schaapje
27.06.05, 19:33
Po raz kolejny pisze o mojej Malej i o jej ciaglym krzyku... moze pomozecie
jakos przez to przejsc, albo chociaz pocieszycie?
Lidka ma 3 tygodnie, od prawie dwoch tygodni jestesmy razem w domu. W nocy
jak do tej pory spi ladnie, budzi sie na karmienia, ale po kapieli ladnie
zasypia w lozeczku i w nocy po karmieniu rowniez (tfu tfu tfu, odpukac!!!).
Za to dni sa dla nas jakims koszmarem

. Od rana jak sie obudzi tak kolo 7-
8, nie ma mowy o zasnieciu (raz czy dwa udalo mi sie ja uspic na dwie
godziny). Jest zmeczona, padnieta, oczka jej 'uciekaja', przy cycku w
ramionach zasypia, ale kazda proba odlozenia (nie tylko do lozeczka) konczy
sie wrzaskiem. Tak jest rano, po poludniu sprawa jest o tyle gorsza, ze po
jedzeniu i krotkiej aktywnosci zaczyna sie placz i nie ma juz znaczenia, czy
trzymamy ja na rekach, czy lezy w lozeczku, wozku, foteliku - drze sie jakby
ktos jej krzywde robil... A ja zaczynam wysiadac psychicznie...
Probowalam juz wszystkiego chyba - Wasze rady, przytulanie, spiewanie
piosenek, wlaczone radio, suszarka - czasem cos z tego zadziala i Lidka
usnie - ale zaraz sie budzi, czasami po 30 min, czasami po 10, a czasmi po 3.
A ja juz nie wiem, co robic. Przeczytalam 'jezyk niemowlat', ale jeszcze
bardziej mi ta ksiazka namacila w glowie (inna sprawa, ze nie mialam
mozliwosci skupic sie na niej, wiec i czytalam niezbyt uwaznie). Powiedzcie,
czy sa takie dzieci, ktore placza bez powodu??? Ma cieplo, sucho, jest
nakarmiona - powinno byc ok. Wiem - chce sie przytulic, ale i to przytulenie
nie pomaga

. A przeciez ja nie moge byc ciagle przy niej - nie mam w domu
nikogo do pomocy, a musze czasem cos zjesc, zrobic pranie, czy chocby po
prostu isc do kibelka...
Doszlo do tego, ze zaczelam ja zostawiac w lozeczku taka placzaca i chyba
wlasnie to jej samotne wycie tak mnie psychicznie rozklada

. Teraz tez zza
sciany slysze wrzask - wrecz histerie. Kupilam czopki uspokajajace Viburcol
(czy jakos tak), ale chyba najpierw zaaplikuje je sobie

. Ona potrafi tak
wrzeszczec nawet 45 min... Acha - no i nie jest to spowodowane kolka ani
bolem brzuszka (to juz sie nauczylam rozpoznawac). No i w miare spi w ciagu
dnia tylko podczas spacerow. Ten sen jest taki raczej plytki, jak wozek
staje, to sie wybudza, ale generalnie spi - tylko ze nie moge z nia caly
dzien chodzic na spacery...
Macie jakies pomysly, co z tym zrobic? Czy Wasze dzieci tez tak maja/mialy??
Pomozcie, bo zaczynam dochodzic do wniosku, ze nie nadaje sie na matke

.
Tyle ze juz troche za pozno na taka refleksje...