zuzanka77
09.08.06, 15:19
cytuje tekst Agnieszki Chylinskiej.ciekawa jestem ile z Nas Mam czulo tak jak
Ona
tekst z "Machiny" autorstwa Agnieszki Chylinskiej - świeżej mamy
Ja wiem, że Machina to nie jest miesięcznik dla początkujących matek.
Ja wiem, że powinnam o popkulturze, o artystach, o płytach, o przeżyciach
natury wyższej, ale obecnie to niemożliwe. Ni ch**a! Pisze Agnieszka
Chylińska. Ja jestem w szoku, jestem kontuzjowana i niech mi panowie Metz z
Beliną wybaczą, ale ja z pyskiem wypłowiałym, mózgiem otępionym jedną
godziną snu na dobę, z cyckami zaropiałymi jak po jakiejś supersesji sado
maso, z wielką pieluchą między nogami, ja obecnie nie mogę inaczej i o czym
innym. Muszę to napisać, muszę to z siebie wypluć, muszę to opisać, bo jakoś
wcześniej z takim opisem się nie spotkałam i może gdybym wiedziała...
Macierzyństwo to ściema! Wiem to na pewno! Poradniki, gazetki, reklamy
pieluch nawet: wszyscy kłamią! To pułapka, w którą dałam się złapać i
teraz zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył
ssak, którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł,
że jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe
balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami
mleka. Zostałam oszukana, uległam propagandzie, poleciałam na tysiaka
i teraz mam!
A tak ładnie wszystko szło. Kupowanie koszulki rozmiar 54 z napisem
"Motorhead", wzdychanie i rozmyślanie nad tym, jak ukierunkuję ideowo
syna mojego pierworodnego. Roztkliwianie się nad parą skarpetek,
wzdychanie na widok uśmiechniętych bobasów widzianych przelotnie w
centrach handlowych, zaczytywanie się poradnikami i wiara w to, że się
jest uwarunkowaną genetycznie do bycia matką Polką, że się będzie
stosować metody najbardziej delikatne, nieinwazyjne, naturalne przy
pielęgnacji i wychowywaniu cudownego potomka. A tymczasem??? Dlaczego nikt
mi nie powiedział o tym, że poród będzie potwornym cierpieniem, i że się
będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o tym, by nie narobić dziecku na
głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy, tworząc najbardziej spontaniczny
tekst nowej piosenki pod tytułem "ja już k**wa nie mam siły", naczytawszy
się wcześniej o fantastycznych znieczuleniach, technikach relaksacyjnych i
innych takich? Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz
erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się , że
bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try miga i domagać się co
godzinę dalszej masakry, więcej krwi... I dlaczego dopiero pod koniec
jednego z poradników małymi literami było napisane, że jeśli ma się chęć
sprzedać swoje dziecko na allegro to powinno się zwrócić do osoby duchownej
z prośbą o poradę lub od razu zamknąć się w psychiatryku... Ciekawe... I na
czym miało polegać "wzmocnienie i rozkwit związku, gdy pojawia się dziecko",
jeśli jedyne co mam do powiedzenia mojemu chłopakowi od miesiąca to:
przynieś-wynieś-pozamiataj, nie rób tego tak, możesz mi pomóc?, a może ty go
przewiniesz?, nie wk**wiaj mnie, to twoje dziecko, a to se go bierz, nie
rozdwoję się, możesz tu łaskawie przyjść? Nigdzie nie przeczytałam o tym, że
dziecko drze gębę. Znalazłam wzmianki o tym, że kwili, płacze, marudzi,
gaworzy, ale nie ma nic o tym, że ma syndrom "Blaszanego bębenka", znaczy
się, że szyby pękają, gdy zaczyna ryczeć od 16.00 do 23.30, by usnąć z
uśmiechem i pozwolić mi zrobić siku, umyć się, zjeść coś szybko. Koleżanki
mi mówiły: Och, wiesz przy dziecku szybko się chudnie. Teraz wiem dlaczego.
Bo nie ma się czasu zjeść. Teraz też się drze, a ja muszę oddać ten felieton
i musi być dobry, z puentą, na poziomie, a mam oczy na zapałki i piszę tę
jedną kartkę jakieś sześć godzin, gdyż odskakiwać muszę co chwila, bo kupa,
bo płacz, bo mleko, bo coś tam i do tego jeszcze burdel w mieszkaniu i kot
zazdrosny porzygał się właśnie ostentacyjnie na środku pokoju. Rokendrol,nie
ma co.