Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie

21.05.04, 19:45
Planuje 9 godzinna podroz z moim osmiomiesiecznym synkiem ,czy ktos z was
lecial samolotem z takim dzieckiem.Napiszcie jak to wygladalo???
    • kasia.tycz Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 21.05.04, 23:19
      Ja lecialam z moim pierwszym synkiem jak mial nie cale 6-sc miesiecy. Byl
      bardzo spokojny, ludzie co za mna siedzieli, na koniec podrozy jak zobaczyli ze
      mam dziecko ze soba, to byli zdziwieni, bo nawet raz nie zaplakal ani nie
      marudzil smile Jak dziecko jest takie male, to jest ta zaleta, ze duzo jeszcze
      spi, wiec obudzi sie na karmienie, pobawi sie troszke i znowu spi. Druga
      sprawa, taki maluszek zmiesci sie jeszcze do tak zwanek kolyski, ktra sie
      montuuje na sciance samolotu i sobie smacznie, wygodnie lezy lub spi. Ty masz
      wtedy wolne rece, mozesz cos zjesc, wypic, spokojnie posiedziec, zamknac oczy,
      odpoczac. Nie wiem czy Twoje dziecko jest duze, ale moze sie jeszcze nawet
      zmiesci, tylko ze z ta kolyska wiaze sie dodatkowa oplata. Nie duzo, ale
      zawsze. Dam Ci kilka sprawdzonych rad. Przy starcie i ladowaniu podaj dziecku
      jakis plyn do picia, zeby ssal, wtedy mu sie uszy nie zatkaja od zmiany
      cisnienia i nie bedzie przynajmniej z tego powodu cierpial i plakal. Ja troszke
      przetrzymalam swojego specjalnie zeby byl spragniony i pil napewno.
      Druga bardzo wazna rzecz, nie wiem czy karmisz swoje dziecko piersia czy
      mlekiem modyfikowanym, jak piersia to wez ze soba cieniutki kocyk, czy jakas
      chuste zebys ramie mogla zakryc sobie przy karmieniu i nie czula sie
      skrepowana. Jednak przy pelnym samolocie to wszyscy siedza scisnieci obok
      siebie jak sardynki w puszce. Jak karmisz butla, to musisz przygotowac sie na
      wszystko i zabrac ze soba wode przegotowana, bo w samolocie nie maja gotowanej
      tylko goraca, i duzo, duzo mleka, tak na wszelki wypadek. Ja przezylam horror
      lecac polskimi liniami LOT. Mogla bym dlugo, dlugo pisac, ale napisze tylko
      tak, z podrozy 10-cio godzinnej bylam w drodze sama z dzieckiem 3 dni. Nie z
      mojej winy, tylko usterek technicznych samolotu. Butelki z przegotowana woda,
      mleko w proszku, i inne rzeczy mialam wyliczone na podroz tak z 3 godzinnym
      opoznieniem. Nikt by sie nie spodziewal, ze bedzie lecial w jedna strone
      zamiast 10 godzin 3 dni. Z bezsilnosci, zmeczenia, mozna plakac ale trzeba byc
      silnym bo jest dziecko. Najgorsze w takiej sytuacji jest to, ze jestes zdana
      tylko i wylacznie na siebie. Nikogo nic nie interesuje. Pomocy z nikad. Jak sie
      o swoje nie wyklocisz, to zostaniesz na samym koncu. Napisze tak, przezorny
      zawsze ubezpieczony. Albo, lepiej nosic niz sie prosic. Wez wszystkiego dla
      dziecka dwa razy wiecej niz byc zuzyla w domu przez ten czas. Tak na wszelki
      wypadek. A poza tym, mosidelko moze Ci sie przydac, zeby miec wolne rece. Bo ja
      wzielam oprocz tego parasolke dla dziecka, ale nie chcieli mi jej do samolotu
      zabrac, musialam oddac jako bagaz, i tak zniszczyli ze nadawala sie tylko do
      wyrzucenia. Jak masz jeszcze jakies konkretne pytania to daj znac. A tak to
      pozdrawiam i zycze polamania skrzydel wink
    • mamamaxel Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 22.05.04, 02:32
      Ja lece z mezem wiec moze bedzie mi troche lzej.Moj Maxel jest karmoiny z butli
      watpie zeby sie zmiescil do tej kolyski bo jest duzy,wiec chyba bede go trzymac
      na kolanach na zmiane z mezem.Nie wyobrazam sobie tego bo moj bobas jest ciezki
      i lot prawie 9 godzin i co najgorsze tez Lotem.Co zrobilas w sytuacji jak nie
      mialas juz wiecej mleka?Powiedzieli mi wloci eze moge wziasc wozek do rekawa
      samolotu a pozniej mi zabiora,wiec chyba zostanie w samolocie ,a ty jak
      zrobilas z ta parasolk aze ci zniszczyli.DZiekuje ze odpisalas smile
      • kasia.tycz Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 24.05.04, 18:52
        mamamaxel napisała:

        > Ja lece z mezem wiec moze bedzie mi troche lzej.Moj Maxel jest karmoiny z
        butli
        >
        > watpie zeby sie zmiescil do tej kolyski bo jest duzy,wiec chyba bede go
        trzymac
        >
        > na kolanach na zmiane z mezem.Nie wyobrazam sobie tego bo moj bobas jest
        ciezki
        >
        > i lot prawie 9 godzin i co najgorsze tez Lotem.

        Mam nadzieje, dla Was, ze bedzie troche luzu w samolocie, i ze bedziecie mogli
        rozlozyc dzidzie miedzy soba na wolnym siedzeniu. Naloz wtedy duzo poduszek
        zeby mu bylo wygodnie i moze sobie spac/ baraszkowac. Fajnie jest leciec
        popoludniu, jak dziecko jest juz zmeczone i pada z nog, wtedy wiekszosc podrozy
        przespi. Jezeli wybieracie sie do innej strefy czasowej, musiscie sie liczyc z
        tym ze dizecko bedzie mialo tak zwany jet lag. Trzeba mu zapewnic wtedy jak
        najbardziej komfortowe warunki do wypoczynku i dac czas do przyzwyczajenia sie
        do czasu, a takze aury. Powinno sie podawac takiemu maluchowi jedzenie o
        zwyklych porach, dopoki sam sie nie zacznie przestawiac powoli, i pozwolic spac
        kiedy ma na to ochote. Z czasem sam sie przestawi. Nie wiem gdzie i na jak
        dlugo lecicie, ale zwroc uwage na to, ze najczesciej dochodzi do przeziebien
        przy zmianie klimatu z zimnego na cieply a nie jak sie zwyklo myslec z cieplego
        na zimny. Takze pilnujcie maluszka, zeby go powoli przyzwyczajac do ewentualnej
        zmiany temperatury, nie wystawaic odrazu na wielkie slonce i nie kapac
        namietnie.

        Co zrobilas w sytuacji jak nie
        > mialas juz wiecej mleka?
        Musialam wybrac sie na miasto i kupic w nocny, w dyzurnej patece cala nowa
        puszke sad
        Ale panikowalam i z bezsilnosci sie prawie rozplakalam, bo na innych lotniskach
        w swiecie mozna kupic co nieco dla dzieci, a w W-wie nic. Zadnego mleka,
        zadnych pieluszek (tego czasu), sloiczkow, poprostu tragedia. Wmuszalam w niego
        zimne jedzenie ze sloiczka, ale plakal i nie chcial jesc. Nie bylo gdzie
        podgrzac, jak poszlam z nim na drugi koniec lotniska do restauracji poprosic o
        podgrzanie wkuchni, to sie na mnie patrzyli jak bym z ksiezyca spadla, nikt nie
        chcial pomoc sad

        Powiedzieli mi w locie, ze moge wziasc wozek do rekawa
        > samolotu a pozniej mi zabiora, wiec chyba zostanie w samolocie, a ty jak
        > zrobilas z ta parasolk aze ci zniszczyli.

        Zabrali mi przy odprawie, bo samolot mial byc przepelniony i nie bylo miejsca w
        samolocie (niby). Jak odebralam na pasie z bagazami, to sie tylko nadawal do
        wyrzucenia, a byl nowy, bo kupilam specjalnie na podroz. W domu mam zwykly,
        duzy spacerowy.

        DZiekuje ze odpisalas smile

        Nie ma za co, sluze pomoca smile
        Czesc.
        • maura27 Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 25.05.04, 10:50
          Witajcie,
          Ciesz sie ze ktos poruszyl ten watek. Ja sama mam taki problem. Moj syn na
          teraz 8 miesiecy a leciec z nim bede we wrzesniu 8 godzin samolotem. Sama
          specjalnie kupilam lekki wozek spacerowke) po to zeby nie dzwigac malego po
          lotnisku tylko trzymac go w wozku. To co napisalas jest straszne. Jak mogi
          zniszczyc wozek !! Czy przynajmniej zapłacili ci za straty??? Dobrze ze piszesz
          o tym jedzeniu. Nawet przez mysl mi nie przeszlo ze mozna napotkac takie
          problemy. Sama bardzo cie boje z nim leciec. Najgorsze jest to ze nie wiem co
          zrobie jak zacznie marudzic i palkac. Bo zdaje sobie sprawe ze nie wytrzyma
          siedzac w jednej pozycji 8 godzin.
          Pozdrawiam,
          aga
          • jasiek33 Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 25.05.04, 14:13
            Ja leciałam z synem - miał 8 miesięcy - co prawda tylko 3 godziny ale:
            - na lotnisku wszędize nas przepuszczano, nie musieliśmy czekac w żadnej
            kolejce, nawet zanim sie zorientowałam proszono nas o podejscie z ominieciem
            kolejki,
            - z podgrzaniem jedzenia nie było żadnego problemu,
            - wózek mieliśmy spacerowy ale duży Mutsy - przeszliśmy z nim przez rękaa i
            odebrano go nam w drzwiach samolotu i oddano znowu pzry drzwiach tak, ze znów
            pzrez rękaw jechaliśmy wózkiem - ale to zaznaczyliśmy wyraźnie, że nie chcemy
            aby wózek znalazł się na taśmociągu.
            Ania
            • kasia.tycz Re: Z osmiomiesiecznym bobasem w samolocie 25.05.04, 15:37
              Duzo zalezy jakimi liniami sie leci, i na jakich ludzi sie czlowiek natknie. ja
              lecialam Lotem pierwszy raz, i nigdy nie zapomne, jak 'bydlo' sie pchalo,
              stratowali by czlowieka. Kompletny brak organizacji ze strony przewoznikow, w
              szystkie polskie stewardessy (niech nikt tego osobiscie nie odbiera) na ktore
              sie natknela, byly tak ochydnie nieludzkie. Wszystkie staly wymalowane na
              wysokich obcasach, a zadna sie nie kwapila nawet zaoferowac pomoc. Byli ze mna
              amerykanie z dziecmi, to kobity plakaly rzewnymi lzami, bo takiego zachowania
              nigdy nikt by sie nie spodziewal. Powtarzam zero pomocy, zero organizacji,
              totalny haos i nikogo nic nie obchodzilo. Nie bylo nawet komu skargi zlozyc, bo
              wszyscy unikali nas jak ognia. Po odprawie, wpoczekalni jak czekalismy przez
              caly dzien od 10-tej rano do 21-szej wieczorem, w toaletach nawet nie bylo
              miejsca zeby dziecku pieluche zmienic. Musialam to o grozo robic na brudnej,
              pelnej zarazek podlodze. Radzilam sobie jak moglam, rozlozylam kocyk i tak
              dziekco przewijalam. To bylo w W-wie na lotnisku, nie w Afryce, 3 lata temu.
              Wszedzie na swiecie w toaletach sa przewijaki zainstalowane do scian, zeby
              mozna bylo dziecko po ludzku przewinac. Na drugim koncu lotniska ktos mi
              przypadkowo powiedzial, znajdowal sie pokoj dla matki i dziecka,, tam bylo
              woszem przeiwjaki, to wszystko. Nie bylo mikrofalowki, zeby podgrzac jedzenie,
              nie ma mozlowosci kupienia zanego mleka czy innego jedzenia ja na przyklad
              sloiczkow itp. Jak by dziecko dostalo nagle graczki nie mozna bylo nigdzie
              kupic zadnych kropelek czy czopkow zbijajacych goraczke, nic. A ja tam bylam
              clay bozy dzien, i pol drugiego, tak nas trzymali. Ludzie z dziecmi plakali,
              dzieci plakaly, nie mialy sie gdzie wsypac, nic. Ja duzu w zyciu podrozowalam
              po swiecie, roznymi liniami, na roznych lotniskach bylam, na mniejszych i
              wiekszych, ale czegos takiego nawet w najskrytszych snach bym sie nie
              spodziewala, i to w naszej stolicy. Moze od tego czasu troche sie zmienilo,
              oby, na lepsze, tego Wam zycze.
              Dla porownania napisze tylko w wielkim skrocie, jak wchodzilam do polskiego
              samolotu z dzieckiem, kilkoma torbami podreczymi, pieluchy, jedzenie dla
              dziecka, picie itp. zadna piekna stewardessa nawet sie nie kwapila mi pomoc,
              jeszcze tylko instruowaly i poganialy wszystkich. Potem mialam przesiadke i
              lecialam amerykanskimi liniami. Jeszcze nie weszlam dobrze na poklad samolotu,
              a tu dwie doskoczly, bez pytania zabaly mi wszystkie bagaze, jeszcze dziekco
              chcialy odemnie wziasc potrzymac, zebym sie dobrze najpierw usadowila, lataly
              kolo mnie jak kolo ksiezniki, same przynosily i oferowaly jedzonko Gerbera w
              sloiczkach dla dziecka, picie, soczki itp. az mialam lzy w oczach po tym
              wszystkim co przeszlam w W-wie. Tam nawet do WC nie moglam isc, bo nie mialam z
              kim dziecka zostawic. W samolocie lini amerykanskich, spytali mi sie czy ma
              kolo mnie ktos usiasc, zebym mogla sie zdrzemnac czy oczy zamknac i odpoczac,
              co Wy na to? Ja czulam sie tak glupio i skrepowana, ze nie wiedzialam co mam
              powiedziec. Jestem bardzo samodzielna i nikogo sie o pomoc nie pytam jak nie
              musze. Ale tam wszyscy sami z siebie, widzieli ze sama podrozowalam z dzieckiem
              a to nie jest latwe nawet we dwoje. Dlugo mogla bym pisac, ale nikogo nie chce
              straszyc. Na koniec tylko pragne dodac, ze moze to byl tylko taki dzien, moze
              ja mialam pecha, ale nigdy nie zapomne tego horroru co przezylam, i nikomu tego
              nie zycze. Moja intencja bylo tylko przygotwac was na kazda ewentualnosc, jak
              to sie mowi: "przezorny zawsze ubezpieczony" i "lepiej nosic niz sie prosic"
              A za zniszczenie wozka nie zwrocili mi kosztow, za zgubienie walizki z
              wszystkimi ubrankami dziecka, mlekiem, pieluchami itp. tez nie przeprosili.
              Madrzyli sie, zamiast przeprosic i pomoc. Cale szczescie od Boga, ze w rodzinie
              sa dizeci w tym samym wieku, i moglam dziecko ubierac w ubranka po kuzynach.
              Takze, zwroccie uwage, zeby ubrania tez pakowac tak, zeby w kazdej walizce bylo
              cos kazdego. Ja spakowalam jedna walizka byla moich rzeczy, druga dziecka, i ta
              dziecka zginela. Zostalam na lodzie, bez ubran, bez melka ktore dzieko pilo,
              bez pieluch, byla niedziela wieczor, wyobrazcie sobie. Dzo mogla bym jeszcze
              pisac. Przygotujciee sie na kazda ewnetualnosc. Dorosla osoba zrozumie i
              wytrzyma, ale takie malenstwo. A same wiecie pewnie z wiadomosci, gazet, ile
              roznych rzeczy sie moze darzyc w podrozy. Ludzi po kilka dni koczuja na
              lotniskach, bo biuro podrozy nawalilo itp. itd.
              Musze konczyc narazie. Pozdrwiam serdecznie,
Pełna wersja