detinka
30.01.05, 20:09
Już dziś mi to łatwiej pisać choć nadal mamy wyrzuty sumienia ..... Kilka dni
przed Świętami Bożego Narodzenia zamontowalismy huśtawkę typu skoczek.
Włożyłam do niej naszą półroczną kruszynkę a sama zajęłam się mieszaniem
farby. Wydawało mi się, że Matyldzia jest zupełnie bezpieczna zwłaszcza że
byłam w poliżu a na haku wcześniej wieszał się jej "spory" tatuś.Malutka
wierzgała tylko nóżkami i piszczała zadowolona ale po kilku minutach
usłyszałam dźwięk, którego chyba już nigdy nie zapomnę ...... odwróciłam
głowę i zobaczyłam jak malutka uderza ciałkiem o podłogę i przewraca się jak
snopek na boczek i potem ..........cisza......dla mnie trwała wiecznie .....
nawet nie wiem jak wyciągnęłam ją z huśtawki z którą spadła. Zaczęła płakać
dopiero u mnie na rękach, tak jeszcze nigdy nie płakała........ ufffff..... W
szpitalu okazało się , że nasza Mati ma złamane udo i zapakowali ją w gips od
pasa po czubki paluszków. Myślałam , że to koniec świata , a dziś mam
wyrzuty, że to nasza wina. Choć to zawiódł kołek trzymajacy hak, bo pękł w
połowie nie moge sobie tego wybaczyć. Rozmawiałam z lekarzami i
pielęgniarkami mówią , że bardzo często zdarzają się takie wypadki, a sporo z
nich wynika z powodu wadliwych urzadzeń czy mebli przeznaczonych dla dzieci.
Napiszcie jeśli wam kiedyś coś podobnego się wydarzyło a napewno wyostrzy to
naszą czujność a może pozwoli niektórym maluszką uniknąć podobnych wypadków.