afryka11
13.08.06, 21:15
mam baaardzo poważny problem z córką. Ma 7,5 miesiąca i nie pozwala się
nikomu wziąć na ręce, zniknąć mi z jej oczu na 10 sekund. Nie chodzi tylko o
to że płacze. Ona się pręży, zanosi, prawie sinieje. Mieliśmy nadzieję, żę to
minie. A jest coraz gorzej. Nie przyzwyczaiłam jej!!! Jest drugim dzieckiem.
Synek miał 1,5 roku gdy się urodziła, więc nie mkogłam jej poświęcać całego
czasu. Nie była karmiona piersią. Nawet jej tata nie może z nią zostać. Do
wszystkich się uśmiecha, bawi się, gdy ja ją mam na rękach. Ja od jej
urodzenia raz byłam u lekarza. Jesynie u ginekologa. Mimo, że potrzeby
większe. Wszystko załatwia za mnie mąż. A JA MUSZE ISC DO PRACY!!Muszę, bo
potrzebujemy kasy. Już zapomniałam o ambicjach ( skończone studia), o
potrzebie kontaktu z ludzmi. Moja mam, która musi zostać z dziećmi panicznie
się tego boi. Synek zostaje z każdym, nie ma z nim problemów. Ale moja mam
boi się wziąć małą na ręcę. Gdy ostatnio wyskoczyłam pod dom coś kupić, tata
pozamykał okna, bo bał się żę go oskarżą o maltretowanie dziecka. Mama
chciała zabrać Małą na spacer-musiałam biec do nich bo ludzie chcieli wzywać
karetkę pogotowia myśląc, że Julkę coś ugryzło lub potwornie boli. Czy któraś
miała taki problem??Czy coś da się z tym zrobić. Ja naprawdę nie mogę
siedzieć w domu. Mąż ma własny interes. W lato mamy sporo kasy, ale na całą
zimę nie da się odłożyć i od stycznia będzie kiepsko, a mamy wysokie
rachunki. Błagam, dajcie jakąś radę. Mam strasznego doła. Poza tym synek jest
poszkodowany. POzdrawiam ania