Metoda Ferbera - nie dam rady!

13.11.09, 12:37
Mały zaraz kończy 5 miesiąc. Mamy dwa problemy: nie umie sam zasypiać i budzi się bardzo często (4-5 razy) na nocne krótkie karmienia. Usypia tylko na rękach(u taty), albo przy piersi (u mamy). Próbowaliśmy wczoraj wieczorem Ferbera: zasnął po 40 minutach płaczu (różnego, od ryku do marudzenia), sam przewrócił się na brzuszek (tak woli spać) i spał 4 godziny, potem porządnie nakarmiłam, usnął przy piersi, odłożyliśmy i znów 4 godziny, ale potem znów się obudził, zgodnie z książką nie karmiłam (bo przecież zjadł z obu piersi wcześniej), tylko znowu Ferber, zasnął po 20 minutach płaczu. Ale tym razem to już i ja prawie płakałam, mąż był spokojniejszy. I po tych breweriach płaczowych obudził się o 9! Ale, choć to może urojenia, patrzył na mnie inaczej, mniej radośnie, jakby bał się że go nie wyjmę z łóżeczka, i nie przytulę. Emocjonalnie ten Ferber to dla mnie trauma, dla dziecka podejrzewam że też. Próbowałam jeszcze teraz w dzień go tak uspać (być już spiący i zmęczony zabawą, nakarmiony), ryczał (!!!) 40 minut, czerwony, spocony i nie wytrzymałam tego widoku i jego spojrzenia, i wyjęłam. Płakał jeszcze na rękach, uspokoił się dopiero przy piersi, pojadł, i zasnął. Nie będę stosować tego Ferbera, bo za bardzo boli! Może mały z czasem nauczy się zasypiać w łóżeczku, a na razie skupię się raczej na zredukowaniu nocnych karmień. Co sądzicie?
    • ciociacesia nie dla mnie wszelkie febery 13.11.09, 12:48
      i inne podobne. ale mi nie zalezy zeby dziecko samo usypialo, wiec sie nie znam
      • pagaa Re: nie dla mnie wszelkie febery 13.11.09, 12:57
        nie znam tej metody, znajoma usypia metodą 3,5,7 najpierw po 3 min ryku idzie
        uspokoić, potem po 5 potem po 7 i podobno śpi..hmm dla mnie to jakoś nie bardzo,
        bo co to za spanie, mały pada wykończony rykiem i tyle. super dzieciństwo nie ma
        co.mojego kiedyś położyłam do łóżeczka jak był bardzo śpiący, pogłaskałam,
        powiedziałam dobranoc i zasnął, pomarudził sobie cichutko ok 15 min, takie
        gaworzenie bardziej a nie płacz i tyle, zobaczył, że się da i od tamtej pory sam
        zasypia, kładę go jak jest zmęczony i już po chwili śpi, czasem jak mu nie
        wyjdzie to zawoła, biorę go na chwilkę, robię ciiiiiiiiiiiiiiiiiii i odkładam i
        już zasypia spokojniejszy. to się zmienia w czasie skoków, bo wdy cały świat do
        góry nogami;P ale potem wraca do normy.może gdyby tak łądnie nie zasypiał, to
        miałabym dość i spróbowała wszystkiego włącznie z tym faberem czy jak mu tam,
        ale póki co jestem przeciwna.
    • duzeq Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 13:02
      Sadzimy, ze stosowanie Ferbera u 5-miesieczniaka karmionego piersia
      jest niewlasciwe, szkodliwe i ze sama to czujesz.
      Jak Ci bardzo zalezy na tym (albo partnerowi twojemu), zeby dziecko
      spalo w lozeczku, to naucz go tego metoda malych kroczkow. Ale moze
      nie teraz, 5-miesieczniak to jeszcze malizna.
    • budzik11 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 13:03
      To chyba najgorsza metoda z możliwych. Nawet T. Hogg pisała żeby nie
      "ferberyzować" dzieci, o ile pamiętam, to sam Ferber się wycofał ze swojej metody.
      Masz rację, taki przedłużający się stres i płacz to trauma dla dziecka. Niedawno
      przepisałam kawał mądrej książki - cytat nt płaczu i pocieszania płaczącego
      dziecka, wkleję go jeszcze raz, bo warto wiedzieć, co się z dzieckiem dzieje i
      jakie to ma konsekwencje:
      Kilka cytatów z książki "Mądrzy rodzice" Margot Sunderland (str. 38-45). Dla
      tych, którzy uważają, że można dziecko zostawiać do wypłakania się.
      Cytat
      "Każdy atak paniki oznacza, że mózg dziecka jest zalewany przez substancje
      chemiczne związane ze stresem. Substancje te jako takie nie są niebezpieczne,
      lecz sytuacja wygląda inaczej, jeżeli pozwoli się im krążyć w mózgu przez długi
      czas przy okazji przedłużającego się płaczu, gdy nikt nie traktuje paniki
      dziecka poważnie i nie pociesza go. Dystansowanie się od cierpienia dziecka, bez
      względu na to, co się pisze w podręcznikach dotyczących układania dziecka do
      snu, albo co gorsza, reagowanie na płacz dziecka złością (choć czasem mielibyśmy
      na to ochotę), nigdy nie jest właściwe.
      Przedłużający się płacz
      Wyjaśnijmy to na początku - to nie płacz jest przyczyną. Chodzi tu o
      przedłużające się cierpienie i brak pocieszenia. Dlatego też nie opowiadam się
      za pędzeniem do dziecka, gdy tylko jego dolna warga zacznie drżeć, albo po
      krótkim, trwającym kilka minut wybuch płaczu w ramach protestu (spowodowanego na
      przykład tym, że nie dostało ulubionej czekoladki). Przedłużający się płacz to
      taki, w którym każdy wrażliwy rodzic (a w zasadzie każdy człowiek wrażliwy na
      cierpienie innych) rozpozna rozpaczliwe wołanie o pomoc. Jest to rodzaj płaczu,
      który trwa bardzo długo. Dziecko przestaje wreszcie płakać, gdy jest całkowicie
      wyczerpane i zasypia lub gdy rozumie, że nie otrzyma pomocy.
      Jeżeli pozwala się dziecku płakać w ten sposób zbyt często, może to wpłynąć na
      system radzenia sobie ze stresem przez całe życie.
      Istnieje wiele naukowych badań przeprowadzonych na całym świecie, w których
      wykazano, w jaki sposób stres z wczesnych lat życia może powodować trwałe,
      negatywne zmiany w mózgu dziecka - może wykształcić się nadreaktywny system
      reagowania na stres, który będzie oddziaływał na człowieka przez całe życie.
      Może to oznaczać, że percepcja świata i zdarzeń będzie nasycona poczuciem
      zagrożenia i lęku, nawet w idealnie bezpiecznej sytuacji.

      Jeżeli dziecko płacze samotnie w pokoju:
      - jego mózg zalewają wysokie stężenia hormonów stresu
      - następuje spadek poziomu opioidów (substancji chemicznych wzbudzających
      uczucie dobrego samopoczucia)
      - mózg i system reagowania na stres mogą stać się nadreaktywne
      - w mózgu aktywowane są ścieżki bólu, podobnie jak w przypadku fizycznego
      zranienia się.

      Co dzieje się w mózgu twojego dziecka?
      Żaden rodzic nigdy by nie pomyślał o pozostawieniu dziecka w pokoju pełnym
      toksycznych oparów, które mogłyby uszkodzić jego mózg. A mimo to wielu rodziców
      zostawia dziecko w stanie przedłużającego się cierpienia i nie pociesza go, nie
      wiedząc o tym, że jego mózg zalewają toksyczne, zagrażające mu hormony stresu.
      Wcześniejsze pokolenia rodziców pozwalały dziecku płakać, by "ćwiczyło płuca" i
      nie miały pojęcia, jak bardzo podatny na działanie stresu jest jego mózg. U
      płaczącego dziecka nadnercza wydzielają hormon stresu zwany kortyzolem. Jeżeli
      dziecko jest uspokajane i pocieszane, poziom kortyzolu spada, lecz gdy pozwala
      mu sie płakać, wysoki poziom sie utrzymuje. Jest to potencjalnie niebezpieczna
      sytuacja, gdyż ilość kortyzolu może osiągnąć toksyczny poziom i uszkodzić
      kluczowe struktury oraz systemy rozwijającego się mózgu. Kortyzol jest wolno
      działającą substancją, której stężenie może utrzymywać się przez wiele godzin, a
      u osób dotkniętych depresją - nawet wiele tygodni.
      (...)
      Co się dzieje, gdy dziecko płacze
      Gdy dziecko płacze intensywnie i rozpaczliwie, jego układ jego układ pobudzenia
      organizmu, czyli autonomiczny układ nerwowy (który nadal rozwija się po
      urodzeniu) jest daleki od równowagi. W chwili cierpienia układ pobudzenia (zwany
      "sympatycznym") jest nadaktywny, a układ "przywspółczulny" ("parasympatyczny",
      związany ze spokojem i koncentracją) dezaktywowany. To oznacza, że ciało dziecka
      jest gotowe do działania, reakcji "uciekaj albo walcz", bowiem do krwi jest
      uwalniany wysoki poziom adrenaliny. Przyspieszeniu ulega akcja serca; zwiększa
      się ciśnienie krwi i potliwość; napinają się mięśnie; oddech jest szybszy i
      maleje apetyt (układ trawienny oszczędza krew i energię, by można było
      przygotować mięśnie do działania). Powrót do równowagi zależy od ciebie.
      Pocieszanie dziecka pobudza nerw błędny, który należy do "spokojnej i
      zrelaksowanej" parasympatycznej części autonomicznego układu nerwowego. Im
      zywiej reagujesz na dziecko, tym lepiej regulujesz jego układ pobudzenia
      organizmu i tym trwalszy będzie twój wpływ.

      Niebezpieczeństwa nadmiernego pobudzenia

      Gdy uspokajasz cierpiące dziecko, regulujesz funkcjonowanie jego autonomicznego
      układu nerwowego. Badania pokazują, że w przypadku niezaspokojonej potrzeby
      pocieszania i braku reakcji emocjonalnej, układ ten może z czasem być
      przygotowany do stanu nadmiernej pobudliwości organizmu. To może sprawiać, że
      życie staje się stresujące i wyczerpujące. Może to prowadzić do wszelkiego
      rodzaju fizycznych dolegliwości w późniejszym życiu: przykładowo problemów z
      oddychaniem (np. astma), chorób serca, zaburzeń łaknienia i trawienia, problemów
      ze snem, wysokiego ciśnienia krwi, ataków paniki, napięcia mięśni, bólów głowy i
      chronicznego zmęczenia. (...)
      Wielu rodziców, nie wie o tym, że układ pobudzenia organizmu u dziecka rozwija
      się nadal po urodzeniu i że jest wyjątkowo wrażliwy na stresujące wydarzenia,
      takie jak płacz w samotności. Zatem zostawianie dziecka, by "się uspokoiło",
      może mieć długotrwały, niekorzystny wpływ na jego ciało i mózg. Dziecko nie
      potrafi przywrócić autonomicznego układu nerwowego do stanu równowagi; możesz
      tego dokonać tylko ty."


      Co do samego zasypiania - co w tym złego, że dziecko zasypia przy piersi? Jest
      szybko, bezstresowo i przyjemnie (mój 2-latek nadal tak zasypia).
      Co z tego, że "niedawno" (jak niedawno?? 4 godziny temu!) jadło z obydwu piersi?
      Piersią karmi się na żądanie, a nie wg książki czy zegarka!
      Nie czytaj a zwłaszcza nie próbuj wcielać w życie głupich poradników,
      krzywdzących i ciebie i dziecko. Sama czujesz, że robisz mu tym krzywdę.
      • barbarka.1 do budzik11 16.11.09, 12:15
        budzik11 napisała:

        > To chyba najgorsza metoda z możliwych. Nawet T. Hogg pisała żeby
        nie
        > "ferberyzować" dzieci, o ile pamiętam, to sam Ferber się wycofał
        ze swojej meto
        > dy.

        A skąd wiesz że się wycofał?? Gdzie znajde info na ten temat??
    • katka_tk Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 13:07
      Nauczyłam spać małą w łóżeczku metodą T. Hogg. Ani ja ani ona chyba nie mamy
      traumy, bo żadna z nas nie płakała. Jak jest chora, idą ząbki czy skok to biorę
      na ręcę, usypiam i odkładam. Najważniejsze, żeby dziecko czuło się bezpieczne.
      Aha duzo mówię do dziecka. Opowiadam mu o o łóżeczku, misiach, poscieli itd.
      Zaczęłam naukę w 5 miesiącu i 3 tyg. trwało jakieś 2 tyg.
      • mak-111 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 13:20
        nie nauczylam corki zasypiac samej.najpierw spala u nas w lozku-
        czasem ja odkladalismy, czasem nie, potem zaczela spac w
        swoim.zawsze ktores z nas jest przy nej dopoki nie zasnie-siedzimy
        lub lezymy obok, w tle leca kolysanki. czasem do nas przychodzi w
        nocy, a czasem wystarczy chwilke przy niej pobyc by znow zasnela u
        siebie. wg mnie jest ok, a ma juz 5 lat!!!nie widze nic zlego w tym,
        ze przed snem jestesmy blisko. teraz bedziemy miec synka i pewnie
        bedzie tak samo, choc licze sie z tym, ze moze na poczatku oboje
        beda chcieli z nami spac.mi to nie przeszkadza.natomiast placzu i
        poczucia winy bym nie zniosla.
        • anusja80 Macie rację! Precz z Ferberem! 13.11.09, 13:24
          Wydawało mi się, że ja sama może za głupia jestem i że warto spróbować książkowo. Ale nie warto. Koszt jest za wysoki. A ja chcę żeby moje dziecko było szczęśliwe i czuło się bezpieczne. Macie rację. Trzeba małymi kroczkami. Dzięki.
          • ilsa32 Re: Macie rację! Precz z Ferberem! 13.11.09, 13:55
            Nie mogę pojąć postępowania niektórych mam. Jak w ciąży to dzidzia,
            fasolka. Nie jedzą śnmieciowego żarcia nie piją coli nie farbują
            włosów, byleby nie zaszkodzić dziecku. Jak tylko się urodzi to
            szukają rytmu dnia u tygodniowego dziecka, lub zostawiają w łóżku i
            uczą samodzielnego usypiania, a małe ryczy.
            Jak nie Hogg to Ferber.
    • atucapijo Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 14:15
      u nas sie udawalo metoda lezenia obok na lozku, bez brania na rece,
      ale trwalo to moze z miesiac, jak maly sie nauczyl przewracac z
      plecow na brzuch, to sie i skonczylo, mial ok 4 mce. Teraz jest
      jeszcze gorzej - rusza sie tak szybko i tak duzo, ze przez to nei
      zasnie.biega po lozeczku an czworaka, albo na nogach, czasami zle
      wymierzy i zgwizdnie w ucho o szczebelki, ufff. czasami placze, jak
      juz jest mega zmeczoy, i wtedy nie ma bata, trzeba wziac na rec,e
      pokarmic, pospiewac. ja bym chciala go nie usypiac, ale widze ze sam
      nie umie, ile by go nie zostawic. pare dni temu zdarzylo sie, ze
      wpadl w panike, i bezdech, i do dzis nie wiem, o co chodzilo, faktem
      jest, ze z dwojga zlego wole go potrzymac na reku bez placzu, niz
      czekac 2 h az usnie wykonczony...
      na razie umie sam zasnac, jaksie obudzi w nocy, tylko jak spi ze mna
      w lozku.... umiecie to zmienic???? bo dostaje za duzo kopòw...
      • atucapijo Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 14:17
        aha - moj pediatra poleca ferbera, bo dziecko "musi sie nauczyc, ze
        sie nie przylatuje na kazde zadanie". przejelam sie, dopoki sie nie
        dowiedzialam, ze nie ma wlasnych dzieci....
        latwo radzic, jak sie nigdy nie przezylo godzinnego placzu...
    • malpa513 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 14:23
      no pewnie ze sie kiedys nauczy, lepiej moze jakos spokojniej bez
      takich scen, nie kazde dziecko sie nadaje na takie metody, moje
      dziecko nigdy samo nie zasypialo, teraz ma 3 latka i przed snem
      czytamy jej, ja albo mąż jakies 10-15 minut i mala spi do rana, nie
      widze problemu zeby poswiecic dziecku te pare minut przed snem, ja
      bym skupila sie raczej na tym zeby dziecka nie lulac na rekach ani
      nie usypiac przy piersi tylko spróbowac zeby zasypialo w swoim
      łózeczku a Ty np. trzymaj je za rączke, opowidaj bajke labo głaskaj
      delikatnie po policzku, no i karmienia nocne mozna zastepowac z
      czasem np. herbatką ale pół roczne dziecko ma prawo jeszcze byc
      głodne w nocy
    • archeopteryx Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 13.11.09, 14:28
      Ja też miałam pomysły żeby nauczyć samodzielnego zasypiania jak
      Młoda będzie mieć kilka miesięcy. Olałam to. Mała najpierw zasypiała
      przy piersi, spała ze mną w łożku. Później zasypiała przy piersi, a
      następnie odkładałam ją do łóżeczka. Obecnie ma 7,5 miesiąca,
      zasypia przy butelce (już nie karmię piersią) w 15 minut. Jak nie
      zaśnie to odkladam ją do łóżeczka, głaskam, bujam łóżeczkiem (jest
      na kółkach), podaję łyczek wody, a w tle cały czas są włączone tzw.
      odgłosy natury - śpiew ptaków, cykanie świerszczy itp. Uspanie
      rzadko trwa dłużej niż 20 minut. Jest nam dobrze tak jak jest, ani
      my ani nasza córeczka nie musimy przeżywac stresów. Sądzę, że tak
      jak przyszedl czas na spanie we własnym łóżeczku, przyjdzie również
      czas na samodzielne zasypianie.
    • gggosia79 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 15.11.09, 15:59
      Jestem mamą od maja. Przyjęłam zasadę od pierwszego dnia życia żADNEGO
      ZASYPIANIA NA RĘKACH TYLKO SAMODZIELNE. Męczyłam się dwa miesiące ale jak mały
      zaskoczył tak od lipca nie wiem co to znaczy ryk po wieczornym karmieniu. Mały
      jest kąpany o 19tej, karmiony modyfikowanym a po 20 minutach śpi. Nigdy nie
      zostawiałam mu zapalonej lampki nocnej - także i pod tym względem jest super bo
      nie boi się ciemności. O 5 tej dostaje znowu mleko i tak śpi do 8 smile Fakt
      pierwsze dwa miesiące były koszmarne, płakał, ja wchodziłam do pokoju
      uspokajałam i tak potrafił dwie godziny ale nauczył sięsmile teraz spodziewam się
      drugiego dziecka i nie wyobrażam sobie aby było z nim inaczej. Pozdrawiam i
      życzę wytrwałoścismile
      • emka_waw Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 10:26
        Fakt
        > pierwsze dwa miesiące były koszmarne, płakał, ja wchodziłam do
        pokoju
        > uspokajałam i tak potrafił dwie godziny ale nauczył sięsmile

        Toż to regularny sadyzm był. Nie katuj kolejnego dziecka w ten
        sposób.
    • gosiaczek265 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 15.11.09, 16:24
      Nie znam tej metody ale wydaje mi się, że należało zdecydować się
      zaraz po urodzeniu czy ma spać w łóżeczku i samo zasypiać czy nie.
      Moja starsza córka (dziś 15 lat) zasypiała sama, syn (dzisiaj 9 lat)
      spał ze mną aż do 4 roku życia. Maleństwo (dwa mies i tydz) zasypia
      w łóżeczku i tam śpi. Przykładam mu pieluszkę do buzi i zasypia. jak
      zaśnie pieluszkę zabieram.
      • meggi502 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 11:24
        tak jak pisze gosiaczek265 trzeba było zdecydować się od razu, a nie
        teraz w dodatku w taki sposób UCZYĆ tak malutkie dziecko i
        przewracać mu świat do góry nogami. nie zniosłabym takiego płaczu i
        dziwie sie, że potraficie to wytrzymać. to sadyzm jak ktoś słusznie
        zauważył. moje bliźnięta skończyły 3 miesiące i zasypiają same w
        swoich łóżeczkach i a początki też były różne. do wszystkiego można
        dojść cierpliwością, spokojem i bez płaczu a nie tresurą jak w co
        niektórych przypadkach.
        • barbarka.1 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 12:11
          Widać dziewczyny, że nie macie pojęcia co to znaczy jak maluszek nie
          umie sam zasypiać i budzi się bardzo często w nocy. Ja mam ten sam
          problem bo mój synek niestety nie ma spania. Zaopatrzyłam się w
          ksiażke "Każde dziecko może nauczyć się spać" i tam spotkałam się z
          tą metodą. Ciężka przyznaje i narazie nie odważyłam się na nią. Dwa
          razy próbowałam go uspać w ten sposób ale tylko pozwoliłam na 15
          minut płaczu i udało się zasnąć. Ale narazie zrezygnowałam bo
          kolejne razy nie wychodziły a nie będę dziecka torturować.
          Dodam, że gadżety typu pieluszki, misie, kołysanki, głaskanie na
          mojego synka nie działają niestety sad
          • meggi502 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 12:39
            widzisz barbarka.1 ja mam pojęcie, bo ze starszakiem też miałam
            problemy, ale uważam że ze wszystkiego można wyjść, ale nie w taki
            sposób! sory, ale dla mnie takie metody są chore. mój starszak
            zaczął zasypiać we własnym łóżeczku jak skończył rok. wcześniej nie
            dało rady i doszłam do wniosku, że skoro sama go tak przyzwyczaiłam
            to teraz mam. a nie na zasadzie pstryk i od teraz zasypiasz sam.
            powtarzam, że cieprliwością i spokojem można zdziałać cuda i wiem to
            sama po sobie. a u niektórych widzę, że to działa na zasadzie: nic
            na siłę-wszystko młotkiem. bo to, że teraz takie macie problemy to
            tylko i wyłącznie wasza wina i tyle. i naprawde są innego sposoby
            niż te, o których tu mowa.
            • barbarka.1 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 13:08
              być może.To moje pierwsze dziecko i już wiem czego będę się
              wystrzegać przy drugim, ale tymczasem mam problem i szukam
              rozwiązań.Też nie jestem za tę metodą ale rozumiem osoby które po
              nią sięgają żeby spróbować.Ważne żeby robić wszystko z rozsądkiem i
              w pore się wycofać.Mi tę książkę poleciła lekarka! A wystarczy
              spojrzeć na portale sprzedające, ile jest chętnych na kupno wink
              A czy starszaka też uczyłaś zasypiania samodzielnego?? Ja sie
              martwie bo mój synek zasypia przy piersi ale zbliża się rychły
              koniec karmienia naturalnego dlatego myśle o tym.
              • meggi502 Re: Metoda Ferbera - nie dam rady! 16.11.09, 13:41
                też uczyłam samodzielnego zasypiania i nie było łatwo. nie wiem w
                jakim wieku jest Twój brzdąc, ale ja obudziłam się tez jak autorka
                wątku gdy mały miał pół roku. ale nie dałam rady i nie chciałam na
                siłę z nim walczyć. stwierdziłam, że dopóki karmię piersią to sobie
                odpuszczę. karmiłam do 8 miesiąca. jak karmiłam wieczorem to
                zazwyczaj na leżąco i młody odjeżdżał, to po chwili jak dobrze usnął
                to odkładałam do łóżeczka. jak skończyłam karmienie to też z nim
                leżałam jak pił butelkę ale wtedy już przekładałam go kiedy był tak
                przytomny pół na pół. po jakimś czasie pił mleko i odjeżdżał w swoim
                łóżeczku. nie zawsze tak się udało że usnął przy mleku, ale wtedy
                nigdy nie wyjmowałam z łóżeczka. jak się podnosił to kładłam
                spowrotem i tak w kółko aż się zmęczył i usnął smile zazwyczaj po 10
                razie wygrzebywania się z betów i wstania miał już dosyć. i też nie
                mówiłam do niego prawie wcale i zawsze siedziałam w pokoju aż uśnie.
                często kukał i sprawdzał czy jestem i kładł się spowrotem i wreszcie
                usypiał. póżniej jak był troszkę starszy to czytałam bajki i usypiał
                nie wiem kiedy smile tylko widzisz zajęło mi to sporo czasu. ale to
                było moje pierwsze, jedyne wtedy dziecko i nie szkoda było mi
                poświęcić pół godziny i godzinę na to by spokojnie zasnął. życzę
                powodzenia i wytrwałości a przede wszystkim cierpliwości smile buziaczki
Pełna wersja