madziulec
28.07.09, 20:20
Wniosek zlozylam w marcy 2007.
Nie pamietam kiedy zaprosili nas do sadu.
W sierpniu jakos mielismy badanie w RODK, we wrzesniu przeslano opinie do sadu.
W grudniu wyznaczono termin rozprawy, ale ja nawet nei odebralam wezwania,
bylam w sanantorium z dzieckiem.
Wezwano nas na bodajze marzec.
Przybylam. Ojca dziecka brak.
Zakwestionowalam opinie RODK.
Wyznaczono termin na lipiec.
Przybylam..
Okazalo sie, ze 2 dni wczesniej wyslano do mnei liscik polecony, ze sedzia
bedzie nieobecny...
Dzis kolejna sprawa.
Dzis pojawilismy sie oboje. Malo, ze nie wybuchlam. Tym razem "specjalisci" z
RODK napisali pisma, ze sa na urlopach i nie przybeda.
Sprawa sie wlecze.
Pani sedzia stwierdzila, ze powinnam sie cieszyc, ze tak szybko, bo takie
sprawy to latami. Bo "sama pani rozumie, to tak jak z ciastem drozdzowym"...
Mysle, ze chyba rozumiem osoby, ktore kombinuja na podatkach. Tez mam ochote
przestac takie osoby utrzymywac.