tanoshii
30.04.09, 11:08
Witam wszystkie mamy. Nie pisałam chyba nic na tym forum, jedynie podczytuję.
Jestem mamą 10-miesięcznego Kuby. Od ojca dziecka odeszłam będąc w 8 m-cu ciązy.
A tutuś jest dość specyficzny... I mam raczej inny problem niż większość tutejszych mam.
On mianowicie on uparcie twierdzi, że nie pozwałam mu się z dzieckiem spotykać, rozpowiada wśród swoich (i moich) znajomych jaka ja jestem okropna ohh ahhh blablabla.
A sytucja wygląda tak, że krótko po urodzeniu syna ustaliliśmy konkretne dni, w których ma przychodzić, żeby nie bylo nieporozumień. Podkreślam: ustaliliśMY, nie ustaliłAM. Wtedy było ok, zgodził się na to, pasowało mu.
Przychodzi w czwartki po południu, bierze na spacer ok 2h, przychodzi, bawi się. Łącznie spędza z nim w ten dzień około 4h.
Zabiera go na całą sobotę i całą niedzielę do siebie. W każdy weekend. Oprócz nocy.
W święta idę mu na rękę i daję małego częściej. Czasami jak muszę coś załatwić, to proszę go żeby przyjechał do syna na 2,3 godziny.
Czyli de facto widuje się z nim co najmniej 4 razy w tygodniu, w tym 2 pełne dni.
Czy to naprawdę jest "mało"??
A teraz konkretniej... Z jednej strony jest wielce nieszczęśliwy, a z drugiej wykręca się na wszystkie możliwe sposoby od spotkań. Czyli.. Przychodzi w czwartek i z góry zaznacza "będę z nim tylko 2 godziny" bo coś tam.
Przychodzi w sobotę i pyta "mogę wrocić z Kubą o 16?" Ja mówię, że ma być o 18. No to on "no to może kompromis- 17"

. Czasami w ogóle odwołuje spotkania. Po prostu chce robić z siebie biednego, poszkodowane tatusia, a całe spotkania z synem są na pokaz i tyle. A przynajmniej wszystko na to wskazuje.
Dodatkowo dochadzą mnie ostatnio słuchy, że zabiera syna do swojego pijackiego towarzystwa nad jezioro. Siedzą gdzieś w krzakach, piją, palą, ćpają (tatuś raczej tylko pali) a dziecko siedzi obok nich.
Jestem w stanie tam iść i go wyszpiegować. Nawet porobić zdjęcia. Tylko co wtedy z nimi zrobić??
Ostatnio dowiadziałam się, że dziecko nie dostaje u niego nawet obiadów, bo on nie potrafi mu nic zrobić. Je przez cały dzień owoce.
Nie potrafi się nim zajmować, jest nieodpowiedzialny. Kilka razy spadł mu z rąk w trakcie podrzucania. Syn po spotkaniach z nim ma często siniaki pod pachami, z tych ich "zabaw".
No i ciągle robi mi awantury o te spotkania. Wmieszał we wszystko moje obecnego faceta. Oni mają wspólne znajome, i te dziewczyny wydzwaniają do mojego R. i mówią żeby jakoś na mnnie wpłynął, bo biedny M. chciałby się częsciej z synem spotykać, a ta jędza (ja) mu nie pozwala.
Alimenty wywalczyłam sądownie- 300zł. Więc chociaż ten problem mam z głowy.
Proszę o jakieś rady, co zrobić z takim typem...