żłobek- a moje uczucia

22.03.07, 22:29
maly ma juz 4,5 i niestety ja musze pojsc do pracy bo jestesmy sami i ktos
musi na nas zarobic.. mysle o złobku coraz częściej i coraz cześciej mnie to
przeraża.. boję sie roztania z nim.. na samą myśl ze on tam może sobie leżeć
sam, nikt sie do niego nie odezwie, nie uśmiechnie a jak pomarudzi to nikt go
nie wezmie na raczki i nie przytuli..bedzie tylko leżał z cumlem w buźce,,
tak mi go już żal..
miałyście takie uczucie? czy to ja chce zrobić z synka "mamin synka".
jak sie do tego przekonać.. bedzie mu tam dobrze?
    • tina10121 Re: żłobek- a moje uczucia 22.03.07, 22:51
      moj 1 synek byl skazany na dwie babcie i choc wiedzialam ze krzywda mu sie nie
      dzieje mialam ogromne wyrzuty ze mnie przy nim nie ma, dlatego teraz przy
      drugim synku mam zamiar zostac jak najdluzej, szkoda ze nie ma kto Ci pomoc,
      ale mysle ze nie bedzie mu zle w tym zlobku, przeciez to specjalisci
    • martinidryx2 Re: żłobek- a moje uczucia 22.03.07, 23:37
      Wiesz, Twoje uczucia są najzupełniej naturalne (gdybyś nie miała absolutnie
      żadnych obaw to byłoby coś dziwnegowink
      Nie mam dziecka w żłobku, ale swojego czasu rozważałam taką możliwość i nie
      wiem czy nie będę musiała wrócić do tematu, na szczęście trochę później, także
      rozumiem Twoje rozterki doskonale.
      Moja kuzynka ma dziecko w żłobku(też poszedł wcześnie)i chłopak rozwija się
      świetnie, lubi wychowawczynie, lubi chodzić do żłobka, nawet specjalnie nie
      choruje.Tak naprawdę wszystko zależy od ludzi, którzy tam pracują-idź, popytaj,
      pogadaj, popatrz. Teraz te żłobki naprawdę nie są takie złe(gdzieś pałętało mi
      się forum żłobki, też możesz zajrzeć; albo na regionalne - dowiesz się moze
      jaki żłobek polecają w Twojej okolicy)
      A jakby co - to tu na forum zawsze się możesz wygadać wink
      Pozdrawiam Ciebie i Małegosmile
      • deela nie jest tak zle 23.03.07, 01:43
        przynajmniej u mnie
        kiedys poszlam poniego do zlobka a tam sa takie drzwi ze slychac co sie dzieje,
        dopiero wyciagalam rzeczy i nie prosilam jeszcze o przyniesienie i nikt mnie nie
        widzial wiec too nie moglabyc pokazowka
        a oto co uslyszalam
        nagle moje dziecko sie rozplakalo, no co jak co ale placz swojego dziecka poznam
        i od razu ktos lecial i mowil "Julek a co to za płacze? nie ma powodu" i za
        chwile była cisza
        a za piec minut przyniesiono mi usmiechniete dziecko
        wiec to nie tak ze lezy samopas i wszyscy maja je gdzies
    • babie_lato1 Re: żłobek- a moje uczucia 23.03.07, 08:26
      Rozumiem Twoje obawy, przykro mi, że masz taki mus. Ale może pocieszy CIę
      historia mojego potencjalnego chrześniaka - otóż jego mama wychowuje go sama,
      Jaś musiał iść do żłobka. Dziś ma już 6 lat. Jest najgrzeczniejszym dzieckiem,
      jakie znam (przy czym ma całkiem żywiołowy charakterek), bardzo kontaktowy,
      sympatyczny, świetnie sobie radzi w przedszkolu, samodzielny od małego. Dodam,
      że jako malutkie niemowlę też miał ograniczony kontakt z matką, bo musiała pójść
      do szpitala. Czyli: czasem wiatr w oczy wieje i nie jest łatwo, ale nie musi to
      negatywnie odbijać się na naszych dzieciach, jeżeli zapewnimy im odpowiednią
      dawkę miłości (czyli maksymalną ha ha). Pozdrowienia smile
    • 12345a65 Re: żłobek- a moje uczucia 23.03.07, 19:53
      Mój synuś od dwóch tygodni adaptuje się w żłobku (prywatnym). Miałam potworne
      poczucie winy i jeszcze większy stres. Na samą myśl o tym, że nikt nie przytuli
      go gdy zapłacze, leciały mi łzy. Ale kiedy przypatrywałam się pracy żlobka,
      kiedy byliśmy tam razem (najpierw godzinka, potem dwie i tak stopniowo coraz
      dłużej) uspokajałam się. Dzieci w żlobku płaczą, gdy jest pora jedzenia - czyli
      tak jak w domu(niestety z reguły wszystkie na raz są głodne), gdy chcą spać
      oraz gdy widzą, gdy jedno z nich płacze. W tym ostatnim przypadku uspokoić
      dzieci jest najtrudniej. Dlatego pracownicy żłobka nie mogą sobie pozwolić na
      to, by któreś z dzieci płakało. Gdy zaczął się tydzień pozostawiania przeze
      mnie dziecka samego (najpierw godzinka, potem dwie i tak do pełnego dnia)serce
      chciało mi wyskoczyć z piersi, a oczy miałam non stop mokre. ALe za każdym
      razem gdy wracałam po niego widziałam pełną uśmiechu buzię, suche oczka i
      nosek. No i trochę jestem spokojniejsza. Tym bardziej, że patrząc na inne
      dzieciaki mały w ciągu tygodnia zabiera sie do raczkowania- podciąga nóżki pod
      brzuszek. A ledwie skończył 6 miesięcy. Pocieszam się też, że niezależnie od
      tego, czy oddaje dziecko do żłobka, pod opiekę niani czy babci NAJGORSZE jest
      samo rozstanie i niewidzenie dziecka. A to nieuchronne...
Pełna wersja