memphis90
19.05.11, 08:10
Tak mi się skojarzyło z wątkiem o tatusiu-manipulancie, który w domu palcem ruszyć nie raczy... Radziłyście wykwaterować tatusia siłą na spacerek z potomkiem. No i ja wczoraj spotkałam takiego właśnie tatusia na placu zabaw. Podkur...ny jak mało kto, że musi z dzieciakiem siedzieć. Nos w komórce, raz na kilka minut odrywał wzrok, lokalizował potomka, opier... lał za cośtam i kazał karnie siedzieć na ławce kolejne 5 minut. I co chwila groził "zaraz pójdziemy do domu". Nawet chwili się z nim nie pobawił, nie odezwał w normalnych słowach. Cały plac zabaw miał oczy dookoła głowy, żeby ten 3-latek nie podbiegł pod huśtawkę, pod wirującą karuzelę, żeby nie spierniczył się ze zjeżdżalni- wszyscy, oprócz owego tatusia. Ostatecznie dzieciak zaszył się w krzakach, poza zasięgiem wzroku ojca, na jakieś 10 minut. Wiem, bo ja wtedy na niego zerkałam. W tych krzaczorach jest studzienka ściekowa- niech jakiś debil dla "żartu" zdejmie pokrywę i nieszczęście gotowe... Po 10 min można co najwyżej zwłoki wyciągnąć. Nieczęsto wtrącam się i komentuję, ale jak po raz kolejny podleciał z wrzaskiem do dzieciaka, który chciał wejść pod karuzelę (moja mała w tym czasie na niej jeździła, zdążyłam powstrzymać dzieciaka przed zbliżeniem się)- powiedziałam krótko, że dzieci się pilnuje, a nie w ostatniej chwili biega z wrzaskiem. No kurde, ja pilnuję dwójki jednocześnie i obywa się bez takich incydentów! Tata strzelił focha, zabrał dzieciaka, wsadził na rower, popchnął tak, że mało się nie wywalił- i poszedł do domu. Po 5 minutach chłopaczek wrócił- z mamą... A misiaczek pewnie w domu obrażony siedzi, że go żona na takie nieprzyjemności naraża! Tylko dziecka żal...