antonina_74
19.06.04, 23:38
We wtorek wróciłam z Zosią (8,5 m-ca) ze szpitala po tygodniowym pobycie
(zakażenie ukł. moczowego plus rotawirus). W szpitalu byłam z nią cały czas,
wychodziłam z sali tylko jak spała albo kiedy ktoś mnie zmieniał (mąż). Zosia
zawsze była bardzo pogodnym dzieckiem, w szpitalu też, bez protestu siedziała
w łóżeczku, bawiła się pięknie grzechotkami.
W domu - tragedia. Od dwóch dni nieustanny wrzask (nie płacz tylko właśnie
donośny, wściekły wrzask) kiedy tylko próbuję nie nosić jej na rękach, kiedy
sadzam na kocyku albo w łóżeczku. To samo kiedy choć na sekundę zniknę z oczu
albo tylko odejdę w dalszy kąt pokoju. Jest zadowolona tylko na rękach albo
kiedy siedzę z nią na kocyku. Do tego - normalny po biegunce okres "wilczego
głodu" czyli karmienie co 2 godziny, w nocy też. Szczerze mówiąc oszaleć
można

dziecko ma zrobione wszystkie badania, jest całkowicie zdrowe, chyba
nie ząbkuje, je trzy razy tyle co zwykle więc chyba najedzone, ładnie śpi
i... awanturuje się nie-wiem-o-co. Czy to może mieć jakiś związek z pobytem w
szpitalu???
Poradźcie coś proszę bo jestem na granicy wytrzymałości i już dziś na nią
prawie nawrzeszczałam z tego wszystkiego

Pozdrawiam,
Antonina
mama Kuby (4,5) i Zosi (8 m-cy)