Smutne, ale prawdziwe...

25.01.10, 21:42
Dziś dowiedziałam się że moja znajoma urodziła martwe dziecko, termin porodu
miała na jutro...
W obliczu tej tragedii z której nie potrafię się otrząsnąć, pomyślałam sobie,
że nasze problemy które tu poruszamy to jakieś nieporozumienie. No bo co z
tego że mały/mała płacze, co z tego, że jesteśmy niewyspane, co z tego, że nie
mamy dla siebie już tyle czasu co kiedyś... MAMY ZA TO DZIECKO, na które
codziennie możemy patrzeć, do którego codziennie możemy mówić i które możemy
kochać.
Ja osobiście już nigdy nie powiem ani jednego złego słowa na moją córkę i
dziękuję Bogu że ją mam.
    • lidoszek28 Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 22:16
      8 lat temu moja przyjaciółka urodziła martwe dziecko, 10 dni przed terminem.
      Płakałam i wyłam nie nad dzieckiem ale nad nią. I choć dzisiaj ma wspaniałą
      3-letnią córeczkę nadal strasznie mi jej żal, za to co przeszła, za to co przeżyła.
      Tak to prawda, nie jest problemem płaczące i marudzące dziecko, problemem jest
      jak to dziecko mogło a nigdy nie zapłakało.
      Jakoś tak strasznie smutno sie zrobiło...
      Pozdrawiam te mamy co płaczą i marudza, że im dzieci płaczą.
      • emilli3 Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 22:28
        U mnie też znajoma urodziła martwe dziecko, chodziłyśmy razem w
        ciązy, miałyśmy w tym samym czasie rodzić.Ja wruciłam ze szpitala i
        po paru dniach się dowiedziałam.Z tym że u niej coś było nie tak,
        jak była w połowie ciązy to leżała w szpitalu bo miała za wysokie
        ciśnienie, i pare dni przed terminem też dostała skierowanie do
        szpitala w piatek ale nie poszła, a w niedziele dostała bóli,i
        pojechała do szpitala,zrobili badania i okazało się że dzidzia
        martwa, wiedziała że rodzi martwe dziecko,dziewczynka była bardzo
        malutka a urodziła się tylko parę dni przed terminem, ale w sumie do
        tej pory nie dowiedziałam się co było przyczyną.Teraz jest znowu w
        ciąży i trzymamy kciuki za nią!
        • zielonakoniczyna Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 22:34
          Wiem co czuje Twoja kolezanka. Mozesz jej polecic forum:

          www.dlaczego.org.pl/forum/index.php?bn=nowe_strata
          Tam znajdzie inne mamy po stracie, moze napisac co czuje, wspominac swoje malenstwo. Forum pomaga bardzo, wiem po sobie, niestety.
          • kasia.46 Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 10:50
            zielonakoniczyna napisała:

            > Wiem co czuje Twoja kolezanka. Mozesz jej polecic forum:
            >
            > www.dlaczego.org.pl/forum/index.php?bn=nowe_strata
            > Tam znajdzie inne mamy po stracie, moze napisac co czuje,
            wspominac swoje malen
            > stwo. Forum pomaga bardzo, wiem po sobie, niestety.

            Przecztałam chyba ze 2wątki na tym forum i ryczałam jak głupiasad
            podziwiam was za tą siłe, nie ma możliwości was zrozumiec jeżeli
            samemu się przez to nie przeszło. Słowo przykre, tragiczne,
            niesprawiedlwe to za małosad

            Ja chyba bym nie miała na to siły, może dlatego los doświadcza tych
            co podnieśc się potrafią, wielki szacunek dla was,.
            Ogromne wyrazy współczucia.
            • chi-li Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 18:26
              ...przeczytałam pół jednego postu... brak mi słów... strumienie mam na twarzy...
              • ulik80 Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 21:36
                nie zdajemy sobie czasem sprawy jakie z nas szczesciary. patrze na moja corke
                ,ktora spi obok i placze jak bobr po przeczytaniu kilku postow.
        • lidoszek28 Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 23:06
          Twojej koleżance najprawdopodobniej odkleiło sie łozysko( własnie spowodowane
          wysokim cieśnieniem). Ja żeby temu zapobiec leżałam w szpitalu( też miałam
          wysokie ciśnienie) 1,5 miesiąca.
          tak to jest jak się nie słucha lekarzysad
          • dragica Lidoszek28 26.01.10, 10:54
            lidoszek28 25.01.10, 23:06 Odpowiedz
            Twojej koleżance najprawdopodobniej odkleiło sie łozysko( własnie spowodowane
            wysokim cieśnieniem). Ja żeby temu zapobiec leżałam w szpitalu( też miałam
            wysokie ciśnienie) 1,5 miesiąca.
            tak to jest jak się nie słucha lekarzysad


            Niestety,nie zawsze tak jest.Stracilam synka 4,5 roku temu przez odklejenie
            lozyska,choc dzien przezd porodem bylam na USG...Odklejenie lozyska to kwestia
            czasem 15 minut...
    • anikleo86 Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 22:31
      Podobna sytuacja zdarzyła sie w kregu moich znajomych. Bylo mi bardzo smutno,
      przykro.. Wtedy ja byłam w 8 miesiacu ciąży. Wciąż o tym myślałam.. Bałam się,że
      coś takiego się zdarza i mogło zdarzyć się i mnie... Wszystko jednak potoczylo
      się ok,ale później czułam sie tragicznie,że ja mam zdrowe dziecko a znajoma nie
      ma wogule... Teraz znowu jest w ciąży i mam nadzieje,że bedzie dobrze.

      No cóż, przyznaje, że jednak narzekam na mojego synka, ale wciąż pamiętam jak to
      wtedy było. Kocham synka najbardziej na świecie.

      --
      Danielek ma 8 miesięcy i 3 dni smile
    • deela Re: Smutne, ale prawdziwe... 25.01.10, 22:43
      to straszne przezycie
      nie wiem czy w ogole bym sobie z tym poradzila
      dlatego niespecjalnie skarze sie na moje dwa potwory chociaz czasem jest mi
      bardzo ciezko
      tym bardziej ze przezylam chwile grozy w 2 ciazy jak w 30tc dostalam krwawienia,
      juz widzialam oczami wyobrazni odklejajace sie lozysko martwe dziecko
      dlatego ciesze sie ze sa
      przykro mi ze ktokolwiek musi cos takiego przezywac indifferent
      • zielonakoniczyna do lidoszek28 25.01.10, 23:21
        Wiesz, niekoniecznie. Kobiety po stracie, a jest ich niestety bardzo wiele dbaja o siebie, chodza regularnie do lekarzy, sluchaja zalecen i bardzo czesto nie znaja odpowiedzi na pytanie DLACZEGO. Nikt nie jest w stanie powiedziec dlaczego tak sie stalo, ale w tym konkretnym przypadku byc moze mama miala szanse by wszystko skonczylo sie inaczej, gdyby trafila od razu do szpitala.
        • lidoszek28 Re: do lidoszek28 26.01.10, 01:22
          Masz racje. Żadnej kobiety nie posądzam o zaniedbanie, jeśli można kogoś
          posądzić to w wielu przypadkach lekarz jest winien. W przypadku mojej
          przyjaciółki było ewidentne niedopatrzenie lekarza, można nie mozna było temu
          zapobiec, ale można było uświadomić matkę o pewnych nieprawidłowościach, może by
          poszła do innego lekarza. Trafiła na konowała, który zbagatelizował
          nieprawidłowości w podstawowym badaniu usg.
          Lekarz do którego ja chodziłam, bezdyskusyjnie kazał mi jechać do szpitala z
          ciśnieniem 140\90 (wtedy to mi pewnie dopiero ciśnienie skoczyło!) wyjaśnił mi
          wszystko, nastraszył odklejeniem łożyska, śmiercią nie tylko dziecka ale i moją.
          Ja byłam pod dobra opieką, dobrego lekarza. Moja przyjaciółka jak sie potem
          okazało, nie.
          Napisałaś:
          > Nikt nie jest w stanie powiedziec dlaczeg
          > o tak sie stalo,
          Myśle że nie wiele kobiet jest w stanie życ z taką niewiedzą.
          Wszystkie słowa pocieszenia dla kobiet w takich sytuacjach są wyświechtane i
          mało znaczące, daruje wiec sobie słowa "współczuje i bardzo mi przykro", bo to
          co ja teraz czuje to juz zupełnie nie ma znaczenia...
          Serdecznie pozdrawiam.
    • gosiasprezynka Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 08:44
      Moja siostra straciła w 8 miesiącu bliźniaki. Do dziś nie wiadomo, z jakiego powodu zmarły - były zdrowe. Teraz, po 3 latach ma córeczkę, ale przez rok po stracie nie mogła dojść do siebie. A potem pogrzeb i te dwie malutkie trumienki chłopców.. Koszmar. Teraz, po 3 latach ma córeczkę, ale przez rok po stracie nie mogła dojść do siebie.

      Współczuję koleżance.
    • justa.9 Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 09:57
      Ja każdego dnia dziękuje Bogu,że dał nam Gabrysia i szanse na to
      żebyśmy mogli go wychowywać.Sama straciłam dwie ciąże,ale i tak nie
      mogę wyobrazić sobie ogromu bólu i cierpienia tych kobiet co rodzą
      martwe dzieci.Ja traciłam wczesne ciąże,i było to dla mnie straszne
      przeżycie.Ale jak bym miała urodzić dziecko nieżywe,to serce pękło
      by mi z bólu i rozpaczy.
    • kasia.46 Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 10:15
      przykro misad
    • malpa513 Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 11:07
      przezycie takiej tragedii daje zupelnie inne spojrzenie na zycie,
      ale wiekszosc ludzi rodzi zdrowe dzieci i boryka sie ze zwykłymi
      problemami i dlatego musimy zyc normalnie, normalnie cieszyc sie i
      złoscic...
    • bobimax Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 11:48
      Masz rację co do tego że narzekamy, ale tak jest gdy jesteśmy
      zmęczone i zestresowane. A w obliczu tej tragedia to są błachostki
      ale tak już jest.
    • asia_i_p Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 20:12
      Wszyscy tak myślimy, kiedy usłyszymy o jakiejś tragedii, ale na dłuższą metę to
      jest nierealne. Jeśli na przykład będziesz sypiała po 4 godziny na dobę, to w
      chwili, kiedy twój organizm będzie wrzeszczał o sen, nie uspokoisz go myślą, że
      przynajmniej dziecko jest zdrowe.
      Jeszcze nie raz wściekniesz się na dziecko, to jest zdrowe i normalne.
      Świadomość, że masz dziecko, a inne umierają, może ci dać chwilowy dystans do
      twoich problemów, ale nie zlikwiduje raz na zawsze emocji, nie licz na to.
    • marqueritte Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 20:49
      to smutne tym bardziej jeśli stało się to tuż przed planowanym porodem. ja sama
      straciłam dzidziusia w 6 miesiącu ciąży z tego co zrozumiałam lekarzy to
      maleństwo jak by było żywe to byłoby "roślinką" do końca życia bo zamiast
      kręgosłupa miało przestrzeń płynową w karkusad
      teraz mam zdrowego synka ale mimo tamtej straty to się czasem złoszczę (na
      siebie a czasami i na małego) jak nie mogę sobie poradzić z małym marudą
    • renatkaija Re: Smutne, ale prawdziwe... 26.01.10, 21:06
      To tragedia, myśle że większej dla kobiety nie ma...Poroniłam 2
      razy, koło 4 miesiąca, teraz mam swojego maluszka ale w cięży
      towarzyszył mi strach, ciągle, miałam świetnego lekarza który w
      odpowiednim momencie skierował mnie do szpitala bo małemu spadało
      tętno, gdy się urodził poczułam taką radośc i ulge że już będzie
      dobrze a on po 15 minutach przestał oddychać,nawet nie miałam siły
      żeby płakać, gdyby nie położna...naszczęście lekarze zdązyli a ja
      codziennie patrze na mój mały cud i dziękuje
    • magdalenca78 Re: Smutne, ale prawdziwe... 27.01.10, 08:44
      Gdy ja leżałam po porodzie w szpitalu, mw dobę później położyli na naszym
      oddziale (położniczo-noworodkowy) dziewczynę po cc, która właśnie urodziła
      martwe dziecko sad
      To było straszne sad Szpital przepełniony, nie byli w stanie jej zapewnic osobnej
      sali. Ostatecznie położyli ją na korytarzu vis a vis naszego pokoju. W tym
      miejscu była taka bardzo duża wnęka, więc oddzielona parawanami tworzyła osobny
      pokój. W sumie to chyba lepiej, że leżała tam, niż z położnicami i noworodkami
      na jednej sali crying Poza tym, mógł być przy niej mąż praktycznie cały dzień (a w
      tym szpitalu nie ma odwiedzin na salach, tylko w specjalnie wyznaczonym pokoju).
      Nie wiem co się stało, tylko z rozmów wywnioskowałysmy, że dziecko urodziło się
      martwe crying W dodatku cc, nie wyobrazam sobie dochodzić do siebie po tej operacji
      nie mając przy sobie dziecka, poza tym - kolejne starania tez odsuwają się w
      czasie. Koszmar.
      • aguch84 Re: Smutne, ale prawdziwe... 27.01.10, 16:24
        Ja mam te same odczucia. 3 lata temu zmarła moja 3 miesięczna siostrzenica.
        Dziecko było zdrowe, ale miało powikłania przez szczepienia. Bardzo to
        przeżyłam, byłam z nią bardzo zżyta bo siostra ze szwagrem mieszkali w tym
        czasie ze mną, abym mogła siostrze pomóc w opiece. Teraz mam 3 miesięcznego
        synka. W momencie gdy on jest marudny i w ogóle mam ciężkie dni to myślę sobie
        że nie jest tak źle bo przecież ja go mam. Cieszę się że jest zdrowy i dobrze
        się rozwija, a inne niektóre matki nie mogą tego odczuć sad
    • malamalinkaa Re: Smutne, ale prawdziwe... 27.01.10, 20:04
      wielka tragedia, BARDZO współczuje. małe aniołki...
      • my_valenciana Re: Smutne, ale prawdziwe... 27.01.10, 23:10
        Nie wiem jak kobiety sobie z tym radzą. Potworna tragedia.
        Całą ciążę, aż do końca cc bałam się o swoje dziecko strasznie. Bardzo
        przeżyłam pierwsze miesiące, kidy dziecko chorowało i cierpiało, a
        choroba nie była bardzo poważna. Miałam wyrzuty sumienia, że ja mu
        zgotowałam ten los, bo go urodziłam. Nic mnie tak nie bolało jak ból
        mojego dziecka. Utrata by mnie chyba złamała. Ogromnie współczuję
        ludziom, którzy przeżyli taką tragedię.
        • np2009 Re: Smutne, ale prawdziwe... 28.01.10, 02:50
          Ja utracilam synka,jak mial 6-latek,ciagle mi sie wydaje jakby to bylo wczoraj a
          juz minelo 7 lat.Trzy m-ce temu urodzilam sliczna dziewczynke,kazdego dnia
          patrzac na Nia widze mojego synka i bardzo to przezywam bo przypominaja mi sie
          poczatki zycia synka jak sie rozwijal w tym wieku.Bardzo wspolczuje tym
          mamom,ktore przeszly taka tragedie,bo nie ma nic gorszego jak stracic taka
          istotke.Pozdrawiam
Pełna wersja