Czy "wyrodne" mają łatwiej?

20.12.06, 10:07
Tak się zastanawiam, czy to przypadek, czy dzieci matek "mniej trzesących
się" rzeczywiscie są bardziej smodzielne i mniej kłopotliwe? Dla
przykładu:ja:ciaża niespodzianka,wiec i dzieciątko samo w sobie nie było dla
mnie celem zyciowym wtedy,przebieg poprawny, brzuch mały, przytyłam 7kg,
poród szybki, dziecko zdrowe.Potem:Mateuszek od początku na butli, najedzony,
spokojny, od trzeciego miesiaca przesypia calutkie noce, zasypia sam w
łóżeczku, nigdy nie spi z nami, nigdy też nie chrował, mimo braku karmienia
piersią, usmiechniety najbardziej z całej rodziny(ma 5 miesięcy).Moja siosta:
ciaża wyczekana, wystarana, z problemami,poród cc i wielki brzuch, który nie
chciał długo się zmniejszyć,mały z powodu ogromu miłości, który drzemie w
mojej siostrze wiecznie na rękach lub przy cycu, zasypianie na rękach,
spacery codziennie po 2 godziny, w nocy pobudka przynajmniej 3 razy,Siostra
ma wykończona (aczkolwiek szczęśliwa, jak na spełnioną matkę przystało). I
tak sobie myślę, czy ja przez swoją tzw. trzeźwą miłośćwinksama wypracowałam w
swym dziecięciu "samodzielność", czy przypadkiem trafił mi się taki
egzemplarz?
    • falka32 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:37
      Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi?
      Piszesz w taki sposób, jakby np twój mały brzuch, lekki poród był "nagrodą" za
      nieplanowane dziecko zaś u siostry wszystkie komplikacje włącznie z cc były
      nieuchronną konsekwencją chcianej i wyczekiwanej ciąży.

      To, że dziecko w wieku 5 miesięcy jeszcze nie chorowało, nie jest argumentem do
      gloryfikowania karmienia butlą i "wyrodności".

      Spacery 2 godziny dziennie - to ma być objaw wyprania mózgu u matki polki???????

      Następna rzecz: wyrażasz się z wyższością i pogardą o swojej siostrze, która
      zajmuje się dzieckiem w inny sposób niż ty. Skoro wykończona, znaczy, że ma
      gorzej i powinna brać z ciebie przykład. Bo nikt normalny nie lubiłby przecież
      siedzieć z dzieckiem przy cycu i usypiać go na rękach. No wariactwo i
      frajerstwo. Z powodu ogromu miłości twoja siostra ma, jak rozumiem, twoim
      zdaniem, straszliwie rozpaskudzone niemowlę, a ty, z powodu... no czego? braku
      ogromu miłości? czy to twój synonim wyrodności? - masz świetnie ułożone i
      wytresowane 5 miesięczne niemowlę. Nie sądzisz, że to troszkę za wcześnie, żeby
      odtrąbić swój niezwykły sukces wychowawczy?

      Wpienia mnie taka definicja "wyrodności" po prostu. Z tego co piszesz, akurat
      niewiele rzeczy jest twoją wyłączną zasługą.
    • kobylaa2 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:44
      uważam, że trafił Ci się dobry egzemplarz, dalszego powodzenia z maluchem....
      mama dwójki wychodowanych na cycu, budzących się w nocy dzieci
      • phantomka Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:47
        Moje usypiane na rekach i spiace z nami chociazby kawalek nocy - samodzielne
        bardzo, bardzo rozwiniete emocjonalnie i spolecznie, usmiechniete od rana, nie
        chorujace, nie przegrzewane, trzymane na normach zywieniowych ustalonych przez
        naszych lekarzy. Ja jestem po prostu matka - nie matka wyrodna (coz za modna
        nazwa ostatnio) ani matka dmuchajaca na dziecko...tak jest chyba latwiej niz
        dorabiac sobie teorie do poprawy samopoczucia kosztem innych.
      • malwinette Czyś Ty zwariowała, dziewczyno? 20.12.06, 10:50
        Ja wyrażam się o mojej siostrze z pogardą??Czuje sie lepsza bo mam wytresowane
        niemowlę??No ludzie, chodziło mi tylko o to czy matki, które mniej przeżywają
        swoje macierzyństwo ( w senie pragnienia go itp)mogą podświadomie sprawiać, że
        ich dzieci nie potrzebują ich bliskości tak bardzo jak te, które są dla mam
        całym swiatem.I nie był to żaden sąd z mojej strony, tylko pytanie o waszą
        opinie..
        • falka32 Re: Czyś Ty zwariowała, dziewczyno? 20.12.06, 11:26
          chodziło mi tylko o to czy matki, które mniej przeżywają
          > swoje macierzyństwo ( w senie pragnienia go itp)mogą podświadomie sprawiać, że
          > ich dzieci nie potrzebują ich bliskości tak bardzo jak te, które są dla mam
          > całym swiatem.I nie był to żaden sąd z mojej strony, tylko pytanie o waszą
          > opinie..

          Rozumiem, ze potrzeba bliskości matki u kilkumiesięcznego dziecka jest wg ciebie
          problemem, ciężarem i wynikiem niewychowawczych działań matki (usypianie przy
          cycu)oraz jej podświadomości a nie naturalną, wręcz fizjologiczną cechą
          niemowlęcia? I 5 miesięczne dziecko powinno być samowystarczalne emocjonalnie i
          samodzielne, a nie tam na rękach lubić przebywać? Samodzielny i niepotrzebujący
          bliskości 5-miesięczniak jako zasługa "wyrodności" matki, hehe. W takim razie
          supersamodzielne i szczęśliwe powinny być dzieci w domach dziecka. Te to dopiero
          dostały od niemowlęctwa trening samodzielności, pewnie w okolicach pierwszych
          urodzin powinny już się wyprowadzić z domu i iść na swoje. uncertain
          Kobieto, co ty za bzdurne teorie snujesz? To taka sama świetna teoria, jak to,
          że dzięki nieplanowaniu ciąży miałaś mały brzuch i lekki poród - to pewnie też
          ci podświadomość załatwiła?

          Możesz rozważać taki mechanizm, kiedy będzie mowa o rozpuszczonym koszmarnym,
          niesamodzielnym 3-latku rodem z Superniani, a nie o niespełna półrocznym
          niemowlęciu i przebiegu ciąży!

          Taaa, podświadomość czyni cuda.
          • malwinette Re: Czyś Ty zwariowała, dziewczyno? 20.12.06, 11:41
            Czyli jednym słowem: w siłę podświadomosci nie wierzysz.Dziękuję za
            odpowiedź.Więc na jakiej podstawie, wysnuwasz teorie na temat tego co myślę o
            potrzebie bliskosci niemowlęcia, o pogardzie do mojej siostry itp skoro nie na
            podstawie domysłów podświadomości?Oceniłaś mnie na podstawie bardzo suchego
            postu, w którym nic nie stwierdzam, tylko pytam.To jest właśnie podświadomość.
            • falka32 Re: Czyś Ty zwariowała, dziewczyno? 20.12.06, 12:27
              To, co napisałam wywnioskowałam z tego, jak dobrałaś "suche fakty", które
              przytoczyłaś jako uzasadnienie hipotezy, iż stosunek do ciąży odpowiada za
              samodzielność 5-miesięcznego dziecka.
              To ty użyłaś argumentu o wpływie podświadomości i poparłaś ją takimi faktami (to
              był twój dobór przecież, nie mój) jak mały brzuch, lekki poród, przesypianie
              przez dziecko całej nocy vs duży brzuch, cesarka, dziecko budzące się w nocy na
              karmienie - ja tylko skomentowałam, co myślę o takiej teorii.

              Czy to oznacza, że jeżeli nie zaplanuję następnej ciąży, to też będę miała mały
              brzuch? Super!!!!
              • wjw2 Re: Czyś Ty zwariowała, dziewczyno? 20.12.06, 15:19
                Nie licz na mały brzuchsmile
                Ja ciąży nie planowałam, brzuch miałam duży, przytyłam 20 kg, bardzo dbałam o
                siebie, przepracowałam tylko 1,5 miesiąca.
                Poród do lekkich nie należał, karmię piersią, Malutki budzi się 4 razy na nocne
                jedzenie i co jeszcze? Uwielbia być noszony na rękach....
                I cóż... Nie zamieniłabym swojego życia na inne za żadne skarby światasmile
                Hipoteza autorki wątku jest bzdurna, a uzasadnienie płytkie i śmieszne
    • daisy Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:45
      Wyrodne mają lepiej, tylko ich dzieci mają gorzej.
      Za to później im odpłacają.
    • erudy Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:50
      Myślę, że trafił Ci się taki "egzemplarz".
      Ja mam dwójkę i widzę, że bardzo się różnią (a mają tych samych rodzicówsmile
      Pierwsza córa długo oczekiwana, zasypana czułością i co? Nie lubiała się
      przytulać przez 2 lata, obecnie jest z tym lepiej. Noszona długo na rękach, a
      teraz bardzo samodzielna (każdy nam zazdrości, bo sama potrafi zająć się zabawą).
      Druga córka przyjęta już "bez paniki", ma zupełnie odmienny charakter - uwielbia
      towarzystwo, lubi przytulanie i bliskość.
      Jeżeli planujesz drugie dziecko to kiedyś sama się przekonasz, że dzieci mają
      różne charaktery, tak samo różnie można przechodzić okres ciąży.

      Ps. Owszem, zgodzę się z Tobą, że dzieci matek "mniej trzęsących się" są
      bardziej samodzielne, ale z moich obserwacji wynika, że są jednak bardziej
      "kłopotliwe"(sprawiają więcej kłopotów wychowawczych, bo chcą na siebie zwrócić
      uwagę rodziców - no chyba że dzieciom wystarcza takie ograniczone
      zainteresowanie rodziców to wtedy jest ok smile
    • cathy1976 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:50
      Mnie tez nie spodobal sie ton Twojej wypowiedzi- jest taki... arogancki.

      Oczywiscie uwazam, ze matki, ktore nie przesadzaja- mają łatwiej- to dosc
      logiczne. Oszczedzam nerwy, bo bez wyrzutow sumienia daję dziecku smoczka a
      potem czas bo nie wyparzam smoczka- ot chocby dlatego mam latwiej; Ale akurat,
      nie podejrzewam istnienia korelacji, pomiedzy tym czy ciąża byla wpadką, czy
      byla wyczekana a 'jakoscią' dziecka.
      • malwinette Kompletnie nie chcialam być arogancka.. 20.12.06, 10:54
        zresztą nic aroganckiego w moim poście chyba nie było:raczej suche
        przedstawienie faktów.I wcale nie chodziło mi o wywołanie burzy na morzu, tylko
        poznanie waszych opinii.
        • anek130 Re: Kompletnie nie chcialam być arogancka.. 20.12.06, 11:05
          no tu jak zwykle posypały się gromy na Ciebie. Powiem Ci, ze ja wcale nie
          odebrałam Twojego postu jako aroganckiego czy tego, żebyś się wywyższała nad
          siostrę? uważam , że możesz mieć trochę racji w tym, co piszesz. ja też jestem
          raczej spokojna, opanowana, nie przejmowałam się nigdy np. upadkiem smoka na
          podłogę i nie leciałam go polewac wrzątkiem (to taki jeden z przykładów, który
          mi się nasunął, ale będziesz wiedziała, co mam na myśli), nie mam w domu ani
          jednej ksiązki o pielęgnacji niemowlaka, jeśli potrzebowałam rady pytałam mamę
          albo kolezanki, które już miały dzieci. Alek urodził sie po 4 latach
          małeżeństwa, nie był wpadką ani super wyczekiwanym dzieckie. po prostu
          stwierdziliśmy kiedyś z mężem, że nadszedł czas i odłożyliśmy antykoncepcję.
          Aluś począł się już podczas pierwszego cyklu po tej decyzji. Był karmiony 6
          miesięcy piersią, dłużej się nie dało, bo miałam bardzo poranione brodawki
          prawie cały czas. Poszłam do pracy jak Alek miał 5 miesięcy, wprawdze blisko i
          dyrektor suuuper, za to teściowa zajęła się dzieckiem. Nie zamartwiałam się,
          jak ona z nim postępuje - zaufałam jej. Cały czas uważam , że podchodzę ze
          stoickim spokojem do swojego dziecka a i on jest grzeczny, wiecznie
          uśmiechnięty. Ma teraz 22 miesiące i ciesze się, ze nie "trzęsłam się nad
          nim" . Nie wiem czy to było powodem jego fajnego charakterku czy ma to po mnie
          w genach? ale przynajmniej ja byłam i jestem szczęsliwa, spokojna i rozważna w
          jego wychowywaniu.

          Ania
          • malwinette Re: Kompletnie nie chcialam być arogancka.. 20.12.06, 11:15
            No bo na ten forum trochę nudnawo jest.Ile ważą wasze 2,3,4,5 -cio
            miesięczniaki, ile jedza, ile nie jedzą, ile śpią, ile nie śpią, ile gugają,
            ile nie gugają?smile))))takie oto posty spotykaja się z wielkim entuzjazmem.wink
        • driadea Re: Kompletnie nie chcialam być arogancka.. 20.12.06, 11:49
          Ja nie zauważyłam tu żadnej aroganncji, raczej dystans i poczucie humoru.
    • visenna2 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 10:57
      Trafił Ci się taki egzemplarz. I nie dorabiaj do tego teorii bo się
      rozczarujeszsmile
      • kgbx2 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:02
        ja też myślę, że tak Ci się trafiło. Zgadam się jednak z tym, że
        nadopiekuńczość powoduje, że dzieci mogą (ale nie muszą) być mniej samodzielne
        i często sąbardziej płaczliwe ale to dotyczy raczej dzieci kilkuletnich a nie
        niemowląt.
        • kanaviosta Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:33
          > ja też myślę, że tak Ci się trafiło. Zgadam się jednak z tym, że
          > nadopiekuńczość powoduje, że dzieci mogą (ale nie muszą) być mniej samodzielne
          > i często sąbardziej płaczliwe ale to dotyczy raczej dzieci kilkuletnich a nie
          > niemowląt
          chyba niekoniecznie.. niemowle doskonale wyczuwa emocje matki: nerwy, strach, niepokój. wiele juz było wypowiedzi opisujących sytuacje, gdy dziecko jest spokojniejsze,lepiej zasypia na przykład przy ojcu itp. mogłoby to świadczyć o tym, że dzieci nadopiekuńczych, pełnych lęku matek, zarażają się tym lękiem, co hamuje ich samodzielność.
    • kanaviosta Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:05
      a moze różnica wynika z potrzeb matek? jedne lubią nosić, tulić swoje dzieci, spać z nimi. inne nie. ale to nie znaczy, że dzieci wypieszczone sa bardziej samodzielne. wręcz przeciwnie, często potrafią dać innym o wiele więcej ciepła i są bardziej empatyczne smile
      • kanaviosta Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:06
        chciałam napisać, że to nie znaczy, iż dzieci wypieszczone sa mniej samodzielne.
        • siula5 Myślę, że to przypadek 20.12.06, 11:20
          dzieci są różne po prostu.
          • kanaviosta Re: Myślę, że to przypadek 20.12.06, 12:13
            > dzieci są różne po prostu.
            na pewno. ale mimo wszystko, uczą sie przede wszystkim od rodziców. jeśli mówimy o samodzielności, to chyba nie mamy na myśli tego czy dane dziecko jest spokojne tzw "grzeczne", a inne pełne energii i nad wyraz pomysłowe, "czyli niegrzeczne"- bo to rzeczywiście zalezy tylko i wyłącznie od temperamentu, który jest przeciez cechą wrodzoną.
            a samodzielność nie jest tylko wyznacznikiem tego, w jaki sposób dziecko radzi sobie w życiu samo, ale przede wszystkim w jaki sposób współdziała z innymi. jeżeli nauczyło się od rodziców pozytywnego i otwartego okazywania emocji (było przytulane, ściskane, wycałowywane, rodzice reagowali na nie radością), w ten sam sposób zachowuje się w stosunku do innych osób. potrafi okazać pozytywne emocje, zareagować empatycznie. i chyba to własnie świadczy o dojrzałości i mądrości, czyli samodzielności dziecka.
            taką wiedze mogą dać dziecku tylko opiekunowie, którzy otwarcie okazują mu miłość i stawiaja mu zadania na miarę możliwości. no i dają mnóstwo czułości i ciepła smile
            • spa746 kochajmy swoje dzieci 21.12.06, 12:44
              Z całą pewnością to w jaki sposób będziemy traktować nasze dziecko i obdarzać
              miłością ma ogromny wpływ na to jak ono będzie radziło sobie w dorosłym życiu z
              okazywaniem uczuć innym i sama jestem tego najlepszym przykładem, bo moja matka
              nigdy nie powiedziała mi że mnie kocha, nigdy mnie nie przytulała ani nie
              rozpieszczała choc byłam bardzo samodzielnym dzieckiem, łatwym wychowawczo.
              Najlepsza w szkole, wzorowe zachowanie, ale nie potrafię okazywać uczuć innym,
              jestem zamknięta w sobie i mogę śmiało powiedzieć, że gdybym musiała zająć się
              swoją matką, to nie wiem czy bym to zrobiła, bo siedzi we mnie ziarenko
              nienawiści do niej za ten chłód którym obdarowywała mnie przez całe życie.
              Miałam koszmary nocne z nią w roli głównej i przenigdy nie zostawiłabym jej pod
              opiekę swojego dziecka...
              Twoje dziecko też może w przyszlosci czuć do Ciebie to samo.....
      • monish Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 21.12.06, 12:02
        Zgadzam się z kanaviostą, dzieci wyczuwają nasze nastroje niczym barometry
    • ulcia111 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:25
      a ja cie rozumiem sytuacja ktora opisujesz pasuje do mni mojej dzidzi 6
      miesiecy i do siostry meza i jej dzidzi 7 miesiecy tyle ze ja jestem ta co
      trzyma przy cycu i wstaje w nocy a ona ma luzy jej dziecko jest na butli z
      kazdym zostanie bawi sie samo ona ma czas na wszystko fryzjer solarium wypady
      ze znajomymi itd. a jej ciaza to wpadka za to moja planowana porod spoko ale
      mały od poczatku daje popalic a ja ledwie zyje wiec mysle ze moze te no nie
      wyrodne jak nazwałas ale ja bym to powiedziała luzackie mamuski maja łatwiej-
      duzo łatwiej pozdrawiam
    • an_qa Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:35
      Ja tez nie planowalam ciazy, ktora jak sie okazalo byla bezproblemowa, porod
      jak u Ciebie lekki (i caly czas sie zastanawialam o co jest tyle halasu z tym
      porodemwink). Natalia po urodzeniu to istny anioł, zadnych chorob, nnych
      niemowlecych dolegliwosci (kolek odparzen etc). I tak sobie "nudno" zylysmy do
      6-7 miesiaca. Tearaz moje dziecko to wulkan energii. Nie nadazam za tym co robi
      i gdzie jest. Nie przytula sie, nie posiedzi na kolanach... Jest bardzo zywa,
      wesola i na swoj niemowlecy sposob samodzielna.
      Nie wiem czy przebieg ciazy ma cos wspolnego z pozniejszym zachwaniem
      niemowlaka, ale mysle ze troszke tak. W jakiejs gazecie przeczytalam ze jesli
      matka w ciazy przezywa jakies nerwowe sytuacje to dziecko jest bardziej odporne
      na stres, wiec cos w tym musi byc smile
    • weronikarb Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:37
      Malwinette wiem o co Ci chodzi smile
      I zgadzam się z Tobą smile
      POdam Ci tez przyklad
      Przyszła matka zero cieszenia sie ciaza, zero przejmowania sie - urodzila w
      godzine
      Dziecko w łóżku z rodzicami? Tabele żywieniowe? Pierś? Czytanie dziecku? - to
      dla niej abstrakcja.
      Dziecko ma 3 lata. Jest bardzo spokojnym dzieckiem, przesypia noc. Dopiero
      teraz zaczyna mowic pomalu i stara sie skladac dwa wyrazy razem. Bardzo slabo
      manualnie rozwinieta. O skonczeniu z pielucha nie ma szans - wieczne zapalenia
      od zlej higieny.
      Nie mowi do neij normalnie - najczesciej jest to rozkaz wydany glosnym tonem.

      A dziecko? Anioł wręcz. Jednak barzo żal mi go sad

      Drugi przyklad dziecko oczekiwane, ciaza z komplikacjami - porod cc (ale
      planowany).
      Rodzice tak zakochani w nim ze rozpieszczaja do wszystkich mozliwych granic.
      Dziecko wszystko moze (o ile jest to dla neigo bezpieczne). Czytanie jest
      czeste, caly czas rozmowa z dzieckiem jak z doroslym, zreszta takie tez
      traktowanie. Normy zywieniowe w granicach zalecen lekarzy. Przejmowanie sie
      kazdym kaszlnieciem (wiecej wtedy jakos choruje - im bardziej sie czlowiek
      przejmuje).

      Dziecko po 3 latach. Mowi plynnie, zasób słów bardzo duzy, dobrze rozwiniete
      manualnie. Oczywiscie o pieluchach zapomnialo juz dawno. Wszystko rozumie,
      sporo umie.

      Takze jest roznica w dzieciach - jak roznica wychowania.

      Jednak to sa skrajne przypadki.

      Normalne jednak to poprostu wybrac z tego środek. Tak aby dziecko było
      szczęśliwe i rodzice zadowoleni a nie wyczerpani. To wtedy dziecko takich
      rodziców szybko sie rozwija, jest samodzielne ale nie samo smile
    • driadea Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:46
      E tam. Ja zaszam w ciążę przypadkiem (no dobra - głupio powiedziane. Klasyczna
      wpadka była, ot co. Przypadkiem to można spotkać kogoś na ulicysmile). Przebieg
      ciąży poprawny, ale zwiększone ryzyko - mam wadę serca - więc musiałam się
      wybitnie oszczędzać (ale nie leżeć kołkiem!). Przytyłam (a raczej "przybrałam" -
      to nie był tłuszcz, tylko wszystko, co możliwe) 34 kilogramy. Miałam cesarkę
      (na zimno, bez akcji porodowej), dziecko zdrowe. Od początku na cycu, karmienie
      nie sprawiało mi najmniejszych problemów, nie było żadnych zastojów, zapaleń, a
      nawał młoda pięknie wyssała (laktator kupiłam jak miała 3 m-ce, bo chciałam
      wyjść i zostawić mleko) - łatwe, gotowe, pod ręką, no cudo. Dziecko od
      urodzenia przesypiało noce, nieraz i po 15 godzin bez żadnej przerwy (to już
      trochę później, około 5 m-ca), zasypiała jak popadło, czy to przy piersi, czy
      na spacerze czy sama w łóżku - było jej wszystko jedno wink Chorować zaczęła jak
      poszła do przedszkola(a właściwie chorowała tylko 4 razy, odpukać). Jest
      świetną, mądrą dziewczyną. Bardzo samodzielną smile
      • deela przypadkiem 21.12.06, 02:28
        przypadkiem to mozna dziewcze z czworakow z brzuchacic <za ani MRU MRU> wink
    • malpa513 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 11:46
      całkiem przypadkiem
      • bunny.tsukino Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:00
        Proszę nie dorabiajmy ideologii, do charakteru dzieci. Owszem, dziecko da się
        zepsuć, choćby ciągłym noszeniem na rękach, jak tego nie potrzebuję. Ale to, że
        choruje to efekt dmuchania i innego przeżywania ciąży itp?? Wolne żarty. Jak
        siostra ma ciężko, to może zamiast nieładnie obgadywać ją na forum, weź
        przypilnuj malucha przez 2 godziny w tygodniu.
    • bunny.tsukino Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:02
      Ps. Moje dziecko też wpadka, i teź na butli od samego początku.Ale:
      -rodziłam przez cc
      -mimo butli i 11 miesięcy nie przesypia nocy,
      -uwielbiam długie spacery,
      -często choruje.
      Tak więc, żadna reguła.
    • sineira Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:07
      Niepotrzebnie użyłaś słowa "wyrodne" - niektórym cudzysłów się nie rzuca w
      oczywink
      Jeżeli dobrze zdrozumiałam, chodzi Ci w skórcie o to, że jeśli matka podchodzi
      do kwestii macierzyństwa z rozsądkiem, dystansem, bez histerii - to i dziecko
      jest spokojniejsze, bardziej "poukładane". Natomiast dzieci wiecznie
      zdenerwowanych, zestresowanych "kwok" przejmują tę nerwowość.
      To "poukładanie" nie jest zasługą wyrodności tudzież wpadki, jak tu niektóre
      sugerują, tylko tego, że matka ma w sobie wewnętrzny spokój, harmonię, która
      udziela się dziecku. I wcale nie znaczy to, że taka matka mniej kocha swoje
      dziecko. Ona po prostu nie przytłacza maleństwa swoją miłością.
      Jeżeli to miałaś na myśli, to całkowicie się z Tobą zgadzam.
      • kanaviosta masz rację, sineira. 20.12.06, 12:17
        szczególnie, gdy chodzi o sprawę "przytłaczania dziecka swoją miłością"
        • falka32 Re: masz rację, sineira. 20.12.06, 12:42
          Sineira, a jak się ma do tego przebieg ciąży i wielkość brzucha?
          Nie odczepię się od tego, bo skoro ktoś porównując podaje zestaw takich a nie
          innych argumentów, to nie robi tego bez powodu. To znaczy uwaza, że to ma
          znaczenie.

          Sam pomysł, że dzieci wyluzowanych matek są bardziej wyluzowanie, jest truizmem,
          jest oczywistością. Ale autorka nie o tym pisała, tylko o tym, że dzięki
          wyluzowanemu podejściu do ciąży miała mały brzuch a dzięku karmieniu butelką ma
          samodzielnego 5-miesięczniaka który nie potrzebuje jej bliskości - i porównywała
          to z sytuacją siostry, której niemowlę jest jakie? Niesamodzielne? Patologicznie
          uzależnione od matki bo zasypia przy cycku? Niemowlę? Gdyby pisała o 2-3 latku,
          to ta rozmowa miałaby sens (z wyjątkiem przebiegu ciąży) ale tak? przecież to
          jest śmieszne. Wywyższanie się z takich powodów (bo to jest wywyższanie się, tak
          jest to sformułowane, że niestety jest) świadczy wyłącznie o kompleksach a nie o
          jakichkolwiek zasługach.
      • hahalszka Sineira 20.12.06, 12:20
        zgadzam się z Tobą
    • dorotaifilip Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:26
      Ja rozumiem twój post jako porównywanie się z siostrą (taka rywalizacja?),
      która z was jest bardziej wydolną matką.
      A o dzieciach to ja mam swoją teorię, że każdy ma takie dziecko na jakie
      zasłużył. Czyli rozwijając myśl, dziecko rodzi się z temperamentem, podobnym do
      temperamentów rodziców, czy w jakiś sposób pojawiającym się w danej rodzinie.
      Śmiem uważać, że takie złote dziecko po prostu Ci się urodziło.
      dorota
    • tea_time1 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:29
      Zgadzam się z autorką wątku!!! MOIM ZDANIEM dzieci matek "mniej trzęsących się" są bardziej
      samodzielne. Nie zauważyłam z resztą zadnego niestosownego tonu w wypowiedzi malwinette (jak
      niektóre tu obecne mamy). Moja ciąża też była nie planowana, nie karmię synka piersią odkąd skończył
      miesiąc, staram się mieć czas dla siebie samej i męża a nie tylko dla dziecka i uważam że żadna krzywda
      Igorowi się nie dzieje. Kocham go, okazuję to ale nie mam klapek na oczach przysłanijących mi wszystko
      poza dzieckiem. Czy któraś z poprawnych,idealnych mam ma ochotę współczuć mojemu dziecku? Proszę,
      a ja będę współczuła jej smile
    • karolina10000 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 12:43
      Ciekawy temat poruszyłaśsmile
      ja osobiscie nie widze związku między chciana i wyczekiwaną ciążą/ lub nie i
      komplikacjami lub ich brakiem.
      Moja ciąza była planowana ale i "szybka" tzn.po 4 mcach.I również nie miałam
      żadnych komplikacji, poród naturalny bez wspomagaczy, figura tydzien po
      porodzie niemal taka jak przed.itd.itp.
      Piersia karmiłam jakieś 3 tyg. i z ulga zaprzestałam karmić ku obopólnej
      radości-mojej-ból, fatalne samopoczucie psychiczne w związku z karmieniem i
      odciąganiemuncertain) i córeczki -głód, niedosypianie, kolki.
      Od początku Asia spała sama we własnym łóżeczku i pokoju,(na początku owszem
      były głosne protesty) co zaowocowało szybkim przesypianiem nocy i zasypianiem
      bez konieczności tzw. usypiania w kilka minut. (Oby to sie utrzymało!!)
      Obecnie córka ma 2 lata i jest odporna, tak mówia lekarze, bo 2 katary w ciągu
      2 lat chyba o tym świadczą. póxniejsze choroby dzieciece nie maja związku ze
      sposobem karmienia bo i tak wiekszośc dzieci je przechodzi po pójściu do żłobka
      lub przedszkola, to normalne niestety.Sądze więc , ze mam prawo gloryfikowac
      butlęsmile
      Dla porównania, szwagierka karmi piersia, jest na diecie eliminacyjnej , jej
      dziecko dobrze przybiera na wadze, ale...codziennie ma silne kolki i bierze
      leki, a Asia miała dosłownie 2 kolki akurat podczas karmienia piersią.
      Co ciekawe, jej dziecko stale tez ktoś nosi, zabawia itp. wrecz nie pozwalają
      mu kwęknąć bo zaraz ktoś przybiega.I efekt juz jest-dziecko jest tak
      rozpuszczone ( 5 mcy), ze chwilę nie umie samo posiedzieć.
      Ale wracając do tematu ja tez nigdy nie "trzęsłąm "się nad córką, nie
      przesadzałam z higieną np (codzienne mycie podłóg bo dziecko raczkuje,nigdy nie
      sterylizowałam butli...)Ale bliskość była i jest do dziś,a córka jest b.
      samodzielna w pozytywnym sensie.Ja chwale sobie wychowanie umiarkowane, ze tak
      powiem, nie na zimno, ale też bez zbytniego roztkliwiania się jak moja
      szwagierka.
    • aga55jaga Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 13:01
      myślę że nie do końca masz rację - to że akurat twoje dziecko ma taki charakter,
      jaki ma nie jest dowodem na prawdziwość twojej tezy.

      Równie dobrze mogło by trafić ci się wrzeszczące pacholęcie, z którym nie
      wiedziałabyś co robić aby ucichło. I wówczas cała twoja "wyrodność" skończyła by
      się jeszcze zanim miałaby szansę się zacząć.

      Ja obie swoje córy nosiłam na rękach, spałam z nimi, tuliłam - czyli, wg
      niektórych - rozpieszczałam. I dziś mam dwie różne kobietki w domu o skrajnie
      różnych osobowościach.
      • falka32 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 13:11
        > Równie dobrze mogło by trafić ci się wrzeszczące pacholęcie, z którym nie
        > wiedziałabyś co robić aby ucichło. I wówczas cała twoja "wyrodność" skończyła b
        > y
        > się jeszcze zanim miałaby szansę się zacząć.

        O, to to.

        Albo trafiłoby się uczulenie i straszliwe kolki na pierwsze 10 rodzajów mleka
        modyfikowanego, które byś testowała kolejno, włącznie z Nutramigenem.
        Chyba, że brak alergii jest też zasługą nieplanowanej ciąży.
        • malwinette Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 13:48
          Falka, ale ja po raz kolejny już ci piszę, że ja wcale nie twierdzę, ze moje
          zachowania mają zwiazek z charakterem mojego dziecka.Pytam:co myślicie, czy to
          ma zwiazek, czy nie?Nie możesz tego zrozumieć?Natomiast, co do wielkości
          brzucha, to w MOIM PRZYPADKU,widze tu związek, między jego wygladem, a moim
          życiem.Ciąza wpadka, więc ciało w ciąży - psychika nie bardzo, nie oszczędzałam
          sie więc tak bardzo:żyłam raczej jak zwykle:basen raz w tygodniu,
          gimnastykaitd., nie podjadałam, bo mi się nie chciało, jakoś trudno było mi
          sobie nawet wyobrazić, że będę rodzić, a potem będe mieć dziecko. W zwiazku z
          tym ,że żyłam aktywnie ( moja siostra nie mogła ze względów medycznych, ale
          poza tym i tak nie poszłaby na basen nawet jakby mogła, bo żyła swoja ciążą-
          mdłościami, zachciankami, podjadaniem itp.po prostu była w ciaży i fizycznie i
          psychicznie)nie przytyłam nic, tylko urósł mi brzuch.Wiem, ze tycie w ciaży
          spowodowane jest głównie zmianami hormonalnymi, ale również zmianą trybu życia
          na bardziej leniwy.Poród szybki był bo miałam farta, ale lekarz sam powiedział,
          że jednym z wielu powodów szybkich porodów jest dobra sprawność fizyczna. Moja
          siostra miaŁA CC z wyboru:strach o zdrowie dziecka, bała się po prostu
          komplikacji przy porodzie.Na koniec chciałam jeszcze napisać, że bardzo kocham
          moją siostrę (bliźniaczkę zresztą)i cieszę się, ze mamy dzieciaki w podobnym
          wieku. Ona zazdrości mi spokoju mojego synka,a ja jej całkowitego spełnienia w
          macierzyństwie.
          • aga55jaga Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:01
            malwinette napisała:

            > Falka, ale ja po raz kolejny już ci piszę, że ja wcale nie twierdzę, ze moje
            > zachowania mają zwiazek z charakterem mojego dziecka.Pytam:co myślicie, czy to
            > ma zwiazek, czy nie?

            nie ma związku - żadnego - niestety albo właśnie stety big_grin

            ?Natomiast, co do wielkości
            > brzucha, to w MOIM PRZYPADKU,widze tu związek, między jego wygladem, a moim
            > życiem.Ciąza wpadka, więc ciało w ciąży - psychika nie bardzo, nie oszczędzałam
            >
            > sie więc tak bardzo:żyłam raczej jak zwykle:basen raz w tygodniu,
            > gimnastykaitd., nie podjadałam, bo mi się nie chciało, jakoś trudno było mi
            > sobie nawet wyobrazić, że będę rodzić, a potem będe mieć dziecko.

            ja też z pierwsza córę zaliczyłam wpadkę. Prowadziłam długo aktywny tryb życia,
            w 6 miesiącu ciąży brałam ślub, wesele przygotowywaliśmy sami, więc pracy było
            mnóstwo, w 32 tc remontowaliśmy mieszkanie, ciągle nas było wszędzie pełno - i
            przytyłam 28 kilo smile)))

            wielkość brzuszka to także fizjologia, o nieokreślonym mechanizmie.
            • falka32 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:40
              Wielkość brzucha jest związana z fizjologią a nie z trybem życia, to po
              pierwsze. Znam kobietę, która prowadząc od lat wyłącznie kanapowy tryb życia
              miała w ciąży maleńki brzuch, choć nie robiła nic w tym kierunku a po porodzie w
              ciągu 2 tygodni mieściła się w najciaśniejsze spodnie. Mięśni brzucha, z racji
              trybu życia, nie posiadała prawie wcale. Są też osoby prowadzące bardzo aktywny
              tryb życia, które pomimo to pod koniec ciąży z trudem utrzymują pion.
              Po drugie, możliwość prowadzenia w ciąży aktywnego trybu życia nie jest zasługą
              wyluzowanego podejścia tylko zdrowia i przebiegu ciąży. Czy gdybyś miała
              zalecenie lekarskie oszczędzania się, to nie przestrzegałabyś go? Czy w ramach
              wyluzowanego podejścia postawiłabyś jednak na chodzenie na basen i mniejszy brzuch?

              Może zanim sformułujesz jakąś nowatorską teorię, sprawdź, czy przypadkiem ludzie
              już czegoś na ten temat nie odkryli?
              • malwinette Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:51
                Przeczytaj jeszcze raz, powoli i dokładnie mój post.Zachowujesz się jak typowa
                teściowawinkPo prostu nie słuchasz co się do Ciebie mówi (pisze).
                • falka32 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:30
                  > Przeczytaj jeszcze raz, powoli i dokładnie mój post.

                  Przeczytałam, i co? Nic się nie zmieniło, nadal jest napisane to samo.

                  Zachowujesz się jak typowa
                  > teściowawinkPo prostu nie słuchasz co się do Ciebie mówi (pisze).

                  Rozumiem, że argumentów ci zabrakło, skoro zniżasz się do takich sformułowań?
          • koksik76 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 18:12
            hej, ciaza nie planowana ale chciana, bez problemow ale zakonczona cc, chlopak
            do 3 tyg na cycku, potem mieszane, od 2 tylko butelka-wg niektorych emam podaje
            sie w niej cjanek polaczony z klejem do tapet, do 1 miesiaca czasami spal z
            nami, potem w tylko w swojej kolysce przy lozku, po prostu go klade-wg
            niektorych emem odkladam jak niechciana lalke- i albo od razu spi albo patrzy
            sie na karuzelke i potem zasypia, czasami z najgorszym zlem tego swiata czyli
            tzw smoczkiem uspakajaczem czasami bez, zalezy jak mu pasi, od poczatku bralam
            go wszedzie -sklepy, wernisaze, spotkania z klientami (wlasna firma), kino,
            restauracje i znajomi. zostawiam go z babcia lub z opiekunka bez najmniejszych
            wyrzutow sumienia i tak 3/4 czasu spedzamy razem z czego bardzo sie ciesze i
            jestem bardzo szczesliwa, chlopak zdrowy, bardzo pogodny, spokojny (a w ciazy
            mialam duzo stresow) i prawie nigdy nie placze bez powodu (glod i nuda), pewnie
            taki egzemplarz ale mam cicha nadzieje, ze cos w tym mniej lub
            bardziej "wyrodnym" podejsciu tez jestsmile
            pozdrawiam swiatecznie te wyluzowane i te troche bardziej spiete swoim
            matkopolczeniem dziewczyny
    • jj555 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 13:51
      Nie masz zielonego pojęcia o tym co czuje i czuła twoja siostra,nawet jeśli
      chcesz to sobie wyobrazić, to Ci się nie uda. A dzieci na butli to zupełnie inne
      dzieci. Ja miałam podobnie jak twoja siostra, ale za to poród całkiem w normie.
      Potem dziecko dostało silnej żółtaczki i wylądowaliśmy w szpitalu. W zasadzie
      obawy o dziecko przeszły mi jak mała miała dopiero pół roku. O karmienie piersią
      też walczyłam i nie żaluję, a teraz już wszystko w normie, mogę nawet się
      zakwalifikować do tych bardziej wyrodnych matek(mała ma 9 m-cy). Więc daj
      siostrze czas a wszystko się unormuje.
    • mamajulki080506 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:22
      Ohoho Malwinette, ale poruszyłaś temat...to zupełnie nie w stylu Matki Polki,
      poświęcającej się do granic fizycznych i psychicznych mozliwości swojemu
      wytesknionemu dziecku smile)

      Żartuję...mam podobne zdanie do Twojego, ale nie nazwałabym sie wyrodną matką
      (chyba, jak jedna z mam napisała, nie wszystkie zauważamy ,że wyrodna jest
      w " " ). Ciąża była planowana (no jeśli tak mozna nazwać po prostu odstawienie
      pigułek), ale nie trzęsłam się bardzo nad sobą, miałam mdłości, przytyłam 20
      kg, urodziłam w 36 tyg, czułam się gruba, brzydka, nie był to najlepszy okres w
      moim zyciu (mimo to chciałabym miec jeszcze dwójkę bobasów)...do końca
      chodziłam do pracy (którą zresztą bardzo lubię)
      Mała ma 7 mcy, karmię piersią, ale jak miała 4,5 mca, wróciłam do pracy (mimo
      głupich spojrzeń niektórych członków mojej rodziny...po prostu nie wyobrażam
      sobie siebie przez 24 godz. tylko z dzieckiem i już) małą zajmuje się niania,
      której ufam w 100%, nie karmię według jakiegoś poradnika (co też wywołuje
      głupie usmiech u niektórych, jak daję małej do spróbowania coś z mojego talerza)
      ale tak na zdrowy rozum, jak nie jestem pewna czegoś rozmawiam z mamą, nianią,
      czytam forum, jak miała 6 tyg pojechalismy 350 km do moich rodziców, nadal
      odbywamy długie podróze....
      Może tak chaotycznie piszę, ale ..nie trzęsę się nad dzieckiem, jest ono
      częścią naszej rodziny, a nie jakimś dominatorem, któremu wszystko jest
      podporzadkowane i tak nam jest dobrze i małej też...to bardzo żywa, radosna
      trzpiotka, która śmieje się, jak tylko otwiera oczy...

      Czego żałuję? Tego, że nauczylismy ją bujania w kołysce, a teraz nie jestem
      odporna wystarczająco na jej płacz, żeby ją od tego odzwyczaić smile
      Więc bujamy i bujamy na zmiane z mężem smile))

      P.S. Niektóre mamy chyba nie potrafią wypowiedzieć swojego zdania, tylko od
      razu starają się wszelkimi mozliwymi słowami udowodnić, że nie masz racji...a
      niektórym przydałoby się szkolenie z interpretacji tekstu, bo tez mają z tym
      problem...
    • agnieszkamodras Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:46
      Z Twojego postu wynika, że nie jesteś matką wyrodną tylko noramlną zdrową
      psychicznie i rozsądną osobą. To tylko panujący zbiorowy pie..c każe Ci się
      tak czuc. Pozdrawiam
      • dazzle Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 14:56
        AM z SKS?
        • agnieszkamodras Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:00
          tak - marta?
          • dazzle Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:08
            nieeeee smile))
            KL
            • dazzle Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:15
              tez z SKS.
              • agnieszkamodras Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:22
                smile maz z wgm?
                • dazzle Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:41
                  tak!
    • dragon_fruit Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:05
      wszystkie tezy autorki watku sa prawdziwesmile))
      najłatwiej mają puste łby
    • figrut Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 15:09
      Dziwna ta Twoja teoria. Moja pierwsza ciąża - typoowa wpadka w wieku lat 18. W
      pierwszych miesiącach myślałam "a może coś się stanie i się tego balastu
      pozbędę". Kilka tygodni po 6 miesiącu przeleżałam w szpitalu na podtrzymaniu,
      nie z wielkiej miłości do mającego narodzić się dziecka, a zwyczajnie z
      obowiązku, dla czystego sumienia. Poród bardzo ciężki 65 godzinny, córka nieco
      podduszona przez długi poród. Pokochałam ją ogromną miłością w momencie
      urodzenia i tak już zostało. Karmiona piersią do lat trzech, spała ze mną też do
      lat trzech. Trzęsła się nad nią babcia panikara. Ja zawszwe należałam do osób
      mających nieco olewający stosunek do życia i podejście "na zimno" do poważnych
      sytuacji. Babcia latała z wnuczką do lekarza co tydzień bo mała dwa razy
      kaszlnęła, ja szłam tylko wtedy, kiedy coś mnie bardzo zaniepokoiło. Żadnych
      tabelek żywieniowych, obowiązkowego czytania, zabaw rozwojowych. Takie bycie z
      własnym dzieckiem na zasadzie "mamy wolne, szalejemy i robimy to, na co mamy
      ochotę". Dokładnie takie same podejście mam do moich młodszych synów, z tą tylko
      różnicą, że porody o niebo łatwiejsze i babcia nad głową nie wisi. Żadnych zabaw
      edukacyjnych, tabel żywieniowych, biegania do lekarza z byle duperelkiem, ale
      tak samo jak przy córce - karmienie piersią i wspólne spanie do około trzech
      lat, nieregularne pory snu, kładzenie dziecka spać bez kąpieli bo padło ze
      zmęczenia choćby nie wiem jak wysmarowane było [w takich sytuacjach dziób i
      łapki mokrą pieluchą przecieram]. Wszyscy noszeni na rękach lub w chuście bardzo
      długo i wszyscy charaktery zupełnie inne. Córka często płakała w nocy, ale w
      dzień była normalnym niemowlakiem. Starszy syn spał prawie całą noc od
      urodzenia, ale w okresie niemowlęcym jeden dzień prawie cały płakał, drugi
      prawie cały przesypiał. Najmłodszy od urodzenia przyklejony do mnie jak małpka
      w chuście bez ograniczeń czasowych, nocki przesypiał całe, w tej chwili w wieku
      2,5 lat o wiele mniej absorbujący od swojego 4,5 letniego brata. Chorowała dość
      często córka, dzięki babcinym wędrówkom [która mnie uważała za wyrodną matkę] do
      lekarza po antybiotyki na zwykłe przeziębienie. Synowie nie chorują [jak
      narazie]. Malwinette, wydrukuj sobie cały ten Twój wątek i przeczytaj za kilka
      lat, wtedy, kiedy Twojemu dziecku wyklarują się jakieś cechy charakteru, albo
      będziesz mamą po raz kolejny. Gwarantuję Ci, że pokręcisz wtedy nad nim głową i
      uśmiejesz się sama do siebie smile))
      • elf1977 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 16:34
        Autorce wątku trafił się taki egzemplarz. Ale jej świadomość macierzyństwa jest
        bardzo wątła...Co ma niechciana ciąża do "trzeźwej miłości"? Co ma do tego
        niekarmienie piersią? I tabeke żywnościowe i jeszcze wielki brzuch?
        Większość kobiet w ciąży pracuje, a nie prowadzi "kanapowy tryb życia",
        zachodzi w ciążę bez problemów, a później dość rozsądnie wychowuje swoje
        dziecko. Ja potrzę na córkę z dystansem, ale wielu rzeczy nie uniknęłam, np.
        wstawania do budzącego się dziecka przez półtora roku (mimo, że dawno już
        skończyłam karmić piersią), a także ścisłego stosowania się do tabel
        żywnościowych, z powodu alergii swojej córki.
        Takie śmieszne generalizowanie i jednocześnie samochwalstwo (bo przytyłam mało,
        żyłam aktywnie, łatwo urodziłam...). Może siostra miała cc bo chciała, ale
        niektóre kobiety rodzą w ten sposób, bo inaczej nie mogą. I mimo to nie trzęsą
        się nad swoim dzieckiem.
        Ja bardzo bym chciała czasem odpocząć, ale choć moja córeczka jest samodzielna,
        lubi przebywać w moim towarzystwie, a tego odmówić jej nie mogę.
    • kejti_82 Re: Czy "wyrodne" mają łatwiej? 20.12.06, 18:19
      Ja nie przeginam ani w jedną, ani w drugą stronę, ale muszę przyznać, że dziecko
      mam grzeczniutkiesmile Może taki egzemplarz...smile Wiem tylko, że moja mama
      wychowywała nas "na chłodno" i nie wspominam tego jakoś tragicznie, natomiast
      teraz (było nas 5 sióstr) jesteśmy zaradne, samodzielne, odpowiedzielne itp.
      itd. - nie chwaląc się. Kontakty z rodzicami też są super, a między nami ok.
      Natomiast moja teściowa chucha i dmucha na te swoje dzieci, żadnej konsekwencji
      w wychowaniu... i efekt taki, że jeden syn ćpa, córka starsza ucieka z domu,
      kiedy tylko może, młodsza w ogóle jakaś dziwna, dzięki Bogu mój mąż zaczął ze
      mną śmigać, jak miał 15 lat., więc zdążyłam o jeszcze przerobić na swojesmile
      Dzieci kontaktu z teściową nie mają byt dobrego, a między sobą to już prawie
      wcale... Ale może to zbieg okolicznościwink
Pełna wersja