danuskad1
18.07.06, 12:27
Właśnie siedzę i ryczę jak codzień. Bardzo kocham mojego syneczka, ale nie
mam już siły aby się nim zajmować. Malutki jest wyjątkową płaksą i czyni to
bez przerwy chyba, że je lub śpi. Ma 10 tygodni i waży 7 kg, ale gdy nie śpi,
to jest spokojny jedynie noszony na ręce. Mało tego pozycję trzeba zmieniać
co 2-3 minuty bo inaczej to awantura. Nie mogę też siedzieć tylko muszę
chodzić. Jak usiądę to robi się fioletowy, krzyczy i pręzy się.nikt mi nie
pomaga, bo każdy woli unikać jego krzyku a dziadkowie walą mi teksty ,że są
zbyt wrażliwi i nie mogą słuchać płaczu dziecka. Tatuś Mikołajka po powrocie
z pracy najpierw odpoczywa, a później stwierdza, że Mały i tak się u niego
nie uspakaja i mi go oddaje. Mało tego nie mogę nauczyć Mikiego do smoka i
butli więc nie moge nawet uciec z domu na chwilę zostawiając go z Tatą