moopsinka
04.02.12, 18:17
Na początek zaznaczę, że nie jestem osobą wybitnie towarzyską. Swój dom traktuję, jak swoją twierdzę, a na przyjęcie gości lubię być dobrze przygotowana (tzn. mieć porządek, poczęstunek i być uprzedzona dzień-dwa wcześniej). Mój mąż przeciwnie, jest bardzo 'zapraszalski'.
Stąd moje wątpliwości - nie chcę wyjść na jakąś dzikuskę lub odludka.
Jestem kilka dni po terminie i wciąż zasypują mnie telefony od rodziny i znajomych w stylu: napisz koniecznie jak tylko urodzisz, to wpadniemy was odwiedzić!
Kiedy informowałyście o narodzinach waszych dzieciaków? Mam wrażenie, że jak napiszę SMS kilka godzin po porodzie, to będę miała falę niechcianych odwiedzin w szpitalu, a przynajmniej będę musiała odebrac kilkadziesiąt telefonów i SMSów z gratulacjami, choć pewnie wolalabym w tym czasie spać.
Czy wykłócać się z mężem o tzw.pępkowe? On ma zamiar urządzić spotkanie w naszym domu zanim wrócę ze szpitala. Wolałabym, aby odczekał np. tydzień i spotkał sie z kumplami w jakiejś knajpie. Nie cieszy mnie wizja szorowania chaty po takiej męskiej imprezie. A najchętniej chciałabym mieć go caly czas do pomocy, a nie wypuszczać na zabawę, podczas, gdy ja sie męczę.
Moja teściowa ze zniecierpliwienia już przebiera nogami i od kilku miesięcy nie mówi o niczym innym,jak tylko o swoim przyszłym wnusiu. Wiem, że jej wizyty w szpitalu i w później w domu są nieuniknione, ale nie wiem na ile jej pozwolić. Pewnie na początku będę potrzebowała jakiejś pomocy (choć jestem typem zosi-samosi), ale nie chcę, żeby przesiadywała u mnie codziennie. Jak często na początku odwiedzały was wasze teściowe?
Kiedy i w jakiej formie wizyty znajomych i dalszej rodziny w domu po porodzie? Czy kawa i ciasto wystarczy, czy wypada postawić obiad z 3 dań, alkohol i biesiadować do wieczora?
Czy przy takich okazjach da się wogóle uniknąć alkoholu?