o cierpliwości...

22.01.14, 18:32
Zastanawiałam się nad rozpoczęciem tego wątku bo trudno... przyznawać się do porażek... a takie mam poczucie że porażki kilkukrotnie ponosiłam i wstyd mi... Dziecię moje jest chciane, kochane jak zadne inne ( tak wiem smile) Kochane Mamy że Wasze Pociechy również!
Męczy mnie jednak to że mimo ogromnej miłości kilkukrotnie traciłam cierpliwość w trakcie kolek długich nocy czy marudzenia. Kiedy byłam w ciąży w życiu bym nie pomyślała że można wrzasnąć z drącym się niemowlęciem na ręku, czy odłożyć na chwilę ryczącego malucha i ryczeć również z bezsilności. Tak się jakoś poukładało że przez miesiąc wypełniony kolkami i łażeniem nocnym byłam sama bez małża i wtedy było najgorzej. Nie chce się usprawiedliwiać... boję się że jakoś w ten sposób skrzywdziłam swoje dziecko. Oczywiście nigdy sama bezpośrednio mu krzywdy nie zrobiłam broń Boże ale tak mi wstyd. Teraz jest o wiele lepiej ale młody swoimi humorami potrafi czasem mnie ugotować... czy to histeria na spacerze czy odmowa zmiany pieluchy... Dziewczyny czy jest jakakolwiek podobnie nieświęta?
    • monikaa13 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:19
      Oj jest, jest smile
    • zoja86 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:33
      Nie krzycz na dziecko bądź przy nim! To nie jego wina, że boli go brzuch, że dziąsła bolą, że ma mokro, że metka uwiera, że ma za zimno / gorąco, etc.
      Płacząc, tak naprawdę woła o pomoc, tak więc pomóż dziecku zamiast wyładowywać na nim swoje emocje. Do tego najlepszy jest sport, na zdrowie Wam obojgu (dziecku psychiczne, Tobie fizyczne) to wyjdzie.
      • redcatfun14 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:45
        Rany przecież wiem że nie jego wina. Jestem przy nim 24h/d. Noszę na rękach, karmię staram się zaradzić wszystkiemu co mu doskwiera. Piszę o tych momentach kiedy brakuje sił, kiedy święta cierpliwość sie kończy, kiedy już nie daje się rady... Nie wyżywam się na dziecku
        • natalusk Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:54
          Ja mam trójke dzieci! Dwóch jeden po drugim! Jestem wykonczona psychicznie! Od paru lat nie spie, nie udzielam sie towarzysko, nie mam pomocy u babci, maź pracuje do wieczora! Czasami mam tak dość, że zostawiam dzieci same i wychodzę obok do pokoju i krzycze z calych sil i placze z bezsilności! Dobrze, że nie mamy sąsiadów w promieniu km( mieszkamy w leśniczówce)
        • aaaniula Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:55
          Wrzuć na luz, nikt nie jest idealny. Czasem trzeba odłożyć ryczące do łóżeczka, żeby móc się samemu uspokoić i wyryczeć i dalej próbować uspakajać młode.
          A najbardziej mi się podoba w Twojej wypowiedzi, jak byłaś sama bez "małża" smile
          • redcatfun14 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 19:57
            a dziękujęsmile))
      • tankky Re: o cierpliwości... 22.01.14, 20:55
        Rany. Dziewczyna prosi o odrobinę empatii, bo ma wyrzuty sumienia, a nie pouczenie. Ja Cię autorko doskonale rozumiem. Też miewam sytuację kiedy jestem skrajnie zmęczona, dzwonię do męża, który miał być godzinę temu, a mówi że dopiero z pracy wyszedł. Parę razy zdarzyło mi wrzeszczeć przy dziecku. Dwa razy synek się popłakał i było mi strasznie źle. Życie.
        • redcatfun14 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 21:48
          o to to... z tym dzwonieniem do męża...oj.. jakoś dusza mniej boli Dzięki Dziewczyny!
    • sweetnice Re: o cierpliwości... 22.01.14, 20:54
      Myślę że wszystkie z nas mam mają coś za uszami smile tylko Internet daje nam możliwość idealizowania swojego obrazu. Nie jesteś świeta i co z tego a ty co starujesz na matke boska big_grin jeszcze perdylion razy stracisz cierpliwość i pogódź sie z tym. Ja mialam tak idealny plan na moje drugie macierzyństwo że jak wszystko bylo nie tak to popadłam w depresje poporodową indifferent wszystko chcialam sama a moje dziecię ma to w nosie i jest do dzis absorbująca a moje prace domowe robie na raty, na spacer idę wtedy kiedy jest zmeczona bo inaczej będzie w gondoli darcie uncertain co mnie irytuje i tak wyszło na to że jest dziecko i przy okazji cala reszta a nie jak myślałam moje dotychczasowe życie plus nowe obowiązki związane z dzieckiem. Uszy do góry i daj sobie szanse przeżywać każde emocje i te dobre i te złe macierzyństwo jest lukrowe tylko w gazetach i portalach internetowych. Normalnie to ciezka robota big_grin chamskie komentarze olej wink
    • murwa.kac Re: o cierpliwości... 22.01.14, 21:15
      nie Ty pierwsza, nie ostatnia smile

      cierpliwosci do dziecka ucze sie caly czas. im starszy tym lepiej mi idzie.
      raz jeden jedyny zdarzylo mi sie krzyknac na placzacego malucha, wyrzuty mnie zżeraly potem tygodniami.
      jak juz jestem na skraju - wychodze z domu. ide na spacer, na wódke, siadam na ławce przed blokiem - cokolwiek. byle z dala.
      nie raz, nie dwa, nie piec przez to ryczalam.
      dlatego miedzy innymi stalym i zelaznym punktem w moim zyciu sa wyjsca z domu, raz w tygodniu. wychodze po poludniu, wracam ciemna noca. spotykam sie ze znajomymi w knajpie i ojciec moze do mnie dzwonic tylko w sytuacji, kiedy trzeba wezwac pogotowie wink
      to mi pozwala zalapac oddech i dystans.
      Tobie tez polecam.
    • alinalen Re: o cierpliwości... 22.01.14, 21:19
      o matko, ja tez ta wyrodna...wyłam i wyje z bezsilnosci i zastanawiam sie czy to mi tylko taki wredny egzemplarz sie trafił. jak on drze sie w niebogłosy nie wiadomo o co mam ochote wystawić go na balkon. przez 14 miesiecy nie mozemy sie dogadac. dobrze ze starsza to złoty egzemplarz wink bo bym juz chyba osiwiała
    • mmajcka Re: o cierpliwości... 22.01.14, 21:51
      Jak ja Cie rozumiem! Chyba ze 2 tyg temu tez o tym pisalam w watku '"gdy rece opadaja". Poczytaj. Duzo otuchy dziewczyny dodaja smile
      Ciesze sie, ze mamy to forum. Oprocz kopalni wiedzy doswiadczonych mam mozemy sobie pogadac, wyzalic sie. Troche to uzaleznia smile
      Cierpliwosci zycze!! I zeby kolki odpuscily a zeby lagodnie wychodzily!
      • vimi77 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 22:04
        Ja to przeszłam ze starszą, teraz prawie 4-latką. Wiele razy się unosiłam, taki charakter niestety. Dla mnie najgorsze są noce, nie kontroluję się wtedy, jestem strasznie zmęczona. Teraz też mi się zdarza czasami ale zawsze ją przepraszam a ona to rozumie już. Mam nadzieję że nie będzie to ze szkodą dla jej psychiki. Młodszy dużo spokojniejszy jest, taki mały lek na duszę smile
    • aleksandra1357 Re: o cierpliwości... 22.01.14, 22:19
      Poczekaj jeszcze parę lat, to dopiero Ci ręce opadną.
      Z perspektywy te problemy z niemowlakiem są jednak mniej wkurzające niż starsze dziecko i jego jazdy, ale to się rozumie dopiero przy kolejnym dziecku.
      • pani_zana Re: o cierpliwości... 22.01.14, 23:17
        Nie tylko Ty jesteś nieidealną matką, ja także się do takich zaliczam, też niestety zdarzylo mi się unieśc głos na dziecko przez to że bylam już bezsilna przy podawaniu antybiotyku, a to dla jego dobra, i rozumeim cie i przesylam uściski smile nie jesteś sama smile
    • 2mamaali Re: o cierpliwości... 22.01.14, 23:26
      Wątek jak najbardziej dla mnie na czasie. Dzisiaj wybrałam się samochodem z dwoma córkami (7 miesięcy i 4 lata) do mojej Babci i Dziadka. Młoda z przodu koło mnie, starsza za mną. Droga ok 20 min. Od początku starsza zaczęła marudzić, bo nie mogłam dać jej telefonu z bajkami, gdyż spakowałam go na dno torby. Płacz, jęczenie, marudzenie.... Oprócz tego młodsza była wyspana, więc wkurzała się w foteliku, płakała, chciała się z niego wydostać. Apogeum nastąpiło jak wjeżdżałyśmy na parking pod domem Dziadków. Starsza chciała odpiąć sobie pas, nie dała rady. Wpadła w histerie, zaczęła kopać w moje siedzenie, rzucać się w fotelu. Na to młodsza też zaczęła się drzeć. Wariatkowowink Boże... chciałam je udusić. Ale nic. Wysiadłam z samochodu, puściłam sobie pod nosem wiązankę, wzięłam parę głębszych oddechów i wróciłam opanować sytuacje. Ze stoickim spokojem powiedziałam, że jak chce to może kopać w siedzenie do wieczora, my idziemy odwiedzić Babcie i Dziadka. Nieraz mam ochotę się zastrzelić jak jestem z nimi samawink
    • ashraf Re: o cierpliwości... 23.01.14, 09:18
      Szczerze mowiac to nie znam osoby, ktora nigdy nie krzyknelaby na swoje dziecko. Czasami ma sie ochote wyjsc z siebie i stanac obok, to normalne... polozna po porodzie mowila, ze bywa i tak, ze lepiej jest odlozyc placzace dziecko i wyjsc na 3 min. z pokoju, nawet na balkon, zeby go nie slyszec, i ochlonac, niz uspokajac je ze zloscia i budzic w sobie agresje. Krzyczenie na dziecko jest kiepskim pomyslem - ale to juz wiesz. Ja tez mialam slabsze momenty, choc nigdy nie bylam dluzej sama z synkiem - maz spedzal i spedza z nim sporo czasu, po porodzie przyjechali jedni i drudzy rodzice, szybko wrocilam do pracy, ale i tak zdarza sie, ze wyprowadzi mnie z rownowagi, nikt nie jest swiety. Wazne, zeby uswiadomic sobie swoje emocje, a jesli stan napiecia utrzymuje sie dluzej, szukac pomocy. Na pewno warto i powinno sie wlaczyc tate w aktywna opieke - dla dobra dziecka i dla twojego odpoczynku. Co druga noc moze wstawac do synka, podawac ci go do karmienia, odkladac, nosic (jesli ma kolki) itd.
    • maggi104 Re: o cierpliwości... 24.01.14, 21:56
      witaj w klubie. mój terrorysta ma prawie 3 mce, fajnie sie rozwija, ale praktycznie codziennie mam go po dziurki w nosie. duzo płacze, nie lubi sie ubierac, wychodzimy na dwor z rykiem, nie lubi leżec na brzuchu, przez co wydaje mi sie że bedzie sie gorzej rozwijał, ma problem ze spaniem w dzien, czasem oprócz spaceru wogole nie spi i jest jeszcze gorszy, ciągle na rekach, jedynie na przewijaku poleży i pogada ze mna. od 4 rano na nogach, bo zwykle o tej porze ma ataki kolek. jak jest głodny to tak sie drze że uszy pekaja. jestem z nim praktycznie sama, bo mąz pracuje po 12h, jak wraca to zajumuje sie nim, nie powiem, ale w sumie to wyjdzie z pół h dziennie, koleżanki jakoś dziwnie znikneły choc kazda zarzekała sie ze bedzie jezdzic z wózkiem i odwiedzac . czasem od tego płaczu jestem taka wq...ona, ze rzuce czyms, wkurzam sie na synka, a potem rycze z wyrzutami sumienia. i jeszcze sąsiedzi i ich głupie pytania, a czemu tyle płacze, a to a tamto. moja cierpliwosc jest na wykonczeniu. aha i nie słuchaj jak gadają, zeby sie uspokoic, policzyc do iluś tam, bo przy nastepnym płaczu bedzie to samo, wiec ja np musiałabym liczyc non stop. nie uwierze że sąvtakie matki, które nigdy nie przekleły swojego dziecka.
    • grajfrutt Re: o cierpliwości... 28.01.14, 12:19
      Moja cierpliwość maleje wraz z wiekiem dziecka... Nikt nie jest idealny, niestety.
      • maggi104 Re: o cierpliwości... 28.01.14, 14:49
        u mnie jak się nic nie zmieni to też będzie maleć. Dlatego jak tylko znajde prace to biorę nianię.
Pełna wersja