Pierwsze dziecko zmienia wszystko.

    • mika_p Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 27.12.06, 20:01
      Żeby mi mój ulubiony wątek się nie zarchiwizował, przypomnę, że jeszcze jedna
      gwiazda dała publicznie wyraz swemu zdumieniu, że pierwsze chwile macierzyństwa
      są trudne - orzekła, że "Macierzyństwo to ściema". Felieton Agnieszki
      Chylińskiej z lipca br:
      fakty.interia.pl/prasa/machina/news/Macierzy%F1stwo_to_%B6ciema,772463,3375
      • dyzurna Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 27.12.06, 21:16
        to bardzo smutne co napisze, ja swoja depresje poporodowam mialam przez moja
        mame. milosc do corki byla natychmiastowa i ogromna - ale pomoc jaka dostalam a
        raczej jakiej nie otrzymala zalamala mnie psychicznie.
        specjalnie przyjelecialam ponad 1000 km by byc z rodzina i rodzic w polsce by
        miec pomoc. a tu tymczasem moje "dziwne zachowanie" wahania nastrojow,ciagly
        placz, i smutek czemu malenka tak duzo spi??czemu nie chce ssac? czemu ona w
        ogole nie placze...przeroslo moja mame , nie potrafila mi pomoc i sama dostala
        depresji poporodowej swojej corki.
        Milenka ma prawie 9 miesiecy a ja dalej nie potrafie sobie ulozyc kontaktow z
        mama sad(
    • kiniamum Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 27.12.06, 21:33
      pozwolilam sobie wkleic ten watek na swoje forum i podzielic sie z innymi
      mamami ta wiedza.. mam nadzieje ze autorka watku nie pogniewa sie na mniesmile a
      propo.. sama nie raz bylam w podobnej sytuacji i ciesze sie ze powstal taki
      watek, macierzynstwo mamentami potrafi niezle dac w kosc.. dziekuje za ten
      watek!smile
    • ttkm Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 17.03.07, 19:04
      świetnie, że to napisałaś. Ale się popłakałam, dużo prawdy. Choć mój poród był
      taki jak chciałam, bo miałam cc i trwało to 10 minut i zaraz byłam na chodzie,
      to brak wsparcia ze strony mojego partnera dają mi w kość. Na wszelkie sposoby
      próbuję tłumaczyć i dzielić się moimi problemami, lękami, niepokojami a w
      odpowiedzi słyszę tylko "o co ci chodzi?. Na tą sytuację i tak wydaje mi się, że
      jestem silna, ale są momenty, że nie wytrzymuję, wątpię w siebie, uczucia i
      zapewnienia partnera i czuję się nikim. I brak mi kogoś kto by przytulił i
      porozmawiał i wypełnił tą wielką smutną pustkę.
      • thaures Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 17.03.07, 22:52
        Zmienia, zmienia... Do ciąży byłam przygotowana wyśmienicie-skończona
        pedagogika, tony mądrych książek, szkoła rodzenia. Ciąża bezproblemowa i
        wywoływany poród. Duże dziecko i teksty, każdego lekarza-o, urodzone
        naturalnie? A ja nie mogłam sie ruszać.. Potem nagonka na karmienie piersią,
        które mi absolutnie nie leżało. Na szczęście miałam wsparcie w mężu, który był
        ze mną cały czas- kończyliśmy studia- czekała nas tylko obrona. Gdy mały miał 5
        tygodni wychodziłam na egzamin, jak na skrzydłach- wreszcie byłam sama.Mąż
        bronił się dwa dni później i bał się iść na obiad z grupą- no bo ja sama tyle
        czasu w domu. Koszmar- mówiłam otwarcie,że dla mnie bycie matką to koszmar- ale
        wszystkie koleżanki- matki były zachwycone swoją rolą. To trwało ok 7 miesięcy-
        ale ten czas na pewno zaważył na moich relacjach z synem. Po 5 latach
        zdecydowałam się na drugie dziecko- mimo,że mąż obawiał się,że wszystko się
        powtórzy. O dziwo mój kryzys trwał ok 3 tygodni i na pewno nie miał siły
        pierwszego. A te 7 miesięcy do tej pory uważam za stracone- pocieszam się
        tylko,że starszy syn od pierwszych godzin życia był bardzo kochany przez
        tatusia. Miłości mamy na pewno mu zabrakło. Teraz za to nadrabiamy!
    • agathea Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 08.04.07, 23:45
      Mnie też dopadło, chociaż dziecka pragnęłam ponad wszystko na świecie. Niestety
      po 2-ch tygodniach mąż poszedł do pracy, moja mama też wciąż pracuje, teściowa
      była ciężko chora a ja zostałam sama z córcią. Mała była bardzo wymagającym
      dzieckiem, nie chciała nawet przez chwilę poleżeć w łóżeczku czy w wózku. W nocy
      też nie spała - to był straszny okres. Trwał 2 lata i dopiero po tym czasie
      zaczęłam przyzwyczajać się i akceptować swoją nową sytuację. Teraz spodziewam
      sie drugiej córeczki i mam wewnetrzne przekonanie, że tamto uczucie już nie
      wróci - chociaż trochę się boję.
    • joasiek1 Książkę można kupić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!! 24.07.07, 10:19
      Dziewczyny, podaję link do księgarni internetowej smile

      www.gandalf.com.pl/b/pierwsze-dziecko-zmienia-wszystko/
      • mika_p Re: Książkę można kupić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 30.07.07, 23:17
        Super smile)
      • zanetaaaa Ksiazka jest na Allegro za 11zl (chyba ta sama) 11.10.08, 19:38
        Ksiazke moza kupic na Allegro.Teraz sprawdzalam po przeczytanu
        fragmetow.
        Pozdrawiam
        Dla zainteresowanych podaje link do strony

        www.allegro.pl/item450432359_pierwsze_dziecko_zmienia_wszystko_gertrud_teusen.html

        www.allegro.pl/item453706737_pierwsze_dziecko_zmienia_wszystko.html


    • anuszkak26 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 11:01
      Czułam i chyba ciągle chwilami czuje to samo.Książka warta polecenia wszystkim
      przyszłym matkom...
      • gerita Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 12:50
        Ciekawa jestem od czego to wszystko zależy, bo ja chyba mam (wobec poprzednich
        postów) ogromne szczęście. I żeby nie było,że pozuję na jakąś bohaterkę jak już
        ktoś napisał o zadowolonej z macierzyństwa dziewczynie. Może to kwestia udanej
        ciąży i raczej lekkiego porodu. Bolało, owszem, ale nie tak strasznie jak sobie
        wyobrażałam i od początku miałam nastawienie,że to dziecko cierpi bardziej i
        nawet nie wie co się dzieje, więc poważnie w trakcie porodu myślałam żeby
        szybko się uwinąć i jak najbardziej pomóc maleństwu. Kiedy wreszcie wylądowała
        na moim brzuchu czułam też ulgę, ale była też miłość, niepokój czy wszystko
        dobrze, bo była sina (zmarzła i szybko zabrali ją ogrzać trochę pod lampy) i
        niesamowity zachwyt. Kiedy mąż mnie zobaczył (wyrzuciłam go na samo parcie),
        nie wierzył,że rodziłam, byłam uśmiechnięta i w ogóle nie zmęczona, gadałam bez
        przerwy. Tak samo łatwo rodzenie przyszło mojej mamie i mam nadzieję,że dla
        mojej Zuźki też będzie to radosne przeżycie. W szpitalu trochę miałam dosyć,
        praktycznie nie spałam, ale w domu było cudnie, nie mogłam przestać patrzeć na
        małą, mąż przez 4 tygodnie był w domu, więc miałam pomoc i wsparcie podczas
        hormonalnych szaleństw. W drugim tygodniu przez gojące się krocze trochę
        złapałam doła,ale to były 2-3 dni, potem było coraz lepiej. Patrzenie jak
        malutka rośnie, jak ciągle się zmienia, uczy nowych rzeczy, z jaką bezwarunkową
        miłością się do mnie przytula, jak wyciąga rączki, śmieje się...ech, coś
        wspaniałego. Teraz ma 6 miesięcy, jest grzeczniutka, więc wszędzie ją
        zabieramy, żyjemy w zasadzie jak wcześniej. Mąż też ma fioła na jej punkcie, na
        moim teżsmile W naszym przypadku te zmiany są zdecydowanie na lepsze. A miłość
        jest od początku olbrzymia. Ale rozumiem,że często bywa inaczej i nie czuję się
        lepszą matką tylko cieszę się bardzo,że mnie ominęły jak dotąd wszelkie
        zawirowania. Życzę tego wszystkim młodym mamom. Trzymajcie się kobietkismile
        • mniemanologia Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 15:01
          To chyba nie jest kwestia udanej ciąży i dobrego porodu. Ja jedno i drugie
          miałam światne, a doła po porodzie - i tak ogromnego.
        • blueberry77 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 15:22
          Myślę, że sporo zależy od charakteru dziecka. Sama piszesz, że Twoja córka jest
          grzeczna, że możesz ją wszędzie zabrać. Pewnie masz czas, żeby zająć się
          własnymi sprawami, spotkać z ludźmi, itp. Nie każda mama może sobie na to
          pozwolić niestety...
          • donkaczka Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 16:10
            moja byla grzeczna, porod ok, a dola mialam i tak jak row marianski
            przytlaczala mnie odpowiedzialnosc, mialam ciagle przeleki i wizje krzywd jakie
            czyhaja na dziecko, balam sie ze ja sama skrzywdze małą
            meczyl mnie brak kontaktu ze strony dziecka - lezy toto, drze sie, a jak sie nie
            drze to nawet nie spojrzy, nie usmiechnie sie
            kontakt emocjonalny z córką zaczęłam łapać po miesiacach, wczesniej to byla
            odpowiedzialnosc, nie milosc
            brr
            ciekawe jak tym razem bedzie..
    • anneczka78 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 13:23
      Oj prawda, prawda w tej książce smile
      • reteczu Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.07.07, 16:19
        TEMAT wątku-święta prawda
    • pixi18 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 27.07.07, 10:24
      To wszytsko prawda .......
      Moja Mika ma 10 m-cy i jest dobrze, ale początki były trudne, A NAWET BARDZO
      TRUDNE, ciężko mi było stawić czoła rzeczywistości, na szczęście bardzo pomogła
      mi moja mama która zaopiekowała się mną i moja niunią i była bardzo cierpliwa.
      Dzięki za ten wątek
    • margo_kozak Re: podbijam... nt 22.12.07, 18:23
      ja cala ciaze przeszlam bezproblemowo.
      porod to dla mnie jedno wielkie rozczarowanie. 3 dni po porodzie gdy
      sie okazalo ze rozbabrala mi sie rana po cc i przeniesli mnie oddz.
      zakazny. siedzialam i beczalam. pomogla mi bardzo obecnosc mojego M.
      milosci do dziecka uczylam sie dlugo. nie wiem co czulam najpierw.
      na pewno ulge ze juz nie mam wielkiego brzucha i odzyskuje
      sprawnosc. chyba czulam sie jedynie odpowiedzialna za ta mala istote.
      moje dziecko bylo i jest bezproblemowe. zero kolek, pieknie ssalo.
      czasami nachodza mnie mysli, ze gdybym kiedys nie poznala swojego M.
      pewnie teraz bylabym szczuplejsza, wyspana, miala wiecej kasy.
      no ale nie maialabym swoich dwoch najwazniejszych mężczyzn u boku i
      zycie byloby nic nie warte.
      pozdrawiam
    • kasiapfk Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 22.12.07, 18:37
      Pierwsze... hihi, u mnie przy trzecim też mam dozyć smile)))))) A
      de0presje to ja leczę, u lekarza. Kochane, nie jesteście same. Wokól
      nas pełno takich "dziwilągów", którym etos Matki Polki od
      Poświętliwości jest nieznany.
      Inna rzecz, że dzieciaki są różne. Takich jak mój drugi to mogłabym
      mieć piątkę z uśmiechem na buzi od rana do wieczora.
      • a.g.g.a Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.12.07, 23:30
        Ech,wątek o mnie....W ciążę zaszłam,bo stwierdziłam,że taka jest
        kolej rzeczy,trza mieć dziecko i już.Ciążę miałam lekką i
        bezproblemową,poród szybki i łatwy,o ironio,a instynktu
        macierzyńskiego za grosz...Po porodzie przeżyłam dramat,myślałam,że
        moje życie się skończyło,nie chciałam tego dziecka,ciągle
        płakałam,czułam lęk.Zajmowałam się nim,bo musiałam,a był to dla mnie
        dręczący,nieznośny obowiązek.Chciałam,żeby ktoś to dziecko ode mnie
        zabrał...Bardzo pomagał mi mąż,opiekował się mną,ale widziałam,że
        jest przerażony tym,co się ze mną dzieje...W końcu się opanowałam,bo
        wystraszyłam się swojego stanu,no i mały zaczął coś z siebie
        dawać..Po miesiącu było już lepiej,po dwóch coraz znośniej,po trzech
        całkiem dobrze i nawet nie wiem kiedy ,a wpadłam jak śliwka w
        kompotwinkZakochałam się w swoim synku na amen.Kocham go
        niesamowicie,jest dla mnie cudem,nie mogę się nadziwić jak
        wielkim.Całkowcie obce są mi myśli,że mogłoby go nie być.Widzę teraz
        ile szczęścia wniósł do mojego życia.Miałam spokojną ciążę,łatwy
        poród,mam spokojne,pogodne dziecko,ale przez brak instynktu
        macierzyńskiego nacierpiałam się na początku.Teraz już jest
        dobrze.Kocham mojego synka,ale wydaje mi się,że nadal nie mam
        wspomnianego instynktu.I myślę,że nigdy mieć nie będę.Planujemy z
        mężem drugie dziecko i nie boję się tego co będziesmilePozdrawiam
        wszystkie mamy
    • mika_p Artykuł o depresji poporodowej 31.01.08, 18:05
      Na onecie, przedruk z The Sun:
      dziecko.onet.pl/5496,5,8,depresja_poporodowa,1,artykul.html
      i ulepiony z komentarzy do powyższego artykulik własny onetu:
      dziecko.onet.pl/5705,5,7,8222bije_jej_palma8221,artykul.html
      Fragmentami przypomina wypowiedzi z tego wątku.
      • mamragie Re: Artykuł o depresji poporodowej 31.01.15, 06:03
        Hej, dziękuję za temat, cieszę się, że tu trafiłam. Borykam się z depresją po urodzeniu synka od jego chyba 4 tygodnia... właściwie do dzisiaj, a on ma teraz 19 miesięcy. Szukam dla siebie rozwiązań, ale to trudne, gdy się nie ma wsparcia najbliższej osoby, a mąż właśnie od niedawna przeżywa swój własny kryzys. Masakra. Pozdrawiam i Wam i sobie życzę jeszcze dużo siły smile
    • mika_p Chyba jest jeszcze jedna taka książka 01.06.08, 18:51
      Osobiście nie czytałam, ale recencja "Opowieści z kołyski" Risy Green wydaje się
      zachęcająca:
      www.biblionetka.pl/art.asp?kom=tak&oid=0&aid=74022
    • annubis74 dzieki za ten watek 28.11.08, 10:39
      i uwazam ze dobrze by bylo gdyby pojawił sie tez na forum CiP.
      dobrze ze powoli kobiety zaczynaja o tym mówic
      moja ciaza byla zaplanowana i chciana, ciaze poza drobnymi typowymi
      dolegliwosciami znosilam dobrze, do konca bylam bardzo aktywna,
      pracowalam i prowadzilam intensywne zycie towarzyskie. poród co
      prawda odbył sie niespodziewanie przez cesarskie ciecie, ale nie
      stanowilo to jakiejs wiekszej traumy. nie zakochalam sie w mojej
      córeczce od poczatku - trudno sie do tego przyznac. pierwsze uczucia
      to ulga, ze juz po porodzie, drugie rodzaj zdziwienia ze to małe
      stworzonko wyszło z mojego brzucha, kolejne kiedy łypnela na mnie
      jednym okiem - że to mały alien- obcy. nie było jakiejs cudownej
      iskierki porozumienia, metafizyki, nic z tych rzeczy. kolejne dni,
      koszmar, ból rany po cesarce i nieustanna krzatanina przy wieczni8e
      domagajacym sie uwagi dziecku. do poludnia chodzilam w nocnej
      koszuli, nie mialam czasu zjesc sniadania, isc do kibelka itp. i
      poczucie ze moje zycie sie skonczyło
      teraz Malutka ma juz 4,5 miesiaca, nie wyobrazam sobie bez niej
      zycia, jest miedzy nami magiczna wiez porozumienia, uwielbiam byc z
      nia, jej słodki bezzebny usmiech kompletnie mnie rozbraja, ale
      potrzebowałam co najmniej kilku tygodni by sie w niej totalnie
      zakochac
      • ziomas.1 Re: dzieki za ten watek 01.12.08, 13:12
        Kiedyś kobiety rodziły dzieci i dbały o nie tak jak umiały, lepiej
        bądź gorzej, kochając mocno lub słabiej, ale nie miały presji na
        to,czy aby mogą zrobić coś jeszcze,żeby dziecko stymulować
        intelektualnie...
        Ja mam dziecko z przypadku, ciąża była super-zero dolegliwości,10
        kilo ekstra,życie towarzyskie praktycznie do porodu - narty w 6
        mies., wesele znajomych w 9tym. I potem...w szpitalu 8h bólów
        krzyżowych i stosowanie wszystkich technik porodowych ze szkoły
        rodzenia tylko po to,by z uwagi na małopłytkowość, co do której
        wcześniej nie było zastrzeżeń, wylądować pod KTG,z cewnikiem bolącym
        jak diabli, i czekać kolejne 5h na cesarkę. Potem koszmarne 3 doby w
        szpitalu - co z tego że synek słodki, spokojny, budził się tylko na
        karmienie i ssał bezproblemowo, gdy przy każdym ruchu rozrywało mnie
        z bólu, dojście do łazienki zajmowało wieki,a do tego kilka razy
        zsikałam się w łazience, bo nie dotrzymałam do muszli, a nawet na
        łóżko, bo po wyjęciu cewnika straciłam czucie!Do tego dziecko
        koleżanki z sali ryczało po nocach z głodu, bonie umiało ssać - w
        konsekwencji przez cały pobyt w szpitalu nie spałam ani chwili.
        Potem był powrót do domu - i co z tego,że mąż pomagałi rozumiał,mama
        i teściowa na każde zawołanie...ja wpadłam w czarną dziurę,mimo że
        syn pierwsze dwa tygodnie byłaniołkiem. Potem w trzecim tygodniu
        dostał kolek - takich po 10h dziennie - i dopiero zaczęły się powody
        do rozpaczy!
        Nie chce mi sięjuż nawet pisać jak to byłoprzez pierwsze dwa
        tygodnie. Teraz syn ma 4,5 mies., jest o niebo lepiej...ale...
        ja nadal nie czuję się pewnie w roli matki. Mam pomoc, ale głupio mi
        z niej korzystać i zawsze jak podrzucę dziecko dziadkom, mam wyrzuty
        sumienia,choć wiem, że oni i mały się tym cieszą, a ja tych chwil
        potrzebuję. Cieszę się, że wracam do pracy - bo jest ona dlamnie
        ważna, a dziecko nie jest i uważam, że nie powinno być całym
        światem. Synek jest bardzo ruchliwy, mało śpi w dzień i w nocy,
        teraz ma fazę, że domaga się dużo uwagi i towarzystwa, a ja mam z
        kolei wyrzuty, że za mało zabaw mu wymyślam, że niektórych rzeczy mi
        sięnie chce (np. wyszukiwać mu przedmiotów o różnych fakturach do
        zabawy, nosić po domu i nazywać przedmioty, itp.) - robię inne
        rzeczy -tulę go, śpiewam, głaszczę, inne rzeczy które wiem, że lubi,
        ale ciągle się boję,że to za mało, że nie rozwinie się tak szybko i
        wszechstronnie, jakby mógł, gdyby miał inną mamę...czuję się ciągle
        zmęczona podganianiem prac domowych. Wiem, że pisze tu wiele
        dziewczyn, że dziecko jest ważniejszeniż porządek,ale co ja
        poradzę,że mnie wkurza i dołuje bałagan, a poza tym mamy małe
        mieszkanie i wszystko szybko się zagraca. Problem też w tym, że
        małemu się pozmieniało z płaczem - jeszcze miesiąc temu każdy rodzaj
        był charakterystyczny i wiedziałam o co mu chodzi, a ostatnio znowu
        na wszystko płacze tak jakby podobnie;do tego ma napady złości i np
        jak mu w nocy muszę mnienić pieluchę, bo się przesikał,towrzeszczy
        jakby go ze skóry obdzierano. A do tego wszystkiego, to jest tak,że
        jak spędzam z nim cały dzień bez przerwy, to jestem wyczerpana i
        marzę, żeby być choć chwilę sama, ale jak go oddaję, to po dwóch
        godzinach tęsknię i w efekcie zawsze jadę po niego szybciej niż
        planowałam...
        Mam takie wrażenie, że dojdę do ładu dopiero jak synek zacznie
        chodzić i mówić,bo wtedy będę wreszcie mogła się z nim jakośc
        skomunikować,a nie tak jak teraz, że niby wiem,że płacz to język,
        ale tak naprawdę go nie rozumiem, irytuje mnie, a zarazem tak mi go
        strasznie żal,że płacze,że zrobiłabym wszystko, żeby ten płacz
        uśmierzyć i popełniam masę błędów wychowawcxzych...
        Ten mój baby blues potrwa więc chyba aż do wieku przedszkolnego...
        • matysiaczek.0 ziomas... 01.12.08, 14:20
          W tym co napiszę nie będzie krzty ironii, ale kobieto!!! Ty potrzebujesz pomocy specjalisty! Strasznie bardzo mi Cię żal i staram się jak mogę, żeby zrozumieć co czujesz, ale nie jest mi łatwo, tylko przykro, że nie czujesz tego co np ja. I może weźmiesz sobie do serca co mówię kiedy pomyslisz, że Twoje dziecko bardzo duzo traci, mając taką nieszczęśliwą mamę...Weź się w garść i lecz się, jak dziecko pójdzie do przedszkola, nie będzie po co. No i pójście do pracy niczego nie rozwiąże, bo po powrocie będziesz zmęczona, a dzieckiem ktoś będzie musiał się zająć, może być jesscze gorzej...
          • annubis74 Re: ziomas... 01.12.08, 15:20
            wiesz czasem nie potrzeba aż specjalisty
            wystarczy zdać sobie sprawę z własnego stanu i poprosić o pomoc...
            na początek męża lub mamę/teściową
            odpuścić perfekcjonizm w kilku dziedzinach, dać sobie prawo do tego
            by raz na tydzień/dwa tygodnie umówić się na babskie ploty a dziecko
            oddać w ręce tatusia
            poza tym akurat praca może być jednym ze sposobów na odzyskanie
            ównowagi, ja mam pracę, którą mogę wykonywać takze w domu i od kiedy
            Mała skończyla 3 miesiące wykonuję różne zlecenia, co nie znaczy że
            w tym czasie mogę zając sie dzieckiem. jestem przy tym bardziej
            zmęczona, ale jednoczesnie mam poczucie satysfakcji że moje
            horyzonty nie kończą się na przysłowiowej kupie i zupie.
          • ziomas.1 Re: matysiaczek i annubis 01.12.08, 21:09
            Matysiaczek!
            Bardzo przykro mi się zrobiło,gdy przeczytałam Twoją odpowiedź na
            mojego posta w tym wątku. Ok, być może Twoje wnioski to wina
            chaotyczności i pesymizmu mojej wypowiedzi, którą pisałam w
            pośpiechu - ten czas był przeznaczony na co innego,ale tak nagle
            zapragnęłam się wypisać na temat moich negatywnych odczuć związanych
            z macierzyństwem.Podkreślam,odczuć negatywnych! Powiedz,a co takiego
            czujesz,czego jak sądzisz,ja nie czuję? To nie jest tak, że nie mam
            żadnej radości z posiadania dziecka. Po pierwsze,kiedy już po tych
            magicznych 3 miesiącach myślałam, że wszystko się ułożyło, pojawiły
            się problemy,których bym się nie spodziwała. Bo to,że z dzieckiem
            zawsze są jakieś problemy,to wiem, ale to, że np. znowu nie będę
            wiedzieć o comu chodzi z tym płaczem,to mnie dość przybiło,
            szczególnie jakcodruga mama tu pisze,że tak doskonale rozumie i
            zgrała się ze swoim dzieckiem po tym czasie. Kolejna sprawa: mimo że
            dużo czytam o zabawach i sposobach wspomagania rozwoju dziecka, to
            potem,jak przychodzi do wcielenia w życie, to albo zapominam tych,
            co wydawały się fajne,albo mały nie jest tym kompletnie
            zainteresowany,albo okazuje się,że to faza, w której każda zabawa
            kończy się płaczem. Do tego cały czas się martwię, bo po
            przeczytaniu kategorycznych stwierdzeń w wielu książkach i na tym
            forum mam wątpliwości,czy mój syn nie będzie miał "niedorozwoju"
            emocjonalnego albo innego,gdy biorę prysznic,a on płacze włóżeczku -
            na przykład!!!
            Ja wiem,że przesadzam,ale może łatwiej miały matki kiedyś,gdy nikt
            się tak nie przejmował psychiką małego dziecka, bo rodzice "robili
            swoje",co uważali za dobre dla dziecka i nie mieli tylu dylematów.
            Powyższym postem trochę sięwywnętrzyłam,co nie było łatwe,bo mnie
            samą z drugiej strony irytują moje własne wahania psychiczne. Nigdy
            bym nie myślała,że z "twardej baby", jaką byłam przed ciążą mogę
            stać się osobą, która będzie mieć wyrzuty,bo zostawi dziecko u
            dziadków i pójdzie na imprezę z mężem albo na zakupy - a jednak tak
            bywa, nawet mimo tego, że nie chcę się tak czuć!
            Odpisuję Ci Matysiaczek takie elaboraty,bo tym bardziej mi
            przykro,że to Ty tak mi odpisałaś - cenię Twoje posty,a poza tym
            pamiętam,że rozpoczęłaś kiedyś taki wątek o byciu nieperfekcyjną
            mamą, z którego wynikało, że Twój instynkt macierzyński też miewa
            wzloty i upadki. To, co tam napisałaś,byłomi bliskie w treści,
            mogłabym się pod tamtą wypowiedzią podpisać. Ale cóż,widocznie źle
            Cię zrozumiałam...szkoda...
            A co do Annubis - jak sądzę,choć w części mnie zrozumiałaś. Na
            szczęście mam się komu wygadać i przegaduję temat z innymi osobami
            zainteresowanymi (rodziną, koleżankami w podobnej sytuacji),tylko
            może za późno zaczęłam,bo długo też się wstydziłam mówić o swojej
            słabości. Teraz jednak jest coraz lepiej i myślę,że obejdzie się bez
            psychiatry,mimo niektórych sugestii smile
            Pozdrawiam
            • uullaa Re: matysiaczek i annubis 01.12.08, 22:21
              Ziomas, czy ty aby się nad sobą nie użalasz? Masz superdzidzię w
              ekstrafajnym wieku. Korzystaj, baw się. Nie czekaj nie wiadomo na
              co, bo to pewnie nie nadejdzie. Pozdrawiam.
            • matysiaczek.0 bosze ziomas 02.12.08, 07:03
              I Tobie i mnie jest przykro...Ale chyba obie nie zrozumiałyśmy się wcale. Napisałaś, że w poście wspomniałaś TYLKO o swoich negatywnych odczuciach. No właśnie...Więc postaw się na moim miejscu (czytającego): cóż mogłam pomyśleć, nie znając tych radosnych chwil Twego macierzyństwa? Że ta matka wcale nie czerpie z macierzyństwa radości, nie jest szczęśliwą matką, bo tylko martwi się o swoje dziecko, nie ciesząc się z nim kazdym dniem nowego człowieka (coś namieszałam).

              A pytasz co takiego czuję, czego Ty nie czujesz? NA PODSTAWIE TWEGO POSTU pomyślałam: ja się usmiecham patrząc na moje dziecko, Ty zastanawiasz się, jak stymulować jego rozwój. Ale wczoraj już zmieniłam zdanie, poczytałam inne Twoje wypowiedzi, i doszłam do wniosku, że jersteś normalną mamą, która miała tylko chwilę słabości...taką depreche jesienno-zimową.

              A ja płaczu swego dziecka też nie zawsze rozumiem. Na pocieszenie: dzieć płacze, to ja przwinę..nie pasuje? To idziemy na brzuszek...nie pasuje? to do cyca...nie?...i tak aż znajdę o co chodzi, a czasem nie znajdę, dzieć zasypia zmęczony...pocieszyłam?

              a z tą psychika, to masz rację, kiedys było inaczej, ale wiesz cco? Też możesz nie przejmować się, będzie łatwiej...

              a mój post? Nie tak zrozumiałaś, naprawdę chciałam Ci tylko pomóc, zabrzmiałaś, jak matka z depresją poporodową i to ostrą...smile

              Z tego wszystkiego ciesszę się tylko, że nic tak naprawdę Ci nie jest, jakos sobie radzisz, tylko może za bardzo się przejmujesz...Ale z pracą to nie zmienię zdania, nie zawsze pomaga, czasem może ostro namieszać, zrobisz jednak jak uważasz

              Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie Ziomas, trzymam za Cię kciuki, chyba wyjaśniłam wsio? smile
              • ziomas.1 Re: bosze ziomas 02.12.08, 09:35
                No to ładnie...chyba jednak nie pomyliłamsię co do Twojej osoby,no
                przynajmniej nie tak bardzowinkJesteś sadzac z postow fajna babka, w
                wielu wielu punktach sie z Toba zgadzam (tamten post to
                był 'kompleks wyrodnej matki').Wsio wytłomaczone zostało i nie żywię
                niechęci i urazy smile)))
                Ja też się uśmiecham i rozczulam patrząc na synka -szczególnie na
                jego "nieszczęścia",np. jak w tej chwili,gdy kapituluje i
                nieruchomieje z krzywym uśmiechem w kombinezonie,którego nie znosi
                (zaraz idziemy na spacer)...po przeczytaniu siebie stwierdziłam,że
                masz rację:mega się rozczuliłam i wyżaliłam,zapominając o tym,że
                czytający nie musi wiedzieć,że me dziecię,choć strasznie
                żywe,nieśpiące i kwękające, dużo się też uśmiecha i to
                spontanicznie, jest zdrowe, ma potworny apetyt,lubi ludzi i prawie
                niczego się nie boi (zwlaszcza jak mama pokazuje,ze wszystko jest
                ok). Sądzę,ze wyrośniez niego charakterny gość-a tacy mają ciekawe
                życie winkI po przemyśleniu,to jest warte tych nieprzespanych nocy i
                trudów ogarnięcia życiowego chaosu.
                btw,nie lubięswoich postow,bo takie mam madreprzemyslenia,a potem
                nie potrafie ich przelac na 'papier',czego dowod wczoraj...dobrze ze
                jednak przeziera z nich normalnosc wink)
                Pozdrowionka
                • kaisog3 Re: bosze ziomas 19.12.08, 22:43
                  Ziomas chyba nie tylko Ty miałaś zły dzień wczoraj. Ja napisałam także posta
                  jednak był strasznie chaotyczny. Po przeczytaniu Twojego poczułam się jakby ktoś
                  rozszyfrował mnie całą. A dziś patrze na swój post zupełnie jak Ty na swój smile
                  Strasznie ciężkie są te pierwsze miesiące ale damy rade smile
                  Pozdrawiam
                  Goska
                  • ziomas.1 Re: bosze ziomas 22.12.08, 21:46
                    Tak wiem,kaisog3,czytałam tego posta smile
                    Tylko dlatego się doniego nie dopisałam,że mój królewicz zaczął
                    akurat domagać się uwagi,a potem to już jak zwykle na nic nie było
                    czasu...
                    Myślę,że podstawowy problem w tych pierwszych miesiącach to brak snu
                    i specyfika jego zakłóceń - ja normalnie też za długo nie spałam,ale
                    niewyspanie z powodu nocnego oglądania TV,czytania czy nawet
                    papierkowej roboty to zupełnie co innego niż pięć pobudek na godzinę
                    do karmienia...sad. Na szczęście ja tak odokoło2 tyg już się chyba
                    przyzwyczaiłam,bo nawet nie czuję się taka zrypana co wieczór, tylko
                    np co trzeci wieczórsmile). Także może nas matka natura wyposażyła
                    jednak w jakieś mechanizmy przeciwdziałające totalnej dezintegracji -
                    tylko trzeba przeżyć pierwszy trymestrwink
                    Również pozdrawiam
                    Ewa
                    R
    • smerfetka8801 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 01.12.08, 14:08
      bardzo ważne dla wielu kobiet jest to aby miec wsparcie i zrozumienie
      w trudnych chwilach...
      ja natomiast miałam inaczej...nie było trudnych chwil nie bałam się
      czy będę potrafiła zająć się małą...czy będę umiała ją ubrać umyć i
      dać dużo miłóści.i co?jeszczew szpitalu od zestresowanej 30 latki
      która urodziła pierwsze dziecko usłyszałam ,ze kompletnie nipoważnie
      podchodzę do macierzyństwa i nie wiem co mnie czeka...
      i wkurzyło mnie to.bo ja rozumiem,że można się bać może być cieżko
      ale dlaczego ja ze względu na młody wiek i brak stresu zostałam
      odsądzona od nieodpowiedzialnych matek???
      dziś po 4 miesiacach jestem przekonana ,że miałam niebywałe szczęście
      bo baby blues nie zabrał mi ani1 dnia szczęścia.
      wszystkim mamom które sie z tym borykają życzę wsparcia samozaparcia
      i samorealizacji.
      będzie lepiej.
      • weronika_z_pruszkowa Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 19.12.08, 22:18
        o rany, to co byście o mnie powiedziały...
        baby blues zaliczyłam (po części z braku pomocy rodziny. maż miał może 2 dni wolnego w pierwszych kilku mcach). ale prawdizwą depresję mam od 6 mca małego...
        mam juz mysli samobójcze, zamrtwiam się że zrobie krzywdę dziecku, zdjae sie że cześciej mówię "Kur...czego chcesz?" niż "kocham Cię synku". wiem że mam depresję poprodową, bylam juz u psychiatry i dostałam receptę na leki....
        ....ale żeby je brać mam odstawić karmienie. A karmienei to jedyna, naprawdę jedyna rzecz w macierzyństwie która mi nie sprawia probleamu, z której jestem zadowolona ze dobrze ją robię.
        • martabe05 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 19.12.08, 22:43
          kurcze strasznie Ci współczuję...byłam bliska takiego stanu,ale dzięki pomocy mojej mamy i kochanemu mężowi udało mi się zostać szczęśliwą matkąwinkco do leków zajrzyj na forum karmienie piersią i zapytaj eksperta o swoje leki może można je brać...czytałam historię matki która popełniła samobójstwo przez depresję..nie pozwól na to daj szanse swojemu dziecku na kochającą matkę...trzymaj się!!!!
        • rulsanka Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.12.08, 19:35
          A może idź do psychologa, a nie psychiatry? Ja byłam u psychiatry i też zostałam
          postawiona przed alternatywą leki albo karmienie ewentualnie wizyta u
          psychologa. Do tego ostatniego wprawdzie nie poszłam, jakoś stopniowo mi się
          poprawiło i mam nadzieję, że zły stan nie wróci (jest ok już 2 miesiące, a mój
          synek ma 6). Trzymam kciuki za ciebie!
          • beatag05 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.12.08, 23:30
            Superowa kasiazka.
    • malamalinkaaa Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.03.09, 07:29
      kobietki, podbijam watek jako super ciekawy. i mega aktualny dla
      mnie. moja córcia dzis konczy 2 tygodnie. a ja sie nie spodziewalam,
      ze macierzynstwo moze wyzwolic tak skrajne emocje, dac tyle bolu i
      stresu...Po przeczytaniu wszystkich postów czuje sie lepiej, wiem ze
      to normalne co czuje i ze trzeba cierpliwie poczekac na lepsze
      jutro, w ktorym tez bedzie wecej milosci miedzy mna, a malutka.
      wiec...zaciskam zeby i licze, ze bedziemy sie tu wspieracsmile
      • zosia9 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.03.09, 09:48
        A jak załozyłam taki wątek ja ciąży to mnie dziewczyny zignorowany.
        Widać jak mało się o tym mówi.
        Ja przeszłam przez wszystko i teraz jest lepiej (co nie znaczy że
        idealnie) Podobno po roku się stabilizuję.
        A najbardziej nienawidze jak mówią do mnie że "teraz to sobie
        niewyobrażasz życia bez dziecka"- a ja sobie wyobrazam.
        • kosolka1 Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 23.03.09, 14:18
          aukcja.onet.pl/show_item.php?item=573862054 i jeszcze tu
          aukcja.onet.pl/show_item.php?item=590380806
          • malamalinkaaa Re: Pierwsze dziecko zmienia wszystko. 24.03.09, 07:39
            ja kupilam ksiazke wczoraj w empikusmile
Pełna wersja