problem z rodziną- zabieranie dziecka

13.01.10, 12:49
Mam problem z rodzina. Moja córka jest mi wyrywana z rąk przy ich
wizytach. Przyjeżdżają z innego miasta i rozumiem ze chca z małą
spedzic czas, i tego nie bronie, nie nosze jej ciagle na rekach itd.
ale jak non stop kiedy tylko mam ją przy sobie slysze: "daj mi ją"
to nie wytrzymuje. Tzn na zewnatrz wytrzymuje ale w srodku to... Nie
mam problemu jak wizyta jest krotka ale jesli spedzam u rodziny np.
2-3 dni to mam potrzebe pobyc z córeczką. Chodzi mi o taka subtelna
roznice w podejsciu, ze nie musze jej dawać nikomu ale mogę. Non
stop jest mi ona odbierana, nawet kiedy nad ranem śpimy razem, jest
chec zabrania mi jej (dla mnie spanie z córeczka to intymna sprawa i
nie wyobrazam sobie aby zaden nawet bliski czlonek rodziny mnie w
tym zastąpił) - sprawa jest delikatna bo mowa o rodzinie meza nie
mojej. Mąz nie rozumie mnie wiec na jego wsparcie nie moge liczyc.
Czy mozecie mi podpowiedziec grzeczne a krótkie sposoby na zwrócenie
im uwagi na to?Czy li w skróecie jak zmienić "daj mi ją" na: " mogę
ją potrzymac?" Nie chodzi mi o powazne rozmowy, bo nie chce tez z
tego robic wielkiej sprawy, ale o subtelne formy zwrocenia na to
uwagi
    • rzona.bez.ambicji Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 13:10
      Nie masz buzi? nie umiesz powiedzieć że nie odpowiada Ci forma w
      jakiej rodzina prosi Cię o potrzymanie dziecka?
      Poza tym Twój problem wydaje mi się wydumany. Strasznie egzaltowany.
      Jeśli nie umiesz się przeciwstawić, wyrazić swoich próśb wprost, to
      nie odwiedzaj rodziny męża i już

    • yoshi25 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 13:13
      Witam, u nas jest to samo. teraz byliśmy w Polsce w święta i myslałam,że oszaleje. Rozumiem,że widzieli wnuczke miesiące temu,że się stęsknili,ale sa pewne granice. Też nasza mała nie jest nauczona noszenia na rekach natomiast dziadkowie mam wrażenie,że nagle otrzymali przyplyw dodatkowej energii i gdyby mogli to nosiliby mała 24 na dobe, usypiali na rekach, itp.
      Z moimi to była krótka gadka - że nie nosimy, nie wyrywamy,nie dokarmiamy i tyle. Poboczyli sie chwile i zrozumieli,że równie dobrze można z małą usiąść na kocu czy kanapie.
      Natomiast jeśli chodzi o teściów to było kongo.
      teściu w ogóle nie rozumie żadnych próśb, wyrywa ją mi z rąk, zwłaszcza wkur...jest to kiedy mała płacze to on ją będzie na siłe uspokajał, albo on ją będzie usypiał. Zamyka się z młodą w pokoju, mloda wyje,a on ja bedzie usypial. Dokarmia ja po kryjomu,bo ona tak źle wyglada, a sąsiadki synek to taki puciek... Ręce opadają.
      Na szczęscie w mężu mam wsparcie ,ale niestety i on, ani teściowa nie są w stanie wpłynąc na teścia. On to tłumaczy,że to jego pierwsza wnucza i ma prawo ją rozpieszczać. Pomijam fakt,że przez to wyrywanie, zabieranie i znikanie z oczu to mała sie boi dziadka i chyba na siłe chce ją do siebie przekonać,ale nie rozumie,że nie tędy droga...
      Wkurzyłam sę w końcu,bo nie wytrzymałam i powiedziałam krótko,i stanowczo,że jak tata nie rozumie mnie, D. (męża) to nie będziemy przyjeżdzać.
      Boczył sie cały dzień, usłyszałam nawet,żebym mu zrobiła spis rzeczy co wolno,a czego nie wolno. Powiedzialm, ze listy robic nie zamierzam,bo wystarczy sie spytac. i skonczylo sie. a czy sie gniewa to juz mnie to teraz nie interesuje. znow jestesmy 1500km od nich, zobaczymy sie za miesiac i jak sie sytuacja powtorzy to zrobie to samo. znosila, prosilam przez 6 miesiecy kiedy bylam na miejscu, teraz poprostu wiem,ze musze byc stanowacza i asertywna.

      Inaczej niestety nie zrozumie.
      • krzysiowa_mama Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 13:54
        O, ja pierdzielę! To niezły sajgon! Szczerze współczuję teścia... i
        gratuluję zdecydowanego podejścia. Prawda jest taka, że czasami nie
        ma wyjścia i trzeba twardo postawić granice co niektórym członkom
        rodziny. Nie patrzeć na to, że się ktoś obrazi, czy będzie mu
        przykro, tylko jasno mówić co wolno, a czego nie tolerujecie jako
        rodzice. A jak ktoś Ci sie wpiernicza w kontakty z dzieckiem, to
        powiedz: "Przepraszam, ale teraz mamy czas dla siebie: tylko mamusia
        i córusia." POwinno podziałać bez większej obrazy.
        Całe szczęście my mamy superdziadków! Wnuka kochają nad życie,ale
        całkowicie szanują nasze decyzje odnośnie wychowania, pielęgnacji i
        opieki. smile
        • yoshi25 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 14:25
          Tak,już teraz wiem,że trzeba byc czasem stanowczym. Nie chce kłótni z rodzicami, teściami,ale czasem naprade nie ma wyjścia. Dziadkowie muszą zrozumieć,że oni mieli czas na wychowywanie dzieci, a teraz czas na nas. jedynie co mogą to wyrazić swoje zdanie, podpowiedieć,ale NIE DECYDOWAĆ.

          Z rodzicamijest latwiej rzecz jasna (moi szybko zrozumieli i umieja cieszyc sie tym,że mała jest, że moga z nia spedzic każdą chwile wolną,ale nie decydowac kidy co i jak). Natomiast teściu jest niereformowalny i nie zamierzam juz więcej znosic w ciszy jego zachowania.
          Rozumiem,że bardzo chce być super dziadkiem,ale dopóki ne zrozumie,że nie tędy droga to zamias zbliżać do małej będzie sie oddalał.

          A co do zabirania małej rano z łóżka - oczywiscie też mial taki pomysł. A jakie było moje zdziwienie kiedy ledwo oczy otworzylam i ujrzałam,jak teściu stoi nad nami i czeka aż się wnusia obdzi...
          Kiedy sie obudzila dziadzia oczywiscie ją na ręce chce brac i zabrać do siebie do sypialki...
          więc krótko i zwięźle,ale z uśmiechem powiedzialam "oj dziadzia, poranne pieszczoty sa zarezerwowane tylko dla mamusi i tatusiasmile ", mąż szybko zareagowal i powiedzial,by lepiej w piecu napalil,bo się zimno robiwink No i o dziwo aluzje zrozumiał,bo już sie to nie powtórzylo.
          • krzysiowa_mama Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 14:40
            no i szacun mamuśka! tak trzymaj smile
    • kaneloni Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 14:37
      dziadkowie szaleją i sie cieszą - to jest normalne - ale sa pewne granice.
      Jak widzą raz na jakiś czas to się nie ma co dziwić, że chca
      nosić,przytulać - nie zabraniajcie im tego - ALE jeżeli dziecko tego nie
      toleruje, jest tych wrażeń dla niego za dużo, płacze - wtedy DO MAMUSI LUB
      TATUSIA i basta!!! I nie ma wyrywania małej, jak moja teściowa non stop
      małą nosiła to jej było już nudno i sie denerwowała - to jej normalnie
      powiedziałam, aby ją dała na kocyk aby sobie poraczkowała - i od razu nie
      marudziła. Obserwujmy zachowanie dziecka - jak jemu coś nie pasi to
      reagujmy i stanowczo mówmy co nam sie nie podoba - my jesteśmy przecież
      rodzicami.
    • mamka-adki Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 14:52
      Miałam dokładnie identyczny problem. Jeździmy z małą do teściów co jakiś czas
      100km i zostajemy tam zawsze parę dni. A prócz teściów mieszkają tam jeszcze
      dwie młodsze siostry męża i jest to w ogóle dom otwarty, gdzie przychodzą,
      wychodzą kuzyni, kuzynki itp. Od pierwszej wizyty z małą słyszałam tylko w kółko
      "daj mi ją", "ja chcę ją potrzymać" itd. i dosłowne wyrywali mi małą z rąk nie
      pytając, czy akurat mała nie będzie np. szła spać. Zwłaszcza teściowa była
      bardzo nachalna pod tym względem. Chodziła za mną i małą krok w krok, nie mogłam
      pobyć z córką sam na sam. Przykładowo zawsze to ja małą usypiałam, była to dla
      mnie intymna chwila z dzieckiem w samotności, przy minimalnym światełku,
      mizianie, przytulanie, a tam teściowa wchodziła mi do pokoju, "bo ona chce
      popatrzeć". Krępowało mnie to, że musiałam wywalić przy niej cycka, czułam się
      spięta i przez to mała gorzej zasypiała. To samo z karmieniem, zawsze chciała
      patrzeć. Potem, gdy mała przeszła na butelkę, to ona już od 6tej rano czatowała,
      żeby wyrwać mi małą, bo ona uwielbia ją karmić i ona chce jej dać mleko. To samo
      z kąpielą i ubieraniem, szarpała małą razem ze mną na spółkę, bo ona ją ubierze.
      Mówiłam grzecznie, że dam sobie radę, jednak nie docierało i nawet zawsze
      stawała tak, bym ja stała obok, a nie była w centrum tak, by dobrze zająć się
      córką. Wyglądało to tak, jakby to ona ją ubierała, a ja jej pomagała, a nie na
      odwrót. Kończyło się to tym, że mała przez te parę dni zupełnie się
      rozregulowywała i plan dnia, który sukcesywnie starałam się wprowadzać od
      początku szlag trafiał, a ja się gotowałam w środku i marzyłam, by jak
      najszybciej być już u nas. W domu musiałam zaczynać wszystko od nowa i
      przyzwyczajać małą na nowo do naszego trybu życia. Któregoś dnia przy którejś z
      kolei takiej wizycie po prostu nie wytrzymałam, wzięłam męża na osobności i
      wprost mu powiedziałam, że jak przyjeżdżamy do teściów, to ja nie przestaję być
      małej mamą, a teściowa nie przejmuje moich obowiązków, że niezależnie od miejsca
      potrzebuję z dzieckiem intymności i że teściowa mogłaby się chociaż spytać, czy
      może wziąć małą, a nie mi ją wyszarpywać i jeśli on nie zrobi z tym porządku, to
      może nas pakować i wracamy do domu. I jeśli nie zwróci też uwagi na ciągłe
      noszenie małej na rękach, gdzie ja starałam się jej do tego nie przyzwyczajać,
      to będzie sam z małą siedział potem w domu i ją oduczał. Na szczęście mój
      zrozumiał i sam jakoś ten problem rozwiązał, choć nie obyło się bez ironicznych
      komentarzy, ze strony teściowej, kiedy pytała się, czy przyjeżdżamy, że "ona to
      pewnie nie chce do nas przyjechać, bo przecież zaburzamy małej metabolizm i nie
      umiemy się nią dobrze zająć". Olałam. Ustało. Na pewno, gdybym nie miała
      wsparcia ze strony męża i gdyby moje sugestie, że sama sobie poradzę nie
      przynosiły skutku, zareagowałabym ostrzej i wprost powiedziała, że sobie nie
      życzę. Niestety, najgorsze jest to, że koleżanka bardziej zrozumie, co masz na
      myśli, a z własną rodziną trzeba ostro, bo inaczej wejdą Ci na głowę. Dodam
      jeszcze, że z subtelnych zwracań uwagi, to poza mówieniem w kółko, że dam sobie
      radę, to starałam się ubiegać też działania mojej teściowej i gdy np. wchodziłam
      z małą do ich pokoju, głośno mówiłam: "A teraz Adzia idzie spać i robi papa" i
      zmywałam się szybko do naszego pokoju lub mówiłam mężowi, by on ją wykąpał, bo
      jemu teściowa nie przeszkadzała w czynnościach przy dziecku. Z doświadczenia
      wiem, że żadne subtelne zwracania uwagi nie skutkują, trzeba stanowczo i
      zdecydowanie, bo inaczej nie dociera.
    • florin22 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 15:04
      na tekst "daj mi ją" powiedz od niechcenia "dobra potrzymaj ją na chwileczkę,
      ale oddaj niedługo bo się stęsknię" na przykład.

      Ja się tam cieszę jak przyjeżdżam do rodziny na kilka dni z małym i nie muszę
      się nim zajmować cały czas hehe mam wtedy czas połazić po sklepach, spotkać się
      z koleżankami itp. Wiem że jest w dobrych rękach. Może wtedy nie mam wpływu na
      to co mu tam mama podsuwa do jedzenia ale takie prawo babci żeby rozpieszczać
      jak ja nie widzę. Ogólnie respektuje moje metody i zalecenia.

      Kiedyś zostawiłam małego mamie od czwartku do niedzieli... tylko że w piątek
      wieczorem byłam spowrotem bo nie wytrzymałam, tak tęskniłam. Wpadłam z okrzykiem
      "gdzie moje dziecko?" i prawie wyrwałam małego mamie z rąk i przytulałam, ale
      cała akcja z humorem oczywiście.
    • lenkaaaa Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 15:10
      Jeśli chodzi Ci tylko o kwestię werbalną czyli:"jak zmienić "daj mi ją" na: " mogę
      > ją potrzymac?" to odpowiedz sobie na pytanie czy po takiej prośbie będziesz
      potrafiła odpowiedzieć NIE. Bo jeśli nie to nie opłaca się zwracać uwagi, nawet
      subtelnie, tylko po to żeby używali innych słów bo i tak nie zrozumiją.
      • mamka-adki Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 15:32
        Czasem nawet zmiana takiej formuły dużo daje. Kiedy pytają 'czy mogę', jakoś
        łatwiej odpowiedzieć, że za chwileczkę, bo teraz chce się np. dziecko nakarmić,
        albo bardzo proszę na chwilę, bo za chwilę idzie ono spać. Jakieś to milsze i
        grzeczniejsze, a kiedy słyszy się z biegu 'daj mi', to zaczyna się od tego, że
        na wstępie się człowiek podgotowuje, że znów chcą dziecko wyrwać na siłę i nie
        raczą zapytać, czy można akurat w tej chwili. A dodatkowo jak jeszcze wyrywają
        dosłownie rękoma, to można się nieźle zdenerwować. U mnie pierwszy bum na małą
        się na szczęście skończył, teraz ma ona 10 miesięcy, zaczęło się dla odmiany
        dokarmianie - wciskanie jej na siłę na spróbowanie słodyczy, solonych rzeczy,
        nie przeznaczonych dla niej. Każda babcia chce, by mała spróbowała jej
        specjałów. Ostatnio skończyło się mega zaparciemuncertain I znów jeszcze jedna taka
        wizyta, a na pewno nie skończy się moim grzecznym proszeniemsmile
        • lenkaaaa Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 15:47
          Ja to obracałam w żart głośno pytając-ciekawe czy jak będzie starszym rozrabiaką
          to też go tak będziecie wyrywać. Albo ciekawe czy jak już go tak rozpieścicie to
          przyjdziecie się nim zająć? Aluzja zrozumiana.
          • mamka-adki Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 15:56
            Ja mam chyba albo mniej kumatą albo bardziej zawziętą teściową, bo nie rozumiała
            aluzji albo udawała, że nie rozumietongue_out Wszelkie żarty i delikatne zwracanie uwagi
            były dobre, ale na chwilę, po jakimś czasie nakręcała się na nowosmile
    • pagaa Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 19:00
      u nas podobnie, rodzina mojego faceta ciagle tylko daj i daj, zabierają, ale jak
      tłumaczą..żebym sobie odpoczęłauncertain fajnie, fajnie, ale bylismy kilka dni tam u
      nich i zdążyłam się za małym stesknić, autentycznie. rozumiem, że chcą dobrze,
      chca się tez nacieszyć, a ponieważ rzadko sie widujemy-na szczęście, to te lkika
      dni w roku jestem w stanie wytrzymać. jednak jak widzę, że mały płacze, chce do
      mnie, czy taty, to zabierałam. heh teściówka to nawet focha załapała za to;P
    • pagaa Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 19:02
      a i oczywiście najlepiej gdyby młody wcale nie spał, bo czas marnuje,a mogliby
      go ponosić wtedy...plask! a jak żałowała, że niestety nie je z butelki, bo by go
      pokarmiła!zabawka czy co?smile))))
    • honey_12 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 20:04
      teściowa przychodzi, na dworze mróz, ręcę lodowate,
      płucze je w wodzie o czym mnie informuje znaczącym tonem
      bo kiedyś zasugerowałam, że wolałabym by nie noworodek nie był
      tarmoszony brudnymi rękami,
      i się zaczyna! biegiem do nas, koniecznie musi dokończyć przewijanie,
      zresztą cokolwiek bym robiła to aż się trzęsie by mi wyrwać dziecko,
      mówię NIE DZIĘKUJĘ
      gdy karmię to najchętniej wyrwałaby mi małą do odbicia,
      mówię NIE DZIĘKUJĘ
      gdy karmię koniecznie musi usadowić się obok nas,
      chcę przystawić córkę do drugiej piersi a ona już mi chce wyrwać,
      mówię że nie skończyłam i już widzę jak się jeży...
      cierpliwości kobieto...
      Twój czas macierzyństwa już minął, teraz ja karmię piersią
      i wnuczkę i syna
      • kalina5551_2 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 10:24
        A ja rozumiem babcie i dziadków. Oni tez kochają swoje wnuczęta.
        Miłość potrzebuje bliskości. Jeśli widzą wnuki niezbyt często, to
        naturalne, że chcą nadrobić ten czas. My mamy dzieci cały czas przy
        sobie. Nic się nie stanie jak w ciągu tych kilku dni wizyty więcej
        czasu poświęcą im dziadkowie. Oczywiście gdy dziecko sygnalizuje
        swoje potrzeby, to rodzice najszybciej je odczytują i są od tego,
        aby na nie reagować. Jeśli maleństwo jest np. śpiące czy głodne, to
        wystarczy zakomunikować to babci, bo jeśli nie zajmuje się dzieckiem
        na codzień, to może po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy.
    • paul_ina Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 20:13
      heh, trochę nie rozumiem problemu, po prostu mówisz: "dam Ci ją potrzymać jak
      trochę podrośnie, na razie podziwiaj z daleka" i szlus
    • pacynka27 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 20:20
      A ja Ci zazdroszczę. Wiele bym dała żeby ktoś zabrał mi dzieciaki choć na pół
      dnia albo na noc żebym się wyspała z raz w roku big_grin
      Niestety chętnych brak sad
      • jotka_k Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 21:01
        o matko, moja teściowa identycznie uncertain wpada do nas, leci do pokoju,
        wyciąga ręce i słyszę "daj mi" złośliwie pytam czy ręcę umyła... my
        także młodej nie nosimy bez potrzeby, w Wigilie teściowa urządziła
        młodej maraton "chodź do babci, idx do dziadka, chodź do babci"
        młoda zaczęła wyć, uspakajam bidulke i co słyszę? "daj mi"...
        jasne uncertain
        nie wiem jak sobie z tym poradzić, nie chcę jeszcze większej wojny z
        teściową uncertain
        • ptysiek9876 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 21:21
          U mnie tak do 3mc To miałam obsesję żeby tylko nikt mi dziecka nie
          ruszał,teściowa wiecznie na ręce go brała, jak grzecznie leżał to też, karmić go
          chciała, kapać, jak karmiłam piersią to siedziała i się gapiła na mnie i dziecko
          a mało tego wołała wszystkich żeby zobaczyli ile to ja mam pokarmu w cyckach bo
          tak mi leciało.
          Czasem jak szliśmy w niedziele na obiad to stała już na klatce żeby wyrwać mi z
          rąk dzieciaka. Raz to się popłakałam aż bo karmiłam butlą i dałam go na chwilkę
          mężowi bo siku chciałam a ona leciała do niego i na kolana i że ona go nakarmi,
          chciałam go jej zabrać to się awantura zrobiła że ja jestem wredna bo małego nie
          chcę nikomu dać potrzymać.
          Masakra!
          Mam nerwy bo bo go nosi i podaje dziadkowi z jego rąk ląduje u cioci, później u
          prababci i zaś u babci i tak w koło.
          Teraz jak leży to nie odchodzę od niego i nie pozwalam ruszać.
          • berdyczow7 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 13.01.10, 22:17
            Moje dziecko ma się czuć bezpiecznie! Żadna osoba na świecie nie była na razie w
            stanie spowodować, że mały stał się zabawką, bo "Tak wypada".
            Co z Wami, mamy?! Burzycie się, całe w nerwach jesteście, a nie potraficie
            zawalczyć o swoje dziecko? Czy jakby ktoś na ulicy podszedł, nawet miły i
            powiedział: daj mi go, to oddałybyście?
            Babcia, ciocia i inni z rodziny są dla małego dziecka obcymi!!! osobami (na
            początku oczywiście). Nie wyobrażam sobie, ze po prostu daję w każde łapy moje
            dziecko, bez wczesniejszej obserwacji ze strony małego.
            to Wy jesteście dla dziecka po to, żeby dbać, decydować, chronić i nie wystawiać
            każdemu, bo chce, a wy zapominacie języka.
            Co z Was za matki, skoro dla bycia miłymi dajecie robić z dzieckiem co kto chce?!

            Zawsze można powiedzieć: "przepraszam, nie teraz". I nie tłumaczyć!
            A na początek w momencie wyrywania stanowcze: "tak nie wolno". Ale powiedzieć to
            nie nerwowo, tylko uprzejmie, bo ktoś może po prostu nie wiedzieć, czy i kiedy
            wolno, to mama jest specjalistką od swojego dziecka i to ona ma wytyczać zasady
            zajmowania się nim, nikt inny. A Wy pozwalacie na to, żeby nie wiedzieć czemu,
            nagle te zasady wytyczała teściowa, ciocia, babcia, czy dziadek. Dla mnie
            niewiarygodne. Oczywiście, dziecko przeżyje jak sądzę, ale przez ten czas bedzie
            występowało w cyrku i to na kółkach. Bardzo śmieszne.

            W ogóle mam wrażenie, że takie z Was siroty. Fundujecie dzieciom, zwłaszcza tym
            malutkim niezły hardcore z tym krążeniem po rękach całej rodziny. Dorosłe
            kobity, przeżyły kawał życia, a teściowej czy teścia się boją big_grin , bo co,
            skrzyczy? obrazi się? Ale takie jest życie! Jeszcze się taki nie urodził, co by
            wszystkim dogodził! Oni albo dziecko. po prostu macie do wyboru i co gorsza,
            wybieracie (jak tutaj w większości) spokój teściowej.
            Konwenanse są straszliwe, naprawdę.
            Można być i miłym i stanowczym! Powiem więcej: jak nie jesteście stanowcze wobec
            własnego dziecka, to dla takiej rodziny będziecie tylko jakimś niewidocznym
            dodatkiem do męża, dziecka, itd. Nawet jak są dla was przemili, to będą z wami
            robić co chcą, włącznie z obmawianiem, że pozwalacie z własnym dzieckiem im
            wszystko zrobić. I na tym ta cała Wasza uprzejmość się skończy.
    • dom-za Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 01:16
      U nas też Mama Męża jest aktywna, ale my mamy taką niepisaną zasadę
      i uważam, że on asię sprawdza, w kontaktach z moją Mamą uwagi robię
      ja, a w kontaktach z Jego Mamą -on . Jeśli mąż widzi, że dziecko
      chce odpocząć, co widzę również ja oczywiście, to sam mówi: Mamo
      teraz nie zabawiaj, będziemy usypiać. Poza tym ja też reaguję, ale
      nie widzę w tym problemu, bo mówię np. miłym głosem i z
      uśmiechem "teraz to musimy iść spać,żeby potem pobawić się z
      Babcią", na co Babcia zaczyna gasić światla i wszystkich z wielką
      energią uciszać. Czasem ważniejsze jest "jak" niż "co". Poza tym
      cieszę się, że rodzina Męża też bardzo kocha naszą córcię, dla mojej
      Mamy to drugie wnuczę, dla Teściowej pierwsze i pewnie jedyne, i
      staram się zawsze o tym pamiętać. TRochę czasu dla siebie i
      odpoczynku też nie jest takie złewink)
      • prismi Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 07:05
        Widze ze nie tylko u mnie takie historie! Mam nadzieje ze przy
        kolejnej wizycie dam sobie rade, to bylo pierwsze zetkniecie z małą
        wiec po prostu zdębiałam. A stanowcza potrafie byc. Co do tego ze
        jestesmy sierotami - nie zgadzam sie. Bo łatwo powiedziec, ale w
        sytuacji nowej jak pierwsze dziecko mozna stracic orientacje co
        chcialabym a czego nie, bo czlowiek nie przewidzi zachowan. I nie
        mowimy tutaj ze dziecku dzieje sie krzywda u kogos na rekach bo jak
        placze i nie moze sie uspokoic to oczywiste jest ze zabieram. Chodzi
        o MOJE postawienie granic jako mamy - a tu potrzeba chyba czasu i
        zorientowania sie. Ja juz wiem czego chce i mam nadzieje ze przy
        wizycie tesciow wbrew wszystkiemu grzecznie dam to do zrozumienia.
        • mamka-adki Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 10:02
          Dokładnie. Ja też nie uważam siebie za jakąś ofiarę losu i też nie jest tak, że
          przez całe 10 miesięcy pozwalam teściowej na wszystko, ale po pierwsze podczas
          pierwszych wizyt nie byłam jeszcze rozeznana co i jak, nie do końca poukładałam
          sobie wszystko w głowie, nie odnalazłam się całkowicie w nowej roli i nie
          wiedziałam tak naprawdę, jak to powinno wyglądać (byłam także jeszcze zmęczona
          po porodzie, wycieńczona pierwszymi tygodniami z dzieckiem), a po drugie mnie
          teściowa również zaskoczyła, bo przed narodzeniem małej nigdy nie miałam z nią
          problemu, zawsze była miła i gościnna, nie wtrącała się raczej w nasze życie,
          kiedy nagle, przy pierwszej wizycie z dzieckiem wykazała się niezwykłą
          zaborczością. Byłam nastawiona na to, że będzie mi udzielała sterty "dobrych"
          rad i akurat na to zamierzałam od razu zareagować. A ona nie, nic nie mówiła na
          temat mojego postępowania, tylko chciała mieć po prostu małą na wyłączność,
          zagarniała ją dla siebie. Kiedy przy drugiej, trzeciej wizycie zaczęło się to
          nasilać, a ja już wiedziałam, jak chcę, by wyglądał dzień mojego dziecka i
          opieka nad nią rodziny, zaczęłam reagować. Początkowo drobne aluzje, delikatne
          zwracanie uwagi, które nie poskutkowały, potem przywrócenie do porządku męża. W
          moim przypadku on zareagował, ale gdyby tak nie było, na pewno zaczęłabym sama
          ostrzej reagować. I to, że nie zareagowałam od razu jak należało, nie wynika
          bynajmniej z bycia sierotą czy strachu, czy z tego, że dobro teściowej jest dla
          mnie ważniejsze niż dziecka, tylko z tego, że po pierwsze byłam zaskoczona, a po
          drugie przyznaję, że mam teściową, która niejednego potrafi zagadać, jest
          krzykliwa i bardzo wygadana. Ja taka nie jestem, jestem spokojna i zrównoważona,
          nie chciałam wywołać przysłowiowej burzy w szklance wody, może też nie do końca
          wiedziałam, jak się do niej zwrócić, jak ugryźć temat, była to pierwsza
          sytuacja, w której musiałabym to zrobić. Dodatkowo wiedziałam, że teściowa chce
          się małą nacieszyć, nie jest świadoma może, że nie powinna tak robić. Chciałam
          to załatwić możliwie jak najmniej boleśnie dla obu stron, nie chciałam jej też
          nieświadomie zranić, czy zachować się nietaktownie. Mąż zareagował, teściowa
          pogderała i porzucała parę zbędnych uwag i na tym się skończyło, dziś jest już
          dobrze pod tym względem i patrząc na to teraz, wiem, że potrzeba było po prostu
          czasu. Dla teściowej też to jest pierwsza wnuczka, nowa sytuacja, moja chciała
          ogłosić całemu światu, że została babcią.

          Także Prismi, sama zobaczysz, że po czasie się to zmieni, u mnie trwało to około
          trzech, może czterech wizyt. Potem, gdy mała już miała te 5-6 miesięcy, również
          sama dawała znać, że teściowa ją zbyt "czule" przytula, a kiedy zaczęła
          raczkować, to już w ogóle się wyrywa i chce na podłogę, by zwiedzać nowe kąty,
          więc teściowa zaraz ją kładzie, bo nie ma siły jej utrzymać. Minęło też pierwsze
          szaleństwo związane z nowym członkiem rodziny. A i ja stałam się spokojniejsza,
          bo mała załapała nasz plan dnia i wiem, że niezależnie od tego, co zrobi
          teściowa, mała i tak będzie się domagała spać, czy jeść o określonej porze i
          teściowa nie będzie miała na to wpływu. Ty też pewnie jeszcze jesteś zmęczona,
          dziecko niczego nie robi regularnie, drażni Cię każde odstępstwo i próba
          ingerencji. To normalne na początku. Później bardziej wyluzujesz. Na Twoim
          miejscu starałabym się jeszcze raz porozmawiać z mężem, bardzo ważne jest jego
          wsparcie, bo przecież to Twoje dobro i dziecka powinno być dla niego
          najważniejsze. Jeśli jednak nie da rady, działaj sama, mój po pierwszej wizycie,
          kiedy napomknęłam mu o tym, też powiedział, że chyba przesadzam. Dopiero przy
          kolejnych, kiedy postawiłam ultimatum i sam z resztą zobaczył, że za dużo tej
          opieki ze strony teściów, zadziałał. Powodzeniasmile
    • efidorek Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 09:40
      e tam, że babcie niemowlęta chcą ciągle nosić na rękach, to mnie nie
      szokuje, ale moja teściowa nosi na rękach moją trzyletnią córkę,
      kobieta ma chory kręgosłup, oczywiście narzeka jak jest okropnie
      schorowana, ale na noszenie 14kg zawsze znajdzie siłę - mała do tej
      pory nie była raczej chętna, ale ostatnio ma fazę na bycie
      dzidziusiem (ma młodszą siostrę) i przy ostatnim pobycie u dziadków
      wręcz domagała sie noszenia przez babcię. Normalnie ubaw po pachy -
      babcia dźwiga te 14kg, metr wzrostu, jakby to był słodki maluszek.
      • camelka_wik Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 09:58
        U mnie też bez przerwy chcą nosić i tarmosić małego.
        Wszystko byłoby ok gdyby nie podejście do tematu.
        Moja mama zawsze spokojnie przyzwyczai go do siebie pouśmiecha się na
        odległość i dziecko bierze jak dziecko już się przyzwyczai.
        Moi teściowie to koszmar. Zaraz jak zajedziemy przebiorę go z
        kombinezonu czy kurtki to słyszę "no daj go" szlag mnie trafia bo
        dziecko ledwo weszło nie jeżdżę tam codziennie więc nie zna dobrze
        tego domu a tu już sru na ręce. Teść jeszcze go bierze i nim tak
        potrząsa-buja na rękach - szlag mnie trafia jak na to patrze.. Zawsze
        wtedy mówię że on nie jest nauczony takich ruchów i nie ma potrzeby
        nim bujać ale to nie dociera. Teściowa jak dziecko zaczyna marudzić
        to mówi "no co by Ci tu dać żebyś się uspokoił" wtedy aż mi się
        ciśnie do ust MAMĘ! I po chwili nie wytrzymuję i mówię że on jest za
        mały na tysiąc gadżetów i że dam mu jeść. To teść zaś komentuje "a
        może ja wcale nie jestem głodny mamo" więc muszę powiedzieć może nie
        ale może się napijesz i już go biorę aż mnie targa w środku.
        Nie lubię mojej teściowej (bo teść jest spoko jak nie telepie
        dzieckiem) i nie znoszę tam jeździć bo wiem że będą mi go brać.
        Jakbym tego chciała to sama bym dawała. W dodatku moje dziecko lubi
        leżeć siedzieć w leżaczku i nie trzeba go tarmosić ciągle i trzeba to
        powtarzać zawsze. Nie dociera po jednym razie.
        • prismi Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 10:14
          Camelka u moich tesciow na placz małej reguja tak: jak ja wówczas
          zabieram to slysze: gdzie Cie zabieraja w jakieś OBCE ręce wink
    • honey_12 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 12:03
      chyba teściowej link podeśle :-p
    • damajandi Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 12:26
      Ja sama mam 3-miesięcznego synka i teściową, która nie może się opanować przed
      udzielaniem dobrych rad i mówiąc wprost wtrącaniem się. Chce decydować co
      dziecko będzie teraz robiło:może głodny (nie karmisz teraz?), chyba zmęczony
      (ona pójdzie usypiać, itd. Jak widzę że ma rację to nie protestuję i pozwalam
      utulić do snu, jednak często mówię że nie i robię swoje.
      Jednak sama staram się pamiętać, że pewnie też zostanę kiedyś teściową i babcią.
      Wolałabym wtedy, aby synowa nie traktowała mnie zawsze jak intruza...Byłoby to
      dla mnie strasznie przykre.
      Ponadto wydaje mi się, że swojej mamie kobiety pozwalają na więcej w stosunku do
      dziecka niż teściowej. Jeśli tak to te z nas, które będą miały synów, a nie
      miały córek, byłyby niestety gorzej traktowane już jako babcie.
      • kasia_maya Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 12:56
        moi "tesciowie" to ludzie ktorzy nie potrafia niczego zrozumiec... i mowienie im
        czegokolwiek przez mojego partnera nic nie dziala... pamietam jak mlody mial
        skonczony miesiac i oni przyjechali zobaczyc wnuka- wparowali do domu, zabrali
        go do wozka i z tekstem do mnie ze mam sie ubierac- ja przezywalam horror jak
        widzialam jak wioza wozek a nie powiem co przezywalam jak mlody zaczal plakac a
        tesciowa nie chciala mi go oddac - teraz nie mam przez to do niej zaufania i nie
        wydaje mi sie zebym potrafila zostawic jej dziecko kiedykolwiek na kilka
        dluzszych chwil...
        ale wiecie co jest najgorsze? ze jak karmie dziecko piersia to by normalnie
        nosami na mnie wlezli zeby patrzec jak mlody je... i nic ze partner zwraca im
        uwage- to sie ostatnio tesciu obrazil... koszmar...
        myslalam ze to z wlasnymi rodzicami bede miala problemy tego typu a tu cholera
        tesciowie mi sie tacy nawiedzeni trafili sad
        • prismi Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 13:07
          hiney tez tak sobie pomyslalam a co bedzie jak tesciowe przypadkiem
          to przeczytaja i zalapia ze to o nich chodzi? No i doszlam do
          wniosku ze moze i dobrze!
          A co do empatii ze my kiedys tez bedziemy tesciowymi - w zadnym
          przypakdu takie zachowanie o jakich piszemy nie usprawiedliwiaja
          nikogo. Jesli jako tesciowa bede sie tak zachowywać bedzie mi sie
          nalezalo ustawienie do szeregu. Dlatego teraz chce sie "wyzyć" jako
          mama zeby potem wiedzieć jaka jest moja rola jako babci, szczegolnie
          w momencie kiedy dziecko jest bardzo malutkie. Poza tym podejrzewam
          ze problem nie tkwi w roli babci, ale w charakterze i wychowaniu.
          Moja mama reaguje zupelnie inaczej na małą, tzn. nie potrzeba jej
          branie jej na ręce itd. zeby sie nia cieszyc i ja zabawiać,
          opowiadając bajki itd. - nie, nic nie mówiłam mojej mamie ani nie
          broniłam do niej dostepu. Roznica taka, ze moja mama jest taktowna,
          rozumie ze jestem mamą. Poza tym z tego co widze tesciowe "zyją"
          wnukami (nie tylko nasza córka ale dziecmi rodzenstwa mojego meza),
          moja mama oprocz tego ze cudownie zajmuje sie dziecmi mojej siostry
          (szaleja za jej bajkami, opowiesciami pobudzajacymi wyobraźnie itd.)
          to ma swoje zycie, swoje zainteresowania itd. Jest tam równowaga i
          stad moze brak tej nachalnosci w stosunkach z wnukami. I jak patrze
          ile cech odziedziczylam po mamie, to mam nadzieje ze tę również.
          • kasia_maya Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 13:16
            z moja mama jest tak samo- jak ktores z nas- ja albo moj brat- nie poprosimy o
            cos moja mame to ona nie bedzie sie nam wtracala- zupelnie inaczej podchodzila
            do nas bo jestesmy jej dziecmi a teraz wychodzi z zalozenia ze my mamy teraz
            swoje dzieci i to my mamy o nie dbac a ona nas moze w tym tylko wspierac smile
            pozatym moi rodzice maja swoje potrzeby- jakis wypad do kina na weekend albo na
            jakas kolacje do restauracji- byle we dwoje...
            w koncu swoje dzieci odchowali i tez im sie cos nalezy... smile
    • asiula1987 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 14:52
      oj jak ja was mamy dobrze rozumiem w kwestii wyrywania dzieckasmile
      i widze ze nie jestem sama w takich myslach ze w rodzinie to najchetniej bym
      nikomu dziecka nie oddala, a lapalam dola ze jakas nienormalna jestem

      niby to normalne ze babcia/ciocia/dziadek itd ciesza sie na wnuka ktorego nie
      widuja codziennie,moj maz tez nie widzi problemu w tym zeby wszyscy po koleji
      nosili naszego synka na rekach wyrywali zabawiali i mysli raczej ze to ze mna
      jest jakis problem skoro mi to przeszkadza ("no przeciez to moja
      mama/babcia/kuzynka) i wg niego oni maja do tego pelne prawo

      ja ogolnie nie lubie jak ktos bierze mojego synka na rece a do tego sposob w
      jaki mi go wyrywaja przechodzi ludzkie pojecie, jak tylko przyjezdzamy do
      tesciowej ledwo zdaze synka rozebrac to tesciowa juz mowi "chodz do mnie", to
      dobra kobieta i bardzo ja lubie i to haslo chodzdo mnie tez nie jest najgorsze,
      za to wkurza mnie jak np maly (ma juz ponad rok wiec na rekach to tak srednio
      lubi byc) chce na podloge bo tam lezy jakas jego zabawka wygina sie prezy ale
      babcia go nie pusci bo musi byc na rekach, poza tym jak maly mnie widzi od razy
      wyciaga rece do mnie a babcia w tyl zwrot i "oo nie pojdziesz do mamy, mama ma
      cie na codzien, cos ty taki dzikusek ze od razu do mamy" i odchodzi gdzies tam w
      glab domu

      za to babcia mojego meza to po prostu przechodzi sama siebie, kiedy (jak byl
      mlodszy choc teraz tez) nosilam synka na rekach i poakzywalam mu dom, bylam
      wrecz okrzykiwana przez nia ze mam nie nosic dziecka i dac np tacie,babci,kiedys
      zostalismy na noc u tesciowej i rano jak tylko przyszlismy sie przywitac
      dostalam zjebke na dzien dobry w postaci wielkiego krzykudlaczego nosze dziecko
      ja a nie maz, na to zapytalam czy matka to juz swojego dziecka nie moze nosic a
      ona odparla ze "nie" zrobilo sie bardzo nieprzyjemnie i po chwili dodala
      niepewnie ze chodzi o to zebym sobie odpoczela niby...
      poza tym jesli np tesciowa nosi mojego synka i musi isc cos zrobic oddaje mi go
      na rece a babcia wrzeszczy (doslownie) nie dawaj go mamie tylko tata niech go
      wezmie...;/ brak komentarza
    • dom-za Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 14.01.10, 19:38
      słuchajcie, horrory opowiadacie, a tekst z "obcymi rękami" to się
      nadaje do wygrawerowania złotymi zgłoskami dla teściowej na dzień
      babci, współczuję..
    • honey_12 Re: problem z rodziną- zabieranie dziecka 18.01.10, 08:08
      wątki dla teściowej, niniejszy oraz "nadgorliwa babcia"
      a może jakiś ciekawy przeoczyłam, macie pomysły co byłoby
      stosowną lekturą? wink
Pełna wersja