siewka1
21.12.03, 22:07
Jestem samotna mama 1,5 rocznego, kochanego i zdrowego chłopczyka. Moja
historia jest dosyć smutna i pogmatwana- mąż zostawił nas, narozrabiał i nie
interesuje się nami. Wkrótce będę rozwódka...ale nie o tym chciałam napisać.
Otóż- spotkałam ostatnio przez przypadek dawnego kumpla z czasów studenckich.
Okazało się, że jest nadal samotny i ciągle czeka na tę jedyną.
Zaczęliśmy się zupełnie niezobowiązująco spotykać. Dobrze nam się rozmawiało
( głównie na gg) i rozumieliśmy się dobrze. Traktowałam to jako dobrą, ale
luźną znajomość- odświeżona po kilku latach. Myślałam, że obydwoje jesteśmy
świadomi tego że jesteśmy i pozostaniemy tylko dobrymi znajomymi( z wielu
powodów), ale myliłam się. Po jakimś czasie znajomości wypalił tekst w stylu,
że zawsze bardzo mu się podobałam, mam rewelacyjny charakter itd. ,ale on nie
wyobraża sobie nic na stałe z uwagi na moją aktualną sytuacje (dziecko i
rozwód).
Do tego jeszcze przyznał się, że uświadomił sobie ,że zaczyna się angażować
i poradził się swoich znajomych kumpli i ...mamy , przedstawiając im
hipotetyczna sytuacje „co byłoby gdyby”. Wywołał tym lekką panikę, poruszenie
i wyraźna dezaprobatę...
Pomijam fakt ze postąpił idiotycznie i bezsensownie- mnie zrobiło się po
prostu potwornie PRZYKRO.
Oczywiście ochrzaniłam go za cała tą sytuacje dosyc mocno i powiedziałam co o
tym myśle (jest mu bardzo głupio i jest skruszony- i dobrze!) ale niemniej
jednak uświadomiłam sobie jak jesteśmy postrzegane- samotne mamy- przez tą
część społeczeństwa, której się „udało” w życiu.
Czy na prawde jest tak źle? Czy jesteśmy spalone w oczach opinii publicznej?
Czy dziecko to az taki „odstraszacz”? Czy mężczyzni się sa w stanie pokochać
nie swojego dziecka?
Jestem odpowiedzialna osoba- mój Skarbek na Świat się nie prosił. Skoro już
się pojawił musze zniwelować wszelkie negatywne skutki tego co się stało.
Stawiam sobie jako kryterium głowne przy wyborze ewentualnego partnera to, że
albo ktos pokocha równiez moje dziecko,albo podziękuje... Czy to w oogle
jest możliwe? Trudno –wtedy będziemy sami..
Po przeżyciach – w pewnym sensie traumatycznych- które zafundował mi mój mąż
udało mi sie pozbierac i bardzo pomogła mi nadzieja, że i dla nas zaświeci
kiedyś słonko. Wierzyłam, że uda mi się kiedyś stworzyć normalna, szczęśliwą
rodzinę. Po tym ostatnim zdarzeniu trochę się podłamałam.
Mam w tej chwili 28 lat, ten mój znajomy również. Typ naukowca i pracowitego
karierowicza. Może tego typu faceci szukają „księżniczek na białych
koniach” ? Tym się pocieszam.
Zawsze starałam się żyć zgodnie z własnym sumieniem i poczuciem moralności.
Dlaczego inni – żyjący „po Bożemu” nie są w stanie zrozumieć, że komuś mogło
po prostu nie wyjść w małżeństwie nie z jego winy. Czy żyjemy w takim
nietolerancyjnym społeczeństwie?
Znam kilka dziewczyn- panien- prowadzących bardzo swobody tryb życia,
zmieniających partnerów seksualnych co miesiąc. Takie chyba typowe
nimfomanki... Czy one maja być lepsze ode mnie, bo nie maja zagmatwane w
papierach?
Czy któraś z Was spotkała się kiedyś z taką sytuacja typu „jesteś super,
ale ..przegrana i niezręcznie mieć taka partnerkę życiową?” Z dzieckiem...,
po przejściach...
Pozdrawiam ciepło wszystkie samotne mamy.
Siewka