Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOWATE?

21.12.03, 22:07
Jestem samotna mama 1,5 rocznego, kochanego i zdrowego chłopczyka. Moja
historia jest dosyć smutna i pogmatwana- mąż zostawił nas, narozrabiał i nie
interesuje się nami. Wkrótce będę rozwódka...ale nie o tym chciałam napisać.
Otóż- spotkałam ostatnio przez przypadek dawnego kumpla z czasów studenckich.
Okazało się, że jest nadal samotny i ciągle czeka na tę jedyną.
Zaczęliśmy się zupełnie niezobowiązująco spotykać. Dobrze nam się rozmawiało
( głównie na gg) i rozumieliśmy się dobrze. Traktowałam to jako dobrą, ale
luźną znajomość- odświeżona po kilku latach. Myślałam, że obydwoje jesteśmy
świadomi tego że jesteśmy i pozostaniemy tylko dobrymi znajomymi( z wielu
powodów), ale myliłam się. Po jakimś czasie znajomości wypalił tekst w stylu,
że zawsze bardzo mu się podobałam, mam rewelacyjny charakter itd. ,ale on nie
wyobraża sobie nic na stałe z uwagi na moją aktualną sytuacje (dziecko i
rozwód).
Do tego jeszcze przyznał się, że uświadomił sobie ,że zaczyna się angażować
i poradził się swoich znajomych kumpli i ...mamy , przedstawiając im
hipotetyczna sytuacje „co byłoby gdyby”. Wywołał tym lekką panikę, poruszenie
i wyraźna dezaprobatę...
Pomijam fakt ze postąpił idiotycznie i bezsensownie- mnie zrobiło się po
prostu potwornie PRZYKRO.
Oczywiście ochrzaniłam go za cała tą sytuacje dosyc mocno i powiedziałam co o
tym myśle (jest mu bardzo głupio i jest skruszony- i dobrze!) ale niemniej
jednak uświadomiłam sobie jak jesteśmy postrzegane- samotne mamy- przez tą
część społeczeństwa, której się „udało” w życiu.
Czy na prawde jest tak źle? Czy jesteśmy spalone w oczach opinii publicznej?
Czy dziecko to az taki „odstraszacz”? Czy mężczyzni się sa w stanie pokochać
nie swojego dziecka?
Jestem odpowiedzialna osoba- mój Skarbek na Świat się nie prosił. Skoro już
się pojawił musze zniwelować wszelkie negatywne skutki tego co się stało.
Stawiam sobie jako kryterium głowne przy wyborze ewentualnego partnera to, że
albo ktos pokocha równiez moje dziecko,albo podziękuje... Czy to w oogle
jest możliwe? Trudno –wtedy będziemy sami..
Po przeżyciach – w pewnym sensie traumatycznych- które zafundował mi mój mąż
udało mi sie pozbierac i bardzo pomogła mi nadzieja, że i dla nas zaświeci
kiedyś słonko. Wierzyłam, że uda mi się kiedyś stworzyć normalna, szczęśliwą
rodzinę. Po tym ostatnim zdarzeniu trochę się podłamałam.
Mam w tej chwili 28 lat, ten mój znajomy również. Typ naukowca i pracowitego
karierowicza. Może tego typu faceci szukają „księżniczek na białych
koniach” ? Tym się pocieszam.
Zawsze starałam się żyć zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem moralności.
Dlaczego inni – żyjący „po Bożemu” nie są w stanie zrozumieć, że komuś mogło
po prostu nie wyjść w małżeństwie nie z jego winy. Czy żyjemy w takim
nietolerancyjnym społeczeństwie?
Znam kilka dziewczyn- panien- prowadzących bardzo swobody tryb życia,
zmieniających partnerów seksualnych co miesiąc. Takie chyba typowe
nimfomanki... Czy one maja być lepsze ode mnie, bo nie maja zagmatwane w
papierach?
Czy któraś z Was spotkała się kiedyś z taką sytuacja typu „jesteś super,
ale ..przegrana i niezręcznie mieć taka partnerkę życiową?” Z dzieckiem...,
po przejściach...
Pozdrawiam ciepło wszystkie samotne mamy.
Siewka

    • chalsia Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 21.12.03, 22:15
      Eeee tam, olać to i nie zwracać uwagi smile))

      A bardziej poważnie - niestety Twój znajomy to szczyl a nie dojrzały człowiek.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • magda9976 Pozdrawiam was samotne matki 22.12.03, 00:10
      Hej!
      Ja jestem jedną z tych żyjących "po Bożemu" ale uważałam się za osobę
      tolerancyjną do pewnego momentu. Moj 21 letni brat związał się z dziewczyną 5
      lat starszą od niego z 4 letnią córeczką i sprawą rozwodową w toku. Byłam w
      szoku tłumacząc sobie,że to taka młodzieńcza fascynacja. Byłam przeciwna temu
      związkowi bo to dziewczyna po przejściach więc nie może sobie ułozyć życia bo
      przecież jest "obciązona". Nie ukrywam,że byłam bardzo złośliwa w stosunku co
      do mojego brata. Dziś wstydzę się mojego myślenia i zachowania. Jego dziewczyna
      okazała się super osobą i bardzo dobrą matką dla swojej niuni, mojemu bratu
      było bardzo przykro słuchając moich uszczypliwych uwag. Myślę, że liczy się
      osoba, a nie jej sytuacja prawna. I chyba najlepiej świadczy o kobiecie fakt,że
      kocha swoje dziecko i stawia je na pierwszym planie.

      Pozdrawiam was samotne matki i bardzo was podziwiam,bo chyba jest jednak trochę
      ciężej wychowywać dziecko samemu

      Magda i Oleńka (31.07.2003)
    • kamila77 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 22.12.03, 09:03
      Kiedys moja rozwiedziona kolezanka powiedziala: krowka z cielaczkiem jest
      wiecej warta niz sama smile
      A tak powaznie - naprawde nie widze problemu. Moze w przypadku kompletnie
      niedojrzalych facetow jest to jakis problem. Z drugiej strony zauwazylam, ze
      kobiety "po przejsciach" w bardzo zasadniczy sposob traktuja nowe zwiazki i
      niemal juz na pierwszej randce chca ustalac, jak dziecko bedzie sie do
      nowego "tatusia" zwracalo smile
      Pamietam moj pierwszy zwiazek po rozwodzie - jakos oboje chyba nie bardzo
      wiedzielismy, jak to wszystko ma wygladac i pewnie dlatego sie sypnelo.
      Siewko, twoj chlopczyk jest dla Ciebie najwazniejszy na swiecie. A jesli Ty dla
      kogos staniesz sie najwazniejsza - on tez. I nie martw sie na zapas, jeszcze
      panowie beda sie ustawiac w kolejce (co bystrzejsi beda trafiac do serca mamy
      przez dziecko wlasnie).
      Pozdrawiam mamy - same i niesame smile
    • odalie Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 22.12.03, 14:43
      > Do tego jeszcze przyznał się, że uświadomił sobie ,że zaczyna się angażować
      > i poradził się swoich znajomych kumpli i ...mamy , przedstawiając im
      > hipotetyczna sytuacje „co byłoby gdyby”. Wywołał tym lekką panikę,
      > poruszenie
      > i wyraźna dezaprobatę...

      Nie chciałabym Cię obrazić, tak waląc wprost, ale daj sobie spokój z takim
      facetem bez kregosłupa i z atrfią uczuć wyższych!!!

      Nawet jeśli się kogoś radził (my na forum też się radzimy, choć tu mniej więcej
      anonimowo; rozumiem, można pogać od serca z kumplem, z przyjacielem, z
      mamą...), to czemu wypalił Ci prostu w twarz takie słowa?!

      Jakiś za przeproszeniem pajac jeden (jak wynika z postu).

      Daj sobie spokój z takim pajacem, co to i owszem chciałby korzystać, ale nie
      chce nic od siebie dawać! Żadnego poświęcenia, nic. Opinia znajomych i mamy
      uber alles.

      Przeprasza za kubeł zimnej wody na Twoją pewnie skołataną głowę, ale poruszył
      mnie ten obraz - zadowolony z siebie gościu prawiący Ci morały...
    • kruszynka301 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 22.12.03, 17:50
      Niestety, tacy są ludzie i nic na to nie możemy poradzić. Mnie także dobry
      znajomy ze studiów, naukowiec (może to jakaś reguła), mający za sobą 3 lata w
      seminarium stwierdził, że on "wie, że to nie moja wina, że jestem rozwódką z
      dzieckiem, ale Gosia, licz się z tym, że PORZĄDNA katolicka rodzina Cię nie
      przyjmie."
      Niestety, samotne matki, a jeszcze gorzej rozwódki (panny z dzieckiem mają
      wyższe notowania) są postrzegane przez mamusie jako potencjalne zagrożenie dla
      swoich synków.
      To chyba narodowy stereotyp.
      Ja miałam zabawną sytuację z teściową. Kiedy mój przyszły mąż powiedział, że
      spotyka się z samotną matką, załamała ręce, "synuś, w co ty się pakujesz!!!".
      Na co dostała odpowiedź: "mamuś, a Ty jaka byłaś????". Moja teściowa również
      była rozwódką z małym dzieckiem, ale stereotypy w pierwszym momencie przeważają
      i stąd takie reakcje.
      Teraz mam najlepszą teściową pod słońcem, która uwielbia moją córę, z którą
      plotkujemy i świetnie się rozumiemy, nawet planujemy razem wakacje.

      Nie martw się, co prawda ludzie reagują na samotne negatywnie, ale potem trzeba
      dać im się lepiej poznać i myślę, że wszystko będzie dobrze.
    • kropkaa1 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 23.12.03, 10:20
      Hej cieszę się że poruszyłaś ten temat.
      Ja jestem w brdzo podobnej sytuacji mam 28lat i dwu letniego synka. Od ponad
      roku spotykam się ze wspaniałym facetem, który akceptuje moją sytuację i mojego
      synka. Ale jest mały problem - spotykamy się już ponad rok, a jego rodzice
      nadal nie wiedzą że jestem rozwódką z dzieckiem. Odwiedzamy czasami jego
      rodziców ale czuję się bardzo niezręcznie. Niechciałabym okłamywać ich dłużej
      ale to są przecież jego rodzice i to on musi podjąć decyzję kiedy i czy im o
      tym powiedzieć.
      Boję się tylko bardzo ich reakcji, pewnie będzie standardowa "och synku
      rozwódka z dzieckiem - odpada!!!" ale jestem dobrej myśli, staram się jak mogę.
      Mam nadzieję że kiedyś zaakceptują mnie i mojego Misia i że stworzymy prawdziwą
      rodzinę. I żę nie będę już trędowata - nigdy. To takie moje Świąteczne Życzenie.

      pozdrawiam,
      kropka
      • odalie Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 23.12.03, 11:59
        Ale Ty nie jesteś i nie byłaś trędowata!

        Nie dajcie sobie dziewczyny tego wmawiać, sugerować.

        ...........

        Po tym wątku zastanawiałam się, jak to jest.

        Muszę podziękować moim rodzicom za przekazanie mi ich podejścia do
        samodzielnych! Jak teraz nad tym myślę, przypominają mi się rozmaite okazje
        przy których nie raz i nie dwa rodzice podkreślali, że zły związek to żaden
        związek i czasami naprawdę trzeba żyć i wychowywać dziecko czy dzieci
        samodzielnie.

        Przypomniało mi się, jak byłam kiedyś dawno temu, jako "nastolatka młodsza" na
        wakacjach w tatą w górach, i tam w ośrodku pracowała jako pokojowa młoda mama z
        bardzo małym dzieckiem. Nie mogła liczyć na nikogo, ale dawała sobie świetnie
        radę. Pamiętam jak mój tata wyłożył mi co i jak - i jakoś tak automatycznie
        przejęłam od niego wielki szacunek i podziw dla tamtej wytrwałej, dzielnej
        dziewczyny (jak to teraz sobie przypominam, wyglądało na to, że jakiś koleś
        zupełnie bez skrupułów wyparł się wszelkiej odpowiedzialności na wieść o ciąży).

        Poza tym mam w rodzinie przypadki drugich związków z samodzielnymi z dziećmi, i
        jakoś nikomu nie przyszło do głowy robić z tego problemu, w ogóle. Bardziej
        liczyło się np. że taka - powiedzmy - Kaśka miała dość rozumu i siły, aby
        pozbyć się zawczasu podejrzanego narzeczonego, że jest solidną, miłą i
        przyjacielską dziewczyną, a nie sam fakt, że akurat ma maluszka. W pewnym
        sensie maluszek działał nawet na jej korzyść smile - bo widać było, jak ona się
        odpowiedzialnie nim opiekuje, jak go bardzo kocha - a taka kandydatka na żonę
        raczej nie będzie szaleć po sklepach czy lokalach smile.

        Jakoś tak wyszło, że moi rodzice owszem, jeśli mieli coś komuś do zarzucenia (w
        rodzinie tej dalszej były rozwody i w niektórych wypadkach niektórym osobom
        można było coś zarzucić), to wynikało to z działań tej osoby, rodzice nie
        osądzali a priori na zasadzie "rozwódka-be", "samotna z dzieckiem-be".

        .................

        Chyba muszę przy najbliższej okazji jakoś podziękować moim rodzicom smile
    • serengetti Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 23.12.03, 11:45
      Dziewczyny, skąd się to u Was wzięło? Nie jesteśmy trędowate! To prawda, że w
      pewnych środowiskach jesteśmy postrzegane jako obywatele II kategorii, ale może
      dlatego, że same siebie za takich uważamy? Ten stereotyp nie wziął się z
      powietrza – pozwoliłyśmy na to, by tak nas co poniektórzy postrzegali. Myślę,
      że w wielu z nas zakodowane jest silnie poczucie, że bez mężczyzny jesteśmy
      niepełne. Ale to nieprawda. Zauważcie, jak odżyłyście po rozwodzie, po
      uwolnieniu się od tyrana. Właśnie teraz jesteśmy pełniejsze – mamy dla kogo
      żyć, dla kogo pracować, nikt nam nie dyktuje, co mamy robić, nie pomiata nami.
      Mamy swoje doświadczenia, własny – często spory – bagaż, ale myślę, że to nas
      wzbogaca. I jesteśmy samodzielne. A jeśli zdarzy się, że ktoś potraktuje nas
      gorzej – omińmy go wielkim łukiem i idźmy przed siebie.

      Nie jesteśmy gorsze – wręcz przeciwnie, niejednokrotnie lepsze. Ja nigdy nie
      spotkałam się osobiście z takim traktowaniem – może dlatego, że od rozwodu
      czuję się dużo szczęśliwsza, ba - jestem szczęśliwsza. Odzyskałam spokój,
      pogodę ducha, potrafię z nadzieją spojrzeć w przyszłość. I wiecie co? Wszyscy
      mnie jako taką osobę traktują. Nikt nie zrobił mi najmniejszego afrontu, ludzie
      raczej mnie lubią i naprawdę – nie postrzegają jak trędowatej tylko dlatego, że
      nie mam aktualnie męża. I mam spore powodzenie u mężczyzn – właśnie dlatego, że
      jestem wolna, moje dziecko im nie przeszkadza. Nawet moja mama patrzy na mnie
      od czasu do czasu i mówi: „podziwiam cię, że miałaś tyle odwagi, by się
      rozwieść”. Same więc widzicie, że wszystko zależy od naszego nastawienia do
      samych siebie. Spójrzcie więc na siebie od czasu do czasu przez różowe okulary,
      spójrzcie z nadzieją w przyszłość, a zobaczycie – naprawdę będzie lepiej.

      Siewko – więcej wiary w siebie. I nie zawracaj sobie głowy dupkiem, takich
      wszędzie są całe stada – ważne, by próbować. Na pewno znajdziesz tego
      właściwego, który nie będzie zwracał uwagi na Twoje papiery, ale przede
      wszystkim na Ciebie i to, co sobą reprezentujesz. I pokocha Cię i Twoje dziecko
      właśnie dlatego. Zastanów się jednak odrobinę nad tym, jak napisałaś temu
      człowiekowi o sobie jako rozwódce i samodzielnej mamie – może w tym tkwi błąd?
      Głowa do góry – może być już tylko lepiej.

      Pozdrawiam serdecznie
      Katarzyna
      • kruszynka301 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 23.12.03, 18:05
        Tutaj są poruszane dwie sprawy: jak nas traktują znajomi, oraz potencjalni
        przyszli teściowie. Moi znajomi gratulowali mi rozwodu, cieszyli się razem ze
        mną, tu było wszystko w porządku. Nawet mi na myśl nie przyszło, że mogę byc
        postrzegana jako trętowata, gorsza. Natomiast już przy szukaniu nowego
        partnera, z tym jest gorzej. Tu mamy o wiele niższe początkowe notawania niż
        inne dziewczyny bez przeszłości.
        Tak jest, i chyba jeszcze długo będzie. Nie jest to problem wyłącznie
        samotnych, na macochach też jest parę wątków na ten temat.

        Ale to naprawdę, jak pisałam wcześniej, jest to kwestia pierwszego wrażenia.
        Przyszli teściowie ochłoną, że będą mieli kilkuletniego wnuka, wszystko się
        ułoży.
        Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ukrywać fakt bycia samotną matką.
        Myślę, że to świadczyłoby o tym, że sama czuję się gorsza od innych i wstydzę
        się przyznać do dziecka.
        • siewka1 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 23.12.03, 21:04
          Dziekuje za wszystkie spostrzeżenia i posty.
          Nie bede sobie nim zawracać głowy- w zasadzie nogdy nie zawracałam. Po prostu
          sprawił mi przykrość tymi okropnymi słowami, których chyba tak łatwo nie
          zapomne.
          Podsumowując- problem w naszym społeczenstwie jest - i to przypuszczanie o
          wiele większy niz w innych krajach. Wszak jesteśmy krajem bardzo katolickim i
          byc moze to właśnie jest przyczyną braku tolerancji. Kolejny przykład- moja
          kolezanka zwiazała sie z rozwodnikiem. Jej rodzice go bardzo lubia ...jest
          tylko mały problem- nie wiedza, że jest po rozwodzie.
          Na moje pytanie jak długo zamierzają to ukrywać i jaki jest tego sens
          usłyszałam odpowiedz, ze po wyroku sadu koscielnego. Facet walczy o
          uniewaznienie małzenstwa i łudzi sie ze sie uda (nie mając na mój gust silnych
          argumentów).
          Czyli problem jest powszechny... niestety.
          Czy nalezy wyciagnac z tego wniosek ze rozwiedzione kobiety powinny sie wiazac
          z rozwodnikami, żeby nikt nie czuł sie gorzej w zwiazku i rodzinie?
          A jak mówia statystyki? Czy duzo z Was ułozyło sobie życie po
          rozwodzie "kawalerami do wzięcia" ? A moze znikoma ilosc jest takich par?
          Pozdrawiam wszystkie mamy.
          Siewka
          • nooleczka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 14:38
            Hej, siewko. Też jestem po rozwodzie, i z dzieckiem, i sama z siebie jestem
            dumna, że się na to zdobyłam. To jest prawda, o czym dziewczyny piszą, że jako
            potencjalna kandydatka na żonę, samotna matka ma dużo niższe notowania niż
            panna bez zobowiązań. Mimo tego, znam kilka samotnych matek, które wyszły po
            raz drugi za mąż. Ja również mam partnera,jeszcze nie męża, który ma do mnie
            szacunek jako do samotnej matki, a z moim synkiem świetnie sie dogaduje. Inna
            sprawa, że on też ma syna z poprzedniego związku, więc nasza sytuacja jest
            podobna. I szczerze Ci radzę, żebyś na swojego życiowego partnera szukała
            włąśnie takiego doświadczonego faceta, który juz wie jak wygląda poważny
            związek z kobietą, a nie takiego, co to jeszcze z życiowego przedszkola nie
            wyszedł.

            pozdrawiam, Ania
    • kalpa Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 25.12.03, 04:32
      Siewka, nie martw się. Oblicze społeczeństwa się zmienia i jego nastawienie do
      różnych zjawisk też. Mam kilka rozwiedzionych koleżanek i to, co widzę przede
      wszystkim, to ich jakaś niezwykła klasa, samodzielność w najlepszym tego słowa
      znaczeniu. I naprawdę są mile widziane w naszym domu, szanowane przez mojego
      męża, a często sama im dyskretnie zazdroszczę, że potrafiły mimo przeciwności
      losu tak sobie poradzić z rzeczami, z którymi ja nie umiem, choć mam duże
      wsparcie. I myślę, że podobne nastawienie ma coraz więcej osob. Choćby dlatego,
      że powoli do wszystkich zaczyna docierać, że każdy może znaleźć się w podobnej
      sytuacji.
      Pozdrawiam serdecznie
      Kalpa
      • andzelina1 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 10:58
        Zastanawiacie się jak widzą to osoby trzecie co wydaję mi się mniej ważne w
        porównaniu do postawy faceta, z którym masz być razem.Ja boję się tego,że jak
        powiem mu,że mój ex odszedł do innej to on pomyśli sobie,że coś ze mną nie
        tak,że jestem tzw."gorszy model"
        • konkubinka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 12:08
          Dodam jeszcze swoje trzy grosze
          moi znajomi- tacy "realni" uwazaja mnie za bohaterke wrecz, bo nie dosc ze tyle
          przeszlam , mam dwojke dzieci to dopiero mam 27 lat.Jak odchowam dzieci jeszcze
          bede mloda.
          Rodzina faceta powinna miec problem jezeli widzi ze jego rowiesnicy maja juz
          stale partnerki , zwiazki , dzieci a on nie.Moze to ona jest trendowaty?
          Moje dzieci sa moja ozdoba.Moje dzieci to moj sukces zyciowy.A sukces jest po
          to miedzy innymi zeby sie nim chwalic i zeby sie za niego doceniano.Nie
          wyobrazam sobie sytuacji w ktorej dzieci mialyby byc jakims minusem dla innych.
          • konkubinka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 15:57
            a co do obaw ...skad wiecie jak bedzie z kolejnym partnerem.Jezeli bedziecie
            zwierzac sie sobie z poprzednich porazek to chyba po to aby was zrozumieli?Nie
            widze powodu aby traktowac to w taki sposob - odszedl do innej to pewnie cos ze
            mna nie tak.Odszedl bo byl niewierny , bop mnie ni edocenial i odszedl bo byl
            draniem.A ze mna wszystko jest ok.W ogole czlowiek patrzacy na to w ten sposob
            jak piszecie nie powinien byc waszym partnerem.A moze bedzie to osoba od ktorej
            tez ktos odszedl.Dzioewczyny , ja uwazam ze trzeba znac swoja wartosc i byc jej
            pewnym. Ja majac kolejny niezbyt udany zwiazek i kolejne dziecko powinnam
            zapasc sie pod ziemie ze wstydu gdybym myslala jak wy.I jak odbieralyby mnie
            dzieci?Trzymajcie sie , glowa do gory i prosze zaczac dbac o siebie
            (powiedziala..ta gruba z odrostami..ale juz niedlugo)
            • pat123 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 17:06
              Zauważyłam pewną prawidłowość - jeśli samotna kobieta posiada dzieci z
              poprzednich nieistniejących już związków zaczyna robić się bardziej drapieżna i
              bezwzględna w "zdobywaniu" nowego partnera - często następna-szybka ciąża.
              Do tej pory miałam takie 3 przypadki w otoczeniu moich znajomych, a od pewnego
              czasu temat zaczął dotyczyć bezpośrednio mnie - nasz ślub w 1991 r. potem przez
              5 lat wynajmowanie mieszkań, wyrzeczenia, ciężka praca żeby móc kupić własne
              mieszkanie, wreszcie w 1996 r własne mieszkanie - przez kolejne 3
              lata "dorabianie się" - wyposażanie mieszkania, bo nie mieliśmy żadnej pomocy
              ze strony rodziny, potem rozmowa z mężem, o tym ,że chciałabym mieć dziecko, że
              już można, bo mamy własny kąt, pracę - ale mój mąż nie wyraził entuzjazmu - to
              właściwie dość delikatnie powiedziane - więc ja gwałcić go nie zamierzałam i
              nie zamierzałam zaskakiwać i udawać, że "jakoś" się to stało - w otoczeniu
              widziałam takich zaskakiwanych tatusiów - chyba coś o tym wiecie - skoro
              zostałyście same ?
              Ale na tym nie koniec, pojawiła się szara myszka z dzieckiem, dla której mój
              mąż zaczął być "oparciem" - a ten mydłek rósł, bo dla takiego czegoś był
              autorytetem - rozpedziłam to towarzystwo, bo mało brakowało, a wprowadziłby ją
              do NASZEGO mieszkania - na szczęście okazało się, że to zwykła złodziejka i
              mewka - ale on stracił w moich oczach - po 12 latach znajomości ze mną i 9
              latach po ślubie postawiła na szali znajomość ze mną i z tą ...
              Ale wiem co ona chciała osiagnąć - to widzą tylko kobiety, które nie mają
              dzieci i których meżowie wchodzą w takie relacje - one rozpaczliwie chcą faceta
              dla siebie i swoich dzieci, za wszelką ceną, choćby to miało krótko trwać -
              warto próbować rozwalać czyjś dom, "łapać" faceta na dziecko i MIEĆ
              SATYSFAKCJĘ, że był w stanie zostawić dorobek kilku ładnych lat.
              PAMIĘTAJCIE - lepiej być samemu niż z byle kim - ale to rozumieją tylko kobiety
              które myślą głową, a nie czymś wręcz przeciwnie.
              Przeprowadziłam rozwód - i mogę spokojnie patrzeć na swoje odbicie w lustrze -
              nie powoływałam na świat dziecka, które nie miałoby pełnej rodziny - czy
              naprawdę tak trudno zorientować się, kto będzie ojcem dziecka na całe życie -
              czy Wy po prostu "wpadacie" i próbujecie uszczęśliwić tym dobrodziejstwem cały
              świat dookoła obnosząc sie ze swoją ODWAGĄ z powodu wychowywania kogoś, kogo
              powołałyście na świat.
              Gdyby było mniej dzieci z takich "dzikich" i szybkich związków - przyznajcie
              się po jakim czasie Waszych znajomości zachodziłyście w ciążę ?, byłybyscie
              nieco spokojniejsze, mniej agresywne w zawieraniu nowych znajomości przez co
              postrzegane jako "nie tredowate".
              Pozdrawiam i wara Wam od żonatych facetów - nie wyciąga sie łapy po to co nie
              powinno być osiągalne !
              • nooleczka Re: do pat123 29.12.03, 17:36
                Z Twojego postu wylało się morze potwornej goryczy i bezsilnej nienawiści do
                wszystkich samotych matek razem wziętych. A dlaczego? Bo wszystkiemu winna jest
                ona, ona ona!!! Bo zabrała mi męża! Bo zniszczyła mój związek!
                Bo mój mąż wybrał JĄ a nie mnie!!!
                Ochłoń nieco i przemysl wszystko na spokojnie. Nie znam przyczyny, dla jakich
                rozpadł się Wasz związek, ale ponieważ, jak piszesz, mąż nie chciał wiązać się
                z Tobą do końca życia przy pomocy potomka, to znaczy że nie było w nim dobrze i
                coś musiało się popsuć już dużo wcześniej. Może tak mu dopiekłaś, że wybrał
                inną, a może przestał Cię kochać. Jedno jest pewne: związki trwałe i szczęśliwe
                nie rozpadają się z dnia na dzień tylko dlatego że mąż poznaje inną kobietę.
                Jeśli twój mąż byłby z Tobą szczęśliwy i kochałby Cię, nie wybrałby innej. I
                nie widzę powodu, dla którego miałbyś całą winę zrzucac na nią. To właśnie Ty i
                Twój mąż jesteście winni za rozpad związku, a nie ona.
                Co do, jak piszesz, drapieżnego szukania facetów przez samotne matki. Myślę, że
                jest tyle samo samotnych bezdzietnych kobiet, co i samotnych matek. Bez względu
                na to w której grupie znajdzie się samotna kobieta, tak samo ma prawo szukać
                szczęścia i miłości. Z tym że samotnym matkom jest o tyle trudniej, że są
                postrzegane jako te "gorsze" kandydatki, ponieważ wiele mężczyzn ma problemy z
                akceptacją przeszłości kobiety i akceptacją nieswojego dziecka.

                Życzę więcej optymizmu. Ty też ułożysz sobie życie, być może u boku innego (a
                może "dzieciatego"?).

                Pozdrawiam, Ania
                • konkubinka Re: do pat123 29.12.03, 21:16
                  oj Pat , zagalopowalas sie i to baaardzo.
                  Ja tez znam przypadki kobiet wokol siebie , ktore mnie zadziwiaja.Podejrzewam
                  ze wlasnie do nich nalezysz Ty.Wiecznie w pogoni za forsa , kariera zapominaja
                  do czego sa stworzone.Co powinno byc najwazniejsze.
                  Oj jakze potwornie mnie "obrazilas" , "przejelam sie jak nie wiem co" bo
                  zarzucilas mi ze "wpadlam"
                  No nie planowalam moich dzieci z kalendarzykiem.Bog mnie obdarzyl najwiekszym
                  cudem jakim jest bycie matka.Kochajaca matka dwoch szkrabow ktore gdy mi smutno
                  mowia "kocham cie mamusiu"Tak to odbieram.(I jakos zaden z moich partnerow nie
                  byl zonaty).
                  To nie ma nic do rzeczy to oczym piszesz.Twoj maz spojrzal na te kobiete bo
                  zapewne byla pelna ciepla i troski.Moze on poprostu liczy na to samo , na to ze
                  bedzie ojcem - bo chyba normalny mezczyzna marzy o ojcostwie.Niestety w swym
                  nieszczesciu trafil na ciebie - dla ktorej pojecie rodzina jest abstrakcja -
                  liczy sie pokazna chalupa , awans , integracyjne imprezy w firmie dla PAN
                  ASYSTENTEK I KOLESI W NIEBIESkICH KOSZULKACH I KRAWATACH.
                  I co ocknelas sie z reka w nocniku??????
                  Patrzysz w lustro bo nie masz na kogo?????
                  To dzis spojrzalas w monitor i poobrazalas kobiety ktore maja wiecej niz Ty-
                  maja dzieci!
                  Zycze dobrych wynikow w pracy i szampanskiego Sylwestra w gronie ptysiow , no i
                  zeby pigulki nie zawiodly, droga PAT
              • kruszynka301 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 29.12.03, 21:21
                Oj, Pati, zastanów się dziewczyno, co piszesz. Jak na ironię, Twoja historia
                jest bardzo podobna do wielu z tego forum - też zostałaś zdradzona, oszukana,
                szukasz winnych. Jedyna "różnica" to to, że nie masz dziecka - nie wiem, czy
                lepiej, czy gorzej, bo mnie moja córa pozwoliła szybciej wyrwać się z
                nienawiści, żalu, goryczy.
                Mój mąż także odszedł do szarej myszki - bezdzietnej, bez przeszłości - takiej,
                która jeszcze nie miała mężczyzny.I nie uważam, abym przez to musiała ciskać
                gromy na wszystkie szare myszki.
                Zrobiłaś przykrość wielu dziewczynom na tym forum - rozumiem, że jesteś
                rozgoryczona rozwodem, i szukasz winy w szarej myszce z dzieckiem, i patrzysz
                na samotne matki przez jej pryzmat.
                Przemyśl to jeszcze, i zaglądaj na to forum - może z biegiem czasu zmienisz o
                nas zdanie.

                Jeśli chodzi o wybór powtórnego partnera, to owszem, spotykałam się z paroma
                rozwodnikami, ale mówiąc szczerze, szybko od nich uciekałam. Nasze rozmowy to
                były opowieści o eks, jak bardzo zostaliśmy skrzywdzeni.
                O spotykaniu się z żonatymi nawet nie pomyślałam, chociaż o ironio, ci
                najbardziej chcieli się spotykać - sama byłam kobietą zdradzaną i wiem, że
                przenigdy bym nie zrobiła takiego świństwa innej. Nie potrafiłabym potem
                spojrzeć w lustro.
                Wybrałam młodszego od siebie, bez zobowiązań, z bardzo dużym poczuciem humoru,
                bo właśnie tego potrzebowałam po rozwodzie. I to raczej on się o mnie starał, a
                nie odwrotnie.
                I wyobraż sobie, jesteśmy już 3 lata razem, a drugie maleństwo planujemy
                dopiero za parę lat, jak Agusia (3,5 roku) pójdzie do szkoły.

                A "trędowatymi" widzi nas głównie rodzina przyszłych partnerów, na ogół
                katolicka. Ty niestety również, jeżeli masz ślub kościelny, będziesz miała
                podobny problem, bo myślę, że w gruncie rzeczy o to w tym wszystkim chodzi.
                O ślub w kościele w białej sukni........
                O pokazanie się "całej wsi".........
                A my już to miałyśmy....
                I Ty prawdopodobnie też.

                Pozdrawiam
                Gosia
                • martynka30 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 30.12.03, 13:49
                  Mój pierwszy związek rozpadł się z powodu "tej trzeciej". Nie zywię do niej
                  ciepłych uczuć to oczywiste. Ale doskonale wiem, że tak by się nie stało, gdy
                  on na to nie poszedł. Nie zgwałciła go. Nawet jak kokietowała, flirtowała,
                  dzwoniła z prośba o pomoc przy wymyślanych problemach, to i tak to była jego
                  decyzja. Mógł nie przekroczyć pewnej granicy intymności, mógł
                  powiedzieć "wybacz, jestem z kim innym". Nie zrobił tego. I to on, nie ona
                  przyrzekł mi lojalność i wierność. I dlatego do niego miałam większy żal. A
                  dziś myślę, że widocznie ten związek był diabła wart skoro wystarczyło
                  zainteresowanie innej panienki. Nie byłaby ta, byłaby inna, trudno przez całe
                  życie nie zmierzyć się z żadną pokusą. No i tak sobie teraz myślę, że skoro
                  facet był niedojrzały to dobrze, że to się skończyło.

                  A facetów którym przeszkadzało, że jestem rozwódką mówiłam dziekuję.
                  Wychodziłam z założenia, że to i tak nie byli faceci dla mnie. Nie chodzi o
                  to, że pech, że jestem po rozwodzie, ale o to, że nawet gdybym nie była kiedyś
                  mężatką to nie chciałabym wiązać się z osobą, której to przeszkadza. W końcu
                  poza osobami, które pobrały się ze swoimi miłościami ze szkoły każdy ma jakaś
                  przeszłość. Może to idealistyczne (sama nie mam dzieci z poprzedniego
                  małżenstwa), ale stosunek meżczyzny do nieswojego dziecka jest niezłym
                  sprawdzaniem miłości. A kobietom które samotnie wychowują dzieci należy się
                  wielki szacunek!

                  Acha Pat i jeszcze jedno: mam kilka znajomych z dziećmi z poprzednich
                  małżenstw. I właśnie one wyjątkowo starannie wybierały swoich nastepnych
                  partnerów. Żadnej desperacji czy pośpiechu, bo dobrze wiedziały, że wybierają
                  go nie tylko dla siebie.

                  Pozdrawiam ciepło wszystkie dzielne mamy
              • pysia-2 jestem zniesmaczona 09.01.04, 10:56
                Dokladnie tak. Nie jestem rozwodka, ale jestem matka. I jestem po prostu
                zniesmaczona twoim postem. Z czego jestes dumna, bo nie bardzo rozumiem?
                I z jakiego powodu potrafisz patrzec w lustro? Bo tez nie pojmuje? A gdybys
                miala dziecko, a twoj maz zachowalby sie tak samo, to nie potrafilabys
                spogladac w lustro?
                Moze gdybys miala dziecko, to bys nie nazywala go "wpadka".
                I jeszcze jedno - my swoimi dziecmi nie uszczesliwiamy wszystkich naokolo -
                tylko same siebie. Bo jesli kiedys w przyszlosci urodzisz dziecko, pojmiesz, ze
                to najwieksze szczescie jakie moglo ci sie przytrafic. I moze wtedy nie bylabys
                taka porazajaco rozgoryczona na caly swiat.
    • delcia Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 30.12.03, 14:42
      Witam Was Wspaniałe Dziewczyny!
      Jako szczęśliwa mężatka (niby bez przeszłości - bo nie mam dzieci, rozwodów
      itd ale przejść troszkę miałam) może nie powinnam się wtrącać, ale chcę
      powiedzieć: chrzańcie wszystko to co złego mogą mówić o Was inni. Poziom
      niektórych ludzi jest tak niski, że jest to aż obrzydliwe.
      Mam kilka koleżanek, które szalały "w młodości" i nie pogmatwały sobie życia,
      bo im się udało lub nie zaangażowały się wystarczjąco, a teraz w związku "po
      bożemu" nagle zrobiły się święte i wygłaszają uwagi niemal jak Pat.
      Ludzi takich jak kolega Siewki1 nie należy traktować poważnie, taki facet nie
      dorósł jeszcze do tego aby być partnerem dla dorosłej kobiety, a tym bardziej
      ojcem dla jej dziecka. W ogóle nie rozumiem, dlaczego on takie głupoty mówi,
      czy uważa, że Siewka się zaangażowała w ten związek i żeby sobie nie myślała,
      czy może chciał od razu ustalić, że on liczy tylko na romans bez żadnych
      poważniejszych decyzji kiedykolwiek, sama nie wiem...Rozumiem, że Siewce mogło
      się zrobić przykro, bo to normalne.
      Co do drapieżności samotnych matek z dzieckiem - nie znam widocznie tych
      drapieżnych, znam natomiast takie które 5 x dłużej się zastanawiają nad
      wyborem, byciem z kolejnym partnerem, bo po często przejściach boją się
      kolejnych rozczarowań, ponadto muszą też dbać o dobro dziecka. Częściej
      natomiast widuję (choć nie chcę uogólniać) drapieżne panny bez dzieci, które
      chcą koniecznie złapać faceta, bo "późno się robi". Jest też grupa kobiet
      często po 30-tce lub starszych, które łapią faceta tylko na dawcę plemników i
      nic poza tym od niego nie chcą.
      Kiedy typowa dla Polaków moralność pani Dulskiej nie będzie aktualna....
      Pozdrawiam i podziwiam Was wszystkie.
      Ola
      • ksas Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 05.01.04, 15:46
        no i jeszcze te swietne pseudoprzyjaciolki, ktore po rozstaniu odsuwaja sie bo
        samotna to znaczy polujaca na ich swietnych facetow... ale to juz inna
        historia...
    • judytak Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 06.01.04, 10:21
      Nie chodzi o to, żeby ktoś był trędowaty.

      I nie chodzi też (nie tylko) o bezpodstawne przesądy, jakie żyją w
      społeczeństwie.

      Chodzi o to, że obiektywnie rzecz biorąc trudniej jest wejść w związek,
      zamieszkać razem, wypracować rozwiązanie wszystkich codziennych konfliktów z
      kobietą i z jej dzieckiem, niż z samą kobietą.

      Ja wcale się nie dziwiłam, kiedy moje rodzice odradzali mi ślub z
      rozwiedzionym, dzieciatym mężczyzną. Nie było to powodowane przesądami, tylko
      troską o mnie. Troską o to, że będzie mi trudniej w życiu, niż mogłoby być.

      Inna kwestia, że ja o tym nie opowiadałam facetowi. Owszem zapytał, co mówią
      moi rodzice na jego temat, owszem powiedziałam, że nie najlepiej, ale się
      przyzwyczają. No i się przyzwyczaili.

      Wniosek:
      opisany przez Siewkę facet rzeczywiście nie wykazuje się szczególna
      inteligencją emocjonalną.
      Z drugiej strony nie można wszystkie ostrzeżenia wrzucić do worka "to ciemnota,
      nie przejmować się" bo odnoszą się one do realnie istniejących trudności, które
      należy świadomie rozwiązywać, a nie ignorować.

      Pozdrawiam
      Judyta
      • burza4 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 06.01.04, 13:31
        judytak napisała:

        > Chodzi o to, że obiektywnie rzecz biorąc trudniej jest wejść w związek,
        > zamieszkać razem, wypracować rozwiązanie wszystkich codziennych konfliktów z
        > kobietą i z jej dzieckiem, niż z samą kobietą.
        >
        > Ja wcale się nie dziwiłam, kiedy moje rodzice odradzali mi ślub z
        > rozwiedzionym, dzieciatym mężczyzną. Nie było to powodowane przesądami, tylko
        > troską o mnie. Troską o to, że będzie mi trudniej w życiu, niż mogłoby być.

        Nie mogłabym bardziej się zgodzić! Z tym, ze jest to bardziej "optymistyczna"
        wersja tłumaczenia, bez idiotycznej dulszczyzny tupu "co ludzie powiedzą że
        bierzesz taki przechodzony towar". No i że nie będzie ślubu kościelnego...
        Dziecko nie jest niestety "uroczym dodatkiem" - i nie obdarza się go
        automatycznie uczuciem, tylko dlatego, że stanowi cząstkę uchochanej. Tyle, że
        trzeba po prostu zdać sobie z tego sprawę i nie oczekiwać cudów.

        A poza tym wiele jest w poprzednich postach trafnych uwag - znajomi owszem,
        wspierają, rozumieją itd, - tylko z czasem jakoś tak wychodzi, że samotna
        rozwódka nie jest już tak mile widzianym gościem - bo stanowi zagrożenie.
        Niekoniecznie dlatego, ze szuka chłopa, ale tez dlatego, że miała odwagę pójść
        własna drogą a nie męczyć się do końca zycia, bo tak wypada.

        Nie dotyczy to tylko kobiet. Podobnie mój aktualny mąż po rozwodzie odczuł
        znaczne ochłodzenie stosunków ze znajomymi. Koledzy np. spotykali się z nim
        zazwyczaj w ukryciu, bez wiedzy żon, bo one głównie dawały wyraz swojej
        niechęci. Dlaczego? Ano bo w jego związku nie działo się nic "strasznego" - nie
        było zdrad, alkoholu, przemocy - po prostu miał dość życia obok siebie i
        totalnego niezrozumienia. Czyli tego, co dotyka bardzo wiele związków z
        kilkunastoletnim stażem. I myślę, że ta niechęć brała się z obawy, że ich
        męzowie pod jego wpływem też mogą bliżej przyjzec się ich własnym małżeństwom.
        I być może też dojść do wniosku, że po co się męczyć kolejne kilkadziesiąt lat?
        Takich prowodyrów lepiej unikać...

        Ale powiem, że można ułożyć sobie życie na nowo - udało się to mnie, i
        większości moich rozwiedzionych przyjaciółek. Tyle, ze to trwa trochę dłużej.
        Bo mając dziecko nie ma się tak wiele okazji jak kiedyś do poznawania nowych
        ludzi. I niestety te nowe związki są z założenia trudniejsze i bardziej
        skomplikowane. Choćby dlatego, że jest to od początku "rozbudowany" o dziecko
        układ; normalnym rytmem idzie to po prostu inaczej, najpierw ludzie docieraja
        się jako partnerzy, potem dochodzi dziecko. Tu wszystko dzieje się
        jednocześnie. I dlatego jest to trudna próba dla kogoś, kto nie ma zobowiązań i
        jest przyzwyczajony do życia na luzie, niespodziewanych wypadów do kina czy
        znajomych. A tu w środku romantycznej domowej kolacji przy świecach, kiedy
        delikwent "już był w ogródku i witał się z gąską" przychodzi rozespane dziecko
        i chce naleśniki...
        • justinka_s Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 07.01.04, 09:38
          hej, wczoraj napisałam odpowiedź i nie znalazła sie na forum, postaram się więc
          odtworzyć co nieco

          mój mąż porzucił mnie z 7 mies. dzieckiem dla innej i jej dziecka, mówił, że
          kocha mnie, że nie miałby nigdzie lepiej niż ze mną a uciekł bo nie umiał się
          powiedzieć prawdy

          pierwsze to do Nooleczki
          inna kobieta jest zawsze dodatkowym "za", a w moim przypadku jedynym "za"
          odejściem
          czy gdbyby nie miał kochanki odszedł by i był w samotności? NIGDY!!!
          zastanów się, czy małżeństwo polega na tym, ze jak Ci się coś nie podoba przez
          3 mies. i nie mówisz o tym małżonkowi to już powód do odejścia po 9 latach?
          gdyby nie ta "druga" mężowie byliby ze swoimi żonami i szukali rozwiązań i
          naprawiali swój związek
          wiadomo, ze łatwiej jest uciec od problemów do kochanki ale po co do cholery
          jest przysięga o wierności???
          jeżeli mu było źle mógł powiedzieć to i dojść do porozumienia, ze oboje szukamy
          kogoś nowego, stworzył tylko szansę dla siebie

          a co do głównego wątku
          nie jesteśmy trędowate
          ja jestem z facetem młodszym, ma 22 lata i jak na swój wiek jest chyba dość
          dojrzały, żeby być z samotną matką i jej dzieckiem
          na początku sama go uświadamiałam, pytała, czy wie co robi, że będą ze mną
          problemy, że bedzie sąd policja, nieprzyjemności ze strony eks, obowiązki z
          dzieckiem, nerwy
          mówił, że wie, że będzie wtedy przy mnie i dotrzymuje słowa do tej pory
          zakochał się we mnie, może dlatego tak się zachowuje, ale gdyby miął
          jakiekolwiek obawy zrozumiałabym go
          jego przyjaciel i rodzice na początku mówili zastanów się co robisz, oni wrócą
          do siebie, bo przeżyli 1/3 życia ze sobą, kochali się, byli szczęśliwi, nie
          angażuj się teraz, bo możesz cierpieć, albo ona Ciebie rzuci jak już jej nie
          bedziesz potrzebny i pocieszysz ją
          rozumiem ich, bo powiedzieli to raz w trosce o niego, a mnie zaakceptowali
          wszyscy i rodzina i znajomi, tak jak i moje dziecko
          jego starsze ciocie mówiły: on zrobił coś wspaniałego, zaopiekował się samotną
          matką z dzieckiem, nie każdego stać na takie poświęcenia

          to chyba dowód na to, ze nie jestem trędowatasmile))
          a co do faceta, który rozmawiał ze swoją matką i znajomymi, którzy wykazali
          obawy? ja to rozumiem, to nowa i wyjątkowa sytuacja
          facet ma prawo się bać, chce kogoś się poradzić, upewnić w tym, ze robi dobrze,
          albo sprawdzić, czy bliscy zaakceptują jego decyzję i jego partnerkę z dzieckiem
          daj mu szansę, rozmawiaj z nim jak Ci na nim zależy, wytłumacz mu swoją sytuację
          i zrozum go, Ty pewnie też byś miała obawy, gdybyś miała pełną rodzine i Twoje
          dziecko powiadomiło Cie, ze wiąże się z samotnym rodzicem

          sama pamiętam jak mój kuzyn żenił się z rozwódką z 2 dzieci, każdy mówił " nie
          mógł wziąć panny?" ale jak ją poznaliśmy każdy ją polubił i przekonał się do
          nich
          a ja sama teraz jestem w jej sytuacji i rozumiem co ona wtedy mogła czuć

          życze powodzenia i cierpliwości
          • nooleczka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 08.01.04, 17:09
            justinka_s napisała:

            > pierwsze to do Nooleczki
            > inna kobieta jest zawsze dodatkowym "za", a w moim przypadku jedynym "za"
            > odejściem
            > czy gdbyby nie miał kochanki odszedł by i był w samotności? NIGDY!!!
            > zastanów się, czy małżeństwo polega na tym, ze jak Ci się coś nie podoba
            przez
            > 3 mies. i nie mówisz o tym małżonkowi to już powód do odejścia po 9 latach?
            > gdyby nie ta "druga" mężowie byliby ze swoimi żonami i szukali rozwiązań i
            > naprawiali swój związek
            > wiadomo, ze łatwiej jest uciec od problemów do kochanki ale po co do cholery
            > jest przysięga o wierności???

            Eeee... czemu ten tekst do mnie??!!! czy sugerujesz, że ja popieram odbijanie
            żonom - mężów? Czy szukanie kandydatów na kochanków wśród żonatych? Nie
            rozumiem, sprecyzuj swoje zarzuty!
            Zapewniam, że ja nikomu męża nie odbijałam smile Nota bene, mój obecny partner
            NIGDY nie był żonaty, natomiast 7 lat temu (na 2 lata przed poznaniem mnie)
            rozstał się definitywnie ze swoją konkubiną.
            Więc za bardzo nie rozumiem, czemu zadajesz mi takie dziwne pytania? Czy to
            dlatego, że uważam, że faceci "po przejściach" mają większe pojęcie o zyciu we
            dwoje niż tacy bez przeszłości damsko-męskiej?
            Poza tym uważam, że jeśli, jak to mówisz, facet odchodzi do kochanki, to jest
            to objaw, że w związku od dawna źle się dzieje i to nie ta "kochanka" jest tego
            przyczyna. Natomiast czesto jest tego skutkiem. Ale rownie czesto bywa że, jak
            to piszesz, faceci odchodza "do samotnosci". Bo wola samotna samotnosc niz taki
            zwiazek. Podobnie jest z kobietami. Ja mialam dosc odwagi zeby odejsc "do
            samotnosci" niz kontynuowac kompletnie beznadziejny zwiazek z kretynem.

            Pozdrawiam
            Ania
            • siewka1 Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 08.01.04, 21:21
              Wydaje mi się, ze justinka pomyliła wypowiedz nooleczki z wypowiedzia pat123.
              Pozdrawiam.
              • konkubinka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 08.01.04, 21:26
                a moj obecny partner rowniez odszedl do "samotnosci".Tak na marginesie.
            • justinka_s Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 09.01.04, 08:58
              Nooleczka napisała:
              A dlaczego? Bo wszystkiemu winna jest
              ona, ona ona!!! Bo zabrała mi męża! Bo zniszczyła mój związek!
              Bo mój mąż wybrał JĄ a nie mnie!!!

              Nie Nooleczko, absolutnie nie mam do Ciebie ani kogoś innego żalu anie żadnych
              zarzutów,
              nie sugeruję żadnych odbijań mężów i żonsmile)

              ten tekst "bo zabrała mi męża" ...wiesz, każdy tak mówi, skoro mąz odszedł to w
              małżeństwie było źle, to nie prawda, przynajmniej w moim przypadku
              jemu było lepiej z nią, bo ją widział raz na dwa tyg. mogła mu się wtedy super
              ubrać, wymalować, czekać z kolacją, wyjść z nim do kina pojechać na sylwestra,
              a ja? pracująca elegancko ubierająca się ale nie kusząca, zajmująca się
              malutkim dzieckiem, domem, obiadami...tego on nie zauważał? i naprawdę tak
              ciężko jest przeżyć pół roku ze świeżo urodzonym dzieckiem, bo płacze w nocy?
              bo nie można wyjść na całonocną imprezę, bo trzeba szukać opiekunki, przewijać
              je, kupować pieluchy itp?
              tu jest odpowiedź, dlaczego mężowie częściej odchodza do kochanek a potem
              żałują tego? jestem zdania, że jak przysięgasz coś to dochowaj przysięgi i nie
              ruszaj nie swojego małżonka, chyba, że już z żoną nie jest
              w pełni nie popieram tłumaczenia, odszedł do kochanki bo w małżeństwie coś się
              źle działo, chyba nikt nie jest głupi i nie stwierdzi, że zawsze jest cudownie,
              bo są problemy szarego życia, czasem kłótnie, odmienne zdania, ale po to
              właśnie jest przysięga...na dobre i na złe
              jeżeli poczułaś się w jakiś sposób urażona przeze mnie to przepraszam, moim
              zamiarem była tylko dyskusja

              ale podziwiam Cię za odejście do samotności, bo postapiłaś fair, nie szukałaś
              innego, bo Ci było źle z obecnym
              chcialabym, zeby mój mąż też tak postąpił, mniej by mnie to bolało

              • konkubinka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 09.01.04, 10:25
                ...a ja i moj byly maz tez rozstajac sie ni emieliscmy innych partnerow.Znow na
                marginesie
              • nooleczka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 09.01.04, 13:18
                justinka_s napisała:
                > malutkim dzieckiem, domem, obiadami...tego on nie zauważał? i naprawdę tak
                > ciężko jest przeżyć pół roku ze świeżo urodzonym dzieckiem, bo płacze w nocy?
                > bo nie można wyjść na całonocną imprezę, bo trzeba szukać opiekunki,
                przewijać
                > je, kupować pieluchy itp?
                > tu jest odpowiedź, dlaczego mężowie częściej odchodza do kochanek a potem
                > żałują tego? jestem zdania, że jak przysięgasz coś to dochowaj przysięgi i

                Już rozumiem, o co chodzi smile Dzięki Justinko za wyjaśnienia. Wiesz, jednak w
                życiu różnie bywa, i to nie jest zawsze tak, że męzowie odchodzą do kochanek,
                bo nie sa w stanie sprostać rodzicielskim obowiązkom. Przeczytaj pełen jadu
                post pat123 - ona ma za złe wszystkim samotnym matkom, bo jej mąż odszedł od
                niej- bezdzietnej, do właśnie takiej z dzieckiem.
                W Twojej sytuacji było akurat odwrotnie. Prawdę mówiąc, postępowanie Twojego
                męża i mojego byłego męża było b. podobne, z tym że mój nie miał kochanki
                (chyba). Mój eks NIGDY nie wstawał do dziecka w nocy, wręcz przeciwnie, jaśnie
                pan hrabia był wściekły, że dziecko go obudziło płaczem. NIGDY nie pomagał mi
                przy karmieniu, bo to "praca dla kobiet", a gdy zbliżała się pora wieczornego
                kąpania, ostentacyjnie wychodził do pubu na piwo i wracał w nocy śmierdzący.
                Jego teoria to "dzieckiem w wieku do 2 lat powinna zajmować się wyłącznie
                matka". A ja w dobitnych slowach usiłowałam powiedzieć mu co myślę o takim
                postępowaniu. Po 2 latach kłótni i awantur powiedziałam "dość" i wniosłam pozew
                o rozwód. Nawet teraz on jeszcze nie dorósł do roli ojca - odwiedza naszego
                synka 3 razy w roku (!!!), bo przecież ma ważniejsze sprawy na głowie.
                Justinko, i powiem Ci jeszcze jedno: bardzo, bardzo się cieszę, że nie czekałam
                dłużej z rozwodem, i że mój synek w związku z tym nie ma żadnych traumatycznych
                wspomień. Oszczędziłam mu koszmaru rozwodu i z tego jestem bardzo dumna. A mój
                synek jest szczęśliwym i wesołym chłopcem i wie, że jest dla mnie najważniejszą
                osobą na świecie. A jak mówi do mnie "kocham Cię mamusiu" to... smile wzruszyłam
                się...

                Pozdrawiam, Ania
                • chalsia Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 09.01.04, 23:06
                  Nooleczko,

                  jeśli możesz, napisz mi na priva jak tęsknił za ojcem (i jak to się objawiało)
                  Twój synek (bo rozumiem, że rozstaliście się z mężem jak mały miał 2 lata) i
                  jak to wyglada teraz, po jakimś czasie przy tak sporadycznych kontaktach ze
                  strony ojca (u mnie raczej będzie ich 0).
                  Oraz jak Ty pomagałaś synkowi uporać się z tęsknatą, smutkiem, etc.

                  Będę serdecznie wdzieczna.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  • nooleczka Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 10.01.04, 12:28
                    Chalsiu, wysłałam Ci dłuuuugi mail na adres gazetowy smile Mam nadzieje, że
                    dojdzie.

                    Pozdrawiam, Ania
                    • chalsia Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 10.01.04, 15:07
                      Dzięki, zaraz zabieram się za odbiór i czytanie.

                      Pozdrówko,
                      Chalsia
                  • konkubinka Re: Do Chalsi 10.01.04, 12:41
                    Ja tez sluze info na ten temat.Wlasnie to przerabiam
                    • chalsia Re: Do Chalsi 10.01.04, 15:10
                      Się odezwę smile)
                      Aczkolwiek Twój to jest już duży chłopiec i zapewne wygląda to już inaczej.

                      Pozdrówko od Chalsi (świętojebliwej wink) )
    • robszym Re: Czy na prawde jesteśmy postregane jako TRĘDOW 12.01.04, 16:00
      Nie wiem, czy jeszcze któraś to przeczyta, ale ja chciałam tak od drugiej
      strony, tak jak ja to widzę. Teraz jestem już mężatką, ale jak byłam na etapie
      poszukiwania swojej drugiej połówki, to przyznaję bez bicia, absolutnie nie
      interesował mnie facet po rozwodzie. Już nie wspominam o tym, że mógłby mieć
      dziecko. Myślę, że do dziś mam takie przekonanie, choć oczywistym jest, że
      trudno byłoby mi znaleźć cavaliera dziś, kiedy mam 30 latek. Więc teraz pewnie
      zrewidowałabym swoje poglądy.

      Znam naprawdę fantastycznego faceta, super zamożnego(jak dla mnie) ale nigdy
      mnie nie interesował "w tym sensie", bo miał jedną zasadniczą wadę - rozwód za
      sobą. (nawet bezdzietny) Można zarzucać mi to, że to takie płytkie, prymitywne
      nawet, ale są ludzie, którzy mają pewne z góry określone kryteria, i nie
      można się dziwić, że nie chcą burzyć swojego systemu postępowania.

      Jak czytam macochy, to Bogu dziękuję, że nie ma w naszym życiu żadnych eksów,
      nextów i ich dzieci, to rzeczywiście potrafi skomplikować egzystencję.

      Nie obrażajcie się za to, co napisałam, pozdrawiam!
      • nooleczka Re: do robszym 12.01.04, 16:26
        Ehh, robszym... nie zarzekaj się. Czy nadal tak mocno trwałabyś przy swoich
        poglądach, gdybyś była samotną matką?
        Nic w życiu nie jest pewne.
        Oczywiście nie zyczę Ci tego, ale... możesz pewnego dnia obudzić się jako
        macocha. I "nigdy nie mów nigdy".
        Życie uczy pokory.

        Pozdrawiam, Ania
Pełna wersja