tynia3
25.11.04, 13:39
Przyznam, że mam raczej ostrożne podejście do modnych ostatnio, radykalnych
metod usypiania dzieci. Być może uznacie, że jestem słaba psychicznie, ale
nigdy nie pozwalam mojemu dziecku zanosić się od płaczu. Staram się je
uspokoić, odwrócić uwagę, opanować. Nie, nie ustępuję, nie pozwalam na
wszystko, ale nie wymagam natychmiastowego, bezsprzecznego podporządkowania.
Fakt - mój mąż zajmuje się dzieckiem, więc jak tylko wróci z pracy, robimy
wszystko wspólnie, mam łatwiej.
Ale wracając do tematu: możecie mnie zlinczować, niemniej pozostawianie
zapłakanego dziecka samego ( w dodatku nie z powodu, że nie dostało cukierka,
ale dlatego, że z dnia na dzień zabrana została mu bliskość mamy ), jest dla
mnie okrutne! Czemu jest winne dziecko? Że się przywiązało? Że nie ma
książkowego progu wkraczania w samodzielność?
Powiem jasno - nie uważam, że Maluch ma spać z rodzicami. Ale jestem zdania,
że wszelkie zmiany w życiu Małego człowieka powinny następować pomału,
stopniowo. Mama i tata to cały świat Maluszka. Ale dzieci dorastaja, więc
taki stan nie trwa wiecznie - to naturalne.
Rozumiem, że każda mama zna najlepij swoją Pociechę i pewnie wie, jak z nią
posępować. Napisałam, jak ja to widzę, jak jest u nas.
pzdr