mistler12
15.10.10, 17:19
Moja córeczka ma 5 tygodni. Niestety praktycznie od samego początku płacze całymi dniami - spokojna jest tylko gdy je lub śpi, ale i z tym jest problem.
Byliśmy już u kilku lekarzy aby wykluczyć poważniejsze schorzenia - generalnie wszyscy twierdzą, że to kolka. Stosowaliśmy już debridat, espumisan i obecnie sab simplex - nic nie pomaga.
Nasz każdy dzień wygląda w ten sposób, że mała budzi się o 4.00 - 6.00 z płaczem, przystawiam ją do piersi, następnie po jedzeniu zdarza się, że jest spokojna 5-10 min (a czasami w ogóle) i zaczyna się płacz. Nie pomaga trzymanie jej na rękach np. na siedząco - cała się pręży i wyrywa. Więc biorę ją na ręce w pozycji pionowej (jedyna którą akceptuje) i silnie bujam na stojąco (bez bujania jest mega krzyk non stop). Po 15 min (a czasami znacznie dłużej) bujania mała przysypia na moim ramieniu, więc kładę ją do łóżeczka. Budzi się w 5 min i jazda zaczyna się od nowa aż do następnego karmienia. W ciągu dnia, na dłuzej udaje jej się zasnąć raz lub max dwa razy (w sumie 2-3 h). I tak wygląda cały dzień od pobudki do 21 kiedy po ostatnim już bujaniu i walce zasypia na ok. 3,5h. W nocy budzi się ok. 12.30, zje i niestety jest problem z ponownym zaśnięciem - pręzy się i popłakuje, ale zazwyczaj po 1-1,5 h zasypia u mnie w łóżku. Ponownie budzi sie ok 4.00 i po odstawieniu od piersi praktycznie nie ma mowy żeby usnęła - gdy tylko przyśnie mi na ramieniu i ją kładę koło siebie, natychmiast się budzi z płaczem. Więc zasadniczo od 4.00 do 6.00 jest u mnie na rękach i przysypia wybudzając się co 5 minut i popłakując.
A o 6 zaczyna sie już regularny koncert.
Nie muszę mówić, że jestem wykończona, powolij siada mi kręgosłup od tego bujania i psychika od niekończącego się płaczu.
Nawet spacery są przepłakane i zazwyczaj wracamy 'na sygnale' po pół h.
Zaczynam mieć poważne wątpliwości czy to w ogóle jest kolka, czy ona po prostu jest takim płaczliwym dzieckiem. Czy któraś z Was miała podobną sytuację?