Czy pomaga wam ktoś przy dziecku?

22.05.13, 14:11
Na wstępie powiem, że oprócz męża (pracuje, pomaga ile może, przy kapieli (wraca późno), daje mi pospać w weekendy rano, czasem jak ma chwile w ciągu dnia to coś zrobi przy małej)

Jestem sama cały dzień, mała jest wymagającym, wiecznie "jęczącym" dzieckiem (kiedyś już o tym pisałam tzw. high need baby czy jakos tak). Czasem pomoże starsza córka, przypilnuje na moment, ale widzę, że nie umie małej dogodzić, ta marudzi i starsza się zniechęca.

Czasami myślę, że zwariujęsad żyć mi się odechciewa, niedługo się przeprowadzamy, ale jeszcze mieszkamy w miniaturowej blokowej klitce, więc opiekunka nie wchodzi w grę, tym bardziej, że ja pracuję w domu i karmię piersią - czułabym się mało intymnie z jakąś kobietą w 1 pokoju). W nowym domu, gdzie będzie sporo miejsca będzie niania - ale to jeszcze kilka m-cy.

Chodzi o to, że 5 km dalej mieszka moja mama (pracuje 1-2h dziennie biurowo w domu - ma b. duzy ładny dom) i wcale nie chce mi pomagać - od urodzenia małej, przy pierwszej też nic. Unika tematu, zagaduje, mówi "ja miałam gorzej" co doprowadza mnie do szału. Teraz jestem chora i ledwo zipię i mama wie o tym ale nie przyjdzie, nie zaproponuje. Żyjemy w db stosunkach, czasem od niej słyszę " musisz mieszkać blisko mnie bo zaopiekujesz się mną na starość" - czuję się podle, mówiłam jej by mi pomogła, wyszła na spacer jak inne babcie, natomiast nasza babcia widzi wnuczki 2-3 razy na m-c i jej starczy. Jeszcze nigdy nie spytała czy mi pomóc. Jeszcze nigdy nie wyszła z wózkiem na dwór ani na plac zabaw!! Czy mam z nią pogadać? Boję się kłótni na latasad W duchu coraz bardziej się do niej zniechęcam. Wiem, ze nie ma obowiązku, ale nie pomogła mi ani razu - wiem, że gdy zrobię aferę to przyjdzie raz lub dwa ale to nie będzie z serca tylko z musu.
Ja juz nie daję rady, moje życie nie istnieje, czasami cieszę się jak mała śpi i chcę by spała jak najdłużejsad Okropna jestemsad
    • bisiek10 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 14:33
      Oprocz meza nikt smile
    • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 15:26
      Jedyna osoba o ktorej moge powiedziec z czystym sumieniem ze pomaga jest sprzataczka. Dzieki niej mam czysto caly tydzien do tego lubi dzieci wiec w pon malego mi na troche z glowy zdejmuje. Na drugim miejscu TZ kapie dziecko i dziele z nim trud wychowawczy w godzinach 18-19 oraz w weekendy.
      Moaja mama mieszka godzine drogi komunikacja. Mozeby i chciala pomoc - ja nie prosze bo mamy rozne wizje wychowawcze (owszem jak musze jechac do lekarza to prosze zeby przyjechala do lekarza i posiedziala z malym 15 min co mi wizyta zajmie, potem idziemy na kawe, zakupy czy pogadac) i jak czuje sie wyjatkowo heroicznie biore malego w nosidlk i jade do niej - puszczam malego po ogrodzie, ona robi mi kawke, obiad. Razem lookamy na malego bo dom niebezpieczny dla dzieci. Ojciec moj nas odwozi wieczorem trujac cala droge ze dziecko jest glodzone a ja jestem nieudacznica. smile
      Tesciowa mieszka w sasiedniej klatce - jak bylam w ciazy caly czas gadala ze bedzie mi pomagac, ze chetnie aie zajmie bobaskiem (jej slowa) a ja bede mogla wyskoczyc czasem. Jak juz sie dziecko urodzilo okazalo sie ze w moim poczuciu absolutnie sie do dziecka nie nadaje (mimo 3 wlasnych) - jest panikara nie zna sie na dzieciach do tego traktuje dziecko jak laleczke do zabawy. Jak bobasek placze to wpada sama w histerie. Do tego zdechl nam pies (tesciowa bardzo z nim zzyta) i szwagierka kupila jej na pocieszenie szczeniaczka. Jak pytam czy moze wziac malego na spacer (odebrac malego z pod klatki )- nie bo piesek, do nich dziecko dac sie boje bo pies jest zle wychowany i agresywny a ona panikara.... Do nas czy moglaby przyjsc - no niby tak ale akurat musi odebrac wnusie ze szkoly wiec kiedy indziej.

      Moje dziecko dzieki bogu dobre i spokojne wiec spokojnie sobie radze.
      • agul80 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 15:42
        Myz mezem zajmujemy sie sami dziecmi (dwojka). Moja mama pracuje, tesciowie tez. Ja znow naleze do matek kwok wink i niezachetnie daje dzieci tesciowej. Wole sama swoje dzieci wychowywac i miec na nie wplyw. Chociaz nieraz tesciowa jest niezadowolona, chcialaby starsza czesciej do siebie zabierac np na noc - ja niechetnie. Moja mama pracuje do wieczora prawie takze nie ma jak mi pomoc. Wydaje mi sie, ze dobrze sobie radze wink
        • dorot10 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 16:10
          Nikt. Jestem z dwójka od rana do wieczora. Mąż jest w weekendy, w tygodniu wraca do domu ok 20, kiedy w zasadzie wszystko już musi być ogranięte. Też mam chwilę słabości i całkowicie Cie rozumiem. bycie w domu z dziećmi bywa naprawdę wyczerpujące!! Wiesz co mi pomaga? take chwile dla mnie- dbam o przyjaźnie, conajmniej raz w tygodniu wychodzę, raz na kilka tygodni wyskakuje na pedicure itp. Ostatnio wyjechałam z przyjaciółką na weekend. Od września zamierzam pracować w domu na pół etatu. Będę to robić wieczorami jak położe dzieci. A jak już mam wrażenie ze zwariuje zabieram dzieci i idę na ulubiona kawę ( właśnie wychodzimy bo młody stęka odkąd wstał popołudniu smile- u nas pada ale co mi tam- folia na wózek , chrupki do ręki, starsze dostanie lody a ja 15 min odpocznęsmile no i jeszcze jedno może za wysoko stawiają poprzeczkę ? Odpuszczam sprzątanie, prasowanie itp jak jestem zmęczona
    • jedwabny_popiel Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 16:03
      Jak dotąd (syn ma 7 miesięcy) zajmujemy się nim sami. Mąż jest bardzo zaangażowany, pomimo tego, że dużo pracuje.
      Przez miesiąc byliśmy w Polsce na wakacjach; u moich rodziców odetchnęliśmy - nie było problemu, żeby wyskoczyć do dentysty, na zakupy, do warsztatu itd. - moja mama, ojciec, dziadek chętnie zostawali z Małym. Nie wiem, jak byłoby na co dzień, ta sytuacja była wyjątkowa - po raz pierwszy (nie licząc mamy, która była u nas na 2 tyg. po porodzie) widzieli wnuka/prawnuka, więc wiadomo, że szaleństwo wink
      Temat dla mnie w każdym razie na czasie, bo od soboty będzie u nas teściowa. Ja wracam do pracy, mąż pracuje b. dużo, więc bez niej się nie obędzie. Jestem pełna obaw. Z jednej strony b.b.b. doceniam jej chęć pomocy, z drugiej w wielu sprawach się nie zgadzamy (wg niej na przykład wyziębiamy dziecko, więc kocyki, czapeczki itd. w natarciu wink i w ogóle nasze stosunki są poprawne, ale nie ma w nich serdeczności. No, zobaczymy smile Jedno jest pewne, jest nam potrzebna, mam nadzieję, że jakoś nam się współpraca pomyślnie ułoży. Podoba mi się to, że uwielbia Małego, ma dla niego dużo czułości i cierpliwości. To najważniejsze.
    • frijka Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 16:04
      Mi też nikt nie pomaga, choć mam edno dzieciątko też czasem nie jest łatwo. Od urodzenia (ma już prawie 4 m) praktycznie nie śpi w dzień, miał kolki, wciąż dokuczają wzdęcia, często jest marudny, a ja muszę kończyć pracę magisterską, chce obronić się w czerwcu i nie przekładać tego, bo to tylko więcej trudu. Ciągle biegam od dziecka do książek, komputera i "garów" wink ale wszystko jest do przejścia smile Jeśli chodzi o rodzinę ważna jest szczera rozmowa, spokojna, wyważona, ale na pewno szczera. Jeśli ktoś się nawet "obrazi" jeśli powiesz co Ci leży na sercu spokojnie i delikatnie złość szybko minie. Poza tym lepiej żyć w szczerości - może się coś poprawi, niż stale mieć żal w sercu. Tak myślę smile
    • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 16:44
      dzieki dziewczyny za odp.
      Może ja za duzo wymagam, chociaż wiem, że babcia siedzi w chacie i NIC nie robi, jakies tam rozrywki w stylu ogródeczek, necik, znajome, opieka nad kotem - a ja zęby w ścianę z wyczerpania. Mojej mamie z jej dziecmi pomagały obie babcie, i to brały nas na całe wakacje/ferie, weekendy, tak więc mama wie o co chodzi... Stara nie jest, ma werwę i energię. myslę, że po prostu nie lubi zajmowac się bachoramisad Tak mówi moja siostrasmile
      Ale czuję, że niedługo wybuchnę i skończy się to awanturą z płaczem, bo jestem wykończona a wiem, że gdyby jej pomoc byłoby o tyle łatwiej. Po pierwszym dziecku przeszłam straszną depresję (leczoną farmakol.) boję się, że będzie to samo...
      o teściowej nie ma mowy, wnuczke od ur. widziała raz, a 10 letnią córke kilka razy.
      • irenta Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 17:23
        Ja tam bym zacisnela zeby i o laske nie prosila szczegolnie ze za kilka miesiecy bedziesz miala opiekunke. Jak ma sie z przymusu opiekowac to taka opieka dziecku wydaje mi sie na dobre nie wyjdzie. Szkoda ze babcia nie czuje potrzeby przebywania z wnuczkami... Moze Twoja mama uwaza ze swoje odchowala i nie ma obowiazku, bo nie ma, pilnowac twoich. A w ogole to po tym co piszesz to wyglada ze ona nie jest milosnikiem dzieci wiec o pomoc przy dzieciach bym jej nie prosila, moze bardziej chetnie ugotowalaby wam obiad od czasu do czasu, zrobila zakupy lub pomogla inaczej niz przy dzieciach?

        U mnie odwrotnie, moja mama by rzucila wszystko, przeszla na wczesniejsza emeryture i najchetniej zajela sie wnuczka 24/7 Drudzy dziadkowie nie zyja. Mieszkamy za granica wiec tak naprawde pomocy zero. Niemaz z pracy wraca po 18, corka spac idzie o 21. Wiec 3 godziny z czego wiadomo tez i zjesc musi i odpoczac, co moze to sie dzieckiem zajmie. Moje tez z gatunku stekajaco-marudzacych cmokajacych cyca co godzine wiec pomimo ze jeszcze do pracy nie wrocilam i siedze z mala w domu to to siedzenie bywa bardzo absorbujacewink
      • kasiak37 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 17:29
        Twoja mama nie ma obowiazku Ci pomagac.To Ty powolalas na swat dwojke dzieci i do Ciebie i ojca dzieci nalezy zajmowanie sie nimi.Zreszta sama piszesz ze ma swoje hobby-ogrodeczek,przyjaciolki,kawki.Czy to cos zlego????Ma zdrowie wiec chce jeszcze pokorzystac z zycia.
        I o co chcesz jej zrobic awanture?Ze Ci nie pomaga?I awantura ma Ci pomoc w sklonieniu jej zeby Ci pomagala?Ona nic nie musi.Ona moze ale byc moze jej sie nie chce.Ma do tego prawo.
        • dorot10 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 17:54
          Jak skończyłam pisać ostatni post to właśnie sobie pomyślałam, ze Twoja mama ma prawo robić na emeryturze co chce. Co to znaczy, że nic nie robi? Nawet jeśli to jej prawo. Nie wnikam jak wyglądają wasze relacje w szczegółach ale takie pretensje o to że nie zajmuje się wnukami to chyba nie fair. Znajdź sposób na własny odpoczynek kiedy ojciec dzieci jest w domu.
          • pani_zana Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 18:48
            Mnie od początku nikt nie pomaga, mąz pracuje od 10 do 18 wiec mało ma czasu na spędzanie dnia z dzieckiem. Czasem przyjedzie do nas moja lub męża mama ale tylko odwiedzić a nie pomoc. W zasadzie jestem Zosią samosią i przeszkadzają mnie inne osoby w domu które wtracają się w opiekę nad dzieckiem. Wole polegac na sobie i ew na mezu smile
        • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 18:55
          Jak widac na tym forum nikomu nikt nie pomaga (mezowie wyjatkiem) wiec raczej nie ma chyba o co matce robic awantur...
          • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 19:03
            nie wiem, pogadam sobie chyba tylko w domu do siebie - a sprawę zostawię. Wydaje mi się, jak wcześniej napisałam, że taka pomoc to będzie jedynie z musu a nie od serca.
            Też mam juz duża córkę i nie wyobrażam sobie żebym jej nie pomogła przy dziecku (za parę lat) np. gdy jest chora i zdycha mi do telefonu. Tak zwyczajnie, po ludzku, bez żadnych podtekstów. Pomimo moich hobby.
        • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 18:58
          pewnie. racja.
          Nie ma obowiązku. Dlatego tyle lat siedze cicho i zazdroszczę jak widzę babcie na placach zabaw, z wózkami, zazdroszczę, że te babcie chcą być z wnukami, juz nawet pomijając tą pomoc - jest nam przykro. Bo moja mama nie chce - i nie mówię o pomocy 24h czy codziennie. uszczęsliwiła by nas choc jedna sobota, choc jedno popołudnie w tygodniu lub nawet jedno na 2 tyg. W tej chwili wyjście do fryzjera, dentysty itp to cyrki z zegarkiem i wyrywaniem męza z pracy.
          Echh chyba taki mój los, pewnie jedyna nie jestem. Zacisnę zęby, jednak bardzo boję się depresji, ostatnią miałam jak starsza córka skończyła 1,5r. To był koszmar. A mama przyszła i powiedziała, żebym się wzięła do robotysmile A ja o mało nie skończyłam na oddziale.
          Może niania zastąpi babcię.
          Dzięki za odp. Pozdr.
          • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 19:14
            Ja tam cie dobrze rozumiem. Gdyby mi moja tesciowa cala ciaze nie mowila jak to bedzie chodzic na spacery tez bym do niej nic nie miala. A rzeczywistosc skrzeczy - bardziej chce sie do nas mojej mamie godzine jechac niz jej do nas przejsc z sasiedniej klatki...
            • siven1987 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 19:45
              U nas ja się głownie młodym zajmuje. Moja mama to typ taki ze wszystko moze mu kupic ale populnowac to 5min a pozniej jest zmęczona. Teściowa za to zakochana w młodym i chce u nas byc cały czas ale ma inne metody niz ja. Miedzy innymi z ueielbieniem kładzie młodego na poduszkach co mnie strasznie denerwuje. Ma tez pare innych za uszami, ale jezeli tego potrzebuje to dzwonię i przyjeżdża. Teraz jak wrócę z młodym z nad morza to przeniesiony sie na lato do domku nad jeziorem ktory jest obok teściów wiec bede miała pomoc codziennie. Teściowa nauczycielka wiec ma wakacje. A pomoc sie przyda. Im młody starszy tym mam większe zaufanie do osób które chca pomagać bo mniej złego mogą zrobic. Wiadomo u nas kp wiec na początku nikt za mnie cyca nie mógł wyciągnąć a teraz im starszy tym łatwiej go czymś zainteresować itd.
    • 0lindra Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 19:48
      mi glownie pomaga mąż, ale że zyjemy wszyscy blisko, to czasem babcia zaopiekuje sie wnuczka (ale to np tak zebym mogla wyjsc do sklepu, nie dluzej, mama chetnie zostala by z wnuczka, ale jest bardzo chora) no i bratowa lubi zostac z mala na ogrodzie. Jak jest ze swoja coreczka na podworku to podrzucam jej swojasmile ale jak moja bratanica byla taka dzidzia to ja mialam na jej punkcie bzika i jak tylko wracalam z pracy to bralam ja do siebie na cale popoludnia nawet big_grin

      Co do mamy, to moze w zartach jakos jej powiedz, np. ze niedlugo wnuki jej nie poznaja bo malo ich odwiedza, albo jak powie ze na starosc zajmniesz sie nia, to zazartuj ze tak samo sie nia zajmniesz jak ona Twoimi dziecmi... moze zrozumie smile
    • drzewachmuryziemia Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 20:54
      normalna jestes a nie okropna, ja bym zwariowała bez pomocy. Ty uwazasz, ze mama nie ma obowiazku zajmowac sie Twoim dzieckiem, ale Twoja mama jest zdania, ze Ty masz obowiazek zając się nią na starosc - jakas nierównowaga tu panuje. Naprawde, gdybys z nia pogadała obraziłaby sie na lata?
      • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 21:26
        Oj to trudny temat ta opieka na starość, kiedyś poruszony przeze mnie... cos powiedziałam, że przykro mi, bo mama kiedyś palnęła, że dzieci się ma po to by sie miał kto na starość zajmować.
        Wywiązała się jakaś dziwna rozmowa gdzie moja ma się rozpłakała, potem ją przepraszałam (chyba dla zasady, bo nie wiadomo co będzie na starość... nie wiadomo co będzie jutrowink )

        Nie wiem, muszę się zastanowić jak jej powiedzieć, może rzeczywiście w żartach, dodam że ja (i mój samochód) zawsze byłam na każde zawołanie, w każdej sprawie, zawsze - aż dziw mnie bierze, że nie robi dla mnie czegoś bo ja kiedyś... Kurde nie, bo dzieci muszą byc rodzicom wdzięczne za wszystko, jednak odwrotnie nie bardzo (wg mojej mamy)
        • drzewachmuryziemia Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 21:58
          ano - w koncu po to ma sie dzieci, zeby nam usługiwaływink
      • guderianka matka 23.05.13, 10:15
        fizyczna pomoc przy dzieciach-to pewnie to czego trzeba Ci najmniej
        Masz żal do matki że olewa Twoje dzieci, że sama z siebie nie proponuje zajęcia się-nie po to by Ci pomóc (ale to też!)-ale żeby być ze swoimi wnukami, pokazać że jej zależy, że je kocha, że chce spędzać z nimi czas, że sa dla niej ważne.
        Pomoc-to najlepszy sposób by to okazać.
        Doskonale Cię rozumiem
        • mal-sia Re: matka 28.05.13, 07:43
          matka taka to sukasad choc suka swoim nie da nic złego zrobic
    • beataj1 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 21:45
      Pomaga mi moja mama. I jest to rozwiązanie idealne i bardzo komfortowe.
      Mieszkam z rodzicami w dwóch osobnych domach na jednym duzym podwórku.
      Moja mam uwielbia małą i jest na każde nasze zawołanie. Jak chce coś zrobic biorę małą pod pachę niosę do mamy mówie spójrz na nią przez 10 minut a ja - ugotuje coś, sprzątnę albo umyje głowę. Zakupy czy wyjścia do kina nie są problemem. Po prostu zostawiam małą z mamą i jedziemy.
      Mama wpada do mnie popołudniami zabiera małą na krótki spacerek - jej się nudzi i ma frajde a ja mam czas na forum smile. Czasem, ale bardzo rzadko, jak mam na małą mega nerwa bo np nie może usnąć przez godzinę i ciągle płacze, wołam mame. Ona na spokojnie małą usypia a ja mam czas na ochłonięcie.
      Teraz latem wystawiam małą na podwórko do kojca i zawsze ktoś ją ma na oku i sie z nią bawi albo ja albo mama.

      Ostatnio siedziałam sobie w ogrodzie z małą i ziewałam - mama przyszła i mówi - daj mi ją ja się pobawię a ty idź się zdrzemnij.

      Chłop po pracy zajmuje się małą i spędza z nią swoje statystyczne 5 minut (to nasz żart a propos tego że statystyczny ojciec spędza ze swoimi dziećmi 5 minut dziennie). Kapie małą, karmi. Usypiamy na zmianę raz ona raz ja.
      Uwielbiam moją mamę za tą pomoc. Dzięki temu macierzyństwo jest dla mnie świetnym doświadczeniem które w ogóle nie daje mi się we znaki. A mała na widok mojej mamy śmieje się aż się zanosi....
      • moniaak27 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 22:26
        to ja mam chyba duże szczęscie po moja mama ktora pracuje jeszcze na caly etat cieżko w sklepie od 5 rano przychodzi codziennie do mnie na 14 i pilnuje mojego synka (prawie 5 m-cy)bo ja od 2 miesiecy pracuję. Jednak zawsze się staram jej odwdzieczyc a to kupie jakis drobiazg a to poogę albo zawiozę na działkę i wiem też że gdy przyjdzie ta starość też jej cchetnie pomogę własnie za to że ona bezinteresownie pomaga. Na Twoim miejscu pogadalabym z mamą i to szczerze ja bym sie wkurzyla gdyby nie chciala pomoc. co z tego ze na emeryturze itd nie musi ale moze jest babcia w koncu nie?? ja pewnie bym się zbuntowała ale mam zadziorny charakter może dlatego jak mi cos nie pasuje zawsze mowie.. na moją tesciową nie mam co liczyc i pprzy kazdej okazji jej to mowiesmile
      • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 08:05
        Beatj1 - napisze serio ze zazdroszcze troche. Nie za bardzo bo z rodzicami w sasiednich domkach bysmy sie pozabijali. W kazdym razie ewolucyjnie przy malym dziecku taki uklad jest najbardziej korzystny dla matki dziecka i dziadkow.
    • ruda-1980 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 22:15
      Nie wiem w jakim wieku masz dziecko,ale jeśli byłaby możliwość to może do żłobka na np.2 godziny?Ja też sama zajmuję się dzieckiem ze sporadyczną pomocą męża.Sadzam go w leżaczku i zabieram ze sobą do pomieszczenia w którym aktualnie sie znajduje,i cały czas z nim rozmawiam.W moim przypadku to działa,sam sie nudzi .Powodzenia
    • wanielka Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 22.05.13, 22:18
      mnie nie pomaga nikt. jestem mamą wychowującą 2 małych dzieci, pracuję, prowadzę dom. czasem bywa bardzo ciężko. i też jest mi przykro jak widzę babcie na placu zabaw z wnukami czy na spacerze. moja mama mieszka 1,5 km od nas, nie pracuje, potrafi z oddaniem pomagać dalekiej rodzinie, ale nam nie. jedyne, na co mogłam liczyć to jej słowa: chciałaś, to teraz sobie radź. usłyszałam to dawno temu, ale do dzisiaj boli uncertain
      kiedyś prosiłam ją, żeby została chociaż 1-2 razy w miesiącu z dziećmi wieczorem, kiedy już śpią, ale nawet na to się nie godziła. więc nie proszę, radzę sobie sama. czasem wynajmuję opiekunkę, często spotykam się ze znajomymi i jakoś leci. najgorzej jest zimą. teraz, kiedy pogoda dopisuje, to sporo czasu spędzamy na placu zabaw czy w lesie i dni są łatwiejsze.
    • guderianka Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:12
      Mamy z Mężem na co dzień i od święta tylko siebie
      Mój Tata nie żyje, Mama mieszka 40 km od nas w innym mieście, pracuje zawodowo i nie pali się do pomocy, Teściu mieszka 150 km od nas-dzieci znają go jako dziadka okazjonalnego, Teściowa-nawiązujemy relacje po 4 latach zerwanych więzi-jest chętna do pomocy i pomaga w kwestiach starszych dzieci-wyjścia szkolne, zabranie na zakupy, na lody, raz została z całą 3.
      Nie narzekam
      Ba-widzę plusy takiej sytuacji. Nie wiem co to znaczy pomoc innych-wiec nie wiem co tracę. Za to mamy niezależność w bardzo wielu kwestiach-bezcenne
    • saguaro70 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:30
      Od kilku lat pomaga mi mama, od niedawna- pomaga mi też ojciec.
      • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:40
        tak, to jest piękne, widuję też dziadziów z wózkami czy na placu zabaw- jak się pięknie zajmują, starają, to chyba bardziej wzrusza niż babcia w tej roli
    • paul_ina Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:34
      Z perspektywy wiem, że przy jedynym dziecku jest tak mało pracy, że nie ma przy czym pomagać. Natomiast podziwiam matki, które same ogarniają dwójkę i więcej dzieci - to już jest mega wyzwanie, im mniejsze maluchy tym więcej problemów i trudności, tym mniej czasu na wszystko.

      • agncwy Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 24.05.13, 22:01
        Nie dokońca się z Tobą zgodzęsmile mam trójkę,11 lat,8 i 5mc. I powiem Ci,że to powiedzonko,że małe dzieci mały kłopot a duże dzieci duży kłopot,sprawdza się w 100%smile Mnie nikt nigdy nie pomagał,zresztą całe życie byłam sama. Teraz cały dzień z dziećmi,tatus w pracy od rana do godz.19,takie życiesmile czasu mi brak na wszystko,ale z utęsknieniem czekam aby pójść do pracy i odpocząć choćby psychiczniesmile
    • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:36
      cieszę się, że mnie rozumiecie, choć po części.
      Myslałam, że jestem okrutną córką, która wymaga czegoś od matki. Bo przecież matka tylko może wymagać, w ramach wdzięczności, że wychowała itp. Jasne, jest to prawdą ale jak chyba Guderianka wyżej napisała: przykro, że nie chce, bo chodzi tez o cos więcej niż pomoc...

      Dzis rano był tel. (zrobiłam eksperyment smile ) strasznie biadoliłam, żeśmy wszyscy chorzy (to prawda), że kupa pracy, że mała ryczy, że noc nieprzespana i czekałam na reakcję. (moja reakcja byłaby natychmiastowa gdyby to moje dziecko biadoliło : córcia to ja wam pomogę) ale niestety było krótkie milczenie i... "ale dziś zimno, wiesz jak mi ładnie coś tam zakwitło" Aż się zaśmiałam w duchu. Przypadek niereformowalnysmile

      W sobotę mamy ważne spotkanie oboje z mężem, ja chciałam wziąć małą, ale mąż powiedział, że weźmiemy babcię z zaskoczenia, wieziemy mała bez zapowiedzi i ją zostawiamy "na godzinkę" - no zobaczymy
      • frijka Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 11:25
        Ja co prawda wolę większość rzeczy robić sama, ale na pewno to nie jest tak, że jak ktoś ma swój wiek i jest na emeryturze to może robić co chce i nie liczyć się z rodziną, a jednocześnie od niej wymagać. Od bycia matką emerytura nie zwalnia i jest się nią cały czas, i zawsze powinna pomóc swojemu dziecku bez względu na wiek i okoliczności - jeśli jest w stanie. Jeszcze raz polecam Ci szczerą, spokojną rozmowę.
      • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 11:36
        A probowalas bez podchodow tylko wprost. Mamo, chorzy jestesmy -'wez dzieci na kilka godzin? Moze ona tepa jest i mysli ze ty chcesz sobie ponarzekac?
        • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 11:52
          mój mąz tez tak mówismile
          • merfiiikowo Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 14:00
            Ja tez bym sprobowala bezposrednio. Ostatnio spedzilam 3 tygodnie u moich rodzicow. Mialam troche zalu ze tak malo bawia sie z wnukiem. W koncu w zlosci im to powiedzialam i na to moja mama odrzekla ze potrzebuja zebym im wprost powiedziala czego od nich oczekuje bo oni pracuja, maja dodatkowe zajecia i po prostu kieruja sie swoimi priorytetami a pomagaha kiedy moga. Ja tez nie lubie prosic ale moze nie kazdy sie domysla ze Ty pitrzebujesz pomocy. Sprobuj wprost i grzecznie. Jak odmowi to bedziesz wiedziala ze po pros nie chce.
            Nie naklaniaj wowczas do kontaktu. Moze sama zateskni a moze nie- wtedy juz nic nie wyczarujesz. A odnosnie tesciow, gdy bylam w ciazy maz zazartowal na temat pilnowania przez tesciowa naszego dziecka. Na to tesciowa odrzekla ze sami zrobilismy. Wiec sami mamy wychowywac. Od tamtej pory ja sie zaperzylam i uwazam ze wobec tego tesciowie nie zasluguja na kontakt z wnukiem do ktorego rzecz jasna teraz bardzo dażą. Obiecalam mezowi ze dam im szanse, ale jest mi bardzo ciezko bo to nie pierwsza"zlota mysl" mojej tesciowej. No ale moze bedzie lepiej. W koncu ludzie sie zmieniaja.
            • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 14:11
              Popatrz jakie sytuacje potrafią byc podobne. U nas z teściami jest podobnie, też się nasłuchałam rewelacji (przy pierwszym dziecku), że po co wam ten dzieciak, jakie dziwne imię wybraliście, zmieńcie je (nawet dzwonili czy już zmienilismysmile ) itp. Stąd też moje postanowienie, że nie zasługują na kontakt z naszymi dziećmi. Zresztą chyba im to na rękę, bo nie nalegają.
              Przy drugim dziecku nie dopuściłam do takiego złorzeczenia i wnuczkę widzieli raz. Ale naprawdę - wcale się nie upominają, czasem jak dzwonią do męża to nawet nie spytają jak dzieci.
              Chciałabym żeby się zmienili ale kiepsko to widzę.
              • merfiiikowo Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 14:26
                U nas niby chca kontaktowac sie z wnukiem ale jak nadarza sie okazja to na raczkach by nosili ale nie za dlugo bo ciezki albo z wozkiem gnali. Dluzsza zabawa natomiast ich jakos szybko meczy. Ale np wnuczek nie dostal ani jednej rzeczy od nich, tylko ewentualnie kase, gdyz nie wiedza (moim zdaniem nie chce im sie) co mogliby kupic (mozna oczywiscie zadzwonic i zapytac ale nie dzwonia do mnie bo podobno nie wiedza kiedy moglabym rozmawiac). Takze duzo mozna by pisac...nalezy sie chyba ciesxyc i doceniac te mile gesty (a te sie zdarzaja, bo ogolnie to pomocni z nich ludzie ale ja po prostu nie potrafie sie z nimi dogadac na wszystkich plaszczyznach).
      • panizalewska macie podstawowe problemy z komunikacją 28.05.13, 09:46
        Neffi, oczekiwania mogą być różne, w stosunku do rodziców, dzieci, normalne i nierealne. Ale to, co jest u Was, to problemy z komunikacją.
        Stań obok i przeczytaj:

        Dzis rano był tel. (zrobiłam eksperyment smile ) strasznie biadoliłam, żeśmy wszys
        > cy chorzy (to prawda), że kupa pracy, że mała ryczy, że noc nieprzespana i czek
        > ałam na reakcję. (moja reakcja byłaby natychmiastowa gdyby to moje dziecko biad
        > oliło : córcia to ja wam pomogę)


        Serio? Ale poważnie "testujesz" mamę? To trochę trąci zachowaniami w przedszkolu "jak mi dasz swoją kanapkę, to Cię będę lubić". Nie prościej, zamiast 5 min biadolić, powiedzieć "Mamo, jesteśmy chorzy, czy możesz zająć się dzieckiem? Jak Ci pasuje, umówmy się"??

        I:

        mąż po
        > wiedział, że weźmiemy babcię z zaskoczenia


        Ja bym się szczerze wk*rwiła, gdyby ktoś wziął mnie dzieckiem z zaskoczenia. Bo mogę mieć inne plany, bo ktoś nie szanuje mojego prywatnego czasu. I od razu bym odmówiła, dla zasady.

        Matka, Neffi, to taka sama osoba, jak reszta świata. Może chcieć, może nie mieć czasu, inne plany. Od tego masz buzię, żeby mówić do niej wprost, że czegoś potrzebujesz, a nie jak stereotypowa kobieta, że wszyscy mają się domyślać. Fajnie by było, ale tak NIE JEST. Więc nie rób z siebie cierpiętnicy, tylko wyrażaj swoje myśli i potrzeby wprost, a nie naokoło. To przynosi dużo lepsze rezultaty.

        P.S Moja mama mi fizycznie nie pomaga, nie potrafi, pracuje jak dziki osioł. Ona sama mnie i siostrę zrzucała do dziadków na kilka miesięcy (!) bo studiowała. Czasem coś nam kupi, a jak przyjeżdżamy do niej to super małą zabawia itp. Ale ani razu do nas nie przyjechała, żeby pozajmować się małą u nas, żebym mogła coś zrobić wokół siebie, czy domu. Nawet w połogu. Czy jest źle? Absolutnie nie. Nie mam wobec niej nierealnych oczekiwań, których nie spełni i swoje potrzeby wyrażam najprościej i najdobitniej, jak się da. To, że moi starzy i takie komunikaty olewają, to już jest ewidentnie ich problem ze słuchem wink
        • neffi79 Re: macie podstawowe problemy z komunikacją 28.05.13, 12:00
          No tak gdyby to było takie prostesmile Naprawdę myslisz, że nigdy tak nie mówiłam/prosiłam?? j/w. napisałam: moja mama tego nie słyszy, wymiguje się, zmienia temat, dlatego dałam spokój bo ileż można robic z siebie durnia? mam jeszcze jakiś swój honor. Ubolewam, że mi przykro, że sama z siebie nie chce, pytam czy ktoś ma podobnie, bo jest to dla mnie zadziwiające, to tyle.

          Nie jedź po mnie jak po gó...arce OK?smile Nie potrzebuję tego typu pouczeń, jestem na tyle inteligentna by wiedzieć, że czasem trzeba powiedzieć coś wprost i dobitnie - u nas to ""wprost"" nie działa dlatego napisałam wątek.
          p.s. wzięlismy babcie z małego zaskoczenia (sobota, wiedziałam, że nic nie robi) udało się, była z moimi dziecmi 1,5h - jest to sukces, pierwszy raz od porodu bylismy z męzem w mieście sami. Jednak niestety nie dla przyjemności ale u notariusza;D zawsze lepsze to niż być tam z jęczącym dzieckiem, wywijającym się na wszelkie sposoby. Oczywiście na koniec usłyszałam, ze mała była ""niegrzeczna""
          Nie wiem, może to jest sposób, bo mówienie, proszenie, sugerowanie, aluzje - to nie działa.
          • panizalewska Re: macie podstawowe problemy z komunikacją 28.05.13, 14:39
            Ojej Neffi, przepraszam, jeżeli poczułaś się wzięta z góry i objechana. Naprawdę to nie było moim zamiarem. Po prostu się dziwię i naprawdę myślałam, że to proste. Naprawdę dużo się słyszy o babkach, które każą się ludziom domyślać i foch, jak mąż kwiatów nie przyniesie akurat dzisiaj wink itp itd.
            Nie nie, aluzje naprawę nie działają, i to na większość ludzi, a ZWŁASZCZA na rodziców wink Ich się już nie zmieni. Jak mają problemy ze "słuchem", z empatią itp - to tylko własne podejście można zmienić.
            U mnie z kolei rodzice chyba mi nie bardzo wierzą i nie szanują mojego zdania, moich potrzeb wypowiedzianych wprost i dobitnie. Np "żadnych różowych ubranek dla małej". Efekt wiadomo jaki. Mówię "potrzebuję farby X" a ojciec w Casto przez pół godziny mi imputuje, że potrzebuję farby Y. Jakbym coś malowała 1 raz, a nie setny. Albo "sklejkę liściastą" to dostaję krwa z wiórów, do niczego mi nie potrzebną. No głusi. I nic z tym nie zrobię.
            Dużo osób tak ma ze swoimi rodzicami, wszyscy / wszystkie musimy wyluzować i robić swoje i cześć smile
            • neffi79 Re: macie podstawowe problemy z komunikacją 28.05.13, 15:02
              Nie, nie ja do takich nie należę, wiem o czym mówiszsmile
              Również mam podobnie z rodzicami. Co mówię ja, jest mało ważne i nie istotne, że mam rację, mój ojciec musi powiedzieć swoje, najlepiej skrytykować wszystko. Mój mąz to uwielbiasmile
    • merfiiikowo Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 10:54
      Czesc. Naleze do tych mam, ktorym pomaga tylko maz. Oczywiscie pracujr i jest srednio okolo 18 w domu ale bardzo sie stara byc pomocny zarowno przy dziecku jak i domowych obowiazkach. Niestety moi rodzice i tesciowie pracuja no i dodatkoeo dzieli nas odpowiednio 340 i 130 km takze mozemy liczyc tylko na siebie. Oczywiscie odwiedzamy sie ale z uwagi na odleglosc nie jest to czeste. Poza tym nawet w czasie tych wzajemnych wizyt zajmowanie. sie naszym 9-miesiecznym synkiem nie jedt takie jakie bym sobie wyobrazala. Ale nikogo nie winie nikogo bo kazdy ma prawo dysponowac swoim czasem wrdle uznania. N ajgorsze dla mnie sa momenty kiedy moj maz wyjezdza na delegacje i wowczad jedtem 24 na dobe ssma z synkiem. Niestety znajomi nie maja dzieci wiec zyja innymi resliami i nie maja czasu (ochoty) nawet na spacer. Mnie nie brakuje pomocy fizycznej (chociaz moje dziecko nie chce nic oprocz piersi wiec jestem wykonczona po nocy) a bardziej towarzystws i rozmowy. Po calym dniu tylko we dwojke nawet moj Tadeuszek ma mnie dosyc i czeka na powrot taty. Ot typowe zmeczenie materialu.
    • arya82 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 23.05.13, 11:28
      Nikt.
      Moja mama bardzo by chciala, gdyby mogla byla by u mnie codziennie (w sumie jest ale na skypie, to sie nie liczy wink ) No ale mieszkamy za granica wiec odpada taka opcja.
      Za to tesciowa watpie czyby pomogla. Ona wychodzi z zalozenia ze swoje dzieci juz odchowala i to nasza robota. Z czym sie po czesci zgadzam. Jak wszystkich dziadkow odwiedzamy to u mojej mamy nie wiem co ze soba zrobic bo mam tyle wolnego czasu wink Dziecko widze tylko na karmieniach wink
      Ale u tesciowej nie jest az tak rozowo co jest troche smutne, zwlaszcza ze nie widza dziecka miesiacami, a potem przyjezdzamy i jest tak jakbysmy wpadli na codzienna kawe - taki poziom zainteresowania. Z reszta przed urodzeniem malucha luzno rozmawailismy np o wakacjach, ze zostawimy im malego jak bedzie ciut starszy do opieki a my sobie odetchniemy powychodzimy sami na miasto etc. Moja mama piszczala z radosci, tesciowa niby w zartach ale powiedziala ze nigdy w zyciu... Choc ostatnio widze ze zmierza jednak to ku lepszemu i troche wiecej chca sie z malym pobawic.

      A w twoim przypadku neffi to ja bym sie jednak nie prosila. To widocznie taki typ czlowieka. Pewne sprawy sa oczywiste, mama nie chce, przeciez jej nie zmusisz. Co to by byla zreszta za opieka nad dzieckiem jak ona nie przejawia checi? Ja swojej tesciowej nie zmuszam, sama sie powoli przywiazuje bardziej do malego. Dzwonie do niej czesciej, choc sama nie dzwoni do mnie, co kiedys mnie wkurzalo, ale zmienilam podejscie - i ona chyba tez, widze ze ja te nasze rozmowy na skypie z malym ciesza.

      A moze inaczej, zorganizuj wam wszystkim jakies wspolne przyjemne dni, albo spotkania z toba, mama i dziecmi zeby moze sie bardziej zzyla z nimi, moze wtedy sie odmieni
    • izazdo Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 24.05.13, 08:58
      To prawda, ze ona nie ma obowiazku pomagac Ci przy dzieciach, bo to Ty uprawialas seks - czyja przyjemnosc, tego robota, wiedzialas, w co sie pchasz. Ale tak samo mozna powiedziec, ze Ty nie masz zadnego obowiazku pomagac jej na starosc. Ze co, ze masz sie odwdzieczyc za dziecinstwo? Przeciez opieka nad dzieckiem to zasrany obowiazek matki, to ona uprawiala seks, czyja przyjemnosc, tego robota, wiedziala, w co sie pcha itd. Niestety, sa takie kobiety, ktorym dzieci niancza babcie, a ktore - gdy same zostana babciami - sa "zmeczone zyciem". Te, co naprawde cale zycie harowaly jak woly, nie potrafia nagle zaczac zyc kwiatkami, kotami, plotkami i serialami. Harują, aż padną na amen, zadne tam działki i wernisaże. Tak na starosc zyja lenie patentowane, wytrenowane w zwalaniu roboty na innych. Jak kazdy kazdego ma w nosie, to juz nie jest rodzina. Uswiadom babci, ze jesli chce sie ze skarbonki cos wyjac, to najpierw trzeba do niej cos wlozyc, z proznego i Salomon nie naleje. Nie nawiaze wiezi z wnukami, to wnuki nie dosc, ze palcem przy niej nie kiwna, nawet przed przyjsciem od swieta beda sie migaly. A jak zdrowie sie posypie, to juz nie bedzie sily na plotki i kwiatki, zostanie tylko rodzina. Tak juz w zyciu jest, ze najpierw dziadkowie pomagaja rodzicom przy wnukach, a potem wnuki - rodzicom przy dziadkach. Opieka - czy to nad dzieckiem, czy to nad staruszkiem - jestna dluzsza mete nie do udzwigniecia dla jednej osoby. Na stare lata masz obowiazek alimentacyjny wobec rodzicow. Ale moze on byc spelniony zarowno poprzez opieke osobista najblizszej rodziny, jak i poprzez oplacenie domu opieki. Nie ma sily, zeby zmusic dzieci i wnuki do odwiedzin w domu starcow. Czy takiej starosci pragnie dla siebie Twoja matka? (Tak, wiem, wnuki moga wyjechac za granice, ale jak z babcia jest wiez, to moga do niej dzwonic, wazna jest czulosc i pamiec, a czulosci dla babci bez naladowania wnukow ta czuloscia niestety nie bedzie - jak Kuba Bogu, tak Bog Kubie, sad but true).
    • kat-gab Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 24.05.13, 11:19
      ja mieszkam z mama w jednym domu na osobnych pietrach. 2jka dzieci- 4 latka i 2 miesiace. raczej je pomoc wyglada tak ze popatrzy na nia 10-15 min jak ide po starsza do przedszkola albo cos musze pilnie zrobic. ale to rzadko sie zdarza. wczoraj bylam na wizycie u lekarza, maz po mnie podjechal bo sie przedluzalo, zostawila mala na 15 minut z matka. Mala sie rozwrzeszczala. Mama panika i podala jej butelke z mm. Mimo ze ja karmie piersia i wie jak ciezko mi to przychodzilo.Poza tym - to bylo 15 minut jakbym byla w domu.
      Za kazdym razem jak placze mala to przychodzi do mnie bo slyszy z partetu i mowi: daj jej butelke, sprobuj, usnie Ci, glodna jest. Mnie trafia szlag!!!! a wczoraj jak wroiclam i zobacyzlam ta piep....butelke to stracilam cierpliwosc. No ilez mozna tlumaczyc ze dziecko nie placze z glodu zawsze, tylko w jej przypadku ze zmeczenia bo ma problemy ze spaniem i zasypianiem a wieczorami jest ciezko jak jej sie nie uspi w pore.

      wiec sobie postanowilam- dziekuje bardzo za taka pomoc. 10 minut dziecko placze i jedyne rozwiazanie to zatkac jej usta jedzeniem. ech....ale coz, takie byly przedtem czasy, karmila mnie miesiac potem butla. coz winic. tylko mnie wkurza bo jej tlumacze i mowie tyle razy, a jak dziecko przybiera na wadze 400g/tydz to jej to nic nie mowi.
      • alutka314 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 26.05.13, 23:37
        Ja też narazie mieszkam z rodzicami a pomocy ZERO sad No może teraz jak córka ma skończone 6m to na chwilę zostaną żebym np poszła spokojnie się wysiusiać hehhe wink Jak się urodziła to zaglądali do nas do pokoju może raz na 2 dni. Wtedy to potrzebowałam pomocy i to bardzo bo mąż pracuje ok 10 godz dziennie. Nie chcieli pomagać podejrzewam że się bali czy co. Teraz czasami ponoszą bo dziecko należy do rączkowych. I ja mogę odsapnąć trochę. I to głównie mój tata pomaga. Jak mame poproszę to mówi że jej się nie chce i ooo... bądź mądra ;/
        • malinowa80 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 27.05.13, 09:25
          A ja mam trochę odwrotnie i to też nie jest fajnesad
          Dość późne macierzyństwo, nie mogłam zajść w ciążę potem donosić, synek długo oczekiwany i do tego "promocyjny egzemplarz" czyli też high need babysmile
          Pierwszy wnuk w rodzinie. Mąż jedynak, starszy brak bezdzietny...Babcie szaleją!
          A najgorzej z teściowa (mamie w zasadzie powiem wszystko) jak przyjeżdża to nawet małego nie mogę wsiąść na ręce. Karmię butlą więc nawet na karmieniach go nie widzę.
          Najgorzej mnie denerwuje jak mały zaczyna płakać a ona podbiega i mi go wyrywa, no szlag mnie trafia. Do tego inne metody wychowawcze. Permanentnie przebodzcowuje mi dziecko wieszając mu na mate milion zabawek... i tłumaczenie nie pomaga. Mało tego nawet mój teść pali się do opieki ale on to już w ogóle działa na mnie jak płachta na byka. Nosi go cały czas a potem "high need baby" to właśnie teść komentuje wszystko jak przysłowiowa teściowa. A to za ciepło go ubrałam a to nie rób mu tak bo on tego nie lubi itp. że niby on lepiej wie co moje dziecko lubi phiii.
          Z moja mama trochę łatwiej ale też ma czasem przednie pomysły np. krówka do polizania - mały ma 3msc - po co?! Już mi zakomunikowała że jak mały będzie do niej przyjeżdżał to będzie go rozpieszczała dobrym jedzonkiem-patrz słodycze, mimo że wie jak zależy mi aby mały jadł zdrowo!
          mimo to zaciskam żeby i babcie są średnio co drugi dzień raz jedna raz druga. Jak mąż jedzie w delegacje to nawet na noc zostają, dziękuję bogu bo mały jest tak absorbujący że jak mam ten "co drugi dzień sama" to z piżamy wychodzę o 13 jak już chce wychodzić na spacer. Jak się ubieram, myje zęby mały leży i płacze bo sam nie jest w stanie się sobą zająć 5 minsad

          Tak źle i tak nie dobrze ale przynajmniej wiem że moje dziecko kocha cała masa ludzi więc szczerze Ci współczuję
          • ichi51e2 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 27.05.13, 11:27
            Wyrywanie placzacego dziecka to tez moj faworyt uncertain
            Albo (tesciowa raz jak wpadla akurat sie zdarzylo) dziecko sie rozplakalo jej na rekach - podchodze zeby go wziac i uspokic a ona sie do mnie plecami odwraca zeby dziecko mnie nie widzialo... Nosz kurka... I wyszla do sypialni. Synek moj kochany jednak nie dal sie uspokic suspicious no podle wiem ale kochany...

            Wsciekle bujanie drugiw w kolejnosci.
            • malinowa80 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 27.05.13, 11:33
              heheh tak wściekłe bujanie wózkiem aż cały lata też "uwielbiam"
              • kopiko-lol Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 27.05.13, 21:41
                trzeba wprost mowic co sie nie podoba big_grin ja mi sadzali dziecko w pionie, to zaraz wiedzieli ze tak sie nie robibig_grin teraz nawet jak jest polezaca to pytaja czy tak moze byc big_grin ale fakt, u tesciow tez malo co trzymam dziecko, ale to moge sobie odsapnacsmile
            • alutka314 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 27.05.13, 22:28
              ichi51e2 napisała:

              > Wyrywanie placzacego dziecka to tez moj faworyt uncertain
              > Albo (tesciowa raz jak wpadla akurat sie zdarzylo) dziecko sie rozplakalo jej n
              > a rekach - podchodze zeby go wziac i uspokic a ona sie do mnie plecami odwraca
              > zeby dziecko mnie nie widzialo... Nosz kurka... I wyszla do sypialni. Synek moj
              > kochany jednak nie dal sie uspokic suspicious no podle wiem ale kochany...
              >
              > Wsciekle bujanie drugiw w kolejnosci.

              ooo jakbym czytała o swojej teściowej hahah tak samo jak córka płacze jej na rękach to ona zamiast mi ją oddać to ucieka podskakując i śpiewając hheheh a uspokoić też się jej nie daje. I przez to takie uciekanie mała jak ją widzi to płacze, piszczy ;/ do wszystkich pójdzie na ręce ale nie do teściowej wink


    • anetchen2306 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 28.05.13, 07:40
      No ale to WY chcieliscie miec dziecko. nie babcia ...
      Babcia swoje dzieci juz "odchowala", nie ma widocznie potrzeby opiekowania sie "cudzymi" dziecmi. Niektorzy tak maja, i juz wink
      Nie znaczy to, ze nie kocha wnukow lub swoich wlasnych dzieci.
      Starsze dziecko tez nie jest od "zabawiania" (bo samo chce sie jeszcze bawic, a niemowleciem raczej zabawa jest malo atrakycjna).
      Nie "namawialabym" babci do "pomocy", skoro sama takiej potrzeby nie odczuwa.
      Nie kazdy uwielbia spacery lub siedzenie w piaskownicy.
      Ja tez szczerze tego nienawidzilam.
      No i dlaczego to koniecznie babcia ma sie wnusia zajmowac?
      Nie masz jakiejs kolezanki, niani "na spacery"?
      To nie babcia Jet winna, ze "twoje zycie nie istnieje".
      Babcia nie ma obowiazku umilac Wam zycia wink
      Ma swoje i widocznie jest ono calkiem fajne, ze nie ma czasu na spacerki z niemowlakiem (bardzo kaprysnym, absorbujacym, jak sama piszesz, "jeczacym" - moze wlasnie to dla babci za wiele?).
      Ja bym sie rozejrzala za niania na godziny lub pomoca domowa (ty wchodzisz z dzieckiem na spacer, ktos inny za ciebie w tym czasie mieszkanie ogarnia, zakupy robi, starszym dzieckiem sie zajmuje ...).
    • mojemieszkanie24 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 28.05.13, 15:28
      Ja wychodzę z założenia, ze dziadkowie nie maja obowiązku opiekować się dzieckiem i jeżeli nie chcą, to nie należy mieć do nich o to żalu. Ja
      • arya82 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 28.05.13, 16:10
        mojemieszkanie24 napisała:

        > Ja wychodzę z założenia, ze dziadkowie nie maja obowiązku opiekować się dziecki
        > em i jeżeli nie chcą, to nie należy mieć do nich o to żalu.

        Zgadzam sie.
        Jest to dziwne zachowanie dla niektorych, bo babcie jakos tak odgornie maja przypisana role nianki? Moim zdaniem taki model sie utarl i teraz jest problem, bo coraz wiecej babc, to przebojowe babki, ktore mysla tez o sobie, a nie tylko o dzieciach i wnukach. Te kobiety juz odchowaly swoje dzieci i jesli nie wyrazaja checi to jest to ich swiete prawo. Wychowanie maluchow, czy tam nawet opieka kilka razy w tygodniu moze dac niezle w kosc rodzicom, wiec i dziadkom rowniez. Ja wiem ze mnie by bylo glupio prosic sie o pomoc moich rodzicow, jesli sami nie wychodziliby z inicjatywa.
        • dorot10 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 28.05.13, 16:38
          Zgadzam się ze nie mają obowiązku.. Pisałam to już. Ale ja dziś na pytanie mojej mamy jak się czuję powiedziałam, ze jestem zmęczona bardzo a ona na to..... cisza w słuchawce a potem"yyyyyyy no tak to faktycznie.." Ten brak ciepłego słowa jest przykry. Tym bardziej ze ja nie jestem osobą marudzącą, radzę sobie ze wszystkim sama ale jak już mam mały kryzys chciałabym wiedzieć ze mama mnie rozumie
          • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 28.05.13, 18:20
            Koleżanki piszące, że "dziadkowie nie mają obowiązku" nie rozumieją tematusmile Nie chodzi o to , że załózmy ja, chcę narzucic obowiązek. Nie chodzi to żadne obowiązki i wkładanie babci w rolę codziennej opiekunki, gdy ja leże do góry tyłkiem a babka zasuwa.
            Chodzi o to, że babcia nie czuje więzi a popilnowanie dziecka wychodzi z tego samoczynnie.
            Wtedy taka babcia robi to dla przyjemności a nie z obowiązku, o którym koleżanki mówią.smile
            • malinowa80 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 08:24
              dokładnie! jeśli moja mama traktowałaby siedzenie z dzieckiem jak obowiązek wcale nie chciałabym żeby spędzała z nim czas. Cały żal jest w tym, że niektóre babcie nie czują potrzeby , nie czerpią przyjemności. Dla mnie mega smutne bo Babcia w moim życiu była bardzoooo ważna! Strasznie za nią tęsknię sad Życzę mojemu synkowi aby miał taką więź z obiema swoim Babciami smile
            • arya82 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 09:19
              Wydaje mi sie, ze jednak temat rozumiem. Bo chyba dla was tylko to ze babcia pomaga (nawet jak tylko w krytycznych sytuacjach) to swiadczy o niej, o tym czy jest przywiazana. Napisalas w pierwszym poscie "Ja juz nie daję rady, moje życie nie istnieje, czasami cieszę się jak mała śpi i chcę by spała jak najdłużej"... tak jakby twoja mama miala cokolwiek z tym do czynienia. A tak naprawde nie ma. I tak, nie ma obowiazku. Nie wiem jakie sa ukladay w twojej rodzinie. Jesli powiesz, moja mama nie kocha wnukow, nie troszczy sie o nich, wiem to napewno, wiem ze dlatego sie nimi nie zajmuje, to inna rozmowa, ale tez inny, glebszy problem.

              "Chodzi o to, że 5 km dalej mieszka moja mama (pracuje 1-2h dziennie biurowo w domu - ma b. duzy ładny dom) i wcale nie chce mi pomagać - od urodzenia małej, przy pierwszej też nic. Unika tematu, zagaduje, mówi "ja miałam gorzej" co doprowadza mnie do szłu".
              To ze pracuje malo i ma duzy dom, i mieszka blisko, przeciez nic nie znaczy. Rozumiem ze jakby bylo zupelnie inaczej to z twojej strony niebylo by tematu, bo mama jest zajeta, mieszka daleko itd. W tym kontekscie pisze tez o tym ze myslisz o obowiazku. Jak juz ma troche wolnego czasu, to powinna myslec wiecej o wnukach...

              "Teraz jestem chora i ledwo zipię i mama wie o tym ale nie przyjdzie, nie zaproponuje."

              Tu tez wychodzisz z zalozenia, ze mama powinna w takiej sytuacji pomoc, bo tak robia babcie ktore sa przywiazane do dzieci i corek. A sprowadza sie to do waszego modelu rodziny, do tego jakim twoja mama jest czlowiekiem, moze juz jej sie nie chce i ma do tego prawo. Nie musi sie tlumaczyc. Czy to odrazu znaczy ze nie jest do was przywiazana? Moze wie ze jestes chora, ale uwaza ze jestes dorosla, ze onna sobie radzila, to i ty powinnas.

              Wiem o czym mowie bo moja tesciowa tez ma takie podejscie, ale kocha wnuka bardzo i to wiem napewno. Ma wielki dom, luzna prace, zdrowa jest, ma czas godzinami lezec przed telewizorem, tylko sama wprost mowi ze ona nie ma sily sie wnukiem zajmowac, czy wziac go na wakacje to tez nie jest dla niej jakies marzenie. I ja to rozumiem, mimo ze moja mama jest totalnym przeciwienstwem, i nawet jak sama ledwo by zipiala to by mi syna zabierala do opieki bo to lubi, bo byla inaczej wychowana itd. Staram sie ich nie porownywac, bo to nie ma sensu, kazda z nich ma prawo do swojego zycia i co z nim robia to nalezy do nich.
              • malinowa80 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 09:51
                arya masz sporo racji ale jeśli się wogóle z kimś czasu się nie spędza to się po prostu tego kogoś nie zna a już na pewno nie jest się do niego przywiązanym.
                A już brak potrzeby sam za siebie mówi, że tego przywiązania nie ma. Luźna praca, duży dom w ogóle tu nie ma znaczenia, gdyby chciała przychodziła by do wnuków i poprostu siedziała z nimi, bawiła się przytuliła, nie cały dzień ale choć trochę, gdyby zależało znalazła by czas. tak ja myślę dla mnie jedno równa się drugie...
                • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 10:15
                  malinowa80 ma rację, mój wcześniejszy post jest do koleżanki ayra82smile
              • neffi79 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 10:14
                ojej ale mnie prześwietliłaśsmile dziękuję za poświęcenie czasu na analizęwink
                być może pierwszy post był napisany w emocjach, bylismy wszyscy chorzy, myslałam, że umrę z wyczerpania i bezsilności a jedyną osobą, która mogłaby być z nami (i pomóc) była blisko mieszkająca, bezrobotna babcia. Stąd moje nerwy i załamanie rąk.
                oczywiście że mama nie musi pomagać chorej córce przy dzieciach, jednak nadal jest to dla mnie niepojęte, bo ja bym tak nie umiała. Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić nawet. Więc juz pomijając że nie ma chęci na pobycie z wnuczkami gdy ja jestem zdrowa, mogła by choc pomóc w potrzebie, gdy człowiek chory. To najbliższa osoba, jestesmy w dobrych stosunkach jednak ten aspekt bardzo mi przeszkadza, mi i męzowi jest przykro a pomoc, jak wczesniej napisałam, wychodzi sama z tego. Bo bycie z wnuczkami dla przyjemności rodzi pomoc. Nie odwrotnie. Zazdroszczę Ci że jesteś taka wyrozumiała, najwidoczniej nie masz jeszcze aż tak źle, czego oczywiście nie życzę, ale pamiętaj, że rózne są sytuacje w zyciu...
                • arya82 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 11:39
                  Oj ta przeswietlilam odrazu wink Takie mi sie poprostu nasunely wnioski.

                  Ja Ciebie dobrze rozumiem, bo w srodku kazdy czuje, ze to nie dokonca tak powinno wygladac. Ale w tym wszystkim dobrze przynajmniej ze zdajesz sobie z tego sprawe. I twoje dzieci tez napewno to czuja, a jesli jeszcze nie to pewnie kiedys poczuja. Mysle ze tu gdybanie na forum nic Ci nie da, musisz mysle porozmawiac z mama szczerze, ale o tym co czujesz raczej, niz o tym czego od niej oczekujesz.

                  Ja moze jestem taka wyrozumiala bo mieszkamy tysiace kilometrow od babc i nauczylam sie sila rzeczy zyc samodzielnie. Jak mnie dopada ciezka choroba to maz musi sie zwolnic z pracy a jak nie moze, to musze sobie radzic sama. Tez mi czasem przykro, jak dziadki (tesciowie) wnuka nie widza tyle czasu i "nie maja" go takze jak juz przyjedziemy... Moja tesciowa nie poszla na chrzciny do kosciola, bo musiala costam organizowac przy domu, dowiedzielismy sie w ostatnim momencie. Tez mi cholernie przykro, ale wiem ze nic nie zrobie. Gdyby to byla moja mama to powiedzialabym jej prosto z mostu, co o tym mysle i co kiedys sobie jej wnuczek pomysli (do tesciowej nie jestem taka wyszczekana wink ) . I moze ty powinnas porozmawiac z mama
              • kriss_1 Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 10:47
                Pewnie , ze nie ma obowiązku pomagać, nikt nie ma obowiązku, chcieliśmy dziecko to mamy i nic nikomu do tego prawda?
                Tylko - czy tak powinny wyglądac relacje w rodzinie? Na tym polegają relacje międzyludzkie, przyjaźń? Tego mamy uczyć swoje dzieci- ze nic nie musisz, jeśli ci sie nie chce?
                Ja sama nie wyobrażam sobie nie pomoc swoim dzieciom w takiej sytuacji, nawet niezależnie od więzi z wnukami. Na pełen etat raczej nie, zreszta w wieku 67 lat byłoby to trudne, ale wziąć dzieci raz na tydzień na spacer- to elementarnych wyraz miłości do córki, empatii, zwyczajnej normalnej relacji rodzinnej czy w ogóle jakiejs społecznej wrażliwości. Nie żyjemy sami na świecie, ludziom sie pomaga, nawet obcym. A juz w ogóle byłoby mi przykro, gdybymoja córka nie śmiała czy czuła opór, zeby poprosić mnie o pomoc. Nota bene, zeby prosić o pomoc, trzeba tezbmieć trochę pokory.
                Co do głównego pytania w wątku- nie pomagają mi rodzice, bo mieszkają daleko, natomiast jeśli jestem u nich, pomagają mi bardzo, a ja nie mam oporów zeby ich o to prosić. Wychodzi to niejako naturalnie, nie z obowiązku, nie z nacisku. I ja moim dzieciom tez pomogę, i nauczę je, ze ludziom pomaga sie nie tylko wtedy kiedy ma sie na to ochotę.
    • ziarenko-piasku Re: Czy pomaga wam ktoś przy dziecku? 29.05.13, 12:04
      Pomaga mi mąż i mama - mimo, ze pracuje pomaga mi bardzo i jestem jej baaardzo za to wdzięcznasmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja