tymoneta
23.11.06, 18:02
Z tymi spacerami to jest jakas tyrania - we wszystkich czasopismach dla
rodziców oraz podręcznikach "obsługi" dzieci kategorycznie piszą, że minimum 3
godziny bez wzgledu na pogodę. Z ewentualną dyspensą na mróz poniżej -10st i
wiatr w skali tornado. Przez pierwszde miesiące więc chodziłam, jak każą i
szybko dostałam wstrętu do pacerów w ogóle. A przeciez oprócz tego, że trzeba
biegać wietrzyć dziecko, to jeszcze trzeba byc radosną i spełnioną mamą. U
mnie jedno z drugim nie chciało sie zgodzic i w końcu sobie odpuściłam to
obowiązkowe spacerowanie. Zaczęłam wychodzić na tyle, na ile miałam ochotę -
czasem pół godziny, czasem dwie. A czasem wcale. Na początku miałam ogromne
poczucie winy, ale szybko okazało się, że jak nie ma przymusu, to spacery
zaczęły mi sprawiać przyjemność. Teraz jeśli tylko nie leje i nie wieje za
mocno wychodzimy na 1,5 - 2 godziny. Wracamy, kiedy Tymek jest znudzony, albo
jak się zbliża pora obiadu. A jeśli któregoś dnia nie mam ochoty wychodzić, to
zostajemy w domu. Ale to juz zdarza się rzadko.
A jak to jest u Was? LUBICIE, czy MUSICIE spacerować?