colle40
23.10.09, 10:12
Witajcie,
Muszę sie wyżalić. Nic nie jest tak jak myslałam,że bedzie. Chodzi o
mnie i mojego męża. Jestesmy rodzicami ślicznego chłopca. Mały jest
grzecznu, nie choruje, jest pogodnym dzieckiem. Niby wszytsko oki,
ale... Mój mąż jest życiowo niezaradny. To bardzo dobry człowiek,
ale jest kosmicznie leniwy. Od jakiegos czasu jestem na wychowawczym
i jak zapewnie wiele z Was wie jakie dostaje sie wtedy pieniadze.
Pracuje tylko mój mąż. Nie zarabia dużo. 1300 na rękę. Nie
przeszkadzało mi to dopóki sama pracowałam i zarabiałam dwa razy
więcej niż on. Stać nas było na wiele. Jak byłam w ciąży wiele
słuchałam o tym, że teraz to on się weźmie za robotę. I na mówieniu
sie skończyło. Mój mąż nadal pracuje w tej samej firmie. Moje
wychowawcze wystarcza na jedzenie dla syna, pieluchy i kosmetyki do
pielęgnacji. Jego 1300 pln wystarcza na opłaty mieszkaniowe, dojazdy
(paliwo) do pracy i jakieś jedzenie.
Bardzo chetnie poszłabym do pracy. Branża w której pracuje przynosi
duże pieniązdze, ale nie mam z kim zostawić dziecka. Moja mama
pracuje, tesciowa mieszka daleko i tez pracuje, choć jej bym nawet
psa nie zostawiła. Żłobka u nas na "wsi" nie ma i zreszta jest to
ostatnie miejsce w którym zostawiałbtym swoje dziecko.
Co poniedziałek kupuje mężowi gazetę, kładę na stoliku żeby nie
wychgladało to natarczywie. Przejrzy i nigdy nic dla niego nie ma.
Po czym odpala komputer i zaczyna grac w gry komputerowe. Ostatnio
nie wytrzymałam i powiedziałam ,że z tego jego grania to "nie
wyzyjemy". Ona na to czy to oznacza ,że ja już nie mam pieniędzy z
wychowawczego. Od tej pory prowadze zeszyt z wydatkami. On chyba
pomyślał, że ja to na kosmetyczkę wydaję...
Jest mi przykro jak na spacerach widze "odwalone" mamy, dzieci w
ładnych wózkach, ładnie ubrane. Praca dla mojego męża jest! Zreszta
zawsze narzeka, żeby chetnie poszedł gdzie indziej popracowac.
Ostatnio zaprosiła nas do nas tesciowa. Mieszka dośc daleko. Nie
pojechalismy bo nie mieliśmy kasy na paliwo. Zapytała czemu?
Powiedziałam mężowi żeby powiedział prawdę. Oczywiście,że nie
powiedział. Później od ciotki dowiedziałam się,że tesciowa
powiedziała,że to moja wina, że pewnie ja nie chciałam przyjechać.
Rece mi opadły.
Byłoby mi moze łatwiej znosic to wszystko gdybym miała w kims
oparcie. Tu gdzie mieszkamy po przeprowadzce nie znam nikogo. Nikt
mi przy małym nie pomaga. Z nikim nie moge nawet porozmawiać. Czesto
łapie sie na tym ,że mam totalnie dość. Mąz wraca z pracy, zjada
obiad, pobawi się chwile z małym i odpala komputer. Poszłam ostatnio
do lekarza. Syn został z ojcem. Jak wróciłam mały siedział przypiety
w wózku z doczepiona jakąś zabawką a tata oczywiście przy
komputerze. W domu syf jakby mnie nie było z trzy miesiące...
Do tego dochodzi totalne oddalenie seksualne. W ciązy miałam
załozony szew. Duphaston, Luteina, Diprophilinium i setki innych
leków. Sex zabroniony. Po porodzie myslałam,że sie jakos zmieni.
Brakowało mi bliskosci męża. Teraz wieczory wygladają tak- ja
ogladam jakies bzdury w TV on gra albo siedzi w necie. Pare razy
próbowałam coś zainicjować, ale za każdym razem jakoś nie był
chętny. Powoli zaczynam głupieć. Myslę ,że może kogoś ma, a może nie
podobam mu sie po urodzeniu dziecka- walcze nadal z oponką na
brzuchu.

Kiedyś faktycznie chodziłam do kosmetyczki, fryzjera,
stac mnie było na fikuśna bieliznę. Teraz moge sobie tylko o tym
pomysleć. Ostatnio w nocy wstaję bo się dziecko obudziło, wchodze do
jego pokoju, a on siedzi przy tym komputerze. Była 4 rano we wtorek.
A szedł na 7 do pracy... Czuję się ze wszystkim sama. Sama z
mysleniem o dziecku, o domu, o przyszłości. Dbam o dziecko, o dom i
nawet dobrego słowa nie usłyszę. Jest on i komputer. On nie musi
nigdzie wychodzić, z nikim sie sopotykać bo wszystko czego
potrzebuje miesci sie w komputerze. Więc może te 1300 pln mu na
lichą egzystencje wystarcza. Nie wiem, może nie chce zmienic pracy
bo kogos tam ma? Wszystko jest jakieś bezsensowne...
jesli któras z Was ma pomysł na wyjście z tej sytuacji, na pomysł
jak i co zrobić będę bardzo wdzięczna. Bo ja juz wyczerpałam arsenał
słów, przeprowadziłam juz tyle rozmów. Rozmów, nie awantur. No i
dzieki ,że mogłam sie choc tu wyzalic bo w realu to nie mam komu...