Dodaj do ulubionych

Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu?

28.11.12, 22:12
Dziewczyny, pierwsze pytanie jakie nasuwa mi się czytając wątki o dzieciach.
Czy widziałyście kiedyś wpisy tatusiów że martwią się ilością kupek, że męczy ich usypianie na rękach albo męczące skoki rozwojowe? Czy są tutaj jacyś mężczyźni?

Jak u Was wygląda pomoc ojców w wychowaniu maluchów? Czy pomagają czy wychowują razem z Wami? Czy chętnie po powrocie bawią się z maluchami czy raczej zmęczeni czekają aż dzieciaki pójdą spać? Czy czujecie, że mogliby więcej Wam pomagać czy jesteście zadowolone?

Ja przyznam, że czasem chciałabym być bardziej doceniona i odciążona. W końcu praca z dzieckiem cały dzień bardzo męczy - szczególnie jak noc ma ciężką, ciągle się budzi a później w dzień jest nieszczęśliwy i chciałby być najlepiej tylko na rękach - wymęczonej po nocy matki.
Chciałabym żeby mąż wbiegał do domu z uśmiechem na twarzy i krzyczał "idź kochanie się połóż, teraz ja się zajmę dzieckiem, a Ty się zregeneruj" ?smile
czy oczekuję za dużo? jak to u Was jest?


Obserwuj wątek
    • aleksandra1357 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 28.11.12, 22:20
      Mój mąż potrafił ogarnąć dwójkę dzieci z różnicą 2 lata, nawet jak to drugie było małym niemowlakiem, a ja miałam wychodne, jak wracał z pracy.
      Mężowi trzeba trochę pokazać, jaka jesteś wykończona, bo może się sam nie domyślić.
      Ale najlepiej regenerować się poza domem - mąż wraca, Ty wychodzisz.
      Pomoc męża zawsze ma taką ciemną stronę: jak kobieta zajmuje się dzieckiem, to jednocześnie sprząta i obiad gotuje. Jak facet zajmuje się dzieckiem, to tylko bałagani i zjada wszystko, a i tak mu się wdzięczność należy.
      Mnie ogólnie wkurza, że mąż puszcza dzieciom kreskówki, których ja nie toleruję, ale szczęśliwie rzadko bywa w domu, więc mózgi dzieci jeszcze się całkiem nie zlasowały.
    • murwa.kac Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 28.11.12, 22:25
      nie pomaga.
      wychowuje na rowni ze mna.
      to jest tak samo jego obowiazek jak i moj.
      po powrocie z pracy zajmuje sie synem, bawi sie z nim, bierze na spacer, karmi, kapie (wlasciwie tylko on kapie, ja od narodzin wykapalam dziecko kilka razy moze). rzeczywiscie mam czas zeby sie zregenerowac
      w weekendy dziecko jest praktycznie na jego glowie - cala logistyka okolodzieciowa, jedzenie, spacery, ubieranie, przebieranie. ja tylko podpowiadam, dopowiadam i odsypiam do 12ej (w tgodniu tylko ja mam dyzury nocne)

      a ze sie nie udziela na forum?
      nie ma potrzeby. jak czegos nie wie - dopyta mnie.
    • infiniteness Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 28.11.12, 22:36
      Mój mąż nie "pomaga", on robi to co należy do obowiązków rodzica i domownika. Jak jestem w pracy a on siedzi z małym to dziecko siedzi najedzone, w miaręwink czyste, obrazki są pomalowane, układanki ułożone, chałupa odkurzona nawet naleśniki posmażone. Wszystko jest do dogadania między partnerami. Może mamy, które tu piszą nie angażują swoich partnerów do życia rodzinnego i dlatego są wykończone?
    • mruwa9 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 00:13
      Moj maz tez nie pomaga. Uczestniczy, na rownych prawach rodzicielskich.
      Jedyne, czego, sila rzeczy, nie mogl robic, to karmic piersia. Cala reszta- jak najbardziej. To on pierwszy zmienial pieluchy pierworodnemu i kapal go. A ze nie pochlaniaja go dyskusje na temat kupek i zupek? A musza? Robi, co nalezy, i to jest najwazniejsze.
    • mayaalex Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 00:26
      No wlasnie, nie pomaga tylko po prostu sie zajmuje. Ale prawda ze to ja bywam czasem wykonczona bo nocny dyzury mam ja (kp - spimy razem wiec nie jest tak zle ale bywaja ciezkie nocki, wiadomo) i nie zawsze moge rano odespac. Jak ide do pracy na 9 to wstaje o 7.30 i wtedy po ciezkiej nocy caly dzien jestem troche przymulona. Ale jak ide pozniej to obudzone dziecie oddaje tatusiowi a ja wracam na porzadna drzemke. Poza tym wychodzi chyba po rowno - ja wiecej w weekendy i wieczorami, tata w ciagu dnia.
      Na fora tata nie zaglada, ma swoja ksiege i ulubione strony w internecie, wiedze czerpie z nich. I od znajomych. Jest bardzo dobrym ojcem, czulym i cierpliwym, no i nie przejmuje sie pierdolkami typu zle dobrane spodnie do bluzeczki albo skarpetki do szalika smile
    • aaaniula Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 08:48
      Ja jestem w połowie zadowolona smile Mąż faktycznie posprząta, czasem ugotuje, robi zakupy. Ja piorę, prasuję, w większości zajmuję się obiadami. Siedzę z małym, chodzę na spacery, ogarniam nocki (tata wstaje po omacku przygotować butlę i zasypia zanim dotknie głową poduszki). W sumie taki podział mi odpowiada, bo jak mężowi mówie, że ma coś zrobić, to od razu się zrywa do roboty. Muszę mu powiedzieć, bo jak mnie uświadomił , sam nie wszystko widzi smile Brakuje mi zresetowania poza domem. Mąż troszkę się jeszcze boi zostawać z małym. Zwłaszcza wieczorami, kiedy mały marudzi. Widzę, że czasem brakuje mu cierpliwości kiedy dziecko płacze. Frustruje go to, że nie wie dlaczego on rozpacza i ciężko go uspokoić. Ale mam nadzieję, że już niedługo też będzie potrafił sobie z synkiem poradzić. Bo bardzo brakuje mi wyjść do kina. Chciałabym raz w miesiącu się wybrać na jakiś film.
      • glomeria Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 09:08
        Mój problem od zawsze polega na tym, że uważałam że lepiej sobie ze wszystkim poradzę więc wszystko robiłam sama. Później zaczęłam się dzielić obowiązkiem sprzątania i gotowania co na szczęście mój maż lubi. I oczywiście to robi. Ale mi chodzi o wspólne wychowywanie pomijając zakupy, sprzątanie i gotowanie. Chodzi o zabawy, opiekę, usypianie - wszystko to co robi się z maluszkiem. Oczywiście poza karmieniem, bo to póki co mogę robić tylko ja smile I tylko ja wstaję w nocy.

        Synek jest jeszcze malutki - ma dopiero 3 miesiące a ja kąpię go sama albo z mężem - nigdy on sam go nie kąpał, ale faktycznie od teraz to on przejmie ten obowiązek. A jak się nim zajmuje to chyba powinnam być w drugim pokoju bo ciągle mam ochotę coś podpowiadać, w stylu popraw mu śliniaczek, to jak mu się nudzi to pokaż mu tą grzechotkę, a teraz go połóż na bujaczku smile Gryzę się w język żeby tego nie robić, ale jednak przyznaję robię. A z drugiej strony mąż tak przyzwyczaił się, że mu mówię, że jak mały marudzi to on patrzy na mnie że mu powiem co robić.

        Co teraz zrobić żeby nauczyć męża samodzielnej opieki by mieć upragnione wychodne smile

        • murwa.kac Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 09:12
          no to tym podpowiadanim i poprawianiem strzelilas sobie w kolano.

          nie rob tak, bo facet sie tez frustruje. jak sie zajmuje dzieckiem - ty nie reaguj. sam dojdzie co i jak.

          jak wychodne?
          po prostu - ubierasz sie i wychodzisz big_grin
          najpierwsz, zeby szoku nie bylo na godzine.
          • taka_sobie_2 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 11:21
            Dokładnie - oznajmiasz, że idziesz na zakupy na przykład i wrócisz za godzinę. Ja tak wychodziłam niemal od samego począdku. Nie lubiłam robic zakupów z wózkiem bo nie chciałam przegrzewać małego w sklepie. Wychodziłam właśnie wieczorem zostawiając mężowi odciągnięte mleko bo bał się zostawać z nim bez mleka mimo, że teoretycznie mały jadł co 2 godziny. Nawet zakupy "żywieniowe", nie mówiąc o "ciuchowych", relaksują mnie teraz smile chociaż kiedyś raczej męczyły... Musisz facetowi uświadomić, że potrzebujesz wyjśc z domu SAMA, bez dziecka i tyle. Dla lepszego samopoczucia, żeby nie zwariować. Po takiej nieobecności miło wrócić do dziecka bo się za nim tęskni... Teraz wychodzę już na dłużej, nierzadko parę godzin, przy okazji załatwiam wiele rzeczy, oprócz zakupów idę na pocztę itd. Myślę, że mąż woli siedzieć z dzieckiem po pracy niż biegac po marketach, aptekach itd.
        • aaaniula Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 12:24
          Masz tak jak ja. Też uważam, że zrobię lepiej. Choć muszę przyznać, że sytuacja mnie trochę tego nauczyła. Mąż od początku się przy małym bardzo frustrował. Nie potrafił zrozumieć, że na kolki nie pomaga nic. Że mimo tego, że dziecko cały czas się nosi, tuli, całuje, robi ciepłe okłady i masuje brzuch- ono i tak płacze. I tak jest do teraz. Mąż wraca z pracy ok 17-18. Wychodzi wczesnie rano. Więc kiedy już jest siadamy do obiadu, i pochwili kąpanie. To robi tylko mąż i wychodzi mu świetnie. Także nie ma za bardzo czasu na tą opiekę nad małym. W weekend weźmie go na spacer, pobawi się, ale kiedy zaczyna się płacz dziecko ląduje na moich rękach. Mąż ucieka zaraz do garów, albo odkurzacz w dłoń. Widzę, że łatwiej przychodzą mu obowiązki domowe niż opieka nad maluchem. Wiem za to, że kiedy przyjdzie czas kolejek, samolotów, latawców pewnie nie oderwę ich od siebie smile
          • glomeria Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 15:55
            No ja mam dokładnie tak samo. Wiem, że mąż kocha nas i stara się ale lepiej wychodzi mu gotowanie, sprzątanie i zakupy i chyba woli to robić niż pochylać się godzinę z uśmiechem i mówić gu gu gu. Dokładnie tak samo myślę, że jak już będzie większy, zaczną się rowerki, piłka nożna i latawce to zejdę na drugi plan. Teraz chyba guganie nie jest dla niego tak bardzo atrakcyjne jak dla mnie smile To nie tak, że w ogóle nie guga, ale za mało smile wiem, że jak wraca późno to jest zmęczony, ale ja po całym dniu gugania też bym chętnie odpoczęła przed nocą
        • jehanette Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 04.12.12, 16:09
          A co się dziecku stanie, jak będzie mieć śliniak przekrzywiony? NIC! Jeśli zacznie się nudzić, bo tata mu grzechotki nie pokaże, to włączy syrenę i tata będzie musia wykminić, co z tym fantem zrobić. A może wystarczy mu (dzieciu w sensie) widok ojca czytającego gazetę? Ojciec nie musi i nie powinien zajmować się dzieckiem dokładnie tak jak matka. Od tego dziecko ma dwoje rodziców, żeby od narodzin poznawać dwa style życia, dwa różne charaktery, mieć zmienność. Owszem, warto przekazać podstawowe fakty typu kiedy była zmieniana pielucha, kiedy dziecko miało drzemkę i jaką grzechotkę ostatnio lubi albo jaki rodzaj aktywności jest ostatnio na topie, ale to wszystko! Jak dziecko jest z tatą, a mama ma odpocząć, to idzie spać, na fitness, kawę z psiapsiółą czy co tam chce, a tata SOBIE RADZI. Tak samo jak mama sobie radzi każdego dnia...

          Odpowiadając na pytanie tytułowe: nie, mój mąż nie "pomaga w wychowaniu", tylko jest od początku pełnoprawnym rodzicem tak samo jak ja. On pierwszy zmieniał pieluchy, bo ja nie miałam siły. Kąpie on, ja tylko jak go nie ma. Bawi się, chodzi na spacery, usypia, nosił w chuście, uspokaja, tuli, całuje siniaki etc. Robi to inaczej niż ja, i świetnie smile Jest wspaniałym tatą smile
    • aasia77online Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 09:18
      mój z tych, co sami się nie domyslą, że żona zmęczona
      ale mamy dwoje dzieci i wie, że jedno musi ogarnąć on, niestety pod dyktando

      ale wracam do pracy, pracuję na zmiany i chłopina będzie musiał włączyć wyższy bieg, żeby dać radę. NO i myślę, że dzieciom szykuje się obowiązkowe oglądanie bajek niestety.
    • nowanatymforum Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 10:22
      Myślę, że tatusiowie po prostu nie biegną z takimi problemami na forum, nawet nie przyjdzie im to do głowy.

      Szczerze mówiąc dla mnie sformułowanie "pomaga" wydaje sie z góry krzywdzące dla mojego męża. On po prostu zajmuje się dziećmi na równi ze mną (oczywiście kiedy nie jest w pracy). A w zabawie to już w ogóle jest niezrównany. Spokojnie mogę go zostawiać z naszymi bliźniakami i nie muszę się o nic martwić, bo opieka nad nimi to dla niego codzienność.

      Ale najważniejsze jest to, że mąż docenia moją ciężką pracę przy dzieciach.

      Hmm... chyba powinnamm mu dzisiaj dobrą kolację przyrządzićsmile
        • libretinka Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 12:53
          Mój tez wymaga pracy. Widzę po nim, ze czasami rola taty go przerasta, ze nie tego sie spodziewał i mimo, ze mężem jest na 6 stkę to nad byciem fajnych tata musi popracować. Wiem, ze kocha nas nad życie, ale placzace dziecko go przeraża, a dwa, ze mało ma inwencji twórczej. Dziwi sie dlaczego maly płacze gdy kładzie go na sobie i włącza tvn24 albo jakiś program motoryzacyjny. No dziwne... 5 mcy i nie chce wiadomości z ńim oglądać. Za to w domu zrobi wszystko ( tylko tez często mu trzeba o czymś przypomnieć). Chciałabym, zeby częściej bawił sie z małym i zeby spędzali czas tylko we dwóch, bez mego udziału. Liczę na to, ze wszystko przyjdzie z czasem. Nie chce go przymuszac do opieki nad dzieckiem, bo u nas to dało odwrotny skutek. Na razie widzę, ze bycie tatą nie przychodzi wielu facetów tak naturalnie ale dopóki zmiany idą ku lepszemu to śpię spokojnie.
        • mruwa9 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 17:34
          to nie kwestia szczescia.
          Nad soba musisz popracowac, moze nawet bardziej,niz nad mezem.
          Dziecko ma dwoje rodzicow. Zakladam, ze ojciec nie jest uposledzony umyslowo, tylko jest doroslym, odpowiedzialnym czlowiekiem i zalezy mu na dobru dziecka tak samo, jak matce. A ze czasem ma inne pomysly na pielegnacje czy wychowanie? Wlasnie cala uroda w plodozmianie, dziecko to bardziej wbogaci, niz wyrzadzi mu krzywde. Dopoki krew sie nie leje, nie trzeba ingerowac.
          Nie jestes niezastapiona. Nie masz patentu na nieomylnosc w kwestii dziecka. Pozwol ojcu byc ojcem, a nie rob z niego kolejnego dziecka, ktorego trzeba pilnowac, czy umyl rece po zrobieniu kupy i czy zalozyl czapke.
          • glomeria Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 17:57
            Chyba trochę przesadzasz. Nigdy nie powiedziałam, że mój mąż się nie zajmuje dzieckiem tylko że chciałabym żeby zajmował się więcej. To że go poprawiam, wiem, że jest złe i dlatego staram się zaciskać zęby. A dziecko mamy krótko więc chyba jest szansa że będzie inaczej = lepiej skoro dwoje się stara.

            Nie chodzi o to, że on ma inne metody wychowawcze tylko o to że nie czuje się z dzieckiem tak pewnie jak jak - ja przebywam z nim 24 h na dobę a on w tygodniu max 3 (późno wraca z pracy). Nie wie co oznacza płacz o 19 a co ten o 19:30 czy jak go rozerwać. A ja zawsze coś podpowiem, ale żeby się nie mądrzyć to zamykam usta na kłódkę. A że on nie do końca wie co robić to czuje się niepewnie, wg mnie musi spędzać więcej czasu z synkiem ale ciężko o to jak się pracuje do późna a w weekend nadrabia zakupy, gotowanie itd
            • mruwa9 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 21:49
              a jak sie ma czuc pewnie, jesli czego by nie zrobil, czuje na sobie twoje krytyczne spojrzenie i widzi, jak poprawiasz (czy przynajmniej masz zamiar poprawiac) te nieszczesne sliniaczki.
              Stanie sie cos zlego dziecku , jesli bedzie mialo krzywo zalozony slinaiczek, albo ciuszki nie pod kolor czy zalozone na lewa strone?
              okazujesz partnerowi brak zaufania wobec jego rodzicielskich kompetencji, a jaka akcja, taka reakcja. Facet sie wycofuje, bo wie, ze chocby sie nie wiadomo, jak staral, ty zawsze znajdziesz jakies niedociagniecie, cos, co mozna czy trzeba skontrolowac i poprawic po nim.
              Chcesz miec w mezu partnera w rodzicielstwie? To odpusc. Zaufaj mu. Oddaj pelnie odpowiedzialnosci za dziecko, gdy sie nim zajmuje i nie krytykuj, ani nie poprawiaj.Zajmij sie swoimi sprawami i uwierz, ze przeciez ojciec nie bedzie chcial dziecku wyrzadzic krzywdy i zajmie sie nim najlepiej, jak potrafi. A ze pewnie inaczej, niz ty? Pewnie, ze inaczej, ale inaczej nie oznacza gorzej.
    • panizalewska Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 11:43
      To i ja się pochwalę, a co tam wink
      My też się raczej uzupełniamy w obowiązkach po równo, niż "pomagamy".
      Wieczory w tygodniu są u nas super. Mąż przychodzi z pracy i od razu zaczyna gadać z Żabą i ją rozśmieszać. Turlają się po podłodze. Nie wiadomo, kto ma większy ubaw wink To wtedy, jak jest dobry dzień. Jak ten gorszy, to witam męża u progu rzęsistymi przekleństwami i on już wie, że ja już mam dosyć i biegnie polulać małą. Jak mam gdzieś wyjść, zostawiam mleko i gościu karmi bobasa kubeczkiem, na spacer wyjdzie. Ze sprzątaniem wtedy różnie, ale nie ma napięcia, jak nie teraz, to później. Ja gotuję, mąż zmywa (przeważnie wink)
      Ale czasami też pada na twarz po pracy, więc noce ogarniam tylko ja, chociaż teraz już raczej bezproblemowo. Pierwsze przewijanie Żaby dopiero ok 4, karmię przez sen, więc luksus. Chyba, że się Żaba totalnie obudzi na zabawę lub kupę (do której musi pogadać) więc czasem wstaję ja, czasami odkręcam się tyłkiem do reszty towarzystwa i spycham problem na męża big_grin i on litościwie zabawia Żabę przez dwie godziny i przynosi do karmienia na drzemkę smile
    • illegal.alien Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 12:54
      Moje dziecko niemowleciem juz nie jest, ale jak bylo, to ojciec sie nia zajmowal ile trzeba bylo. Ja nie mialam potrzebny wychodnego i do tej pory jej nie mam - czasem sie gdzies urwe, ale nie jest to problem dla zadnej ze stron.
      Teraz sytuacja wyglada tak, ze ja wychodze z domu przed osma (odwoze corke do przedszkola), wracam po 18-19, dwa razy w tygodniu o 22.30. Tata malej odbiera ja z przedszkola, nakarmi, polozy spac (te dwa razy w tygodniu, bo jak jestem w domu, to robie to ja, albo robimy to razem). W tygodniu czeka na mnie w domu ugotowany obiad, posprzatac tez umie i rak mu od tego nie urywa.
      Moja domena to pranie, prasowanie, gotowanie w weekendy, pamietanie o zakupach (co jest nam potrzebne, bo kupuje ojciec mlodej), logistyka (rachunki, zarzadanie pieniedzmi, etc) oraz jestem glownym zarabiajacym w naszym domu. Czyli chyba mamy troche nietypowy podzial rol. Mi w takim ukladzie jest super - czas z dzieckiem staram sie spedzac na maksa, bez TV, etc, duzo razem robimy rano, wieczorem (jak jestem) i w weekendy.
      • dziennik-niecodziennik Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 15:32
        a co do tego:

        > Czy widziałyście kiedyś wpisy tatusiów że martwią się ilością kupek, że męczy ich > usypianie na rękach albo męczące skoki rozwojowe?

        ilością i jakoscią kupek nigdy sie nie przejmował (zresztą ja tez nie bardzo), na rękach nigdy nie usypialiśmy, skoki rozwojowe go meczą jak najbardziej.

        inna sprawa ze tak jak ktos pisał - jak sie zajmuje dzieckiem to niczym wiecej, bo po prostu nie ma podzielnosci uwagi i nie umie tak.
    • klubgogo Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 18:22
      > Chciałabym żeby mąż wbiegał do domu z uśmiechem na twarzy i krzyczał "idź kocha
      > nie się połóż, teraz ja się zajmę dzieckiem, a Ty się zregeneruj" ?smile

      Teraz nasze dziecko ma 4 lata i opieka i wychowanie dziecka to nie to samo co opieka nad niemowlakiem. Nie było szans u mnie na to, by mąż po pracy od 7 rano do 20-21 wieczorem wpadał z takim okrzykiem do domu, ja tego od niego nie wymagałam, bo musiałabym byc idiotką. Wracał urobiony i zmęczony, kąpał dziecko i kładł spac, nadrabiał w weekendy. To mąż nadal odgaduje i zawsze widzi, kiedy dziecko zabrac na cały dzień, żebym mogła zrobic coś dla siebie, tylko że ja zwykle w połowie takiego dnia dzwonię, by już wracali.
    • lidek0 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 29.11.12, 19:43
      Jak mąż przychodzi do domu z pracy po protu daj mu dziecko i powiedź, że idziesz odpocząć, w czym problem? Tatusiowie na tylke sią angażują na ile my tego chcemy, od urodzenia trzeba wspólnie wychowywać dziecko i wspólnie się nim opiekować. Jak tatuś sam nie wpada na genialne pomysły zajmowania się dzieckiem to trzeba mu te pomysły podsyłać. W nocne pobudki malucha też trzeba angażować nie/męża a nie samej się męczyć.
      • glomeria Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 30.11.12, 10:15
        Nie wiem czy przeszedł jakąś przemianę czy też podejrzał moje wpisy na forum smile ale wczoraj wrócił do domu, ładnie się zajmował, sam wykąpał - bo nowa zasada już została wprowadzona smile a w nocy wstawał i bujał małego bo młody miał kiepską noc i nie chciał spać. Oby dzisiaj kontynuował swój nowy styl smile
    • pompea123 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 01.12.12, 21:34
      A mój Mąż codziennie czyta to forum i pewnie też przeczyta mój wpis (pozdrawiam Mężulkusmile).
      Kiedyś mi powiedział, że żałuje, że nie jest kobietą i nie ma piersi, bo chętnie i to by robił.

      Sprząta, robi zakupy, zajmuje się synkiem, chodzi na spacery (kiedyś obca kobieta zaczepiła mnie na spacerze i powiedziała: "poznaję ten wózek, taki młody mężczyzna chodzi z tym wózkiem zawsze o tej porze, dobrego ma pani męża").
      Jedyne czego nie robi, to nie gotuje, ale cóż... nie ma ideałówsmile
    • 1mzeta Pomagają ? 01.12.12, 22:55
      A czy dziecko jest też twojego męża czy tylko twoje ? Bo jak masz je z kimś innym niż twój mąż to owszem może i facet ci pomagać.
      Nasze dzieci są wspólne dlatego mój mąż nie pomaga- najzwyczajniej w życiu wychowuje i zajmuje się nimi. Jak tylko przyjdzie z pracy to od razu przejmuje młodzież- i owszem wtedy mogę się zrelaksować- na szczęście mój mąż ma tą świadomość, że brak pracy zawodowej i zostanie w domu z dziećmi to nie jest "siedzenie w domu" tylko ciężka praca. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że mój mąż i ojciec moich dzieci przychodzi z pracy i oświadcza, że jest zmęczony, zasiada przed tv lub komputerem i ma wszystko inne gdzieś- a znam takich "tatusiów".
      • glomeria Re: Pomagają ? 02.12.12, 12:23
        Mój mąż, ojciec mojego dziecka taki nie jest smile
        Zajmuje się, wychowuje ze mną ale czasem chciałabym, żeby się bardziej zajął i stąd ten wątek ot i tyle, ale nie jest leniem który zrobił dziecko i nas nie kocha
        Kocha i to bardzo, z racji tego że jestem na macierzyńskim to naturalnie dużo więcej czasu spędzam z dzieckiem i czasem chciałabym odpocząć, ale jak się karmi piersią to trudno o te momenty smile
        • welcometopoland jak Palikot weźmie się do pracy i przegłosują 03.12.12, 15:36
          ..w sejmie nowy urlop ojcowski = 2 m-ce to wtedy ojcowie będą mogli de-facto "pobawić" się wychowywanie.

          www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=666
          (na razie idzie to opornie - są zajęci innymi duperelami - typu zamachy na sejm albo czy Konopnicka była lesbijką...)

          wychowywanie PO PRACY jest debilnym roszczeniem pewnych matek, które chyba nie rozumieją sytuacji na rynku pracy w PL i zmęczenia po 8h + po dojazdach do/z pracy.

          jeśli zaś i ONE są zmęczone to należy zatrudnić nianię / gosposię a nie oczekiwać że mąż nie siądzie przed TV ! jeśli mąż zacznie odpoczywać w pracy to rychło się z nią pożegna...
          • illegal.alien Re: jak Palikot weźmie się do pracy i przegłosują 04.12.12, 17:02
            Aha, aha, jasne, jasne. Tylko zauwaz, ze kobieta rowniez nie spedzila tych 8 godzin + dojazdy pierdzac w stolek i malujac paznokcie, nie?
            Poza tym od kobiet rzekomo 'siedzacych' w domu oczekuje sie, ze przy okazji posprzataja, upiora i ugotuja obiad - czy twoj szef rowniez od ciebie tego wymaga? Czy jednak przychodzi sprzataczka i sprzata biuro?

            Tak sie sklada, ze znam sytuacje z obu stron - i bycia mama na pelen etat i bycia pracownikiem na pelen etat. I jak wracam do domu po pracy to naprawde nie marze o niczym innym niz o spotkaniu z moja corka. Bo za nia tesknie, bo jest mila odskocznia od roboty, bo zawsze cos fajnego powie/zrobi.
            Sklada sie rowniez tak, ze moj partner ma prace sezonowa i w tym momencie akurat 'siedzi w domu' - tylko dziecko chodzi na kilka godzin dziennie do zlobka. I wiesz co Ci powiem? Ze ja bym sie zamienila juz dzis na uklad, w ktorym ja pracuje i zarabiam, a on siedzi w domu, sprzata, prasuje, pierze i gotuje. Moge nawet placic za zlobek dla mojej corki na kilka godzin dziennie, zeby nie musial robic wszystkiego na raz. Taki uklad to jest super LUKSUS i ja go uwielbiam. Wracam z pracy, czeka na mnie cieply obiad, czyste mieszkanie, stesknione dziecko. Zjem, zabiore dziecko do zabawy, nie musze sie juz niczym martwic - praniem, sprzataniem, prasowaniem. Wiekszosc facetow tak ma i marudzi, ze sie od nich wymaga opieki nad dzieckiem, a nie moga sobie dupy zaparkowac przed telewizorem i tak tkwic do wieczora.
            Gdyby to 'siedzenie w domu' polegalo tylko na zajeciu sie dzieckiem, to byloby super.
    • taka_sobie_2 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 02.12.12, 23:31
      Co to znaczy "pomaga"? Pomagać może babcia, ojciec to taki sam rodzic jak matka. Mój synek nie miał jeszcze miesiąca a już wychodziłam raz czy dwa razy w tygodniu z domu zostawiając męża z butelką z moim pokarmem. Wieczorami nie raz szłam do pokoju sobie pospać a mąż siedział z dzieckiem w drugim. Jak pierwsze 2 tygodnie siedział z nami w domu to robił przy małym mnóstwo rzeczy i się wszystkiego nauczył smile Teraz - synek ma 3 miesiące - zdarza mi się wyjśc na 3 godziny, a to na basen a to na zakupy. Wiem, że on zrobi przy dziecku wszystko. Co to zresztą za filozofia? Mąż nie jest jakiś upośledzony, to dorosły człowiek... Forów nie czyta, woli literaturę i gazety.
    • gazeta_mi_placi Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 09:42
      Jak chcecie dzielić obowiązki po równo to bądźcie konsekwentne, mąż przychodzi po swojej pracy do domu i zajmuje się niemowlakiem - Wy (zgodnie z teorią równego podziału obowiązków) idziecie do swojej pracy zawodowej zarabiać na dom.
      Powiedzcie szczerze ile z Was mając niemowlaka w domu również wychodzi do pełnoetatowej pracy zawodowej jak Wasi mężowie?
      Wtedy jest równy podział obowiązków, w przeciwnym razie paskudnie wykorzystujecie własnych mężów którzy tyrają na dwa etaty i w dodatku (najczęściej) to oni głównie utrzymują ten cały bałagan, a nawet po pracy nie mogą odpocząć.
      A potem często płacz, że kochankę znalazł która nim nie tyra jak wołem roboczym...
      • murwa.kac Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 09:54
        Gazeata, bedziesz mial/miala dziecko, bedziesz z nim siedziec caly dzien w domu i jeszcze sie tym domem zajmowac, podczas gdy partner/partnerka/maz/zona bedzie pracowac na etacie - pogadamy o wykorzystywaniu wink
        teraz to sobie mozesz gdybac. tez taka madra bylam w czasach bezdzietnych smile
      • taka_sobie_2 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 11:06
        Bez przesady, nie użalaj się tak nad biednymi mężami. Decyzja o dziecku - przynajmniej u nas - była świadoma i przemyślana, ja go do niczego nie zmuszałam, wręcz przeciwnie, on chciał bardziej niż ja! Myślę, że kochanek szukają sobie mężowie , którzy czują się niepotrzebni, czują, że stoją gdzieś z boku bo kobieta nie może oderwać się od dziecka, uważa, ze najlepiej się nim zajmie i ciągle poucza męża. W dodatku nie dba o siebie bo nie ma czasu i nie wygląda tym samym atrakcyjnie. No i wiecznie narzeka, że jest zmęczona. Ja mam czas wyjść do kosmetyczki, do fryzjera, nie jestem wymęczona bo mąż w nocy też usypia dziecko jeśli trzeba chociaż wstaje o 6.00 do pracy. Po prostu nie każdy dorósł do bycia ojcem, mój maż akurat dorósł.
        Pytała go czy może woli wziąć pół urlopu macierzyńskiego (w pracy nie robiliby problemów) i siedzieć w domu a ja wróciłabym do pracy, ale stwierdził, że niech będzie tradycyjnie smile No to jest.
      • illegal.alien Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 11:48
        Tarararara-sratatata. U nas akurat to ja zarabiam i zawsze zarabialam wiecej.
        A bedac w domu z dzieckiem kobieta ma dochod w postaci macierzynskiego - wiec po co ma jeszcze wychodzic do pracy?
        Ja wrocilam do pracy jak dziecko skonczylo 6 miesiecy, ale pracowalam z domu. Kiedy? Ano dokladnie wtedy, kiedy ojciec dziecka wrocil z pracy/szkoly i sie nim zajmowal. Na pelen etat wrocilam do biura jak corka skonczyla 13 miesiecy i od tego czasu to jej tata zajmuje sie bardziej domem, a ja zarabianiem. Mnie taki uklad pasuje, bo wole pracowac w biurze niz siedziec w domu i sie nim zajmowac.
    • gazeta_mi_placi Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 14:28
      A niezależnie od wszystkiego, sorry, ale o jakim wychowaniu mówimy w przypadku bezrozumnego jeszcze niemowlaka?
      Do mniej więcej pierwszego roku życia dzieciaka się najwyżej pielęgnuje i pilnuje by nie stała mu się krzywda, a nie wychowuje. Wychowuje się już jako tako rozumne dziecko.
    • welcometopoland planując dziecko trzeba także zaplanować opiekę ! 03.12.12, 15:43
      tzn. albo babcię albo gosposię albo nianię (kolejność nieprzypadkowa)

      szczególnie jak nie jest się milionerem.

      szczególnie jak tylko mąż utrzymuje dom - wtedy JEGO praca jest ważniejsza niż przewijanie, lulanie, karmienie, wstawanie w nocy !!
      ON MUSI SIĘ WYSYPIAĆ i ODPOCZYWAĆ PO PRACY PRZED TV a nie W PRACY bo skończycie pod kościołem/na bruku !
      Jeśli jakaś tego nie rozumie to powinna się leczyć.... szczególnie mieszkając w PL a nie w UK...

      PRACA MĘŻA jest ważniejsza niż 1000-2000 pln wydane na gosposię / nianię aby odciążyć matkę.
      • gazeta_mi_placi Re: planując dziecko trzeba także zaplanować opie 03.12.12, 16:29
        Zgadzam się z Tobą, kiedyś byłam "mądra" i koleżance której urodziło się dziecko (mąż był kierowcą- dostawcą) zadałam pytanie czy mąż na co dzień wstaje w nocy do dziecka. Prychnęła tylko, że on ma pracę i musi być w niej wyspany (jako że kierowca), zatem ona się dzieckiem zajmuje.
        Zatem jak widać są także zdroworozsądkowe matki.
        Matka może wyspać się bezkarnie (nie tracąc przez to źródła dochodu gdy nakryje ją szef, klient bądź gdy zaniedba przez to daną pracę w biurze) za dnia w domu, zwłaszcza że niemowlakami jakąś tam część dnia również przesypiają.
        W pracy zawodowej to niemożliwe, zwłaszcza jak wykonuje się odpowiedzialne zadania np. kierowca autobusu, lekarz, kolejarz, kierownik budowy itp. wtedy niewyspanie z powodu wstawania w nocy do dziecka może skończyć się tragicznie dla wielu osób.
        Ale krótkowzroczne mamuśki (jak widać nie każda jest taka) widzą tylko własny czubek nosa.
        Ciekawe z czego kupiłyby pampersy dla dziecka i błyszczyk dla siebie gdyby mąż na skutek przemęczenia i przepracowania, niewyspania stracił pracę.
        • 1matka-polka Re: planując dziecko trzeba także zaplanować opie 04.12.12, 12:47
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Matka może wyspać się bezkarnie (nie tracąc przez to źródła dochodu gdy nakryje
          > ją szef, klient bądź gdy zaniedba przez to daną pracę w biurze) za dnia w domu
          > , zwłaszcza że niemowlakami jakąś tam część dnia również przesypiają.

          Uwielbiam spać w dwugodzinnych odcinkach w nocy i 3 razy po 30 minut w dzień, wtedy jestem taka zrelaksowana.
          A najfajniej jest wtedy kiedy dziecko ma 39,5 stopnia, dostaje drgawek i w ogóle nie śpi ani w dzień ani w nocy.
        • glomeria Re: planując dziecko trzeba także zaplanować opie 04.12.12, 16:17
          kupiłyby pampersy i szminki za swoje!!! bo wyobraź sobie niektórzy mają taki sam wkład finansowy w dom (pracując podczas macierzyńskiego) i wymagają od mężów takiego samego wkładu w wychowanie / opiekę / pielęgnację

          I co w tym dziwnego? Gdy dwoje ludzi podejmuje decyzję mieć dziecko to ma je 2 ludzi a nie jedno!

          Myślę, że jak 2 ludzi decyduje się wspólnie na dziecko to wiedzą z czym to się wiąże. Ja owszem wstaję w nocy karmić bo mój mąż tego nie zrobi, ale jeśli dziecko płacze 'bo tak' to myślę że poproszenie męża by uspokoił swoje własne dziecko kosztem pół godziny snu nie jest nadużyciem i on nawet tego tak nie odbierze bo wie, że to tak samo jego dziecko. I nie wyrzucą go od razu z pracy jak się biedak nie wyśpi. Nie raz się nie wyśpi, bo kolka, bo zęby - to może w ogóle niech się przeniesie do drugiego pokoju żeby mieć spokojny sen??

          Myśląc w ten sposób osoba która pracuje nie powinna się angażować w wychowanie dziecka. A jak kogoś stać na opiekunkę to w ogóle mógłby swojego dziecka nie widywać. Jakieś bzdury





    • julita165 Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 15:51
      Mój mąż od urodzenia zajmował się synkiem super, naprawdę byłam pod wrażeniem bo przez kilka pierwszych tygodni był w tym zdecydowanie lepszy ode mnie, mniej panikował. Tylko on wstawał w nocy, karmił synka, przewijał go, nosił, śpiewał mu. Potem oczywiście obowiązki zawodowowe to ograniczyły - ja siedziałam na macierzyńskim i wypoczynkowym aż synek miał 7,5 m-ąca, ale mąż musiał wrócić do zajmowania się na całego firmą jak mały miał koło 3 m-cy ( na ten pierwszy okres trochę firmę wyciszył ale wiadomo jak to jest, to nie etat, dużo czasu wymaga i nie można tak sobie odpuścić bo się zbankrutuje ). Teraz synek ma 14 m-cy i niby powinno być super ale nie jest. Nie wiem czemu ale synek uwielbiający bawić się z tatą i wygłupiać kompletnie nie toleruje go w sytuacjach dla niego stresujących, niekomfortowych czy jak się boi albo mu źle - wtedy tylko mama albo któraś z babć które opiekują się nim jak jestem w pracy. Tata tylko do zabawy, w innych sytuacjach ryk
      • baba-baba Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 16:55
        Tatuś "tatusiuje" o 6 rano,wydaje mleko a potem od 19-21 (kąpiel i takie tam).W sb i niedziele troche więcej.Ale jak tatusiuje to jest wrzawa,gonitwy,śmiech i ryk,bo jak gonitwa to przewalanie.Poza tym nijak nie połączy tego z opcją:wstawic pranie albo nawet się wysikac.Po akcji zostaje sterta zabawek porozrzucana po kątach,dziecię śpi a tata właśnie pada na kanapę zmęczony udawaniem konia czy innego wieprza.
    • wodna_lilia Re: Tatusiowie - czy pomagają w wychowaniu? 03.12.12, 19:13
      To ja sie wylamie smile
      Moj maz bardzo duzo robi w domu - zakupy, sprzatanie, czasem gotuje... Ale do dzieci nie ma cierpliwosci. Jesli musze gdzies wyjsc, to albo biore dzieci ze soba, albo prosze moja mame, zeby sie nimi zajela (nawet jesli maz jest w domu). On zostal sam z dziecmi kilka razy w zyciu i zwykle konczylo sie to awantura, frustracja, albo wlaczeniem dzieciom bajek podczas, kiedy on zamknal sie w drugim pokoju z komputerem. Nie znacz to, ze on nie uczestniczy w wychowaniu - czasem pogada, pozartuje, zrobi kolacje, zaprowadza do szkoly i na dodatkowe zajcia starsze dzieci, czasem obejrza razem film itp. Ale to wszystko raczej "krotkodystansowo". Nie ma opcji, zeby zostawic go z dziecmi samego na dluzej niz 15 minut. Nigdy tez dzieci nie kapal, ani nie byl z nimi (sam) na spacerze. Dzieci mamy troje.
    • camel_3d Ja tu bylem,. 04.12.12, 19:01
      4 lata temu regularnie.... Heheh

      Tylko ja mialem szczescie i trafil mi sie bezproblemowy egzemplarz. Teraz m 4 lata i w dalszym ciagu problemow nie ma. Ae ja ma dosc specyficzne podejscie do wychowania, nie zawsze zgodne z nowoczesnymi metodami smile))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka