mąż nie kocha po urodzeniu......

21.05.05, 23:57
Cześć dziewczyny. Piszę po raz pierwszy na tym forum. Po ponad 10 misiacach
milczenia postanowiłam się z kimś podzielić moimi problemami. Pawenie
niektórym wyda się on śmieszny-mi w każdym razie absolutnie nie. Więc
zaczynam: Moj przekochany , ukochany syneczek skończył własnie 10 mieś. Jest
zdrowym żywym super facetem, którego ja i mój mąż bardzo kochamy. Wszytsko z
pozoru wydaje się piekne jednak tak nie jest. Od kiedy urodził się synek
nasze relacje stawały się coraz bardziej chłodne, zaczynało się od spania w
osobnych pokojach-bo maly ze mną, później czas poświęcony tylko maluchowi.
Niesty wszystko to zaważyło na naszym związku. Od czasu porodu nie spaliśmy
ze sobą - w sensie nie uprawialiśmy sexu, mąż nie przytulił mnie ani razu,, o
pocałunkach nie wspomnę. Żyjemy jak dwoje obcych ludzi pod wspolnym dachem,
których łączy tylko dziecko. Męczymy się ze sobą strasznie. Ciągle się
kłocimy. Mąż jest pedantem.Wkurza go paproszek,a przy dziecku nie zawsze uda
się zachować porządek. POza tym jeśłi się nie kłocimy to poprostu nie
odzywamy się do siebie. Mąż daje mi do zrozumienia że nie zależy mu na
mnie.jak sam mówi jest ze mną tylko dla dziecka. Ja mam ogromnego doła. Na
tym wszystkim korzysta synek bo całą miłość przelewam na niego, ale niesty
nie tylko mo ja miłość jest nmu potzrebna. Dodam, że mąż wymaga odemnie
wszytskiego:sprzątania, gotowania, prasowania itd, a przy tym pracy w godz 9-
19 bo własnie takie mam godziny pracy. Dla niego jestem złą żoną, a on nie
pomaga mi wogole w obowiązkach a przedewszystkim w zajmowaniu się małym-po 10
minutach ma dość. Dla synka jest kochany-weim, że go kocha, ale mnie tylko
poniża. Do tego wszytskiego dochodzi znany problem teściowej....
Dziewczyny to tak w OGROMNYM skrócie. POradźcie co robić. Dodam, że mi na nim
bardzo zależy. Przed pojawieniem się dziecka byliśmy dobrym małżeństwem.
Czasami odechciewa mi się żyć, choć wiem, ze teraz mam dla kogo.

Jak czytam o wspieraniu żony przez mężą podczas pierszych 6 tygodni, to łza
mi się w oku kręci-u mnie trwało to około tygodnia.... sad((((((((((

POzdrawiam wszytskie mamusie i ich szkrabki.
    • andaba Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 00:08
      Piszsz, że całą miłość przelałaś na synka... Może właśnie o to chodzi? Mężczyźni
      są zazdrośni, może postępuje tak na złość tobie, żeby cię ukarać. Oczywiście nie
      powinien tak postępowć, ale to jest częsta przyczyna konfliktów, gdy pojawia się
      dziecko.
      • sto_krotka30 Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 01:33
        To nie tak, jak pisala poprzedniczka, ze masz klopoty w relacjach z mezem, bo
        cala milosc przelalas na dziecko. Wszystkie uczucia przelewasz na dziecko, bo
        maz Cie odpycha, nie docenia tego ze jestes super matka, ze dzieki Twojej
        opiece synek dobrze sie rozwija i rosnie. Masz poczucie, ze jestes sama z
        synkiem i dlatego więż z dzieckiem staje sie mocniejsza niz wiez z mezem. Znam
        ten problem. Czy Twoj maz potrafilby sam zajac sie synkiem przez caly dzien??
        Jesli tak i nie obawiasz sie zostawiac malego z mezem to tak zrob, wyjdz do
        kina, czy na dluugi spacer a maz nich w tym czasie sprzata, gotuje, prasuje i
        zajmuje sie synkiem, bo najwyrazniej teraz nie ma pojecia jak wyglada zwyczajny
        dzien z malym dzieckiem. Ja tak wlasnie zrobilam, oczywiscie najpierw upewnilam
        sie czy maz poradzi sobie ze wszystkim, czy wszystko umie. Pomoglo; juz nie
        mowi co Ty robilas przez caly dzien i nie nazywa opieki nad malym siedzeniem w
        domu. Ty w dodatku pracujesz!!
        Jesli chodzi o ozieblosc uczuciowa po porodzie a przedtem byliscie dobrym
        malzenstwem to radze porozmawiac spokojnie z mezem o tym, o Twoim samopoczuciu,
        choc zdaje sobie sprawe z tego, ze jesli tylko sie klocicie, ciezko bedzie
        spokojnie rozmawiac. Moze poradzilabys sie lekarza w poradni malzenskiej. Moze
        on wytlumaczylby mezowi, ze jego zachowanie moze tez zle wplywac na rozwoj
        emocjonalny dziecka, gdzy malenstwo bedzie swiadkiem czestych klotni i
        ponizania ukochanej Mamy przez tate. Kochani mezowie i tesciowe nie zdaja sobie
        sprawy z tego, ze wlasnie pogarszajace sie relacje miedzy malzonkami, ponizanie
        kobiety-mlodej matki moze skonczyc sie tragicznie dla calej rodziny.
        Zycze Ci , aby Wasze relacje naprawily sie jak najszybciej. Powodzenia.
        • nataliamackowiak Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 06:52
          Współczucia serdeczne, napewno ciężko Ci tak żyć.
          Jeśli jednak mieliście kiedys dobre relacje, to może własnie warto usiąść,
          pogadac, przywołac wspomnienia. Powiedz mu, że najważniejsze jest dobeo
          dziecka, że powinno żyć w kochającej rodzinie, niedługo albo już-zacznie
          widzieć i czuć Wasze relacje, słuchac co mówicie do siebie.
          No nie wiem. Ty znasz swojego męża,nam trudno cos tu powiedzieć.
          Powodzenia.
          Natalia
    • martyna14 Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 07:05

      Sorry ale jak on mowi, ze Cie nie kocha to mozesz dla niego prac prasowac i
      gotowac 24 godziny na dobe i nie wiem czy to pomoze. Niestety my nie mozemy
      zmienic facetow oni musza sie chcie sami zmienic. Dlaczego godzisz sie na role
      sluzacej? i do tego przynoszacej pieniadze? Ja wierze, ze to my sami uczymy
      ludzi jak powinni nas traktowac i Ty asz w sobie sile aby nie dac sie tak
      ponizac i w koncu wymoc na nim aby zaczal Cie szanowac.
    • aluu Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 10:02
      Melka777, zapewniam, ze nie jesteś osamotniona w tym przypadku.
      U mnie jest podobnie, tylko że my mamy dopiero 7 tg dzidziusia... Mąż odsunął sie ode mnie już od początku ciąży, bał się ze mną kochać bo gdzieś słyszał, że to może zaszkodzić maleństwu (krwawienia, sprzedwczesne skurcze itp.). Czułam się fatalnie, coraz grubsza, brzydsza. Pracowałam do 7 miesiąca i tylko w pracy była miła atmosfera, wyrozumiały szef, sympatyczne koleżanki i koledzy. Plotkowaliśmy ile się dało o maluchach ich i moim w brzuszku.
      Każda próba rozmowy z mężem nie udawała się. Całą wyprawkę i nawet wózek musiałam kupić sama. Dopóki byłam w pracy było jeszcze dobrze ze mną, ale jak poszłam na zwolnienie myślałam, że zwariuję. Mąż pracował do 20.00 plus delegacje kilkudniowe, więc cały dzień lub nawet noce byłam sama w domu, oraz soboty i czasem niedziele. Nie mogłam się przy nim nawet rozpłakać, pomarudzić, ponarzekać, od razu się denerwował i unosił, często po prostu wychodził. Od 3 lat mieszkam w nowym mieście, nie zdążyłam poznać nowych znajomych, a poz tym wszyscy pracowali i nie mieli czasu na odwiedzanie monotematycznej ciężarnej. Po urodzeniu synka jest tylko coraz gorzej. Mąż był tak zapracowany, że nie miał czasu dla nas jak byłam w szpitalu. Miałam wyrzuty sumienia, kiedy czegoś potrzebowałam i musiał mi to przywieźć. Choć na mecz dwa dni po porodzie znalazł czas żeby pojechać.
      Teraz też sobie siedzę przy komputerze, maluszek dosypia, a mój mąż od czwartku w delegacji. Dziś wraca po południu, ale chyba nawet nie zajedzie do domu, tylko od razu pojedzie na mecz Legii. Na piłkę do nogi to już patrzeć nie mogę...
      Na dodatek mały urodził się z problemami neurologicznymi, kardiologicznymi itp. Na wszystkie wizyty jeździmy sobie sami. Miałam cesarkę a musiałm od początku biegać z nosidłem. A najgorsze jest to, że ze wszystkimi lękami o to co będzie z dzidzią jestem sama.
      Próbuję z nim rozmawiać, ale mówi, że musiałby rzucić dla nas pracę. Proponuje, choć widzę że kpi, żebym to ja wróciła do pracy, to on wtedy będzie siedział z dzieckiem. Dla nas tak pracuje. Co śmieszne, ani razu nie udało mu się pójść z nami na spacer, tak razem we trójkę, jak rodzinka...
      Co z tego, ze sprzątam, prasuję i gotuję tylko dla siebie, bo nie mam ochoty na wyrzucanie obiadków i kolacyjek do kosza.Czasem nastawię tylko pranie. Mąż gdzieś tam się stołuje... nie wiem gdzie. Nawet śniadań nie jada w domu, czasem tylko jogurcik. Przy nim nawet jedna łza nie może mi się zakręcić w oku, bo zaraz mi nagada od histeryczek, wariatek i furiatek. Więc łykam łzy w samotności. Mam na to "przecież" cały dzień.
      Kiedy mam walczyć o mojego męża, skoro go stale nie ma? Wieczorne rozmowy kończą się krzykiem naszym i rozbudzonym krzyczącym maluchem.
      Myślę, że moje małżeństwo zepsuło się już przed moja ciążą, tylko że obydwoje pracowaliśmy i wiele rzeczy mi nie przeszkadzało. Ze zmęczenia padaliśmy obydwoje i marzyliśmy tylko o wyspaniu się. Cud że sie pojawiło moje maleństwo...
      Nic dziwnego, że moje życie toczy się tylko wokół malucha. Może za kilka miesięcy, jak opanuję choroby dzidzi, to zacznę żyć choć troszkę dla siebie...
    • mmala6 Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 12:15
      Melka,
      jezeli Twoj maz naprawde mysli tak jak mowi, ze jest z Toba tylko dla dziecka,
      to nie wyglada to dobrze...Musisz cos z tym zrobic, podjac jakies kroki poki nie
      zaplaczesz sie w sytuacje bez wyjscia. Mysle, ze albo potrzebny mu jaks wstrzas
      albo rozstanie.Wstrzas typu- zostawic go z dzieckiem na weekend, nie sprzatac,
      nie prasowac,nie gotowac... Po co??w imie czego?? tego zeby Ci robil łaske ze
      przychodzi do domu?
      Rozmowa....do rozmowy trzeba dwojga.Jezeli on jest zamkniety i nie ma ochoty na
      rozmowe to Twoje checi nic nie dadza. Prawda jest taka ze aby ratowac zwiazek
      musza tego chciec obie strony. Sama nie dasz rady a bedziesz miala poczucie ze
      on to robi, bo Ty chcesz a nie ze on tego chce. Chyba nie o to Ci chodzi?
      Przydalaby sie Wam rozmowa ze spacjaliata od zwiazkow malzenskich.Otworzylby
      oczy Twojemu mezowi i byc moze Tobiesmile
      Powiedz mi, o ile nie jest to zbyt intymne pytanie, dlaczego chcesz z nim
      byc?Rozumiem ze go kochasz, ale bezwarunkowo kochamy dzieci, a meza kochamy bo
      jest "jakis". Jaki jest Twoj maz?

      Pozdrawiam,
      Magda
    • sonnja1 Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 16:21
      Pojawienie sie dziecka na swiecie raz na zawsze zmienia relacje miedzy
      malzonkami. W wielu wypadkach zbliza. Niestety, w bardzo wielu przypadkach,
      chyba nawet czesciej sytuacja ulega pogorszeniu. Dobra wiadomosc jest taka, ze
      te problemy sa (zwykle) przejsciowe, co nie znaczy ustepujace szybko. Obydwoje
      malzonkowie musza sie odnalezc w nowej roli i ja zaakceptowac. Tyle tylko , ze
      ten proces trwac moze dlugo i...wystawia trwalosc malzenstwa na probe. Przykrym
      faktem jest, iz wiele par rozpada sie wlasnie po przyjsciu dziecka na swiat.

      Wiesz, pisze to co pisze, wymadrzam sie, a tak naprawde w moim malzenstwie jest
      podobnie z tym, ze role sa dokladnie odwrotne. To ja jestem ta strona, ktora
      sie wykloca, wscieka, rzuca przeklenstwami, irytuja mnie czulosci meza, unikam
      seksu jak moge, po klotni to zawsze maz jest tym, ktory wyciaga reke do zgody,
      juz nie wiem ile razy rzucilam mezowi w twarz iz go nie kocham, wiecej, ze go
      nienawidze; sama nie wiem jak on to moze znosic. Przed urodzeniem synka bylismy
      szczesliwi, zakochani, wszystko naj.., jak za dotknieciem rozdzki wszytko
      zmienilo sie o 180 st. z chwila przyjscia dziecka na swiat,
      na szczescie moj maz ma zdumiewajaco duzo cierpliwwosci i sam czesto
      powtarza "wiem, wiem, to trudne czasy dla malzenswta, kazdy przez to przechodzi"


      Reasumujac,
      napisalas, maz nie kocha po urodzeniu,
      stawiam na to , ze kocha. Przechodzicie tylko trudny okres. Obyscie wytrwali.
      pozdr.
      • martyna14 Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 17:33

        A moze Ty masz po prosty depresje poporodowa? Czy myslalas o wizycie u
        psychologa? Jaki masz stosunek do dziecka? Jak sie czujesz jako mama?
    • pancerniczek Re: mąż nie kocha po urodzeniu...... 22.05.05, 16:41
      Boże dziewczyno, to jakaś rozpacz!
      Przeczytałam twojego posta mężowi, bo mialam dolną wargę przy ziemi. wiesz co
      powiedział zapytany o "męski punkt widzenia"? :
      "niech go wy......i z domu".
      Wyobrażam sobie, ze to niestety mało realistyczna rada. W ogóle ciężko tu o
      radę realistyczną.
      Ale idealistyczna jest taka: odejdź od niego z dzieckiem i czekaj - niech od
      tej pory juz tylko on się stara. niech zacznie próbować odzyskać Ciebie i synka.
      Bo im dłużej pozwolisz trwac tej sytuacji tym gorzej dla Ciebie i Twojego
      dziecka. Nie wierzę w mit szczesliwego dziecka przy maksymalnie zdołowanej
      matce...i ojcu, który tej matki nie szanuje. jakie wzorce bedzie miał Twój
      synek? (przepraszam jesli to za mocno powiedziane)
      trzymaj sie!
Pełna wersja