Podrzucanie niemowlaka...czyli...

02.11.09, 20:02
...jak radzić sobie z dziadkami i ich CHORYMI pomysłami.

Dziewczyny,ratujcie...

Jak sobie poradzić z DZIWNYM teściem.
Jakich argumentów użyć by nie podrzucał mi dzieckiem...
Szlak mnie trafia jak słyszę "no przecież ona to lubi, zobacz jak się smieje".
Dziś już doszło do kłótni bo nie wytrzymałam.
On ma tak chore pomysły,że na samą myśl o wizycie teściów mam rewolucje żołądkowe.

Czy wszystkie dziadki są takie? Myślą,że jak wychowali swoje dzieci to są
najmądrzejsi?
Moi to mają tak chore pomysły,e w życiu z nimi dziecka nie zostawie.

Oto kilka z nich:
1. Jak mała załapała jakąs infekcje mając 2 miesiące to stwierdzili,że
powinnam jej wspomóc odporność...i tu uwaga!!!
dając codziennie łyżeczkę miodu lub wyciskając pół ząbka czasnku...

2. Był sobie maj, jakiś dzień chłodny, pochmurny...
Kolejna wizyta teściów...
I słyszę "Ta nasza Majeczka taka bledziutka...jak przyjdzie lato to
przyjedziesz do dziadków, rozłożymy koc w ogrodzie, rozbierzemy niunie do
golasa by złapała trochę słońca..."

3. Idą święta (Boże Narodzenia) a moja teściowa już planuje co Maja bedzie
jadła, co ugotuje do wnusi...bigosik, pieroźki z grzybkami...

Powiem Wam - to jest może śmieszne jak się tego czyta,ale najgorsze jest to,że
ONI SĄ W STANIE TO WSZYSTKO ZROBIĆ!!!

I nie pomaga zupełnie tłumaczenie, mój mąż to już sił nie ma do nich...
Ręce opadają!

Co robić? Powiedzieć,że wybieram się w podróż dookoła świata i jak wrócimy to
się odezwiemy...za parę lat?

Wasi dziadkowie,wujkowie,ciotki też mają takie CHORE pomysły?
I jak uargumentować,że NIE WOLNO PODRZUCAĆ niemowlaka.

Dodam,że moja to wcześniak, nie chucham i dmucham na nią do przesady alę
naprawdę oni mnie wykańczają!!!
    • semi-dolce Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 20:11
      > 1. Jak mała załapała jakąs infekcje mając 2 miesiące to stwierdzili,że
      > powinnam jej wspomóc odporność...i tu uwaga!!!
      > dając codziennie łyżeczkę miodu lub wyciskając pół ząbka czasnku...

      Zależy od wieku dziecka. Jeśli dorosło do miodu i czosnku, to jak najbardziej.


      > 2. Był sobie maj, jakiś dzień chłodny, pochmurny...
      > Kolejna wizyta teściów...
      > I słyszę "Ta nasza Majeczka taka bledziutka...jak przyjdzie lato to
      > przyjedziesz do dziadków, rozłożymy koc w ogrodzie, rozbierzemy niunie do
      > golasa by złapała trochę słońca..."

      Posmarowane kremem oczywiście. Całe lato syn mój przelatał nago w ogrodzie.


      > 3. Idą święta (Boże Narodzenia) a moja teściowa już planuje co Maja bedzie
      > jadła, co ugotuje do wnusi...bigosik, pieroźki z grzybkami...

      Również zależy od wieku dziecka. Tzn. jedzenie. Bo to, że babcia się cieszy i
      planuje to chyba dobry objaw.


      > I jak uargumentować,że NIE WOLNO PODRZUCAĆ niemowlaka.

      Wolno wolno, a nawet trzeba.
      • pelulola Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 20:17
        ja mam tesciów udanych, nawet pisać mi się nie chce...
      • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 21:51
        do semi-dolce

        Co do miodu czy czosnku to mała miała wtedy 2 miesiące (korykowane 0) więc
        chyba naturalne moje oburzenie co do pomysłu moich teściów aby wzmocnić dziecku
        odporność.

        Co do opalania - sorry,ale nie rozumiem rodziców, którzy wystawiają swoje
        niemowlaki specjalnie na słońce by się opaliły...szczególnie takie które mają
        ledwo parę miesięcy...
        zostawię to bez komentarza

        Co do rozszerzania diety i przygotowaniach teściowej - gdyby tylko zapytała co
        zrobić, co mała może jeść (zresztą nawet ja nie wiem co mała będzie jadła za 2
        miesiące). Będzie wtedy miała 8,5 miesiąca (korykowane 6) więc z pewnością nie
        pozwolę na serwowanie jej bigosu czy pierogów z grzybami.
        • semi-dolce Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:09
          Po pierwsze: korygowane nie "korykowane".

          Po drugie: nie prościej wytłumaczyć, że dziecko za małe na jakiś pokarm niż się
          oburzać? Nie prościej powiedzieć, że pierogi z grzybami to nie, ale niech babcia
          specjalnie dla wnusi przygotuje... (tu lista rzeczy, które dziecko może jeść)? A
          bigos w wieku 8,5 miesiaca - zależy jaki bigos. Można zrobić tak, że się nadaje.

          A opalanie - dziecko porządnie wysmarowane dobrym kremem z wysokim filtrem za
          bardzo się nie opala. Natomiast zarówno trochę słońca jak i świeże powietrze
          mają na nie świetny wpływ.
          • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:19
            korykowane - pomyłka zwyczajna.

            Niestety teściowa NIE SŁUCHA co się do niej mówi.
            Kiedy wyszłyśmy ze szpitala i jechaliśmy któregoś dnia w odwiedziny na obiad to
            mąż wytłumaczył,że ze względu na małą (karmiłam piersią) muszę być na ścisłej
            diecie. Poprosił by ugotowała dla mnie np.kurczaka,że mogę gotowaną marchewkę
            lub buraczki.
            Może nie uwierzyć,ale tak się teściowa starała,że jedynie co mogłam zjeść to
            były ziemniaki.
            Zaserwowała - ziemniaki, żeberka (których nie znoszę), jeszcze jakieś inne mięsa
            (bo musi być bogato) oczywiście przyprawione tak jak lubi mój teść,czyli na
            ostro oraz...mizerię.

            Co do opalania - to aż się boję myśleć na jakiego raka opalił by ją mój kochany
            teść.

            Nie chodzi o spacery, o świeże powietrze - bo jesteśmy na nim codziennie -
            chodzi o chore pomysły moich teściów. Którzy są chyba NIEREFORMOWALNI.
            • semi-dolce Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:43
              Wiesz, może i oni sa niereformowalni, ale moim zdaniem ty z kolei jesteś
              przewrażliwiona. Po pierwsze - nie wszyscy na świecie wiedzą kiedy i co może
              jeśc niemowlę oraz na jakiej aktualnie diecie jest matka. Zazwyczaj jakiekolwiek
              pojęcie o tym mają rodzice niemowląt i pediatrzy. Reszcie świata to zwisa i
              powiewa. Po drugie - wiekszość matek karmiących piersia nie stosuje żadnej
              diety, bo i po co? Karmienie piersią to nie choroba, poza wyjątkowymi wypadkami
              żadnej diety nie trzeba. Być może dla teściowej myśl o jakiejś diecie karmiącej
              była tak bzdurna, że nawet nie zapamiętała. Tym bardziej, że pewnie sama piersią
              nie karmiła, a nawet jeśli to było to dziesiąt lat temu. ma prawo nie pamietać
              jak to było. Kobieta się starała, nagotowała. Chciała cię ugościć. Uczcić
              narodziny wnuczęcia, bo zapewne stąd to, że musi być bogato. Cóż - potrawy mogą
              tobie nie pasować ale to zupełnie inna rzecz. Napisz wprost - nie lubie
              teściowej, więc czepiam sie o wszystko. I nabierz trochę dystansu. Żeberka i
              mizeria to nie koniec świata. Naprawdę.
              • syswia Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 23:40
                A o co chodzi z ta mizeria, bo nie bardzo rozumiem? albo o
                przyprawy? Ja mam tesciow z Indii i jem wszystko (no prawie)
                wlacznie z ostrymi curry. Maly ma dwa tygodnie. Kolki dostal po
                zwyklym kalafiorze z buleczka wink

                Tez mi sie wydaje, ze chodzi o osobe tesciowej...

                Moj tesc za to koniecznie chcial poic malego. Dopiero jak polozna mu
                wytlumaczyla o co chodzi z pojeniem, to sie wycofal i wiecej juz
                mnie nie nagabywal.

                Po prostu wytlumacz i juz - kiedys byly inne metody. Tesciowa ma
                prawo nie pamietac albo po prostu stara Ci sie doradzic z calego
                serca i wygrzebuje stare sposoby. Zreszta, kto wie, co bedzie za 10-
                20 lat. Pewnie duza czesc naszych metod bedzie uznana za
                przestarzale. Agresja nic autorko watku nie zdzialasz.
              • slonko1335 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 06:33
                semi-dolce napisała:
                Żeberka i
                > mizeria to nie koniec świata. Naprawdę.

                Semi pewnie, że nie koniec świata ale wiesz moja teściowa nie uwielbia mnie
                najbardziej na świecie ale krupniku którego nie znoszę nigdy mi nie zaserwowała
                na proszonym obiedzie, więc rozumiem rozgoryczenie autorki wątku. Jak byłam w
                ciąży i miałam cukrzycę a potem dietę eliminacyjną bo mi się alergicy trafili to
                zawsze przed rodzinnym obiadem dzwoniła się upewnić czy coś z potraw które
                zaserwuje będę mogła jeść.
                • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 06:59
                  Krupnik to taki mało "elegancki" obiad,więc gdzieżby tam teściowa go ugotowała
                  dla matki karmiącej, która ledwo co wyszła ze szpitala.
                  Jak mała miała jakieś 2,5 miesiąca byliśmy znów na obiedzie...wcześniej
                  zadzwoniła czy rosół zjem. Mówię,że chętnie,ale żeby nie dodawała mi selera.
                  Następnego dnia wstaję, patrze a moje dziecko zsypane na całym ciele. Panika.
                  Nie wiedziałam czemu,dlaczego,bo przecie trzymam się wskazówek położnej i pediatry.
                  Co się okazało? Że teściowa ma gdzieś moje prośby i dlaczego ona ma jeść potrawy
                  "bez smaku". (oczywiście w rosole znalazł się seler)
                  Przecież matka karmiąca jest jedna, a domowników na obiedzie 4. Dlaczego wszyscy
                  mają się podporządkować diecie (chociaż o to nie prosiłam - wystarczyło ugotować
                  mi osobno trochę rosołu).
                  I po co wcześniej dzwoniła z zapytaniem co będę jeść.

                  Kto nie ma takich teściów ten naprawdę nie zrozumie.
            • grace.4 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 05:25
              dziadkismile tacy sa i wiesz,ze chcialbym miec taki problem?smile
              przy scislej diecie buraczki? sa ciezkostrawne.jesli nie ma problemow z
              brzuszkiem,to taka dieta jest niekonieczna. rozumiem cie doskonale,ale
              jesli wypadnie np 8 i pol miesiaca na swieta,malenstwo moze skosztowac
              smakolykow. moj mial 8 m i wcinal bigos az mu sie uszy trzesly.mozna
              cos na boku zrobic dla dzieciatka mniej przyprawionego
              • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 06:36
                mozna
                > cos na boku zrobic dla dzieciatka mniej przyprawionego

                Pewnie,że można...ale gwarantuje Ci,że teściowa na to nie wpadnie,nawet jeśli
                poprosimy ją o to. Do nich się mówi jak do ściany!!!
    • ophelia78 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 21:11

      Nie argumentowac, nie tłumaczyc, tylko wydać oświadczyć: Nie zyczę
      sobie, żeby tata podrzucał Jasia. Proszę nigdy wiecej tego nie
      robić. To nasze dziecko i my decydujemy, co wolno a co nie. Jeśli
      się tata nie dostosuje, to ograniczymy spotkania.

      Grzecznie ale stanowczo. I ciesz sie, że masz wsparcie w mężu.
    • bubcia75 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 21:23
      A czemu nie można podrzucać dziecka? Ja podrzucam synka i on
      zaśmiewa się do rozpuku wink
      Co do rozszerzania diety to się z Tobą zgadzam.
      • miska-moniska Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 21:45
        No właśnie, czemu nie można podrzucać? Moja córka uwielbia być lekko
        podrzucna, śmieje się całą gębą. Co do diety - rodzice nas karmili
        inaczj, stąd te dziwne pomysły.
        • gracekelly17 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 21:57
          mój teść nazywa mojego synuaisa- pierdołką. Szlag mnie trafia, interweniuję ale on ciągle to samo. teściowa jak do nas przyjedzie to jak jest 2 h to nosi dziecko przez 2 h non-stop. Na interwencje żeby nie przyzwyczajać mówi że u niej w rodzinie wszyscy tak byli noszeni i tak ma być. Aaaa..i kupiła sobie już siedzisko dla małego na rower że niby go będzie wozić- PO MOIM TRUPIE!!!! Mały ma dopiero 10 tygodni więc...wszystko przede mną....
          A może by tak założyć wątek na forum - na co stać dziadków? Hihihihii
          pozdrawiam!
          • totorotot Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:07
            Grace Kelly, co stoi na przeszkodzie, zebys sie zaczęła zwracać do seniora rodu per Stary Bezdennie Głupi Pierdoło?
            • gracekelly17 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 21:43
              Musze spróbować;-P


              totorotot napisała:

              > Grace Kelly, co stoi na przeszkodzie, zebys sie zaczęła zwracać do seniora rodu
              > per Stary Bezdennie Głupi Pierdoło?
        • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:01
          Chociażby dlatego,że źle to wpływa na kręgosłup (dodam,że moja mała jeszcze nie
          siedzi) i kręgi szyjne czy nerwy.
          Poza tym mocne podrzucanie ( a mój teść nie potrafi inaczej) doprowadza do
          dużych wstrząsów w mógu który jest jeszcze za mało rozwinięty by nadarzyć nad
          tak nagłą zmianą położenia,
          dochodzi do tego podniesienie ciśnienia u dziecka, itp...

          Nie mówię tu o jakimś "lekkim" samolocie,jak mój teść się z nią dziś bawił to
          mała pod sufit latała. Aż mi krew w żyłach mroziło.
          Dziecko nie wiedziało czy się śmiać czy płakać, a oczy miała na wierzchu.
          • betty1213 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:05
            mi kazali dopajać małego i mało tego pocukrować mu to - miał kilka tygodni, na
            Wielkanoc chcieli mu dać ciasto, zaznaczę że zarówno teściowa jak i mój tato
            mają cukrzyce. Zaczęli go sadzać gdy jeszcze nie mógł i potem przez 8 miesięcy
            jeździłam na rehabilitację gdyż mały przechylał się na jedną str. i sadzanie
            pogłębiało jego skrzywienie a jak robiłam mu ćwiczenia to płakał oczywiście więc
            stali nade mną i mówili "oj niedobra mama męczy dzidzie", potem wyszło jeszcze
            że nie ma jąder kostnienia miał zakaz wstawania i oczywiście co było ich
            ulubioną zabawą stawianie małego i tłumaczenie mi że chwilka mu nie zaszkodzi a
            lekarze się nie znają a ja to już w ogóle. Na jakimś spędzie rodzinnym
            traktowali go jak zabawkę podawali mu łyżeczkę po kawie do oblizania - bo to mu
            nie zaszkodzi ale to że ktoś tą łyżeczkę miał w buzi i ją oblizywał to nic,
            niech sami sobie oblizują po kimś.
            To że z papierosa przychodzą i zaraz potem do całowania się zabierają to też ja
            przesadzam oczywiście.
            Naprawdę cie rozumiem nic do nich nie trafia nic.
        • slonko1335 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:01
          Naprawdę nie słyszałyście o tym, że niemowlęciem się nie potrząsa, nie
          podrzucago bo to niebezpieczne?
          tiny.pl/hxqdb
          • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:05
            Właśnie też jestem zaskoczona,że wszyscy się dziwią czemu na to nie pozwalam...
            • slonko1335 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:07
              Yoshi szczerze współczuję.....musisz głośno i wyraźnie powiedzieć teściom jakich
              zachowań względem swojego dziecka sobie nie życzysz, możesz przecież uzasadnić o
              ile do nich coś dociera w ogóle....
              • grabcia27 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:20
                a moja tesciowa ostanio podawała goracy kubek z herbata zeby mała
                sobie dotkneła jakie gorace a wysatrczy moment zeby go traciła
                raczka i gotowe maz zareagpował a ta dalej swojejuz nie mam sił a
                potem sie dziwi ze nie chce jej zostawiac corki
              • kruszynka09 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:21
                w życiu bym nie pozwoliła aby podrzucali moje dziecko tym bardziej
                niemowlaka!!!!!!a zapytaj teścia jakby się czuł jakby go tak goryl
                podrzucał?????stanowczo i drukowanymi literami powiedz ze sobie tego nie
                życzysz!!!!!
              • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:23
                Dzięki slonko1335wink
                Ewentualnie ewakuować się na inną planetewink
                Czasem to mi sił brakuje do nich.
            • a_weasley Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 23:20
              Yoshi25 napisała:

              > Właśnie też jestem zaskoczona,że wszyscy się
              > dziwią czemu na to nie pozwalam...

              I nie zastanawia Cię to? Nie daje do myślenia, czy to aby na pewno teść jest
              porąbany, czy może raczej Ty przewrażliwiona?
              • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 07:18
                Może i dla niektórych z Was jestem przewrażliwiona,ale po tych paru miesiącach
                (od ur. małej) z nimi większość z Was by tak reagowała.

                Po wyjściu ze szpitala któregoś dnia patrze a teściu świeci młodej w oczy
                ...latarką.
                Zareagowałam,a on "nie wiem co Ci lekarze chcą,przecież ona widzi bo reaguje na
                światło"

                I kto tu jest porąbany???

                A chodziło tylko o wizyty kontrolne u okulisty by sprawdzić czy siatkówka się
                prawidłowo rozwija. U wcześniaków to standard.
            • betty1213 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:13

              http://www.dobryrodzic.pl/page.php?IDD=1&PID=25
      • totorotot Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:05
        w ekstremalnm wypadku moze sie odkleic rogowka

        zreszta o czym dyskusja- Ophelia napisala- zadnych tlumaczen, zabrac dziecko i zabronic a jak tesc ma anse to droga wolna, adieu!
    • kamelia04.08.2007 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:20
      moja podrzucam i sie tez zasmiewa i nie widze w tym nic złego.
      trzeba tylko złapac zanim wyladuje na ziemi.

      Co do reszty, to masz racje, strach sie bac z takimi dziadkami.
    • anianiunia2507 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 22:21
      calkowicie sie z toba zgadzam i szczerze wspolczuje.
      u mnie tez nie ciekawiesad
      moja tesciowa notorycznie kupuje malej parowki(ma 7 miesiecy) czestuje
      czekolada,(jest niejadkiem wiec moje nerwy poprostu sa na granicy) i takie tam
      jeszcze inne bzdury o ktorych nie che mi sie naawet pisac.
      Jedno co jeszcze wyprowadza mnie z rownowagi to to ze ciagle nosila by ja na
      rekach a jak ja zobaczy to skacze jak malpa i nie dopuszcze nikogo!!!O wyjsciach
      na spacer juz nie bede opowiadac bo kupa smiechu.
      Ale moja mama to jescze lepszy przypadek wiec na moje szczescie ze mieszkam za
      granicasmile
      • a_weasley Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 23:23
        Anianiunia2507 napisała:

        > ciagle nosila by ja na rekach

        A jak ma nosić? W zębach, i tak jej będzie z pyska zwisała?
        • anianiunia2507 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 12:11
          "A jak ma nosić? W zębach, i tak jej będzie z pyska zwisała?"
          nie czasami pozwolic na to zeby mala sama sie soba zajela-jesli chcesz sie
          czepiac to lepiej siebie!
    • pagaa Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 02.11.09, 23:02
      póki dziecko jest małe, to absolutnie nie wolno go podrzucać. może dojść do
      wstrząsu mózgu, oderwania siatkówki, uszkodzenia kręgosłupa lub kręgów szyjnych.
      w takim małym człowieczku jeszcze wszyc=stko jest dość wiotkie i
      nieustabilizowane...
    • aagnie.szkaa Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 00:19
      straaaaasznie przewrazliwiona jestes uncertain
      • yoshi25 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 06:33
        Widzę,że niepotrzebnie pytałam.

        Nie mam nic do teściów tylko do ich metod "ulepszania" mi dziecka.
        Dla mnie nie jest normalne podrzucanie malucha, na siłe sadzanie go czy
        stawianie bo...ich chłopcy w tym wieku już stawali w łóżeczku.
        Kto nie ma takich teściów czy w otoczeniu takich ludzi nie zrozumie,a najłatwiej
        określić matkę jako przewrażliwiona.

        Rozumiem,że dieta przy karmieniu jest zazwyczaj niepotrzebna, też bym chętnie
        wcinała mizerie i inne mocno przyprawione potrawy bo takie lubię,ale widzę,że
        nie każdy potrafi zrozumieć,że nie każde dziecko karmione piersią to toleruje.
        Niestety nie miałam tyle szczęścia co Wy.
    • zabulin Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 07:39
      Jak widzę podrzucanie dziecka, przechodzą mi ciarki po plecach. Nie
      pozwoliłabym, aby ktoś robił to z moim synem.
      Moja koleżanka pracuje w krakowskim Prokocimiu- w zeszłym roku
      przywieźli im rocznego chłopca, który ucierpiał przy podrzucaniu.
      Otóż poczas imprezy z okazji roczku, tatuś tak wiwatował i podrzucał
      synka, że w pewnym momencie dziecko uderzyło buzią o sufit. Miał
      zmiażdżone kości twarzy- przeszedł kilka operacji. Podobno wyjdzie
      na prostą, ale co przecierpiał to jego.
      Nie wiem, czy tatuś był trzeźwy, czy źle obliczył siły- zresztą
      nieważne.Wypadki sie zdarzaja i ryzyko nalezy minimalizować
    • tulalala Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 08:34
      Zdecydowanie nie jesteś przewrażliwiona, jedynie raczej już nie
      potrafisz sobie z tym radzić i to widać w tym co piszesz....wiem że
      cieżko jest powiedzieć, żeby czegoś nie robili, też tak mam, ale co
      do podrzucania pod sufit to po prostu jak coś takego będzie
      próbował robić to zabierz mu dziecko bo lepiej żeby sie wkurzył niż
      żeby dziecko uderzyło głową w sufit, jak już ktoś napisał przede
      mną albo cośz tych rzeczy. Moja teściowa próbowała różnych rzeczy,
      robiąc nam na złość kiedy sie na coś nie zgadzaliśmy(więc jeśli na
      złość to nie wiem czy chciała dobra dziecka), ale jak coś mi już
      bardzo nie pasowało to po prostu nie pozwalałam na to, albo mąż nie
      pozwalał, bo przecież jemu łatwiej przemówić do mamy. Rozumiem co
      znaczy że do nich nic nie dociera....i niestety tu popieram - kto
      nie przeżył czegoś takiego to po prostu nie jest sobie w stanie
      tego wyobrazić więc niech się lepiej nie wypowiada zamiast pisać że
      jestes przewrażliwona. Życzę sukcesów w "walce"....moze im kiedyś
      minie. Zawsze mnie pociesz że kiedys dziecko bedzie moglo jesc to
      co tesciowa chciala mu juz dac jak mial kilka tygodni dlatego może
      wystarczy przeczekać do tego etapu, zaciskając zęby. Oby nie było
      alergikiem!! bo wtedy ciężko babci wytlumaczyć, trzymaj się
    • camel_3d sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 09:36
      a. przeciez nie rzucaja tym dzieckiem do sufitu i po scianach. sam podrucalem
      lekko mojego maluszka i strasznie mu sie to podobalo.
      no oczywiscie nie byl to niemowlaczek . mial juz 4-5 miesiecy.
      Niemowlaka to oczywiscie sie nie podrzuca.

      b. slonce. nie wiem ile twoj dziec ma, ale bez przesady, trzymanie dziecka w
      cieniu non stop tez nie jest normalne. cho rozlozenie kocyka i polozenie w
      pelnym slonu to juz wogole. najpsze jest rozlozenie kocyka w polcieniu.

      c. i co zlego jest w pierozkach, bigosie i innch rzeczach?? o ile dziecko ma
      juz ko,o 10 miesiaca to moze roznych rzeczy probowac.

      mysle, ze panikujesz i lekko (lekko powiedziane ) przesadzasz.
      • slonko1335 Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 09:43
        camel_3d napisał:
        no oczywiscie nie byl to niemowlaczek . mial juz 4-5 miesiecy.
        > Niemowlaka to oczywiscie sie nie podrzuca.
        >
        Camel niemowlę to dziecko do ukończenia pierwszego roku życia.

        i co zlego jest w pierozkach, bigosie i innch rzeczach?? o ile dziecko ma
        > juz ko,o 10 miesiaca to moze roznych rzeczy probowac.

        ale to dziecko nie miało 10 m-cy
        • symbolica Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 11:49
          A ja rozumiem w pełni autorka + to w ko}cu mama deczduje na co wolno a no co nie...
          Moje dziecko ma prawie 16 miesięcy a bigosu jeszcze nie jadło... dziwne co? smile
          Na wigilie zabierz dla dziecka swoją obiadokolację (choćby gotowca) i już, a
          teściowa niech sobie planuje... na wigili powiesz, że ona takich rzeczy nie je i
          już nie ma co dyskutować.
          co do podrzucania to wdrukuj im artykuły o zespole dziecka potrząsanego, daj w
          łapę i niech się edukują.
      • yoshi25 Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 09:56
        Gratuluję, jeśli 4-5 miesięczne dziecko nie jest już niemowlakiem...

        Słonce..hmm, w życiu nie chowałam dziecka przed słońcem, kiedy było ciepło
        prawie cały dzień przesiadywaliśmy w ogrodzie, na spacerze, teraz gdy tylko nie
        pada zaliczamy 1-2 spacery dziennie.
        Chodzi tu jedynie o opalanie dziecka w lipcowym słońcu, bo o to chodziło moim
        teściom.

        Co do pierożków i bigosu - nic w nich złego. Ale chyba nie do końca odpowiednie
        dla dziecka 8 miesięcznego (bo tyle mała będzie miała w święta), które ledwo
        zaczęło mieć rozszerzaną dietę.

        Aaaa szkoda gadać...
        • ciociacesia sie camelem przejmujesz? 03.11.09, 10:09
          on wyznaje poglad ze diecko dobrem wspólnym jest wspolnoty rodzinnej smile a i
          dziecku zaczyna kształtowac sie osobowosc po 2 roku zycia smile

          moze faktycznie troche histeryzujesz smile ale masz do tego prawo. mysmy nasza
          córke podrzucali bo to uwielbiała, ale jak zobaczyłam jak maz ja podrzuca to
          byłam przerazona, bo z boku nie wygladało to tak super bezpiecznie smile no ale
          jemu ufałam i pozwalałam na fanaberie smile dzadkom bym nie pozwoliła
          • camel_3d Re: sie camelem przejmujesz? 03.11.09, 12:48
            ciociacesia napisała:

            > on wyznaje poglad ze diecko dobrem wspólnym jest wspolnoty rodzinnej smile a i

            dokladnie. uwazam, ze dzeickiem cieszy sie cala rodzina, a nei wlacznie
            nowoczesna mama, ktora przesiaduje w sieci i wyczytuje jakies paranoje... i
            chowa pod kloszem.


            > moze faktycznie troche histeryzujesz smile ale masz do tego prawo. mysmy nasza
            > córke podrzucali bo to uwielbiała, ale jak zobaczyłam jak maz ja podrzuca to
            > byłam przerazona, bo z boku nie wygladało to tak super bezpiecznie smile no ale
            > jemu ufałam i pozwalałam na fanaberie smile dzadkom bym nie pozwoliła


            no wlasnie...to jest paranoja... bo tata ok.. adziadkowie juz nie.. aco
            ztetryczali sa?
            zobaczysz jak sama bedziesz babcia i synowa powie ci, nie dotykaj malej, nie moj
            do niej bo ja zarazisz, nie podrzucaj, wlos do komory hibernacjynej i nie
            wyjmuj bo powietrze brudne, wysterelizuj rece i zaloz kombionezon bo sie mala
            bakterii nabawii..
            kto wie jakie paranoje beda mialy mamy za 20 lat big_grin
            • ciociacesia cieszy sie cała rodzina 04.11.09, 10:14
              > dokladnie. uwazam, ze dzeickiem cieszy sie cala rodzina, a nei wlacznie
              > nowoczesna mama, ktora przesiaduje w sieci i wyczytuje jakies paranoje... i
              > chowa pod kloszem.
              ale to rodzice wychowuja, to rodzice ponosza pełna odpowiedzialnosc. nie
              dziadkowie i ciocie
              nie czuje sie nowoczesna mama, ale jestem jedyna mama jakie moje dziecko ma i to
              ja decyduje o jego wychowaniu.
              > no wlasnie...to jest paranoja... bo tata ok.. adziadkowie juz nie.. aco
              > ztetryczali sa?
              > zobaczysz jak sama bedziesz babcia i synowa powie ci, nie dotykaj malej,
              nie sa stetryczali. choc ewidentnie sa starsi od rodziców dziecka. ale sedno
              tkwi w tym ze nie sa rodzicami. i juz po prostu. sa dziadkami.
              chwilowo nie zapowiada sie na to zebym miala synowa, ale mam nadzieje ze bede
              potrafiła byc taka babciom jakiej sama dla swoich dzieci oczekuje
              • camel_3d Re: cieszy sie cała rodzina 04.11.09, 12:38
                no tak, a co jezeli bedziesz taka babcia jakiej oczekujesz dla swoich dzeici,
                ale kompltnie nie bedzie to odpowiadac twoej synowej..lub zieciowi ?
                • ciociacesia sie w miare mozliwosci starczych moich 04.11.09, 12:42
                  dostosuje. a jak mi przyjdzie do głowy przemycac cukierki czy cos takiego to
                  postaram sie nie dac przyłapac chociaz
                  • totorotot Re: sie w miare mozliwosci starczych moich 04.11.09, 15:04
                    Ceska, technika pojjdzie do przodu to moze latwiej bedzie przemycacwink
            • kannama Re: sie camelem przejmujesz? 04.11.09, 16:21
              wiesz Camel- tyle wolności ile odpowiedzialności...Tysiące razy
              prosiłam mojego teścia, żeby nie dotykał brudnymi po obrządku i
              dorzucaniu do pieca rękami policzków mojego syna. Miał to gdzieś.
              Teraz mały ma uczulenie na policzku- czy teść chodzi z nim do
              lekarza? Płaci za masci? Nie, ja to robie. Dlatego nastpnym razem
              niech sie cieszy swoim wnukiem w odległości metra od jego twarzy.
        • asiula1987 Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 10:38
          ja tez podrzucam mojego synka, hmm tzn moze bardziej podnosze szybko i wysoko do
          gory nigdy nie puszczam go z rak a maly zasmiewa sie do lez, takie cos nie jest
          zle, ale jesli faktycznie bylo tak jak piszesz ze dzieckiem furnal pod sufit to
          trzeba bylo od razu wziac dziecko na rece do siebie i wyjsc z pokoju/domu niech
          sie nauczy ze jak bedzie robil to co ci sie nie podoba to dziecka nie dostanie,
          nie wiem czy wogole wyrazasz jakikolwiek sprzeciw wobec tesciow czy tylko
          spokojnie patrzysz na to co robia a w duszy sie gotujesz, jesli tak to nie ma
          sie co dziwic ze robia ciagle to samo, sami sie nie domysla, a jesli ciagle
          powtarzasz im DOBITNIE ze tego czy tamtego nie wolno a oni nie sluchaja to po
          prostu zabierz dziecko wyjdz i po problemie

          co do diety to roznie to bywa ja raczej ostroznie ja rozszerzam ale znam dzieci
          ktore od wieku ok 7-8 miesiecy zaczynaly jesc wszystko to co rodzice oczywiscie
          mniej przyprawione gotowane itd i zyja

          aha jesli tak bardzo przeszkadza ci to co chce ci tesciowa ugotowac dla dziecka
          to dlaczego sama w domu nie ugotujesz czegos dla malej i nie wiezmiesz ze soba?
          jesli tesciowa bedzie biegala z lyzka bigosu za dzieckiem to ty wyciagniesz
          swoje żarełko odpowiednie dla malej i dasz jej po prostu, tesciowa moze sie
          obrazi ale przynajmniej moze na sile nie bedzie dziecku wciskac obiadu a ty nie
          bedziesz sie az tak denerwowac

          co do slonca to oczywiscie wskazane jest sloneczko a z tego co piszesz o planach
          tesciow to twoj maluch chyba nie bedzie juz takim malym niemowlakiem na lato? a
          moze nawet bedzie miala juz ponad rok? wtedy nie musisz sie az tak obawiac
          wystawiac na slonce jak 2-3 miesieczne niemowle

          ja mysle ze tesciowie sa prostu zachwyceni wnuczka i duzo z ich planow to tylko
          takie marzenie, takie gadanie, w koncu ty masz nad wszystkim kontrole wiec wiesz
          na co mozesz pozwolic a na co nie
          • yoshi25 Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 11:02
            > aha jesli tak bardzo przeszkadza ci to co chce ci tesciowa ugotowac dla dziecka
            > to dlaczego sama w domu nie ugotujesz czegos dla malej i nie wiezmiesz ze soba?
            > jesli tesciowa bedzie biegala z lyzka bigosu za dzieckiem to ty wyciagniesz
            > swoje żarełko odpowiednie dla malej i dasz jej po prostu, tesciowa moze sie
            > obrazi ale przynajmniej moze na sile nie bedzie dziecku wciskac obiadu a ty nie
            > bedziesz sie az tak denerwowac
            >

            OCZYWIŚCIE,ŻE TAK ROBIĘ I ROBIĆ BĘDĘ.
            ALE AŻ STRACH POMYŚLEĆ CO SIĘ BEZIE DZIAŁO W ŚWIĘTAwink


            > co do slonca to oczywiscie wskazane jest sloneczko a z tego co piszesz o planac
            > h
            > tesciow to twoj maluch chyba nie bedzie juz takim malym niemowlakiem na lato? a
            > moze nawet bedzie miala juz ponad rok? wtedy nie musisz sie az tak obawiac
            > wystawiac na slonce jak 2-3 miesieczne niemowle


            NIE CHODZI O PRZYSZŁE LATO. ONI PLANOWALI WYSTAWIAĆ MI DZIECKO W LATO,KTÓRE
            MINĘŁO (MAŁA UR..SIĘ W KWIETNIU)


            PODAWAŁAM TYLKO PRZYKŁADY POMYSŁÓW MOICH TEŚCIÓW.

            I POWTARZAM,ZE DZIECKA OD SŁOŃCA NIE ODWRACAM,ALE NIE WYOBRAŻAM SOBIE WYSTAWIĆ
            DZIECKO 2-3 MIESIĘCZNE BY SIĘ POOPALAŁO,BO TEŚCIE UWAŻAJĄ,ŻE JEST BLEDZIUTKA.
            • camel_3d Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 12:52
              oni twojego meza tez tak opalali???
          • camel_3d Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 12:51
            ?
            > jesli tesciowa bedzie biegala z lyzka bigosu za dzieckiem to ty wyciagniesz

            szansa ze dziecku bigos bedzie smakowal jest mala....a czemu nie zrobic
            tesciowej radosci i powiedziec ok, zobaczymy, moze dziecku zasmakuje. I poczekac
            na wynik..a nie od razu NIE NIE NIE..i tupanie nozka...





            > swoje żarełko odpowiednie dla malej i dasz jej po prostu, tesciowa moze sie
            > obrazi ale przynajmniej moze na sile nie bedzie dziecku wciskac obiadu a ty nie
            > bedziesz sie az tak denerwowac
            >
            > co do slonca to oczywiscie wskazane jest sloneczko a z tego co piszesz o planac
            > h
            > tesciow to twoj maluch chyba nie bedzie juz takim malym niemowlakiem na lato? a
            > moze nawet bedzie miala juz ponad rok? wtedy nie musisz sie az tak obawiac
            > wystawiac na slonce jak 2-3 miesieczne niemowle
            >
            > ja mysle ze tesciowie sa prostu zachwyceni wnuczka i duzo z ich planow to tylko
            > takie marzenie, takie gadanie, w koncu ty masz nad wszystkim kontrole wiec wies
            > z
            > na co mozesz pozwolic a na co nie
        • camel_3d Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 12:45
          przeciez nikt bnie na karmi dziecka sila tym bigosem i pierozkami, nie bedzie
          chcialo to nie bedzie jadlo.... ale za wczasu panike robic to juz gruba przesada.
          i opalania w lipcowym sloncu tez jest przesada...dokladnie taka jak unikanie
          slonca wogole.
      • agusiagim Re: sory, ale...sam masz chore podejscie.-.. 03.11.09, 17:54
        camel_3d napisał:

        > a. przeciez nie rzucaja tym dzieckiem do sufitu i po scianach. sam
        podrucalem
        > lekko mojego maluszka i strasznie mu sie to podobalo.
        > no oczywiscie nie byl to niemowlaczek . mial juz 4-5 miesiecy.
        > Niemowlaka to oczywiscie sie nie podrzuca.

        > -hmm, no to mylisz pojęcia, bo 4, 5 mcy to właśnie niemowlak.

        > b. slonce. nie wiem ile twoj dziec ma, ale bez przesady, trzymanie
        dziecka w
        > cieniu non stop tez nie jest normalne. cho rozlozenie kocyka i
        polozenie w
        > pelnym slonu to juz wogole. najpsze jest rozlozenie kocyka w
        polcieniu.
        >
        > c. i co zlego jest w pierozkach, bigosie i innch rzeczach?? o ile
        dziecko ma
        > juz ko,o 10 miesiaca to moze roznych rzeczy probowac.
        >
        > mysle, ze panikujesz i lekko (lekko powiedziane ) przesadzasz.



        gdybyś się wczytał, zauważyłbyś że dziecko autorki ma pół roku.
        Dobrze jest mówić o czymś co nas nie dotyczy..

        A tak w ogóle to popieram autorkę, szkoda gadać co dzieje się u
        mnie..
    • kasia.46 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 10:07
      hehe mam podobnie, jak podrzucają zabieram z rąk, jak karmią mimo
      mojego sprzeciwu (bo niektórych produktów jeszcze się nie podaje)
      zabieram dziecko i ide do domu, jak kupują tony słodyczy, chowam -
      jak wyjdą oddaje starszym sąsiadkibig_grin Jak mówią że mają racje
      podkreślam do znudzenia, że racje ma tylko matkabig_grin To działabig_grin
      Proponuje twardo, uświadomic; im kto ma racje, nie zważając na ich
      fochybig_grin Mam w nosie co pomyślą i czy będą urażeni, delikatnie,
      grzecznie ale stanowczo. Robie tak z moimi rodzicami i teściamiwink
    • gabbie Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 10:36
      oj, biedni Ci dziadkowie, biedni

      o podrzucaniu wytłumacz stanowczo, daj im cos do przeczytania

      co do reszty, no kurcze, ludzie cieszą się z wnuczęcia - przecież to
      urocze
      jak raz, jeden, jedyny, dzieciak zje coś doprawionego to naprawdę
      nic się nie stanie

      co do słońca - o witaminie D nie słyszałaś?

      jak dla mnie to synowa jest dziwna bo nie umie się dogadać z
      dziadkami i robi z igły widły - to naprawdę sa błahostki.

      Autorko, jak juz nie potrafisz inaczej to moja rada: przeczekać
      jeszcze te kilka miesięcy aż dziecko dorośnie i ciesz, że Twoje
      dziecko ma kochających dziadków.
    • zadomowienie Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 10:57
      Zgadzam sie i sie nie zgadzamsmile
      Po sposobie pisania widzę ,że niechętnie czytasz opinie inne niż
      Twoja. Reagujesz - moim zdaniem - nerwowo.
      Rozumiem, że dzieć jest wczesniakiem i MASZ PEŁNE PRAWO bac sie o
      jego zdrowie, ale...
      Tak jak ktoś napisał - ciesz sie ,że masz teściów, którzy kochaja
      wnuczkę. Ja bym chciała mieć takowych. Pamietaj również ,że wiedza i
      medycyna poszła do przodu. Wiele rzeczy sie zmieniło. ONI RÓWNIEZ
      MIELI DZIECKO. Może wiele rzeczy zapomnieli, czas wiedzę
      zniekształcił, ale myslę ,że wszystko bez nerwówki da sie wyjaśnić.
      A sorki - wydajesz sie być nerwową osobą.
      • agar2208 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 11:21
        Przecież autorka pisała, ze tłumaczyła i prosiła teścia o nie podrzucanie,
        teściowej tez tłumaczyła to i owo, więc czemu w kółko jej piszecie, że oburza
        się zamiast porozmawiać.
        Przeciez rozmawiała i to nie raz.
        A co do podrzucania to nie każy lubi jak sie jego dziecko podrzuca. Ja tez tego
        nie cierpię.
        Mój synek swego czasu miał uczulenie na czekoladę ( kakao). Za każdym razem jak
        przychodziliśmy do teściów , to tesciowa piekła ciasto właśnie z kakao. Cały
        czas jej tłumaczyłam, ze nie moge jeść, bo synka wysypuje zaraz. Ona jednak cały
        czas jak przychodziliśmy piekła to nieszczęsne ciasto. Więc ja z uporem jej
        wyjaśniałam, że nie mogę jeść takiego, teściu wtedy się oburzał, że przecież
        kawałeczek nie zaszkodzi. Ech szkoda gadać.
        Jak synek podrósł , teście odwiedzając nas przynosili batoniki czekoladowe, więc
        ja im z uporem tłumaczyłam i tłumaczyłam.
        Najlepsze jest to, że synkowi przeszła alergia na czekoladę i co jakiś czas
        skubnie kawałek, wtedy teściowa przestała piec ciasta czekoladowe i przynosić
        batoniki.
        Mam wrażenie , ze robiła to na złość.
      • yoshi25 Po co więc pytać na forum??? 03.11.09, 11:28
        Napisałam post by poprosić o pomoc w związku z podrzucaniem dziecka. A zrobiła
        się afera o każde napisane słowo. Kompletnie bez sensu. Rozumiem, że dziadkowie
        kochają mała i że zwariowali na jej punkcie, ale nie wierze,że większość z Was
        zacisnęłaby zęby i na to wszystko pozwalała.
        Chodzi o dobro i bezpieczeństwo dziecka, a oni mam wrażenie świetnie się tym
        bawią kompletnie nie szanując naszego zdania jako rodzice.
        Gdybym była wredna i nerwowa to urwałabym kontakt z dziadkami,ale nie chcę tego.
        Ale ile można prosić i się kłócić?
        Dlatego myślałam,że jak zapytam to coś doradzicie.


        Ps. Nie wiem czy to pisać,ale cóż może wtedy zrozumiecie że nie łatwo mam z
        pomysłami dziadków...

        Kiedy robił jej ostatnio samolot (teściu) młoda się popluła (ząbkuje) a on co?????
        OBLIZAŁ JĄ!!!
        Czy to też jest normalne i oznacza troskę i miłość dziadków??
        Pomijam fakt,że pali papierochy...myślałam,że się porzygam i poryczę.
        Oczywiście zabrałam dziecko i zniknęłam w innym pokoju.

        Nie interesują mnie sposoby wychowania dawniej (wiem,że było inaczej),ale skoro
        nasi rodzice nas wychowali to niech dadzą nam wychowywać nasze dzieci. A
        przynajmniej niech spróbują.
        Tylko czemu są tacy oporni?????????

        Skończmy może ten wątek,bo bez sensu się wykłócać.
        Dzięki za opinie, również za te na które nie czekałam.
        • zadomowienie Re: Po co więc pytać na forum??? 03.11.09, 11:38

          > Skończmy może ten wątek,bo bez sensu się wykłócać.
          > Dzięki za opinie, również za te na które nie czekałam.


          I wszytsko jasne. Autorka postu nie liczyła na obiektywne opinie
          (pt " jesteś przewrażliwiona"). Liczyła na poklask i przyznanie
          racji. Fakt, kochana - skoro nie uznajesz innych opinii - zgodze sie
          z Twoim pytaniem - PO CO PISZESZ NA FORUMsmile
          OJ SPOKOJU ŻYCZĘ...
          • yoshi25 Re: Po co więc pytać na forum??? 03.11.09, 11:42
            I po co to łapanie za słówka?
            To chyba naturalne,że zawsze opinie są podzielone i nie wszyscy ze wszystkimi
            się zgodzą. Dlatego chciałam podziękować za udział w dyskusji również tym,którzy
            mają odmienne zdanie niż ja. Nic poza tym! Żadnych ukrytych podtekstów.
            • ciociacesia yosi 04.11.09, 10:22
              tu po prostu nie ma innej rady niz mowic wprost i bez ogródek o co ci chodzi i
              dlaczego tak a tak. warto przy tym zacisnac zeby własnie i starac sie zachowac
              neutralny informacyjny ton wypowiedzi.
              dziadek oblizał diecko - riposta mi zadna błyskotliwa nie przychodzi, ale
              lepszym rozwiazaniem niz wyjscie byłoby powiedzenie ze tak sie nie robi, albo ze
              sobie tego nie zyczusz. choc pewnie szok ci na to nie pozwolil
              czasem warto tez zastanowic sie czy nie przesadzamy w naszych reakcjach i
              wrzucic na luz - jesli bancia raz na miesiac przez pare godzin upasie dziecie
              słodyczami nic mu nie bedzie - ale ten luz to przychodzi z czasem jak dzieci sa
              starsze, bo przy maleństwie to odruch lwicy i potrzeba chronienia dziecka przed
              wszysytkim jest baardzo silna.
              ale grunt to jasne wyrazanie swoich oczekiwan. uzasadnianie zdania swego tam
              gdzie to mozliwe. odpuszczanie tam gdzie jasne wyrazanie nie przyniosło efektu a
              sprawa gardłowa nie jest. no i autorefleksja - czy ja aby nie przesadzam smile
              pozdrawiam
              ja mam ten komfort ze dziadków tesciów mam 'w garsci' od mojej dobrej woli
              zaleza ich kontakty z jedyna wnuczką, ale juz z własna matką musze sie czasami
              pouzerac. wspólne mieszkanie nam nie służy smile
        • camel_3d poto zeby sie dowiedziec... 03.11.09, 12:54
          ze moze lekko panikujesz i masz wrazenie ze ktos decyduje o twoim dzeicku...
    • koralik12 Niemowlaki podrzucane lepiej sie rozwijają 03.11.09, 11:29
      tak twierdzi znajoma rehabilitantka
      • camel_3d Re: Niemowlaki podrzucane lepiej sie rozwijają 03.11.09, 12:54
        > tak twierdzi znajoma rehabilitantka

        szybciej sie ucza, ze nalezy do gory raczki podnosic, zeby sie glowka o sufit
        nie uderzac?

        ale taz slyszalem, ze dziec w ten sposob ucza sie szybciej rownowagi itd..
        Moj maluch uwielbial zabawe w " lot dookola swiata" smile
      • slonko1335 Re: tak, tak witaminka D 03.11.09, 13:26
        Rozwalają mnie niektóre z Was o przepraszam i niektórzy też. Połowa o zespole
        dziecka potrząsanego nawet nie słyszała a pozostała połowa wypisuje brednie o
        dobroczynnym działaniu słońca na niemowlę, naprawdę dostęp do informacji nie
        jest taki trudny, pierwsze z brzegu artykuły:
        dziecko.onet.pl/1148,6,9,slonce_-_radosc_i_niebezpieczenstwo,2,artykul.html
        polki.pl/rodzina_niemowle_pielegnacja_artykul,10000083.html
        babyonline.pl/maluch_zdrowie_artykul,3605.html
        Uprzedzając wiem co to jest witamina D i jak jest wytwarzana i naprawdę nie ma
        potrzeby wystawiać dziecka na pełne słońce aby mu jej nie zabrakło,wystarczy 5
        minut w półcieniu i zapas na cały dzień zmagazynowany.
        • koralik12 Re: tak, tak witaminka D 04.11.09, 15:16
          Potrząsanie to nie jest podrzucanie. Potrząsać nie wolno a samoloty z dzieckiem
          na rękach sa wskazane. Mam nadzieje że rozjaśniłam sprawę i juz nie czujesz się
          rozwalona.
          • slonko1335 Re: tak, tak witaminka D 04.11.09, 15:35
            Hmmm ciekawe jakbyś chciała podrzucać dziecko tak żeby nim nie potrząsać.
            Normalnie cud jakiś.....autorka wątku pisze o podrzucaniu dziecka a nie o
            samolotach....może pierwszy post przeczytaj...
    • kj-78 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 03.11.09, 15:46
      Nie rozumiem nagonki na biedna autorke watku. Przeciez pomysly
      tesciow, ktore opisuje, naprawde nie sa normalne. Dac 2 miesiecznemu
      dziecku czosnek lub miod? Polozyc 4-miesieczniaka (korygowanego 2-
      miesieczniaka) na kocu w sloncu? (nawet posmarowanego)Zeby sie
      opalil??? Dac 8 miesieczniakowi (korygowanemu 6-mies) pierogi z
      kapucha i grzybami oraz bigos?? Wiele z was karmi do 6 mies
      wylacznie piersia, wczesniakowi mozna diete rozszerzyc troche
      pozniej... Stary, palacy facet oblizujacy twarz mojego dziecka??? W
      glowie mi sie nie miesci!!

      Nie wiem, autorko, co mozesz zrobic, poza rzeczowa, powazna rozmowa,
      ale wspolczuje Ci z calego serca. Trzymaj sie i walcz! smile
      • totorotot Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:39
        kj-78 napisała:

        > Nie rozumiem nagonki na biedna autorke watku. Przeciez pomysly
        > tesciow, ktore opisuje, naprawde nie sa normalne. Dac 2 miesiecznemu
        > dziecku czosnek lub miod? Polozyc 4-miesieczniaka (korygowanego 2-
        > miesieczniaka) na kocu w sloncu? (nawet posmarowanego)Zeby sie
        > opalil??? Dac 8 miesieczniakowi (korygowanemu 6-mies) pierogi z
        > kapucha i grzybami oraz bigos?? Wiele z was karmi do 6 mies
        > wylacznie piersia, wczesniakowi mozna diete rozszerzyc troche
        > pozniej... Stary, palacy facet oblizujacy twarz mojego dziecka??? W
        > glowie mi sie nie miesci!!
        >
        > Nie wiem, autorko, co mozesz zrobic, poza rzeczowa, powazna rozmowa,
        > ale wspolczuje Ci z calego serca. Trzymaj sie i walcz! smile


        Zgadzam się z Tobą. Autorka wątku ma - mówiąc wprost - głupich, niereformowalnych teściów. Błąd popełnia starając się przedstawić im racjonalne argumenty, które przecież do nich i tak nie trafią, ponieważ oni nie chcą ich po prostu przyjąć do wiadomości. Na takich ludzi działa jedynie stanowcze odebranie dziecka, bez żadnych tłumaczeń, poparte wyraźnym: proszę tak NIGDY, nigdy nie robić.
        A dlaczego nie- zapyta dziadek
        Odpowiedź: ponieważ nie wyrazam na to zgody.
        Na to dziadek: foch
        Na to matka dziecka: olewa focha konsekwentnie i bez poczucia winy
        I tyle. Ja teściów nie mam, ale mam porąbanych rodziców, głupich jak tabaka w rogu, jeśli chodzi o karmienie, wychowywanie dzieci, ich traktowanie itp. Wiem, ponieważ sama byłamich dzieckiem i widzę, co wyczyniać się starali z moim.
        Tak więc podaję jedyną skuteczną metodę działania smile
        • totorotot Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 14:44
          > Odpowiedź: ponieważ nie wyrazam na to zgody.

          Aha, tu też trzeba stosować metodę zdartej płyt, jeśli dziadek próbuje wciągnąć w dyskusję dopytując się, czemu, to odpowiedzi brzmią:

          ponieważ nie wyrażam na to zgody
          ponieważ taka jest moja decyzja
          tak właśnie to wygląda, że nie wolno ci tego robić
          tak zadecydowałam i nie muszę ci się z tego tłumaczyć
          nie, bo nie; koniec i kropka
          nie będę się wdawać w dyskusję, po prostu przyjmij to do wiadomości


          i różne inne wariacje wink
    • betty1213 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 08:10
      Ja cię rozumiem b.dobrze ja na swoich mam alergie i nie mam siły się tu
      rozpisywać ale było to samo na Wigilię mały miał 4 m-ce i też chciała mu podawać
      dania wigilijne i oczywiście "tata" mówił odkąd wydał z siebie głos (tylko ona
      to słyszała, Ja dostaje torsji jak tylko ją widzę lub słyszę. Bo to jest tak
      swoim rodzicom powiem dobitnie że sobie czegoś zabraniam wydrę się i tyle a
      teściowej staram się grzecznie coś powiedzieć i nic a mąż jak już ja wybuchnie
      to coś tam powie. Ostatnio całowanie w usta na topie proszę żeby go nie całować
      bo grypa i choroby szaleją a tu nic mają to gdzieś.
      Albo np. dostał uczulenia na pomidory świeże więc mówię żeby mu nie dawać całego
      pomidora a ta podaje mu pomidora potem zabiera a jak płacze to mówi że mama nie
      pozwala. Szlag mnie trafia. I tak jest z wszystkim ciągła walka, podaje mu np.
      baterie go zegarka bo leżały na stole a potem zabiera i mówi że mama nie
      pozwala. Mogła bym tak cały dzień naprawdę
      • camel_3d Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 09:28
        > sobie czegoś zabraniam wydrę się i tyle


        wspolczuje im corki...serio...
    • betty1213 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 08:19
      Tak sobie myślę jeszcze że mój tato też nie lepszy i ma szatańskie pomysły ale
      właśnie jak coś takiego wychodzi zabieram dziecko i wychodzę potem jest jakiś
      czas spokój pyta czy może mu podać to czy tamto. Dlatego gdyby mąż się włączył
      było by o wiele łatwiej a oni się boją. Np ostatnio teściowa dzwoniła żeby do
      nich przyjść (ja jeszcze odreagowywałam poprzednią wizytę) i wiadome było że nie
      pójdziemy a on mówi że nie wie i że zobaczymy tak jakby od razu nie mógł
      powiedzieć że nie przyjdziemy. Nie umieją się postawić tylko potem oczywiście
      wychodzi że pewnie nie przyszli bo ja nie chciałam.
      • camel_3d Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 09:27
        betty1213 napisała:

        > Tak sobie myślę jeszcze że mój tato też nie lepszy i ma szatańskie pomysły ale
        > właśnie jak coś takiego wychodzi zabieram dziecko i wychodzę

        zabierasz wiaderko i foremki i obrazona wychodzisz z piaskownicy??
        przeciez z toba tez sie bawil..i zyjesz..
        • slonko1335 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 09:30
          > przeciez z toba tez sie bawil..i zyjesz..

          Boszee zupełnie jakbym słyszała moją teściową: "przecież Wy też jeździliście bez
          pasów i fotelika i żyjecie" normalnie ten sam typ rozumowania...
          • camel_3d Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 09:53
            nie do konc ato samo..

            po prostu niektore mamy robia z igly widla.
            najlepij byloby dziecko polozyc w szkalnej komorze, zeby tylko mozna bylo je
            podziwiec przez szybe.
            • ciociacesia bo ty camel nie rozumiesz 04.11.09, 10:08
              podstawiowej rzeczy
              ze dziecko jest mamy i taty dzieckiem. i to oni sa za nie odpowiedzialni. jesli
              dziecku jednak cos stanie sie to nie beda potem mu tłumaczyc ze 'wiesz dziadek
              chciał sie z toba pobawic, no prze4ciez nie moglismy zabronic'
              owszem dziadkowie sa bardzo wazni w zyciu dziecka i fajnie jak sa i fajnie jak
              sie angazuja/. ale od decydowania o sposobie wychowania sa rodzice i juz. i
              jesli ktos tego nie respektuje to rodzice maja prawo podjac odpowiednie kroki
              zeby swoje zdanie egzekwowac
              ty wszedzie widzisz nadopiekunczosc
              • camel_3d Re: bo ty camel nie rozumiesz 04.11.09, 10:26
                alez rozumiem, ze rodzice sa odpowiedzialni..ale pytanie cz ynp jezeli dziadek
                upusci dzeicko to nic mu sie nie stanie? stanie, odpowie przed sadem, za
                narazenie na smeirc..np.
                Wiesz, ja jestem przeciwnikiem przeginanie w kazda strone. Nie bylby zadowolony
                gdyby ktos z mojej rodziny podrzucal dziecko do sufitu..niezaleznie od wieku. Z
                drugiej strny nie nakrzyczylbym na nikogo, nie zabrabym dziecka i nie wyszedl
                obrazony na swiat gdyby ktos po prostu popodrzucal malucha "nie wypuszczajac go
                z rak"..jezeli wiesz co mam na mysli...Przeciez do nieszczescie moze dojsc nawte
                kiedy mama, babcia, dziadek, taka trzyma dziecko na reku..potknei sie o cos i
                juz o wypadek nie trudno...
                Jak dla mnie istneije jedna zasada..." wszytsko mozna co nie mozna, byle z wolna
                i z ostrozna"..czyli..nie przeginajmy w zadna strona, a to co robimy robmy z
                umiarem i z "popmyslunkiem" - zarowno rodzice, jak i dziadkwoie, nielubiane
                tesciowe i kochane mamy.
                smile)

                • ciociacesia taa 04.11.09, 10:39
                  tylko ze obowiazkiem twpoim jako rodzica jest minimalizowac ryzyko wypadku i nie
                  narazac dziecka niepotrzebnie
                  dziadek odpowie jesli upusci, ale odpowiedza tez rodzice jesli byli przy tym i
                  nic nie zrobili zeby dziadka uswiadomic ze podrzucanie niebezpieczne jest
                  • camel_3d Re: taa 04.11.09, 12:01
                    a jak sie dziadek z dzieckiem na reku potknie o dywan czy cos na podlodze to kto
                    odpowie? Ryzyko jest wszedzie i na kazdym kroku...jak to ladnie si emowi "don´t
                    panic".
                • betty1213 Re: bo ty camel nie rozumiesz 04.11.09, 11:03
                  alez rozumiem, ze rodzice sa odpowiedzialni..ale pytanie cz ynp jezeli dziadek
                  upusci dzeicko to nic mu sie nie stanie? stanie, odpowie przed sadem, za
                  narazenie na smeirc..np.

                  No rzeczywiście argument ty masz być od tego żeby nie doprowadził do tego że
                  upuści to dziecko chyba że będziesz siedzieć i patrzeć upuści, nie upuści a
                  może upuści ..........
                  Skoro podrzuca a ty się boisz to zabierz dziecko nie będzie rosyjskiej ruletki
                  to ty jesteś za nie odpowiedzialna a nie liczyć potem na sprawiedliwość sądu bo
                  tam powiedzą że skoro widziałaś że może upuścić i nic nie zrobiłaś to o co ci
                  chodzi.
                  • camel_3d Re: bo ty camel nie rozumiesz 04.11.09, 12:03
                    a jakie masz gwarancje, ze niec si enie stanie jezeli dziadek lub babcia beda
                    nosili dziecko na rekach? przeciez moga sie potknac i przewrocic, smierc to ew
                    skutek tego.

                    • betty1213 Re: bo ty camel nie rozumiesz 04.11.09, 12:58
                      nie widzisz różnicy pomiędzy zwykłym noszeniem na rękach a podrzucaniem dziecka?
            • anettchen2306 Re: a ja czesciowo sie z camel_3d zgadzam 04.11.09, 10:28
              Moze camel niezbyt dokladnie czytal, ze chodzilo autorce o wowczas
              2 -czne niemowle, ktoremu czosnku i miodu sie nie podaje. Nawet, gdy
              mieszka sie w De smile (bo na kazdym sloiczku jest napisane, ze jest
              to produkt nieodpowiedni dla dzieci ponizej 1-go roku zycia). Co do
              zaborczosci (z odpowiedzialnoscia i wachowaniem nie ma nic
              wspolnego) rodzicow wobec wlasnego potomstwa zgadzam sie w
              zupelnosci. Zaczyna sie to juz w momencie narodzin potomstwa i
              problemu, jaki stwarzaja chcacy to potomstwo zobaczyc dziadkowie i
              inna rodzina, potem problem, kto zrobi zakupy, no bo z niemowlakiem
              isc do sklepu - bron Panie Boze. Potem az oczy bola od postow,
              typu "Maz chce zabrac MOJE dziecko na 2 dni do tesciowej - powinnam
              sie zgodzic?". Wiekszosc chyba w slepej milosci (tak, milosc potrafi
              zaslepic) zapomina, ze dziecko jest DOPELNIENIEM rodziny a nie jej
              pepkiem.
              Ja tez nie zgadzam sie w wielu kwestiach z tesciowa, roznica
              pokolen. Znakomita wiekszosc naszych tesciowych rodzila dziecko w
              poprzedniej epoce, moja 38 lat temu. Nie siedza one godzinami w
              necie, nie porownuja siatek centylowych, nie studiuja schematow
              zywienia, nie doszukuja sie alergii u swoich wnukow. Swoje
              doswiadczenie z niemowleciem opieraja jedynie na SWOIM
              doswiadczeniu. Moze zamiast obrazac sie na nie, zawczasu wytlumaczyc
              co i jak przy dziecku zrobic? Ze dziecko lubi te zupke a nie inna,
              ze lubi, gdy babcia robi "a kuku", ze od bigosu dostanie ciezkiej
              niestrawnosci... To, co dla nas mlodych oczywiste, moze byc dla
              starszych juz nie tak oczywiste. Moja tesciowa dala naszej
              polrocznej wtedy maludzie swoj "soczek" na odchudzanie
              (jakis "koktail molotowa"), no bo "mial tyle witaminek i bez cukru".
              Nie obrazilam sie, powiedzialam, ze to nie dla tak malych dzieci i
              zeby przeczytala, co jest napisane na etykiecie. Nie robilam
              problemu, gdy tesciowa dala malej (10 mcy) frytke, kawalek sznycla.
              Dziecko od tego kawalka nie umrze. Mala nie dostaje tego na codzien.
              Tesciowa pewnie tez by jej tak codziennie nie karmila. W zyciu sa
              wazniejsze problemy, niz tesciowa, probujaca "dogodzic" wnukom.
              Zrobcie liste rzeczy, ktore dziadkowie moga dac wnukom, wytlumaczcie
              pory, o ktorych dziecko ma dostac cos do jedzenia. Wtedy tesciowie
              nie beda eksperymentowac z bigosem, beda zajeci studiowaniem listy :-
              ))
              • ciociacesia owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 10:49
                na poczatku macierzyństwa jest ona wrecz naturalna i podyktowana hormonami. i wg
                mnie wystarczy jesli pod jej 'parasol' wpusci sie ojca dziecka. a majac
                swiadomosc jej istnienia i pochodzenia człowiek stopniowo odpuszcza i dopuszcza
                takze dalsza rodzine smile
                ale jest we mnie sprzeciw wobec takie niefrasobliwosci. traktwania dziecka jak
                rzecz, zabawke. i niech sie dziadkowie tez ciesza, przeciez dziecko nie umrze od
                frytki. moze bedzie płakac cała noc z powodu brzuszka, ale nie umrze. bo ja
                jednak wyznaje poglad ze dziecko od poczatku jest osoba. odrebna osoba ktora ma
                swoje humory, potrzeby i preferencje. i ktorej przez pierwsze miesiace zycia nie
                potrzeba nikogo poza mama i tata. a ze dziadkom potrzeba kontaktu z wnuczkiem i
                wnuczka - to kontakty powinny odbywac sie tak aby na pierwszym miejscu byl
                komfort dziecka. no ale jak ktos uwaza ze dzecko puki nie mowi jest warzywkiem
                to wiadomo ze podejscie do tematu bedzie miał inne
                • anettchen2306 Re: owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 11:03
                  "odrebna osoba ktora ma
                  > swoje humory, potrzeby i preferencje. i ktorej przez pierwsze
                  miesiace zycia ni
                  > e
                  > potrzeba nikogo poza mama i tata. a ze dziadkom potrzeba kontaktu
                  z wnuczkiem i
                  > wnuczka - to kontakty powinny odbywac sie tak aby na pierwszym
                  miejscu byl
                  > komfort dziecka."
                  No, wg niektorych to nawet tata jest zupelnie zbedny... bo mama
                  przeciez wie NAJLEPIEJ. Problem zaczyna sie wowczas, gdy trzeba cos
                  zalatwic samemu osobiscie, bez asysty dziecka. Wowczas trzeba
                  dziecko "oddac" dziadkom. I wtedy jest dopiero "dyskomfort" dla
                  dziecka, ktore dziadkow zupelnie nie zna... Zaborczosc spowodowana
                  hormonami w pol roku po urodzeniu dziecka? W to raczej rodzina nie
                  uwierzy. Nikt tu nie twierdzi, ze dziecko to warzywo lub traktuje je
                  jako zabawke. Pisalam o rozszadnym podejsciu do swego dziecka i do
                  tematu tesciow. Moich dzieci (10 lat i 2 lata) tez nigdy nie
                  traktowalam zabawowo. Nie ograniczalam jednak kontaktu z innymi
                  osobami, zwlaszcza z rodzina. Bo dziecko od poczatku powinno miec
                  poczucie, ze rodzina to cos wiecej niz mama i tata. Chyba, ze ty
                  zakladasz, ze takie niemowle to zupelnie nic nie rozumie i wszelakie
                  inne kontakty spoleczne mu nie sluza. ja z perspektywy bycia od
                  prawie 11 lat mama, smiem twierdzic zupelnie cos innego. a ten ped
                  do izolowania niemowlat od "rodziny" to w Pl jest zupelnie dzikim
                  pedem. Rozsadna matka wytlumaczy tesciowej, dlaczego to i tamto a
                  nie bedzie sie obrazac i zakazywac kontaktu. Dzieci nie sa ze szkla,
                  nie tluka sie tak szybko jak talerze czy szklanki. Nie psuja sie jak
                  zabawki na baterie. Mojej po jednej frytce nic nie bylo, pewnie jak
                  i milionom innych dzieci. Mam sie za jedna glupia frytke obrazic na
                  tesciowa? Mam nie oddac jej w opieke mojej corki, ktora babcie
                  uwilebia? Bezsens!
                  • ciociacesia ze niemowle to 'warzywko' 04.11.09, 11:14
                    to akurat słowa camela. wierz lub nie ale w pol roku po urodzeniu dziecko jest
                    jeszcze malutkie i nieporadne a karmiaca matka jak najbardziej jest jeszcze pod
                    wpływem hormonów smile znacznie mniejszy niz na poczatku ale jest.
                    wiem ze wg niektorych ojciec zbedny jest. jest to przegiecie, ale sama musiałam
                    walczyc z odruchem ze 'ja zrobie lepiej, ze ty nie dasz rady' wiec wazne zeby
                    wiedziec juz w ciazy ze taki mechanizm wystepuje bo tylko majac swiadomosc
                    problemu mozna mu stawic czoła
                    na poczatku wrecz dobrze jest odsunac troche babcie i dziadków - tak zeby
                    najpierw bez zbednych wpływów z zewnatrz ustalic sobie stosunki w nowej
                    rodzinie. a dziadków właczac i dopuszczac powoli.
                    i nie chodzi mi tu o zabranianie kontaktu (moze ograniczenie go rozsadne w
                    połogu) ale o to zeby od poczatku reguły były jasne - kto jest rodzicem a kto
                    dziadkiem.
                    co ja co ale tego ze nie doceniam roli dziadkow w zyciu dziecka to o mnie
                    powiedziec nie mozna. duzo mnie to kosztuje, bo płaszczyzna porozumienia miedzy
                    nami bardzo watła jest i powem sczrze ze wymarudzenie na forum bardzo mi pomaga
                    zachowuwac zimna krew w konktaktach na zywo
                    • anettchen2306 Re: ze niemowle to 'warzywko' 04.11.09, 11:45
                      Czesciowo masz racje, ale ogolnie obserwuje, ze w Pl zaborczosc i
                      nadopiekunczosc to duzy problem. Mamy pozwalaja laskawie zobaczyc
                      nowo narodzone dziecko dziadkom po uplywie 3-4 mcy. Dla mnie to jest
                      duze przegiecie. Pojscie do restauracji z niemowleciem - karygodne.
                      Dziecko latem bez czapki-uszatki niewyobrazalne. Do tego
                      dodac "diete matki karmiacej" tak na wszelki wypadek i wszystko to
                      razem daje zestresowana pelna schizm matke. Jak cieszyc sie
                      macierzynswtem skoro wszedzie wietrzy sie zagrozenie badz podstep?
                      Przyznam sie, ze za pierwszym razem moja mama miala wlasnie
                      takie "szklane" podejscie do wnuka i przerzucala je na mnie. Bylam
                      bardzo sotrozna, unikalam "niebezpieczenstw". Przy drugiej corce
                      postepowalam odwazniej. I dopiero tym drugim macierzynstwem w pelni
                      sie rozkoszuje: malude wszedzie od poczatku zabieralismy ze soba,
                      dziadkowie i inna rodzina odwiedzali nas juz w szpitalu. Mala
                      wkomponowala sie w nasze zycie, w nasza rodzine. Nie
                      podporzadkowywalismy jej calego swiata a raczej ten swiat
                      pokazywalismy. Mimo "bledow zywieniowych" tesciowej nie nabawila sie
                      alergii, nie choruje. Moze dlatego jest tak pogodnym i
                      bezproblemowym dzieckiem smile
                    • camel_3d Re: ze niemowle to 'warzywko' 04.11.09, 12:33
                      w pewnym sensie sie podpisze. chodzilo mi o to, ze taki maluch nie potrafi
                      kompletnie nic, nawet nie jest swiadomy spwjego istnienia. ozg dopiero sie
                      "tworzy", a dziecko jest kompletnie zdane na nas. Polroczne dziecko juz potrafi
                      obserwowac swiat, poznaje swoje cialo itd... jest ciagle bezradne, ale potrafi
                      komunikowac z nami za pomoca glosu, usmiechu, poznaje twarze itd...

                      i jezeli ciagle widzi tylko jedna twarz mamy i ew taty wieczorem, to nic
                      dziwnego, ze kiedy zobacz ytwarz babci ktora przychodzi raz na 3-4 tydnie (bo
                      tak jej wolno wink ) to placze...
                      • ciociacesia ty patrz 04.11.09, 12:44
                        a moje widzi babcie jeszcze zardziej (bo mieszka szmat drugi) i jakos nie
                        płakało. wystarczyło ze mama była w poblizu i ono z radoscia poznaje wtedy nowe
                        osoby, a babcie po 3 razach zapamietało
                    • joooooooana Re: ze niemowle to 'warzywko' 04.11.09, 19:32
                      ciociacesia napisała:
                      sama musiałam
                      > walczyc z odruchem ze 'ja zrobie lepiej, ze ty nie dasz rady' wiec
                      wazne zeby
                      > wiedziec juz w ciazy ze taki mechanizm wystepuje bo tylko majac
                      swiadomosc
                      > problemu mozna mu stawic czoła


                      Ten odruch, to naturasmile
                  • camel_3d Re: owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 12:29

                    >Bo dziecko od poczatku powinno miec
                    > poczucie, ze rodzina to cos wiecej niz mama i tata.


                    HOUGH!!! nic dodac nic ujac.
                    ja mam wrazenie, ze po prostu mamy takie czasy. W mieszkaniach nie ma juz calych
                    rodzin, mamy taty babci dziadka..itd..teraz sa tylko mama i tata.. i stad te
                    nieporozumienia. Kiedys bylo normalne, ze mama musiala wyjsc to z dzieckiem
                    zostawala babcia..teraz ..trzeba babcie zaprosic. kiedys bylo normalne, ze
                    babcia wieczorem siedziala w pokoju, czytala dzieciom bajki, lulala itd..a mama
                    mogla odpoczac. Teraz babcia musi telefonicznie ustalic termin kiedy moze
                    odwiedzic wnuczka/e bo..sie dziecko nagla wizyta jeszcze zestresuje..itd...
                • camel_3d Re: owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 12:26
                  > przeciez dziecko nie umrze o
                  > d
                  > frytki. moze bedzie płakac cała noc z powodu brzuszka, ale nie umrze.



                  w wieku 10 miesiecy??? w tym wieku to juz moj maluch jadl prawie to co
                  ja..tylko mniej przyprawione..lacznie z frytkami (bez soli), mielonym,
                  schabowym, watrobka..i innymi rzeczami. A jajecznica ze szczypiorkiem znikala w
                  ciagu minuty smile
                  skad wiadomo, ze dziecko rozboli brzuszek po frytce skoro nigdy nie jadlo?? a
                  dopoki nie sprobuje to nie bedziesz tego wiedziala..a skad wiesz, ze nie rozboli
                  go brzuszek bo kolejnym kroku w rozszerzaniu diety,..o np..gruszke (moj maluch
                  dostal wysypiki po gruszce)..
                  krok po kroku dowiadujemy sie wiecej o tym co lubi a czego nie lubi, co moze
                  jesc, a czego ni emoze jesc maluszek..ale od reki zakladac, ze tego nie moze BO
                  NIE...bo tak tabelki mowia..to chyba lekka przesada, prawda?

                  • ciociacesia bo po frytkach 04.11.09, 12:31
                    to i mnie brzuch boli. tłuste smazone. mniamniam. obowiazkowy punkt rozszerzania
                    diety.
                    nie wiem czy po kolejnej rzeczy dzieciaka brzuch nie rozboli dlatego daje mu
                    najpier łyzeczke dwie i sprawwdzam reackje. a pewnych rzeczy (jak frytki) po
                    prostu nie daje i juz bo po co?
                    • camel_3d Re: bo po frytkach 04.11.09, 12:35
                      ciociacesia napisała:

                      > to i mnie brzuch boli.

                      no widzisz..a mnie nie.. wiec jaka masz pewnosc ze toj maluch bedzie mial bule
                      brzucha?
                      maly dostal jedna frytke na sprobowanie... byla ok...nie bylo zadnych reakcji
                      wiec co jakis czas je frytki, al erzadko bo..ja nie przepadam za frytkami i nie
                      zamawiam jedzenia z frytkami smile)) lub bardzo rzadko..smile i jezeli juz to bez soli.


                      • ciociacesia nie potrzebna mi gwarancja ze sie pochoruje 04.11.09, 12:49
                        wystarczy mi brak gwarancji ze bedzie ok i fakt ze frytki sa szajsowym jedzeniem
                        całkowiciem zbednym w diecie. zwłaszcza diecie małego dziecka, o
                        nieukształtowanym jeszcze w pełni ukl pokarmowym. chyba ze wyznajesz poglad ze
                        ukl pokarmowy dojrzewa tak jak odpornosciowy - poprzez przechorowanie. sa tez
                        tacy co uwazaja ze dziecko leczy sie z alwergii poprzez systematyczne
                        wystawianie na alergen. no ludzie rozni sa
                        • anettchen2306 Re: nie potrzebna mi gwarancja ze sie pochoruje 04.11.09, 13:18
                          Wybacz, ale idac tokiem twego myslenia, to kazda matka karmiaca
                          powinna stosowac diete przez caly okres karmienia, tak na wszelki
                          wypadek. No bo przeciez moze zaszkodzic... bo dziecko z pewnoscia
                          kolki dostanie ... lepiej chronic je, umartwiajac sie i zywic sie
                          dalej tylko gotowanym ziemniakiem i kurczakiem. Moja mala zle
                          reagowala na jablka, ktore niby maja "gwarancje, ze bedzie ok".
                          Frytka przygotowana samodzielnie w domu, na dobrym jakosciowo
                          tluszczu (lub nawet upieczona w piekarniku z niewielka iloscia
                          tluszczu) nigdy nie wplynela na zdrowie moich dzieci. Frytka to
                          ziemniak. Upieczenie ziemniaka w piekarniku nie spowoduje, ze
                          przestanie byc ziemniakiem. Nie oznacza to, ze kroluje w postaci
                          frytki na talerzu. Nie robie jednak z niej problemu, gdy moje
                          dzieciaki od swietego dzwonu ja zjedza. Odzywiaja sie wystarczajaco
                          roznorodnie. Nie pieke chleba w obawie przed konserwantami, nie
                          kupuje codziennie marchewki w bio sklepie. Nie mam zaprzyjaznionego
                          gospodarza hodujacego dla mojego dziecka kure na rosol. Wszystko
                          jest dla ludzi. Jak mam byc "pewna", ze cos szkodzi mojemu dziecku/
                          nie szkodzi jezeli tego nie podam? Jak moge stwierdzic, ze po
                          czosnku moje dziecko bedzie mialo piersiowstret przez dwa dni, skoro
                          go nie jem? Moje nigdy nie mialy. Dzieci moich znajomych tez nie.
                          • ciociacesia ok. dziecko jest ze mna spokrewnione 06.11.09, 22:20
                            jesli mi cos szkodzi nie bede sprawdzac na dziecku czy przypadkiem nie jest
                            wyrodkiem i jemu nie szkodzi. nie widze sensu na tym etapie. bez popadania w
                            przesade. owszem jak mloda miala 3 mies katowalam sie jeszcze dieta. nie była
                            ekstremalnie restrykcyjna ale ogolne zalecenie - lekkostrawnie i bez szalenstw
                            smakowych.
                    • marina0706 Re: bo po frytkach 04.11.09, 12:37
                      eno ciociacesia, nic sie kobieto nie znasz, dziecko musi spróbowac
                      do 2 lat wszystkiego niewazne zdrowe czy niezdrowe, łyczek piwka nie
                      zaszkodzi a z rana naparsteczek winiaczku jak mleczko działa heheh.
                      zbytnie wyluzowanie w tym temacie mnie po prostu wku...a mówiąc
                      powaznie.
                      • camel_3d Re: bo po frytkach 04.11.09, 12:39
                        ale zbytnia przedada w ostroznosci chyba tez najlepsza nie jest?
                        • marina0706 Re: bo po frytkach 04.11.09, 12:40
                          no i zas sie dyskusja rozwinie co mozna a nie mozna ło Boszzzz.
                          dziecko jest wczesniakiem, alergikiem itp wiec matka wie co dla
                          niego dobre i juz!
                  • marina0706 Re: owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 12:43
                    camel jak tak dalej pojdzie to na tej diecie wyhodujesz następnego
                    niemieckiego grubaska ehehehe. paś go chłopie frytami i schabowym a
                    jakze potem mu załatw zwolnienie z w-f aaaa o coli nie zapomnij,
                    ponoc w małych ilosciach dla niemowlaków tez dobrze robi hie hie hie
                    • anettchen2306 Re: owszem zaborczosc sie zdarza 04.11.09, 13:24
                      Otylosc w krajach tzw. Europy Zachodniej dotyczy praktycznie zawsze
                      biedoty. To tak na marginesie. Chodze z moja maluda na zajecia do
                      niemieckiej Krabbelgruppe. Nie zauwazylam, by ktorekolwiek z nich
                      mialo oponkowate ksztalty. W odroznieniu od dzieci polskich
                      kolezanek, ktore baaaaardzo pilnuja centyli. Moje dziecko mieszkajac
                      w Pl dawno by juz dostalo skierowanie na tasiace badan, bo w wieku 2
                      lat wazy "zaledwie" 11 kg a ja podejrzana, ze glodze dziecko smile Tu,
                      gdzie mieszkam nikt nie ma schizy na punkcie frytki czy danonka.
                      Dzieci rosna szczesliwe, samodzielne. Nie znam osobiscie zadnego
                      niemieckiego dziecka z nadwaga. Jezeli rodzic rozumny, to dziecko
                      tez bedzie chowal rozumnie.
        • betty1213 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 10:56
          camel_3d napisał:

          > betty1213 napisała:
          >
          > > Tak sobie myślę jeszcze że mój tato też nie lepszy i ma szatańskie pomysł
          > y ale
          > > właśnie jak coś takiego wychodzi zabieram dziecko i wychodzę
          >
          > zabierasz wiaderko i foremki i obrazona wychodzisz z piaskownicy??
          > przeciez z toba tez sie bawil..i zyjesz..

          Tak wychodzę, bo jeśli wyraźnie powiem że czegoś zabraniam a mimo to nic sobie z
          tego nie robią to po prostu wychodzę i tłumaczenie nic tutaj nie daje uwierzcie
          nie mam zamiaru patrzeć aż stanie się coś złego żeby powiedzieć a nie mówiłam
          żeby tak nie robić?
          Do nieszczęścia czasem naprawdę mało brakuje nie mam zamiaru czekać z założonymi
          rękami, to ja wychowuje moje dziecko i ja wybieram z tego nawału informacji co
          uważam że jest dla niego dobre a co nie a inni powinni to uszanować.
    • katia.seitz Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 12:11
      W kwestii opalania niemowląt - moja dermatolog twierdzi, iż nie powinno się
      pozwalać dzieciom na opalenie się do ukończenia 2 roku życia. Największy wpływ
      na pojawienie się czerniaka w dorosłym wieku mają oparzenia słoneczne nabyte w
      dzieciństwie, zwłaszcza wczesnym! Lepiej więc dmuchać na zimne.

      Olgierd,
      Akari i Netinka
      • marina0706 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 12:35
        uuuuu odważna jestes, zaraz cię tu zaatakują mocno wyluzowane matki
        które w dupie mają takie teksty i opalony bobas dla nich to podstawa
        udanych wakacji. szok!!!!!
    • mor_lena Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 12:36
      Ja w ogóle nie rozumiem kwestii. Abstrahując od tego, czy autorka
      jest przewrażliwiona czy też nie, jeśli
      wujek/ciocia/babcia/dziadek/sąsiad/listonosz robi z moim dzieckiem
      coś, czego absolutnie nie akceptuję, a nawet uważam za niebezpieczne
      czy szkodliwe dla dziecka - reaguję. I już. Takie moje rodzicielskie
      prawo, a nawet obowiązek.

      Dziwią mnie też argumenty "a mój to jak miał 3 tygodnie to zjadł
      bigos i schabowego i nic mu nie było". A ja znam przypadek, gdzie
      dziecko, i to roczne, trafiło do szpitala z obrzękiem krtani, bo
      babcia podała mu mleko, na które było silnie uczulone. Babcia była o
      tym uprzedzona, ale przecież "mleko takie zdrowe, no co mu się może
      stać?".

      Nie wszyscy są spod jednej sztancy, ot co. Jednemu coś zaszkodzi,
      innemu nie, jeden pochwala podrzucanie niemowlakiem czy zjaranie go
      na słońcu, drugi nie - i należy to respektować. I tyle.
      • marina0706 Re: Podrzucanie niemowlaka...czyli... 04.11.09, 12:39
        wreszcie głos rozsądku! od tego trza było tą dyskusję zacząc ze Ty
        jestes matką i to Twoje dziecko i jestes za nie odpowiedzialna bo
        dziadki tyłki zabiorą i czesto to Ty sie musisz uporac z chorobą
        dziecka, bólem brzuszka czy innymi rzeczami. Ty wiesz co dla dziecka
        najlepsze i juz!
Pełna wersja