passion-fruits
12.12.09, 15:01
Witam. Jest ciężko, bardzo.
Mam 6 tygodniowe niemowlę. Od pierwszych dni dziecko zajmuje mi cały, DOSŁOWNIE cały czas! Nie sprzątam, nie gotuję, nie wychodzę, gdyby nie mama musiałabym chyba nie jeść i nie korzystać z łazienki.
Gdyby nie wsparcie męża (dla którego nie mam chwili czasu) może wszystko skończyło by sie bardzo źle, bo miałam dwa dni załamki totlanej i czarne myśli.
A jest tak: Mały sypia krótko, niewiele i bardzo nieregularnie. Jedynie od ok 21 do 1 w nocy mogę liczyc na w miare pewny sen, ale i tak usypiam go w wózeczku bujając przez godzinę bo inaczej nie zaśnie. Karmię go i piersią i butelką, bo mam mało pokarmu (depresja poporodowa w niezłym wydaniu - efekt brak mleka). Jak nie śpi i nie je to płacze. A przy piersi wciąż chce być. Jestem wrakiem: niewyspana, niezadbana, zdruzgotana, kręgosłup mi juz prawie siadł.
Od półtora miesiąca czas się zatrzymał i tkwię w jakimś koszmarze.
A miało być tak pięknie!
Gdy słyszę opowiesci o tych aniołkach co to jedzą i śpią po 5 godzin to krew mi sie ścina w żyłach.
Więcej dzieci nie planuję. Jeśli przeżyję i to jedno jakimś cudem uda mi się wychować to mam nadzieję, że przyjdą czasy że mi to jakoś wynagrodzi. Na razie - bagno.
Pozdrawiam mamy.