monika290481
12.08.12, 18:27
Moj syn wlasnie skonczyl 8 miesiecy. Od kilku tygodni zrobil sie niesamiwitym maminsynkiem, moje wyjscie z pokoju - nawet jezeli zostaje z nim jego tato - powoduje placz i narzekanie. To jest jednak nic w porownaniu z wizytami u rodziny. W momencie jak tylko przekraczamy prog ich domu, maly wpada w histerie i placz. Na widok kazdego i wszystkiego. Nie da sie go praktycznie uspokoic, nawet jego najulubiensza zabawka nie wzbudza zainteresowania, nie chce nic jesc. Jest tam troje doroslych, zadne z nich juz nawet do niego nie podchodzi i nie mowi. Zastanawiajace jest dla mnie, iz jest to jedyne miejsce na ktore reaguje tak niesamowicie zle. Zdarza mu sie jeszcze kogos wystraszyc, ale rzadko. Przebywa rowniez w innych miejscach, wsrod innych obcych, ktorych widzi duzo rzadziej i nic nie wywoluje tak masakrycznej reakcji jak tam. O co moze chodzic i co dalej? To jest nasza najblizsza rodzina. Zaprzestac wizyt na jakis czas, czy moze zwiakszyc ich czestotliwosc? Czy komus z was sie cos takiego przydarzylo? Prosze o rady.