gosia_d
13.04.04, 10:16
Kochani, potrzebuję sie wygadać...
Moja ukochana mała ma już ponad 10 tygodni a ja nadal nie zdołałam polubić
karmienia piersią. Baa, z trudem to znoszę. Nie wiem co robić.Tak czekałam aż
polubię i sprawa się unormuje a teraz marzę o karmieniu sztucznym, ale mam
jakis wewnętrzny sprzeciw. Laktacja jest ok, więc czemu przerywać? Czy
względy psychologiczne mogą być ważniejsze? Córeczka ma kolki, ulewa, miała
też wysypkę, a więc było podejrzenie o uczulenie. Kilka tygodni diety z
trudem przeze mnie znoszonej NIC nie dało. Uczulenie pojawia się i znika
niezależnie od diety, kolki są stale. Boję się jednak że nie wiedząc jem coś
takiego co jej nie służy i szkodzę jej... No i kwestia bólu. Mała jest
zdrowym dzieckiem, prawidłowo ssącym - była już konsultacja w poradni
laktacyjnej i u pediatry. Ale szarpie się przy piersi i wielokrotnie,
boleśnie ja sobie łapie jakby bawiąc się. Podobno taka jej uroda... ale mój
ból ciężki do zniesienia. A je często, bo w ciągu dnia co 2 godziny. I dość
długo.
I wreszcie kwestia tego, że ja po prostu źle się z karmieniem czuję. Nie
lubię wszystkich jego aspektów i już. Drażni mnie i wprowadza w stan wręcz
złości. Spędzam z moim słonkiem cały dzień, znajdując w tym ogromną
przyjemność i ciesząc sie każdą chwilką. Tylko nie chwilką karmienia, bo
wtedy liczę minuty do końca.
Zdaję sobie sprawę że negatywne emocje matki mogą mieć wpływ na dziecko. I co
jest ważniejsze, co wybrać - pokarm naturalny gdy mama nie lubi karmić czy
spokój mamy i pokarm sztuczny?! Mój mąż wybrał, uważa że ważniejszy jest
pokarm matki... nie wiem czy z nim walczyć, czy walczyć ze sobą...
Boże, nienawidze tego dylematu i męczę sie jak potępieniec aby go rozwiązać...
pozdrawiamy wszystkich, Gosia i mała Emilka