo rozpadło, że
                                              nexia w sumie przyłożyła rękę do rozpadu, ona jest prawie w depresji, a w każdym
                                              razie żyje się jej dużo gorzej (nic dziwnego, nawet pominąwszy ubytek jednego
                                              dochodu z rodziny, kobieta ma po prostu prawo stać się trudna) a komentarze w
                                              odpowiedzi są takie, że widać, że ją zazdrość targa i powinna się cieszyć, że
                                              dzieci spędziły miło weekend.

                                              Mi to się kojarzy z takimi radami, że jak np. ukochany mężczyzna cię rzuci, a ty
                                              go tak naprawdę altruistycznie kochasz, to powinnaś się cieszyć, że mu dobrze w
                                              łóżku z inną.

                                              Oczywiście nie jest to to samo, a jedynie mi takie rady bardzo przypominają
                                              powyższy przykład. Każdy, kto ma dzieci, chce żeby to jego dzieci kochały, a
                                              jednocześnie nawet najbardziej kochający rodzic jest zmęczony tym co go męczy:
                                              praca, praca w domu, trud wychowawczy polegający na nakłanianiu upartych
                                              potomków, żeby jednak zrobili to, co docenią za lat kilkanaście i chyba truizmem
                                              będzie stwierdzenie, że trzeba być po prostu stanowczym, co jest odbierane jako
                                              niemiłe. W tym kontekście to co się w subtelny sposób odbywa choćby w postaci
                                              przemilczania trudu matki wobec dzieci, a zamiast tego staranie się być
                                              atrakcyjną macochą (i mówię tu o osobach, które kulturą swoją stoją daleko wyżej
                                              niż pani opisywana przez złąkobietę) jest ku...ko niesprawiedliwe. Zresztą w
                                              tamtym wątku tamta kobieta też została zakrzyczana po prostu w stylu powinnaś
                                              się cieszyć, nikt nie widział żadnego problemu, odezwała się nawet jakaś siksa,
                                              która była macochą w stylu, że była to taka kreatura i ona się stara być taką
                                              dobrą macochą, a tamtą widać zazdrość zżera - tyle tylko zrozumiała. I dla
                                              takich siks należałoby trąbić, że rola osoby wychowującej dziecko na codzień
                                              jest niemalże święta i nie będzie jakaś siksa w weekend starać się odgrywać rolę
                                              anioła, żeby dzieciakom namieszać kompletnie w głowie, bo można to zrobić nie
                                              wymawiając imienia ich matki w ogóle.

                                              Co do uwagi brakutalentu na temat możliwości jakie ma matka, aby dziecko do
                                              siebie przekonać, nawet jeżeli jej status finansowy jest gorszy, a dziecko jest
                                              kuszone "pseudomiłością" rodziny-bis, czy jak to tam nazwać w weekend, to
                                              chciałam zauważyć, że nie wiem na jakim świecie brak talentu żyje, czy
                                              kiedykolwiek była samotną matką bez darmowej opiekunki z dobrymi chęciami -
                                              czyt. własnej matki lub podobnego wsparcia i dodatkowo wychowującej dziecko z
                                              problemami zdrowotnymi. Chciałam Ci wyjaśnić, jakie taka matka ma możliwości:
                                              nie paść na nos z przemęczenia, starać się nie krzyknąć na dziecko, które
                                              nachodzi fala dobrego humoru o 22.00, a ona już ledwie stoi na nogach po całym
                                              dniu pracy zawodowej (gdzie też nie może narobić głupstw lub sobie odpocząć od
                                              domu), oraz żeby jej się nie pokręciło, kiedy ma którą wizytę u lekarza z
                                              dzieciakiem, jak do naprawdę poważnych schorzeń dojdą jeszcze zwykłe problemy
                                              typu: a to grypa, a to że trzeba kupić nowe buty, a to logopeda, masz cyrk od
                                              rana do wieczora, co nie oznacza, że matka nie chce wychowywać swojego dziecka sama.

                                              Zapewniam Cię, że większość matek kocha bardzo swoje dzieci i nawet jeżeli im
                                              miałoby być przykro, zgodziłyby się na lepsze warunki dla dziecka stworzone
                                              przez drugą stronę. Nie mówię zaraz o tym, żeby dzieciak zamieszkał z ojcem na
                                              stałe, ale chociażby, żeby to raz on pojechał z dzieckiem do lekarza, żeby kupił
                                              mu buty i nie były to buty od czapy.

                                              Tymniemniej, dlaczego miałby się zgodzić na wylogowanie siebie z życia dziecka w
                                              imię złośliwości grubymi nićmi szytych? Złośliwości nie robią na nikim wrażenia,
                                              ani na RODK, składającym się z samych psychologów i pedagogów, na sądzie też, za
                                              to samotną matkę bierze się pod lupę: aha, ma depresję - nieważne że depresję
                                              spowodowały przeciwności losu zaostrzone pogróżkami i awanturami typa - to
                                              świadczy tylko przeciwko niej, mało zarabia (bo jako opiekun chorego dziecka
                                              jest mało dyspozycyjna) - aha to też na jej niekorzyść, natomiast to, że poza
                                              marnymi paroma groszami, które sukces jeżeli wynoszą 50% kosztów, facet się w
                                              ogóle nie przyczynia, natomiast się przyczynia do znacznego pogorszenia sytuacji
                                              to jest w ogóle ignorowane i w sądzie i w sumie w uwagach serwowanych na tym
                                              forum też. Bo nie wiem czemu mają służyć takie uwagi typu: ojciec porwał dziecko
                                              - no, aha, ale wiele matek też tak robi. Albo skierowane do złejkobiety, że on
                                              ją z dzieckiem utrzymywał. Nie on ją utrzymywał, tylko ona sama, własnym sprytem
                                              przemyślnością i wyrzeczeniami zdołała utrzymać się przy życiu jako opiekun
                                              ciężko chorego dziecka z marnych paru groszy skapywanych przez inicjatora seksu
                                              - może rzeczywistośc jest jednak taka.
                                              Natomiast faktem jest że ataki przyszły na nią ze strony osób znajdujących się w
                                              daleko lepszej sytuacji i które nie potrafią zanalizować, wsparcia, które one
                                              miały jako samotne matki w kontekście sytuacji złej kobiety.

                                              Na koniec chciałąm zauważyć, że od samotnej matki oczekuje się heroizmu
                                              graniczącego z męczeństwem (ma tyrać jak wół, a jednocześnie znaleźć czas dla
                                              dziecka, pilotować leczenie jego skomplikowanych spraw zdrowotnych i być
                                              efektywym pracownikiem, znosić cierpliwie obelgi i demonstrację złej woli mniej
                                              lub bardziej subtelną, a jednocześnie nie nastwiać dziecka źle do ojca i jego
                                              rodziny wręcz cieszyć się, że "dziecku jest tam dobrze", itd., itp.) - o ile nie
                                              chce się wyrzec wychowyania własnego dziecka - ciekawe kto to może znieść - a
                                              jednocześnie z drugiej strony od faceta nie wymaga się nic - jak już płaci
                                              groszowe alimenty i "chce widywać" nieważne, że często jego chęci są źródłem
                                              koszmarnych awantur - to już jest święęęty. Tak jest na tym forum bardzo często,
                                              przejawia się to w licznych uwagach, zaś uwagi matek, które widzą
                                              niesprawiedliwość w tak postawionej sprawie, się torpeduje. I to na forum
                                              prowadzonym przez kobiety dla kobiet. Dlateog nie wytrzymałam, jak pelaga po raz
                                              kolejny wyjechała z uczyciami zdradzanej żony, w kontekście zachowania tej
                                              konkretnej pani opisanego przez złąkobietę.

                                              Pozdrawiam,
                                              • chalsia Re: przepraszam 26.03.09, 23:52
                                                Jogo,

                                                W Twoim poście jest tyle nadinterpretacji, że aż mi sie nie chce odnościć do
                                                wszystkich.
                                                Nikt tu nie "uświęca" ojców za fakt jedynie płacenia na dzieci i spotykanie się
                                                z nimi od czasu do czasu.
                                                Jedna wazna rzecz - dobro dziecka nie ma NIC wspólnego z (postrzeganą przez
                                                rodzica) sprawiedliwością bądź niesprawiedliwością.

                                                >Na koniec chciałąm zauważyć, że od samotnej matki oczekuje się heroizmu
                                                > graniczącego z męczeństwem (ma tyrać jak wół, a jednocześnie znaleźć czas dla
                                                > dziecka, pilotować leczenie jego skomplikowanych spraw zdrowotnych i być
                                                > efektywym pracownikiem, znosić cierpliwie obelgi i demonstrację złej woli mniej
                                                > lub bardziej subtelną, a jednocześnie nie nastwiać dziecka źle do ojca i jego
                                                > rodziny wręcz cieszyć się, że "dziecku jest tam dobrze", itd., itp.) - o ile ni
                                                > e
                                                > chce się wyrzec wychowyania własnego dziecka - ciekawe kto to może znieść

                                                bycie samodzielnym rodzicem jest trudniejsze niz bycie rodzicem "w parze", na
                                                dodatek wymaga większej dojrzałości. Tak jak bycie kierowcą samochodu osobowego
                                                wymaga konkretnych umiejętności by bezpiecznie jeździć, tak bycie kierowcą
                                                zawodowym TIRa czy autobusu wymaga zdecydowanie większych umiejętności by
                                                zapewnić bezpieczeństwo sobie i pasażerom.

                                                Jak czytam to, co napisałaś, to odnoszę wrażenie, że masz straszny żal do losu,
                                                że jesteś samotną matka, że ponosisz jakieś ofiary.
                                                Ja (i wiele znanych mi samodzielnych matek, także takich bez dobrej sytuacji
                                                finansowej i bez wsparcia) nie widzimy siebie jako męczennic, nie mamy żalu do
                                                losu.
                                              • chalsia Re: przepraszam 27.03.09, 01:28
                                                > forum, bądź co bądź kobiet i matek otrzymuje rady, a to że trzeba zrozumieć żon
                                                > ę
                                                > ojca,

                                                Myli Ci się widać pojęcie "zrozumienie" z "akceptacją".
                                                Ja rozumiem, dlaczego żona gościa tak się zachowywała, ale nie akceptuję takiego
                                                zachowania, jednak mnie to nie oburza i nie wołam o pomstę do nieba.
                                                Żeby podjąc decyzję, co zrobić w jakiejś sytuacji, trzeba najpierw zrozumiec co
                                                sie dzieje i dlaczego sie dzieje. Dotyczy to kazdej sytuacji zyciowej. Bez tego
                                                dużo częsciej popełnia się błedy decyzyjne. O tym samym możesz się przekonać w
                                                kazdej sytuacji mocniejszego konfliktu ze swoim dzieckiem.

                                              • chalsia Re: przepraszam 27.03.09, 01:37
                                                > Ale wielokrotnie wcześniej też czytałam, że ex żali się, że ojciec spędził
                                                > weekend z dziećmi i z nexią i też pisze, jak się to ich małżeństwo rozpadło, że
                                                > nexia w sumie przyłożyła rękę do rozpadu, ona jest prawie w depresji, a w każdy
                                                > m
                                                > razie żyje się jej dużo gorzej (nic dziwnego, nawet pominąwszy ubytek jednego
                                                > dochodu z rodziny, kobieta ma po prostu prawo stać się trudna) a komentarze w
                                                > odpowiedzi są takie, że widać, że ją zazdrość targa i powinna się cieszyć, że
                                                > dzieci spędziły miło weekend.

                                                a to coś złego? czy tylko nie mieści Ci się w głowie, że tak jest lepiej i dla
                                                tej kobiety i dla tego dziecka?

                                                > Mi to się kojarzy z takimi radami, że jak np. ukochany mężczyzna cię rzuci, a t
                                                > y
                                                > go tak naprawdę altruistycznie kochasz, to powinnaś się cieszyć, że mu dobrze w
                                                > łóżku z inną.

                                                no cóz, być może nie dorosłaś jeszcze do tego, żeby przyjąć tę prawdę, że
                                                rzeczywiście głeboka, nieegoistyczna miłośc tak wygląda (nie ma powinności
                                                cieszenia się ztego, wystarczy zgoda na to odejście, pogodzenie się z tym) -
                                                dokładnie to samo się dzieje przy odejściu dzieci z domu rodzinnego. Ale
                                                rzeczywiście dla wielu rodziców jest to tragedia, i na rózne sposoby starają się
                                                temu przeciwstawić albo wtrącają się w życie dzieci.
                                              • chalsia Re: przepraszam 27.03.09, 01:41
                                                > forum też. Bo nie wiem czemu mają służyć takie uwagi typu: ojciec porwał dzieck
                                                > o
                                                > - no, aha, ale wiele matek też tak robi.

                                                to proste - obiektywizmowi
    • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 25.03.09, 23:11
      A wiesz, Brak talentu, co dla mnie jest niskie w sprawach finansowych, o których
      też tu dyskutujemy? Że ojciec, który jest naprawdę dobrze sytuowany, robi teraz
      wszystko, żeby udowodnić, że stać go na alimenty groszowe, więc np. zaniża swoje
      dochody i przepisuje jedno z posiadanych mieszkań na matkę. Czyli wychodzi na
      to, że u tatusia można dostać ładne zabaweczki, jak się tam jest, ale na
      utrzymanie swojego dziecka na codzień to już tatuś będzie łożyć w wysokości
      25-30% faktycznych kosztów, wcale nie zawyżanych przeze mnie.
      Choć i te zabaweczki pewnie racji bytu mieć nie będą, bo oboje w fundowaniu
      atrakcji swoim nawet dzieciom skąpi są do przesady - przepraszam, synek jest
      faworyzowany i dostaje sporo kasy, ma założone wysokie lokaty,nawet kiedy
      jeszcze sam nie był tatusiem. A córka będąc w liceum trudniła się sprzątaniem,
      żeby np. kupić sobie sama słowniki i podręczniki do nauki języka. Ale to też
      jest takie wychowawcze, jak jedno dziecko jest lubiane i szanowane, a drugie
      nie, jak się przyjmuje do domu dupę synusia z przychówkiem, a córce radzi, żeby
      w podobnej sytuacji wpadki pomyślała o aborcji (własne słowa tatusia).
      I faktycznie wnosząc do sadu o częste (2 razy w tyg.) spotkania w miejscach
      neutralnych pozbawię moje dziecko więzi z tak cudownym i tak pedagogicznie
      nastawionym tatusiem.
      I zaczynam mieć wrażenie, że dużo pań by tu było usatysfakcjonowanych, gdyby
      dziecko na stałe do tatuńcia trafiło. Bo przecież to rodzina pełna,połączenie z
      cudownym rodzeństwem, a kochasia ukarana na całe życie - a że dziecko nie
      kochane, to mniejsza z tym, samo sobie winne, bo jest dzieckiem kochanki i po co
      na świat się prosiło.
      • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 25.03.09, 23:32
        > I zaczynam mieć wrażenie, że dużo pań by tu było usatysfakcjonowanych, gdyby
        > dziecko na stałe do tatuńcia trafiło. Bo przecież to rodzina pełna,połączenie z
        > cudownym rodzeństwem, a kochasia ukarana na całe życie - a że dziecko nie
        > kochane, to mniejsza z tym, samo sobie winne, bo jest dzieckiem kochanki i po c
        > o
        > na świat się prosiło.

        eee, mówiąc wprost - pieprzysz.

        > też tu dyskutujemy? Że ojciec, który jest naprawdę dobrze sytuowany, robi teraz
        > wszystko, żeby udowodnić, że stać go na alimenty groszowe, więc np. zaniża swoj
        > e
        > dochody i przepisuje jedno z posiadanych mieszkań na matkę. Czyli wychodzi na
        > to, że u tatusia można dostać ładne zabaweczki, jak się tam jest, ale na
        > utrzymanie swojego dziecka na codzień to już tatuś będzie łożyć w wysokości
        > 25-30% faktycznych kosztów, wcale nie zawyżanych przeze mnie.

        nic nowego ani dziwnego - standardowe działania dużej grupy ojców. Ojciec mojego
        dziecka robił podobnie. Tylko, że mu się nie udało - przegrał sprawę o obniżenie
        alimentów. Dodam, że dziecko jest małżeńskie ;-D
        • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 25.03.09, 23:37
          > nic nowego ani dziwnego - standardowe działania dużej grupy ojców. Ojciec mojego
          > dziecka robił podobnie. Tylko, że mu się nie udało - przegrał sprawę o obniżenie
          > alimentów. Dodam, że dziecko jest małżeńskie ;-D

          za wczesnie mi się wysałało - powyzsze działania nie mają jednak wpływu na WIĘŹ
          między dzieckiem a ojcem, nie powodowały pogorszenia traktowania dziecka itp.
          Czyli chęc wyślizgania sie z alimentów o odpowiedniej wysokości niekoniecznie
          oznacza, że dziecko będzie równie nieodpowiedzialnie traktowane jak kwestia
          finansów.
          Baaa, ojciec mojego dziecka de facto dzięki sprawie o obniżenie alimentów
          ponownie nawiązał zerwany 10 miesięcy wczesniej kontakt z dzieckiem. I motywy
          tegoz były raczej związane z pokazaniem sie sądowi z lepszej strony niż
          dotychczas, ale de facto dla mojego dziecka okazałao się to korzystne - ojciec
          "powrócił" i jest w sposób dośc regularny, dziecko z weekendów u ojca czy
          wakacji z nim i jego rodziną wraca zadowolone.
      • braktalentu Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 26.03.09, 11:04
        Bez względu na okoliczności poczęcia dziecka, rodzice mają obowiązek
        łożyć na Jego utrzymanie. Alimenty nie powinny stanowić żadnego
        problemu. Wystarczy, że przedstawisz koszty utrzymania dziecka i
        poprzesz wnioskowaną kwotę dowodami dotychczasowych przelewów - będą
        świadczyły o możliwościach finansowych ojca. Fakt przepisania
        majątku na osoby trzecie nie jest trudny do udowodnienia i też
        stanowi argument na Twoją korzyść.
        Na Twoim miejscu darowałabym sobie w sądzie opowieści o tym, kto
        jakie dupy do domu ojca przyprowadza i kto komu proponuje aborcje.
        Poziom alimentów zależy od możliwości zarobkowych pozwanego i
        uzasadnionych potrzeb dziecka. Moralność rodziców to kwestia raczej
        poboczna i oboje macie tu sporo do stracenia. Powodem do obniżenia
        dotychczas otrzymywanej przez Ciebie kwoty może być właśnie wyjazd.
        Tak daleka przepowadzka "za chlebem" sugeruje, że Twoje możliwości
        finansowy się zwiększą i będziesz mogła współuczestniczyć w
        utrzymywaniu dziecka.

        Nie wierzę, żeby którakolwiek z samomam cieszyła się nieszczęściem
        Twojego dziecka. Większość rozumie, że trudno jest przeżyć życie
        dokonując tylko właściwych wyborów. Jednym wystarczy informacja, że
        ogień jest gorący, inni muszą podejść bliżej i poczuć, a jeszcze
        inni dopiero przy oparzeniach trzeciego stopnia odkrywają, że coś w
        tym musi być. Ważne jest co zrobi się ze zdobytym doświadczeniem,
        jakie wnioski się wyciągnie i jaki to będzie miało wpływ na dalsze
        losy nas i naszych bliskich.
        Życzę z całego serca, żebyś mimo popełnionych błędów odnalazła w
        sobie siłę na bycie przede wszystkim rozsądną mamą, a nie tylko
        upokorzoną byłą kochanką.

        B.
        • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 26.03.09, 18:14
          Braktalentu, o to właśnie chodzi, że wolę być dobrze zarabiającą mamą z
          groszowymi alimentami niż kiepsko opłacaną wyrobnicą, która na przelew od ojca
          dziecka czeka jak na zbawienie wieczne. Niemniej padły tu argumenty, które
          przekonują mnie, że przeprowadzka jak na razie jest pochopna, tym bardziej, ze
          nie mam gwarancji, że tam uda mi się od razu odnieść sukces i to samej z małym
          dzieckiem, bez pomocy bliskich. A pieniądze przejada się szybko...
          Tylko, że aby dojść do czegoś, potrzeba trochę czasu i pracy, bo nic samo z
          nieba nie spada. Pracuję intensywnie, ale czas mi się skraca i niestety,
          mieszkania raczej nie uda mi się utrzymać. Echsad.
          Czy jestem upokorzona jako ex kochanka? Ten etap już dawno za mną, kiedy
          patrzyłam leżąc tygodniami na patologii ciąży, jak do przyszłych mam przychodzą
          szczęśliwi mężowie, kiedy w weekendy taszczyłam sama wózek na spacer do pełnego
          ludzi parku i czułam się jak odmieniec. Tak, to wszystko skłoniło mnie do
          refleksji nad kształtem mojego macierzyństwa i nad związkiem z człowiekiem,
          którego wad i wygodnictwa wcześniej nie widziałam, bądź generalnie przymykałam
          na to oko. Jestem dumna z jednego, że mimo awantur, straszenia i finalnego
          odcięcia od kasy, brzydko mówiąc - znalazłam w sobie odwagę, żeby ten niszczący
          związek zerwać. I nie poddać się pokusie kontynuacji go za cenę spokoju i w
          miarę wygodnego życia. Chyba po raz pierwszy od prawie 3 lat, mimo wszystkich
          problemów, czuję, że jestem sobą i że żyję SWOIM życiem.
          A co do kwestii alimentacyjnych - jednak moje zdanie jest takie, że to celowe
          zaniżanie przez panów dochodów jest gierka nikczemną i godzi nie tylko w samotne
          matki, ale i w ich wspólne dzieci - bo często na trwałe obniża to ich standard
          życia. A jest to moim zdaniem tym bardziej niegodziwe, gdy ludzie byli
          małżeństwem i coś ich przecież kiedyś łączyło. I tu mnie jednak Chalsia nie
          przekona, że nie ma to nic wspólnego z brakiem dbałości o dobro dziecka - bo
          skoro dwoje było do zapłodnienia, to i dwoje być powinno do utrzymania. Nawet,
          gdy matce nieźle się powodzi.
          Co do opisu różnych niezbyt fajnych zachowań ojca mojej córki, nie o to chodzi,
          że chce o nim opowiadać jakieś historyjki w sadzi - już mi wystarczy, że to on
          straszy mnie robieniem ze mnie wariatki. Chodziło mi tylko o to, że nie zawsze
          dany rodzic faktycznie chce i umie podtrzymywać więź ze swoimi dziećmi, czy
          ślubnymi, czy nieślubnymi. W świetle jego różnych mało zaszczytnych zachowań i
          skupiania własnej uwagi na przede wszystkim jego własnych interesach i wygodzie
          życiowej - nie jestem pewna, czy małemu dziecku tak częste obcowanie z kimś
          takim na dobre wyjdzie. Na tyle go niestety poznałam ,ze zdaję sobie sprawę, że
          obecne parcie do kontaktów z małą i to na jego własnym gruncie jest po prostu
          działaniem odwetowym za to, że ośmieliłam się go odrzucić i że pewnie też nieźle
          mu się dostało od zony za jego sprawki.
          I nikt mnie nie przekona, że znajdowanie się przez małe dziecko w sferze tak
          odmiennych wpływów obojga rodziców i takiego braku kontaktu między nimi - będzie
          dobre. Jeżeli ten człowiek nie potrafi zwrócić się do mnie jako do matki swojego
          dziecka z jakąś sensowną propozycją rozmowy o dalszych kontaktach z córką, jeśli
          tylko kategorycznie żąda wydania mu dziecka do domu i nie obchodzą go
          jakiekolwiek sprawy z córką związane... To obserwacja takiej dziwacznej relacji
          między rodzicami i zerowego porozumienia między nimi może zaprocentować dla
          dziecka w przyszłości gorzej niż nawet nieco rzadsze kontakty z ojcem.
          Jednak moim zdaniem córka jest w tej chwili zbyt mała, żeby udźwignąć ciężar
          takiej relacji między rodzicami i zrobię wszystko, żeby na dzień dzisiejszy
          ochronić ją przed atmosferą wrogości, konfliktu i obojętności na jej potrzeby.
          Ojciec przy niej potrafił mi grozić, że ją odbierze - a poskutkowało to tym, że
          dziecko które spało samo itp., chce spać tylko ze mną, boi się ciemności, a
          nawet w dzień gania za mną, gdy tylko wyjdę z pokoju.
          Nie wydaje mi się, żeby takie zachowanie dyktowane było dobrem córki i chęcią
          zachowania więzi z nią... Której mu zresztą absolutnie nie bronię...
          • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 00:01
            > małżeństwem i coś ich przecież kiedyś łączyło. I tu mnie jednak Chalsia nie
            > przekona, że nie ma to nic wspólnego z brakiem dbałości o dobro dziecka - - bo
            > skoro dwoje było do zapłodnienia, to i dwoje być powinno do utrzymania. Nawet,
            > gdy matce nieźle się powodzi.

            Nigdy nic takiego nie napisałam, wyciągasz błędne wnioski. Dokładnie tak samo
            myślę i dlatego przez 2,5 roku walczyłam w sądzie przeciwko obniżeniu alimentów.

            Natomiast napisałam:
            "Czyli chęc wyślizgania sie z alimentów o odpowiedniej wysokości niekoniecznie
            oznacza, że dziecko będzie równie nieodpowiedzialnie traktowane jak kwestia
            finansów."
          • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 00:49
            > I nikt mnie nie przekona,

            i to jest podstawowy blad Twojej postawy - Ty z założenia nie chcesz spojrzeć na
            to z pewnej perspektywy, dopuścic do głosu, ze może być inaczej.
            Nikt z nas nigdy sie nie przekona, czy robiąc cos innego niż zrobił, wyszedłby
            na tym lepiej.
            Mam dla Ciebie jedną radę - weź wydrukuj ten wątek i idź o tym porozmawiać z
            psychologiem dziecięcym. Po co wątek - bo stanowi świetną podstawę do rozmowy z
            psychologiem. Ale zeby to zrobic musisz dopuscić do siebie myśl, ze możesz się
            mylić.

            > ślubnymi, czy nieślubnymi. W świetle jego różnych mało zaszczytnych zachowań i
            > skupiania własnej uwagi na przede wszystkim jego własnych interesach i wygodzi
            > e
            > życiowej - nie jestem pewna, czy małemu dziecku tak częste obcowanie z kimś
            > takim na dobre wyjdzie.

            to w końcu chodzi o częstotliwość kontaktów czy o ich miejsce?
            Bo ani spotkania w Twoim domu ani w parku z Tobą w tle nie uchronią dziecka
            przed jego wpływem. Ale do Ciebie jakoś to nie dociera. Jedynie całkowite
            zerwanie kontaktu z ojcem może to spowodować.


            > I nikt mnie nie przekona, że znajdowanie się przez małe dziecko w sferze tak
            > odmiennych wpływów obojga rodziców i takiego braku kontaktu między nimi - będzi
            > e
            > dobre.

            źle postawiony problem. To nie jest kwestia "czy będzie dobre", bo lepsza by
            była pełna zgodnośc i wspólpraca. Kwestią jest to, czy to będzie lepsze od
            odcięcia dziecka od ojca (bo do tego sie to sprowadza) albo czy będzie lepsze od
            widywania sie na Twoich warunkach w parku.
            To jest wybór "mniejszego zla" a nie tego co "dobre", bo takiej opcji w Waszej
            sytuacji po prostu nie ma.
            I wiem co piszę, bo stalam przed identycznymi dylematami (za wyjątkiem tego, że
            mam neksię, która nie stosowała wobec mnie gróźb smile )

            > jakiekolwiek sprawy z córką związane... To obserwacja takiej dziwacznej relacji
            > między rodzicami i zerowego porozumienia między nimi może zaprocentować dla
            > dziecka w przyszłości gorzej niż nawet nieco rzadsze kontakty z ojcem.

            może, ale nie musi. Psycholog dziecięcy by Ci powiedział, ze jest dokładnie na
            odwrót. Tylko, że trzeba do niego pójść i porozmawiać.

            > Jednak moim zdaniem córka jest w tej chwili zbyt mała, żeby udźwignąć ciężar
            > takiej relacji między rodzicami i zrobię wszystko, żeby na dzień dzisiejszy
            > ochronić ją przed atmosferą wrogości, konfliktu i obojętności na jej potrzeby.

            Jesli chcesz ją przed taka atmosferą ochronić, to NA PEWNO nie doprowadzą do
            tego Twoje aktualne działania i starania. Bo nawet wygrana w sądzie sprawa o
            kontakty w Twojej obecności tego nie da.

            > Ojciec przy niej potrafił mi grozić, że ją odbierze - a poskutkowało to tym, że
            > dziecko które spało samo itp., chce spać tylko ze mną, boi się ciemności, a
            > nawet w dzień gania za mną, gdy tylko wyjdę z pokoju.

            być może to skutek gróźb ojca i zaburzonego w związku z tym poczucia
            bezpieczeństwa. Ale równie dobrze może to być normalna faza rozwojowa dziecka.
            Niestety nie pamietam juz w tej chwili ile mała ma lat. Przeczytaj sobie książke
            pt "rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat".

            > Nie wydaje mi się, żeby takie zachowanie dyktowane było dobrem córki i chęcią
            > zachowania więzi z nią...

            Owszem, nie jest dla niego priorytetem dobro Twojej córki, co autoamtycznie nie
            oznacza, że zabieranie jej do jego domu jej zaszkodzi.
            Zaręczam Ci, że byłby facet masochistą, gdyby chciał utrzymywać kontakt z
            dzieckiem Tobie na złość, mając w domu rozgoryczoną i wsciekłą żonę.



            >Której mu zresztą absolutnie nie bronię...

            nie bronisz, ale warunki tych kontaktów są konfliktogenne.
            • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 09:15
              Chalsia, a nie uważasz, że to JEGO warunki kontaktów są konfliktogenne? Z jakiej
              racji mam bardziej przejmować się poczuciem jego żony, że w czasie jego kontaktu
              z córką nie jest zdradzana - niż własną córką? Bo tak naprawdę cały problem do
              tego się sprowadza, żeby obca i postronna osoba miała kontrolę nad kontaktem
              ojca z dzieckiem. A naprawdę bardziej mnie tu samopoczucie mojego dziecka
              obchodzi, wysłanie jej do nich to jak w paszczę lwa, obrazowo mówiąc. Sama
              zresztą piszesz o rozgoryczeniu i wsciekłości tej osoby - z jakiej racji mam na
              to dobrowolnie własną córkę narażać?
              Naprawdę nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety nie będące matkami dzieci swoich
              partnerów tak bardzo dążą do zawłaszczania kontaktów tychże partnerów z ich
              dziećmi, dlaczego tak często wywierają presję, aby te kontakty nie odbywały się
              w miejscu zamieszkania dziecka i za wszelką cenę starają się odrywać malutkie
              dzieci od ich matek i przyjaznego im otoczenia. I nie myślę tu jedynie o swoim
              problemie, jest to dość częsty konflikt między byłymi żonami-matkami i paniami,
              które przyszły po nich drugie w kolejności.
              Moje dziecko nie ma nawet 3 lat i przed chamstwem, zaniedbaniem, oschłością,
              złośliwością się nie obroni. Czym innym byłyby takie kontakty za lat kilka,
              np.3-4, ale niestety, stało się jak się stałosad.
              Jak to zauważyłaś, nie miałaś problemu ze stosunkiem nexi do Twojego dziecka - a
              to zasadniczo zmienia perspektywę.
              A powiem więcej, znam osoby, które z różnych przyczyn swoich ojców nawet nigdy
              nie poznały (śmierć ojca, brak zainteresowania potomstwem, zrzeczenie się praw)
              i jakoś nie są osobami z defektami emocjonalnymi.
              • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 10:45
                > Chalsia, a nie uważasz, że to JEGO warunki kontaktów są
                konfliktogenne?

                Ja piszę o aktualnych kontakatch a nie o tych, które on proponuje -
                a które NIE MAJĄ jeszcze miejsca. Dokładnie dośc opisałas, jak
                wyglądają kontakty u Ciebie w domu od momentu, gdy podjęłaś decyzję
                zerwania z nim związku i wstąpienia na drogę prawną. Przy czym nie
                oznacza to, że źle zrobiłaś podejmując takie decyzje.
              • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 10:55
                > Naprawdę nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety nie będące matkami
                dzieci swoich
                > partnerów tak bardzo dążą do zawłaszczania kontaktów tychże
                partnerów z ich
                > dziećmi, dlaczego tak często wywierają presję, aby te kontakty
                nie odbywały się
                > w miejscu zamieszkania dziecka i za wszelką cenę starają się
                odrywać malutkie
                > dzieci od ich matek i przyjaznego im otoczenia. I nie myślę tu
                jedynie o swoim
                > problemie, jest to dość częsty konflikt między byłymi żonami-
                matkami i paniami,
                > które przyszły po nich drugie w kolejności.

                nie rozumiesz? To wystarczy poczytać sobie wątki z forum macochy,
                żeby zrozumieć (co jak wcześniej pisałam - niekoniecznie oznacza
                zaakceptować). W większości przypadków ma to podłoże w
                niedojrzałości emocjonalnej.
                • chalsia Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 27.03.09, 11:21
                  Przypomnę swój post z innego Twojego wątku.

                  "A główną rzecz jaką masz do przemyślenia, to w jaki sposób
                  ochronić córkę przed takimi tekstami do niej, jakie wczesniej
                  zacytowałaś. Spotkania w Twojej obecności jej przed tym nie
                  uchronią. Jak widzisz pranie mózgu mozna uskuteczniać nawet w
                  Twojej obecności.

                  Natomiast jest mozliwe, że przy spotkaniach BEZ Twojej obecności
                  ojciec przestanie raczyć córkę takimi wypowiedziami, bo one - choć
                  wypowiadane do córki - miały na celu trafienie Ciebie. Czyli
                  dziecko rykoszetem dostawało z racji Twojej obecności.

                  > robił pranie mózgu, a jego żona może ją po prostu np. uderzyć i
                  ja się nawet o
                  > tym nie dowiem.

                  równie dobrze może Ci doniczka spadająca z parapetu okiennego na
                  ulicy rozwalić głowę. Czy w związku z tym nie chodzisz po ulicach?
                  Gdyby jednak cos takiego się stało - dziecko Ci o tym da znać -
                  albo Ci powie albo zorientujesz się sama.

                  Co bym zrobiła? Starała się w sądzie o ustalenie tymczasowego
                  ustalenia kontaktów na próbę tzn. na 3-4 miesiące ojciec miałby
                  prawo zabierac córkę od Ciebie z domu np. w co drugą sobotę na
                  kilka godzin (np. 5), po czym po upływie tych 4 miesięcy by
                  skierowano Ciebie, dziecko, ojca i jego zonę (koniecznie) na
                  badanie w RODK. I ostateczne orzeczenie o kontaktach dopiero wtedy.
                  Jesli w trakcie tych 16 w sumie wizyt u ojca cos by się działo nie
                  tak, to po pierwsze Ty to możesz zauważyć, a po drugie w RODK
                  powinno to wyjść.
                  I jeszcze warto by było w tym okresie próbnym, by kurator ze 2-3
                  razy z nienacka skontrolował jak wygląda sytuacja w domu ojca, gdy
                  mała tam jest.
              • jogo2 Re: do złakobieta 30.03.09, 14:17
                Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Bardzo dobrze to ujęłaś. Ja Ci powiem,
                dlaczego aktualne partnerki ojca biologicznego - bo tak to chyba trzeba określić
                tak robią: po pierwsze, żeby mu, temu samcowi, na którego względach im zależy,
                udowodnić, że są pod każdym względem najlepsze, nawet dla "obcych dzieci" są
                takie dobre, a po drugie, żeby starać się wpłynąć na wypracowanie negatywnego
                (przez porównanie do nich) obrazu rywalki, która jest rywalką, nawet jak jest
                była. Dlatego nie leży w interesie pani aktualnie będącej u boku ojca dziecka
                wzmacnianie w dziecku pozytywnego obrazu jego matki, pominąwszy fakt, że dostaje
                ona (ta kobieta) na weekend/część wakacji dziecko nakarmione, ubrane we właściwy
                rozmiar ubrania, z obowiązkiem szkolnym realizowanym na bieżąco (tzn. ktoś je
                zbudził, dał śniadanie, zawiózł, wyposażył, etc.), z nieraz skomplikowanymi
                problemami zdrowotnymi (próchnica, skolioza, niedomknięte 3 zastawki, mam
                wymieniać dalej...?) pod kontrolą, i taka za przeproszeniem.... śmie się
                wyrazić, czy to na forum, czy gdzie indziej, że eksię "zazdrość zżera". Ja też
                to nazywam rozwalaniem więzi dziecko - matka.
                Oczywiście wyżej opisane osoby, podobnie zresztą jak wszyscy ludzie, bywają
                mądrzejsze i głupsze, w mniejszym lub większym stopniu potrafią opanowywać
                negatywne emocje, rozumieć swoje emocje, również nieuświadomione. Zresztą
                opisane powyżej przeze mnie postawy są w większej części własnie nieuświadomione
                i gorąco bronione pod płaszczykiem pojemnego pojęcia "dobra dziecka" (dziecko ma
                prawo, żeby jego ojciec miał prawo je widywać za pieniądze które na nie płaci, a
                jego aktualna żona ma prawo nie wychodzić ze swojego bądź co bądź domu),
                niezależnie od tego, że zdarzają się matki, które nie są najlepsze, podobnie jak
                od każdej zasady są wyjątki. Tym niemniej, atmosfera, która obecnie wytworzyła
                się wokół problemu samotnego macierzyństwa (ciekawe jaki jest procent samotnych
                ojców w porównaniu do proc. samotnych matek) oraz aktualnych partnerek ojca jest
                zdecydowanie tendencyjnie jednostronna.
                Pozdrawiam Cię serdecznie,
                • braktalentu Re: do złakobieta 30.03.09, 16:03
                  Co w sytuacji kiedy samodzielna matka układa sobie życie z nowym
                  partnerem? Czy nowy samiec w domu nie stanowi zagrożenia dla więzi
                  ojciec - dziecko? Spędza z nim więcej czasu niż ojciec biologiczny
                  funkcjonujący zgodnie z planem spotkań (chętnie
                  nazywanych "widzeniami"), ma możliwość podkopywania autorytetu tegoż
                  ojca, uczy jeździć na rowerze i pływać, w przeciwieństwie do taty,
                  który straszony uniemożliwieniem spotkań zmusza do odrabiania lekcji
                  i mycia uszu, taki ojczym też najczęściej nie chce wychodzić z domu,
                  kiedy jest w nim dziecko, bo tam z matką tegoż dziecka mieszka ...

                  Jogo, kobito, ja rozumiem Twoją waleczną postawę, ale z całym
                  szacunkiem postulowałabym mniej radykalizmu i emocji, a więcej
                  zdrowego rozsądku.
                  No, ale ja macochą jestem-smile.
                  • chalsia Re: do złakobieta 30.03.09, 20:15
                    > Jogo, kobito, ja rozumiem Twoją waleczną postawę, ale z całym
                    > szacunkiem postulowałabym mniej radykalizmu i emocji, a więcej
                    > zdrowego rozsądku.

                    amen
      • zla.kobieta1000 No i wyszło szydło z worka... 06.04.09, 17:43
        ... a to tak dla informacji tych wszystkich, które tak broniły świętego związku
        dziecka z tatusiem i macochąwink...
        Tatuś poinformowany przeze mnie telefonicznie o założeniu sprawy o miejsce
        zamieszkania córki i kontakty, stwierdził, że on wcale tych kontaktów nie
        potrzebuje, ze mogę sobie dziecko wychowywać w spokoju, a on nie chce mieć z tym
        nic wspólnego.
        Jak na razie wychodzi więc, że jego działania były czystą złośliwością wobec
        mnie i niczym więcej.
        W tle słyszałam dzikie wrzaski cudownej, zrównoważonej macochy, która uroczo
        nazwała moją córkę m.in. bękartem - faktycznie ich dom jest odpowiednim miejscem
        dla mojej córki, czyż nie?
        • chalsia Re: No i wyszło szydło z worka... 06.04.09, 17:58
          > W tle słyszałam dzikie wrzaski cudownej, zrównoważonej macochy,
          która uroczo
          > nazwała moją córkę m.in. bękartem

          no, jakby na to nie patrzeć - to tak sie od zawsze takie dziecko
          pozamałżeńskie nazywało.

          AD MERITUM - to się w takim razie ciesz i dziekuj opatrzności, bo
          masz problemy z głowy
        • agamagda Re: No i wyszło szydło z worka... 06.04.09, 21:15
          No cóż, jeśli się ma wystarczająco silną wolę, wszystko można
          zniszczyć.

          Złakobieto, wiedz, że to
          > Tatuś poinformowany przeze mnie telefonicznie o założeniu sprawy o
          miejsce
          > zamieszkania córki i kontakty, stwierdził, że on wcale tych
          kontaktów nie
          > potrzebuje, ze mogę sobie dziecko wychowywać w spokoju, a on nie
          chce mieć z ty
          > m
          > nic wspólnego.



          Nie bronię tatuśków i alimenciarzy, ale ... cóż człowiek jest tylko
          człowiekiem. Twoje zachowanie doprowadziło do tego, że Twoje dziecko
          nie będzie miało ojca. Ojciec tego dziecka był zły dla CIEBIE.
          Zupełnie nie zauważasz, że dziecko to inna osoba, to nie część
          Ciebie, ani nie Twoja własność. Ty jemu niszczysz relacje w imię
          swoich uprzedzeń. cóż....


          Wychowuj więc sama swoja córkę. Zdobyłaś to chciałaś.
          • zla.kobieta1000 Re: No i wyszło szydło z worka... 06.04.09, 22:13
            Jemu niszczę relacje? Ludzie, jego pańcia obraża przy nim jego dziecko, a on nie
            reaguje... Cały czas mu proponuję spotkania, a on mi wali nagle coś takiego. A,
            i dowiedział się już, że będzie sprawa, teraz się wściekł i zmienił front znowu
            o 180 st., tak że nawet chyba o miejsce zamieszkania dziecka będziemy się
            szarpać... Ja nikomu już i niczemu się nie dziwię, tylko bardzo chciałabym, żeby
            moja córka uniknęła kontaktu z macochą jak ze złej bajki - bo niestety na
            życzliwą obojętność tej pani tu nie ma co liczyć... A ja potem nie mam ochoty
            prowadzać dziecka po psychiatrach...
            • chalsia Re: No i wyszło szydło z worka... 06.04.09, 23:00
              > szarpać... Ja nikomu już i niczemu się nie dziwię, tylko bardzo chciałabym, żeb
              > y
              > moja córka uniknęła kontaktu z macochą jak ze złej bajki - bo niestety na
              > życzliwą obojętność tej pani tu nie ma co liczyć..

              a czy - decydując sie na tę rozmowę telefoniczną - byłas tak mądra by ją nagrać?
              • zla.kobieta1000 Re: No i wyszło szydło z worka... 11.04.09, 14:01
                Chalsia, nagranie nie jest żadnym dowodem w sądzie (trzeba mieć zgodę osoby
                nagrywanej) - niemniej im powiedziałam, że ich wypowiedzi zostały nagrane i
                znacząco jak na razie spuścili z tonu. Z ojcem mojej córki miałam okazję spotkać
                się potem w parku, na jego prośbę - jemu samemu na pewno nigdy kontaktów z
                dzieckiem utrudniać nie będę ani na złość nic robić, bo w tej wojence oberwali
                wszyscy, a najbardziej moje małe dziecko... Zaproponowałam mu m.in., żeby sobie
                sam z naszą córcią na plac zabaw chodził, bez swojej pani, choć to chyba będzie
                wymagało kilku wspólnych spotkań w moim towarzystwie, bo mała nigdzie z nim iść
                nie chciała (i to nie dlatego, że teraz jest konflikt - tak było zawsze, nigdy i
                nigdzie sami nie wychodzili, nie jest do tego przyzwyczajona). On teraz stara
                się być miły i uprzejmy, żebym za bardzo nie czepiała się o kasę na rozprawie -
                a ja będę miła i uprzejma, jeśli nie będzie narażał naszej córki na kontakt z
                osobami jej wrogimi.
                Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Czekam wciąż na obie rozprawy. Wiem jedno, do tego
                domu moje dziecko nie pójdzie, bo nie pozwolę na to, żeby ją tam poniewierano. I
                naprawdę nikt mi nie wmówi, że dobrem dziecka jest kontakt z ojcem w obecności
                osoby nastawionej nieżyczliwie do niego - to zresztą za mało powiedziane. To już
                nie jest nieżyczliwość, to jawna nienawiść.
    • julianne9 Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 17:12
      Moim zdaniem dobrze robisz zaoszczędzisz dziecku problemów psychicznych
      zwłaszcza że tatuś jako ojciec się nie sprawdza .Sama pisałaś o tym że
      faworyzuję jednego z dzieci,że powiedział ze nie obchodzi go co się stanie z
      jego dziećmi itd.
      No i macocha w twojej sytuacji wielkie zagrożenie dla psychiki małego dziecka
      -wogóle macocha jest zagrożeniem zazwyczaj.
      Maja rada
      1 ustal sądownie kontakty i alimenty.
      2 Powoli ograniczaj spotkania z ojcem ,nie szybko bo będą protesty i szok dla
      dziecka ,z każdym miesiącem co raz mniej
      3 wyjazd do innego miasta jest dobry tylko moze najpierw wynajmij mieszkanie a
      nie sprzedawaj, zawsze to jakiś dochód a sprzedać możesz zawsze,po za tym gdyby
      ci się cos nie udało w innym mieście zrealizować swoich planów to zawsze mozesz
      wrócić do mieszkania a jakbyś sprzedała i nici z planów nie wyszło to mogłabys
      miec potem problem nie mogłabyś zaspokoić bytu swojej córce a facet moze to
      wykorzystać więc lepiej uważać. Mało prawdopodobne aby tak było ale trzeba
      zwracać uwage na wszystkie okoliczności
      4 A może znajdz mu nowa kochankę to wtedy odczepi się od was ,facet jak
      zazwyczaj znajduję nowa kobiete przestaję się interesować dzieckiem więc może
      warto skorzystac z tej cechy charakteru mężczyzny?
      Życzę powidzenia
        • julianne9 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 19:05
          Poczytaj sobie forum macochy baby boom tam będziesz miała rozwiniecie tego co
          miałam na myśli i zwróć uwagę na nie jaka Kindzia 100 jak niszczyła swoje
          pasierbice aż tak że potrzebowały pomocy psychologa.Nie jest to troll ,można ją
          znaleźć na Naszej Klasie tu masz link

          www.babyboom.pl/forum/macochy-f252/
          • madziulec Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 20:20
            Rzucilam okiem na link podany przez Ciebie.

            I ogolnie to nawet nie chce nawiazywac do problemu macocha - pasierbice.

            Ja po prostu wspolczuje ludziom, ktorzy musza z taka dwulicowa osoba sie zadawac.
            Przykre jest to, ze taka osoba bedzie dla swojego partnera super niunia, cudowna
            kochanka dopoki go nie usidli (to normalne i nei mam jej tego za zle i nei
            uwazam jego tez za jakiegos starsznego idiote). Potme zas pokaze na co ja stac,
            pokaze swoj charakterek, przestanie byc potulna, milutka pania, a okaze sie znow
            wredna jedza.


            I to jest chyba tragedia wszystkich.
            Dzieci z pierwszego zwiazku, bo one traca kontakt z ojcem, ojca, bo przejrzy na
            oczy jak oberwie pierwszy raz (a szybko oberwie i wtedy naprawde bardzo szybko
            otrzezwieje) i zazwyczaj dziecka z tego drugiego zwiazku.


            PS
            To, co pisze pisze takze z wlasnego doswiadczenia, gdzie dama serca mojego ex
            jest wlasnie taka pania udajaca. Juz przestala udawac.
            Ex szuka ukojenia gdzie indziej, wraca do domu po nocy.
            I teraz i moje dziecko i jej nie maja ojca. I tak sobie mysle.. na co jej to
            wszystko bylo?
            • julianne9 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 20:54
              Ja jak czytałam to forum baby boom zwróciłam uwagę bardziej na ich facetów jaki
              poziom prezentują,moim zdaniem po prostu żenujący .
              Sa wstanie sprzedac własne dziecko dla kawałka dolnej części ciała
              samicy,problem polega na tym ze zazwyczaj ojcowie tak robią są wstanie poświęcić
              dobro dziecka dla własnej wygody i to jest przerażające.
              I nie koniecznie trzeba prezentować ich poziom wystarczy umiejętna manipulacja
              popatrz na forum macochy gazeta.pl post historia nieświąteczna Dyderko.
              Nie źle wyrolował tatuś te dzieci z rzuciła na nich cała winę ze się nie
              interesowały jego chorobą mimo ze nikt ich o tej chorobie nie powiadamiał. Nie
              zła manipulacja i wypięcie się na dzieci.
              Od dawna pewnie to planował tylko szukał pretekstu aby być czystym. Tacy są
              ojcowie niestety.
              • de_la_hoya Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 03.05.09, 16:21
                julianne9 napisała:

                > Tacy są
                > ojcowie niestety.

                zmartwię cię (pocieszę?), że nie wszyscy
                znam wielu ojców przez duże O
                wielu z nich rozstało się z matkami swoich dzieci nie dlatego, że połasili się
                na dolną część ciała innej pani a dlatego, że matka ich dzieci połasiła się na
                dolną część ciała innego pana
                nie tylko faceci mają kochanki
                znam wielu ojców dla których ich dzieci są ważniejsze niż kobieta i kobiety
                które to rozumieją, które potrafią wyjść z domu, żeby nie drażnić psychiki
                dziecka nastawianego przez matkę

                ja np jestem dzieckiem z drugiego związku
                z tą różnicą, że mój ojciec najpierw rozstał się kulturalnie ze swoją pierwszą
                żoną a potem związał z moją matką
                moja matka nie miała nic przeciwko jego wizytom u dzieci albo u byłej żony
                (dzieci były duże i nie zawsze były w domu)
                jego pierwsza żona nie miała nic przeciwko temu że często przychodziłam do niej
                razem z ojcem
                sama mnie zapraszała, dawała prezenty
                ogólnie było miło
                moja matka nie starała się być matką dla jego synów a jego była żona nie udawała
                moje matki
                nie twierdzę, że obie żony mojego ojca żyły jak w raju w związku z tą sytuacją
                ale nigdy nie było krzywych akcji

                jednym słowem da się ale tego muszą chcieć oboje a niestety większość nie
                potrafi schować do kieszeni swojej urazy tylko walczą w imię "dobra dziecka"
                zupełnie zapominając o dziecku
          • braktalentu Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 20:24
            Aaaaa, rozumiem, że "zazwyczaj" odnosi się do przypadku Kindzi 100 i
            Jej narzeczonego. To faktycznie reprezentatywna grupa dla
            określenia "zazwyczaj". Ja "zazwyczaj" spotykam inne macochy. Choćby
            takie, które wypowiedziały się o swoich pasierbach na gazetowym
            forum "macochy" w wątku sklerozy 55 "cudze dzieci" - polecam lekturę
            w ramach poszerzania horyzontów.
            Słyszałam, że "zazwyczaj" byłe żony to wredne, sfrustrowane exiary,
            utrudniające kontakty i wydające alimenty na gacha, waciki, tipsy i
            solar. Co ciekawe znam wiele byłych żon i żadna taka nie jest. A Ty
            ile macoch znasz osobiście?
            • julianne9 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 20:45
              Nie patrz na tylko na osobę kindzi100 podałam przykład najbardziej skrajny na
              tamtym forum .Poczytaj sobie to forum a wyrobisz sobie zdanie.
              Czytałam już forum macoch na gazeta.pl i owszem są tam kobiety w miarę normalne
              , ale niestety jest to grupa nieliczna ,która stworzyła klimat tego forum a
              reszta....raczej ma inne zdanie.
              Nawet te macochy które zaliczyłabym do grupy normalnych chcą być najważniejsze
              dla swoich facetów ,widać dla własnych ojców nie były.
              Jednak w wątku złej kobiety 1000 jest inny problem tu macocha jej córki jest
              zagrożeniem dla jej dziecka a ojciec i tak się nie sprawdzi dlatego napisałam
              jej to co napisałam.
            • madziulec Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 29.04.09, 21:36
              Powiem Ci, ze taka jest prawda.
              Bo kobieta jako gatunek (a tak, pisze to jako przedstawicielka tegoz wlasnie)
              jest zawistna i wredna i nei znosi zadnej konkurencji.

              I niestety jesli te konkurencje juz posiada (czy to w postaci nastepnej kobiety
              czy tylko dzieci, a te bardzo czesto wlasnie odbiera jako konkurencje dla sieie)
              to zaczyna walczyc i wydobywac najbardziej proste instynkty i proste bronie.

              W przypadku bylych zon / partnerek sa to niestety kontakty z dziecmi i
              podwyzszanie alimentow (czyli ogolnie utrudnianie zycia), a macoch na swoj
              sposob rozniez utrudnianie zycia w postaci obnizki alimentow i rowniez
              kontaktow, tyle ze ich braku.

              Pisze tu oczywiscie o ogole, a ze sa szlachetne przedstawicielki gatunku, ktore
              odbiegaja..
              Milo z ich strony.

              Niestety nie przeestawiaja sie one jako Kunegunda Kowalska zamieszkala w ...
              tylko zazwyczaj jako mamusiadziubdziusia 2008 wiec nalezy zarowno jedne, a
              szczegolnie drugie opowiesci brac podobnie jak Opowiesci z Tysiaca i jednej nocy.
              • zla.kobieta1000 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 30.04.09, 09:45
                Dzięki za Wasze nowe uwagi. Nie osądzałabym macoch może tak jaskrawo jak
                julianne, bo myśle, że są ludzie i człowiekiwink. Tylko zupełnie inna jest
                sytuacja, gdy ojciec ma nową rodzinę, nową partnerkę i ona wie, ze jest to pan,
                który ma pewne zobowiazania. Kiedy ten mój kadził mi głupoty o ślubie, to nigdy
                nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji, żeby nie mógł spotkać się z dziecmi w
                miejscu zamieszkania byłej żony, czy w ogóle ułatwić jej zycia w sensie
                organizacyjnym i wychowawczym - bo zadowolenie, spokój i stabilność finansowa
                exi to też więcej spokoju dla nowej rodziny. Po prostu - nie mój problem, nie
                moja działka i o ogóle w jakikolwiek sposób nie miałabym ochoty wtrącać sie w to.
                Na pewno super jest, kiedy ta następna partnerka potrafi dla dzieci swojego
                faceta stworzyć we własnym domu miejsce, warunki materialne i psychologiczne,
                poświęcić czas na to, żeby czuły się tam dobrze - kiedy zechcą przyjść. I
                wierzę, że większość normalnych, zdrowych psychicznie osób tak robi, ale nie
                może to być przymus i ciągnięcie cudzych dzieci (zwłaszcza małych) do swojego
                domu, bo przez to przemawiają jakieś kompleksy i obawy o trwałość związku,
                bardzo zresztą egoistyczne.
                Ale u mnie jest inna sytuacja, jest to frustracja zdradzonej żony, wyzywanie
                mojego małego dziecka - naprawdę nie wyobrażam sobie, jak obelżywie i agresywnie
                mogłaby córka być potraktowana, gdyby znalazła się sam na sam z tą osobą. A
                tatuś... Przed sprawą o alimenty jakoś potrafił zabierać nas na spacerki (bez
                swojej rozsierdzonej połowicy), fundować dziecku atrakcje - a jak uzyskał ugodę,
                to nie ma na nic czasu, jest zapracowany itp. i znowu zniknął z życia małej.
                Więcej w tym wszystkim jest odgrywania się i chamskiego straszenia (głównie
                przez nią) niż faktycznej chęci kontaktu z dzieckiem, ale to wszystko wyjdzie na
                rozprawie. Notabene, za sprawę o alimenty biedny tatuś z ograniczonymi
                możliwościami finansowymi zapłacił adwokatowi 2500 zł - ale na potrzeby swoich
                dzieci (wszystkich) to on ma niewiele.
                To nie znaczy, że w jakikolwiek sposób ja mu będę ten kontakt utrudniać czy
                działać złośliwie, bo zbyt dużo sama przeżyłam cierpień psychicznych, żeby
                manipulować własnym dzieckiem i jego ojcem, nie tędy droga. Ale jeśli on
                naprawdę chce kontaktu, to musi być on systematyczny, ograniczony na dzień
                dzisiejszy tylko i wyłącznie do JEGO osoby - właśnie z powodu tej agresji, na
                razie tylko werbalnej. Tata pojawia się i znika, a skutek jest taki, że podczas
                wspólnego pobytu na palcu zabaw córka nie chce z nim nigdzie odejść na krok ani
                wziąć go za rękę. To nie jest dążenie do kontaktów zapewniających dziecku
                stabilność - może ta następna sprawa mu to uświadomi, że jest to ogromne
                zobowiązanie, a nie tylko doraźna rozrywka.
                Wzięłam też adwokatkę, bo nerwy mam już w strzępach przez ten chaos i mówienie
                czego innego mnie, a czego innego żonie. Tutaj świetnym wyjściem na pewno byłyby
                wyłącznie jego i tylko jego kontakty (stopniowo z redukowaniem mojej
                współobecności do zera) w jakichś atrakcyjnych dla małej miejscach, ale on
                przecież już nie ma prawa samodzielnie myśleć i decydować, bo zawsze może mu się
                przytrafić rozwód z jego winy.
                • julianne9 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 30.04.09, 16:01
                  To prawda ,że zdarzają się normalne stosunki macocha pasierb ,bo gdyby były same
                  patologie ,jak w linku ,którym podałam takich związków by nie było ,nie mniej
                  jednak na takie sytuację trzeba uważać, ale nie tutaj o tym mowa.
                  Twój Ex po prostu się jako ojciec nie sprawdza zarówno dla twojej córki jak i
                  dzieci z małżeństwa. Moim zdaniem nie warto utrzymywać takich kontaktów, bo będą
                  toksyczne a dziecko i i tak się zawiedzie na nim w przyszłości więc nie warto
                  nawiazywać więzi bo i tak nic z tego nie będzie .Dziecko potrzebuje stabilizacji
                  a w dochodzącym tatusiu raczej nie będzie jej miała. Bo ojciec i tak się nie
                  sprawdzi w swojej roli nie sprawdzała się dla swoich dzieci tzw małżeńskich nie
                  sprawdzi się i dla twojej córki.
                  Lepiej z takich kontaktów zrezygnować.
              • julianne9 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 30.04.09, 16:06
                Zgadzam się z tym co napisałaś madziulec ,ale kobiety posiadają wiele cech
                pozytywnym np są wstanie dla swojego dziecka zrobić wszystko.
                Mężczyźni może nie są w tych sferach tak zawistni jak kobiety,ale dla swojego
                dziecka nie zrobią wiele zawsze wybiorą siebie i własny interes. Przy wyborze
                dziecko a aktualna samica wybierze samicę. Ale nie ją samą jak tu niektóre
                kobiety myślą wygrałam z dzieckiem ,ale dolną część ciała kobiety do, której
                mogą wejść liczy sie tylko to nic więcej niestety.
                • zla.kobieta1000 Re: Ograniczenie kontaktów to dobry pomysł 01.05.09, 00:51
                  wink)).
                  Hmmm... trudno tu by było te kontakty ograniczyć, bo nie mam do tego podstaw
                  prawnych i nawet nie zamierzam się nad tym zastanawiać.
                  Prosić ani nalegać nie będę na pewno, bo i co to da? Raczej nie chcę mieć
                  później nieprzyjemności prawnych, bo jest to pan, któremu różne pomysły do głowy
                  strzelają i jak córka podrośnie, i się usamodzielni, a jego pani złość z lekka
                  przeminie, to kto wie, jak bardzo będzie na te kontakty nalegał. Czas pokaże, a
                  ja nic więcej zrobić nie mogę, jak tylko obronić moje dziecko przed osobami mu
                  wrogimi.
                  I nieważne kim jestem, kochanką, żoną, exią, nexiąwink - moje dziecko ma prawo do
                  otaczania go osobami je kochającymi i szanującymi tak samo, jak każde inne i
                  tego prawa bronić będę. Szczerze mówiąc, odstręczająca jest dla mnie kobieta,
                  która odgrywa się na mnie wykorzystując do tego moje małe, bezbronne dziecko...
                  a tatuś to dupek, który nie potrafi sam zadecydować, jak jego kontakt z córką ma
                  wyglądać i czy w ogóle sobie tego kontaktu życzy.
                  Z drugiej strony - jak ułożą się ich relacje w przyszłości, tego nikt nie wie i
                  jeśli stanę tu czemuś na przeszkodzie, to gorzko pewnie za to odpokutuję.
                  Przez tę aferę o kontakty stałam się po prostu strzępem człowieka, czuje się po
                  prostu zaszczuwana, przez jego zmienne pomysły, nieprzewidywalne zachowania,
                  chamstwo i agresję jego żony i to dziwne prawo, które wyraźnie preferuje ojców.
                  Każdy nieodpowiedzialny, miesiącami lub latami unikający płacenia alimentów i
                  kontaktu ze swoimi dziećmi facet może liczyć na sądowne ustalenie kontaktów
                  wedle jego nowego i nagłego widzimisię, jeśli nie jest np. nałogowym pijakiem i
                  nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla dziecka. Dla mnie to jest z lekka
                  chore, że kontakty są traktowane jak ojcowskie prawo, przywilej na żądanie - a
                  nie jak zobowiązanie, za którego nie dotrzymanie można ponieść konsekwencje
                  prawne. Za uchylanie się od alimentów jest komornik, za chaotyczne, dorywcze
                  spotkania z dzieckiem, bo nie ma się nic lepszego do roboty - co?
                      • zla.kobieta1000 Re: Julianne 03.05.09, 12:12
                        Też mnie to uderzyło, bo moim zdaniem jest to już przemoc psychiczna wobec
                        dzieci - niemniej chyba jakieś surowsze regulacje w tej kwestii dopiero będą
                        tworzone. Nie wyobrażam sobie, żeby moja córka w podobny sposób została
                        potraktowana, choćbym miała złamać prawo i nie wydać jej na widzenie do ojca. A
                        w świetle nastawienia tej pani jest takie traktowanie całkiem prawdopodobne.
                        To, co tam przeczytałam, w głowie mi się nie mieści, a może to jakieś żarty?
                        Takie nastawienie do dzieci swojego męża jest dla mnie niepojęte, a jak dla
                        kogoś wizyty tych dzieci są ciężarem, to po co tak na nie naciska? Jaki jest
                        pożytek z pobytu dziecka w domu, gdzie jest wobec niego atmosfera pełna wymagań
                        i wrogości, gdy można z ojcem spotkać się w miejscach atrakcyjnych dla dzieci?
                        Te panie, które się tam wypowiadają, są chyba bardziej niedojrzałe niż dzieci
                        ich mężów - no, chyba, że to same trolle.

                        Jakieś pomysły na to, jak zniechęcić tę wariacką rodzinkę do jakiegokolwiek
                        kontaktu z moją córką? Na drodze prawnej przede wszystkim, bo we wzajemnym
                        robieniu sobie złośliwości oni są lepsi ode mnie. Mam nadzieję, że da im trochę
                        do myślenia wizyta kuratora w związku ze założoną przeze mnie sprawą.

                        I co mi tak naprawdę grozi, jeśli córki na dzień dzisiejszy nie puszczę do ich
                        domu lub na spotkanie z ojcem? Poza grzywną i ewentualną wizytą policjanta w
                        moim domu oczywiście. Ale jak córka nie zechce pójść nigdzie beze mnie, to chyba
                        i policjant tu nie pomoże?
                        • chalsia Re: Julianne 03.05.09, 15:53
                          > I co mi tak naprawdę grozi, jeśli córki na dzień dzisiejszy nie
                          puszczę do ich
                          > domu lub na spotkanie z ojcem? Poza grzywną i ewentualną wizytą
                          policjanta w
                          > moim domu oczywiście. Ale jak córka nie zechce pójść nigdzie beze
                          mnie, to chyb
                          > a
                          > i policjant tu nie pomoże?

                          jesli nie masz postanowienia o kontakatch - to zupełnie nic Ci nie
                          grozi, ani grzywna, ani policja.
                          • zla.kobieta1000 Chalsia 03.05.09, 16:02
                            Ale już niedługo będę je miała - w połowie maja... Chociaż podejrzewam, że jeśli
                            nasze opinie będą rozbieżne, to bez RODK się nie obędzie, a to znowu kolejnych
                            kilka miesięcy stresu.
                            Sytuacja jest kuriozalna i tyle. Jeśli on będzie chciał to ciągnąć mi na złość,
                            to sąd będzie prawdopodobnie wzywać na przesłuchanie jego żonę jako świadka i
                            będzie dopiero balwink.
                            Ponawiam pytanie, co poza grzywną może mi grozić, jeśli odmówię wydania dziecka
                            ojcu, który ma ustalone kontakty?
                            • de_la_hoya Re: Chalsia 03.05.09, 16:26
                              zla.kobieta1000 napisała:

                              > Ponawiam pytanie, co poza grzywną może mi grozić, jeśli odmówię wydania dziecka
                              > ojcu, który ma ustalone kontakty?

                              ehhh a potem się dziwi taka, że ją były jak szmatę traktuje i na złość robi

                              na szczęście podejście sądów się zmienia tylko, że potem takie debilne
                              zachowania właścicielek odbijają się na ich kochanych dzieciach

                              a w sądzie? on się pokaja, jego żona będzie strugać miłosierną, dzieci jak
                              pełnoletnie poklepią coś o miłości do siostry i będziesz miała bal na 100 par
                              tak jak chciałaś
                              • zla.kobieta1000 Re: Chalsia 03.05.09, 16:31
                                Cieszy cię to, prawda? Bo dziecko kochasi, to niech dostaje wpier... od macochy
                                co weekend.
                                Jesteś przykrą i niesympatyczną osobą - ale zapewniam cię, że to nie ze mną twój
                                mąż cię zdradził, że jesteś teraz taka zgorzkniała i złośliwa.
                                Więc akurat na mnie za swoje pożycie małżeńskie słownie wyżywać się nie musisz.
                                • de_la_hoya Re: Chalsia 03.05.09, 16:59
                                  pudło
                                  10 lat w stałym związku, bez ślubu ale i bez zdrady
                                  jak widzisz, nie każda osoba która krytykuje twoje zachowanie musi być rozwódką
                                  którą mąż najpierw 4 lata lał od rana do wieczora, potem 5 lat zdradzał z kim
                                  popadnie (być może i z tobą), by na końcu zostawić ją i dziecko bez środków do życia

                                  a sytuacja twojego dziecka mnie nie cieszy, bo robisz mu krzywdę
                                  kiedyś jak cię ojciec dziecka sponsorował i bzykał to był najwspanialszym
                                  mężczyzną na ziemi a jak ograniczył kasę i nie starcza na waciki oraz wybrał
                                  żonę to już jest be i trzeba go ukarać
                                  wymyślasz milion bzdurnych powodów żeby dziecku odebrać ojca
                                  a wystarczyłoby się wziąć do roboty, ułożyć sobie życie, dogadać się z ojcem
                                  dziecka bez szantażowania
                                  robisz wszystko aby mieć piekło zamiast życia i to samo fundujesz własnemu
                                  dziecku które ponoć kochasz
                                  chce się widywać to niech się widuje
                                  jak ma gdzieś dziecko to spławi je po 3 spotkaniu jak je kocha to nie pozwoli
                                  swojej żonie złego słowa powiedzieć
                                  ale ty oczywiście jesteś mądrzejsza i starasz się udowodnić, że jesteś wróżką i
                                  wiesz napewno jak zachowa się żona ojca waszej córki
                                  jak taka przewidywalna jesteś to trzeba było przewidzieć czym grozi związek z
                                  żonatym facetem i sypianie bez zabezpieczeń
                                  • julianne9 Re: Chalsia 03.05.09, 19:15
                                    A ja popieram zła kobietę ,ona chcę chronić swoje dziecko przed
                                    nieodpowiedzialnym ojcem ,który dla własnych dzieci z prawego łoza jest złym
                                    ojcem i przed macocha ,która w jej sytuacji może krzywdę dziecku psychiczna zrobić.
                                    Ale być moze ty jesteś za krzywdzeniem dzieci.
                                    A ojciec najlepiej by zrobił gdyby zerwał kontakt i pozwolił spokojnie żyć byłej
                                    kochance i jej dziecku.Po co ciągnąć coś co już się skończyło.
                                    • de_la_hoya Re: Chalsia 03.05.09, 19:36
                                      julianne9 napisała:

                                      > A ja popieram zła kobietę ,ona chcę chronić swoje dziecko przed
                                      > nieodpowiedzialnym ojcem ,który dla własnych dzieci z prawego łoza jest złym
                                      > ojcem i przed macocha ,która w jej sytuacji może krzywdę dziecku psychiczna zro
                                      > bić.

                                      a skąd ona wie jakim on jest ojcem dla tamtych dzieci?
                                      przecież nie zna ich
                                      może on na nich gadał złe rzeczy wtedy gdy wpadał na kolejny numerek?
                                      kiedy ją sponsorował i bzykał był ideałem kiedy przestał jest bardzo złym
                                      człowiekiem
                                      i jeszcze się cham jeden z dzieckiem własnym chce widywać
                                      i skąd przekonanie, że macocha jest zła? za dużo bajek żeście się naczytały

                                      > Ale być moze ty jesteś za krzywdzeniem dzieci.

                                      nie jestem za krzywdzeniem ani przez ojca ani przez matkę
                                      na razie jednak to ona chce dziecko skrzywdzić, bo on jak na razie jakoś tego
                                      nie zrobił choć z opisów wynika, że powinien co najmniej z lekka dziecko
                                      fizycznie uszkodzić...

                                      > A ojciec najlepiej by zrobił gdyby zerwał kontakt i pozwolił spokojnie żyć byłe
                                      > j
                                      > kochance i jej dziecku.Po co ciągnąć coś co już się skończyło.

                                      niech zrywa ale pod warunkiem, że sama je będzie utrzymywać
                                      skoro jednak ona chce kasy to niech coś za to zaoferuje
                                      d...pa za kasę to i dziecko za kasę da radę, nie?
                                      to przecież nic złego, wiele matek traktuje dziecko jak kartę przetargową
                                      i pamiętaj że to nie jej dziecko ale ich dziecko, bo piszesz jakby facet
                                      oczekiwał spotkań z obcym dzieckiem
                                      czy oni ciągną coś co się już skończyło?
                                      nie
                                      ona powiedziała że już nie ma ochoty na taki związek on wrócił do żony więc
                                      ciągnąć można jedynie za spłuczkę w kiblu
                                      dziecko z tego co wiemy żyje więc to się nie skończyło i o to się rozchodzi
                                      • julianne9 Re: Chalsia 03.05.09, 20:02
                                        Zła kobieta była kochanką tego mężczyzny i ma z nim dziecko. Czy macocha w tej
                                        sytuacji nie będzie dziecka krzywdziła ? Czy może być chociaż obojętna do tego
                                        dziecka? Wątpię.
                                        Poczytaj sobie o macochach na różnych forach na gazeta.pl czy babyboom ,są tam
                                        kobiety ,które nie znoszą dzieci partnerów ,za to że są przeszkadza im to ze ich
                                        misio ma przeszłość tak trudno jest im zaakceptować ta sytuację a przecież misio
                                        ich nie zdradził.
                                        Czy naprawdę trzeba sprawdzać i ryzykować dobro dziecka aby sprawdzić się że
                                        tatuś będzie dobry?
                                        Czy naprawdę nie umiesz przewidzieć konsekwencji kontaktu z ojcem i macochą i
                                        jeszcze siostra chorą psychicznie?
                                        Tyle dzieci wychowuję się bez ojca i jakoś żyją a po za tym ojciec to towar
                                        przereklamowany, więc nie przesadzajmy z tymi kontaktami a w sytuacji złej
                                        kobiety lepiej by było gdyby tych kontaktów nie było.
                                        • de_la_hoya Re: Chalsia 03.05.09, 21:50
                                          julianne9 napisała:

                                          > Zła kobieta była kochanką tego mężczyzny i ma z nim dziecko. Czy macocha w tej
                                          > sytuacji nie będzie dziecka krzywdziła ? Czy może być chociaż obojętna do tego
                                          > dziecka? Wątpię.

                                          a ja nie
                                          gdyby nienawidziła tego dziecka to by nie chciała go w swoim domu

                                          > Poczytaj sobie o macochach na różnych forach na gazeta.pl czy babyboom ,są tam
                                          > kobiety ,które nie znoszą dzieci partnerów ,za to że są przeszkadza im to ze ic
                                          > h
                                          > misio ma przeszłość tak trudno jest im zaakceptować ta sytuację a przecież misi
                                          > o
                                          > ich nie zdradził.

                                          czytałam
                                          ale nie jednemu psu Burek
                                          nie każde dziecko z rodziny patologicznej będzie bandziorem jak i nie każde
                                          dziecko z "dobrego domu" będzie wzorem cnót
                                          nie można zakładać, że każda macocha będzie burą suką
                                          jakby twoja teoria była prawdziwa to żaden facet mający nową rodzinę nie
                                          widywałby się ze swoim dzieckiem z poprzedniego związku a każda rozwiedziona
                                          kobieta posiadająca na składzie potomka nie wchodziłaby w nowy związek

                                          > Czy naprawdę trzeba sprawdzać i ryzykować dobro dziecka aby sprawdzić się że
                                          > tatuś będzie dobry?

                                          do tej pory szanowny tatuś nie zrobił nic co pozwoliłoby nam sądzić, że jego
                                          głównym celem jest spowodowanie u dziecka obrażeń ciała powyżej dni 7 a celem
                                          jego żony zabicie dziecka
                                          należy dać im szansę
                                          można zażądać spotkań w obecności kuratora

                                          > Czy naprawdę nie umiesz przewidzieć konsekwencji kontaktu z ojcem i macochą i
                                          > jeszcze siostra chorą psychicznie?

                                          a ty umiesz?
                                          nikt nie jest wróżką i nic nie przewidzi
                                          wiele dzieci ma kontakt z ojcem i macochą i żyją
                                          znam 2 przypadki gdy dziecko po jakimś czasie wybierało ojca i macochę a to
                                          oznacza, że ta macocha chyba taka zła jednak nie była
                                          a co do siostry chorej psychicznie... czy ludzie upośledzeni są gorsi?
                                          skoro nie jest w zakładzie zamkniętym oznacza to, że nie jest źle
                                          z resztą ludzie są różni
                                          różnimy się kolorem skóry, wiarą, preferencjami seksualnymi
                                          jedni jeżdżą na wózkach a inni chodzą na nogach
                                          chyba warto pokazać dziecku, że człowiek inny albo chory nie jest mniej wartościowy?

                                          > Tyle dzieci wychowuję się bez ojca i jakoś żyją a po za tym ojciec to towar
                                          > przereklamowany, więc nie przesadzajmy z tymi kontaktami a w sytuacji złej
                                          > kobiety lepiej by było gdyby tych kontaktów nie było.

                                          lepiej by było dla niej
                                          bankomat bez wymagań, układ idealny prawda?
                                          a co do dzieci wychowywanych bez ojca albo w ogóle w niepełnej rodzinie to z
                                          tego co wiem, psychologowie mają na to inny pogląd niż ty

                                          przkład nr 1

                                          przykład
                                          nr 2


                                          rozumiem, że byłabyś szczęśliwa gdyby twoja mama na pytanie o ojca powiedziała:
                                          wiesz, jego nowa partnerka/żona jakaś niemiła dla mnie była więc uznałam, że
                                          twój ojciec nie powinien się do ciebie zbliżać, bo wiesz, macochy to straszne suki
                                          pewnie kopałabyś się nogami po tyłku ze szczęścia, że wychowywałaś się bez ojca
                                          bo mama miała taki kaprys albo coś jej się wydawało?

                                          a co do przereklamowania to przereklamowane jest zostawianie dzieci z matką,
                                          nawet jak jedyną rzeczą jaką potrafi przekazać dziecku to nienawiść do ojca, nie
                                          mówiąc już o tym, że nie jest w stanie ogarnąć tematu finansowo
                                          na szczęście polskie sądy w końcu zaczynają robić coś dla dobra dziecka a nie na
                                          okoliczność solidarności jajników
                                          • julianne9 Re: Chalsia 03.05.09, 23:22
                                            de_la_hoya napisała:


                                            >
                                            > a ja nie
                                            > gdyby nienawidziła tego dziecka to by nie chciała go w swoim domu

                                            A nie zastanowiłaś się dlaczego tak bardzo chcę to dziecko w jej domu? Dziwne
                                            jeśli by patrzeć w jakiej macocha jest sytuacji .




                                            >
                                            > > Czy naprawdę trzeba sprawdzać i ryzykować dobro dziecka aby sprawdzić się
                                            > że
                                            > > tatuś będzie dobry?
                                            >
                                            > do tej pory szanowny tatuś nie zrobił nic co pozwoliłoby nam sądzić, że jego
                                            > głównym celem jest spowodowanie u dziecka obrażeń ciała powyżej dni 7 a celem
                                            > jego żony zabicie dziecka
                                            > należy dać im szansę
                                            > można zażądać spotkań w obecności kuratora

                                            A po co? Nie mają swoich dzieci ? Przecież ten facet mówił że gdyby jego dzieci
                                            umarły albo coś im się stało to by go to nic nie za bolało, bo może tak miało być.
                                            Więćc gdyby żona krzywdziła dziecko to według jego tak miałoby być.


                                            >
                                            > a ty umiesz?
                                            > nikt nie jest wróżką i nic nie przewidzi
                                            > wiele dzieci ma kontakt z ojcem i macochą i żyją
                                            > znam 2 przypadki gdy dziecko po jakimś czasie wybierało ojca i macochę a to
                                            > oznacza, że ta macocha chyba taka zła jednak nie była
                                            > a co do siostry chorej psychicznie... czy ludzie upośledzeni są gorsi?
                                            > skoro nie jest w zakładzie zamkniętym oznacza to, że nie jest źle
                                            > z resztą ludzie są różni
                                            > różnimy się kolorem skóry, wiarą, preferencjami seksualnymi
                                            > jedni jeżdżą na wózkach a inni chodzą na nogach
                                            > chyba warto pokazać dziecku, że człowiek inny albo chory nie jest mniej wartośc

                                            Taka dziewczyna może być zagrożeniem dla dziecka? źle świadczy to także o
                                            rodzinie ojca skoro doprowadził faworyzowaniem dzieci do choroby psychicznej córki.
                                            >

                                            > lepiej by było dla niej
                                            > bankomat bez wymagań, układ idealny prawda?
                                            > a co do dzieci wychowywanych bez ojca albo w ogóle w niepełnej rodzinie to z
                                            > tego co wiem, psychologowie mają na to inny pogląd niż ty

                                            Ciekawe czy zrobili badania jak Kontakt z macochą i ojczymymem wpływają na dzieci?



                                            > e
                                            > mówiąc już o tym, że nie jest w stanie ogarnąć tematu finansowo
                                            > na szczęście polskie sądy w końcu zaczynają robić coś dla dobra dziecka a nie n
                                            > a
                                            > okoliczność solidarności jajników

                                            I nie ma się z czego cieszyć, tylko z tego jeszcze wielkie problemy będa. Ja nie
                                            chciałabym aby moje dziecko poznało macochę i jej dzieci,bo niby po co ? Po co
                                            dziecko ma poznawac kolejną kobietę dawcy spermy to w końcu obca kobieta nic ją
                                            z nią prawnie nie łaczy.Strata czasu.
                                            Nie mam dzieci ani nas szczęście macochy ale gdybym miała to nie chciałabym jej
                                            poznać ani jej dzieci. W końcu ja znia nie sypiałabym więc co by mnie jakaś obca
                                            kobieta obchodziła i nie chciałabym aby ktos zmuszał mnie do układania sobie z
                                            nią relacji. Na szczęście nikt mnie nie zmusza ani nie będzie zmuszał.
                                            >
                                  • mamakrzysia4 Re: Chalsia 03.05.09, 19:22
                                    rozumiem twoją sytuacje niestety decyzje podjąć musaisz sama i żaden
                                    związek z ślubem czy bez nie daje gwarancji że będzie sielsko-
                                    anielsko do grobowej deski ludzie są różni
                                    trzymaj się jakbyś chciała pogadać pisz do mnie na priv też jestem
                                    po b. ciężkich przejściach
                            • chalsia Re: Chalsia 03.05.09, 23:42
                              > Ponawiam pytanie, co poza grzywną może mi grozić, jeśli odmówię
                              wydania dziecka
                              > ojcu, który ma ustalone kontakty?

                              nie grozi Ci grzywna, ale za to odebranie dziecka "na siłę" z
                              policją, kuratorem itp "atrakcjami" (zgodnie ze stosunkowo nowym
                              orzeczeniem SN).

                              Po drugie - uporczywe nie wydawanie dziecka grozi tym, że opieka
                              nad dzieckiem może być przekazana przez sad ojcu (na jego wniosek).
                              • de_la_hoya Re: Chalsia 04.05.09, 07:45
                                dają grzywnę
                                może nie zawsze ale jak tata jest odcinany od dziecka a chce tego kontaktu to
                                szanowna właścicielka lata po sądach i płaci
                                • chalsia Re: Chalsia 04.05.09, 11:13
                                  de_la_hoya napisała:

                                  > dają grzywnę
                                  > może nie zawsze ale jak tata jest odcinany od dziecka a chce tego
                                  kontaktu to
                                  > szanowna właścicielka lata po sądach i płaci
                                  >

                                  dawali grzywnę, ale SN wydał uchwałę, że nie tędy droga (Zapytanie
                                  apelacyjne_III-CZP-0075_08 z sierpnia 2008)
                                  • zla.kobieta1000 Po rozmowie... 04.05.09, 12:01
                                    Właśnie wrócili z długo-weekendowego wyjazdu i odebrali wezwanie do sądu wraz z
                                    dołączonym wnioskiem. Ona nie znała wcześniej jego treści, no i zadzwoniła do mnie.
                                    Chyba trochę się wystraszyła, bo cytowałam w tym wniosku jej dość agresywne
                                    wypowiedzi i niezbyt miłe smsy. No i okazuje się, że:
                                    - ona wcale nie ma zamiaru gościć mojej córki w swoim domu
                                    - ona w ogóle nie zgadza się, żeby jej mąż się z dzieckiem spotykał
                                    - ona chce żeby cała ich rodzina była zostawiona w spokoju i nie wtrącanie się
                                    tu będzie wzajemne
                                    - zostałam tez obwiniona za chorobę psychiczną ich córki, jakkolwiek cyklofrenia
                                    ma podłoże biochemiczne, a ataki omamów i agresji pojawiły się, zanim cokolwiek
                                    ktoś wiedział o nas i o dziecku.
                                    Myślę, że to mądre podejście, jakkolwiek wszystko zalezy od tego mądrali, co
                                    powie w sadzie i jak się zachowa, a jest to czlowiek, który uczucia wszystkich
                                    ma w d... i postepuje tylko według swego widzimisię.
                                    A co się urodzi do sprawy w przyszłym tyg., to nie wiem.
                                    A orzeczenie SN, o którym pisze Chalsia, to dla mnie chora sprawa. Jak ktoś
                                    odchodzi od swojej baby i dzieciaków, to jakim prawem potem rozpieprza wszystkim
                                    i dezorganizuje życie i zamiast skakać nad tatusiami może należałoby wprowadzić
                                    trochę zdrowego rozsądku. A jak pan chce codzień i w dowolnych godzinach swoje
                                    dziecko bawić, to niech się stara o zabranie go ze sobą od razu i podjęcie
                                    wszystkich związanych z wychowaniem malucha obowiazków. Zaraz podniesie się chór
                                    oburzonych, ale to wyrywanie małych dzieci na siłę, na jakieś weekendy, noclegi
                                    itp., w otoczeniu nowej i często niezbyt z tego zadowolonej rodziny ojca - to
                                    większa krzywda dla dziecka, niż brak z tym ojcem kontaktu, przynajmniej na
                                    etapie 2-3, 4 lat..
                                    Bo nawet w mojej sprawie - to ja urodziłam, zrobiłam WSZYSTKO żeby zagrożona
                                    ciąża zakończyła się urodzeniem żywego dziecka (nie było to łatwe), karmiłam
                                    piersią, nosiłam po nocach, pielęgnowałam, karmiłam tym, co najlepsze, dbałam i
                                    otaczałam opieką 24 godziny na dobę. A pan po prostu dawał kasę (tak, wiem, że
                                    to ważne) i wpadał dorywczo pobawić się z córeczką, jak mu się zachciało d... I
                                    miałby mi odebrać córkę, bo wolę, żeby się z nim spotkała na placu zabaw, a nie
                                    w jego domu? Coś tu jest popier...
                                    • de_la_hoya Re: Po rozmowie... 04.05.09, 13:49
                                      zla.kobieta1000 napisała:

                                      > A orzeczenie SN, o którym pisze Chalsia, to dla mnie chora sprawa. Jak ktoś
                                      > odchodzi od swojej baby i dzieciaków, to jakim prawem potem rozpieprza wszystki
                                      > m
                                      > i dezorganizuje życie i zamiast skakać nad tatusiami może należałoby wprowadzić
                                      > trochę zdrowego rozsądku.

                                      a jak baba odchodzi?
                                      z resztą to że rodzice się rozstają nie oznacza, że należy pozbawiać dziecka
                                      matki lub ojca
                                      powinno mieć dostęp do jednego i drugiego
                                      i wierz mi, nad tatusiami to mało kto w sądzie skakał
                                      a prawda jest taka, że dziecko to odrębna istota i nie należy na nie przelewać
                                      swoich żali i frustracji, bo wina za rozpad związku leży zawsze po 2 stronach a
                                      najczęściej po dupie dostaje dziecko

                                      > A jak pan chce codzień i w dowolnych godzinach swoje
                                      > dziecko bawić, to niech się stara o zabranie go ze sobą od razu i podjęcie
                                      > wszystkich związanych z wychowaniem malucha obowiazków.

                                      życia nie znasz
                                      wielu się stara ale jeżeli taki wyjdzie z dzieckiem to porwanie, mimo, że praw
                                      nie ma ograniczonych i miejsce pobytu nie jest ustalone
                                      myślisz, że matki tak łatwo oddają dzieci?
                                      wiesz ile z nich traktuje alimenty jako źródło dochodu a własne dziecko jako
                                      przedmiot do odgrywania się na ex?
                                      znam wielu ojców dla których ojcostwo jest teraz tylko comiesięcznym przelewem
                                      na konto, bo dziecka zobaczyć nawet nie mogą
                                      a dlaczego nie mogą?
                                      nie bo nie

                                      rozumiem, że jak szanowny ojciec dziecka twojego zapragnie je widywać codziennie
                                      i wychowywać to nie będziesz miała nic przeciw?
                                      bo w sumie po co ma ci rozwalać życie jak może sobie wziąć na stałe, nie?

                                      > Zaraz podniesie się chó
                                      > r
                                      > oburzonych, ale to wyrywanie małych dzieci na siłę, na jakieś weekendy, noclegi
                                      > itp., w otoczeniu nowej i często niezbyt z tego zadowolonej rodziny ojca - to
                                      > większa krzywda dla dziecka, niż brak z tym ojcem kontaktu, przynajmniej na
                                      > etapie 2-3, 4 lat..

                                      na jaką siłę???
                                      jeżeli dziecko zna ojca, spotyka się z nim to jaki problem żeby zostało na noc?
                                      albo pojechało z nim na weekend?
                                      mój kolega ma zasądzoną opiekę naprzemienną
                                      zasądzona została jak dzieciak miał rok i 3 miesiące
                                      teraz dziecko ma 6 lat i wygląda na zadowolone z życia ale to pewnie dlatego, że
                                      matce dziecka zależało na dobru dziecka więc, mimo, że jej to średnio pasowało,
                                      nie robiła scen mimo, iż szczerze nienawidzi ojca swojego syna

                                      > Bo nawet w mojej sprawie - to ja urodziłam, zrobiłam WSZYSTKO żeby zagrożona
                                      > ciąża zakończyła się urodzeniem żywego dziecka (nie było to łatwe), karmiłam
                                      > piersią, nosiłam po nocach, pielęgnowałam, karmiłam tym, co najlepsze, dbałam i
                                      > otaczałam opieką 24 godziny na dobę. A pan po prostu dawał kasę (tak, wiem, że
                                      > to ważne) i wpadał dorywczo pobawić się z córeczką, jak mu się zachciało d...

                                      no wiesz, w dzisiejszych czasach, mimo postępu medycyny, nadal dzieci rodzą
                                      tylko kobiety
                                      piszesz tak o tej ciąży jakby ci się jakiś medal należał albo nawet i 5
                                      nie ty jedna z brzuchem biegałaś, nie ty jedna miałaś zagrożoną ciążę, nie ty
                                      jedna karmiłaś piersią, nosiłaś po nocach i pielęgnowałaś
                                      a to że ci się to udało zawdzięczasz także pieniądzom od ojca dziecka, który
                                      dbał o to wszystko, kupował dziecku najlepsze jedzenie
                                      inaczej latałabyś po zasiłki do MOPSu i karmiła chlebem z masłem
                                      a co do wpadania pana jak mu się d...py chciało to z tego co wiem, przy
                                      zagrożonych ciążach dupczenia się nie poleca
                                      jeżeli wytrzymał bez tego to nie jest taki najgorszy, bo mógł was olać jak psa i
                                      znaleźć sobie nową, w pełni sprawną d...pę

                                      > I
                                      > miałby mi odebrać córkę, bo wolę, żeby się z nim spotkała na placu zabaw, a nie
                                      > w jego domu? Coś tu jest popier...

                                      bo łamiesz prawo
                                      jeżeli przestaniesz szczekać do niego a zaczniesz z nim rozmawiać to może zgodzi
                                      się na plac zabaw
                                      chce brać żonę na spotkania na placu zabaw? niech weźmie
                                      przecież będziesz obok

                                      jeżeli zmienisz podejście to ugrasz znacznie więcej
                                      niestety z tego co piszesz możesz mieć małe szanse na dogadanie się, bo
                                      przemawia przez ciebie żal co ci 4 litery ściska, bo sponsor wrócił do żony
                                      trudno, zdarza się
                                      jednak zanim to zrobił to zafundował ci dziecko
                                      odrobina dyplomacji zamiast lot z informacją do żony a miałabyś jak w niebie, ty
                                      i twoje dziecko i nie musiałabyś się użerać ze wściekłą żoną, jeszcze bardziej
                                      wściekłym facetem i całym tym bur...elem na kółkach

                                      a teraz masz co chciałaś
    • bella_wera Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 13:29
      Zastanawia mnie jakie twoje posty czytalibysmy gdyby Facet
      zdecydował sie zostac z Toba i ustałał by kontakty z dziecmi z
      pierwszego małżenstwa.....
      Ciekawe czy zastrzeżenia bwtedy byłej zony ze nie zyczy sobie
      kontaktu z Toaba bo ty "zła kobieta jesteś " trafiły by do Ciebie i
      znalazły zrozumienie .
      • zla.kobieta1000 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 16:39
        A kwestia zasadnicza jest dla mnie taka - że ojciec, który wpadał do nas tylko
        co jakiś czas, który nigdy z nami nie mieszkał, teraz uważa, że może córkę
        traktować jak mebel, który może sobie zabierać do domu. Nie mieszkał z nami, nie
        uczestniczył w żadnych obowiązkach związanych z dzieckiem, nie poświęcał na nic
        swojego czasu, trudu i starania. Fakt, dawał pieniądze. Ale czy to naprawdę
        wszystko?
        • julianne9 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 17:12
          Może powinnaś sie dogadać z jego żoną (jeśli jest to oczywiście możliwe)
          Niech ona trzyma z daleka swojego męża od Ciebie i twojej córki i każdy by sobie
          spokojnie żył, możesz nawet powiedzieć ze tak naprawdę nigdy nie chciałaś jej
          męza tylko dziecka i myślałaś ze jak się dowie o dziecku to zniknie tylko że się
          przeliczyłaś,Powiedz to nawet jeśli jest to nie prawdą.
          A facetowi mogłabyś także podobną propozycję złożyć. Propozycja jakiś sensownych
          alimentów na dziecko nie za dużych i nie za małych i niech każdy żyje swoim
          życiem po co się szarpać?
          Spróbowac możesz najwyżej się nie uda.
          • de_la_hoya Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 21:56
            no to żeś jej doradziła...

            jeżeli tak powie to naraża się na walkę w sądzie:
            a) o alimenty (bo żona wiedząc, że potrzebowała ona tylko dawcy spermy uzna, że
            spermę sobie wzięła, zagospodarowała i niech spada i nie tyka JEJ kasy)
            b) o dziecko (najgorsze co można zrobić to zeszmacić kolesia, jak się dowie, że
            wywalił tyle kasy a ona tylko zapylenia chciała to będzie walczył, bo jak to,
            ona jego wykorzystała a nie on ją?)

            jak dla mnie to już lepiej (jeżeli ma się pewność, że facet ma cię gdzieś)
            walnąć żonie tekstem, że zależy nam na jej mężu i mamy nadzieję, że częste
            spotkania z dzieckiem pomogą od nowa rozpalić uczucie
            wtedy masz szansę na spotkania na placu zabaw i rozsądne alimenty
            a jeżeli mu na dziecku nie zależy to spotkań nie będzie bo nie będzie chciał
            potem słuchać swojej jęczącej żony (a jak mu będzie na dziecku zależało to mimo
            wszystko przylezie)

            moim zdaniem od ojca nie powinnaś dziecka izolować
            ojciec lepszy czy gorszy to ojciec
            dziecko dorośnie i samo oceni wasze postępowanie więc po co masz się narażać
            własnej córce?
            • julianne9 Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 22:34
              de_la_hoya napisała:

              > no to żeś jej doradziła...
              >
              > jeżeli tak powie to naraża się na walkę w sądzie:
              > a) o alimenty (bo żona wiedząc, że potrzebowała ona tylko dawcy spermy uzna, że
              > spermę sobie wzięła, zagospodarowała i niech spada i nie tyka JEJ kasy)
              > b) o dziecko (najgorsze co można zrobić to zeszmacić kolesia, jak się dowie, że
              > wywalił tyle kasy a ona tylko zapylenia chciała to będzie walczył, bo jak to,
              > ona jego wykorzystała a nie on ją?)
              >
              > jak dla mnie to już lepiej (jeżeli ma się pewność, że facet ma cię gdzieś)
              > walnąć żonie tekstem, że zależy nam na jej mężu i mamy nadzieję, że częste
              > spotkania z dzieckiem pomogą od nowa rozpalić uczucie
              > wtedy masz szansę na spotkania na placu zabaw i rozsądne alimenty
              > a jeżeli mu na dziecku nie zależy to spotkań nie będzie bo nie będzie chciał
              > potem słuchać swojej jęczącej żony (a jak mu będzie na dziecku zależało to mimo
              > wszystko przylezie)

              Może i masz racje to chyba dobre posunięcie w tej sytuacji.
              >
              > moim zdaniem od ojca nie powinnaś dziecka izolować
              > ojciec lepszy czy gorszy to ojciec
              > dziecko dorośnie i samo oceni wasze postępowanie więc po co masz się narażać
              > własnej córce?

              Dlaczego ty tak bardzo nalegasz na kontakty z ojcem w sytuacji złej kobiety. Jej
              były facet nie jest dobrym ojcem dla swoich dzieci z prawego łoza to i nie
              będzie dobry dla jej córki.
              Dlaczego za wszelka cenę uważasz że powinno sie dziecko widywac z ojcem? Dla
              mnie to chore.
              >
              • de_la_hoya Re: Wyjazd z dzieckiem do innego miasta a kontak 04.05.09, 23:22
                julianne9 napisała:

                > Dlaczego ty tak bardzo nalegasz na kontakty z ojcem w sytuacji złej kobiety. Je
                > j
                > były facet nie jest dobrym ojcem dla swoich dzieci z prawego łoza to i nie
                > będzie dobry dla jej córki.
                > Dlaczego za wszelka cenę uważasz że powinno sie dziecko widywac z ojcem? Dla
                > mnie to chore.

                po pierwsze i najważniejsze: nie wiemy jaki jest dla swoich dzieci
                to co wiemy, wiemy od niej a ona nie jest wiarygodna plus facet mógł jej różne
                pierdoły opowiadać a ona łykała jak indor kluchy
                o ślubie też jej opowiadał i tyle z tego wyszło, że jest z żoną a nie z nią

                co do upierania się przy kontaktach
                - bo uważam, że dziecko potrzebuje obojga rodziców i matki i ojca
                ot choćby dlatego, żeby wiedzieć, że jest kochane
                jeżeli ojca nie ma na co dzień ale od czasu do czasu (zależy od częstotliwości
                spotkań) okaże odrobinę zainteresowania czy uczucia to dziecko będzie się czuło
                kochane
                wiele dzieci bierze na siebie winę za frustracje matki na okoliczność
                opuszczenia jej przez ojca a przecież ojciec zostawia matkę dziecka (albo matka
                ojca) a nie dziecko
                - bo dziecko samo powinno dojść do tego, że tata jest be (jeżeli jest)
                po co potem ma mieć żal do matki, że je izolowała od ojca
                są ustalone kontakty a tata niech robi co uważa
                będzie przychodził jak będzie mu zależało
                jak nie będzie mu zależało to po 2-3 spotkaniach oleje temat albo wcale się nie
                zjawi
                wtedy masz czystą sytuację - ty nie przeszkadzałaś on olał
                po jakimś czasie ograniczasz prawa i z bani

                w tym związku będzie walka, bo zła kobieta sama ją zaczęła
                jeżeli nadal będzie się tak zachowywać to będzie miała piekło z życia a chłop
                razem ze swoją żoną zrobią wszystko żeby ją zniszczyć i może im się to udać

                jeżeli on zaproponuje spotkania u siebie to sprzeciw nalezy argumentować inaczej
                niż argumentuje się to tutaj
                jeżeli wypali w sądzie, że się nie zgadza, bo jego córka jest chora a jego żona
                napewno będzie chciała skrzywdzić dziecko plus wywlekanie brudów tamtej rodziny
                (o których nie ma bladego pojęcia tak naprawdę) to nie będzie to o niej
                najlepiej świadczyło
                nie zapominajmy, że ona jest kobietą która sypiała z żonatym mężczyzną który ma
                dzieci, chciała rozbić rodzinę
                on nie jest lepszy ale jak się pokaja, że chwila słabości bo dziecko chore,
                stres i inne pierdy to nie będzie już tak źle wyglądał
                nie ma więc co się rzucać tylko taktykę trzeba mieć
                • zla.kobieta1000 Ostatnie wieści 05.05.09, 10:01
                  W ogóle nie mam zamiaru kombinować i zmyślać, ani nikomu mówić, czy chciałam
                  jego, czy dziecka.
                  Rozmowa z tą kobietą trochę mnie uspokoiła - bo okazało się, że on nas obie na
                  siebie napuścił, chyba po to, żebym jej nie opowiedziała szczegółów naszej
                  znajomości. Wmówił jej, że ja chcę sprzedać mieszkanie i jemu zwalić na głowę
                  dziecko, dopóki nie znajdę lepszej pracy i nie kupię nowego mieszkania. Wyszło
                  na to, że mam zakusy, żeby moja córka mieszkała w domku i korzystała ze
                  wszystkiego, z czego korzysta jego rodzinawink. Normalnie umarłamwink)). Zresztą i
                  tak nigdy nie zamierzałam wywlekać przed jego żoną brudów (bo i co to da?) - ale
                  to on straszył, mataczył, nasłał mi m.in. policję i rozpętał całą tę aferę. O
                  ten strach o dziecko będę miała żal do niego ZAWSZE, że po prostu manipulował
                  czymś, na czym wcale mu za bardzo nie zależy. Nie musiałam zakładać tej durnej
                  sprawy, czekać teraz na kuratora i mieć miliona stresów.
                  I w ogóle myślę, że jak znowu on wyskoczy z jakąś dziwną formą kontaktów, to
                  będę rozmawiać z nią - bo jej chodzi jak widzę o święty spokój własnej rodziny,
                  a nie o dowalenie mi.
                  Notabene, kurator była już wczoraj u nich i ciekawa jestem, jakich bzdetów on
                  jej nagadał. Świnia z niego po prostu, grająca dzieckiem do celów doraźnych i to
                  boli.
                  A co do jego stosunku do dzieci - to sama jego zona przyznała, że za bardzo za
                  dziećmi to on nie jest i właściwie wszystkie obowiązki na nią spadały. I chyba
                  się boi teraz, że będzie musiała co weekend niańczyć trzylatkę. Cyrk.
                  • chalsia Re: Ostatnie wieści 05.05.09, 11:51
                    > czymś, na czym wcale mu za bardzo nie zależy. Nie musiałam
                    zakładać tej durnej
                    > sprawy, czekać teraz na kuratora i mieć miliona stresów.

                    nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś wycofała sprawę czyli napisała
                    do sądu, że wycofujesz pozew. Koniec, kropka. Poniesiesz jakies
                    koszty finansowe tego, ale masz z głowy.

                    > bo jej chodzi jak widzę o święty spokój własnej rodziny,
                    > a nie o dowalenie mi.

                    kupa ludzi Co to od dawna starała się tu wytłumaczyć, że tak
                    właśnie jest, że ona nie chce dowalać ani brać na siebie
                    dodatkowych obowiązków.
                    • zla.kobieta1000 Re: Ostatnie wieści 05.05.09, 14:51
                      Sprawy nie wycofam, bo chodzi mi o wyraźne ustalenie miejsca pobytu dziecka przy
                      matce - nie mam ochoty być już straszona w chamski sposób, zresztą sprawa za
                      tydzień. Pani sama przyznała, że on jest cholernie złośliwy i nie ma na niego
                      wpływu. Jeśli ona nie chce ciągnąć mojego dziecka do siebie do domu, to chętnie
                      posłucham, co on ma do powiedzenia nt kontaktów. Będę przestrzegać zasądzonych
                      kontaktów. I będę go z nich rozliczać, bo dla niego to że ciągle zmieniał
                      terminy, obiecywał itp. - to sprawy nieistotne. A z czasem - faktycznie
                      ograniczenie praw, bo widzę, że masę rzeczy robi nie z potrzeby obcowania z
                      córka, ale na złość.
                      Zobaczymy, jak to wyjdzie na sprawie.
                      • chalsia Re: Ostatnie wieści 05.05.09, 22:07
                        zla.kobieta1000 napisała:

                        > Sprawy nie wycofam, bo chodzi mi o wyraźne ustalenie miejsca pobytu dziecka prz
                        > y
                        > matce - nie mam ochoty być już straszona w chamski sposób, zresztą sprawa za
                        > tydzień.

                        to nie ma znaczenia tzn. na rozprawie sąd się Ciebie na poczatku zapyta czy
                        podtrzymujesz pozew. Możesz wtedy zgłosić, że tak - jesli chodzi o ustalenie
                        miejsca pobytu przy matce, natomiast wycofujesz wniosek o ustalenie kontaktów.
                        Co Ci to da? Ano możesz odmawiać kontaktów ojcu jesli nie odpowiada Ci ich forma
                        (np. będzie chciał wziąć dziecko do domu albo siedzieć u Ciebie w domu a Ty
                        zgadzasz się jedynie na plac zabaw). Zostawiasz sprawę jemu - jak mu będzie to
                        przeszkadzało czy będzie chciał inaczej, to on wtedy będzie musiał założyć
                        sprawę o kontakty.
                        • zla.kobieta1000 Re: Ostatnie wieści 05.05.09, 23:16
                          I tak właśnie postąpić zamierzamwink. Teraz niech on udowadnia, że kontakt taki,
                          jaki jest mu ciągle proponowany, go nie satysfakcjonujewink. Dzisiaj stwierdził,
                          że narzucenie mu konkretnych dni i godzin, nawet wybranych przez niego, to
                          łamanie jego praw ojca i człowieka. On chce przychodzić wtedy, gdy mu się
                          podoba, a co! Czytaj - wtedy, kiedy jego pani nie będzie wiedziała lub odpuści
                          sobie.
                          A ciekawa jestem, jaka jest dalsza procedura, gdy np. on mnie obsmaruje przed
                          kuratorem, na zasadzie: matka pije, k... się, dzieciaka bije, no i bierze
                          psychotropywink)). Przejaskrawione - ale u niego wszystkie wypowiedzi są realne.
                          Już raz miałam zabawę z interwencją policji - bo matka chce popełnić samobójstwo
                          razem z dzieckiem (autentyczne jego zgłoszenie po tym, jak powiedziałam mu, że
                          kończę znajomość i zakładam sprawę o alimenty, po czym wywaliłam go za drzwi).
                          • chalsia Re: Ostatnie wieści 05.05.09, 23:55
                            > A ciekawa jestem, jaka jest dalsza procedura, gdy np. on mnie obsmaruje przed
                            > kuratorem, na zasadzie: matka pije, k... się, dzieciaka bije, no i bierze
                            > psychotropywink)).

                            Jakby co, to ciężar dowodu powyższego spoczywa wtedy na nim.

                            a Ty przyjmiesz kuratora kawką w normalnym domu z rozesmianym dzieckiem.
                            Kurator przede wszystkim zajmuje się zbadaniem sytuacji w danym miejscu -
                            warunków (i ewentualnie opinii o mieszkańcach u sąsiadów) a nie słuchaniem,
                            jakie żale ma jedna strona do drugiej.
                            • zla.kobieta1000 Re: Ostatnie wieści 06.05.09, 21:27
                              Właśnie był u mnie kurator, ale jakiś taki dziwny, bo to policjant i kurator
                              społeczny. Kawki nie chciał, pokój córki, mieszkanie i wszystko ogólnie mu się
                              podobało - spędził u mnie może z 15 minut i poszedł sobie. Pytał m.in. o
                              leczenie psychiatryczne - z lekka się wystraszyłam i nie powiedziałam o
                              depresji, niestety ojciec dziecka o tym wie, mam nadzieję, że tam nie pytano o
                              takie szczegóły związane z moja osobą. Czy zażywanie dość łagodnego leku
                              antydepresyjnego przez 4 m-ce jest okolicznością dla mnie obciążającą?
                              To gnojka wina, a mnie się to teraz będzie latami odbijać. Jakby co, zawsze mogę
                              dowodzić, że brałam antydepresanty z powodu jego zachowań wobec mnie, nawet mam
                              jakieś durne i dość mściwe smsy zachowane. Ale strasznie nie chciałabym się w
                              tym babrać.
                              • chalsia Re: Ostatnie wieści 06.05.09, 23:12
                                > takie szczegóły związane z moja osobą. Czy zażywanie dość
                                łagodnego leku
                                > antydepresyjnego przez 4 m-ce jest okolicznością dla mnie
                                obciążającą?

                                nie, nie jest. To własnie dobrze świadczy - problemy z eks
                                spowodowały depresję, a Ty ją leczysz, co dobrze świadczy o Tobie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka