lgosia1
06.11.04, 11:51
wiem, że będzie to trochę kontrowersyjne co napiszę, ale może mi pomożecie
zrozumieć. Właściwie to czekam na jakieś logiczne (psychologiczne lub
medyczne) uzasadnienie.
Pierwsze moje pytanie to:
1. Dlaczego dzieci trzeba usypiać a nie pozwala się im samym zasnąć?
Czytam tu na forum o różnych metodach usypiania, oglądam zaklinaczkę dzieci i
nasuwa mi się pewna refleksja. Dlaczego ma być tak, że np wybija godzina 19 i
dziecko trzeba położyć spać? A może dziecko jeszcze nie czuje potrzeby
zaśnięcia na całą noc. Może nie jest jeszcze zmęczone, bo np bawiło się mniej
wyczerpująco, lub miało dłuższą drzemkę popołudniową. Albo miało pełen wrażeń
dzień i jeszcze przeżywa emocjonalnie wszystko to co się zdarzyło tego dnia.
Ja za cholerę nie zasnęłabym, na żądanie tylko dlatego, że wybiła np godz. 19
i mama mi mówi, że czas już spać. Czy to nie jest tak z tymi wszystkimi
metodami, że obojętnie czy się je stosuje czy nie, to dziecko i tak zasypia
wtedy, kiedy jest gotowe do snu? No tak to mi wygląda obserwując wypowiedzi
mam stosujących te metody: piszą np.: "dzisiaj walczyliśmy 45 min, a dziś 30
min itd. itp.) A może i bez walki dziecko by usnęło za 45 min. Później te
metody na kilka dni przynoszą skutek i dziecko zasypia załóżmy wtedy kiedy
mamie pasuje, czyli np o tej 19
Piszę to wszystko, właściwie z wyrzutów sumienia, że ja nie "walczę" z niczym
u mojego dziecka. A może właśnie dobrze robię? Jest tak: zabawa- kąpiel -
pidżamka- jedzonko no i .... w zależności czy synek jest pełen energii czy
nie - albo trochę jeszcze zabawy, albo od razu do łóżeczka. Jeśli w łóżeczku
jest protest, to wracamy do zabawy aż się zmęczymy i wtedy znowu do łóżeczka.
No i nasz sposób też trwa nieraz i 45 min i 30, a nieraz nawet nie zdążę
synka dobrze nakarmić tak już chce spać

Tylko, że ten sposób to właściwie
żaden sposób. Ja po prostu kładę dziecko do łóżeczka kiedy chce spać. No i
odbywa się to bez żadnego płaczu. No wychodzę po prostu z założenie, że żaden
człowiek nie potrafi zasnąć na rozkaz i żadne metody tu nie pomogą. Moim
zdaniem gotowość do zaśnięcia jest uzależniona od splotu wielu czynników (np
ilość snu w ciągu dnia, ilość wrażeń i ekscytujących przygód, na ile zabawy
były wyczerpujące, czy na dworze jest mróz czy nie itp) i jeśli chcemy
pracować nad tym, by dziecko zasypiało nam codziennie o tej samej porze, to
powinnyśmy nad tym pracować od samego rana a jedyny skutek to chyba
przyniesie ten sam identyczny rytm dnia każdego dnia.
No ale po co wymuszać na dziecku tryb zasypiania dzień w dzień np o 19???
Wiem, wiem.... nam jest wygodniej; rytm dnia musi być!.
No ale ma się to odbywać kosztem codziennego płaczu?????
1000 pkt dla mamy, która mnie przekona, że ma to jakiś sens; Na razie moje
dziecko żądzi sobie rytmem dnia i raz ma drzemkę o 11 godz. raz o 12 a bywa,
ze pierwszy raz drzemie dopiero o 13. Wieczorem zasypia między 19.30 a 22. No
i w żaden sposób z tym nie walczę, bo na razie nie wiem po co. Tzn mi by było
oczywiście wygodniej, ale po pierwsze nie chce mi się "walczyć". Nie chce mi
się słuchać płaczu dziecka. My codziennie wieczorem się hihramy i mamy niezły
ubaw. No a ja mam trochę wyrzuty sumienia, bo może jednak trzeba walczyć,
skoro zaklinaczka dzieci twierdzi, że dziecko ma iść spać o 19 i koniec

))
a drugie pytanie
2. Dlaczego mam walczyć i redukować dziecku z wiekiem ilość karmień, np.
karmień nocnych? No w końcu mam karmić na żądanie czy nie? I na jakiej
podstawie zaklinaczki i tym podobne "instytucje" twierdzą, że ilość karmień w
danym wieku ma być taka i taka? Skąd oni wiedzą, że MOJE dziecko ma akurat
budzić się tylko raz w nocy na karmienie a nie akurat 3 razy? Może moje
dziecko w danym wieku akurat potrzebuje 3 karmień. Może moje dziecko będzie
tylko raz się budzić za 2 miesiące np. Po co ja mam walczyć z naturą mojego
dziecka. Skąd zaklinaczki i tym podobne autorytety wiedzą, że akurat "takie"
postępowanie a nie "inne" jest dobre dla dzidzi, skoro dzidzia protestuje
płaczem?
I na koniec mała uwaga. Mi chodzi tylko o problem usypiania o konkretnej
godzinie, wytyczne co do czasu drzemek w danym wieku i wytyczne co do ilości
karmień w danym wieku. Na razie nie wierzę w te teorie. Wydaje mi się, że to
dziecko wie w tej chwili lepiej czego potrzebuje. W końcu to jest jeszcze
niemowlę, które nie ma jeszcze charakterku i nie robi akurat mamie na złość.
Resztę teorii zaklinaczki oglądam co sobotę z zapartym tchem

I nie mam nic
przeciwko