Nerwica "maciory"

18.07.05, 22:40
Może powinnam pisać nie na tym forum, ale niech tam... Może ktoś przeczyta.
Dzisiaj byłam prawdziwą MACIORĄ dla swojej ukochanej dwulatki. Kurczę, jak ja
nie cierpię takich dni i siebie w te dni. Zaczęło się od tego, że jak
wróciłam ze sklepu z Monisią, 2,5 miesięczny Pawełek leżał w leżaczku i
płakał w niebogłosy. Buźka czerwona, łzy jak groch, oczko z zatkanym
kanalikiem zaropiałe jak cholera. Jezu!!! A mój mąż (zdećko napięty) szykuje
się do pracy. No dobra-młody był głodny,mamuśki nie było ale tatko mógł mu
chyba podać herbatkę, prawda. Tak się wnerwiłam na maksa na starego i
jednocześnie wczułam się w sytuację malucha że zaczęłam ryczeć. No i jazda!
Już cały dzień czułam "nerwę" w sobie. Tatuś pojechał do pracy, Młody za
młody to na kim się wżywamy (czy wyrzywamy? nie wiem)-na Monisi. Na mojej
ukochanej, tyle lat wyczekiwanej Monisi.Nie może się bronić przed maciorą,
tylko patrzy swoimi sarnimi oczami jak ta jędza wrzeszczy o byle gó... O
wysypany piasek na podłogę w kuchni, o wyjście w skarpetkach przed dom, o za
mocne "ukochanie" Pawełka (nawiasem mówiąc prawie go nie złamała tą
miłością), o to, że nie ma czapki, o to, że upadła kanapka, że wylała się
woda z butelki (strasznie ważny Żywiec-Zdrój) bo mała się potknęłą. Kurczę. A
teraz siedzię i wyć mi się chce do Luny za chmurami. Jak ją przeprosić, jak
jej wynagrodzić, czy zapamięta to co ja dzisiaj z nią nawyprawiałam? Ech, to
pytania retoryczne. Ja znam na nie odpowiedzi. Nie przeproszę-jutro nie chcę
jej przypominać tego co było dzisiaj; wynagrodzić tylko miłością i
opanowaniem następnym razem; zapamięta na pewno, bo już zbyt często pojawia
się w jej oczach strach. Co się ze mną stało po tym porodzie?? Z jednej
strony jest we mnie(i niestety czasami, tak jak dzisiaj, na zewnątrz)
niepohamowana złość na nią, na wszystko a z drugiej strony mam w sobie coraz
więcej hamulców na takie debilne swoje zachowania i więcej cierpliwości. W
środku wszystko się gotuje i tylko czeka żeby dać upust.A ja nie pozwalam. I
tak się męczę sama ze sobą i ze swoimi emocjami. A cierpią na tym moje Skarby
a najbardziej ONA. Przecież wyczuwa co się dzieje z maciorą. I przez nią
miała dzisiaj swoje ataki złości dwulatki. W takiej atmosferze nikt długo nie
wytrzyma. Eh, szkoda gadać. Trzymajcie się. Życzę wszystkim a przede
wszystkim sobie CIERPLIWEJ, ZRÓWNOWAŻONEJ, MĄDREJ, USCZĘŚLIWIAJĄCEJ, DOBREJ
MIŁOŚCI. Pozdrowionka
    • mmala6 Re: Nerwica "maciory" 18.07.05, 22:50
      Eh, kazdy ma czasem takie dniwink)
      Jezeli moge tylko jedno slowo-przepros mala. On i tak to pamieta i tak, a jak
      nie przeprosisz to Bog jeden wie co sobie pomysli i jak to sie odbije pozniej.
      Ja bym tak zrobila, moja mama zawsze mnie przepraszala jak sie na mnie
      wydzierala bez powodu i bylo lepiejsmile
    • aniab28 Re: Nerwica "maciory" 18.07.05, 22:56
      Skąd ja to znam-mam córke 6lat i syna 9miesięcy i rozumiem cię bo samej czasem
      puszczają mi nerwy,a Nicola czasem potrafi też zalezć za skóre..Łapię się na
      tym,że mam mało cierpliwosci i jak czasem nie idzie coś po mojej myśli to
      szybko wpadam w zlość-zastanawiam sie nad tabletkami-może Persen??hi hi
      pozdrawiam
    • kamioda Re: Nerwica "maciory" 18.07.05, 22:58
      Jak czytam co napisałaś to mi się p[łakać chce.A wiesz dlaczego??
      Bo sama tak robię z tą różnicą że mam dwie córki i trochę starsze(7 i 5),i też
      nieraz zachowuję sie jak...a wieczorem sobie obiecuję nigdy więcej.Bo co z tego
      że obudziły niechcący 2 m-ną Kamilkę bo się bawiły,i co z tego że nie sprzątnęły
      naczyń po sobie,albo rozlały herbatę albo...Boże jak ja siebie wtedy
      nienawidzę.Nawet nie chcę się domyślać co one sobie o mnie nieraz myślą.
      Ale takie życie zakichane,w koło same problemy to jak mamy się nie denerwować!!??
      ehh, szkoda gadać
    • schaapje Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 07:37
      u mnie troche inaczej, ale zlosc ta sama - choc na moje najukochansze, jedyne
      malenstwo (6 tygodni). tak dlugo czekalam na to dziecko, tak bardzo sie
      cieszylam, z jego przyjscia na swiat, ze ta cholerna zlosc i irytacja, ktora
      czasem czuje, po protu mnie psychicznie rozwala sad. jak moge byc zla na tak
      malutkie dziecko?? zupelnie jakby celowo nie chcialo usnac, albo w srodku nocy
      usralo sie cale na zlosc mamie sad.
      po drugim albo trzecim takim wybuchu zlosci (kontrolowanym oczywiscie, ale
      jednak) doszlam do nastepujacych wnioskow:

      - to nie jest zle, ze ja sie zloszcze/wkurzam/irytuje; jestem czlowiekiem i mam
      swoja wytrzymalosc ktora czasem sie konczy - mam prawo byc zdenerwowana
      - to ze sie zloszcze/wkurzam/irytuje nie znaczy, ze nie kocham mojego dziecka
      - to ze ja sie zloszcze/wkurzam/irytuje nie oznacza, ze musze to przelewac na
      moje dziecko! mam prawo do tych uczuc, ale nie mam prawa wyzywac sie na moim
      dziecku!

      I obiecalam sobie, ze juz nigdy tego nie zrobie, tzn ze juz nigdy nie bede zla
      NA MOJE DZIECKO za to, ze placze/wyje/wrzeszczy. taka prosta obietnica, ale
      caly czas sie jej trzymam. jak mnie zlosc dopada, to sobie mysle, ze to nie jej
      wina, ze ja nie mam cierpliwosci, a jak musze sie wyladowac, to na pewno nie na
      niej! (ostatnio wykrzyczalam mezowi, ze nienawidze naszych foteli. patrzyl na
      mnie jak na wariatke, ale fotel mial to gdzies, a mi bylo lepiej smile

      Polecam w takich chwilach gleboki oddech i chwile refleksji - ten piasek,
      rozlana woda - to naprawde nie jest nic waznego. Sprobuj zrobic cos zupelnie
      przeciwnego - jakmasz ochote nakrzyczec - usiadz obok corki i jej posluchaj,
      przytul ja, pocaluj - to tez sa dzialania i moze przyniosa rozladowanie
      napiecia? acha - i najlepiej znajdz chwile dla siebie, zeby sie wyladowac
      (basen, silownia, mycie okien itp).

      pozdrawiam
    • weronikarb Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 07:57
      Oj znam to znam. Nieraz czlowiek za siebie az nie moze.
      Wie, ze zle robi, ze niema racji a i tak sie wyzywa na swoich ukochanych.
      Ja ostatnio mam te zle dni coraz czesciej, staram sie wtedy rozladowac swoja
      zlosc np.: siadam na rower z maluchem i jade przed siebie, robie reczne pranie,
      sprzatam, albo szaleje z maluchem do utraty tchu.
      Robie cos takiego aby nie miec sily sie wkurzac smile
      • mamakasienki1 Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 08:22
        Skąd ja to znam.
        Malutka płacze, w kuchni coś sie przypala i mąż który za głośno włączył
        telewizor i komu się obrywa? - oczywiście mężowi. Normalnie się tak nie
        zachowuję, ale czasami tak strasznie wybucham, że nie potrafię nad sobą panować
        i myślę wtedy o najgorszych rzeczach jakie mi się przydarzyły i to potęguje
        jeszcze złość. Później go przepraszam ale on już nie chce moich przeprosin bo
        wie, że sytuacja i tak się powtórzy.
        Jak wyjść z tego błędnego koła?
        • weronikarb Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 08:36
          wiesz moj juz stwierdzil ze ze mnie zolza sie zrobila jak niewiem.
          Od jakiegos czasu sama niewiem czego chce, jestem placzliwa, szukam podtekstow
          w slowach meza, wszystko mnie wkurza, szukam zaczepki.
          Dziwie sie ze moj to jakos wytrzymuje smile
          Jednak potrafie powiedziec przepraszam za swoje zachowania, staram mu sie
          wytlumaczyc ze sama niewiem co sie ze mna dzieje, ze tez nie jestem zadowolona
          ze swego zachowania i ze powinien zrozumiec ze staram sie jakos opanowywac te
          stany przygnebienia i rozbicia.
          Udalo nam sie jakos tak dojsc do porozumienia ze jak widzi ze cos nie tak znowu
          to schodzi z linii frontu i czeka az sie wladuje na przedmiotach martwych :-
          )))))
    • anka_5 Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 10:54
      Bardzo Wam dziękuję! Czuję się pocieszona, że nie tylko ja jestem "maciorą"
      (przepraszam WAS za to określenie). Dziś już jest dobrze. Zgodnie z sugestiami
      w pościkach, dzisiaj, jak tylko Młoda otworzyła oko (7:07) została
      wycałowana,wyściskana i przeproszona. Mamusia (nie maciora) wytłumaczyła, że
      wczoraj miała zły dzień i się denerwowała i dlatego tak okropnie się wczoraj
      żyło. Dziś już jest nowy, mam nadzieję, lepszy dzień. Hm, ciekawe do kiedy?
      Pewnie do czasu, aż kumulowana złość znów nie będzie miała ujścia. Ale wtedy
      postaram się to inaczej rozegrać. Może zabiorę Młodego i pojadę do Mamy, a mąż
      i Monika niech zostaną w domku i cieszą się sobą?Pa
    • moniaweg Re: Nerwica "maciory" 19.07.05, 12:29
      Ojeju tez nieraz jestem taka maciora smile dostaje sie wtedy mezowi i synowi.
      Wyrownuje sie nam po porodzie gospodarka hormonalna i stad te wachniecia
      nastrojow, do tego zmeczenie, niewyspanie itp.
      Najwazniejsze, ze mamy swiadomosc tego "maciorstwa" i panujemy nad soba.
      Moj soposob - wychodze z domu na krotki spacer, a gdy nie mam z kim zostawic
      malej - ide do drugiego pokoju, kilka razy tupne noga, powiem brzydkie slowo
      na "k" i uswiadamiam sobie, ze bezsensu sie nakrecam, wracam do malej, ktora
      wita mnie czterozebnym usmiechem i zlosc gdzies sie ulatnia smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja