maryq
06.12.10, 23:39
Witajcie
Mam cudnego, wspaniałego synka, bardzo energicznego, towarzyskiego i mądrego. Jednak od jakichś 2-3 tygodni przebywanie z nim nie jest pasmem ciągłej radości, bo co czas jakiś (parę razy dziennie) moje dziecko namierza się na mnie

z działaniami szkodliwymi dla mojej integracji cielesnej. Karmię go piersią (zazwyczaj też, niestety trochę, go tak usypiam, zarówno w dzień jak i w nocy), i zdarza mu się, właściwie codziennie albo i 2-3 razy, ugryźć mnie w pierś. Równie często łapie mnie z całej siły albo to za usta, albo nos, albo powieki czasami... boli, i to bardzo. Staram się być spokojna ale niestety czasami reaguję złością i krzyczę na niego.
I jak krzyczę "umiarkowanie" to się śmieje i jeszcze bardziej rozochaca, dopiero jak naprawdę wrzasnę, to się wycofuje, ze 2-3 razy się rozpłakał ale to naprawdę rzadkość. Przytrzymuję jego rączkę, ale to nic nie daje. Mój partner zaczął go klepać po łapkach (nie mocno, oczywiście), ja też to zrobiłam ze 3 razy (z ogromnym poczuciem winy...), bardziej odruchowo i w obronie własnej, i oczywiście nic to nie daje. Jak jestem full spokojna to też nic to nie zmienia, np. dzisiaj 2x powtórzyła się sytuacja, że mówiłam do niego bardzo spokojnie, trzymałam jego łapkę i pokazywałam jak można delikatnie mamę dotknąć po buzi, no to mnie trachnął w pierś


a ma juz 7 zębiszczów...
Synek jest szalenie towarzyskim i wesołym dzieckiem. Jest energiczny bardzo, ale jednoczesnie długo potrafi się bawić w to samo. Swojego tatę też czasami podgryza albo capnie za twarz, ale sporadycznie, z 10x rzadziej niż mnie. Nie wiem z czego wynika taka agresja, wiem oczywiście, ze to nie złoślwe, ale chyba wie że mnie boli, bo jak np próbuje mnie ugryźć w rękę, to wkładam jego rączkę do jego buźki i siebie nie dziabnie, więc wie, że to boli... Być może ma wpływ to, że od ponad 2 tygodni właściwie non stop jesteśmy w domu, bo jest chory (końcówka teraz), no i jeszcze zęby mu idą - ale nie jest teraz specjalnie marudny, zdarzają mu się epizody "doła", ale rzadkie i krótkie. Naprawdę nie wiem, jak sobie z tym radzić, łapię doły, głównie dlatego, że się zloszczę na niego, że przebywanie z nim bywa teraz frustrujące, że moje reakcje pewnie nie są zbyt dobre, no i że boli...
Co robić, poradźcie, jak wy sobie poradziłyście...?