ponponka1 11.10.11, 13:50 wyborcza.pl/1,75476,10423780,Eksperymenty_na_wczesniakach___list.html Kazdy wybor polityczny niesie za soba jego konsekwencje. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
1mzeta Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 15:01 No ale o co ci dokładnie chodzi ? Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 16:17 "Szkoda, że nikt wcześniej nie zapytał, czy my w ogóle życzymy sobie podtrzymywania tej ciąży na siłę i skazywania dziecka za wszelką cenę na życie." Co za pierdoły... A gdzie ta kobieta była, kiedy podtrzymywano jej ciążę? odseparowana od swojej macicy? nieprzytomna? Nie ma żadnego obowiązku czy przymusu podtrzymywania ciąży. Po drugie- rodzic tak czy inaczej nie ma prawa zadecydować o nieleczeniu dziecka ( w tym wcześniaka), co najwyżej o zaniechaniu uporczywej terapii dziecka w stanie terminalnym. To tak, jakby rodzic dziecka chorego onkologicznie powiedział, żeby w ogóle nawet nie próbować leczyć- bo nie, bo ma taki światopogląd. Jest człowiek, jest szansa- jest obowiązek próby ratowania, niezależnie od opinii otoczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
1mzeta Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:06 zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,8734800,Jak_ratowac_wczesniaki.html?as=1&startsz=x Odpowiedz Link Zgłoś
1mzeta Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:11 "Jest człowiek, jest szansa- jest obowiązek próby ratowania, niezależnie od opinii otoczenia. " Tylko jakim kosztem............. "W Wielkiej Brytanii lekarze mogą zaprzestać działań medycznych, by skrócić cierpienie dziecka, o ile przekonają rodziców. Jeśli im się to nie uda, decyduje sąd. W 2005 r. wydał taką decyzję po piątej reanimacji urodzonej w 24. tygodniu ciąży Charlotte Wyatt. Dziewczynka - wg lekarzy - nie czuła nic oprócz bólu. Nigdy by nie chodziła, nie słyszała, nie mówiła. W Izraelu bez zgody rodziców nie wolno reanimować dziecka poniżej 25. tygodnia. W Szwajcarii i Holandii tak wcześnie urodzone dzieci ratuje się tylko na pisemną prośbę matki. W Polsce nie ma żadnych prawnych rozwiązań - najczęściej lekarze postępują wg głęboko zakorzenionej chrześcijańskiej zasady i ratują każde dziecko wszelkimi dostępnymi środkami.Nie bojąc się komplikacji i upośledzeń, które mogą być widoczne dopiero po czasie." Nie byłabym w stanie skazać swojego dziecka na cierpienie i ból w tak "tolerancyjnym" kraju jakim jest Polska. Odpowiedz Link Zgłoś
bezak25 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:15 to trudny temat, nie wydawałabym takich stanowczych osądów, 1mzeta. Ja nigdy nie byłam w takiej sytuacji - postawione przed faktem walki o życie swojego dziecka - wcześniaka. Nie wiem czy w takiej chwili potrafiłabym powiedzieć "nie, nie ratujcie'. Niem wiem... Łatwo mówić... Odpowiedz Link Zgłoś
1mzeta Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:47 Ja nie wydaję osądów- jeśli życie po takim ratowaniu jest pasmem cierpienia to nie była to walka o życie tylko o przeżycie- a to już zasadnicza różnica. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 21:24 Tyle tylko, że o tym, czy była to walka o życie, czy o przeżycie dowiadujesz się już po podjęciu tego ratowania. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 21:22 W Polsce nie ratuje się wcześniaków poniżej 24 tż. Co do reanimacji- zawsze się ją podejmuje, ale niekoniecznie ciągnie "do skutku". .Nie bojąc się komplikacji i upośledzeń, które mogą być widoczne dopiero po > czasie." Ciekawe skąd to przekonanie, że lekarze nie boją się komplikacji i upośledzeń? Ciekawa jestem tylko ile z polskich rozhisteryzowanych e-matek, łykających duphaston jak cukierki, spokojnie przyjęłoby decyzję "nie ratujemy"? Ile matek wcześniaków powiedziałoby "nie ratujcie"? Można sobie rozważać teoretycznie, ale widząc własne dziecko walczące o życie żadna chyba matka nie powie "nie ryzykujmy powikłaniami, niech sobie umrze". Nawet, jeśli szansa jest mała. Widziałam naprawdę wiele koszmarnie uszkodzonych dzieci, skrajnych, odratowanych wcześniaków. Umierających ostatecznie po 3, 6, 12 miesiącach walki. Ale widziałam też cuda- dzieci odratowane, którym nikt szansy nie dawał, a jednak żyją i mają sie dobrze. czy masz wiedzę, pozwalającą powiedzieć rodzicom, że ich dziecko będzie pechowcem albo szczęściarzem? Ja nie mam, czy mogę więc skazywać kogokolwiek na śmierć bez próby ratowania? Odpowiedz Link Zgłoś
1mzeta Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 21:48 Ano stąd to stwierdzenie, że w Pl akurat powinni się tego bać, a dlaczego ? ano dlatego,że potem takie dzieci i ich rodzice pozostawieni są sami sobie i tyle- róbta co chceta. W innych krajach państwo takim rodzicom i dzieciom pomaga normalnie żyć, a nie wegetować. Pomyślałaś co się z takim dzieckiem stanie jak już rodziców na świecie braknie ? "Widziałam nap rawdę wiele koszmarnie uszkodzonych dzieci, skrajnych, odratowanych wcześniaków. Umierających ostatecznie po 3, 6, 12 miesiącach walki. Ale widziałam też cuda > - dzieci odratowane, którym nikt szansy nie dawał, a jednak żyją i mają sie dobrze." Napisz ile jednych i drugich i jaki to stanowi odsetek całości. "czy masz wiedzę, pozwalającą powiedzieć rodzicom, że ich dziecko będzie pe > chowcem albo szczęściarzem?" Ja nie mam- pokaż mi zdanie w którym twierdzę inaczej oraz stwierdzamże skrajne wcześniaki nie powinny być ratowane. Od stwierdzenia stanu i rokowań są lekarze- czy ja piszę coś innego w innym poście - po prostu sobie dorobiłaś jakąś ideologię do moich wypowiedzi. Nie zauważyłaś jak napisałam co ja bym zrobiła- a nie co zalecam innym rodzicom. "Ciekawa jestem tylko ile z polskich rozhisteryzowanych e-matek, łykających duph > aston jak cukierki, spokojnie przyjęłoby decyzję "nie ratujemy"? Ile matek wcze > śniaków powiedziałoby "nie ratujcie"? Można sobie rozważać teoretycznie, ale wi > dząc własne dziecko walczące o życie żadna chyba matka nie powie "nie ryzykujmy > powikłaniami, niech sobie umrze"." Nie moja wina,że ktoś jest rozhisteryzowany i ma debilnego lekarza stosującego duphaston na całe zło i zagrożenia ciąży- ten tylko pomoże w określonych przypadkach i tyle. Rozumiem,że można bardzo pragnąć dziecka ale nie za wszelką cenę i nie kosztem jego cierpienia. To nie miłość tylko schiza. Źle trafiłaś z takim porównaniem bo te "rozhisteryzowane" jedyny cel jaki mają to dziecko i to za wszelką cenę- znam takie. I tak- jeśli lekarz by mi powiedział,że moje dziecko nawet po odratowaniu ma nikłe szanse na w miarę normalne życie to owszem- pozwoliłabym mu odejść niż mieć je przez kilka miesięcy, a w szpitalu i cierpiące. Odpowiedz Link Zgłoś
michelinka11 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:37 Eutanazji chyba? Odpowiedz Link Zgłoś
pa-ti11 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 17:39 kto nie był w takiej sytuacji to nie wie jak by się zachował widząc SWOJE dziecko czy to w 24 czy 27tygodniu to są ciężkie klimaty i ekstremalnie trudne decyzje nie wiem... Odpowiedz Link Zgłoś
lexie007 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 20:48 ja tez tak mysle jak pa-ti.. co moze wiedziec czlowiek ktory nie byl nigdy w takich trudnych zyciowych sytuacjach. Kazdy jest kowalem swojego losu i kazdy powinien sam podejmowac decyzje i nikt nie ma prawa w to ingerowac. Odpowiedz Link Zgłoś
rulsanka Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 11.10.11, 20:57 W tym rzecz, że rodzice (chyba) nie mają za wiele do gadania. Odpowiedz Link Zgłoś
perd-ido Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 22:08 Nikomu nie zycze byc w takiej sytuacji, ciezki klimat i trudny wybor. Odpowiedz Link Zgłoś
natalinek.j Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 22:23 To jest naprawdę trudny temat, i tylko Ci którzy znaleźli się w sytuacji wyboru ( ratować dziecko i zaryzykować ewentualne konsekwencje wcześniactwa, czy pozwolić mu odejść) mogą cokolwiek na ten temat powiedzieć. Ja po poronieniu strasznie cierpiałam, długo nie mogłam pogodzić się z tym co się stało. Kolejna ciąża była zagrożona, za którymś razem w szpitalu, lekarz zapytał się, czy zdaję sobie sprawę o co walczę....... zupełnie nie rozumiałam o co mu chodzi.... jak to o co? O dziecko, o synka, przecież wybraliśmy już dla niego imię itd. bardzo chciałam go urodzić i wiedziałam, że muszę walczyć żeby się udało. Liczyłam tygodnie i czekałam na próg, kiedy to będzie możliwe podtrzymanie przy życiu skrajnego wcześniaka. Ten gin wziął mnie za rękę i powiedział, że powinnam się zastanowić co zrobić w sytuacji gdyby się synek urodził tak wcześnie, opowiadał o dobrych i złych zakończeniach i miałam wrażenie, że raczej odwodził mnie od myśli o ratowaniu dziecka w np 25tc. Mówił, ze utrzymanie funkcji życiowych to nie wszystko..... że są poważne problemy, że dziecko już zawsze może być chore itd. Dało mi to dużo do myślenia, nigdy nie podjęłam decyzji co zrobiłabym w sytuacji przedwczesnego porodu.... nie chciałam o tym myśleć, bałam się... Codziennie powtarzałam sobie, że muszę wytrzymać co najmniej do 32tc, a im dłużej tym lepiej. Przeleżałam plackiem 6mies., momentami nawet do łazienki nie mogłam wychodzić, kiedy skurcze mi się nasilały. Udało się donosiłam ciążę do 37tc, miałam pessar, brałam leki, leżałam i się udało, ale nadal nie wiem, co zrobiłabym w sytuacji gdybym nagle urodziła przedwcześnie, czy chciałabym żeby lekarze ratowali Młodego? Myślę, że chciałabym za wszelką cenę Go ratować, ale gdyby cierpiał, gdyby nie miał żadnych szans na życie bez cierpienia........ nie mam pojęcia. Nikomu nie życzę takich wyborów. Ale nie piszcie, że ktos zmusza w Polsce do podtrzymywania ciąży, bo nikt na siłę leków kobiecie nie wciska, nikt nie przywiązuje do łóżka, żeby leżała, gdy skraca się szyjka i zagraża przedwczesny poród. Jestem pewna, że jednak zdecydowana większość mam chce ratować swoje wcześniacze dzieci, bo niby skąd mają wiedzieć, że ich dzieciom się nie uda, przecież tyle historii kończy się pozytywnie. Owszem jest mnóstwo problemów, badań, zabiegów, ale często finał jest pozytywny i Ci rodzice wiedzą, że warto wierzyć i próbować. Nikt nie wie w 100% jaki będzie los wcześniaka. Odpowiedz Link Zgłoś
perd-ido Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 12.10.11, 23:14 Rowniez przelezalam czesc ciazy. Slowo "ciaza zagrozona" traktowalam jak abstrakcja. Nie wierzylam, ze moge urodzic za wczesnie. Nie zastanawialam sie co bedzie gdyby to jednak nastapilo. Wierzylam, ze uda mi sie szczesliwie przekroczyc 20 tc, a potem dolece do 37 i bedzie ok. Jednak sie nie udalo, a porod przedwczesny spadl na mnie jak grom z jasnego nieba. Zupelnie nieprzygotowana i zaskoczona. Porod przed 30 tyg a po 32 to duza roznica i zawsze wieksze szanse dla dziecka i jego rozwoju. Nie wiem co bym zrobila gdyby moje dziecko chcialo przyjsc na swiat jeszcze wczesniej. Naprawde trudny temat. Odpowiedz Link Zgłoś
bakis1 Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 13.10.11, 00:09 Bardzo trudny i ciężki temat - jak napisała jedna z przedmówczyć w tym wątku. Dodam do niego tylko tyle, że ja sama urodziłam się w trzy miesiące za wcześnie, miałam cały jeden Apgar za oddychanie i wagę urodzeniową 1 kg. Z tego, co opowiadała mi Mama to wszyscy przygotowywali Ją to na żeby za długo z Córki się nie cieszyła. Niektórzy mniej, a inni bardziej subtelnie (np. salowa na odziale dziwiła się, że Mama dzierga dla mnie kaftaniki na szydełku, no bo po co i tak ich nie ponoszę. Minęło 31 lat, żyję, mam się świetnie, a jedyną konsekwencją wcześniactwa jest słaby wzrok. Bardzo się cieszę, że nikt nie zadał mojej Mamie pytania: czy ma mnie ratować czy nie. Ale wiem, że życie pisze różne historie...i nie wszystkie kończą się szczęśliwie. Odpowiedz Link Zgłoś
natalinek.j Re: Wstep do dyskusji o eutanacji wczesniakow 13.10.11, 10:09 I Twoja odpowiedź jest tylko potwierdzeniem, że warto walczyć o życie dziecka. Tak jak napisałam wcześniej, nikt nie wie jak zakończy się historia, jak będzie wyglądało życie wcześniaka, ale przede wszytskim nikt nie wie w 100% że dziecko nie przeżyje - więc dopóki jest szansa trzeba ratować wcześniaczki. Zdarzają się jednak sytuacje w których dochodzi do uszkodzeń nieodwracalnych, kiedy wiadomo że dalsze życie to będzie jedno wielkie cierpienie - w takiej sytuacji niestety decyzja jest strasznie ciężka i dopóki ktoś nie stoi przed takim wyborem to nie wie jak by postąpił. Widziałam w szpitalu dzieciaczki po 500g, to takie małe okruszki, a mają w sobie taką siłę zeby walczyć o życie......ehhh poryczałam się życie nie niesprawiedliwe... Odpowiedz Link Zgłoś