agnieszkatk
17.05.09, 23:56
Zastanawiam się, czy to ja zwariowałam, czy to świat – a raczej moja rodzina –
oszalał.
Ponad rok temu mój mąż wniósł pozew o rozwód. Po miesiącach walki o nas, o
niego – skapitulowałam. Poddałam się, ponieważ każde moje staranie się było
skutecznie torpedowane, jednocześnie atmosfera w domu – bo mąż nie wyprowadził
się – pogarszała się, średnio odpowiada mi rola praczki, sprzątaczki i
służącej, popędzanej razami i wiecznymi przejawami niezadowolenia.M. odchodzi
– od niepracującej zony, od dziecka, którego niepełnosprawność kwestionował
nawet przed sądem ( dzięki staraniom jego adwokata musieliśmy przejść przez
powtórną diagnozę syna w ośrodku wybranym przez męża – wbrew jego oczekiwaniom
ośrodek potwierdził autyzm dziecka )
Długo czułam się winna – aż do momentu, gdy okazało się że mój mąż mnie
zdradzał i to od chwili gdy zaszłam w ciążę – znoszoną źle, częściowo spędzoną
na patologii ciąży co wiązało się z brakiem seksu i ciepłych obiadów w domu

Moja rodzina o tym wie. Niejednokrotnie byli świadkami wyzwisk kierowanych do
mnie, do syna i do nich samych. Mąż przynał się przy nich do zdradzania mnie.
Schudłam – zrzuciłam 12 kg. Mimo to jestem „godzillą” jednocześnie mój mąż
bardzo przytył. Kupowaliśmy kurtkę mężowi – śmiałam, w obecności mojej rodziny
stwierdzić, że dany rozmiar jest za mały. Po powrocie do domu odebrałam
telefon od mamy i brata ze stwierdzeniem, że źle się do męza odnoszę i że go
zrażam do siebie. Wieczorem mój brat zadzwonił do mnie z pytaniem , czy na
wakacje jedziemy na rodzinną działkę. Ja z synem oczywiście się wybieram. Ale
mój brat stwierdził, że on che jechać, ale nie ze mną i moim dzieckiem ale ze
mną, dzieckiem i mężem....
Nie wiem, nie rozumiem, nie pojmuję. Mój mąż – zdrajca, kwestionujący chorobę
własnego dziecka i odmawiający udziału nie tylko w jego leczeniu ale i
finansowaniu tegoż, wyzywający mnie przy moich rodzicach, wyzywający moją
własną matkę przy moim ojcu ( sic! ) , pokazujący smsy od licho wie jakich
panienek z tekstami typu ' kochanie, jak się rozwiedziesz, to zadzwoń” jest
... nie wiem, cenniejszy dla mojej rodziny niż ja.
Nie radzę sobie z tym – nie dość, że straciłam partnera – któremu ufałam i
którego kochałam aż do samego końca to jeszcze moja rodzina, które twierdzi że
mnie kocha, rozumie i której nigdy ( w moim odczuciu ) nie zawiodłam, wydaje
się bardziej zwracać uwagę na mojego jeszcze męza niż na mnie....
proszę, nie piszcie, że może mają rację, że powinnam zastanowić się nad sobą
-z robiłam to. Moim jedynym grzechem jest zbytnie skoncentrowanie się na
rodzinie a nie na sobie. Mój mąz dziś kupił sobie kurtkę za 700 zł, mnie
wypominając spodnie z lumpeksu za 12 zł
To mój mąz odmowił mi seksu stwierdzając, ze nie spełniam jego oczekiwań ( nie
ma to jak po jakimś czasie urozmaicić sobie życie w trójkącie ) - co zresztą
też oznajmił moim rodzicom , ograniczył mi pieniądze ( kontroluje nawet
rachunki ze sklepów, przeznaczając na miesięczne utrzymanie rodziny –
jedzenie, ubrania,leki, rozrywka, chemia itp. - 800 zł ) , przepisał polisę
na życie ze mnie i własnego syna na brata, ktorego widział ostatni raz jakieś
5 lat temu. I to rodzinka też wie. Chodziłam w tak starych butach – bo mąż nie
dał mi na nowe, że się rozpadały – moja mama kupiła mi nowe. Nie wynika to z
niskich zarobków męza, bo jego dochody dwukrotnie przewyższają średnia
krajową. Po prostu mój jeszcze mąz uważa, że skro nie pracuję ( a jak mam
pracować, skoro jako jedyna chodzę z synem na rehabilitację- psycholog,
pedagog, logopeda, Integracja sensoryczna, Bio feedback, masaże, rehabilitacja
ruchowa, psychiatra, neurolog -5 dni w tygodniu i pracuję z nim w domu, syn
uczy się jeżyka polskiego tak, jak my uczymy się języków obcych, nie tylko
trzeba z nim ćwiczyć np. odmianę przez przypadki danego wyrazu, ale jeszcze
trzeba się do tego przygotować ) to nie mam żadnych praw do „jego” pieniędzy,
które on może trwonić dowolnie ( hotel za dobę w ramach odpoczynku po tygodniu
pracy 450 zł ).
Pogodziłam się ( a raczej przyjęłam do wiadomości ) fakt , że odchodzi i do
ostatka korzysta z dobrodziejstwa inwentarza – obiadów na zamówienie,
wyprasowanych koszul , pozmywanych naczyń i kupionych ostrzy do maszynki.
Przyswoiłam, że mam za duży biust, nie takie wykształcenie i nie tę tonację
głosu

Ale postawy mojej rodziny – mojej, nie jego, bo ta nie utrzymuje z
nami ( z nim też ) w zasadzie żandego kontaktu, rodziny, która stwierdza, że
wyszłam za chama i nie rozumie mojego dawnego uczucia do niego – pojąć i
przyswoić nie mogę....