chi-li
14.12.09, 23:36
Witam Forumowiczki i Forumowiczów. Mam w domku siedmiotygodniowego Synka. To
moje drugie dziecko, ale czuję się jakbym miała pierwsze, bo pierwsze było
takie spokojne, że nie wiedziałam że mam dziecko

Teraz padam z nóg, ledwo
na oczy widzę, odkąd urodziłam, prawie nie sypiam. Momentami jestem na granicy
wytrzymałości fizycznej. Głównie chodzi o to, że Malec nie umie zasnąć. Za nic
na świecie sobie nie radzi. Doszło do tego, że chętnie go nawet ponoszę, byle
by tylko nie płakał i nie wił się na rękach jak wąż. Wózek - parzy w pupkę,
leżaczek - najdłużej posiedzi w nim 5 minut, łóżeczko - precz. Jak jest
wyspany, jest w miarę ok. Jak chce mu się spać, wymiękam. Pomagam jak mogę -
tulę, lulam, daję cyca jednego za drugim i tak na zmianę, daję pić... Nic nie
działa. Po trzech, czasem czterech godzinach walki pada wykończony, zapłakany
i mam wrażenie, że ledwo żywy... W dzień nie śpi przez to prawie w ogóle. Jak
już zaśnie na noc, nie jest źle - wprawdzie budzi się co 2 h, ale nakarmiony
zasypia. Znacie takie akcje z doświadczenia? Mogę jakoś pomóc dziecku? Dodam
że zaciemniony pokój, rutynowe kąpiele, cisza niewiele pomagają. Po prostu
mały człowiek nie radzi sobie z zaśnięciem. Całe dnie schodzą nam na walce.
Jak już uda się zamknąć oczy - budzi się za kilka minut, jeszcze bardziej
zmęczony. Masakra. Myślicie że to minie? Kiedy? Ile może trwać taka męczarnia?