bosshek
05.06.04, 12:59
Postanowiłam podzielić się jeszcze jedną moją troską dotyczącą zdrowia 2
mies. synka. Kiedy przewrócę mojego Małego na brzuszek, wówczas on bardzo
wysoko podnosi głowę do góry, wręcz odgina ją do tyłu (przeczytałam, że
powinien unosić głowę pod kątem 45 st., tymczasem on odgina głowę do tyłu
dużo bardziej, aż boję się o jego kręgosłup). Sytuacja wygląda tak w zasadzie
od początku jak tylko zaczęłam układać Małego na brzuszku, tj. jak tylko
odpadł pępek. Dodam, że Mały również od początku bardzo długo trzyma głowę w
tej pozycji nawet ponad minutę. Co prawda głowa mu się chwiała na wszystkie
strony, ale jej nie opuszczał. Najpierw byłam dumna, że mam takiego silnego
syna i trzyma głowę uniesioną wielokrotnie dłużej niż podają podręczniki.
Potem zaniepokoiłam się tym, że synek ma problemy z opuszczeniem główki - ma
bardzo napięte mięśnie karku. Ostatnio udaje mu się ją położyć, ale tylko na
jednym boku (na prawym policzku) i to jak jest bardzo śpiący. Poza tym
zaczyna on odchylać głowę do tyłu i na bok, ale głównie w jedną stronę (w
prawo), tak bardzo, że głowa przeważa i synek obraca się na bok. Podobnie
sytuacja wygląda, gdy trzymam maluszka pionowo, żeby mu się odbiło. Wówczas
nie jest w stanie przytulić główki do mojego ramienia tylko odchyla ją bardzo
do tyłu. Byłam z dzidziusiem u neurologa i powiedział, że mały bardzo brzydko
leży na brzuchu. Dał skierowanie na rehabilitację metodą Vojty. Poszłam
zadowolona do rehabilitantki, bo myślałam, że pokaże mi jak ćwiczyć i masować
maluszka, żeby było OK. Jednak to, co zobaczyłam, tj., na czym polega
rehabilitacja zmroziło mi krew w żyłach. Podczas kilku krótkich "ćwiczeń"
mały tak się darł, siniał, miał bezdechy, że serce mi się krajało. Zaczęłam
mieć wątpliwości, co do potrzeby rehabilitacji. Wątpliwości te wzmogło
stwierdzenie rehabilitantki, że mam ćwiczyć sama w domu 4 razy dziennie
(czego sobie nie wyobrażam, ponieważ ćwiczenia są bardzo skomplikowane i po
20 minutowym pokazie nie sposób się ich nauczyć, a źle wykonywane mogłyby
zaszkodzić dziecku; poza tym boję się że potem dziecko na mój widok
reagowałoby panicznym strachem - Mały po wyjściu z gabinetu łkał jeszcze
długo przez sen - moim zdaniem trauma większa niż przy szczepieniu) no i
dobrze, żeby przychodzić na rehabilitację do niej przynajmniej raz w tygodniu
(na początku na pewno częściej żeby nauczyć się metody). Oczywiście
najbliższy wolny termin za 1,5 miesiąca, no chyba , że odpłatnie (40 zł.) to
nie ma problemu.
W związku z tym wszystkim zaczęłam mieć potworny dylemat czy rehabilitować
dziecko czy nie. I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale o to czy trzeba bądź
co bądź maltretować dziecko psychicznie, przy takiej dolegliwości jaką ma.
Dodam, że dziecko rozwija się intelektualnie bardzo dobrze. Zdaniem
rehabilitantki pod tym względem jest miesiąc do przodu, ale pod względem
rozwoju ruchowego jest opóźnione (górne kończyny) o 2 tygodnie. Co mam zatem
robić? Może któraś z Mam miała problem z "zadartą" główką u dziecka. Może są
jakieś łagodniejsze metody rehabilitacji. A może po prostu zmienić neurologa,
choć ten jak i rehabilitantka pochodzą z uznanego wrocławskiego
ośrodka "Promyk Słońca". Mam nadzieję, że będzie się Wam chciało, przeczytać
te chaotyczne "wypociny" i coś mi doradzicie. Pozdrawiam