Witam.Jestem tu nowa.Potrzebuję obiektywnej rady..

16.06.09, 01:02
Wiatm Was serecznie.
Jestem na tym forum nowa.Podczytuje Was od jakiegos czasu i noszę
sie z zamiarem napisania postu.
Nie jest lekko dzielić sie kłopotami z nieznanymi mi osobami, ale
kto zrozumie mnie bardziej, niz kobiety , które na codzień borykaja
sie z podobnymi problemami.

Moja historia jest bardzo długa, bardzo zawiła i skomplikowana i
czasem już wyjścia z niej nie widzę. Ciagle gdzieś błądzę.Postaram
się w skrócie jak tylko sie da opisac Wam moje rozterki.


Dawno temu w 2005 r urodziłam syna z mojego pierwszego
związku.Mieszkałam z moim exem u jego rodziców, niestety poprzez
wtracanie sie do naszego zycia osób trzecich ( czyli jego rodziców,
jego siostry ) nasz związek nie przetrwał. Wróciłam do moich
rodziców razem z synkiem...Było we mnie trochę złości, trochę żalu
że mój ex jest tak uległy wobec rodziców i nie potrafi postawić na
swoją rodzinę.Cóż mówi sie trudno.Tzreba było żyć dalej...Początki
były trudne.Bylismy z exem obrażeni na siebie ale trwało to niezbyt
długo.Dogadaliśmy się.Mój EX nie zostawił mnie bez grosza.Zawsze
płacił mi dobrowolnie 300zł więc nie widziałam potrzeby ganiania po
sądach.Były momenty że czasem pomógł mi więcej. Nie byliśmy razem,
ale zostaliśmy dobrymi kumplami, nawet przyjaciółmi mogłabym
powiedzieć. Zawsze moge na niego liczyć.Do tej pory mamy bardzo
dobre kontakty. Ja osobiście uważam ,że tak powinno być. To że my
nie jesteśmy razem wcale nie znaczy, że mamy się przestać lubić czy
utrudniać sobie zycie.


Minęły dwa lata od rostania.Synek skończył dwa latka. Ja sie
zakochałam w kimś z wzajemnością. Dla niego zrezygnowałam z mojej
pracy. Zwolniłam się, spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam 500 km od
mojego domu... Zamieszkaliśmy z nowym partnerem, zaczęliśmy nowe
życie. Miało być pięknie. Kochaliśmy się, chcieliśmy być razem .

( dodam , że cały czas miałam bardzo dobry i przyjacielski kontakt
telefoniczny z tatusiem mojego synka - bo dla mnie to jest
najważniejsze aby mój synek miał dobre relacje z ojcem ).


Mieszkaliśmy sobie z moim nowym partnerem, układalismy sobie życie
na nowo. Pragnęliśmy dziecka.Zrobiliśmy sobie dziecko z pełną
premedytacją smile Gdy zaszłam w ciążę spotkały mnie wielkie
przykrości i mega rozczarowanie z powodu mojego partnera... Byłam na
samym poczatku ciąży jeszcze nie do końca zdając sobie z tego
sprawę, gdy pojechałam odwiedzić mój rodzinny dom.

Gdy wyjeżdżałam moja mama leczyła sie na zakrzepicę nogi.Miała
spuchnięta nogę, robiła sobie zastzryki w brzuch itd...Wyjeżdzając z
dzieckiem do mojego partnera wiedziałam , że zostawiam mamę w
dobrych rękach, że jest przy niej mój ojciec i jeszcze brat.


Gdy przyjechałam w odwiedziny przeżyłam wielki szok !!! Z moja mamą
działo się coś bardzo złego. Nie chciała jeść, schudła, a gdy
chciałam z nia spokojnie porozmawiać mama mówiła do mnie
niestworzone rzeczy pozbawione sensu. Mówiła że musi sobie ta nogę
zlikwidować, że tam ma jakiś nerw itd. W głowie mi się nie mieściło
cop moja mama do mnie mówi. Od razu nastepnego dnia rano zamówiłam
wizyte domową lekarza. Pani doktor zbadała mamę i zawołała pogotowie
aby zawiozło mame do szpitala. mama przez ta nogę nie mogła nawet
zejść po schodach.


W szpitalu okazało sie że w brzuchu wymacali jakiś guz. Przewieziono
ja do szpitala ginekologicznego. Tam powiedzieli , że mama ma jakis
guz i robią badania. Kontaktowałam sie wtedy z moim partnerem.
Przyjechał do Nas. Razem odwiedzaliśmy mame w szpitalu. POtem
zakomunikowaliśmy jej że jestem w ciąży.

Wtedy On chciał abym wróciła z nim do niego...Po dłuższych
przemyśleniach wróciłam. Z moim ojcem ustaliłam, że jak będzie coś
wiadomo, jak tylko cos się będzie działo to mają mnie informować.
Dzwoniłam codziennie do mojej mamy. Bardzo się o nia martwiłam.
Przez telefon nie mogłam z nia sie dogadać, ciągle mówiła bez składu
i ładu, tylko czasem miała jakies przebłyski, że normalnie
porozmawiała ze mną.
    • carmelittka część 2 16.06.09, 01:25
      bardzo mocno martwiłam sie o mamę, wiedziałam , ze dzieje sie z nią
      coś bardzo złego...Mój partner, ojciec mojego dziecka , które wtedy
      malutkie dopiero rosło w brzuchu zaczął miec do mnie jakieś
      żale...Bo często pisałam smsy do ojca mojego syna, bo byłam
      zamyslona, bo już się tyle nie śmiałam, bo nie byłam tądziewczyną,
      która poznał, bo nie miałam ochoty na sex z nim...Było coraz
      gorzej...Jak tu mieć ochotę na sex, jak się śmiać, gdy nagle
      dowiaduje sie , że u mojej mamy zdiagnozowali raka i w kró\tkim
      czasie mieli mame operować. Ja wiedziałam i przeczuwłam że nic
      dobrego z tego nie bedzie. Cały czas dzwoniłam to do mamy, to do
      ojca, Byłam 500 km od domu. Mój tato powiadomił mnie kiedy ma byc
      operacja...W dniu kiedy ta operacja się odbyła zaczęły sie smsy od
      siosrty mojej mamy z wielkimi wyrzutami , że mam gdzieś moja mamę
      itd, że ja zostawiłam , a ja miałam wyznaczone badania u ginekologa
      i dlatego musiałam zostać. Gdy nadszedł dzień operacji mojej mamy
      byłam nie do życia, zamyslona, przejeta a od mojego partnera ciągle
      słyszałam jakieś wyrzuty zazdrości, że pisze smsy z moim
      exem...Potem było juz tylko gorzej. Jemu sie bzykać chciało , a ja
      przecież byłam myslami przy mamie. Nie mówiłam mu nic o tym , że
      podejrzewam iż jestem w ciąży. Nie to byłoio w tym momencie ważne.


      Moja mama miała operację. Leżała na Oiomie nieprzytomna, podłączona
      do respiratora. Nie mysląc długo szybko spakowaliśmy rzeczy i nocnym
      pociągiem przyjechaliśmy do mojego miasta. Ja po tej nocnej jeździe
      z przesiadkami od razu w auto z moim ojcem i z moim bratem i do
      szpitala oddalonego 150 km od mojego rodzinnego domu do
      mamy .Pozwolili mi wejść N Oiom . Widok był straszny. MOja mama taka
      wychudzona, taka bezbronna....Mówiłam do niej, mówiłam aby walczyła
      aby się nie poddawała...Wiem , że mnie słyszała, pomrugała
      oczami...Dzięki Bogu potem mama sie wybudział z narkozy, zaczęła
      samodzielnie oddychać i po dniu, może dwóch odłączyli ja od
      respiratora i przenieśli na oddział pooperacyjny.


      Ja wtedy po kilku dniach znów w pociąg pojechałam do domu mojego
      partnera i znów ciągle na telefonie z moim ojcem...Wiedziałam , że
      szybko musze wracać do mojego rodzinnego domu, zabvrać wiecej rzeczy
      dla mnie i dla synka i wracać aby byc przy mamie. tak tez zrobiłam.



      P. był niepocieszony, był wręcz przekonany że uciekłam od niego do
      mojego EXA !!!! Wyobrażacie to sobie. Gdy wróciłam do domu
      jeździałm z ojcem pociągiem do mojej mamy do szpitala oddalonego o
      150 km, z dwuletnim synkiem przy boku i w dodatku ja w ciąży !!!



      To był koszmar, to wszystko się działo tak szybko. Mame po raz
      pierwzsy zawieśli do szpitala w maju. operacje miała w Boże ciało
      2007 r . Potem na oddziale pooperacyjnym już ja wiedziałam ,że moja
      mama z tego nie wyjdzie.Pielęgniarki nie wmówiły wprost, że mama
      umrze.Mówili że ciężko jest, że przeżuty ma do mózgu i , że małe są
      szanse ale trzeba walczyć.


      Ja jak w jakimś letargu tułałam sie pomiędzy Wrocławiem ( bo tam
      mieszkał mój partner ) a Słupskiem ( ja i moja mama ).



      tak kursowałam na zmiane troche tu troche tam, bo nie chciałam sie
      od nikogo odwracac . Ale wszystko sie popsuło gdy bedąc we Wrocławiu
      po raz kolejny słyszałam od mojego Pana , że ja juz nie jestem ta
      samą osobą, że jestem dziwna...A jak byc normalnym, gdy wiesz, że
      Twoja mama umiera, i w szpitalu oddalonym o 150 km od naszego
      miejsca zamieszkania komunikują Nam , że musimy załatwic miejsce w
      hospicjum , bo inaczej mamy z tamego szpitala nie wypiszą !!!




      Wtedy dla mnie się świat zawalił. Przez godziny wisiałam na
      telefonie i załatwiałam dla mojej mamy miejsce w hospicjum.
      Poprosiłam mojego kolegę, który jeździ w pogotowiu i zna dyrektorkę
      hospoicjum aby pomógł mojej cioci i mojemu ojcu mame tam umieścić,
      aby sie dla niej miejsce tam znalazło...



      Miejsce się znalazło.Przetransportowali mame do hospicjum i tu moja
      historia z Wrocławiem i z moim panem sie skończyła.


      Wiedziałam, że musze być przy umierającej mamie. Wróciałm do mojego
      domu
    • carmelittka Część 3 16.06.09, 01:47
      Wróciałm do mojego domu.
      Mój P. był bardzo niepocieszony wręcz powiem więcej, pożarliśmy się
      strasznie, nie mogłam zrozumieć jak on może byc takim egoistą i
      mysleć Tylko o sobie wtedy gdy moja mama umierała !!!!

      Ja wiedzoiałam , że musze być przy niej. Zostałam bez środków do
      życia, bez żadnych świadczeń, bo zanim się zwolniłam z pracy to
      miałam tam umowę na pół etatu, nawet kuroniówki nie miałam.
      Przeciueż nie mogłam tego przewidzieć , że tak nagle moja mama się
      całkowicie rozchoruje, że to bedzie rak i zarazem wyrok dla
      niej.Miało byuć przecież tak pięknie...sad

      Gdy mama była w hospicjum codziennie do niej jeździłam z moim małym
      synkiem, bo nie miał mi go kto pilnować.Jego tatuś ciąGLE W PRACY OD
      RANA DO WIECZORA, JEGO RODZICE NIE PORADZILIBY SOBIE ZNIM, BO JEGO
      MAMA też nie do końca sprawna była i tak codziennie, dzień w dzień
      do hospicjum, wszystko w domu musiałm robić, prać gotować, zakupy
      robić i z nikąd pomocy nie miałam. Nikt mnie nawet finansowo nie
      wspierał.Nawet mój ojciec mi nie dawał pieniedzy bo nie miał
      najzwyczajniej z czego.Sam biegał z jednej pracy do drugiej.


      Ja wtedy poszłam do mojej byłej pracy pracowac na czarno tak z
      doskoku.To była centrala Taxi więc chodziałm tylko na nocki.W tym
      czase tatus mojego synka przyjeżdzał do mnie do domu z nim spał a ja
      chodziłam na nocki do pracy. PO nocce mało co spałam , małego za
      rękę i do hospicjum.

      Wtedy jeszcze się nikomu w mojej rodzinie nie chwaliłam że jestem w
      ciąży, żadna z moich ciotek ani babcia nie wiedziała.Po co miałam im
      to mówić, i tak nikt mi nie pomagała. Z moim ojcem tez nie maiąłm
      kolorowo wtedy bo zawsze miał ciągoty do alkoholu i po tym jak mama
      się tak rozchorowała zdarzało mu się pić a ja gdzieś pomiędzy tym
      wszystkim byłam tak naprawdę sama. Nikt oprócz ojca mojego
      pierworodnego mnie nie wspierał. czasem mysle , że gdyby nie on to
      bym chyba parapety gryzła.

      Moja mama przeleżała cały lipiec w hospicjum a 1 sierpnia zmarła sad((
      Zmarła o godz 20:00 a ja jeszcze głupia poszłam na 22:00 na nockę do
      pracy. Siedziałm z mama jak umierała.Widziałam jak odchodzi.Wszscy
      przy niej byliśmy do samego końca. No ja nie do samego końca, bo o
      19:30 pojechałam do domu wyszyskowac sie na nockę do pracy na 22:00.


      Mój mały synek tez tam był.Zawsze go \ze soba brałam bo nie maiłam
      co z nim zrobić. A w dzień gdzy odeszła moja mama nie mogłam zostać
      bo przeciuez takie dwuletnie dziecko ma swój rytm dnia.

      POszłam na tą nockę. Wysiedziałm do 24:00 i zadzwoiniłam do
      koleżanki aby mnie zmieniła, bo przeciez to jest chore aby siedziec
      w pracy w dniu kiedy zmarła moja mama.

      Później dalej wiedziałam, że nie moge ojca zostawić samego, z reszta
      mój P. ciągle dzownił i robił mi jakieś wyrzuty. Pamiętam jak raz
      przyjechał do Nas. mama jeszcze wtedy leżała w hospicjum. Poszedł
      tam ze mną, dobrze wiedział , że pieniędzy nie mam na życie, że
      tyram na nocki aby mieć co jeść . On jak zobaczył moja mamę nic nie
      powiedział...Jak wyszliśmy z hospicjum to powiedział do mnie coś
      takliego " POżycz mi 50 zł bo muszę to zapić !!! " POczułam się
      jakby mnie ktoś w mordę strzelił. Co za bydlak , co za egoisdta !!!


      To ja na codzień zmagałam sie ztym sama, on mi nie wysyłał żadnych
      pieniędzy, nie interesowało go xczy mam co jeść czy nie i takie
      rzeczy jeszcze do mnie mówiuł.


      Na pogrzebie mojej mamy stał gdzieś z tyłu, daleko, z moja koleąznką
      i zamiast wsdpółczuć mi to się jej wyżalał na mnie, mówił jej że
      dla niego mój eX czyli tatuś mojego synka nie jest faxcetem bo go
      kiedys wytarzał po ziemi...Rozumiecie takie coś ??? Na pogrzebie
      mojej mamy!!!! Przed pogrzebem poprosiłam ojca mojego synka aby się
      nim zajął, bo nie chciałam aby mały widział mnie taką
      roztrzęsioną.Na szczescie pogrzeb nie był drastyczny, bo mama
      została skremowana, więć jakos to zniosłam. Na stypie mój P. zrobił
      mi awanturę a w sumie po stypie, że nie zajęłam mu krzesła obok
      mnie, że na tym krześle siadł mój Ex z moim synem.Kurcze czy ja
      miałam z nim biegać akurat w tym dniu ??? Czy tak zachowuje się
      facet, który rzekomo mnie kochał?
      • carmelittka Re: Część 4 16.06.09, 02:17
        I tak po smierci mojej mamy w następny dzień mój P. w wielkiej
        złości mówi mi " kupiłem Ci pierścionek zaręczynowy, chceswz go czy
        nie ?" No nóż mi sie w kieszeni otworzył.To był właściwy moment ???

        On myślał, że skoro moja mama umarła,skoro już ja pochowaliśmy to
        mogę wracać do Wrocławia...Jak mogłam zostawić mojego ojca ??? Jak
        mogłam wybaczyć mojemu P. że m,nie wogóle nie rozumiał, że mnie nie
        wspierał, ja byłam na niego wściekła za ten jego egoizm !!!
        Pogoniłam go w cholerę. Zostałam w domu z ojcem, wiadomo toczyła się
        sprawa w Sądzie o podział majątku, wszystkie te Urzędowe sprawy
        pomagałam ojcu załatwiać , bo on niekumaty wogóle . Nie mogłabym tak
        zostawić ojca na krótko po śmierci mamy. Wiem że czasem mój ojciec
        zachowuje sie jak bydlak, bo jest alkoholikiem, Ma swoje zaskoki,
        ale to mój ojciec i w sumie tylko on mi został. A z P. nie mogłam
        sie porozumieć, nie chciał zrozumieć, że teraz po śmierci mojej mamy
        to nie jest dobry czas na mój powrót.

        I tak oto on się znów obraził i wrócił do siebie. ja nadal tyrałam
        na nocki, czasem w weekendy brałam popołudnia, bo wtedy ojciec
        Tyberiusza miał wolne. I tak pracowałam do ostatniego niemalże dnia
        ciąży. Gdy zbliżał się mój poród przyjechał do mnie P. - myśleliśnmy
        że może coś da się poskładać, nadmieniam ,że przez całą ciążę nie
        płacił mi żadnych pieniędzy i miał w dupie to jak sobie radzę. dzień
        przed porodem poszłam na rano do pracy. Pan P. został z małym. Ja
        gdy wróciłam do domu zastałam jego z naszym kolegą u mnie w domu,
        widziałm że wypili pół litra wódki, mój synek mi mówił po
        przyjściu , że sie zrzygał. Ja byłam taka zła , że szok. To ja tu
        dziecko zostawiam pod opieką, bo idę do pracy zarabiać na jaedzenie
        a on sobie z kolesiem w moim domu pije wódkę !!!! Kolejna awantura.
        pokłóciliśmy się strasznie. On mi ciągle wygadywał mojego EXA. Ale
        co ja miałam zrobić??? Skoro on mi nie pomagał wtrudnych chwilach,
        wiedział , że mój ojciec mi nie daje na życie , wiedział, że nie mam
        za co życ on mi ani złotówki nie wysłał. Musiałam przecież jakoś
        sobie radzić.A to że mój Ex pilnował w tym czasie mojego syna to
        chyba nic złego ??? NO może złościł się na to że mój ex pilnuje go w
        moim domu ??? Zawsze był o niego chorobliwie zazdrosny. Ale u ojca
        mojego dziecka nie było warunków dla mojego synka a u mnie w domku
        było wszystko,młóżeczko, i najważniesze że maluszek czuł się tam
        bezpieczny...

        PO tej awanturze w Wigilię 2007 r pojechałam do szpitala i urodziłam
        córeczkę smile Dałam jej na imie Basia, tak jak miała moja
        mama.Obiecałam to sobie jak mama umierałą, że jak bedzie córeczka to
        będzie Basia.


        I tak to 23 grudnia byłam w pracy. 24 grudnia urodziałam. POtem, po
        Sylwestrze Pan P. wielce obrażony na mnie wróciła po raz kolejny do
        siebie i ja znów zostałam sama !!! Nie mogłam z nim być. Byłąm zbyt
        wściekła na niego, nie mogłam mu tego wszystkiego wybaczyć.

        Wszystko może by było fajnie, gdyby nie to , że jak mama była chora
        to pracowałam na czarno, po urodzeniu nie maiałm żadnych świadczeń,
        ani macierzyńskiego, ani rodzinnego ...NIC . kompletne 0.

        Zostałam sama z dwójką dzieci, bez grosza przy duszy. Miałam tylko
        pomoc ze strony mojego exa. On po prostu okazał sie ludzki, okazał
        mi swoje serce i pomoc. Gdybym nie miała pomocy z jego strony to
        naprawdę bym marnie zginęła. Z czego miałam żyć, jak urodziłam
        córeczkę i nawet nie maiłąm na nią żadnych świadczeń. Pan p. czyli
        ojciec mojej maleńkiej był tak zaślepiony tą zazdrościa o ojca
        mojego syna , że w zemśćie na mojej osobie nie wysyłal ani grosza na
        swoją córkę.
      • carmelittka Re: Część 5 16.06.09, 03:00
        Pierwsze pieniądze jakie od niego otrzymałam to były w lutym ,gdy
        mała miała już skończone 2 miesiące i wysłał mi 100 zł czy 150 teraz
        juz nie pamiętam...On twierdził, że przeze mnie sie załamał bo ja
        taka zołza dla niego byłam , bo on stracił senż zycia i zamknął się
        w sobie przestał pracować siedział w domu i grał na gierce
        komputerowej. Potem po kilku miesiącach zaczął pracować i wysyłał mi
        po 100 zł raz na jakiś czas. Srał mi tak po 100 zł przez jakieś pół
        roku a może nawet przez 9 czy 10 misięcy.

        To było straszne, nie było mi lekko ale jakoś dawałam radę.

        Potem kila razy nas odwiedził, dwa razy ja była u jego rodziców aby
        zobaczyli wnuczkę. Nie wiem było bardzo ciężko mi samej z dwójką
        dzieci, 400 zł które dostawałam na Tyberiusza. Nie mogłam póśjć do
        pracy, bo nie mogłam przcież zostawic noworodka, nie maiłam żadnych
        świadczeń nic... Jego to zbytnio nie obchodziło. Próbowałam po
        długim czasie jak mała skończyła roczek jakos sie z nim pogodzić,
        postanowiłam ,że może jednak warto dac sobie szansę. Postanowiłam
        nieco przymknąć oko na to co było wcześniej i spróbować. POstawiłam
        mu jednak jeden warunek. Że jesli mamy spróbować to tu u mnie w moim
        mieście, bo ja nie mam zamiaru znów pakować swoich wszystkich rzecy
        i sie wyprowadzać do niego, bo co będzie jeśli znów nam sie nie uda ?
        > Wtedy byłoby mi ciężko wrócić do mnie do domu, bo z moim ojcem nie
        jest kolorowo... P. zgodziłł się na moje warunki i przyjechał tu do
        nas. Ja zakręciłam sie w mojej dawnej pracy, załatwiłam dla małego
        przedszkole ( opłaca je jego tatuś ) i postanowuiłąm wrócic do
        pracy. Wykombinowałam , że ja bedę często chodzić do pracy na nocki,
        on sobie coś znajdzie tu u nas i bedzie chodził na rano i tak siue
        bedziemy na początku zamieniać aby nie musieć wydawac pieniedzy na
        nianię. Dostałam umowę na 3 miesiące i jakos sie to kręciło. Przez
        pierwsze dwa miesiace P. nie mógł znaleźć pracy i siedział z
        dziećmi w domu. Ale znów coś mu nie pasowało, zaczął mi robic
        wyrzuty, że ja sie tylko sobą interesuję , że tylko ja i moja praca
        jest najważniejsza , że tylko o własny tyłek dba. A ja przeciez
        niejestem coraz to młodsza i nikt za mnie emerytury nie wypracuje, z
        reszta juz dawno przestała mi się podobac taka wegetacja bez pracy,
        bez żadnych środków do życia i bycie zdana tylko na facetów.

        Czy mam zły tok rozumowania ? Że chcę pracować, i tez zapewniac byt
        moim dzieciom???

        P. coraz częściej miał do mnie jakieś dziwne żale, że to niby tylko
        tyłkiem kręcę u mnie w pracy, oczywiście chodziło tez o sex że nie
        mam ochoty, itd itd. A ja przez całą ta chorą sytuację , która się
        ciągnie przez tak długi okres czasu nie mam wcale ochoty na seks.
        Naprawdę nie odczuwam potrzeb takich.


        On potem wymyslił , że ja go wykorzystuję, że on mi jest potrzbny
        tylko do pilnowania dzieci, że traktuje go jako nianię. Kurcze
        dlaczego facet pilnowanie swojego dziecka i drugiergo dziecka które
        rzekomo bardzo kocha podności to do rangi czegos nadzwyczajnego. Dla
        mnie pilnowanie i opieka nad dziećmi , gdy partnet idzie do pracy
        jest czymś naturalnym. Nawet samo pilnowanie, po prostu bycie z
        własnymi dziećmi jest czymś normalnym. Czymś co powinno sie robić z
        przyjemnością a nie z poczucie obowiązku.


        Ja się wkopałam w zaliczki z mojej pracy , bo on nie pracował a jeść
        coś trzeba było, a skoro wróciłam do pracy to jakoś musieliśmy sobie
        dać radę...Przez pierwzse dwa miesiące dopóki P. nie znalazł sobie
        pracy żyliśmy z moich pieniedzy. Ciągle brałam zaliczki i jak
        przyszło do wypłaty to brałam jej 80 zł. Więc nie mineło kilka dni i
        znów kolejne zaliczki ia tak błędne koło...

        Między nami niestety sie nie układało, on nadal był chorobliwie
        zazdrosny o tatusia Tyberiusza, o to , że raz pojechałam do jego
        mamy, czyli babci Tyberiusza pomóc kobiecie umyć okna. Ona
        stwierdził , że napewno pojechałam do mojego Exa " ruch.ć sie z nim,
        że go ciągle urabiam, że to niemożliwe aby byc przyjaciółmi ze swoim
        exem, że przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą nie istnieję, że
        napewno go urabiam itd itd ". Ale my z moim exem nie jesteśmy tylko
        zwykłymi byłymi partnerami tylko jesteśmy rodzicami naszego syna.
        Czy to źle żę mamy porzyjacielskie stosunki ??? Czy to źle że do tej
        pory nie podałam go o alimenty, bo sam dobrowolnie mi je płaci a gdy
        byłam w potrzebie pomagał mi więcej ??? To jest z mojej strony
        złe ???



        DFDoszło do tego , że któregoś dnia pan P. wypił sobie kilka piwek
        za dużo, gdy akurat byłam u babci Tyberiusza myć jej te nieszczęsne
        okna /P. poniosła chora fantazja i jak wróciłam do domu to zrobił mi
        awanturę, że byłam się gźdźić z moim exem. No tak z moja Basią przy
        boku ...Ech...Szxkoda słów. ( Tyberiusz już 4 latek przeżywał okres
        buntu i do wszystkich wołał " nie lubię CIę, nie chcę cię, idź stąd
        itd.mówił tak do wszystkich, do mnie do swojego taty, do mojego ojca
        do moich braci, do P. ) A jak wróciłam z tego mycia okien Tybuś
        powiedział coś takiego do P. a że ten był juz podchmielnoy,wkurzony
        że mnie nie ma tyle czasu w domu, pobudzony swoją chorą zazdrością o
        ojca Tybka powiedział do niego, będąc przekonanym , że to ojciec
        Tyberiusza buntuje go przeciwko niemu powiedział mu " Idz do swojego
        ojca niech Ci dalej łeb pompuje ".
        • carmelittka Wszystkim dziękuję za uwagę 16.06.09, 05:17
          Siedziałam na nocce w pracy i zdobyłam sie na odwagę aby się z kims
          podzielić moimi przezyciami...Z góry przepraszam za
          wszystkie "literówki" i haotyczność mojej wypowiedzi, ale naszło
          mnie aby to wszystko wyrzucić to z siebie. Pisałam szybko...

          Teraz tylko czekam na wasze ewentualne sugestie co mam zrobić dalej?
          Jak rozegrać sprawę w Sądzie ???

          POwiem jeszcze tyle, że jak P. wyjeżdżał to wiedząc , iż głównie też
          przez niego i przez to, że chciałam dać nam szansę tu u mnie w moim
          mieście przez 2 miesiące go utrzymywałam gdy nie mógł znaleźć pracy
          ( bo nie ma co ukrywać to małe miasto ) wkopałam się po same uszy w
          zaliczki i do tej pory wyjść z nich nie mogę. On wiedząc o tym że
          nie mam pieniędzy na życie spytał czy mam pieniądze. Odpowiedziałam
          mu z ironią, że tak mam 3 miliony...Nie zostawił ani złotówki,
          zostawił mnie z tymi zaliczkami i z "moimi" długami, stwierdził " że
          w końcu będę miał dla siebie 3000 zł i nie będę musiał się z nikim
          dzielić " ( faktycznie jako zbrojarz we Wrocławiu on jest w stanie
          tyle zarobić ).

          Wyjechał i tyle go widziałm i słyszałam.Minął dokładnie miesiąc
          odkąd wyjechał. My jakoś przeżyliśmy. Ciągle kombinuję, chodzę do
          pracy, zamieniam się i jakos powoli powoli leci. Fakt , że ostatnio
          mi sie dzieci pochorowały, wydałam 70 zł na lekarstwa, ale
          dochodzimy do siebie.

          Nie jest tak tragicznie.Wierzę ,że bedzie lepiej.Dzieci dają mi siłę
          napędową do życia.

          Co chciałam Wam jeszcze napisać. Po miesiącu ciszy, wczoraj P. do
          mnie zadzwonił. Pytał sie co słychać. Powiedziałm , że nic nowego,
          jakos leci. Troche sie posprzeczaliśmy, bo wkurza mnie ta jego
          mściwość, ta zawiść. Bo tak jak obiecał przed wyjazdem przy moim
          ojcu, że dopóki ja go do sądu nie podam złotówki nie zapłaci na
          dziecko. Tak on słowa dotrzymuje i ani złotówki nie wysyła. Przez
          miesiąc nie wykonał żadnego telefonu ani nic, a teraz jak zadzwonił
          to chwalił mi się, że teraz on jest bardzo zajęty, ma duzo pracy, ma
          duzo koleżanek, że koleżanki mu podsyłaja koleżanki, że teraz ma
          bardzo bujne zycie towarzyskie, że cały weekend imprezował, że dojść
          do siebnie nie może. Ewidentnie myslał, że mi zrobi swoimi
          opowieściami na złość...Myślał że będę zazdrosna , że on sie gdzieś
          szwęda...

          POwiedziałam mu , że kara go kiedyś spotka za ten jego egoizm, i że
          umrze sam jak pies pod płotem...To że wychodzi i prowadzi bujne
          zycie towarzyskie i mi sie tym chwali odbieram jak chęć zrobienia mi
          na złość.Otwarcie mówi, że w końcu robi to co chce i to co zawsze
          chciał, czyli jakieś treningi jakieś zawody ... ja mu powiedziałam,
          że pewnie w ten sposób zabija pustke w swoim , życiu. A ja nie
          chodze nigdzie ale dzieci są przy mnie smile

          On stwierdził przez telefon, że normalni ludzie jak nie są ze sobą
          to maja oficjalne alimenty w sądzie i wtedy jest wszystko w
          porzadku. Jemu jest potrzebny papier z Sadu aby czuł sie zobowiązany
          płacić na Basię...Ja to tak odbieram, że skoro jest na tym świecie
          wielu ludzi, którzy nie są razem i bez sądów sie dogadują i nie maja
          z tym problemów, to dlaczego ja na początku nie miałabym tak
          spróbować. Jednak z nim sie tak nie ma. Dla niego brak papierka z
          Sądu to tak jakby dziecko nie istniało i nie trzeba mu bytu
          zapewniać. Dla mnie to jest chore myślenie. Jego zawiść i chęć
          odegrania sie na mnie za pomocą braku płatności na Basię krzywdzi
          nie MNIE tylko moja córeczkę ...
          On sam ją krzywdzi w ten sposób. Chociaż ja tak kombinuję aby nic
          jej nie brakowało. Flaki sobie wypruję ale o moje dzieci będę zawsze
          dbała aby głodne nie chodziły i miały zapewnione podstawowe warunki
          do życia.



          Zastanawiam się jak rozegrać wszystko w Sądzie, jak napisać to
          wszystko we wniosku, czy mam też teraz już w tym wniosku pisać coś o
          widzeniach z dzieckiem ??? On zapowiedział od razu , że na sprawie
          go nie będzie, bo ma duzo czasu i nie ma pracy. Stwierdził z resztą,
          że ma za daleko, bo to jest 500 km.

          Kwestia kolejna...Wiem ,że on jest w stanie zarobić tam 3000 zł.
          MIeszka u rodziców, może coś tam im dokłada do jedzenia, ale tego
          nie wiem. Nie odwiedza Nas, całkowita opieke nad dzieckiem sprawuję
          ja... Czy to mam jakoś sformułować we wniosku ??? O jaką kwotę
          alimentów mam się starać, bo z tego co wyczytałam to jeśli ojciec
          nie odwiedza dziecka wcale to mama może sie starać o wyższą kwotę
          alimentów właśnie z racji tego , że sama się tym dzieckiem cały czas
          opiekuje...

          Pomóżcie mi , zasugerujcie coś, bo dla mnie to nowość i sie gubię.
      • carmelittka Re: Część 6 16.06.09, 03:12
        Wtedy już nerwowo nie wytrzymałam, po raz kolejny pokazał na co go
        stać. Ja miałam iść na noc do pracy a ten sie napił. Jak miałam
        pójść do pracy i zostawic dzieci pod jego opieką??? Załatwiłam sobie
        zastępstwo i zostałam w domu. Ten typek , żeby tego było mało
        poszedł do sklepu po wódkę i jakby był w swoim domu tą wódkę wypił z
        moim ojcem, awanturując sie ze mną w moim domu. Mój ojciec sie nigdy
        pomiędzy nas nie wtrącał i nie zrobi tego nigdy , bo to nasze zycie
        i on ie bedzie mi mówił co ja mam robić. Ale dziewczyny to co on
        odstawił , ten mój P. to szok. Nachlał sie jak świnia, wyzywał mnie
        od szmat ( za co dostał ode mnie po pysku ), rzucał do mnie epitety
        typu " wypierda..j do swojego kochanego - czyli ojca Tybusia " On
        mnie wyganiał z mojego domu. Wulgaryzmy się sypały..Ode mnie dostał
        dwa siarczyste policzki, stwierdziłam, że nie chcę go znać, że może
        się już pakowac i wracac nocnym poci,ągiem do domu. Skończyłam z
        nim. POwiedziałam , żę mam dość je\go chorobliwej zazdrości i że
        powinien się z niej leczyć.


        On przy moim ojcu mi sie odgrażał ,że nie bedzie wysyłał pieniędzy
        na dziecko dopóki go nie podam do Sądu...

        I tu dotarłam do końca jakże pewnie nudnej bądź niewiarygodnej
        historii. Wyjechał i faktycznie minął miesiąc czasu i włąsnie
        wybieram sie do Sądu. Przez to że nadal pracuję, przez to że dzieci
        mi sie pochorowały, że w dzień nie mam z kim dzieci zostawić i
        ciągle kombinuję jak tu się w pracy zamienić aby zarobić jakieś
        pieniadze ta wyprawa do Sądu mi sie troche przedłuzyła.

        Teraz pytanie do Was...

        Co mam ująć we wniosku ? Opisać całą sytuację od początku do końca?
        Wyczytałam , że artykuł 141 mówi o tym iż przez 3 lata od momenty
        urodzenia małej mogę nawet zażadac od niego alimentów na mnie za
        okres mojej ciąży i za okres 3 miesięcy po porodzie.

        Myslicie ,że to słuszne by było w moim przypadku ???
        Czy mam w tym wniosku opisac całą sytację ? Nie wiem jak mam się za
        to zabrać.

        Co zrobić w takiej chorej sytuacji???
        • nomya Re: Część 6 16.06.09, 09:46
          Z ledwością przebrnęłam przez tą historię i sądzę, że nikt Ci tutaj nic nie
          doradzi, bo komu by się chciało czytać czyjąś historię życia z tyloma
          nieistotnymi szczegółami ;]
          Myślę, że ponosisz konsekwencje kolejnej wpady i teraz wychodzi na to, że żadne
          z Twoich dzieci tak naprawdę nie ma ojca przez Twoją lekkomyślność i
          nieodpowiedzialne podejmowanie decyzji.
          • pelagaa Re: Część 6 16.06.09, 10:32
            Przyznam sie, ze przez calosc nie przebrnelam, ale chyba sens
            zalapalam wink
            Musisz wystapic do sadu z pozwem o alimenty. W tym pozwie pomin 99%
            tego, co tu nam napisalas, a skup sie na konkretach. Skup sie na
            tym, ze jego mozliwosci zarobkowe ksztaltuja sie na poziomie 3 tys.
            netto, a koszty utrzymania dziecka wynosze wedlug Ciebie xxx zl, w
            zwiazku z tym, ze nie angazuje sie zupelnie w wychowanie dziecka
            wnosisz o obciazenie go 80% kosztow utrzymania dziecka, a wiec kwota
            yy zl. Dodaj, ze nie pklaci dobrowolnie zadnej kwoty od tego i tego
            miesiaca, a Ty w tym czasie musialas sie zadluzyc na kwote taka to a
            taka, w zwiazku z powyzszym wnosisz o wsteczne alimenty od dnia... i
            tu data jego wyprowadzki na przyklad, albo wcvzesniejsza, jak go
            utrzymywalas, bo wtedy tez nie placil.
            Powodzenia i madrzejszych zyciowych wyborow zycze!
            Skup sie na dzieciach i pracy, to wszystko sie jakos pouklada smile
            • tysia_i_ja Ja przebrnęłam 16.06.09, 15:11
              Pelagaa dobrze Ci radzi, ja ze swojej stronyh poradzę jedno -
              odkochaj się. Zacznij myśleć o sobie a nie o panu P.
              Straszne było dla mnie, jak czytałam to co pisałaś. Najpierw "mój
              Pan" a potem pisałaś "mój P."
              A dzieciaki masz fajne na fotkach smile))))
              • carmelittka Przepraszam, że zanudziłam... 16.06.09, 18:07
                Ja nie jestem slepo zakochana w Panu P jak to napisałam smile Poważnie
                mysle o sobie i dzieciach i w sumie tylko o tym w tej chwili.
                Naprawdę pisałam tak o nim , bo na poczatku nie chciałm pisać o nim
                personalnie. P. to pierwsza litera jego imienia.

                Nie chciałam abyscie się zaplatały w tej historii, bo najpierw pisze
                o ex potem o drugim ex i w końcu byście sie nie połapały kto jest
                kim. Dlatego określałam go jako mój Pan lub pan P. smile

                Wierzcie mi nie jestem jakąś uległą, ślepo zakochana dziewczynką i
                dość realnie patrze na to wszystko.

                Chciałam Wam przedstawić cały obraz sytuacji od poczatku do końca.

                Wiem, że w Sądzie ważne są konkrety a nie to wszystko co napisałam,
                te nieistotne dla innych szczegóły. Dla mnie były i są istotne
                właśnie te szczegóły, bo to właśnie przez to moje życie jest jakie
                jest.

                Moje decyzje nie były decyzjami nieprzemyślanymi, to nie była
                kolejna wpada jak któraś z forumowiczek napisała. Miało byc
                pieknie , ale nie moja wina , że tatus Basi okazał się zimnym
                egoistą, pozbawionym ludzkich uczuc , współczucia dla drugiej osoby.

                Wierzcie mi że mysle o sobie i dzieciach I o to P. ma do mnie
                pretensje, że niby ja jestem egoistką smile

                Odkochałam się już dawno temu, nie mam żadnych złudzeń i niczego od
                niego nie chcę. Mam fajne dzieci, mam dla kogo żyć i robie to tak
                jak potrafię najlepiej. Fakt nie jest łatwo być samą na codzień z
                dwójką dzieci, ale nie uważam abym im świadomie wyrządziła jakąś
                krzywdę.
                Może i pozbawiłam moje dzieci ojca, normalnej rodziny - ale czy
                napewno to by była normalna rodzina, z chorym z zazdrości typem ???

                Mój synek ma często kontakt ze swoim tatusiem, i nie uważam aby był
                poszkodowany z tego tytułu. Jak juz wczesniej pisałam , a ktoś kto
                nie przebrnłął to nie doczytał. Dla mnie bardzo ważne są dobre
                relacje, z ojcem . Bez wzgledu na to czy jesteśmy ze soba czy nie. I
                takie włąśnie relacje z ojcem swoim ma mój synek. Niestety Basia nie
                ma takich relacji, ale nie uważam , że cierpi.

                Opisałam Wam to wszystko ciągiem, jak leciało, bardzo szybko, bo
                jakos mnie naszło aby wsztystko z siebie wyrzucić.

                Chciałam tylko abyście mi poradziły o co mam walczyć w Sądzie ? Czy
                tylko o alimenty na Basię? Czy mogę też o te alimenty na mnie za
                okres ciąży i 3 miesiące po ciąży. Czy od razu na sprawie
                alimentacyjnej mam złożyc jakiś wniosek o ustalenie pobytu dziecka
                przy mnie - jestem kompletnie zielona jeśli chodzi o praktykę, bo
                naczytałam sie wiele i miesza mi sie w głowie.

                Dziekuje za uwage i jeszcze raz przepraszam za te kolosalnie długie
                wypowiedzi...Wybaczcie.
                • tysia_i_ja Re: Przepraszam, że zanudziłam... 16.06.09, 19:43
                  Nie ma problemu, nie było nudno smile Tylko chciałam wszystko
                  przeczytać za pierwszym razem i trochę mi zajęło.
                  Nie potrafię Ci doradzić odnośnie alimentów bo z eksem się
                  dogadaliśmy w każdej sprawie.
                  Ja uważam, że czasem warto ustąpić dla dobrego kontaktu dziecka z
                  ojcem a nie iść zaciekle po kasę. Ale za takie poglądy niektóre
                  mamusie są w stanie tutaj zabić - bo eksa trzeba przecież zgnoić,
                  wykluczyć z życia dziecka, pozbawić wszelkich praw jako dawcy spermy
                  a ma obowiązek płacić, płacić i jeszcze raz płacić tongue_out

                  Moja rada - walcz o kontakt Basi z tatą taki jak ma Tymek ze swoim.
                  Pozdrawiam i przytulam cieplutko
                  • madzienka79 Re: Przepraszam, że zanudziłam... 16.06.09, 22:10
                    Nie zastanawiaj sie a ni na chwile i skladaj wniosek o alimenty.
                    Wazne, zebys miala dokument z sadu o przyznanie ci alimentow a
                    jezeli tatus nie bedzie placil zloz skarge na niego w prokuraturze,
                    pieniadze powinnas wtedy pobierac z funduszu a on bedzie zobowiazany
                    oddawac je panstwu. I nigdy nie patrz na zadnego gnoja przychylnym
                    okiem.
    • mafema Re: Witam.Jestem tu nowa.Potrzebuję obiektywnej r 18.06.09, 09:14
      Na dobry początek:
      Tu masz wzory pism, a może i jakieś konkretne porady znajdziesz:
      www.codziennikprawny.pl/strona/sprawy_rodzinne
      Tu znajdziesz bezpłatną pomoc prawną w swoim mieście:
      www.codziennikprawny.pl/punkty
      • mafema Re: Witam.Jestem tu nowa.Potrzebuję obiektywnej r 18.06.09, 09:18
        O, i porady też są na tej stronie, choć pewnie kochane, mądre,
        samodzielne mamy też Ci pomogą:
        www.codziennikprawny.pl/strona/rodzina
        Ściskam Cię mocno, poruszyła mnie Twoja historia, ale widzę że masz
        głowę na karku i świetnie sobie poradzisz.
        M
Pełna wersja