mama_debiutantka
03.03.05, 11:43
ja rozumiem, że można się wkurzyć, jeśli ktoś te rady chce wprowadzić w czyn.
ale jeśli tylko mówi, stwierdza, radzi - to w czym problem? skąd ten ton
wyższości w opowiadaniu o głupiej teściowej, durnej ciotce albo zapóźnionej
matce? za ich czasów te rady były dobre i nowoczesne. tak postępowały z
własnymi dziećmi i dla naszych maluchów chcą jak najlepiej. a że to niezgodne
z najnowszymi odkryciami naukowców amerykańskich i uczonych radzieckich? cóż -
my byłyśmy tak żywione, nasi mężowie, znajomi. i o dziwo wszyscy żyją...
może ja dziwna jestem, ale mnie samo dawanie takich rad kompletnie nie
ruszają. jeśli uznam, że mi nie pasują, to się nie stosuję. obcym babciom na
ulicy stroskanym, że młoda w upał nie ma sweterka mówię, że teraz tak się się
dzieci wychowuje. a czasem te rady są całkiem sensowne i biorę je sobie do
serca, bo po co zamiatać schody pod górę? ale nie mam czasu i serca
denerwować się na samą radę (nawet głupią)... szkoda mi nerwów
i takie mam wrażenie, że najbardziej obruszone Panie w przyszłości będą za 25-
30 lat takimi właśnie najlepiej wszechwiedzącymi babciami i ciotkami
pamiętajcie wtedy, że mody i zalecenia lekarskie się zmieniają...

))