Gość edziecko: miczka
IP: *.*
08.10.02, 07:02
Muszę się komuś wygadać, bo ogarnia mnie po trosze smutek, wściekłość i złość. W niedzielę zostawiłam córeczkę (2,5 roku) na 3 godziny pod opieką męża. Musiałam wyjść. Wracam a tu okna pootwierane, Mała lata w samych skarpetkach a mąż ze spokojem oznajmia, że właśnie przez ostatnią godzinę skakała sobie po łóżku i cała się zgrzała. Szlag mnie trafił, bo tyle razy proszę, żeby pilnował. Zabawa z dzieckiem to przecież nie tylko bezmyślne skakanie po łóżku, można coś ulepić, namalować, ale oczywiście wymaga to odrobinę inwencji i zaangażowania. Efekt? Dziecko kompletnie chore, nie spała całą noc ( a ja z nią), mąż skomentował: "Musi się hartować". I jak tu się nie wściec?