straggly
08.12.12, 17:45
Mały ma trochę ponad 2 tygodnie, od 3 dni mam straszny problem z zasypianiem na noc. W dzień jest w miarę ok, chociaż też często niby zaśnie przy piersi, a odłożony zaraz marudzi i widzę że się męczy, stęka, macha rączkami albo w końcu się rozryczy i cała zabawa od nowa. Znowu daję mu pierś, ssie jak szalony przez chwile, chociaż 20 minut temu już nie chciał...
Wieczorem kładziemy go po kąpaniu ok 22, śpi do 23 i się zaczyna. Karmię go, przewijam, znów karmię i odkładam. Marudzi. Biorę do piersi, niby usypia, ale odłożony płacze. Biorę go, kładę na boczku w naszym łóżku i daję pierś. Nie może złapać, chociaż brodawką zaraz obok otwartej buzi, strasznie się denerwuje, w końcu ryczy. Jak w końcu złapie, przyśnie trochę, to budzi się po chwili, jakby coś mu się przyśniło. I w ryk, już wczoraj nie mogłam go uspokoić, ryczał u mnie na rękach, na brzuchu też. W końcu i ja ryczałam z nim

uratował nas tata usypiając go na swojej klatce piersiowej, po ok pół godziny odłożył go i było ok. Jak się już uda, to śpi do ok 3, potem szybkie karmienie i śpi do 7. Przedwczoraj ta "zabawa" wieczorna trwała 2 godziny, wczoraj podobnie

Już nie mam siły, jak pomyślę o wieczorze to mi się ryczeć chce. Macie jakieś pomysły co, jak i dlaczego? I jak tu sobie i Jemu przede wszystkim pomóc?