beniuu1
15.10.06, 12:39
Dziewczyny,
proszę o pomoc.....
Jestem mamą 3-tygodniowej córeczki. Przez pierwsze 2 tyg. wszystko
było OK - mała ładnie jadła, nie miała problemów z brzuszkiem, nie ulewała, w
ciągu dnia, gdy nie spała (od 1,5 h do 2 h), siedziała sobie na kolanach
moich i męża i poznawaliśmy się, rozglądała się wkoło, robiła minki. Jadła
dość często, ale krótko. Ładnie przybierała (i przybiera) na wadze. Gdy
płakała, to było właściwie wiadomo, o co chodzi - JEŚĆ.
Wszystko zmieniło się, gdy mała skończyła 2 tyg., a mąż (przypadek?) wrócił
do pracy. Zrobiła się niespokojna, prawie po każdym jedzeniu (prawie od razu
lub 10-15 min. później)zaczyna płakać, a właściwie to chyba krzyczeć. Napina
się, fika nóżkami. Nie pomaga masaż brzuszka,ciepły okład, ani kładzenie jej
na brzuszku do odbicia. Po każdym karmieniu noszę ją na ramieniu przez kilka
minut i czasami słyszę, by jej sie odbiło. Często nie słyszę odbicia, więc po
takim noszeniu, kładę na chwilę, masuję brzuszek i znów na ramię. I b. często
jednak nie słyszę odbicia, może robi to b. cicho? Dodać muszę, że nadal nie
ulewa mleka, więc czy to mogą być problemy z odbijaniem?
Wygląda to tak: karmię, podnoszę po parę razy do odbicia, jest spokój,
przysypia, położę na chwilę w łóżeczku i po 10 min. - płacz! I tak np. 3 h!
Albo płacz od razu po karmieniu, po 3 minutach np.
Uspokaja się czsem albo na ramieniu albo gdy położe ją na brzuszku na sobie.
Ale nie zawsze to pomaga...
Uspokaja się też przy piersi. Ale najgorsze, że teraz nie wiem, kiedy ona
jest głodna, kiedy płacze z głodu i nie wiem, kiedy ją karmić? Nie chcę
przesadzić i spowodować wymiotów, bo np. wczoraj w ciągu 3 h karmiłam ją 6
razy (po ok. 5 min), bo płakała. Ale myślę, że raczej nie jest głodna, jeśli
zaczyna płakać 3 min po skończeniu karmienia, gdy wyraźnie dała mi już do
zrozumienia, że więcej nie chce (wypluwa pierś i się odsuwa).
Nie mam przyjemności obcowania z własnym dzieckiem... Mogę na nią patrzeć
tylko, gdy śpi lub płacze... Nie chce przytulić się do mnie na łóżku, nie
chce być kładzona, jak kiedyś, na kolanach, gdy mogłam do niej mówić i bawić
się nóżkami i łapkami... Myślała, że to dlatego, że zostałam z nią sama, bez
męża, ale nie, bo gdy on wraca z pracy to się wcale nie poprawia ani w
weekend, gdy jesteśmy razem cały czas.
Co się dzieje? Może coś z moją dietą nie tak? Ale jeśli np. od początku
jadłam nabiał, to czy nagle po 2 tyg. mogło okazać się, że dziecko nie
toleruje przetworów mlecznych? Nie wiem, co mam odstawić, bo jem ostrożnie i
unikam tego, czego nie zalecają. No, poza nabiałem.
Piję od wczoraj koperek włoski, zastanawiam się nad podaniem go dziecku. Czy
mogę pić koperk i ja i malutka?
Jeszcze jedno - może to ważne. Wczoraj i dziś w 2 kupkach zauważyłam, że
kupka miejscami, b. nieznacznie, miała zielonkawe zabarwienie i była taka
jakby klejąca, chyba z odrobioną śluzu. O czym to może świadczyć?
I może to przypadek, ale jest tak dokładnie od dnia, kiedy pierwszy raz
podałam jej wit D w kropelkach. Czy to mogło mieć jakiś wpływ na jej
zachowanie?
Pozdrawiam serdecznie.