carmelittka
16.06.09, 01:02
Wiatm Was serecznie.
Jestem na tym forum nowa.Podczytuje Was od jakiegos czasu i noszę
sie z zamiarem napisania postu.
Nie jest lekko dzielić sie kłopotami z nieznanymi mi osobami, ale
kto zrozumie mnie bardziej, niz kobiety , które na codzień borykaja
sie z podobnymi problemami.
Moja historia jest bardzo długa, bardzo zawiła i skomplikowana i
czasem już wyjścia z niej nie widzę. Ciagle gdzieś błądzę.Postaram
się w skrócie jak tylko sie da opisac Wam moje rozterki.
Dawno temu w 2005 r urodziłam syna z mojego pierwszego
związku.Mieszkałam z moim exem u jego rodziców, niestety poprzez
wtracanie sie do naszego zycia osób trzecich ( czyli jego rodziców,
jego siostry ) nasz związek nie przetrwał. Wróciłam do moich
rodziców razem z synkiem...Było we mnie trochę złości, trochę żalu
że mój ex jest tak uległy wobec rodziców i nie potrafi postawić na
swoją rodzinę.Cóż mówi sie trudno.Tzreba było żyć dalej...Początki
były trudne.Bylismy z exem obrażeni na siebie ale trwało to niezbyt
długo.Dogadaliśmy się.Mój EX nie zostawił mnie bez grosza.Zawsze
płacił mi dobrowolnie 300zł więc nie widziałam potrzeby ganiania po
sądach.Były momenty że czasem pomógł mi więcej. Nie byliśmy razem,
ale zostaliśmy dobrymi kumplami, nawet przyjaciółmi mogłabym
powiedzieć. Zawsze moge na niego liczyć.Do tej pory mamy bardzo
dobre kontakty. Ja osobiście uważam ,że tak powinno być. To że my
nie jesteśmy razem wcale nie znaczy, że mamy się przestać lubić czy
utrudniać sobie zycie.
Minęły dwa lata od rostania.Synek skończył dwa latka. Ja sie
zakochałam w kimś z wzajemnością. Dla niego zrezygnowałam z mojej
pracy. Zwolniłam się, spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam 500 km od
mojego domu... Zamieszkaliśmy z nowym partnerem, zaczęliśmy nowe
życie. Miało być pięknie. Kochaliśmy się, chcieliśmy być razem .
( dodam , że cały czas miałam bardzo dobry i przyjacielski kontakt
telefoniczny z tatusiem mojego synka - bo dla mnie to jest
najważniejsze aby mój synek miał dobre relacje z ojcem ).
Mieszkaliśmy sobie z moim nowym partnerem, układalismy sobie życie
na nowo. Pragnęliśmy dziecka.Zrobiliśmy sobie dziecko z pełną
premedytacją

Gdy zaszłam w ciążę spotkały mnie wielkie
przykrości i mega rozczarowanie z powodu mojego partnera... Byłam na
samym poczatku ciąży jeszcze nie do końca zdając sobie z tego
sprawę, gdy pojechałam odwiedzić mój rodzinny dom.
Gdy wyjeżdżałam moja mama leczyła sie na zakrzepicę nogi.Miała
spuchnięta nogę, robiła sobie zastzryki w brzuch itd...Wyjeżdzając z
dzieckiem do mojego partnera wiedziałam , że zostawiam mamę w
dobrych rękach, że jest przy niej mój ojciec i jeszcze brat.
Gdy przyjechałam w odwiedziny przeżyłam wielki szok !!! Z moja mamą
działo się coś bardzo złego. Nie chciała jeść, schudła, a gdy
chciałam z nia spokojnie porozmawiać mama mówiła do mnie
niestworzone rzeczy pozbawione sensu. Mówiła że musi sobie ta nogę
zlikwidować, że tam ma jakiś nerw itd. W głowie mi się nie mieściło
cop moja mama do mnie mówi. Od razu nastepnego dnia rano zamówiłam
wizyte domową lekarza. Pani doktor zbadała mamę i zawołała pogotowie
aby zawiozło mame do szpitala. mama przez ta nogę nie mogła nawet
zejść po schodach.
W szpitalu okazało sie że w brzuchu wymacali jakiś guz. Przewieziono
ja do szpitala ginekologicznego. Tam powiedzieli , że mama ma jakis
guz i robią badania. Kontaktowałam sie wtedy z moim partnerem.
Przyjechał do Nas. Razem odwiedzaliśmy mame w szpitalu. POtem
zakomunikowaliśmy jej że jestem w ciąży.
Wtedy On chciał abym wróciła z nim do niego...Po dłuższych
przemyśleniach wróciłam. Z moim ojcem ustaliłam, że jak będzie coś
wiadomo, jak tylko cos się będzie działo to mają mnie informować.
Dzwoniłam codziennie do mojej mamy. Bardzo się o nia martwiłam.
Przez telefon nie mogłam z nia sie dogadać, ciągle mówiła bez składu
i ładu, tylko czasem miała jakies przebłyski, że normalnie
porozmawiała ze mną.